Mówi się, że prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie. To bzdura. W biedzie łatwo o znajomych. Łączy was przecież dużo: można razem ponarzekać na świat albo poużalać się nad sobą. Kiedy nie wychodzi, przyjaźnić się jest łatwiej: można posłuchać jak twojemu znajomemu życie się wali, poklepać go po plecach i cieszyć się, że ty masz lepiej.

Prawdziwych przyjaciół poznaje się wtedy, kiedy coś ci zaczyna wychodzić.
Bo wtedy nagle okazuje się, że twoja ukochana paczka, zgrany skład, najlepsi kumple nie mogą znieść tego, że wszystko u ciebie w porządku.

Spełniam właśnie jedno ze swoich największych marzeń. To znaczy: tak naprawdę jeszcze dogaduję szczegóły, ale już ekscytuję się na prawo i lewo. Nie mogę jeszcze powiedzieć wam, o co dokładnie chodzi, ale generalnie jest to jedna z takich rzeczy w życiu, na które mówi się: wow, ale fajnie i o którą nie tylko ludzie z branży uważają za coś dużego, ale także wszyscy inni. Po prostu, jak ktoś to robi, no to jest szacun i lecą korki z szampana, kolorowe balony, a koty tańczą makarenę.

Kiedy dowiedziałam się, że mój pomysł się przyjął i że moje marzenie osiągnęło status: zaczynamy spełnianie, jedną z pierwszych rzeczy, którą zrobiłam, było napisanie do wszystkich ważnych ludzi w moim życiu, żeby się tym podzielić.

I to była najlepsza weryfikacja znajomych, jaką mogłam zrobić.

LUDZIE DZIELĄ SIĘ NA TRZY GRUPY

Generalnie, jeżeli ktoś chciałby przeprowadzić test na dobrego przyjaciela, to wystarczy wymyślić sobie jakiś sukces (awans, duży przelew, wygraną w totka, osiągnięcie czegoś) i rozpowiedzieć to tym, których chcemy sprawdzić. Bo reakcje są trzy.

Pierwsza grupa ludzi, którym o tym opowiedziałam, prawie się posikała ze szczęścia. Cieszyli się tak, jakby to marzenie było ich i właśnie byli w trakcie ich spełniania. Gdyby mogli, pobiegliby do sklepu po fajerwerki i puścili je pod moim oknem. Tak mnie tym wzruszyli, że chciałam ich wszystkich naraz uściskać. Na zmianę pytali mnie o szczegóły, gratulowali i wykrzykiwali niewybredne słowa, o których lepiej nie będę tutaj mówić, bo wolę jednak na blogu udawać, że jestem wychowana i nie znam takich zwrotów, oznaczających jednocześnie radość/ból/szok/niedowierzanie/szczęście/nieszczęście i wszystko inne.

Druga grupa ludzi, to grupa w stylu zmartwionych rodziców. A czy ktoś mnie nie oszuka? A czy to na pewno się uda? A czy ja sobie dam radę? Kiedyś przejmowałam się tym typem reakcji i brałam to strasznie do siebie, ale teraz myślę sobie, że jak chcą, to niech się martwią. Pokażę im, że dam radę. 🙂 Nie mam im tego za złe: zależy im na mnie i martwią się, żebym się nie rozczarowała. Nie jest to najlepsza reakcja na świecie, ale zawsze jakaś.

I trzecia grupa ludzi, to ludzie, na których najbardziej mi zależało, a którzy najbardziej mnie rozczarowali. To bardzo bliskie osoby, które po usłyszeniu, że będę realizować swoje marzenie, zmieniły temat. W trybie natychmiastowym.

Nie zrozumcie mnie źle: żeby nie było, nie chodziło mi o to, żebyśmy całymi dniami rozprawiali o tym moim marzeniu i tym, co się w moim życiu dzieje. Osoby, które mnie znają osobiście wiedzą, że raczej nie mówię za dużo o sobie konkretnie. Ale to było coś w tym stylu:
JA: HEJ, JESTEM W CIĄŻY!
ONI: A, OK. A JA DZISIAJ BYŁAM W SKLEPIE I KUPIŁAM SOBIE SPODNIE. HEJ, MYŚLISZ, ŻE BĘDZIE BURZA? BOŻE, JAKI MIAŁAM OKROPNY DZIEŃ W PRACY.

(Mamo, nie denerwuj się, nie jestem w ciąży. To tylko przykład.)

Za pierwszym razem myślałam, że może wiecie, internet zawinił, przekaz gdzieś się zagubił, chwila była nieodpowiednia, no cokolwiek. Więc stwierdziłam, że na razie przymknę na to oko i postaram podzielić się tym w innym terminie. Stanęło na spotkanie twarzą w twarz. Rozmawiamy o tym co u nas, słucham opowieści z pracy i o dzieciach, gadania o najnowszych zakupach i kłótniach z małżonkiem. Kiedy nadchodzi chwila na moją opowieść, mówię z przejęciem:
JA: No, udało się! Dogadałam się i jestem w ciąży.
ONI: Mhm, a jak tam Nitka? Hej, co zamawiasz? Pijemy wino czy sok?

Ostatni raz zlała mnie tak pani w sklepie, kiedy miałam sześć lat i próbowałam coś kupić, ale lada mnie zasłaniała i nie było mnie widać.

DOBRZE, JAK CI JEST NIEDOBRZE

Wróciłam do domu przygnębiona i zastanawiałam się o co chodzi. Dlaczego nie chcieli nawet o tym rozmawiać? Przypomniałam sobie wszystkie nasze rozmowy i dotarło do mnie, że było tak za każdym razem, kiedy coś mi wychodziło. Marta przychodzi z fajną wiadomością – udajmy, że jej nie widzimy. Pogadajmy o czymś innym.

Prawdziwie pasjonującym ich tematem były, na przykład, moje porażki. Kiedy w tamtym roku miałam problem z zaliczeniem przedmiotu i nie byłam pewna, czy zdążę na czas. Albo kiedy pokłóciłam się z Patrykiem. Albo kiedy coś tam mi się stało. Ogólnie rzecz biorąc, kiedy mnie nie szło, to rozmowa była dla nich najciekawszą możliwą rzeczą na świecie.

STARCZY DLA KAŻDEGO

Nie mogłam tego zrozumieć. Widzicie: ja nie jestem aniołem. Nie zazdroszczę z reguły ludziom, ale czasami mi się zdarza. Patrzę na kogoś, widzę jak osiąga coś/ma coś co ja chciałabym mieć i też czuję zazdrość. I ta zazdrość motywuje mnie do tego, żeby działać dalej i robić swoje. Nie myślę sobie nigdy: a żebyś sobie nogę złamał. Albo: ale z niej głupia baba, bo ma takie fajne, swoje mieszkanie, a ja muszę siedzieć na wynajmowanym. Co mi to da, że komuś będzie gorzej?

Już dawno przekonałam się, że świat jest taki duży, że starczy dla wszystkich, wystarczy to dobrze rozegrać. To jak z czytelnikami na blogach: polecam w Piątku z Martą blogi, bo przecież to, że czytacie mojego bloga, nie znaczy, że sobie pójdziecie, jeśli polecę kogoś innego. Przecież można czytać więcej, niż jeden blog, na litość boską! Ktoś więc może dzięki mojemu poleceniu zyskać czytelników, ale ja na tym nie tracę, bo oni ode mnie nie uciekają.

I tak jest w prawie każdej dziedzinie życia. Nic nie tracisz na tym, że komuś życzysz dobrze i jesteś w stanie cieszyć się z czyjegoś szczęścia. A nawet patrząc czysto interesownie i całkowicie niemoralnie, lepiej się wyjdzie na tym, by podpiąć się do kogoś i odcinać od jego sukcesów kupony, niż nienawidząc go, życząc mu źle albo cieszyć z jego porażek.

NIE MA PRZYJAŹNI BEZ ŻYCZENIA SOBIE DOBRZE

Nie wierzę w to, że można przyjaźnić się i nie cieszyć się z czyjegoś szczęścia. To nie jest dla mnie przyjaźń. Przyjaciele są jak rodzina: przecież kiedy mojej siostrze czy mojemu bratu coś wychodzi, to pierwsza mam ochotę wybiec do świata z koszulką z nadrukowanym ich imieniem! Logiczne. Kiedy wychodzi coś mojemu chłopakowi, tacie albo właśnie przyjaciołom – CIESZĘ SIĘ. Bo to tak, jakby udało się mnie.

Przyjaźnić w biedzie się łatwo. Można komuś pomóc i odgrywać rolę łaskawego pana. Można słuchać, jak ktoś się potyka raz za razem i pocieszać. Ale sztuką jest przyjaźnić się w szczęściu.

Sztuką jest słuchać o tym, że komuś świeci słońce, kiedy tobie wieje w twarz i jeszcze się z tego cieszyć.

Przeczytaj także:

  • Mes

    Też miałam taką „przyjaciółkę”, fakt że zmieniłam miejsce zamieszkania ułatwił mi zerwanie kontaktu i poczułam się lepiej. Chociaż nadal się zastanawiam czy to była dobra decyzja. Mam miękkie serce, ale ona nigdy nie cieszyła się moim szczęściem, a znałyśmy się wiele lat i niestety z wiekiem zaczęłam coraz bardziej to zauważać. Cierpliwość cierpliwością ale już miałam dosyć, nawet jeśli przyjaźń od tak zwanego przedszkola.
    No ale cóż można zrobić w takiej sytuacji?

    PS: Żeby nie było, gadałam z nią o tym często, kiedyś nawet była wielka kłótnia z tego powodu, ale nic się po niej nie zmieniło. Widać niektórzy juz tak mają i nic nie można na to poradzić.

    • Myślę, że to musi zmienić się nastawienie danej osoby, a do tego potrzeba nie kogoś z zewnątrz, tylko ta osoba musi sama tego chcieć. Inaczej nic się nie zmieni… znam takie decyzje ze zrywaniem znajomości i też mam zawsze miękkie serce, ale to często prowadzi donikąd. Niektórzy ludzie nie chcą się zmieniać i się nie zmienią 🙁

  • December

    Ludzie nie bardzo lubią słuchać, gdy komuś coś wychodzi, bo albo włącza im się wtedy tryb wyrzutów sumienia (przecież też bym mogła tak pracować na sukces, czemu jestem takim leniem?) albo faktycznie mają trudny czas w życiu i pomimo ich starań życie układa się źle. Przyznam, że ostatnimi czasy wiedzie mi się dobrze, ale staram się nie epatować jak to mi świetnie idzie w tym i w tamtym, bo zdaję sobie sprawę, że niektórzy moi znajomi przechodzą obecnie stresujące chwile i nie w głowie im radować się z mojego szczęścia. Nie wymagam od nich by sztucznie się uśmiechali i okazywali udawany entuzjazm, gdy sami mają pod górkę, bo każdy z nas jest tak naprawdę trochę wewnętrznym egoistą. Może Twoi znajomi przechodzą trudne chwile, o których nie wiesz i zmieniają temat, by nie wyszła z nich gorycz?

    • Nie, wtedy to nie byłoby w ogóle tematem wpisu.
      Mówię o zachowaniu w tym stylu ZAWSZE. Nawet, kiedy sami są szczęśliwi.

  • Taka sobie

    Moja najlepsza przyjaciółka od dziecięcych lat,zawsze byłam przy niej. w zeszłym roku Wychodziłam za mąż , zaprosiłam ją a jakże ale nie przyszła „sorry wyjeżdzam z X na weekend”… Następnego dnia wieczorem dostaje smsa ” Słuchaj gdzie w Twoim mieście kupić waciki bezpyłowe? ” … nie oczekiwałam wiele… ale może chociaż „wszystkiego dobrego”?

  • To ma tyle sensu, co wykupienie wszystkich ulubionych czekoladek ze sklepu, żeby nikt inny nie mógł ich zjeść. No halo, ale jak ktoś jest mi bliski, to się cieszę, że coś osiągnął. Ba, nawet mogę mu w tym pomóc. Co mi da, że skoro ja nie mam czegoś, to on też tego nie będzie miał? Nawet, jak mówisz, kiedy jesteśmy wyłącznie interesowni, to ta osoba kiedy coś osiągnie, to może chociaż nam coś „odpali”. ;D

  • Ania.

    Jeden z najlepszych wpisów, jakie czytałam ! Uwielbiam to, jak postrzegasz świat i pokazujesz to innym. Można się totalnie absolutnie wiele nauczyć. 🙂

  • Pola

    A co jeśli ktoś nie ma nikogo i jest sam na świecie jak palec? Też jest łatwiej liczysz na samego siebie i tyle. Ja nie mogę liczyć nawet na tych fałszywych przyjaciół.

    • Ania i Agnieszka

      Większość jest fałszywa, ale przecież masz Jednego – Prawdziwego ( Jezusa Chrystusa) do Niego zawsze możesz przyjść 🙂

    • Mogę tylko powiedzieć, żeby szukać. 🙂 I nie tracić nadziei.

  • Podoba mi się to Twoje podejście do świata 🙂 nauczyłam się nie być tą trzecią osobą i się bardzo z tego cieszę, bo dzięki temu jest super kiedy możesz się z kimś cieszyć z sukcesów zamiast tej osobie zazdrościć 😀

    • Dokładnie – w ogóle jak dużo lepiej wtedy się człowiekowi żyje, bo nie ma jakiejś głupiej spiny i nerwów z powodu innych ludzi 🙂

  • Julia

    Skąd ja to znam… 🙁 powiem tyle: miałam bardzo dobrą przyjaciółkę, myślałam że dobrze mi życzy, ale chyba się mylilam. Swój błąd zauważyłam, gdy na te same treningi co ja, zaczął chodzić nowy chłopak. Od razu znaleźliśmy wspólny język, super się dogadywaliśmy, potrafiliśmy godzinami rozmawiać po treningu, nawet o największych pierdołach 😀 i tak minęło już osiem miesięcy, dokładnie od miesiąca jesteśmy razem, a ja czuję się jak największa szczęściara na świecie 🙂 i gdy jeszcze nie chodziliśmy, tzw. „koleżanka” ciągle wypytywała się, jak tam między nami i wydawało się że naprawdę mi kibicuje. Aż pewnego dnia przyszłam do szkoły dosłownie w podskokach, od razu pobiegłam powiedzieć jej, że spełniło się jedno z moich marzeń, a ona co? „nie uważasz, że sześć lat to za duża różnica?”, „no nie wiem, jak ty to sobie wyobrażasz”, „rób jak chcesz, ale ja Ci tylko mówię, że nic z tego nie będzie” :/ po czym cały tydzień prawie się nie odzywała i chodziła z miną, jakbym była jej największym wrogiem :/ serio? To ma być przyjaźń? :/ dodam jeszcze, że wspomniana koleżanka nigdy nie miała chłopaka (i nic dziwnego, jeśli na kżdego patrzy z góry) , za to mnie zawsze traktowała jako kogoś kto ma zerowe doswiadczenie w sprawach damsko-męskich. Cóż, widocznie póki był dla mnie tylko przyjacielem i jeszcze nie wiedziałam jak się to wszystko potoczy fajnie było mówić mi że będzie dobrze, a tak naprawdę patrzeć z politowaniem i myśleć że nic z tego nie będzie :/ a teraz jest źle, bo przecież nie mogę być po prostu przeszczęśliwa.
    Nie ma co przejmować się takimi ludźmi, a skupić trzeba się na tych prawdziwych przyjaciołach, którzy dobrze nam życzą 🙂 jeśli spotkałaś takich fałszywych przyjaciół, Marta, to głowa do góry, przynajmniej wiesz już, że Ci, którzy cieszą się z Twoich sukcesów, zawsze będą z Tobą, na dobre i na złe 🙂 no właśnie… Na dobre – to chyba trudniejsze 🙂

    • Och! Dziwna sytuacja. Może tej koleżance też się ten chłopak podobał ? 🙂 🙂 I stąd takie zachowanie?

      Rzeczywiście, nie ma co się tym przejmować, ale czasami boli – zwłaszcza, jeżeli takimi ludźmi okazują się osoby, które uważałeś za bliskie. 🙂

      • Julia

        Problem w tym, że ta koleżanka zna mojego chłopaka tylko z tego, co jej o nim opowiadałam 🙂 nie zna go osobiście 🙂
        Kiedyś nawet chciałam ich sobie przedstawić, tyle że ona ciągle miała coś na głowie (tak przynajmniej twierdziła) a poza tym w ogóle rzadko wychodzi z domu, nie lubi nowych znajomości – taki ma charakter :
        Ale teraz chyba dam sobie spokój, skoro taka była jej reakcja. Trudno, najwazniesze, że mam super kochającego chłopaka, który zawsze mi kibicuje i życzy jak najlepiej 🙂

  • Dobre spostrzeżenie 😀

  • Lemart Lemart

    Przyznam się, że niestety sama czasem tak mam, że komuś bardzo zazdroszczę. To takie wyniesione z domu, coś z czym walczę. Kiedyś robiłam innym przykrość taką gadką.Teraz po prostu trzymam język za zębami i na przekór sobie gratuluję innym ich sukcesów. Nie wiem, jak tego się wyzbyć, żeby się cieszyć. Chociaż jest to bardzo złe mam wrażenie, że nie potrafię. Skacze mi gul, gdy ktoś sobie kupi większe mieszkanie , buty za 2000 czy jezdzi 5 razy w roku na wczasy. Jestem wtedy wściekła, że sama tak nie mogę. Duszę się w tej wściekłości i.. rzeczywiście nic nie wychodzi. Przyznaję się do tego i nie jest mi to lekko zmienić. Udaje mi się jedynie chować złośliwości w kieszeń i sztucznie składać gratulacje, żeby nikogo nie urazić. Zostało to we mnie głęboko wpojone, bo „ten sąsiad to na pewno oszust a tamta pewnie kupiła sobie prawo jazdy”. Słyszałam to przez ponad 20 lat i zawsze byłam do wszystkich porównywana. Jeżeli macie pomysły jak mogę zmienić swoje złe zachowanie, to proszę pomóżcie, bo chcę szczerze gratulować i cieszyć się z sukcesów innych osób.

    • Patryk Kruk

      Świadomość że ty też możesz, a zazdrość przekuć w motywację do działania. 😉

      • Julia

        Dokładnie! 🙂 właśnie to chciałam napisać, ale jak widać, ktoś mnie uprzedził 😉
        Staraj się motywować innymi, ja na przykład, gdy widzę że któremuś z przyjaciół się udaje, to od razu dostaje kopa do działania, bo myślę sobie, że skoro jemu się udało, to czemu mi też by nie miało 🙂
        Zresztą uważam że to już duży sukces, że zauważasz tą zazdrość u siebie i chcesz w tym coś zmienić 🙂
        Powodzenia w zmienianiu swojego spojrzenia na świat 🙂

    • Możesz zrobić mini cwiczenie jakie ja robilam z psychoterapeutką – gdy ogarnie Cie takie uczucie, weź kartkę, na górze napisz sytuacja:”tu wypelnij ” potem emocje towarzyszące tej sytuacji ( i ich nasilenie w procentach – np zazdrość 80%, złość 60% itp), i tabelkę przedzieloną na pół – w jednej zyski jakie ponosisz z racji tej sytuacji a w drugiej straty – tutaj warto poświęcić kilka chwil, dokladnie sie zastanowic i szczerze to sobie rozpisać. Takie porównanie potrafi dać do myślenia. Często też w trakcie tego ćwiczenia emocje powoli się zmieniają 🙂 Na koniec nazwij jeszcze raz sytuacje, ale unikaj negatywnych emocji. Np. pierwsza nazwa „zazdroszcze kolezance nowych butów, jest mi wstyd z tego powodu”. a nazwa alternatywna np „Kolezanka ma nowe buty, bardzo mi się podobają ale niestety nie mogę sobie na takie pozwolić, jeżeli będę się denerwować na pewno nie poprawię sytuacji. Spróbuję znaleźć sposób, żeby prędzej czy później też móc takie kupić. Nie powinno być mi wstyd.”

    • Nie wiem, co więcej dopisać, bo właśnie osoby przede mną napisały już najważniejsze. Zazdrość przekuwać w motywację. Przecież to, że komuś wychodzi, wcale ciebie nie blokuje!

  • Przykro, że tak się dzieje 🙁 wlasnie czekam na wyniki rekrutacji na studia, a że przyjaciółki też chcą iść na ten sam kierunek, to zaczynam się zastanawiać jak to będzie w naszym przypadku…
    Powodzenia Marta! 🙂 Fantastycznie, że spełniają się Twoje marzenia!

  • Stwierdzenie, że prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie – też jest słuszne. Po prostu – wszystko zależy od sytuacji. Kiedy masz problemy – widzisz, na kogo możesz liczyć, na kogo już nie. I to też jest piękne poniekąd.

    To co opisałaś – to nic innego, jak nasza POLSKA zawiść, która jest pielęgnowana – nie wiadomo dlaczego. Komu to potrzebne – nie wiem. Jednak jedno jest pewne, że takie sytuacje jak ta opisana powyżej to codzienność. Gdybyś napisała – że złamałaś nogę – to Ci „przyjaciele” by cię pocieszali, jednocześnie ciesząc się z nieszczęścia, realizujesz marzenie – nosz k…..a jak to, przecież nie tak miało być.

    Wiele ludzi, próbuje się dowartościować porażkami innych osób, zamiast skupić się na realizowaniu własnych celów. Wielu ludzi tych celów zwyczajnie nie ma, więc porażka bliskiej osoby jest jedyną namiastką szczęścia, która to w ich życiu występuje. Takie osoby niestety nie nauczyły się radzić z sukcesami – i wtedy wygląda to właśnie tak jak na obrazku powyżej.

    Sam na świeżo znam tą sytuację. Kilka dni temu kupiłem drona – aby nagrywać filmy z powietrza. Nikt nie spojrzał na to, że kupno drona kosztowało mnie 10 dni pracy po 12 godzin, gdzie nogi chciały wejść mi do tyłka. Drona – kupiłem przecież nie tylko dla siebie, a żeby nagrywać filmiki ze znajomymi, co ciekawe – ci co powinni się cieszyć – nie zrobili tego, ci co powinni mieć w dupie – cieszyli się wspólnie ze mną. Życie.

    • Nie do końca lubię zwalania czegoś na polskość. Oczywiście, mam wrażenie, że niektóre takie zachowania są częstsze u nas, niż gdzieś indziej – np. w Stanach, gdzie jest kultura sukcesu – ale mimo to zdarzają się raczej wszędzie 🙂

      Ale fajnie, że masz drona! 🙂 Chociaż ja zawsze się boję, że mi jakiś zleci na głowę i mnie zabije 😀

      • A ja Ci powiem, że odkąd w Polsce nie mieszkam, coraz więcej przykładów widzę, że to właśnie „Polskość”. Ale oczywiście, brak kultury, czy złe zachowania wyniesione z domu nie zdarzają się tylko w Polsce, gdyż to przypadłość ogólnie słowiańska.

        A co do drona – ahhahhhh jestem podjarany jak małe dziecko – w końcu testowałem, więc jak masz ochotę, to leży u mnie na youtube filmik 😉

        • Wojciech

          Wy emigrusy znowu swoje. 🙂 żal mi was

  • Szkoda, że ludzie są tak zawistni. skończyłam parę przyjaźni, bo zawsze rozmowy wyglądały tak:
    ja: Słuchaj coś bardzo dobrego się stało!
    ona: to super! a ja wczoraj kupiłam sobie zupkę chińską!
    albo:
    ja: Kurcze zachorowałam na nie wyleczalną chorobę
    ona: nie marudź, nie masz tak źle. Ja to się wczoraj pokłóciłam z mamą!
    Może oni nie są zawistni? może żyją na planecie „ja” i nic innego ich nie obchodzi?

    • Może jest to jakiś problem z ego. Nie wiadomo tak naprawdę 🙂

  • Nadia

    Aż mi się przypomnieli moi przyjaciele, którzy na każdy mój sukces reagowali: ,,ale dalej już sobie nie poradzisz”, ,,to ci się nie należy”. I rzeczywiście, przez długi czas płakałam, bo ,,mi się nie należy”. Ale zrozumiałam, że na jakiej podstawie mogą wnioskować, co mi się należy a co nie. Nie wiedzą, ile pracy w to włożyłam, bo nawet nie chcą słuchać. Po prostu idę dalej.

    A wpis świetny i motywujący! Jak zwykle 😉

    • Nadia, aż nie chce mi się wierzyć, że ktoś bliski mógł tak mówić 🙁 Trzymam kciuki za Ciebie – pozdrowienia! 🙂

  • Ludzie tacy są zazdroszczą jak cholera. Ja się z tym spotkałam nie raz. Zawsze odpowiadam to trzeba było też się wykształcić nikt nikomu nie broni. I to działa. Ja się nie przejmuję. A jak widzę zamozniejszych to podziwiam że stworzyli sobie własnymi rękami to bogactwo czy materialne czy psychiczne.

    • Też zawsze podziwiam 🙂 Ewentualnie motywuje mnie to do dalszej pracy. 🙂

  • Czy ten wpis to test na dobrego czytelnika, który powinien skupić się na pozytywnych rzeczach u Marty i namawiać, żebyś zdradziła na czym polega to Wielkie Coś, a cała dalsza część to zmyłka? 😀

    A tak na serio to ostatnio czytałem o ciekawych badaniach, że taka negatywna zazdrość bierze się wtedy, kiedy sami mamy ambicje w temacie, którego dotyczy sukces drugiej osoby. Przykładowo – największym potencjalnym wrogiem sukcesów blogera są inni blogerzy, a cała reszta bardziej będzie gratulować, bo sama nie ma aspiracji blogowych.
    Coś w tym chyba jest.
    Tak czy siak te negatywne reakcje to nie tylko zazdrość, ale bardziej ogólne nastawienie wobec innych ludzi – właśnie to głupie przekonanie, że szczęście ma jakąś określoną wartość i jak ktoś dostanie więcej, to mi musi przypaść mniej. Łatwo takich ludzi poznać w porę, po tym jak się wypowiadają na tematy niezwiązane bezpośrednio z nami. A jak już się pozna – uciekać! 😉

    • O nie, Marcinie, właśnie miałam nadzieję, że nikt nie będzie pytał, bo nawet nie wiem jak wybrnąć, żeby nie odpowiedzieć 😀

      Co do uciekania – gorzej, jak już się znajomość rozwinie, ale nauczyłam się, żeby w jakiś sposób weryfikować przyjaźnie i ewentualnie niektóre hm.. rozluźniać 🙂

  • j.

    Hej. Świetny tekst i niestety prawdziwy. A ja przyznaje, że niestety choruje na chorobliwa zazdrość 🙁 zatruwa mi to życie do tego stopnia, że rozważam pójście na terapię. Zazdroszczę ludziom różnych rzeczy (widać to na przestrzeni lat a wrecz-o zgrozo- dekad, jako że nie jestem już najmłodsza); w szkole średniej zazdroscilam koleżankom ładnej cery, figury i kasy na modne ciuchy. Na studiach zazdroscilam, że ktoś jest samodzielny (jednocześnie studiuje, pracuje, na dodatek imprezuje i jeszcze ma chłopaka). Kiedy zaczęłam pracę zazdroscilam, że ktoś szybko awansuje, więcej zarabia, kupił większe mieszkanie. Teraz, kiedy mam 30+ zazdroszczę przyjaciolce, że wyszła za mąż i urodziła dziecko. Byłam najgorsza na świecie swiadkowa na jej ślubie i robię wszysko, by nie musieć jej odwiedzać. To chore. Czasem wydaje mi się, że dobrze czulabym się tylko na bezludnej wyspie…

    • Myślę, że dużo daje już sam fakt, że to widzisz 🙂 Brawo! Głowa do góry!

    • Idź! Ja w tym roku skończyłam swoją i trawa jest jakoś bardziej zielona, a słońce ładniej świeci.
      Ciężko się za to zabrać, ale będziesz żałować, że nie zrobiłaś tego wcześniej 🙂

  • Mikrożycie (www.mikrozycie.pl)

    Wiesz, jest jeszcze druga strona tego samego medalu – nie tylko z „naszego” punktu widzenia łatwiej przyjaźnić się w nieszczęściu, bo można sobie razem ponarzekać (chociaż to jest chyba bardziej sojusz przeciwko złemu, wstrętnemu światu). Ludziom też łatwiej jest być naszymi przyjaciółmi, kiedy im jest źle, bo mogą przybiec, wygadać się i dostać uwagę, współczucie, dobrą radę, towarzystwo… Za to kiedy wszystko u nich dobrze – cisza. Nie ma ich. Nie wiemy, co u nich słychać, bo nie mają dla nas czasu, nie odpisują na wiadomości, nie mają kiedy się spotkać…

    Obie postawy są bardzo bolesne i przyznam szczerze, że sama nie jestem święta, też czuję zazdrość. Ale staram się ogarnąć po chwili i okazać zainteresowanie czyimś szczęściem, nawet jeśli jest mi z tym trudno, bo u mnie akurat gorszy okres. Albo nawet się przyznać, że to super, że u Ciebie bajka, trochę mi z tym trudno bo już bym chciała, żeby u mnie też było ok. Prawdziwy przyjaciel zrozumie.

    I masz rację, że starczy dla wszystkich! 🙂

    P.S. Fajny wpis i świetny blog! Wpadłam na chwilę, bo robię Twoje treningi i chciałam zobaczyć, o czym piszesz na drugim blogu. 🙂 Ale zostałam na dłużej i na pewno będę wpadać częściej!

  • A ja cieszę, się jak głupia, jak komuś coś wychodzi i dobrze mu się wiedzie. Owszem mam „nutkę zazdrości” ale do jasnej cholery, to moja wina, że mi nie wychodzi, a trzeba się cieszyć z sukcesu innych, to ma być motywacją dla mnie nie udręką.
    Marta, cokolwiek by to nie było, fajnie, że Ci się spełnia! 🙂 Oby było „loading 100%”,

  • Niestety, nieraz boleśnie przekonałam się o tym, o czym piszesz. Co gorsza, pozwoliłam sobie na to, aby to uczucie pojawiało się w większej ilości niż raz, zakładając, że być może wynika to z tego, że „nie wiedzieli jak zareagować”. Dokładnie wiedzieli. Mieli świadomość tego, że to, co czują nie jest najlepszą emocją, jaka powinna pojawić się w serduchu przyjaciela na wieść o sukcesie bliskiej mu osoby. Dlatego uciekali- wzrokiem lub w inny temat. Efekt był taki, że moje grono znajomych zmalało do grona przyjaciół.

    P.S. Swoją drogą, piękne, obrazowe wtrącenie: „Ostatni raz zlała mnie tak pani w sklepie, kiedy miałam sześć lat i próbowałam coś kupić, ale lada mnie zasłaniała i nie było mnie widać.” ;)))

  • Ana

    Ja mam trochę inny problem. Zawsze kibicowałam i cieszyłam się z osiągnięć swoich (już byłych) przyjaciółek. Nigdy je nie zniechęcałam do niczego, ale jak tylko im się lepiej zaczynało powodzić, odsuwały się ode mnie, bo miały „lepsze” towarzystwo – czyli takie co mają więcej pieniędzy i lubią szpanować. Mimo iż to były tylko powierzchowne znajomości i nie miały tak naprawdę co liczyć na nich i tak ja byłam ta gorsza (w pewnym momencie stały się typowymi toksycznymi osobami). Musiałam zerwać z nimi znajomość, bo tylko jak było im gorzej to wielce traktowały mnie jak przyjaciółkę, a ja nie miałam zamiaru być wykorzystywana. Nie wiem czemu przyciągam takich ludzi. Nawet w szkole tak było z koleżankami. Jak jakaś dziewczyna była nowa w klasie, albo nie była zbyt popularna to się ze mną zadawała, ale jak tylko udawało jej się wkręcić w popularniejsze towarzystwo to szybko się odsuwała ode mnie i udawała, że mnie nie zna. Mam pecha do takich ludzi. Ja w biedzie poznaje tylko wrogów 🙁

  • Dokładnieeeee. Ja już Ci ostatnio pisałam o reakcji mojej ‚przyjaciółki’ na wieść o moich studiach podyplomowych…. nawet nie zapytała jaki kierunek. TY, która mnie praktycznie nie znasz zareagowałaś lepiej od niej! :O ….. PS. Gratuluję sukcesów! 🙂 <3 i nie mogę się doczekać kiedy nam powiesz co to takiego 🙂

  • Super tekst, tylko szkoda, że musiałaś przeprowadzić takie „badania” na sobie. Bardzo dziwne te reakcje, dziwne, że nawet nie próbowali udawać, że cieszą się razem z Tobą. Nigdy nie zastanawiałam się nad tym, jak ludzie reagują na sukcesy innych, ale w tym fajnie to pokazałaś.

  • 高見彩乃

    Cieszę się, że nie mam przyjaciół z trzeciej grupy 🙂

  • Mamy z narzeczonym takich znajomych. Spotykamy się, grille, heheszki i te sprawy. Niestety zauważyłam jedną niepokojącą rzecz. Gdy zaczynamy się czymś chwalić, że coś nam wyszło, coś się kupiło o czym się marzyło, gdzieś się pojechało albo pojedzie to na ich twarzach zawsze pojawia się zmartwienie i nie można pociągnąć tematu dalej. To zmartwienie nie wynikało z troski, ale z tego, że my coś fajnego zrobimy lub zrobiliśmy a oni mają ta ciężko. Zaczęłam czuć się nieswojo z chwaleniem się, zaczęliśmy się nawet z narzeczonym umawiać, że jak do nich pojedziemy to, żeby nie wspominać tego i tamtego bo zaraz im się zrobi przykro i atmosfera się zagęści. W pewnym momencie powiedziałam sobie: halo! co to za znajomi, z którymi nie mogę się dzielić swoją radością i muszę obawiać się o niej wspominać.

  • Joanna ga

    O ile z treścią posta się zgadzam, tak niekoniecznie z zaprzeczeniem twierdzenia ‚najlepszych przyjaciół poznaje się w biedzie’. Doświadczyłam też na sobie. Kiedy coś mi się posypało ostro, bardzo dużo ludzi nagle zniknęło. Wiadomo, może być coś w tamtym momencie chciała?Jakąś przysługę czy choćby słowo pocieszenia? No niestety nie. Niektórzy byli nawet na tyle ciekawi, by stwierdzić, że ich ochłodzenie kontaktu to moja wina xD

  • Anna

    Ja mam trochę doświadczenia w drugą stronę, ale również przykre. Ludzie z mojego otoczenia przyzwyczaili się do mnie, jako bezproblemowej osoby, która zawsze ze wszystkim sobie radzi. Nawet jak miałam jakieś przejściowe problemy, z niezdanym egzaminem czy natury sercowej, sama wierzyłam, że się uda prędzej czy później, nie ma się czym przejmować. Moi bliscy przyzwyczaili się więc do optymistycznych komunikatów z mojej strony. Byłam za to świetna w wysłuchiwaniu cudzych problemów, ponieważ zawsze brałam je na poważnie i przejmowałam się nimi i nawet jak nie umiałam dać żadnej porady, to chociaż sumiennie je wysłuchałam.

    Mniej więcej od roku mam jednak problem z depresją, przestałam dawać sobie radę w każdym aspekcie życia i próbując komuś się wyżalić czy oczekując minimum zrozumienia srogo się zawiodłam. Albo moje problemy są beztrosko lekceważone i podsumowywane sztampowym „aaa, dałaś sobie radę wtedy i wtedy, to teraz też będzie dobrze”, albo zwyczajnie nawet nie mam możliwości powiedzenia co mi leży na wątrobie, bo osoba od której oczekiwałam uwagi – zmieniała temat na swoje problemy. I też bywało to kuriozalne do tego stopnia, jak pokazałaś to na swoich przykładach. Ja zaczynam o tym, że rozważam pójście do psychiatry, bo już nie wiem co robić, nie mam sił co dzień wstać z łóżka, a znajoma mi przerywa, twierdząc, że też ma dzisiaj zły dzień, bo ją wydęło po obiedzie i ma kilogram do przodu. (true story)

    Przez ten rok straciłam kontakt z większością osób, w tym z kilkoma, które uważałam za bardzo bliskie. Za każdym razem się zastanawiam, czy na zwykłe „co u ciebie?” odpowiedzieć zgodnie z prawdą i zostać zlana (testowane wiele razy na różnych osobach), czy udawać że wszystko wporzo, walnąć small talk o pogodzie i przerwać rozmowę, zanim zacznę wysłuchiwać cudzych problemów, które, szczerze mówiąc, zaczęły mnie irytować.

  • Agata

    Marta, jestes mądra jak mało kto, ja tą madrość mam od niedawna a mam już 30 lat. Ostatnio na własnej skórze przekonałam się kto jest przyjacielem. Wydawało mi się, że mam przyjaciółkę, obie samotne matki, ona pracowała u mnie ale relacje były świetne. Ale gdy poznałam partnera i na jej pytania czy się kłócimy odp NIE to widziałam rozczarowanie w jej oczach. I nagle okazalo się,że jestem złym czlowiekim,okropnym szefem i w ogole nie zasługuje na takiego faceta, który tak dobrze mnie traktuje.
    Strasznie to przykre…
    Mam nadzieję,że wkrótce nam zdradzisz swój sukces,ale juz i tak gratuluję. Chciałabym mieć taka przyjaciółkę jak Ty 🙂

  • Piotr Szychowski

    http://www.martapisze.pl/2015/05/do-diabla-z-poradnikami-o-zwiazkach.html

    Wakacje już trwają !!….
    jest to czas zadbać o to, czego na co dzień brakuje…. twierdzi
    autorka artykułu znalezionego na stronie promującej zdrowy tryb
    życia – A Wy ? Na co dzień macie wszystko ?!

  • Basia

    A ja próbowałam sobie wmówić, że moje „przyjaciółki” nic do mnie nie mają i tylko mi się wszystko wydaje…

    Przyjaźnimy się od gimnazjum. Wiadomo, każda poszła w swoją stronę, kariera, dzieci, różne zawody, nowi partnerzy, w końcu mieszkanie na swoim. Tylko ja nadal bez chłopaka, mieszkająca u rodziców. Zawsze byłam tą w najgorszej sytuacji (tak mi się wydawało). Wracałam z naszych spotkań i dołowałam się jaka jestem beznadziejna. Później poznałam faceta. Zakochani byliśmy po uszy. Co usłyszałam? „Po pół roku wam przejdzie”. Po pół roku „Po roku wam przejdzie”. Po roku „Teraz jest najgorszy okres dla związku, zobaczycie”. Dziewczyny tkwiły nieszczęśliwe w swoich związkach, wiecznie narzekały. Ja byłam coraz szczęśliwsza, zaręczyliśmy się. „A po co komu papierek, małżeństwo to głupota, a co ten pierścionek taki marny”. Nawet odmówiły urządzenia wieczoru panieńskiego dla mnie. Na ślub nie przyszły, były „zajęte”.

    Krytykowały u mnie wszystko, mieszkanie, bardzo dobrą pracę którą sama dostałam bez znajomości, stypendium, studia. Na ostatnim spotkaniu przestałam się nimi przejmować, ich opinią, byłam zadowolona, opowiadałam o tym co mi się udaje, jestem szczęśliwa.

    Usłyszałam tylko, że jakaś dziwna się zrobiłam.

    Najwyższy czas zmienić koleżanki.

  • Persephonis

    Wypisz wymaluj – ja + „moja najlepsza przyjaciółka” od 5 lat! Jeszcze się nie zdarzyło, żeby zareagowała entuzjastycznie na mój sukces, notorycznie powtarza się schemat:
    JA: zarobiłam X tysięcy w tydzień / wykombinowałam, jak… / dostałam świetne zlecenie / jadę do… (wieloletnie marzenie nas obu)
    ONA: mhm, o właśnie leci reklama budyniu, fajna jest / no, tak bywa / a ja 5 lat temu miałam jeszcze lepsze zlecenie / no to żeby ci tam nie padało, a w ogóle buty sobie kupiłam…
    Przyznam, że sama nie wiem, czy to jest zawiść, czy ona po prostu ma w dupie wszelkie komunikaty, które nie dotyczą jej. Gdybym chociaż wiedziała, że to z zazdrości, to OK, ale autentycznie po takiej reakcji czuję się, jakby to, co zrobiłam, było g… warte, skoro ją to nie obchodzi.
    Niestety też nie jestem bez winy i popełniłam od początku błąd, bo „dostroiłam” się do niej, próbując ja nauczyć, i na jej sukcesy zaczęłam reagować tak samo. Bez rezultatu – nie nauczyła się. Teraz stosuję inną metodę – przeczytałam, że jeśli chcemy coś zmienić, trzeba zacząć od siebie, więc zaczęłam od siebie i mimo jej zachowania pokazuję, że cieszę się z jej sukcesów. Liczyłam, że podłapie, ale gdzie tam…

    5 lat tolerowała moje sukcesy, do momentu, aż założyłam firmę. Na początku tolerowała moje szczęście, bo byłam na wypowiedzeniu, więc spływały mi jeszcze pieniądze – liczyła, że jak dopływ się skończy, to i mnie mrzonki wywietrzeją z głowy i pójdę do normalnej harówy, jak ona (swojej pracy nienawidziła). Niestety, dopływ się skończył, a ja dalej szczęśliwa i na swoim… Tego już nie zdzierżyła – urwała codzienny prawie kontakt (5-letni) na prawie rok – oczywiście oficjalnie pod inną przykrywką, ale dziwnym trafem w dniu, gdy zażartowałam, że od dziś jestem bezrobotna. To, na co liczyła – że gdy skończy się dopływ zaległych pensji, poszukam etatu i będę narzekać razem z nią – nie spełniło się i zrozumiała, że się nie spełni, więc „ukarała” mnie w najboleśniejszy sposób, zostawiając bez słowa na prawie rok.
    Łaskawie odezwała się parę tygodni temu, sondując, czy przypadkiem nie powinęła mi się noga…

  • Bardzo dziękuję, Karolina! :**

  • Miałam podobnie. Zawsze marzyłam o tym, żeby mieć perłowego lexusa (nie sądziłam, że kiedykolwiek się spełni), ale kiedy moje marzenie się spełniło właściwie nie miałam z kim dzielić radości. Bardziej potrafiły cieszyć się ze mną dalsi znajomi (co mnie akurat pozytywnie zaskoczyło), aniżeli najbliższa koleżanka, którą miesiąc zapraszałam na przejażdżkę (do której nie notabene nie doszło). To było dziwne przeżycie, które jednak dało mi do myślenia. Masz rację Marta – ktoś, kto nie cieszy się z naszego szczęścia, nie jest naszym przyjacielem. Taka osoba traktuje nas jak rywala. Niestety…

  • Lidka

    Chyba największy „kop”, jakiego dostałam, to gdy zaczęłam opowiadać paczce znajomych o moich planach na studia. I to już nawet nie chodziło o „nie uda Ci się”, tylko: „Tak nie można traktować przyjaciół. My jesteśmy tutaj, a Warszawa daleko (okolice Szczecina, jakby nie było drugi koniec Polski). Przyjaciół się nie zostawia, przecież możesz studiować gdzieś bliżej. Czemu aż do Warszawy?”. Poważnie, miałam godzinną pogadankę o tym, że jak wyjadę to przecież stracę przyjaciół. I wzrok ludzi, powiedziałam o tym, że składam papiery do Warszawy a już czułam się jak ten „słoik”, co to nagle staje się ważniejszy od innych, bo będzie mieszkał w stolicy. No niestety, do stolicy się nie dostałam, progi jednak były trochę za wysokie na tę uczelnię, ale „przyjaciele” i tak się odwrócili z powodu „mojego poczucia wyższości”. Po kilku latach jestem wdzięczna, że tak się stało, bo nauczyło mnie to lepiej dobierać sobie znajomych. Takich, którzy swoimi ambicjami będą ciągnąć mnie w górę, a nie w dół, bo im też nie wychodzi. Marto, ludzie są tak zakompleksieni, że nie mogą przeżyć, gdy ktoś osiąga sukces. Masz swoją pasję i spełniasz się, wyglądasz na bardzo szczęśliwą osobę i to jest problem dla innych, bo powinnaś narzekać. Jak nie narzekasz i jest Ci dobrze, to na pewno stałaś się księżniczką i masz wszystkich gdzieś. A jeszcze nie daj losie masz 15 min na pogadanki zamiast 3 godzin, bo pracujesz. Albo pracujesz w domu przy komputerze, a oni muszą pracować fizycznie. Teraz już wiemy, że wydajesz książkę. Ludzie nie pomyślą, ile czasu włożyłaś w znalezienie wydawnictwa. Powiedzą: „Musiała się spodobać wydawcy. Nie Twoja książka, rzeczy, które masz do przekazania czytelnikom. Ty fizycznie. Przecież niemożliwe, żeby taka Marta miała do przekazania coś więcej niż wysportowane ciało. Ona tylko ćwiczy. I się mądrzy ile to ona nie wie o zdrowym życiu”. Zgadłam? W sumie, to mam nadzieję, że nie, i że jednak są już wokół Ciebie tylko te osoby, które będą umiały szczerze pogratulować Ci sukcesu i cieszyć się Twoim szczęściem. A na książkę czekam z niecierpliwością. Rzadko kupuję książki, a nad tą nawet się nie będę zastanawiać. Bardzo motywujesz, do zmian, do przemyśleń. Do bycia pozytywnym. Pozdrawiam serdecznie 🙂