W mojej szufladzie leżą skarpetki. Białe, śnieżnobiałe jak zęby modelek z reklamy pasty albo kolejnej inteligentnej szczotki, która niedługo przerośnie mnie IQ o głowę. Skarpetki mają metkę i leżą w kącie, bowiem są tą specjalne skarpetki – Skarpetki Na Jakąś Ważną Okazję. Na przykład taką, kiedy nagle będę musiała iść do Kogoś Bardzo Ważnego i zdjąć buty, a wtedy nie można być w normalnych skarpetkach, tylko to muszą być wystrzałowe skarpetki, świeże, nowe, piękne i pięć sekund wcześniej oderwaną metką.
Tyle, że ja chcę takie Super Ważne Okazje mieć codziennie.
Bo w sumie – dlaczego nie?

Ludzie mają tendencję do czekania. Czekania na lepsze. Na jakieś wielkie wydarzenie, które pozwoli otworzyć tą specjalną whisky. Na magiczny wieczór, kiedy to wcisną na siebie tą jedyną, odłożoną sukienkę. Na tą wizytę u kogoś ważnego, która będzie wymagała śnieżnobiałych skarpetek.

Na lepsze życie, które ma być kiedyś. Wiecie, spełnione marzenia, fajniejszą pracę, cudownego partnera, założenie własnej firemki. Na wyprowadzkę, ważną rozmowę, schudnięcie. Czekają cierpliwie, przerzucając wszystko na później i żyjąc byle jak, bo byleby do tego momentu, kiedy to wszystko się zmieni i już będzie wspaniale i wybornie. Łapią się byle czego, jedzą byle jak, są z byle kim, robią byle co.

12547743_996654740408580_516768868_n
Byleby cokolwiek, żeby przeczekać. Jak w kolejce do lekarza, kiedy przed tobą stoi armia babć: żeby zabić czas jesteś w stanie przeczytać wszystkie ulotki o żylakach, wzdęciach i nadciśnieniu tylko po to, żeby minuty leciały szybciej i była już twoja kolej.

Tyle, że to głupie.

Bo jedną z rzeczy, których się nauczyłam, to to, że czekanie nigdy się nie kończy. Bo kiedy już już masz założyć te wystrzałowe skarpetki, to nagle w głowie myślisz sobie, że na pewno będzie jeszcze ważniejsza okazja i teraz nie. Bo już, kiedy masz otworzyć tą whisky, dochodzi do ciebie, że w sumie potem będzie coś jeszcze huczniejszego, co trzeba będzie porządnie świętować. I tak w kółko.

A GDYBY TEN DZIEŃ BYŁ JUŻ DZIŚ

A gdyby tak nosić te śnieżnobiałe skarpety co dzień? Gdyby przestać czekać na rozstąpienie się niebios i po prostu ŻYĆ pełną piersią? Teraz się odchudzać, teraz ubierać tą najładniejszą sukienkę – bo czemu nie? Teraz zakładać firmę, teraz robić coś, na co się czekało, nie wiadomo po jaką cholerę, bo ani za rok nie będzie lepszej okazji, ani na ciebie nagle nie spłynie wielkie szczęście i natchnienie.
A gdyby przestać czekać jak głupek w kolejce z PRLu i po prostu zacząć? Nie żyć byle jak do 30, do skończenia studiów, do napisania licencjatu, do skończenia sesji?

Ja nie chcę żyć byle jak. Nie chcę odkładać planów, nie chcę trzymać w szafie sukienki na jakąś okazję, tylko nosić ją bez, bo zasługuję codziennie na to, żeby wyglądać ładnie, a nie tylko wtedy jak coś mi się uda i zasłużę na brawa. Nie chcę jeść śmieciowego żarcia i zapychać się szitem tylko po to, by mówić sobie, że po sesji, po studiach, po czymś tam zacznę żyć zdrowo. Kiedy? Jak już będę miała wrzody od niezdrowego żarcia czy otyłość drugiego stopnia od wiecznego odkładania diety na kiedyś?

Czy naprawdę musi nam się coś stać, żebyśmy mogli zrozumieć, że W ŻYCIU SIĘ NIE CZEKA, w życiu się ŻYJE, bo jak nie teraz, to kiedy? No kiedy? „Bo potem będzie lepsza okazja” – jaka lepsza? Niby dlaczego? Niby dlaczego nie teraz?

Lepiej się szkolić w trakcie niż czekać lata, aż będziesz potrafił robić coś wystarczająco, bo nigdy nie będzie tego „teraz”, a zawsze będzie „zaraz, niedługo”.

Może za rok, kupując sobie nowe whisky, bo te specjalne będzie wypite ot tak, bez okazji, po prostu ze szczęścia, będziesz tym nowym whisky świętował swój cel, który podobno był taki odległy?
Może.

Ale kto ma się tego dowiedzieć, jeśli żyjesz byle jak?

Przeczytaj także:

  • “Nurozaur”

    Dokładnie nie warto czekać, jeżeli chcemy zmian to wprowadzajmy je małymi kroczkami od razu wtedy efekty bedą szybciej i będą większe! Pozdrawiam Cię cieplutko ! :*

  • Ludzie lubią żyć jutrem, bo to fajna wymówka. To tak jakby powiedzieć, że mogę wszystko, ale nie teraz bo zły los związał mi ręce, zabrał wszystkie zmysły i kazał iść na oślep. Ale to nie moja wina, że siedzę na tyłku, nic nie robię i czekam, bo przecież to los… Specjalne okazje są fajne, bo są specjalne. Tylko, czasami zdarzają się tak rzadko, że przestajemy czuć ich wyjątkowość.

    Ja właśnie przestałam odkładać sprawy na jutro i założyłam bloga. Stres wielki, ale i ekscytacja. Ja mam swoją specjalną okazję dzisiaj i założę specjalne skarpetki! 🙂

    terapianaszpilkach.blogspot.com

  • Aleksandra Kowalczuk

    Swieta prawda! Nie warto czekac na lepsze jutro, tylko sprawic ze to dzis jest to ‚lepsze jutro’. Byl okres w moim zyciu kiedy bylo mi bardzo ciezko i nic nie bylo wstanie sprawic zebym byla szczesliwa, zebym cieszyla sie dniem codziennym! (Zwiazek na odelgosc i zawsze powatarzalam, ze bede cieszysz sie zyciem jak juz bedziemy razem -ale tak nie jest, tzn. jestem szczesliwa, ze jestesmy razem ale to nie zmiania faktu, ze np. teraz tesknie za rodzina i krajem itp. – wiec myslenie takie bylo bledne).

    Wiec to nie wazne o co chodzi w zyciu, ale musimy pamietac ze NIC ani NIKT nie sprawi, ze bedziemy szczesliwi dopoki nie bedziemy SZCZESLIWI Sami ze soba, tu i teraz! Szczescie tkwi w nas. I tak jak mowisz, jezeli dostaniesz prace, jestes z ukochana osoba, zapisalas sie na kolejny kurs to to szczescie bedzie tylko chwilowe, jezeli nie bedziesz zyc w zgodzie ze soba i byc swiadomi tego, ze kazda chwila i dzien jest wlasnie tym momementem zeby byc happy!

    Zawsze stawailam sobie cele, okazje i jak one przyszly to i tak przychodzily kolejne i tak bedzie cale zycie. wiec ZYJ TU I TERAZ. Znajdz szczescie w sobie, a wszystko inne dookola bedzie wspaniale!

    A to wszystko dotarlo do mnie po obejrzeniu filmiku Koi’a ( po angielsku) cudowny czlowiek, ktory opowiada z taka pasja o roznych rzeczach. Polecam! https://www.youtube.com/watch?v=UpvNa2q_1BE

  • Marta W.

    Masz całkowitą rację! Chyba ubiorę jutro do szkoły nowe skarpetki (niekoniecznie białe ^^)
    Przecież jutro jest tłusty czwartek, pierwszy czwartek po feriach, jeden dzień do weekendu. Tyle okazji to czemu by nie skorzystać 🙂
    Pozdrawiam, pozeram-ksiazki-jak-ciasteczka.blogspot.com

  • oleeencjaem .

    Zgadzam się z Tobą w 100 %. Ja właśnie zapisałam się na kurs holenderskiego, od jakiegoś czasu chodzę na siłownie. Staram się szukać informacji o produktach z jakich gotuję, by nie jeść śmieciowego jedzenia. Mamy jedno życie i trzeba je wykorzystać!

    • Dorotka

      Powodzenia w holenderskim 🙂 Też się uczę

    • tak jest 🙂

  • Wiem, ze skarpetki uzyte jako przenosnia, ale na przyklad moge podac rowniez mnie i swojego chlopaka. Powiedzmy… Boze Narodzenie, urodziny i prezenty. Ja jak cos dostane to przewaznie zakladam to na drugi dzien, maksymalnie w ciagu nastepnego tygodnia. A mojemu chlopakowi zdarza sie odrywac metki od ubran nawet rok po ich dostaniu! Jak dostanie nastepne to dopiero sobie o tamtych przypomina – „A bo jeszcze mam jakies inne koszulki wiec nie bede tej nowej ubieral”.. tak chyba kazdy facet mysli, znosic do ostatniej nitki… 😀 I nie wiadomo na jaka specjalna okazje czeka ze zwyklym niebieskim tshirtem.
    Druga rzecz ktorej nie lubie, a robi je wiele ludzi. Kupuje strasznie drogie sofy i zakrywa je kocem! PO CO? Zeby sie nie zniszczyla?? Taka kolej rzeczy.. Jak juz kupiles ta super hiper wypasiona sofe to chociaz sobie nia oczy naciesz, a nie zakrywasz ja starym kocem… 🙂
    Ja tam z kazdego dnia staram sie tyle samo cisnac, jakby kazdy byl rownie wazny. Na specjalne okazje tez sie staram przygotowac, ale to takie mini przygotowanie typu wyprasowana bluzka.. haha 😀 ogolnie nie jestem za czekaniem na odpowiedni moment, bo NIE MA czegos takiego jak odpowiedni moment.

    Pozdrawiam, Ania.
    http://pandaoverseas.com/

  • Mateusz

    Fajny blog , szczególnie z tymi skarpetkami, to chyba prawda, każdy ma takie w szufladzie 🙂

    Pozdrawiam serdecznie,
    Przeprowadzki Białystok
    http://www.ctl-przeprowadzki.pl/

  • Dorotka

    Dobry wpis ! I jakiś taki troszkę mocniejszy może niż Twoje inne wpisy o podobnej tematyce.

    Ogólnie zgadzam się ale ale, jeśli chodzi o tę whisky to tu mnie dotknęłaś ;p Mam odstawione cudowne wino na właśnie specjalną okazję 🙂 Tyle, że okazja jest ściśle wyznaczona i jak już je otworzę będzie symbolem i celebracją wszystkich trudności przez które przeszłam aby osiągnąć cel. Czyli wino jako wisienka na torcie. Ale wiem, że trochę pod innym kątem pisałaś 🙂

    Taki bardzo popularny chyba przykład tych skarpetek, sukienek etc. to sprawa odrywania folijek zabezpieczających nowy sprzęt. U mnie w rodzinie to jakaś epidemia :] Kupują nowy aparat, rok później folijka z ekranu LCD podniszczona i brudna ale nadal jej nie zdejmują „bo się ekran porysuje!”. Przesadzone dbalstwo i kult przedmiotu 🙂

    Pozdro!

  • Ja już się tego pozbyłam. „Płaszcz na lepszą okazję” „sukienka na urodziny” czy „buty na ładniejszy dzień”. A w nosie! Codziennie jest mój najlepszy dzień, dzisiaj właśnie jest najlepsza okazja, by się dobrze czuć!

  • Aneta

    Marta! Rób już wpis o zakupach na aliexpress, bo odkąd pokazałaś tą stronę codziennie oglądam te piękne ubrania 🙂 A wolę poczekać z zakupem na Twoją instrukcję 🙂

  • Świetny wpis choć nie zgodzę się z jednym zdaniem –„w życiu się nie czeka”. Ja czekam… na kolejny równie dobry wpis! 🙂
    W walce z odkładaniem wszystkiego „na lepsze czasy” bardzo pomaga mi minimalizm. Jeśli mam tylko 4 koszule, to mimo, że w każdej czuję się świetnie, nie mam fizycznej możliwości odkładania kilku z nich „na kiedyś” – w czymś w końcu trzeba chodzić 🙂
    A co do whisky – masz jakąś single malt na oku? Coś czuję, że przykład nie był przypadkowy 🙂
    Dawid

  • jess

    Najlepszy dzień na taki wpis. Przypomniałaś mi, że przecież ja też tak myślę 🙂 A że akurat dzisiaj fatalnie poszedł mi egzamin, dowiedziałam się, że innego nie zaliczyłam, spóźniłam się na trening przed kontrolę biletów, bo zapomniałam, że do wczoraj miałam miesięczny.. to nie znaczy, że mam żyć gorzej 🙂 Dzień się jeszcze nie skończył, więc „zakładam nowe skarpetki” i przejmuję (znów) kontrolę nad moim życiem. Dziękuję za poprawę humoru :* Pozdrawiam!

  • Dokładnie. Praktycznie codziennie słyszę od kogoś, że zrobi coś „kiedyś”. Już mnie boli język od gryzienia się, żeby nie mówić brutalnie jak to z tym jest i że oszukuje sam siebie.

  • Aga

    Muszę przyznać, że Twój blog Marta nie jest jedynym, który czytam jednak z każdym wpisem nie zaczynasz pisać pierdół. Każdy wpis ma jakiś faktyczny przekaż i trafia w sedno 🙂

    Jak radzisz sobie z tym? Jak przyjdzie Ci do głowy myśl „odłożę coś na lepszą okazję” mówisz „nie, teraz jest najlepsza”?

    Pozdrawiam

  • niestety w życiu żałujemy tylko tego, czego nie zrobiliśmy/spróbowaliśmy/nie odważyliśmy się. ja na przykład rzuciłam ciepłą, nudną posadę w firmie żeby poszukać pracy-marzenia. wszyscy pukają się w czoło, a ja jestem niesamowicie szczęśliwa:) i wierzę, że już niedługo się z nią uda!

  • Aga

    Czytam Twojego bloga jak i kilka innych od jakiegoś czasu i muszę przyznać, że chyba jesteś jedyną osobą, która pisze wprost (ale ładnie to ujmując 🙂 ), a z każdym kolejnym wpisem nie czuję że to o czym piszesz jest wymuszone lub ciągle o tym samym tylko innymi słowami.
    A jak radzisz sobie z takimi sytuacjami, jeśli nadal pojawi się myśl „zostawię to na lepszą okazję”, „może to nie jest jeszcze ten moment” to co?

  • Tak.. powinniśmy te skarpetki nosić codziennie, w sensie, codziennie inne, codziennie te wyjątkowe 🙂
    Nie ma co czekać, na te lepsze okazje, trzeba je tworzyć samemu 🙂

  • O tak Marta, znów masz rację! 🙂 Tańcz jakby nikt Cię nie widział, Śpiewaj jakby nikt Cię nie słyszał, Kochaj jakby nikt Cię nie zranił, Żyj jakby jutra nie było!’- moje życiowe motto!

  • Dorothea

    Właśnie się zastanawiałam czy składać wniosek na praktyki w Brazylii.
    Odpowiedź brzmi, że jednak składać, bo jak nie teraz, to kiedy?
    Chociaż lepsze sukienki zaczęłam wyciągać z szafy już jakiś czas temu.

  • Przypomniał mi się od razu wpis Ani (z bloga aniamaluje ;)) o bawełnianych gaciach. Takie garderobiane porównania a dobrze oddają istotę tekstu. Choć właśnie zorientowałam się, że moje whisky leży w szafie chyba rzeczywiście zbyt długo – mimo świadomości jak dobre jest takie nastawienie jeszcze nie zawsze o nim pamiętam 😉

  • Jeżeli chodzi o ubrania to uwielbiam nosić piękne rzeczy na co dzień. Mam takie buty, które sprawiają, że czuję się w nich tak jakoś lepiej, pewniej więc dlaczego nie miałabym ich nosić na co dzień? Sama powoli uczę się żyć jak najlepiej choć ciągle odkładam wiele rzeczy na wieczne potem.

  • Aina

    To się chyba z PRLu rzeczywiście wzięło, to odkładanie lepszych rzeczy na wyjątkowe okazje. Moja prababcia i babcia (i nie tylko moja) miały kolekcje nowych piżam, szlafroków, kapci i bielizny, których nigdy nie założyły. Bo to wszystko miało być do szpitala. A kiedy trzeba do szpitala nagle, to bielizna specjalna zostaje w domu. A w obydwu przypadkach, babci i prababci, było potem już za późno na założenie tych wypasionych rzeczy.