Każdy potrzebuje inspiracji.
Jedni szukają ich w mądrych cytatach, drudzy w jeszcze mądrzejszych książkach, a ja – ja mam listę ludzi, które mnie cholernie inspirują.
I to kompletnie wystarcza, żebym dostała mocnego kopa do działania.

Moje inspiracje ciągle się zmieniają.

Nic dziwnego, zresztą. Kiedy pisałam pierwszy wpis o ludziach, którzy mnie inspirują, miałam dziewiętnaście lat. Następna lista powstała, kiedy miałam lat dwadzieścia. A potem – dwadzieścia jeden. I każda z nich jest inna, dlatego, że mimo, że pisała ją ta sama osoba, to ta osoba ciągle się zmienia.

Bzdura, że ludzie się nie zmieniają. Robią to cały czas. Głównie dlatego, że dorastają.

Dlatego kiedyś do działania motywowały mnie postacie, które teraz w ogóle nie wzbudzają we mnie żadnych uczuć; to już nie to. I z tego też powodu stwierdziłam, że w tym roku lista będzie inna. Dzisiaj zamieszczę osoby, które mnie inspirują i robią to bez przerwy. A co więcej – żadna z nich nie istnieje naprawdę.

Gotowi? Oto 3 fikcyjne kobiety, które za każdym razem mnie inspirują.

BLAIR WALDORF

Umówmy się: Blair nie zawsze była pozytywną postacią w Plotkarze, ale jednego nigdy nie można jej było odmówić: drugiej tak bardzo kobiecej bohaterki nigdzie nie było. Nieważne, czy właśnie wstawała rano z łóżka, czy była na balu, w szkole, w pracy czy knuła kolejną intrygę – zawsze była ubrana z klasą.

Nie jestem typem super-kobiecej dziewczyny. Noszę szpilki, jak muszę, bo są dla mnie niewygodne i niepraktyczne (ale je lubię mimo to). Najczęściej można mnie spotkać w legginsach i baseballówce, ale jednak za każdym razem, kiedy oglądam Plotkarę i widzę Blair, mam ochotę odstrzelić się jak stróż w Boże Ciało.

Ta postać inspiruje mnie do tego, żeby być ładną, elegancką i kobiecą nie tylko, kiedy trzeba i wypada, ale też wtedy, kiedy nikt nie widzi – ot tak, dla siebie.

 

Zrozumiałam, że to, że pracuję w swoim mieszkaniu nie oznacza, że muszę łazić ciągle w powyciąganym dresie. Więc nie chodzę. Ubieram się ładnie i… czuję się lepiej. Wzrasta też produktywność, bo nie czuję się jak wymięta Marta w dresie, a jak pracowita Marta w sukience. 🙂

Nie mówiąc już o tym, że Blair jest wybitnie motywującą postacią do spełniania marzeń – ta dziewczyna szła jak burza do celu i nigdy nie pozwalała na to, żeby ktoś jej przeszkodził. Nie dało się jej wmówić, że się nie da.

I to w niej bardzo lubię.

CARRIE BRADSHAW

Po każdym odcinku Seksu w wielkim mieście idę pisać notkę. Naprawdę, z ręką na sercu. Dlaczego?

Z jakiegoś powodu postacie, które piszą, motywują mnie do tego, żeby też pisać. Podoba mi się postać Carrie i to, jakie spostrzeżenia ma w swoich felietonach. Niektóre są naiwne, inne proste jak konstrukcja cepa, ale wiecie co? Mi się wydaje, że właśnie takie jest z życie, a tak naprawdę te oczywiste rzeczy najtrudniej dostrzec.

Więc za każdym razem, kiedy w Seksie jest scena Carrie piszącej zawzięcie i zastanawiającej się nad sensem życia (a właściwie miłości), gdzieś tam coś mnie kopie w tyłek, a w moim domu słychać stukanie klawiszy od klawiatury.

HERMIONA GRANGER

Zawsze dużo czytałam. Tak w stylu naprawdę dużo. To znaczy: tak-dużo-że-czytałam-nawet-na-przerwach-w-szkole. I postać Hermiony pomogła mi kiedyś zrozumieć, że to, że tyle czytam, wcale nie jest słabe. Jest zajebiste!

Myślę, że Rowling zrobiła bardzo dobrą rzecz, obdarzając dzieci taką postacią jak Hermiona; to bohaterka, która nie tylko pokazuje, że inteligencja i mądrość też jest fajna, ale też inspiruje do tego, żeby się rozwijać i wiedzieć więcej.

Hermiona inspiruje mnie od kiedy przeczytałam pierwszego Harrego Pottera (a było to pod koniec pierwszej klasy podstawówki).

Dalej jest dla mnie postacią, którą chyba lubię najbardziej na świecie – zarówno w wersji książkowej, jak i filmowej, bo Emma Watson jest najlepszą Hermioną, jaką można było sobie wymarzyć (swoją drogą, w realnym życiu inspiruje tak samo mocno, jak bohaterka, którą gra – jest piękna, inteligentna, rozwija się i ma niesamowitą klasę).

 

A czy Wy macie jakąś fikcyjną osobę, która was inspiruje lub motywuje?