Jeżeli chcielibyście poczytać o tym, jak uprawiały seks wasze prababki, co złego same sobie robią kobiety i dlaczego pisanie opowiadań w oparciu o inne książki może skończyć się miłością – to te trzy książki zdecydowanie są dla was.

EPOKA HIPOKRYZJI

Epoka hipokryzji to książka o seksie. Tylko nie takim zwykłym – seksie, który miał miejsce jakiś czas temu.
A mianowicie w przedwojennej Polsce.

13108569_1716230468634799_1673589138_n

Wydaje nam się, że rozbestwienie, seksualność, zdrady, dziwne fetysze – to wszystko pojawiło się teraz, a wcześniej tego nie było. No cóż – błąd.

Przed wojną w normie było to, że nie ma seksu przedmałżeńskiego. To prawda. A właściwie – nie było seksu przedmałżeńskiego z narzeczoną. Narzeczony bowiem używał sobie do woli w domach publicznych – a jego ukochana doskonale o tym wiedziała i nikt nie widział w tym nic złego.

Epoka hipokryzji to książka dobrze napisana, wypełniona takimi smaczkami i ciekawostkami po brzegi. Zawierająca cytaty pierwszych książek i artykułów o tematyce seksu, opowiadająca o seksualnych zwyczajach Polaków przed wojną jest czymś, co dobrze się czyta – bo jest ciekawe i zaskakujące.

KOBIETA DOŚĆ DOSKONAŁA

to niekończące się dążenie do perfekcji, która wcale nie jest żadną perfekcją, tylko zaciskającą się na szyi pętlą spełniania czyichś niemożliwych do spełnienia oczekiwań – „Kobieta dość doskonała”

Każda kobieta jest dość doskonała, ale nigdy całkiem doskonała, bo przecież zawsze jest coś, co możemy zrobić lepiej. Fajniej. Ładniej. Porządniej. Bardziej perfekcyjnie.

Ta książka to jeden wielki chaos, ale taki dobry chaos. Wątki się mieszają, refleksje przenikają przez siebie, ale uwierzcie mi – ta książka jest świetna. Po prostu. Ta książka uświadamia.
Ta książka jest czymś, czego potrzebuje zwykła, normalna kobieta.

Sylwia Kubryńska pisze o czymś, co zawsze mamy pod nosem, ale czego nie widzimy: że kobieta zawsze coś, według własnego mniemania, musi. Musi ładnie wyglądać, musi zrobić obiad, musi założyć szpilki i dbać o to, żeby wszystko było idealnie.

Ale nie. Tego nie powiem. Wolę zrobić ten pieprzony obiad dla „świętego spokoju”, złorzecząc pod nosem, jakie to niesprawidliwe i okrutne, że przecież pracuję tak samo jak on i tak naprawdę dużo więcej uwagi poświęcam dzieciom, ale jednak zacisnę zęby i będę strugać ziemniaki, i z zemsty, i z braku pomysłów na lepszą relację, ze strachu przed skazaną z góry na porażkę walkę z całym skostniałym społeczeństwem – wbrew komukolwiek, wbrew samej sobie zamienię się w zrzędliwą zołzę.

I Sylwia uświadamia w czymś jeszcze: że my same sobie smycz nakładamy. Taką z obowiązkami. Że my same nie powiemy „nie”, tylko dalej, zapracowujemy się na śmierć, zaharowujemy, bo przecież tak trzeba, bo przecież nie wytrzymasz, dopóki ty tego idealnie nie zrobisz.

Żałuję, że książka prawdopodobnie nie przypadnie do gustu naszym mamom i babciom – mogłyby mieć z niej naprawdę trafne, dobre dla nich, refleksje odnośnie własnego życia.

Polecam!

FANGIRL

Po skończeniu kilkunastu książek o treningach i jedzeniu, powiedziałam sobie, że następne, co przeczytam, będzie powieścią. Koniec, kropka! Powieść i tyle. Miałam ochotę na coś, co czyta się lekko, będzie przyjemne i mam przeczucie, że będzie fajne.

No i trafiłam w stu procentach.

Fangirl to opowieść o Cath, która jest do obłędu zakochana. Ale nie w normalnym chłopaku. W czarodzieju. Wymyślonym. A dokładniej – w Simonie Snow, bohaterze ośmiotomowego cyklu książek. Cath uwielbia tą serię – co więcej – pisze swój własną wersję i robi to tak dobrze, że jej blog z powieścią opartą o historię Simona Snow jest bardzo popularny.

12940737_375628265941278_471062245_n

Ale Cath dobrze sobie radzi tylko w internecie. W realu – jest dziewczyną, która stroni od towarzystwa. To zupełnie odwrotnie niż jej siostra bliźniaczka Wren, która jest otwarta na nowe znajomości i nie ma problemu z kontaktem z innymi ludźmi. Obie trafiają na pierwszy rok do college’u i o ile Wren od razu odnajduje się w nowym środowisku i oddala się od siostry, o tyle Cath na sprawdzianie ze zdobywania przyjaciół zdobyłaby minusowe punkty.

No i się zaczyna: pierwsza prawdziwa miłość, która – o dziwo – nie jest Simonem Snow, problem z Cath, która nie jest w stanie przeżyć tego, że z siostrą oddalają się od siebie, problemy typowe dla pierwszego roku życia na własną rękę i mnóstwo małych intryg i wydarzeń, które sprawiają, że tą książkę się po prostu dobrze czyta. Jest lekka, przyjemna i w sam raz na wieczór, kiedy chcecie odpocząć od wszystkiego i wsiąknąć na chwilę w jakiś inny świat. Uwaga – jest to dla mnie powieść zdecydowanie młodzieżowa, więc jeśli irytują was problemy, które tak naprawdę nie są problemami i nie lubicie czytać o osiemnastolatkach, to nie sięgajcie po tą książkę.
Ale może będziecie żałować. 🙂