Jestem już duża.
A to powinno oznaczać kilka rzeczy: że potrafię już sama sobie zrobić posiłek, odłożyć pieniądze na czynsz i wiedzieć, że plamę od wina należy szybko zmoczyć i jak najszybciej lecieć po Vanish do Żabki. I to wiem. Naprawdę. Plam od wina nie mam (zazwyczaj).
Ale skoro jestem duża, to powinnam też wiedzieć, że jak się chce być wszystkim, to najczęściej nie jest się niczym. No i tego to już nie wiedziałam.

Mam poważny problem.
Zośka chce być lekarzem, Patryk jest grafikiem, Michał jest dziennikarzem, a Marek policjantem. Nitka za to jest ciągle głodna. Każdy jest kimś, chce być kimś albo robi coś, co sprawia, że staje się jakąś osobą.

Ja chyba w poprzednim życiu byłam chyba jakimś stworem z mitologii, takim z dużą liczbą głów albo z rozdwojeniem jaźni. Bo teraz bombarduje mnie tyle rzeczy, którymi chcę być, że już sama nie wiem, kim jeszcze jestem, a kim już nie mogę.

Chcę być dziesięcioma osobami na raz. I oczywiście, chcę być w stu procentach zaangażowana w bycie każdą z nich. Chcę się realizować jako trenerka, chcę dalej z odpowiednią uwagą dwa blogi, chcę trochę pisać do portali, bo mam taką możliwość, chcę być studentką, chcę dalej pracować w duecie z Patrykiem i chcę spotykać się ze znajomymi, być dobrą córką, siostrą, ciocią i jeszcze sąsiadką.

Nie, czekajcie, ja nie chcę być dziesięcioma osobami na raz. Chcę być pięćdziesięcioma różnymi postaciami na raz. Na razie mi to wychodzi, ale jestem jak jakaś fabryka, co chwila produkuję nowe pomysły i wszystkie chcę realizować. Najlepiej każdy od razu.

Jestem marzycielką, ale nie jestem naiwna. Wiem, że czas nie jest jak guma i nie da się go rozciągnąć jak starych gaci. Wiem też, że nie powinno się ciągnąć kilku srok za ogon i że jak się robi wszystko, to tak naprawdę nic nie robi się porządnie. Ja wiem.
Ale ja nie mogę inaczej. Siedzę i normalnie wybucham, bo właśnie nie chcę siedzieć, tylko działać. Bo przyszło mi do głowy, że będę jeszcze robić to, to i jeszcze tamto. Bo przecież wszystkie te rzeczy są TAKIE FAJNE, i o wszystkich przecież MARZYŁAM i oczywiście wszystkie muszą zacząć się realizować TERAZ.

Może jestem duża, ale cierpliwość mam mniejszą niż trzyletnie dziecko.

Ludzie mówią, że nie wiedzą, co robić ze swoim życiem. A co się robi z tymi, którzy chcą robić ze swoim życiem za wiele? Ktoś życzliwy mówi: to ustal priorytety. Jak ustalić priorytety, kiedy wszystko jest tak samo ważne? Ludzie mają problem, bo nie wiedzą, co ze sobą zrobić i ja też nie wiem, co ze sobą zrobić, tylko w drugą stronę. Bo zrobiłabym wszystko.

I piszę w sumie chyba po to, żeby to z siebie gdzieś wyrzucić i może wtedy spojrzeć na to racjonalne. W końcu co dwie głowy to nie jedna, ja mam ich z dziesięć, wy macie też ich sporo, to razem jak nic nie wymyślimy, to przynajmniej ktoś mi napisze: będzie dobrze, Marta – i ja będę wiedziała, że będzie dobrze.

Zostały mi dwa wyjścia. Albo nagle wymyślę jakieś cudne wyjście z tej sytuacji, albo pojadę do Wielkiej Brytanii, zadzwonię dzwonkiem u drzwi do domu Rowling i pożyczę od niej zmieniacz czasu, należący do Hermiony.

Usłyszałam ostatnio coś takiego:
– I jak było? Dobrze mi poszło?
– Było chaotycznie.
– To źle?
– Nie, Marta.To nie źle. To po prostu ty. Przecież ty cała jesteś chaotyczna.

No i jestem. Jednym, wielkim blond chaosem.