Ludzie teraz wszystko robią później.
Później pracują, później biorą ślub. Później mają dzieci i później spłacają kredyt. Później kończą studia i później się zakochują. Później zaczynają odczepiać się od pępowiny rodziców.
Bo przecież na wszystko jest ciągle czas. Jest jeszcze czas, żeby znaleźć pracę, którą się lubi, jest jeszcze czas, żeby zacząć zarabiać, jest jeszcze czas, żeby założyć rodzinę, jest jeszcze czas, żeby wreszcie wziąć się w garść i zacząć być odpowiedzialnym za siebie.
A potem nagle nadchodzi niby „ten czas”, człowiek otwiera oczy i orientuje się, że na wszystko już za późno. Bo czas może był, ale pociąg już odjechał. I nie ma żadnych wolnych miejsc.

Jednym z największych krzywd, jaką robi się młodym ludziom to wmawianie im, że na wszystko jest jeszcze czas.

Nic nie umiesz? Nie martw się, masz czas. Nie masz żadnego doświadczenia? Nie ma sprawy, masz przecież jeszcze czas. Niczym się nie interesujesz? Spoko, masz przecież jeszcze czas. W ogóle nie inwestujesz w siebie? Nie ma sprawy, rozwal wszystko na alkohol i wakacje w namiocie, przecież na wszystko masz czas.

Przecież młodość jest od tego, żeby się wyszaleć.
Przecież młodość jest od tego, żeby nic nie robić.
Przecież młodość jest od tego, żeby popełniać błąd za błędem.

Nie?

Nie.

PÓŁ NA PÓŁ

Nie rozumiem, dlaczego ludzie widzą świat kompletnie czarno-biało. Dlaczego kiedy ktoś mówi o pracy czy nauce podczas studiów/kiedy masz po 20 lat, nagle odzywają się buntownicze głosy: „a gdzie zabawa?!”, „a przecież trzeba się wyszaleć!”.

Dlaczego praca nad sobą i nad swoją przyszłością kłóci się z wyszaleniem się?

Nie widzę problemu w tym, żeby się rozwijać, zdobywać doświadczenie, pracować na siebie i nie rezygnować z życia towarzyskiego. Ba – to przecież są okazje do spotykania nowych znajomych! Naprawdę ktoś uważa, że po trzydziestce nagle coś pęka jak za pomocą magicznej różdżki i PAF! i już nie ma domówek?

Co jest złego w pogodzeniu pracy z „szaleństwem”? 

Tak, jesteś młody tylko raz. Tak, to wtedy właśnie ma się najmniejszego kaca i można funkcjonować po dwóch godzinach snu. Tak, to wtedy można jeść śmieciowe jedzenie i nie tyje się tak, jak po trzydziestce. I tak, wtedy można rozwalić kasę, bo w razie czego przyjedzie zawsze mama albo tata i da kieszonkowe.

Ale własnie dlatego, że młody jesteś tylko raz, warto to wykorzystać. Bo teraz ci się bardziej chce. Bo potem przyjdą życiowe problemy. Bo teraz nie masz zobowiązań. Bo teraz masz młodzieńczy zapał. Bo teraz jeszcze nikt ci nie podciął skrzydeł, więc po prostu, najzwyczajniej w świecie, wierzysz w siebie.

I masz możliwość skupić się w stu procentach na działaniu.

ZACZNIJ INWESTOWAĆ, ŻEBY POTEM ODPOCZYWAĆ

Ludzie mówią: „teraz muszę się wyszaleć, bo potem będę pracować, mieć dzieci, dom, rodzinę i nie będę mieć na nic czasu”.
Więc… czemu nie popracować trochę TERAZ, żeby potem móc sobie ODPOCZĄĆ i skupić się na tych dzieciach, rodzinie i wolnym czasie?

Lubimy odkładać rzeczy w nieskończoność. Gdyby tak nie było, nie pojawiałoby się w internecie milion artykułów o prokrastynacji. Jeżeli mamy coś zrobić, to zrobimy to w najpóźniejszym możliwym momencie, tak na styk, żeby tylko zdążyć.

Kiedy słucham motywujących wykładów albo rad dawanych mi przez trzydziesto- i czterdziestolatków, 99 % z nich mówi, że gdyby mogło cofnąć czas, zaczęłoby działać szybciej. Bo potem się już nie chce. Bo kiedy jest rodzina, dzieci, obowiązki, kredyt, to nie myślisz o tym, jak się rozwinąć, jak zacząć coś swojego, jak spełnić marzenie, tylko myślisz o tym, co musisz zrobić… i tyle. Nie wychodzisz za linię. Bo zwyczajnie nie masz ochoty.

WYKORZYSTAJ, A NIE TRAĆ

Zamiast odkładać działanie na później (kiedy to będziesz duży, poważny i stary), zacznij coś robić teraz i przestań tłumaczyć swoje lenistwo i przewlekanie zadań, bo masz jeszcze czas.

Zacznij inwestować w siebie i robić coś, co opłaci ci się w przyszłości. Tak, to będzie wymagało czasami rezygnacji z przyjemności albo wzmożonej pracy, ale jeśli potem ma się opłacić, to chyba warto, prawda?

Nie musisz rezygnować z bycia młodym, szalonym i wolnym, żeby się rozwijać – to bzdura. Nic nie jest zero jedynkowe. Nie musisz wybierać – praca albo zabawa. Właśnie dlatego, że jesteś młody i możesz naprawdę dużo.

Trzeba tylko przestać się usprawiedliwiać, a zacząć chcieć.

A nieprzekonanych zapraszam do obejrzenia TEDa, który bardzo mnie w tym temacie zainspirował: