Mówią, że szczęście to jak wygrana w totka albo figurka w kinder niespodziance – albo ci się trafia, albo nie. Albo rodzisz się jako ktoś, komu wszystko wychodzi, albo radzisz sobie całkiem przeciętnie. Prawda jest jednak taka, że to, czy czujesz się szczęśliwy czy nie, w głównej mierze zależy od ciebie. I jeżeli większość rzeczy w twoim życiu ci się nie podoba, to prawdopodobnie sam siebie sabotujesz.
Smutne, ale prawdziwe.
Większość z nas sabotuje swoje szczęście non stop. Z jednej strony ciągle dążymy do tego, żeby żyć, spełniać swoje cele, osiągać kolejne sukcesy i mieć uśmiech na twarzy, a z drugiej strony cały czas robimy coś, co nam w tym ewidentnie przeszkadza i sprawia, że zamiast skakać ze szczęścia, zwieszamy nos na kwintę. Na własne życzenie.
Ciągle żyjemy przeszłością
Każdy z nas zna przynajmniej jedną osobę, która ciągle żyje przeszłością. Wspomina, jak kiedyś było fajnie, jak kiedyś to coś robiła, osiągała sukcesy, było łatwiej, przyjemniej – a teraz jest okropnie. Uważam, że wracanie do przeszłości czasami nam się przydaje, ale nadmierne rozmyślanie, jak w liceum było świetnie, a teraz jest do dupy, albo jak kiedyś byliśmy świetną paczką przyjaciół, a teraz wszystkim drogi się rozjechały sprawia, że ciągle siedzimy zdołowani i nie zamierzamy nic zmienić, bo przecież cokolwiek byśmy nie zrobili, nigdy nie będzie tak fajnie, jak kiedyś.

Boimy się cokolwiek zmienić.
Pracę, związek, przyjaciół, myślenie, postępowanie – cokolwiek. Ludzie boją się spróbować sushi, a co dopiero poszukać innej pracy! Takie stanie w miejscu spowodowane najczęściej jest tym, że boimy się, że coś nam się nie uda i będziemy musieli podwinąć ogon. Niestety, przykro mi niektórych uświadamiać, ale życie jest jak totek – czasami musisz zainwestować i zaryzykować, a i tak nie wiesz, czy wygrasz złotówkę, dwa miliony czy nic.

Martwimy się… NON STOP.
Znacie to? Ja teraz biorę udział w kursie na instruktora fitness, który kończy się egzaminem. Kurs trwa 3 tygodnie. Już DRUGIEGO DNIA ludzie marwili się, że nie zdadzą egzaminu! Wyobrażacie to sobie? 3 tygodnie stresowania się czymś, co jest w jakiejś tam przyszłości. 3 tygodnie psucia sobie humoru i zdrowia napięciem. Po co się tak spinać? Ludzie martwią się sesją na początku semestru albo przeprowadzką, która czeka ich za rok… a jeszcze bardziej lubimy martwić się rzeczami, na które nie mamy wpływu – np. oceną sprawdzianu po jego napisaniu. Poszło nam czy nie poszło – nic już nie zmieni to, czy będziemy się martwić, czy nie.
Ciągle czekamy na wielką zmianę.

Która oczywiście nigdy nie nadejdzie. Ludziom się wydaje, że jeśli w życiu nadchodzi jakaś zmiana, to ona po pierwsze, nadchodzi sama, po drugie, robi to z większym hukiem, niż fajerwerki na nowy rok. A najczęściej przecież zmiana to dużo własnej pracy i jeszcze więcej nieprzespanych nocy, a nie nagły piorun z nieba i anielska muzyka. No i głos z góry: “hej Ala, dzisiaj zmieni się twoje życie!”.
Nie dbamy o swoje zdrowie.

Bo przecież jesteśmy jeszcze młodzi i szczupli, więc po co nam ćwiczenia i jedzenie warzyw, skoro można tego nie robić? Ludzie zapominają, że zdrowy tryb życia to przede wszystkim INWESTYCJA. W siebie! Inwestujemy w to, żeby nigdy nam się nic nie stało, żebyśmy nie musieli starości spędzać w szpitalu albo żeby nagle w wieku 30 lat nie okazało się, że zjada nas nowotwór. Zacznijcie proszę myśleć o swoim zdrowiu, bo to że ktoś fika na siłowni nie znaczy tylko, że po prostu zależy mu na szczupłej talii…
Zakładamy, że i tak nam nie wyjdzie
Więc po co w ogóle próbować? To chyba jedna z najsmutniejszych rzeczy, która mnie rusza w ludziach. To poddanie się na samym początku… ludzie nawet nie próbują, tylko stwierdzają, że są beznadziejni i nic nie ma sensu. Albo, że udaje się tylko nielicznym,więc po co tracić czas. To nieprawda! Właśnie dlatego tym, którzy próbują, się udaje, bo chociaż podjęli próbę. Dlaczego tak się boimy tego, że nam nie wyjdzie? Przecież zawsze można spróbować jeszcze raz!
OBUDŹ SIĘ
Im wcześniej zauważysz, że sam sabotujesz swoje szczęście – tym lepiej dla ciebie. Przestańmy wreszcie i zacznijmy zauważać, że to nie inni kopią pod nami dołki, tylko my sami to robimy i to całkiem skutecznie.
Do przemyślenia na dziś. 🙂

Wiele prawdy w tym co piszesz. Trzeba się szybko obudzić i przestać zamartwiać. Wziąć się z życiem za bary i zadziałać. Choć przyznam, że to zamartwianie i zmienianie samych siebie nie jest łatwe do przełamania. Walczę z tym już od dobrych paru lat. Jest lepiej, ale wciąż daleka droga przede mną. Nie poddaję się jednak 😀
Znam to 🙂 Trzeba zacisnąć zęby 🙂
Myśle, ze najgorsze z tego wszystkiego jest poddawanie sie zanim jeszcze sie sprobuje. W ten sposob ludzie nie dają sobie nawet szansy na lepsze życie.
To prawda!
Ja osobiście dodałabym jeszcze otaczanie się nieodpowiednimi ludźmi, którzy też mają wpływ na nasze życie. Sama zauważyłam, że lepiej mi się żyje, jak nie zadaję się z ludźmi, którzy mnie oceniali, krytykowali, podnosili sobie samoocenę moim kosztem oraz wypominali wszystkie błędy.
Znam to z własnego doświadczenia! Niestety niektórzy ludzie są jak kotwice owszem poszerzają nasze horyzonty ale umniejszają nasze marzenia 🙁 Najgorsze jest to, że zbyt późno dostrzegamy toksyczny wpływ jaki wywierają na nas znajomi którymi się otaczamy , a jeśli szczęśliwym zrządzeniem losu udaje nam sie od nich uwolnić to potem przez lata uczymy się siebie na nowo . Walczymy ze strachem i byciem nikim w swoich własnych oczach,
życzę Ci wytrwałości w szukaniu dobrych ludzi z którymi warto iść przez życie.
To prawda! Brzmi nieludzko, ale czasami lepiej odciąć niektóre znajomości, bo nie wnoszą nic dobrego do naszego życia 🙁
Zgadzam się w 100%. Wiele rzeczy niestety dotyczy mnie osobiście, chociażby to martwienie się na zapas. To naprawdę potrafi zatruć życie, a później i tak okazuje się, że albo wyszło zupełnie inaczej niż myśleliśmy np. dużo lepiej, albo nie wyszło i trudno, świat się nie zawalił. Ale zniszczone nerwy zostały…
Walczę z tym, ale jakoś opornie idzie. Mam jednak nadzieję, że z czasem będzie coraz lepiej ☺
Też to mam, ale również staram się z tym walczyć 🙂 zdecydowanie za często martwię się na zapas 🙁 Zdarza mi się to nie tylko gdy czeka mnie coś ważnego (np.jakiś egzamin), ale czasami również bez jakiejkolwiek przyczyny, coś w stylu “na razie jest ok, ale co jeśli kiedyś będzie źle” : teraz gdy o tym pomyślę wydaje mi się to absurdalne, ale niestety tak właśnie bywa 🙁
Może to też kwestia tego, że wiele razy słyszałam od innych teksty w stylu: “nie ciesz się tak od razu” itp. : no i oczywiście absolutny hit ostatniego miesiąca: “nie przesadzasz trochę? Wiem że się cieszysz, ale nie możesz być pewna, że to na zawsze. Nie przywiązuj się tak, bo potem będziesz żałować kiedy z jakiegoś powodu się rozstaniecie” – reakcja pewnej bardzo bliskiej mi osoby, która najwyraźniej uznała że jestem z moim chłopakiem zbyt szczęśliwa :
Dziewczyny, ja też się często martwię na zapas. Jak się na tym złapię, to właśnie sobie wtedy mówię, że po co mam się martwić czymś, co i tak nie zależy ode mnie/będzie kiedyś. 🙂
Mój problem to martwienie się błędami z przeszłości (nawet dalekiej), ciągłe ich roztrząsanie i ogromny lęk przed przyszłością, do tego całkowita nieumiejętność podjęcia decyzji, właściwej oceny możliwości i predyspozycji.
Karolcia, głowa do góry. Ja się martwię często właśnie przyszłością i rzeczami, które mnie czekają, chociaż jest to naprawdę głupie i kompletnie niepotrzebne. Co do oceny możliwości i predyspozycji, zauważyłam, że dobrze jest raczej zakładać, że da się radę – najwyżej nie dasz, nic się nie stanie, zawsze można spróbować jeszcze raz. Za to odpuścić… nie zawsze jest wtedy druga szansa. 🙂
Masz rację, za dużo myślimy o przeszłości. Ja niestety ciągle żałuję, że nie zrobiłam czegoś w tej i tej sytuacji. Z drugiej strony Twój post zmusił mnie do zastanowienia, a wniosek jest taki, że żałuje tylko tego czego nie zrobiłam. Podejmowanie ryzyka i wprowadzanie zmian zawsze niesie coś pozytywnego. W końcu “Dlaczego tak się boimy tego, że nam nie wyjdzie? Przecież zawsze można spróbować jeszcze raz!”, a przy okazji zawsze możemy nauczyć się czegoś nowego czy choćby dowiedzieć czegoś o nas samych 🙂
Nie lubimy przegrywać, więc nawet nie próbujemy i to jest rzeczywiście bardzo smutne! Grunt to zrozumieć ten fakt i zacząć działać w tym kierunku 🙂
A ja próbowałam ! I to kilkukrotnie i nie wyszło kompletnie NIC.
Dlatego nie lubię powszechnego uogólnienia “wyjdź z domu, zrób coś sam, udaje się tylko odważnym, mamy tyle na ile się odważymy”. Nie zawsze opuszczenie ‘bezpiecznej posadki’ i próba pójścia na swoje kończy się happy endem.. Ja kiedyś byłam odważna. Próbowałam kilku różnych rzeczy (chodzi tu o kwestie zawodowe) Jednak rzeczywistość zweryfikowała moje plany i marzenia. Coś co wydawało się planem idealnym okazywało się ‘niczym specjalnym’. Cieszyć się mogę tylko z nabytych doświadczeń, większej dojrzałości po nich i tego, że nie zostało po tym żadnych zobowiązań finansowych. Jednak uważam że wszystko dzieje się PO COŚ, może czasem lepiej siedzieć na dupie i cieszyć się z tego co się ma? Rozwijać się tam, gdzie jest ku temu możliwość, zamiast na siłę i za wszelką cenę próbować czegoś innego ? 🙂
Masz ciekawe rozkminy ,czytam Twojego bloga od dłuższego czasu i moje życie się zmieniło dzięki praktycznemu zastosowaniu 🙂
Przestałam się bać wielu rzeczy i mam większą motywację ,nie cackam się już nad sobą ale z drugiej strony jestem sama dla siebie najlepszą przyjaciółką i to bardzo pomaga .
Problemy są ale teraz raczej je rozwiązuję a nie załamuje .
Zycie nie jest proste ale przynajmniej czuję ,że żyje i że robię to co mogę .
Wiele jeszcze w życiu będę musiała się nauczyć ale jest coraz lepiej i jestem wdzięczna za to ,że jestem zdrowa i mogę działać .
Myślę ,że najbardziej nieszczęśliwi są ludzie ,którzy traktują życie z buta ,bez szacunku ,nie dbają o zdrowie ,bo przecież się należy ,praca marzeń tez się należy ,tylko zamiast popracować w wolnym czasie to najlepiej tylko siedzieć przed telewizorem .
Szanujmy zdrowie i życie 😉
Doceniajmy to co mamy 🙂
Ograniczają nas ściany które sami budujemy niestety… Od pewnego czasu a dokładnie odkąd czytam twoje blogi coś mi się w głowie poprzestawiało dużo poukładało i dzisiaj pierwszy raz odważyłam się pójść do restauracji i zamówić jedzenie które na początku wydawało mi się niedobre bo pewnie za tłuste a co jeśli będzie za ostre itd. Wiem i zdaję sobie sprawę , że dla niektórych zamówienie jedzenia to nic takiego ale dla dorosłej nieśmiałej kobiety to wielkie wyzwanie , byłam dumna z siebie a obiad bardzo mi smakował chyba się zakocham w Podlasiu i babce ziemniaczanej 🙂 Pozdrawiam!
Dzisiaj mam jakiegoś takiego doła i Twój post dobrze mi zrobił. Też mnie smuci, kiedy ludzie zakładają z góry, że im się nie uda itp. a przecież sama też czasami to robię. Pora się kopnąć w tyłek. 🙂
a
ddddddd
Oj Marta, Marta! Zastanawiam się czy Ty nie jesteś czasem jakimś stalkerem bo cały czas wstawiasz tu teksty, które potrzebuję akurat W MOMENCIE CZYTANIA! 🙂 Cudowna motywacja! <3
Motywacja zawsze dobra, ale kurcze zdecydowanie łatwiej pisać takie rady niż wprowadzić je w życie. Ja np. to wszystko wiem, a niestety nie zawsze udaje mi się uniknąć stresowania się niepotrzebnymi rzeczami albo wmawiania sobie, że nie ma po co próbować, bo i tak mi się nie uda. To są problemy, z którymi niestety trzeba czasami długo walczyć. :/
https://konterfekte.blogspot.com/
Niestety mam dokładnie tak samo. Marto, masz jakis pomysl jak to zmienic? Jak przestac siebie sabotowac?
Chyba w każdym z tych sześciu punktów jestem prawdziwą mistrzynią. Popieram komentarz kelayno, że z tego typu problemami trzeba dłuuuugo walczyć, oswoić się z nimi i przemyśleć na milion sposobów, poznać siebie, zrozumieć dlaczego takie rzeczy pojawiają się w naszym życiu i dopiero ze zrozumieniem ich i siebie zacząć je zwalczać.
Wszystko prawda. A wiesz co oznacza “martwić się”? Umartwiać. Umartwiając siebie, po prostu zabijamy swój cały, naturalny optymizm, z którym się urodziliśmy.
Pozdrawiam.
wdrodzedonikad.blogspot.com
dziękuję:) jestem zazwyczaj uśmiechnięta ale złapałam trochę doła bo mam stres w pracy po przeczytaniu stwierdzam że jest super i że dam radę iść na przód 🙂
Jeżeli już mówimy o rzeczach, które nas unieszczęśliwiają to ja bym jeszcze dodała, że zbyt często przejmujemy się opinią innych i ograniczamy się do czynności, którymi nie narażamy się na krytykę, dezaprobatę czy jakiekolwiek złe słowo, do czynności, które są “pod” innych ludzi. Dajemy im pełną kontrolę nad samym sobą. Oprócz tego porównujemy się do innych i uważamy, że na jakimś polu jesteśmy gorsi od reszty społeczeństwa, co jest pokarmem dla narastających kompleksów.
Oprócz tego, zgadzam się z wszystkim co napisałaś.
http://opowiadanialiterackie.blogspot.com/2016/08/najbardziej-zaskakujace-momenty-igrzysk.html
Coś w tym jest. Jest jeszcze jedna rzecz. Okropnie deprymująca. Zmiana nie nadchodzi, choć bardzo mocno na nią pracujemy. Są małe sukcesiki, ale ten duży, ten decydujący, wciąż się wymyka. Ech…
A tak w ogóle, fajny blog. Zaglądam od dawna, ale odzywam się po raz pierwszy. Gratuluję.
Niestety u mnie każdy punkt się zgadza 🙁 Problem w tym, że zawsze byłam perfekcjonistką. Wszyscy zazdrościli mi zorganizowania, sukcesów, tego, że potrafię efektywnie robić nawet kilkanaście rzeczy na raz, rozwijać swoje pasje i przy tym świetnie się uczyć. Od jakiegoś czasu (dokładnie od 2 miesięcy, jak zaczęłam ciężki kierunek studiów) sporo rzeczy mi nie wchodzi i nie potrafię w takich sytuacjach myśleć pozytywnie, uwierzyć, że zła passa minie i DAM RADĘ :/ Nie wiem, czy te studia są dla mnie, ponieważ nie znalazłam jeszcze wystarczająco dużo czasu, żeby przyłożyć się do nauki. Cały czas się zamartwiam i wypominam sobie, że “przecież ja taka nie jestem, zawsze dawałam sobie radę”… :/
Mnie studia prawie zniszczyły.
Zabierały mi 90% mojego czasu.
Nie poradziłam sobie z ich ciężarem, dlatego teraz mam roczną przerwę.
Powinnam być na III roku.
Tego bloga znalazłam przez przypadek.
Ostatnio zauważyłam, że bardzo długo chodzę przygnębiona, siedzę w dołku i nic mnie nie cieszy.
Szukam motywacji, żeby wstać z łóżka i coś ze sobą zrobić.
Trzymajcie za mnie kciuki !
Powodzenia wszystkim którzy maja taka sytuacje
Dlatego nic tak nie wyzwala, jak uświadomienie sobie, że skoro kiedyś w
przeszłości coś było takie super (choć swoją drogą to też tylko tak
”średnio” jest prawda), to i tak, ani wtedy, ani 20 lat temu, ani 10
lat temu, ani wczoraj, ani dziś – czyli ogólnie w sumie nigdy nie
wiedziałaś i nadal nie wiesz co można było zrobić lepiej, lub co
należało zrobić lepiej, inaczej i jak – aby to za czym tęsknisz z
przeszłości mogło trwać i rozwijać się aż do teraz. Nic tak nie wyzwala,
jak właśnie uświadomienie sobie tej prawdy o życiu, że po prostu
wszystko do dupy było w sumie zawsze i nie ponosisz winy za to, że nie
zdołałaś (i/lub nie zdołałeś) temu zaradzić. .