Teoretycznie jeśli nie jesteś zadowolony ze swojego życia, ale podoba ci się życie kogoś innego, rozwiązanie jest proste: zrób coś, żeby twoje się zmieniło na lepsze. W praktyce kończy się zawsze tak samo: zamiast wziąć się do roboty i zastanowić się nad tym, co można zrobić, wolimy wyżyć się na kimś, bo ma lepiej. Napisać, że gdyby był w naszej skórze, to by sobie na pewno nie poradził. Ach, no i że powinien zapaść się ze wstydu, że się tak obnosi ze swoim szczęściem. Można też dopisać, że jest głupi. I brzydki.

I co, lepiej? Nie sądzę.
Od frustracji życia się nie zmieni.

WSTYDŹ SIĘ, BO MASZ FAJNE ŻYCIE

Ostatnio na moim drugim blogu opublikowałam wpis, w którym opisywałam, jak wygląda mój dzień. Wiecie, co robię kiedy wstaję, jak ćwiczę, o której jadę na uczelnię, co robię w pracy i tak dalej. Takie tam – pierdoły. Tak mi się przynajmniej wydawało, bo wpis wywołał taką burzę, jakbym co najmniej napisała tam, że jem wiewiórki na śniadanie i lubię chodzić nago po mieście.
Tyle wrednych komentarzy nie zebrałam przez całą swoją blogową karierę.
Naprawdę.Oberwało mi się, bo nie mam dziecka.
Oberwało mi się, bo mam czelność mieć czasami zajęcia przez dwie godziny i nie muszę ślęczeć na uczelni przez cały dzień (a inni siedzą na zajęciach od 7-20 i bardziej sprawiedliwe by było, gdybym ja też musiała).
Oberwało mi się, bo pracuję w domu i nie muszę wstawać o piątej, żeby zdążyć do roboty (więc gówno wiem o życiu).
Oberwało mi się, bo mogę pracować cztery godziny dziennie i się z tego utrzymać (bo przecież powinno się pracować przynajmniej osiem godzin i to za mniej, niż średnia krajowa, żeby było sprawiedliwie).
Oberwało mi się, bo mam czas sobie ugotować obiad (bo przecież nie powinnam mieć tego czasu, tylko zapierdzielać w robocie i jeść sztuczne drożdżówki z Żabki).
Ach, no i też za to, że nie mam męża (wiadomo przecież, że chłopak nie jest tak czasochłonny jak mąż, mimo, że tak samo mieszkacie razem na tych samych zasadach).
No i ogólnie to chyba za to, że jestem.

GDYBYŚ ŻYŁA MOIM ŻYCIEM, TO BYŚ DOPIERO ZOBACZYŁA!

Co się naczytałam na swój temat, to moje.

Nagle wszyscy zaczęli mi uświadamiać, że nic nie wiem o życiu i niczego nigdy nie przeżyłam. Że gdyby oni mieli takie życie, to dopiero byłoby super! Ale najbardziej uderzyło mnie to, że ci ludzie uważali, że to, że moje życie może być fajne, to coś złego.

ZŁEGO.

Że powinnam iść na etat, powinnam mieć trójkę dzieci, męża, kredyt, mało pieniędzy – i wtedy byłoby okej, bo byłoby po równo. A jeśli ja mogę się wyspać do siódmej, a one muszą wstawać o piątej, to to znaczy, że ze mną jest coś nie tak i powinnam się wstydzić, że w ogóle mam czelność opisywać swój dzień w sieci.Rozumiecie? Bo ja nie. Nie mogę uwierzyć, że ludzie uważają, że jeśli komuś wiedzie się lepiej niż im (w ich mniemaniu – ja nie mówię, że mam świetne życie, tzn. nie uważam, że mam lepsze, niż ktoś inny!) to ta osoba jest zła/ nie zna się/ jest oszustem / wszystko, co ma, dostała / ma zwykłe szczęście.

Większość komentarzy była w stylu: „Tak to każdy sobie może żyć (no tak, nie ma to jak umniejszać czyjąś pracę – klasa), ciekawe, co byś powiedziała, gdybyś tak jak ja, miała dwójkę dzieci i męża do wykarmienia!”.

Wiecie, nie wiem, co bym powiedziała w takiej sytuacji, bo nie mam dzieci. Nie mam też męża i mam to szczęście, że mogę pracować robiąc to, co lubię. Ale jestem pewna, że na pewno nie traciłabym czasu na łażenie po blogach i jeżdżenie obcych mi osób, bo mają (w moim mniemaniu) mniej obowiązków niż ja, więc powinny się wstydzić.

Dlaczego mam się wstydzić? Dlaczego mam się czuć źle, bo mam na coś czas, a ktoś nie ma? Czy ja ten czas tej osobie zabrałam? Z tego co wiem – raczej nie. Nic jej nie zabrałam, a mimo to, według niej, mam się czuć źle, bo lubię swoje życie.

Piękna logika.

NIE WIEM, ALE SIĘ WYPOWIEM

A najśmieszniejsze w tym wszystkim jest to, że w większości komentarze pochodzą od obcych osób, nie-czytelników, którzy weszli na bloga, przeczytali jeden wpis o tym, jak wygląda mój dzień i zaczęli uważać, że wiedzą wszystko o tym, jak wygląda moje życie.

Oczywiście, że na blogu opisuję jeden z lepszych dni, a nie ten gorszy. Te dziewczyny weszły, przeczytały sobie jeden wpis i zrobiły to, co robi większość ludzi: stwierdziły, że jedni mają szczęście, a drudzy są tacy biedni i uciemiężeni, zupełnie nie dostrzegając tego, że ja naprawdę nie leżałam sobie na kanapie i nie czekałam, aż moje życie stanie się zajebiste.

Nikt nie wziął pod uwagę tego, że żeby pracować sobie w domu po cztery godziny, to czasami pracuje się po dwanaście. Tego, że żeby mieć jakiś sukces w czymkolwiek, to najpierw trzeba się nieźle napocić.Ale dobra, już nawet nie chodzi o mnie. Problem ciągle jest ten sam. Widzimy, że komuś coś w naszym mniemaniu wyszło i jedyne, co potrafimy robić, to być wrednym/zazdrosnym/sfrustrowanym, zamiast zauważyć, że nic się nie bierze z niczego. Z pustego i Salomon nie naleje. Żeby coś mieć, to trzeba sobie to wypracować, trzeba nie spać, trzeba czasami odmawiać i rezygnować po to, by potem korzystać.

Ale przecież lepiej postawić się w sytuacji biednej, poszkodowanej osoby, która ma tak źle, kiedy inni mają dobrze. Chciałabym to jakoś pozytywnie skomentować, wiecie, ale czasami jak widzę postawę innych ludzi, to mi ręce opadają. Kiedy nauczymy się cieszyć szczęściem innych? I kiedy do nas dojdzie że to, że ktoś ma X, nie znaczy, że nam to zabrał?

Nikt przecież niczego nikomu nie zabiera. Ani nikt nie zarabia czyichś pieniędzy, ani nie kradnie innym czasu, ani nie może sprawić, że komuś coś nie wyszło.

Jeżeli coś jest z twoim życiem nie tak, jakbyś chciał, to może czas przestać się wyżywać na innych i obwiniać cały świat, a spojrzeć w lustro i pogadać z samym sobą.

Przeczytaj także:

  • Mi się wydaje, że większość takich osób tak naprawdę nie zdaje sobie do końca sprawy z czego takie ich zachowanie wynika, a jest to po prostu frustracja związana ze swoim własnym życiem. Niemiły (i zazwyczaj bezpodstawny) komentarz na temat kogoś innego = dowartościowanie siebie poprzez dowalenie komuś. Wiadomo, że najlepiej olać takie komentarze, ale czasem nie da się nie zareagować 🙂 Życzę Ci dużo cierpliwości 🙂

    • Wela

      „Niemiły (i zazwyczaj bezpodstawny) komentarz na temat kogoś innego = dowartościowanie siebie poprzez dowalenie komuś.”

      I właśnie o to w tym wszystkim chodzi. Ludzie się w ten dziwny sposób chcą dowartościować i poprawić sobie humor, że po kimś „pojechali”.

    • Na początku się przejmowałam, napisałam wpis i mi trochę przeszło, zeszło ze mnie. No i kasuję je – nie ma sensu tego trzymać 🙂 Dzięki!

  • Kasia K.

    Hmmm,no cóż jest w tym dużo prawdy. Mi rodzice zawsze mówią ,że nie wiem co to życie ,bo staram się cieszyć z drobnych rzeczy i jestem często roześmiana. Bo przecież teraz to teraz a jak bd miała męża i dzieci to zero szczęścia ,tylko praca ,oczywiście taka słaba ,po 8 godz ,do domu a tu tylko zajęcia się piętrzą. Zero pasji ,radości .
    Mówią tak bo mimo ,że bardzo ich kocham i szanuję widzę ,że to oni sami pozbawili się szans z góry zakładając ,że tak właśnie musi być ,że to nie możliwe bo się nie ma pieniędzy ,to też nie bo czasu nie ma a na tamto to już za późno. I to są niestety ci ludzie o których piszesz .A może to ja jestem zbyt naiwna i myślę sobie głupio ,że pomimo trudności w tej pracy jest też coś pięknego i radosnego ,że da się ,ze jak zawalczę o siebie i zachowam cidzienną celebrację zycia i pokorę to będzie dobrze.Jesli sama siebie nie pozbawię szans.
    Sama nie wiem …

    • Julia

      Też to mam 🙂 nie wiem dlaczego, ale niektórzy ludzie gdy widzą że się uśmiecham/żartuję/śmieję/cieszę… No, ogólnie jestem szczęśliwa, to od razu traktują mnie mało poważnie, bo przecież żeby być traktowanym na serio trzeba narzekać, marudzić i myśleć tylko o tym, jakie to życie jest podłe i niesprawiedliwe. I nie rozumiem gdzie tu jakakolwiek logika…
      Pocieszająca jest natomiast myśl, że są jeszcze ludzie myślący pozytywnie 🙂 i tak trzymać! 🙂

      • No widzisz, bo to jest takie myślenie, że skoro jesteś dorosła i się uśmiechasz idąc ulicą, to pewnie zwariowałaś. Odnoszę wrażenie, że dla znacznej części społeczeństwa, esencją życia jest narzekanie na nie, na swój los, a także sprawienie, że inni też będą wiecznie z życia niezadowoleni. Przecież jeśli nie narzekasz na życie, to go nie znasz – taka logika ;P
        Pozytywni ludzie, trzymajmy się razem ; )

        • To jest w ogóle świetny pomysł kiedyś na notkę – rzeczywiście, narzekanie jest w dobrym tonie, ale cieszenie się – już w ogóle. Jak ci wszystko wychodzi, to po prostu nie zaznałeś życia – wydaje mi się, że to własnie taka logika 😀

          Dobrze, że Wy tutaj jesteście jak ja – piąteczka 😀

    • Wela

      Skąd ja to znam 😉

  • Diana P

    Miałam uczyć się na kolokwium – patrzę, nowy wpis u Marty, no to trzeba przeczytać xD
    Bardzo dobrze napisane, ja też nie rozumiem u ludzi takiego myślenia. Najgorsze buractwo najczęściej wychodzi z ludzi w internecie, bo każdy myśli, że jak jest anonimowy to może wszystko.

    • Powodzenia na kolosie 😀

      • Diana P

        O, dziękuję bardzo! Przydało się, kolokwium zaliczone na 4,5 😀 Buziaki!

  • Nie chce mi się w to wierzyć… Czytałam Twój wpis na Codziennie Fit i naprawdę pozytywnie mnie nastroił. W życiu nie spodziewałabym się takich reakcji. Ale wiesz, w tym wszystkim tak naprawdę chodzi wyłącznie o tych ludzi. Są tak zamknięci w swojej frustracji, że nawet nie dostrzegają, że można żyć inaczej. Oni nie mogą, łatwiej im karmić się negatywnymi emocjami, niż spróbować coś zmienić. Strasznie to przykre. Wiem, niektórzy mają naprawdę ciężko, ale nawet takie osoby potrafią się wygrzebać i zrobić coś, żeby było im łatwiej, jeśli naprawdę się starają. A Twoi nieszczęśni komentatorzy? Cóż… Można im tylko życzyć, żeby się kiedyś obudzili.

  • Julia

    Dziwne, jak niektórym ludziom zależy, by kogoś udupić… I naprawdę nie rozumiem, czemu ma to służyć… Czy jest to jakiś sposób dowartościowania się? Bo jeśli tak, to moim zdaniem jest to dość dziwna metoda na poprawienie swojej samooceny :
    Mnie na przykład posty w stylu tego, który umieściłaś na codziennie fit zawsze motywują 🙂 i bardzo Ci za to dziękuję 🙂

  • Monia

    Czytałam ten wpis i komentarze. Usunęłaś te, o których piszesz w tym poście? Bo te, które się wyświetlają obecnie są kulturalne i miłe, dziewczyny w spokojny sposób przedstawiają perspektywę innego rodzaju życia i możliwości rozwiązań.
    Pozdrawiam serdecznie, nie warto patrzeć na zazdrosnikow, będą zaawsze 😉

    • Hej! 🙂 Tak, usunęłam, muszę to robić na bieżąco. Jeżeli ktoś ma odmienne zdanie, to zostawiam komentarz, ale jeżeli czytam obraźliwe rzeczy, to usuwam, bo też zauważyłam, że zostawienie takiej wypowiedzi zaraz przyciąga inne (wiesz, w stylu – pozwala się obrażać, to ja też jej coś napiszę) 🙂

      • Monia

        Dobrze zrobiłaś, fala bezsensownego hejtu jest jak kula śnieżna, a spora ilość Polaków jest sfrustrowana. Mimo, że trochę się zmienia w naszym kraju, jest coraz więcej pozytywnych inicjatyw, to jednak dalej istnieje przekonanie, że jak ktoś coś osiągnał to na pewno nie za pomocą własnego wysiłku i charyzmy. Ja wierzę, że za parę/parenascie lat się to zmieni, choć trochę 🙂

        Z innej beczki – wieczorny pokaz w sobotę na wrocławskiej Wyspie był świetny 🙂

  • lirith

    My, Polacy jesteśmy malo fajnym narodem. Staramy się być zawsze uciemiężeni, cierpimy nawet gdy nie musimy. Mnie zawsze bawią rozmowy typu; -Wiesz , co mi sie przytrafiło? Masakra. Miałam dwie operacje, złamaną nogę itd. A druga osoba:- E tam to jeszcze nic , Ja to dopiero mam przekichane…
    Lubimy pokazywać, że mamy gorzej, jakby to że jesteśmy zadowoleni z życia było czymś wstydliwym, nie wypadało nam się cieszyć. Dlatego ktoś kto pisze o swoim szczęściu jest „potępiany” Stąd te bluzgi pod Twoim adresem.
    ja osobiście mam dziecko, męża i pracę (co prawda w szkole- więc mi dobrze, bo mam wakacje, nie opracuję też 8 godzin) i cieszę się że trafiła niedawno na twój blog, bo bardzo mnie zmotywowal. Mimo że nie mogę sobie pozwolić na wstawanie o 7 i dwa treningi dziennie to czas na wieczorne bieganie zawsze znajdę. A przede wszystkim postaram się zmienić swoje nawyki żywieniowe. Dzięki.

    Nie zniechęcaj się negatywnymi wpisami i błagam motywuj mnie dalej:))
    Pozdrawiam, Kasia

  • December

    Nie wiem, czy się śmiać czy płakać z głupoty ludzi. Podobnie jak Ty wychodzę z założenia, że jeżeli zazdrościsz komuś warunków życia, to zrób wszystko żeby zmienić swoje. Jesteśmy samemu odpowiedzialni za swoje życiorysy i sami musimy się postarać o odpowiednią pracę, znaleźć czas na hobby i rozsądnie zaplanować rodzinę, żeby nie mieć potem pretensji do całego świata. Niestety, w Polsce panuje jeszcze takie przekonanie, że się należy i skoro komuś się coś udało, to na pewno był w tym jakiś szwindel a ja to jestem zawsze najbardziej poszkodowany.
    A tak przy okazji, znam matkę dwójki dzieci (i to wyjątkowych urwisów), mieszkającą poza miastem (więc traci znacznie więcej czasu na dojazdy), pracującą w swoim zawodzie, zadbaną, szczęśliwą, mającą czas na swoje przyjemności, zawsze serdeczną i gotującą tak wymyślne potrawy i ciasta, że chyba doba ma u niej 48 godzin (przy czym dom jest ogarnięty, a dzieci i mąż zadowoleni).
    Post dobrze napisany, ale myślę, że raczej tacy ludzie i tak go sobie do serca nie wezmą, bo co Ty możesz wiedzieć jak masz 22 lata i dzieci nie rodziłaś, dziewczyno 😛

  • Kary B.

    Czytałam tamten wpis i jedyne czego naprawdę zazdroszczę (i próbowałam zmienić, nie da się 😉 ), to swada w pisaniu – mnie napisania posta na bloga zajmuje minimum pół godziny i nie mam pojęcia, jak Ty to skracasz i jesteś w stanie w godzinę napisać na blogów kilka :))

    Ale to w żadnym wypadku nie jest zarzut, jedynie ciche westchnienie, że ja też bym tak chciała.

    A w ogóle to kawał dobrej roboty robisz, więc hejterskie komentarze miej głęboko w… poważaniu!

    Ps. Te wiewiórki to pewnie w ogóle nie są smaczne 😉

  • 高見彩乃

    Dla Polaka każda okazja jest dobra, by powiedzieć „ty nie masz tak jak ja, więc tobie jest łatwiej.”

  • Asia

    Trzeba to olać, zapomnieć i robić swoje 🙂 Po prostu.

  • Aleksandra Roś

    Brak mi słów, naprawdę. Mam nadzieję, że nie wzięłaś tych bezpodstawnych i głupich zarzutów do siebie (chociaż przykro na pewno się zrobiło). Nie rozumiem, po co ludzie pielęgnują w sobie taką mentalność. Po co narzekać, po co marudzić i się użalać, a nade wszystko- w jakim celu umniejszać dokonaniom innych ludzi? Dla poprawy własnego nastroju? Przecież to tak nie działa, wręcz odwrotnie. Ludzie, czas się skoncentrować na poprawie własnej codzienności zamiast sączyć jad dookoła. Ja uważam, że to cudowne, że są ludzie tacy jak Ty Marto, którzy pokazują jak bardzo można cieszyć się swoim życiem 🙂

  • Fiołek88

    Jak dla mnie możesz sobie leżeć pół dnia nawet na kanapie 😛 To Twoje życie, i masz prawo mieć dzieci jak i nie mieć itd. A wiadomo, że jakbyś miała to i tak byś sobie świetnie poradziła! Widać jak się rozwijasz na blogu i widać jak sobie radzisz z różnymi sytuacjami 🙂 A idzie Ci świetnie!
    Sama dobrze wspominam czasy studiów, gdzie miałam 2h zajęć raz na 2 tygodnie i mogłam zrobić dużo więcej niż teraz… ale życie się zmienia i my też 🙂 A co to komentujących Twoje posty… no cóż czasami zastanawiam się gdzie Ci ludzie się rodzą i wychowują… ale to już ich broszka 😛

  • Ludzie są zawistni i boli ich to, że ktoś może pracować mniej ciężko od nich, do tego z domu i zarabiać dużo więcej. Ale przecież żeby do tego dojść musiałeś wykazać się: wiedzą, umiejętnościami, predyspozycjami i …. ciężką pracą? Nic nie przychodzi do człowieka samo. Chyba, że jesteś z rodziny królewskiej – chociaż nie chciałabym być księżniczką, to chyba najcięższa praca, być ciągle idealną ;D

  • Lemart Lemart

    Kiedyś pisałam komentarz na blogu Aniamaluje, że uwzięłam się na jedną dziewczynę. Nie, nie obrażałam jej, ale byłam cholernie zazdrosna o to, że w wieku 22 lat zarabiała 5-krotną najniższej krajowej, że jeździła po wczasach zagranicznych i stać ją było na drogie ubrania. Tkwiłam tak w tej zazdrości i bardzo się tym wyniszczyłam. Byłam sfrustrowana, że sama mam niewiele, że nie mogę się odnaleźć w żadnej pracy i ledwo wystarczało mi na opłaty i jedzenie. O wyjściu na kawę mogłam sobie zapomnieć. W pewnym momencie pozmieniałam plany, nauczyłam się podstaw niemieckiego i wyjechałam do pracy do Niemiec z przerwami w Polsce. Bardzo trudno było mi zdobyć pracę, ale dałam radę. Kupiliśmy z mężem mieszkanie, wyszliśmy na prostą z finansami. Przestałam zazdrościć (chociaż nadal nie żyję na takim poziomie jak ona) i przeprosiłam koleżankę. Marysia (imię zmienione) na to, że tak naprawdę każdą pracę dostała po znajomości, że chodzi do psychologa, bo sobie nie radzi i że to ona mi zazdrości poukładanego i spokojnego życia. Nie wiemy ile kto się napocił lub po prostu dostał ot tak, poza tym od wieków wiadomo, że każdy ma inny start i nie wolno się porównywać. Poza tym- dzieci są wyborem i jeżeli ktoś stara się o dziecko, to wie na co się pisze. Mając dzieci też można założyć bloga i zarabiać na tym.

  • „Serio? ciekawe, co byś powiedziała, gdybyś tak jak ja, miała dwójkę dzieci i męża do wykarmienia!” – czy ten mąż to małe pisklę, które siedzi w gnieździe i woła JEŚĆ? A ona jest jedyną dorosłą osobą z dwiema rękami w domu? Jak mnie wnerwiają ludzie, którzy mówią „bo ty nie masz dzieci”. Cholera, nie mam, bo się zdecydowałam nie mieć, bo postanowiłam, że jeszcze nie jest na to czas i będę je miała, jak będę na to gotowa. To decyzja. I jak już będę miała dziecko, to to też będzie moja decyzja – a niektórzy zachowują się, jakby dzieci spadały z nieba na niczego nie spodziewających się rodziców, albo jakby faktycznie przynosił je bocian. Zdecydowałaś się mieć dziecko – wiedziałaś, że będzie więcej obowiązków. Czy osoby nie-dzieciate mają pretensje do całego świata, że nie mają małych rączek do tulania, pierwszych uśmiechów i pyzatych policzków, które się cieszą na ich widok? Nie. I to powinno działać w obie strony..

    • Dokładnie to samo pomyślałam – mąż, to nie małe dziecko (choć czasem, niektórzy po ślubie mogą, podobno, zdziecinnieć). No może autorka tamtego komentarza sądziła, że nawet mając dzieci nie przybędzie jej obowiązków, ale to już szczyt naiwności.

      • no co, no niektore kobiety lubią pomatkowac facetowi a potem płacz po 20latach, ah ja biedna jaka jestem styrana tym zyciem…

        • ilusja

          Beka z ludzi 😀 Umęczają się same, jakby miały za to zostać świętymi.

  • Paulina

    Ojej, czytałam post i fakt pomyślałam sobie kurde ale fajnie ma miej zajęć, ale wiem po sobie, w poniedziałek siedzę od 8-15 na zajęciach a w wtorek do 12-14, wiec trudno przy opisywaniu dniu uwzględnić plan czy milion innych rzeczy które się też robi, wybrałaś taki a nie inny dzień. Dla mnie było to ciekawe przeczytać jak toś inny spędza dzień i stwierdzić jezu ale ja się obijam 😛
    Co do zazdrości, sama łapie się na tym jak zazdroszczę innym. To jest okropne nienawidzę tego, zawsze gdy tak pomyślę mam ochotę strzelić sobie w łeb. Mimo to te myśli czasami się pojawiają, ale przecież powinniśmy się cieszyć gdy naszej najlepszej przyjaciółce coś wychodzi, może sprzeda nam jakieś złote rady i nam będzie prościej albo po prostu wychodzi jej, super cieszmy się tym, jest szczęśliwa a to szczęście promenuje i na nas . Ale jednak czasami jakoś trudno pogodzić się z tym, że komuś wychodzi a nam nie (i fakt faktem nic się z tym dalej nie robi ). Ja czasami zazdroszczę pomysłu na życie, mi osobiście ostatnio trudno jakoś tak wszystko poukładać. Jesteś strasznie pozytywną osobą, bardzo to w tobie lubię. Na blogu jest wiele postów z świetnymi radami, nie jestem jednak z tobą jakoś stosunkowo długo dopiero kilka miesięcy i wszystkich nie zdążyłam jeszcze przeczytać. Ale może jakieś rady jak wziąć się ostatecznie do roboty, cieszyć własnym życiem. I po prostu zacząć żyć. Co robić gdy przychodzi zwątpienie ? Pozdrawiam i tak trzymaj ! 🙂

  • Lexie

    Czytałam tamten wpis i to co mi się nasunęło na myśl to: „Super, że udaje jej się łączyć pracę, pasję i studia!”. I zmotywowałaś mnie do znalezienia czasu na trening w dość ciężkiej sesji – i świat się nie zawalił przez tą godzinkę dziennie, którą wykorzystuję na trening 🙂
    Kończę medycynę i niejednokrotnie spotkałam się z komentarzami w stylu „omatkobosko lekarze to tyle zarabiają a nic nie robią, tylko śpią na dyżurach i kasę trzepią”. Po pierwsze nie wszyscy (a już na pewno nie młodzi po studiach), a po drugie czy ktoś komuś broni skończyć 6 lat medycyny, rok stażu i 6 lat specjalizacji i zarabiać te kokosy? Tak samo nie rozumiem hejtu na szafiarki, że narzucić kilka szmatek i porobić zdjęcia to każdy głupi umie. Skoro każdy umie to dlaczego nie tego robi i nie pławi się w luksusach tylko pluje jadem w internecie?
    Pozdrawiam! 🙂

    • Kasia K.

      Zgadzam się z Tobą !
      Przecież każdy decyduje co się liczy ,przecież pieniądze nie są najważniejsze.
      Ja wiem, że nie pójdę na medycynę ,ale nie lubię jak ktoś mówi w ten sposób o lekarzach .Zazwyczaj gdy ci lekarze pracują to tacy ludzie np wychowują dzieci -robią to ciepło rodzinne, i to też jest piękne ,medycyna dla pasjonata również jest czymś wspaniałym ,tylko że ludzie widzą tylko jedną stronę medalu i zazdroszczą nie doceniając tego co sami mają. Bo społeczeństwo każe być masą a przecież każdy człowiek ma prawo do własnego widzenia szczęścia i spełnienia. Przecież lekarze tez mają rodziny .Znam ludzi ,którzy mają majątek i są nieludzcy w tym co robią ,a są też i tacy biedni -zazdroszczacy innym tak naprawdę nie wiadomo czego.
      Jak się ma dużo to chce się więcej .Tylko po co ?

  • Polska mentalność niestety – zamiast tą zazdrością się motywować, równać do tych, którzy według nich mają lepiej i czerpać z takich ludzi inspirację, łatwiej siedzieć i dopieprzać w Internecie.
    I tak jak już ktoś niżej wspomniał – męża wykarmiać? A on ma dwie lewe rączki sklejone razem? W związkach, gdzie mąż sam umie się wykarmić i jeszcze żonie pomaga w domu i przy dzieciach na bank nie ma takich frustratek. Olej ich i rób swoje bo wielu motywujesz 🙂

    • ava

      A ja myślę, że tu nic do tego nie ma tzw. „Polska mentalność” tylko po prostu w internecie łatwiej jest wylać całe swoje frustracje i żale z całego dnia czy życia. Takim osobom współczuję, bo najczęściej niestety nie zdają sobie sprawy w jakim bagnie negatywnych emocji siedzą po uszy. 😉

  • nofcknway

    Marta! A ja Ci bardzo gratuluje sukcesu i trzymam kciuki nie za 20000 lajków, tylko żeby ich było million! Jak monet u Mroza! albo rakiet w Moskwie! Nie lajkujesz mi Córki Trenera i się obrażam trochę, ale to nie zmienia faktu, że doceniam bardzo jak sport jest Twoją pasją i jak robisz wszystko, żeby wiedzieć więcej, pisać więcej, motywować więcej. Tak jak napisałaś, takie komentarze wynikają tylko i wyłącznie z niezadowolenia ze swojego życia. Jasne, że wolałabym studiować dziennie i pracować 4 godziny wieczorem, ale będę studiować zaocznie i pracować dalej 8 h bo taki jest mój wybór i jestem bardzo zadowolona ze swojego życia anyway, a i tak wiem, że to jest tylko droga do celu, jakim jest bycie KRULOWOM SPORTU. Normalnie. I kiedyś będę. I życzę tego Tobie i sobie, piona!

  • Karolina

    Nie sluchaj Marta tych hejterow… Jestes inspiracja dla wielu osob, takze dla mnie. Uwielbiam czytac Twojego bloga, codziennie fit rowniez, ale troche rzadziej. Mam meza, dziecko i jestem z tym szczesliwa, odnajduje siebie w tym wszystkim i swoje pasje. Nigdy nie przyszlo mi do glowy by Ciebie krytykowac czy hejtowac, bo Ty nie masz dzieci, czy meza. Dlatego postepowanie tych osob jest dla mnie conajmniej dziwne. Kazdy jest kowalem swojego losu i wybiera swiadomie (badz tez nie) swoja droge zyciowa. Jesli te osoby Ci mowia, ze co Ty bys powiedziala jak bys miala dwojke czy trojke dzieci do wykarmienia i meza to one maja jakis problem z tym nie Ty… Przeciez nikt im na sile meza nie wmuszal (miejmy taka nadzieje) i nie kazal im plodzic dzieci, czyz nie? Ja mam swoja rodzine, meza, dziecko i sie w tym odnajduje, swoje szczescie buduje kazdego dnia, mam swoje pasje i nie hejtuje singielek czy kobiet bezdzietnych albo innych bo komus zazdroszcze itd. Nie wiem skad sie wziely te hejty. Marta rob swoje, bo robisz to dobrze i nie przejmuj sie takimi ludzmi. Sa ludzie Ciebie uwielbiaja i uwielbiac beda. Pozdrawiam.

  • Przegapiłam Twój wpis, o którym piszesz tutaj. Przeczytałam go i nie rozumiem, co komuś daje takie porównywanie życia czyjegoś do swojego. Może jest to jakaś forma przekonania siebie, że „mam dwójkę dzieci i przez to jestem lepsza od ciebie”. Ktoś nie ma dzieci, bo taką podjął decyzję, nie ma męża – jego sprawa. Czy to jest jakaś nasza polska mentalność? Kurczę, zmotywował mnie tamten wpis, żeby jednak wstawać wcześniej i lepiej się organizować i dziękuję Ci za opisanie swojego dnia! ;D

  • nil_admirari

    Taylor Swift – Mean – polecam 🙂

  • W sumie to ciekawe że zarzucają Ci tak wiele ale sami jakby nie patrzeć mają czas na czytanie Twojego bloga. I komentowanie. Nie jest to jednak czynność konieczna do przetrwania.

    Kiedyś miałam myślenie trochę podobnego do tego – np. uważałam że pochodząc z Podkarpacia miałam słabszych nauczycieli angielskiego w szkole niż koleżanka z Poznania, która chodziła do liceum dwujęzycznego. Ja gdybym nawet chciała to ta opcja dla mnie nie istniała. Oczywiście pomoc nauczyciela w tym przypadku jest ważna ale nasz poziom językowy był przede wszystkim uwarunkowany wkładem własnym. A ja się przykładałam wtedy gdy mi się zachciało, czyli za mało. Ale i tak mnie szokuje że nie każdy wyrasta z takiego sposobu myślenia.

  • nie wiem jak mogłaś jeszcze w ogole sie zbunotwać i powiedziec, że Cie to poirytowało?! Jak Ci nie wstyd, że nie podkuliłaś ogona i nie prtzeprosiłaś?! Należało jeszcze wziąć ślub, szybko machnąć dziciaka i zamknąć biznes! Jak za komuny! wszyscy na rowni 😀

    Ps. może to nie był nawet taki zły czas? nikt nie miał pieniedzy, ale kazdy miał wszystko 🙂 i ludzie chyba jacyś bardziej życzliwi byli… 🙂

    fajnie ze jestes inspirujaca Marta! Choć to oczywiscie takie niesprawiedliwe… ps. az mi sie zachciało wziac do roboty 😛

  • Madix

    Mnie osobiście też irytuje (chociaż bardziej śmieszy), jak piszesz o organizacji swojego życia w tonie: „patrzcie i podziwiajcie, robię dużo rzeczy naraz! tadaaam! ” kiedy de facto jesteś IMO po prostu przeciętnie zorganizowaną, ale dość pracowitą osobą 😉

    Te rzeczy, które robisz, szumnie brzmią, ale na pewno nie jest tak, że zajmują każdego dnia dużo czasu. Wiem po sobie – oficjalnie na chwilę obecną studiuję (dziennie) trudny kierunek, pracuję na pół etatu, udzielam się w wolontariacie i stowarzyszeniu studenckim, do tego jestem starostką grupy, imprez nie unikam i mam chłopaka, dla którego staram się znajdować czas jak najczęściej (a nie mieszkamy razem, więc to nie jest oczywiste). W wolnym czasie staram się uprawiać jak najwięcej sportu dla zdrowia i moim hobby jest DIY. Brzmi szumnie? 😉 Ano brzmi, ale wcale nie zajmuję się każdego dnia każdą z tych aktywności – niektóre z nich nawet podejmuję summa summarum dość rzadko. De facto wcale nie uważam się za jakąś świetnie zorganizowaną osobę, bo zdarza mi się opuścić jakiś termin, zaspać, źle rozłożyć pracę itd., ale oficjalnie, gdybym chciała – mogę się chwalić, że robię bazylion rzeczy i nawet mam na to dowody.

    Sęk w tym, że tak naprawdę ja wcale tak dużo nie robię i nie jestem wcale jakoś mega zajęta, poza okresami, gdy akurat skumuluje mi się sporo rzeczy naraz. Dużo czasu marnotrawię na Internety, sporo na seriale, jestem też obecnie w dużo gorszej kondycji zdrowotnie, niż kiedyś, więc nie mam siły na tyle rzeczy, ile miałabym ochotę robić. Z drugiej strony – odpoczywać też kiedyś trzeba, ale ja mam zawsze wyrzuty, jak jakiś projekt leży, a ja oglądam serial bo już mi czacha dymi i prędzej zeświruję, aniżeli się za niego wezmę. No właśnie – jedyne co osobiście chciałabym w sobie organizacyjnie zmienić na Twój wzór, to zbilansowany odpoczynek – taki, by nie zajmował zbyt dużo czasu ale bym mogła na lajcie i bez wyrzutów np. pograć czy obejrzeć serial – obecnie nie gram w ogóle, a seriale oglądam na wiecznej spinie pt. „tyle roboty Cię czeka, a Ty seriale oglądasz, durna Ty!”. Mam też ogromny problem z regularnym snem, ogromny – nie ma tygodnia, bym przespała taką samą ilość godzin i w takich samych porach, w efekcie często jak siedzę w domu i mam coś zrobić to kończy się tym, że przysypiam, chyba, że pracuję przy kompie (ale wtedy dla odmiany siedzę przy nim zazwyczaj za długo, bo nie chce mi się spać, więc też się rozregulowuję).

    Na szczęście studia już na finishu, więc łatwiej będzie mi kontrolować nocki.

    • Można być zorganizowanym, ale niekoniecznie pracowitym i wtedy niewiele się zrobi. Można też być pracowitym i niezorganizowanym i wtedy też niewiele się zrobi.
      Ja zawsze Martę podziwiam za tę pracowitość/organizację i myślę, że ten wpis na codzienniefit był skierowany do takich ludzi jak ja – których motywuje czytanie o tym, ile inni są w stanie zmieścić w swoim dniu. I nie odebrałam tego jako przechwałki, myślę że dużo ludzi po prostu o to pyta. No bo prowadzenie dwóch blogów, vloga i praca jako freelancer to już jest dużo, a do tego jeszcze studia? 2h czy więcej, i tak pewnie trudno to czasem upchnąć :). Niektórzy tylko studiują, bo nie mają czasu na nic innego – przykre, ale takie studia wybrali przecież. A jak się ma studia krócej, to można sobie pozwolić na więcej czynności.
      Ja jak chodziłam na studia, to dojeżdżałam, 1,5h w jedną stronę. I też zazdrościłam koleżankom mieszkającym 15 minut od uczelni, że w okienku mogą się zdrzemnąć, zrobić obiad, posprzątać czy po prostu posiedzieć u siebie. Ale w życiu by mi nie przyszło do głowy, żeby im to wypominać! Ja je podziwiałam za to, że mogą zrobić tyyyyle w ciągu dnia (bo miały na to czas, a ja po powrocie do domu mogłam tylko spać), one mnie podziwiały za determinację we wstawaniu i dojeżdżaniu na uczelnię. Wszystkie skupiałyśmy się na pozytywnych, a nie negatywnych, emocjach. Polecam :).

      • Madix

        To są ciekawe spostrzeżenia, niemniej ja postrzegam to tak, że dobra organizacja ujawnia się dopiero przy pracy, ponieważ – jak się nie wykonuje pracy, to nie ma czego organizować 😀 Można jednak wykonywać dużo pracy raz od wielkiego dzwonu, dobrze ją organizować i po tym widzieć, że jest się dobrze zorganizowanym, aczkolwiek może niekoniecznie jakoś super pracowitym…

        I właśnie o to mi chodzi – częstotliwość ma znaczenie. Można biegać raz na miesiąc i mówić, że uprawia się jogging, a można biegać codziennie i mówić, że uprawia się jogging. 🙂 Podobnie ze studiami – częstotliwość, z jaką trzeba się pojawić na uczelni, jest różna, w zależności od tego, jakie to są studia, podobnie z ilością materiału do nauki, a jedna i druga osoba przecież studiuje…

        Jedynie czytając o tym, że ktoś robi rzeczy A, B i C nie można więc IMO ocenić, czy to jest naprawdę dużo roboty, czy może niekoniecznie, i ludzie chętnie to wykorzystują do manipulacji, do pompowania swojego ego, a nawet do upokarzania innych (bo jak ma się czuć osoba A, która ledwo wyrabia na swoich studiach, i przykro jej, że jest zależna finansowo od rodziców, kiedy słyszy od osoby B, że przecież można pogodzić studia z pracą, a potem okazuje się, że ta osoba B wcale nie godzi studiów z pracą dzięki temu, że jest tak świetnie zorganizowana, a dzięki temu, że jej studia są super mało angażujące?).

        Nie twierdzę, że Marta tak robi, ale wydaje mi się, że trochę padła ofiarą swojego otoczenia, bo jeśli ona jedyna wśród znajomych robiła coś poza studiami, to na pewno ma prawo być dumna z siebie z tego powodu, że jej się chciało, mimo gnuśnego otoczenia, widać też po jej ciele, że się z treningami nie opierdziela, a to na pewno jest kupa pracy, niemniej moim zdaniem to znajomi Marty z dziennikarstwa byli ponadprzeciętnie nieogarnięci, a nie Marta ponadprzeciętnie zorganizowana, skoro nie potrafili sobie pogodzić 15 h / tygodniowo studiów z czymkolwiek innym… Na pewno Marta jest pracowita, nawet bardzo, ale czy zorganizowana – nie wiem, bo z nią nie mieszkam i nie widzę, ile tak naprawdę ma roboty z tym, co deklaruje, że robi. Praca jako freelancer to może być albo bardzo dużo, albo bardzo mało czasu, tak samo studia, tak samo blogi… Ciężko ocenić, na ile jest to angażujące, dopóki samemu się nie spróbuje, więc podchodzę do tego sceptycznie, tak samo jak obecnie podchodzę sceptycznie do ludzi, którzy z założenia nie szukają żadnej pracy na studiach (przez całe studia), „bo studia, nie da się”, a potem okazuje się, że ludzie na tej samej uczelni i kierunku jednak pracują, więc da się 😉

      • Madix

        „Niektórzy tylko studiują, bo nie mają czasu na nic innego – przykre, ale takie studia wybrali przecież. A jak się ma studia krócej, to można sobie pozwolić na więcej czynności.”
        Mam inne zdanie. Jak się ma angażujące czasowo studia, to też można sobie pozwolić na więcej czynności… jak się jest dobrze zorganizowanym i pracowitym, to raz 😉

        Dwa – przykre? Przykre to jest siedzieć na studiach, które Ci się nie podobają i uważasz je za marnowanie czasu, a nie na takich, które Cię rozwijają i są Twoją pasją, chociaż owszem – zajmują Twój czas, i to hardkorowe ilości, bo oprócz tego, co na uczelni, to jeszcze w domu musisz sobie coś doczytać i podłubać, bo po prostu chcesz to zrobić, by się więcej nauczyć. Moje studia są mega angażujące, ale nie żałuję ani minuty – frustruje mnie tylko niesprawiedliwe wystawianie ocen i postawa niektórych wykładowców – ale samo to, że było bardzo dużo pracy z perspektywy czasu oceniam jako miodne, bo nauczyłam się tak od groma rzeczy (i to przydatnych na rynku pracy), że jestem w głębokim szoku 🙂 Z mojej perspektywy to tak, jakbym robiła jednocześnie kilka szkół zawodowych / uczyła się kilkunastu języków obcych jednocześnie, co marnowaniem czasu z pewnością nie jest, chociaż ciężkie jest do pogodzenia z innymi rzeczami.

        Inna sprawa – nawet jak masz dużo roboty, nie można żyć tylko w trybie praca-praca-praca i nie organizować sobie żadnego odpoczynku albo życia towarzyskiego, bo wtedy życie przecieka Ci między palcami w oczekiwaniu na świetlaną przyszłość, a to dopiero jest bardzo, bardzo przykre. Od jakiegoś czasu zaczęłam to wdrażać, ale dopiero niedawno sobie uświadomiłam tą zależność, że jak za bardzo się czemuś poświęcam i żyję w trybie „same wyrzeczenia”, to zwyczajnie nie jestem szczęśliwa, a to, czemu się tak poświęcam, nigdy nie jest warte życia w trybie ascety – choćby samo w sobie było zacnym celem, to nawet najbardziej szczytny cel nie jest wart bycia nieszczęśliwym, i to całymi miesiącami…

        Nie wolno po prostu zapominać o swoich marzeniach, bo życie traci wtedy kolor 🙂

  • a.nessy

    Ja myślę że tamten post na codzienniefit był według mnie bardzo ciekawy, bo miałam dzięki temu okazję przyjrzeć się jak można łączyć tyle zajęć w jednej dobie (która trwa przecież tyle samo dla każdego) i czerpać z tego przykład.
    Uważam, że ten powyżej to mądry wpis i ciesze się, że wszystko tak szczerze opisałaś. Przykro mi tylko, że przez tych ludzi pewnie czułaś się okropnie, chociaż na to nie zasłużyłaś. Trzymaj się, Marta 🙂

  • ahhh miałam ostatnio taką sytuację, że na pytania koleżanki co u mnie opowiedziałam jej o moich planach rozpoczęcia studiów podyplomowych i firmy (kojarzysz? sama bardzo pozytywnie zareagowałaś jak Ci o tym napisałam ostatnio w komentarzu), a ona zamiast ucieszyć się, albo coś to zaczęła opowiadać jak ona ma ciężko i że mi to łatwo tak planować……… Grrr, jak tak można? 😀 Tak studzić zapał, demotywować… tzn mnie akurat nie zdemotywowała, ale ogólnie mówię 🙂

    • Poczekaj, usłyszysz to co ja „bo Ty podróżujesz, mieszkasz za granicą i masz firmę i w ogóle super masz życie” 😀 Czyli powinnam wciąż narzekać, rozpamiętywać przykre chwile i płakać nad przeszłością zamiast wziąć się w garść 😛

      • bardzo lubię argument „bo ty mieszkasz za granicą”. Jakby to łatwiej było. Jakbyśmy nie tęsknili za domem. Jakbyśmy tu miliony dostawali za bezdurno 😀

        • Kinga Kulpa

          Jak ja dobrze to znam! a nikt nie pomysli o tym, ze zeby pracowac/ uczyc sie za granica, trzaba wyjsc z tzw. strefy komfortu, zostawic wiele rzeczy za soba, dopasowac sie wielu dla nas niezrozumalych schematow.
          ludzie widza same osiagniecia, nikt nie zastanawia sie co za tym stoi. godziny nauki, siedzenie nad slowkami podczas gdy znajomi z roku maja wolne a znajomi z Polski swietuja kolejne juwenalia.
          nie mozna miec wszystkiego, ale mozna podejmowac wybory.

    • Kasia

      też mam taką koleżankę. jak jej się żalę na coś to jest super ale jak chce się czymś pochwalić, albo opowiadam o planach, o pracy, budowie domu to patrzy na mnie jak pies na jeża. i jeszcze potrafi powiedzieć: ty to masz dobrze, masz odłożone jakieś pieniądze, twój mąż jest inny itp. a kto jej bronił odkładać? kto jej kazał brać sobie takiego męża? losie co za ludzie….

      • ilusja

        Hahahahaha ja usłyszałam: „Lepiej nie bierzcie ślubu, bo facet po ślubie często siada z piwem na kanapie i ma wszystko w nosie”, albo „Nie no Ty masz łatwiej bo sama sobie gotujesz, a ja mieszkam z rodzicami, którzy nie gotują zdrowo”. Ale o tym, że od prawie trzech lat muszę pracować (ok 100 godzin miesięcznie, czasem więcej, przy tym studiując dziennie), żeby się sama utrzymać „na swoim” to jakoś zawsze magicznie zapomina. 😀 W ogóle jak dzieje się coś złego, to możemy pogadać. Ale jak już mi coś wychodzi, to tak, jakby nie było tematu, nawet z chudnięciem, jak tłumaczę, że biegam (dzięki Marcie <3) to ona od razu: "eee bo ja nie lubię biegać, bo ja wolę jeździć na rowerze". TEŻ NIGDY NIE LUBIŁAM BIEGAĆ. No i mogłaby się ucieszyć, że ma rower, bo mnie na niego nie stać 😉

    • ilusja

      Hmmm… Jak zaplanować studia podyplomowe…. Podejrzewam, że trzeba:
      1. Znaleźć kierunek
      2. Zapisać się
      3. Zacząć chodzić na zajęcia
      Słuchaj, to jest taki ciężki plan, że jak Tobie się uda, to dostaniesz Nobla za organizację! 😀

  • Bo ludzie widzą już tylko „efekt”, i nie potrafią sobie wyobrazić jak wygląda droga do takiego życia. Tak jak napisałaś, że żeby pracować po 4 godziny dziennie, to czasem trzeba 12. Tak samo widzą każdą znaną osobę itp. Widzą, że ktoś odnosi sukcesy i ma mnóstwo hajsu, ale nikt nie patrzy ile go to kosztowało i ile poświęca, żeby mieć takie życie jakie ma. Nie ma się co przejmować. Niech dalej mają swoje trudne życie i jedyną rozrywkę – wtykanie nosa w czyjeś życie.

  • Agata

    Jakie to przykre, a jednak prawdziwe. Ja ostatnio od swojej pracownicy dowiedzialam sie ze to nie sprawiedliwe ze to ja zarabiam na jej pracy. Tylko ze ja zapewniam jej godne warunki, pomagam ze wszystkim, w sumie myslalam ze jestesmy przyjaciolkami. Odkad mam chlopaka jej zazdrosc nie zna granic, bo zarabia,nie pije, nie pali, szanuje mnie.
    Co chwilę slysze od niej uszczypliwe uwagi, ostatnio wyslala mi nawet filmik na ktorym facet bije laske, z podpisem ze takiego faceta powinnam miec. Juz nie mam sily, nie moge na nia patrzec, a jednoczesnie nie chce jej zwolnic bo wiem , ze moze miec ciezko ze znalezieniem pracy z tak elastycznymi godzinami, a ma dziecko. Juz zaczynam watpic w ludzi i obawiam sie zaufac komus jako znajomemu, a co dopiero mialabym uwiezyc w prawdziwego przyjaciela. Dobrze, że chociaz ty Marta swoja postawa i blogami, pokazujesz ze jednak sa pozytywni ludzie.

    • Wiesz co? Nie zastanawiaj się, tylko ją zwolnij. Nie daj się gnębić w miejscu pracy, które sama sobie stworzyłaś. I nie licz na niczyją wdzięczność za godne warunki pracy. Moj tata miał pracownika, którego dziewczyna urodziła dziecko kilka lat temu. I mój tata załatwił wszystkie papiery, żeby ta dziewczyna miała płatny macierzyński. A ten pracownik zamiast w pracy pracować, to wysyłał całymi dniami smsy do znajomych, siedział na Internecie i psuł atmosferę w firmie. Taka wdzięczność. Gdy tata go zwolnił, to ten koleś oburzony, ale teraz przynajmniej jest spokój. Niektórzy ludzie to szuje. Nie otaczaj się szujami, jak już lecą takie teksty, to z czasem będzie tylko gorzej.

      • Agata

        No wlasnie, chcialabym byc ostra , zwolnic ja i miec to w nosie. A tak laze smutna i zmartwiona, a ona patrzy na mnie z wyzszoscia. Chyba czas się uwolnic od tej toksycznej osoby.

        • December

          Dziewczyno, walcz o swoje i nie pozwól się gnębić! Życzyć koleżance, żeby dostawała baty od faceta??? Nawet się nie zastanawiaj! Jak zerwiesz tę współpracę, to na pewno wyjdzie Ci to na zdrowie i poczujesz mega ulgę 🙂 Powodzenia!

        • Trzymam za Ciebie kciuki, żeby Ci się udało! Nie możesz mieć wyrzutów sumienia. Ciężko, żebyś poświęcała swoje dobre samopoczucie i samoocenę, by ktoś inny miał pracę. Jest wredną małpą – niech szuka innej roboty. Nie możesz sobie dawać wchodzić na głowę! 🙂

  • kitti

    Nie przejmuj się takimi komentarzami 🙂 Masz fajne życie i dobrze 😉
    Opisałaś ten dzien w taki sposób, że ci ludzie uwierzyli, że tak masz na co dzień. Nie napisałaś o „ciemnych” stronach swojego życia i ludzie uwierzyli że masz tylko jasne, radosne dni.
    A druga sprawa, to że BEZ SENSU jest porównywać Twoje życie (które jest fajne) z życiem kogoś innego (które też jest fajne, tyle że w inny sposób i ten ktoś nie zawsze to dostrzega).
    Nie pracujesz na etat, nie masz męża, dzieci, kredytu, więc nie wiesz jak to jest. Nikt tego nie wie dopóki sam nie zacznie pracować „normalnie” (nie chodzi mi o to żeby umniejszyć Twoją pracę, tylko o to, że większość ludzi spędza w pracy 8-9 godzin jednak), nie będzię miał męża, dzieci i kredytu.
    Trzeba się cieszyć z tego co się ma na tym etapie na którym się jest! I dostrzegać w swoim życiu piękne chwile!
    Ani Ty Marto nie porównuj swojego życia do życia takich kobiet które mają dzieci, męża i kredyt, ani Wy drogie Kobiety, nie porównujcie swojego życia do życia Marty.
    Takie kobiety, które pracują te 8 godzin dziennie (oby tylko tyle),
    troszczą się o męża i dzieci w moich oczach są bohaterkami. I tak
    powinny o sobie myśleć 😉
    A Marta jest świetnie zorganizowaną osobą 😀

  • Asiia

    Zupełnie nie rozumiem takiego zachowania. Czytałam tamten wpis na CF i nawet nie przeszło mi przez myśl, że ludzie będą komentować to w ten sposób. Zresztą mi byłoby wręcz wstyd napisać komuś coś takiego.
    Ludzie, którzy nic o Tobie nie wiedzą i pierwszy raz w życiu zobaczyli na oczy Twojego bloga mają czelność obrzucić Cię błotem. Twoi czytelnicy nie zrobiliby tego nigdy. 😉
    Pozdrawiam i życzę Ci, żebyś natrafiała na jak najmniej ludzi, o których napisałaś!

  • Aneta M

    Ja mam dwójkę dzieci i męża (nie do wykarmienia bo mąż nie ma dwóch lewych rąk) i nie mam z tym problemu.mam bo chciałam i jestem szczęśliwa. nie rozumie takich ludzi.nie trzeba było wychodzic za mąż i rodzić dzieci, to teraz nie byłoby pretensji do całego świata.a Ciebie Marta uwielbiam za humor, lekkość pisania i za to że jesteś sobą.nie ma się co przejmowac.rób swoje i chwal się tym jak fajne masz życie:-)

  • Pati

    Jeszcze gorsze od tego co opisujesz jest moment, w którym akceptujesz beznadziejność pewnych aspektów swojego życia, takich jak problemy finansowe czy rodzinne, ale zazdrościsz swojej przyjaciółce, co okropnie boli i wkurza.
    Co do komentarzy, co przypuszczam, że były spowodowane również frustracją braku pomysłu jak zmienić ten stan rzeczy.
    Co do osób, które weszły na twojego bloga tylko by skrytykować – o takich osobach uważam, że są po prostu mega leniwi. Nie chce im się planować dnia czy posiłków. Ćwiczyć też im się nie chce, więc próbują usprawiedliwić swoje lenistwo, powołując się na ich „ciężkie” życie i krytykując tych, którym się udało.

  • Key

    Marto, gdy wchodzi się na Twojego bloga od razu bije „blog o życiu, z uśmiechem”. Kiedyś z ogromną radością czekałam na kolejny wpis. A teraz? Coraz więcej wyczuwam przekąsu, wylewania żalu i zadzierania głowy do góry. Szkoda, że ostatnio brakuje tego faktycznego uśmiechu i luzu.

    • ilusja

      Ano życie nie zawsze jest widać uśmiechnięte i z luzem, do niektórych rzeczy nie da się tak po prostu podejść na wylaniu, a im jesteśmy starsi, tym więcej problemów się pojawia…

  • to się chyba po prostu nazywa zazdrość, że ktoś inny ma coś, czego nam się osiągnąć nie udało. ok, rozumiem – to, czy mamy męża albo partnera nie zależy od nas, ale kwestie zawodowe – już bardzo tak. przypomniała mi się teraz taka jedna grafika przedstawiająca sukces jako górę lodową: ludzie widzą tylko to, co jest na górze, a nie zdają sobie sprawy, ile jest spraw niewidocznych, które pozostają pod powierzchnią. myślę, że z pracą nad czymkolwiek jest bardzo podobnie i chyba trzeba po prostu stale dążyć do uświadamiania, że wszystko w życiu ma blaski i cienie.

  • Och, to jest klasyczne usprawiedliwianie się przed samym sobą! Autorzy tych komentarzy pewnie gdzieś w głębi by chcieli żyć inaczej, ale w to trzeba włożyć wysiłek. A jak napiszą „Tobie to łatwo, nie masz dzieci, pracujesz 4 godziny, a na uczelni siedzisz tylko 2”, to nawet nie to, że chcą Ci dosrać, a po prostu czują się usprawiedliwieni z własną niemocą.

  • Karolina Kujawa

    Cześć 🙂 Jakoś nie potrafię zrozumieć takiego sposobu działania narzekaczy. Moje życie też nie jest jakieś wyjątkowe, jeszcze dużo pracy przede mną, ale gdy widzę sukces innych to mnie to właśnie motywuje do działania. Wzbudza to we mnie taką pozytywną zazdrość i podziw, że ta osoba miała wystarczająco dużo samozaparcia, żeby spełniać swoje plany i marzenia.
    Bardzo potrzebny wpis. Może przynajmniej kilka osób zastanowi się nad sobą i zmieni swoje życie 🙂
    Pozdrawiam

  • Karolina Kujawa

    Chciałam tylko dodać, że zawsze marzyłam o tym, żeby nauczyć się języka norweskiego. Pod wpływem tego wpisu zamówiłam płytę do nauki 🙂 Może nie zmieni to mojego życia jakoś drastycznie, ale zawsze to samorozwój 🙂 Mam rocznego synka i będę poświęcać na naukę czas, gdy mały śpi 😉 Kto wie, może kiedyś mi się to przyda 🙂

    • Anka

      Ja też tak zaczynałam, teraz mieszkam i pracuję w Norwegii. Powodzenia 🙂

  • Idrill6

    Czytałam tamten wpis, ale nie komentowałam. Na mnie takie wpisy działają bardzo motywująco, tylko czasem się na siebie wkurzam, że taka ze mnie cielepa, że nie umiem tak sobie życia ułożyć 😉 ale na wszystko potrzeba czasu! Pozdrawiam i cieszmy się wszyscy swoim życiem!

  • Justyna Barańska

    Ludzie pod tym względem są śmieszni. Mam wrazenie, że każdy jest nastawiony na to, że będziesz mu mówić jak to masz zle, żeby on mógł mówić jak ma gorzej. Kiedy mówię znajomym, że u mnie dobrze, dostałam premię, układa mi się w związku,zdałam egzaminy, kupiłam auto to ZAWSZE jest : no tak bo masz łatwiejszy kierunek to możesz pracować, no tak bo rodzice co kupili auto(tak, kupili, ale z każdej pensji sumiennie im splacam). To są moje decyzje, więc dlaczego żadne z nich nie wybrało tego łatwiejszego kierunku żeby moc pracować?

  • Karolina

    Dlatego nie lubię pogaduszek w stylu „czym się zajmujesz”, „gdzie pracujesz”, a to są zazwyczaj główne tematy. Drażni mnie ten ton politowania przy słowach „a czemu nie pracujesz”? Nie pracuję, bo tak jest dla mojej rodziny korzystniej, bo jakbym ja zaczęła pracować mąż musiałby ograniczyć swoje obowiązki zawodowe i w sumie zarabialibyśmy mniej niż on teraz sam. Nie pracuję, bo chcę sama wychowywać dziecko, a nie rękami babć, nianiek i przedszkolanek. Nie pracuję, bo mnie na to stać. I tu jest ból dupy matek polek, co to muszą ogarnąć obowiązki domowe i pracę zawodową. Bo nie znam życia.

    • n

      Jak to nie pracujesz? Nic się samo w domu nie zrobi. To twoja decyzja i współczuję takich komentarzy. Ja jescze nie potrafię zdecydowac się na dziecko i słyszę komentarze w inna stornę, że zamiast pracować i karię robić (buhahahahaha) – jak mnie to wkurza czasemi!
      Ale chciałbym mieć dzieci w momencie kiedy będę pwena, ze to ten facet ma zostać ojcem (a nie, oj jak pojawi się dziecko to się wam ułoży) i zaplecze odpowiednie do tego, żeby dzieci podobnie jak Ty – sama a nie z nińkami. Ja pewnie i tak będę pracować ale każda sytuacja jest inna.
      Widze jak koleżanka zajmuje się teraz 16 miesięcznym synkiem i mam porównanie do dzieci „chwanych przez przez żłobki”. Ona mu bardzo dużo tłumaczy, rozmawia z nim i dziecko jest o wiele bardziej ogarnięte aż dziw i ile malutki rozumie:).
      Trzymaj się – ciesze się bo twoje dzieci mając taką mamę zapewne nie wyrosną na frustratów hejtujących w sieci a takich ludzi coraz mniej. Zdrówka i nikomu nie musisz się tłumaczyć:)

  • Doris

    Telwizja funduje nam jeden model sukcesu, który jest akceptowany. Najpierw życie musi Ci dowalić, musisz się wypłakać jak było Ci trudno i potem jak odnosisz sukces, to ludzie będą mówili „No tak, jej się należało, bo tyle wycierpiała.” Zobacz kto dostaje się do programów typu „You can dance”, „Top Model” i kto szybko zdobywa sympatię publiki. Nie osoby, które są po prostu dobre w tym co robią, ale osoby, które pokazują swoje emocje na ekranie i opowiadają trudne historie z życia. O rozwodzie rodziców, o tym jak spłonął dom i musieli mieszkać w lepiance, o tym jak umarł ukochany tata, który motywował i dziecko musiało zająć jego rolę, ludzie których kariera złamała się przez choroby, kontuzje, najlepiej zniekształcające ich ciało. Wniosek jest prosty, że skoro dostałeś od życia po dupie (a w swojej ocenie, każdy może tak powiedzieć o swoim życiu), to teraz NALEŻY Ci się szczęście. Nie w wyniku ciężkiej pracy i walki o ciągłą motywację. Tego nie pokazują w programach. Co najwyżej jeśli dziewczyna się popłacze po ostrym komentarzu jurora, ale wtedy nie ceni się jej uporu, dzięki któremu chce pokazać jurorowi, że jednak potrafi. Wtedy trzeba to skomentować „uwziął się na nią”, a ona jest biedną ofiarą. Jeśli juror zmieni zdanie i da jej pochlebny komentarz, to nie w wyniku jej ciężkiej pracy, ale dlatego, że „poszedł po rozum do głowy i teraz chce ją przeprosić”.

    Ale mi się żale wylały oO

  • Ja na prawdę tracę wiarę w ludzi. Wiesz co? Jedyne co mogłabym Ci „wytknąć” to to, że masz mniej lat ode mnie i idzie Ci tak zajebiście…

    A tak całkiem serio – super! Na prawdę fajnie, że są w tym kraju młodzi, ogarnięci ludzie którzy dziarsko pną się do góry i układają sobie życie, i robią to co kochają, i mają z tego hajs! Jedni mają hajsy z jutjubów, inni z blogów, jeszcze inni także ciężko na to pracowali – podziwiam takich ludzi i im kibicuje! 😀 A sama zamiast marudzić, jak mawia mój facet, biere dupu w ręki i zapierdalam 😉 żebym potem też mogła sobie wieść życie z własnych marzeń 😉

    Pozdrawiam i gorąco Ci kibicuję!

  • Kasia

    Ja uważam, że każdy ma takie życie na jakie sobie zapracował. Jak te żmijki chcą to niech też pracują po 4 godz, kto im broni? nie chcą mieć dzieci? po co sobie robiły (wiem jak to brzmi, ale dla mnie kobieta, która uważa, że jej dzieci to ciężar nie powinna być matką) Tylko jak się chce coś mieć w życiu lepszego niż się ma to trzeba coś z tym życiem robić a nie pluć jadem w sieci. Amen.

  • Przykre to strasznie, te komentarze i ten cały jad. I tak na prawdę po co ktoś pisze, coś takiego? Nie rozumiem. Humor się nie polepsza, życie się nie zmienia, chyba tylko satysfakcja, że komuś się dokopało. Sama wiem po sobie, że czasem przeglądając blogi myślę sobie – ,,super, ma ekstra zdjęcia, podróże, ubrania etc. ” i owszem ukucie zazdrości się pojawia, ale takiej, że przecież ja też mogę tak żyć, że mogę dużo w swoim życiu zmienić. Dla mnie takie osoby jak Ty, są inspiracją, motywacją, że możemy osiągnąć to, czego pragniemy i żyć tak jak chcemy. Nie wyobrażam sobie deprecjonować ani Ciebie, ani innych, za to, że nie mogę wstać o 8, czy idę do pracy na 8h, to moje wybory. Życzę dużo sił i dalej tak fajnego życia i bloga:) Niestety szczęście innych przeszkadza, bo ludzie to traktują, jakby była gdzieś jakaś mityczna pula szczęścia i dla nich właśnie zabrakło, a ktoś wziął więcej, tylko nie widzą, tego, że na to szczęście trzeba ciężko zapracować. Pozdrawiam:)

  • ilusja

    Najbardziej mi się podobało „można się podzielić obowiązkami, ale to i tak jest tak, że kobieta robi w domu więcej”. 😀 No, ja nie wiem, ale u nas w domu od początku było tak, że jeśli jeden więcej pracuje i się uczy, to drugi więcej robi w domu. Czasem się zdarzały dni, tygodnie, że w domu nie kiwnęłam palcem prócz zrobienia prania (bo Misiek nigdy nie widzi, że trzeba zrobić) i wyjęcia śmieci z kosza. Wszystko to kwestia dogadania z partnerem. Ale jak kobiety nie mówią, że trzeba zrobić, to facet nie widzi – oni tak po prostu mają, nie skupiają się na tym. Ale jak powiesz, to musiałby być burakiem, żeby nie spełnić Twojej prośby. Także polecałabym tym osobom szczerą rozmowę o podziale obowiązków i o tym, że każdy ma prawo mieć czas dla siebie.

  • Mateusz

    „Nie narzekaj na coś, czemu nie musisz się poddawać” 🙂

  • Marta

    Widzę że nic się w naszym społeczeństwie nie zmienia 🙁 człowiek człowiekowi wilkiem 🙁
    Pozdrawiam Cię Marta gorąco i rób dalej to co robić, bo inspirujesz mnie do działania!

  • Monika MK z DG

    Wiesz jacy są ludzie – wszystkim nie dogodzisz…
    Napisz lepiej, co to za piękne miasto na tych zdjęciach 🙂

  • Aneta

    Szczerze 🙂 zazdroszczę, ludziom takim jak Marta , że mogą się rozwijać, wiedzą w którą stronę. To nie znaczy jednak, że będę wobec niej zawistna, czy będę wypominać. Niestety ja mam problem z niezdecydowaniem się i brakiem „działki” , która by mnie pasjonowała.. Z tego powodu będę się dołowała a nie wytykała sukcesy Maty jej na blogu.. Po prostu ludzie piszący takie komentarze, chcieli się gdzieś wyżyć (to nieodpowiedni sposób i nic go nie tłumaczy)..Na razie np. pracuję w miejscu, w którym w ogóle s się nie rozwijam, ewidentnie się nudzę. Fakt, że się rozwijam – np. zrobiłam prawo jazdy mimo strachu, idę na kurs księgowości by mieć lepsze kwalifikacje, o wiele częściej ćwiczę ale chciałabym np. spróbować swoich sił np. w wolontariacie albo swoim biznesie (ale nic specjalnie mnie nie rajcuje, nie wiem co chcę i ciężko mi jest znaleźć zajęcia wolontariatu dla dorosłych – nie studentów, czy zajęcia za darmo) . Po prostu smutno mi z tego powodu, że ja mam już 27 lat a sukcesu dalej nie osiągnęłam i pracuję za niskie wynagrodzenie bo nie chcą mnie nigdzie 🙁 Nie daje sobie rady z tym… nie wiem jak to coś znaleźć.. co robić.. Chcę zmienić zycie

  • Nie ma potrzeby tlumaczyc sie nikomu ze swojego fajnego zycia. Ja tez mialam podobne przypadki i szczerze mam w to w nosie. Ludzie sobie sami zgotowali los karmiacych matek Polek czy innych niezadowolonych z siebie osob i teraz im zal ze ktos ma inaczej.