Teoretycznie jest milion sposobów na motywację. Wszyscy o nich słyszymy, wszyscy je znamy, wszyscy potrafimy je wymienić w środku nocy i wszyscy mamy już dość czytania o tym, bo nic się nie zmienia.
Bo gdy co do czego dochodzi, zasady nagle znikają, a my obserwujemy, jak ktoś inny działa i myślimy sobie pod nosem: szkoda, że ja tak nie mam, że mi się chce. Fajnie, jakby mi się tak chciało. Tyle, że to nigdy nie nastąpi, bo widzisz: temu co działa, też się kiedyś nie chciało. Nowość: motywacji nie wyssiesz z cyca mamy.
Na motywację pracujesz sam.

Ucząc się na egzamin z psychologii sportu, trafiłam ostatnio na coś, co przykuło moją uwagę i sprawiło, że dostałam – kolejnego już – kopa w tyłek do działania:

Czym się charakteryzuje motywacja mistrzowska?

  • brak wymówek,
  • akceptacja odpowiedzialności za wynik,
  • słabość jest wyzwaniem

I na tym mogłabym skończyć wpis i pokonać wszystkie książki motywacyjne i mówiące niby, jak osiągnąć sukces, bo jeśli docierają do was te trzy punkty, to znaczy, że wy już wiecie i że wy będziecie zmotywowani.

Prosta prawda: chcesz być zmotywowany – przestań być dla siebie pipą. Sorry.

BRAK WYMÓWEK

Ja bym chciała, ale zawsze znajdę sobie jakąś wymówkę – brzmi znajomo? Dla mnie sprawa jest bardzo prosta i czarno-biała: chcesz czegoś, to nie szukasz wymówek. Albo inaczej: to słyszysz wymówki, ale ich nie słuchasz i robisz dokładnie na odwrót.

Nie lubię, kiedy ludzie się ze sobą pieszczą i nie pieszczę się, kiedy chodzi o mnie. Dlaczego? Bo wiem, co chcę osiągnąć i wiem, że może droga nie zawsze jest przyjemna, ale tego warta. I właśnie dlatego nie mam takiego problemu z wymówkami: bo znam swój cel. Ludzie często myślą, że coś chcą, ale sami do końca nie wiedzą, co to jest tak naprawdę i jak to ma wyglądać – stąd się biorą wymówki.

Masz problem z wymówkami? Proste sposoby:

  • zastanów się, czy naprawdę tego chcesz, czy jest to marzenie twoich rodziców, dziadka, babci, społeczeństwa – słowem, każdego, tylko nie twoje. Jeżeli cel nie jest twój, nic dziwnego, że szukasz każdej wymówki, żeby się wymigać z pracy nad tym;
  • jeżeli czegoś chcesz, a mimo to wymyślasz wymówki – prawdopodobnie wydawało ci się, że droga do tego powinna być łatwiejsza/przyjemniejsza/szybsza. No nie: sukces/spełnianie celów czy marzeń to czubek góry lodowej, cała reszta kryje się pod wodą i polega na wiecznym wspinaniu się i spadaniu, wspinaniu się znowu i znów spadaniu, aż kiedyś wreszcie się do tego dojdzie. I to jest okej. Im prędzej zrozumiesz, że czeka cię praca, tym mniej cię ta praca będzie boleć. Po prostu.
  • nie chodzi o to, żeby przeć do przodu jak szaleniec, nie patrzeć na zdrowie, rodzinę, bliskich – nie! To nie są wymówki. Złe samopoczucie nie jest wymówką. Ale „zrobię to jutro, bo dzisiaj…” już tak. Nie chodzi o ślepe dążenie do celu, ale o świadomą pracę nad tym, żeby ci się coś udało.
  • zdaj sobie sprawę, ile rzeczy zależy od ciebie – często wymyślamy wymówki, żeby jakimiś wydarzeniami albo innymi osobami usprawiedliwić nasz brak motywacji. Na przykład: „nie mogę schudnąć, bo nie lubię biegać” (to znajdź inny sport?), „nie mogę znaleźć pracy, bo nie mam doświadczenia” (to spróbuj gdzieś je zdobyć, nawet na stażu?), „nie mogę zacząć czegoś robić, bo mam sesję” (a po sesji i tak nie zaczynasz) i tak dalej. Im szybciej zorientujesz się, że to twój interes, żeby coś robić i nikomu innemu łaski nie robisz, tym lepiej dla ciebie i tym szybciej zrozumiesz, że to, czy masz motywację czy nie, zależy od ciebie, a nie kogoś innego.
  • nie szukaj ludzi, którzy cię zmotywują albo wydarzenia, które to zrobi – zrozum, że sam to musisz zrobić, a wymyślając wymówki, na pewno ci się to nie uda.
  • spisz swoje wymówki, a następnie do każdej z nich dopisz argument, który ją obala. Czytaj tą kartkę za każdym razem, kiedy przychodzi ci do głowy wymówka

AKCEPTACJA ODPOWIEDZIALNOŚCI

Nieważne, czy przegrywasz, czy wygrywasz i czy ci się udaje, czy nie, powinieneś zachować się jak dorosły człowiek i wziąć winę/sukces na siebie, zamiast obarczać nią innych.

  • jeżeli próbowałeś coś osiągnąć i ci się nie udało, zamiast szukać winy w okolicznościach, pogodzie, pechu, innych ludziach – zastanów się, czy czasami ty nie zrobiłeś czegoś źle, a nawet, jeśli nie, to pomyśl, co mogłeś zrobić lepiej. Wyciągaj wnioski: ale będziesz potrafił to robić tylko wtedy, kiedy zrozumiesz, że ty sam odpowiadasz za siebie.
  • przyznawaj się do błędu. Nie jest to łatwe, ale kiedy sam przed sobą zrozumiesz, że popełniłeś błąd, łatwiej będzie go naprawić i nauczyć się, żeby nie robić tego na przyszłość. To nie jest miłe: ja strasznie nie lubię przyznawać się do błędu i wolę uciąć temat, ale dobrze wiem, że jeśli sama sobie powiem, że coś zepsułam, bo najzwyczajniej na świecie mogłam wcześniej zacząć coś robić, to mam nauczkę i następnym razem zacznę odpowiednio wcześniej. Ucinając temat albo zwalając winę na kogoś innego, nie uczę się ani trochę.
  • ale akceptacja odpowiedzialności to nie tylko zwalanie na siebie winy albo gratulowanie samemu sobie sukcesu. To także zrozumienie, że masz wpływ na naprawdę sporo rzeczy w życiu, a to przecież dobrze. To od ciebie zależy, w którą stronę się to wszystko potoczy .

SŁABOŚĆ JEST WYZWANIEM

Traktuj wyzwania, które cię przerastają, jak sportowiec. Kiedy zbliżały się zawody i wiedziałam, że będę biegać ze starszymi dziewczynami, które są szybsze, skupiałam się na tym, żeby myśleć pozytywnie: one pociągną mnie do przodu. Muszę je gonić, żeby wykręcić lepszy wynik. Traktując ciężkie rzeczy w życiu jak wyzwanie (ja nie dam rady? To patrz!) jest po prostu łatwiej, bo zaczynasz mieć chęci, żeby to wyzwanie ukończyć i pokonać z sukcesem.

Nie ma co traktować swoich słabości, niewiedzy, braku umiejętności, jako czegoś złego – niech to będzie wyzwanie, które cię zmotywuje. Próbujesz znaleźć pracę, ale nie znasz żadnego języka? Naucz się go. I tak dalej: z każdego złego wydarzenia spróbuj zrobić górę, na którą chcesz się wspiąć.

TO BZDURA

Czasami, kiedy piszę takie teksty, słyszę poniższy zestaw komentarzy:

  • to straszne naiwne, życie nie jest takie czarno-białe;
  • to, że tobie się udaje, nie znaczy, że każdemu się udaje – co z tymi ludźmi, którym nie wychodzi, mądralo?
  • tak, tak, zapracowuj się na śmierć! Co za głupota, ślepo biec za celami i marzeniami, nie lepiej żyć tu i teraz?
  • świetne rady, ale nie potrafię się zebrać, nie mam motywacji…

Punkt pierwszy: zarzut, że światopogląd jest naiwny, to cios poniżej pasa. Ja nie widzę wszędzie motylków i tęczy, nie uważam, że życie jest wiecznie cudowne i wszystko się sprawdza, jeśli tylko tego chcesz: wcale nie. Życie potrafi być podłe i wali kłody pod nogi, ale gdybym skupiała się tylko na tym, jak jest źle albo jak może być źle – nic by mi się nie chciało. Zamiast jęczeć na to, jak jest do dupy, zastanawiam się, co mogę zmienić, żeby odwrócić sytuację. Polecam – to dużo lepsze, niż podkopywanie kogoś, kto patrzy na świat z optymizmem. Jak upadnie, to upadnie: nie wasza sprawa 🙂

Punkt drugi: mi też się nie zawsze udaje. Często jest też tak, że ludzie długo nad czymś pracują… i nic. Nie spełnia się. Czy to znaczy, że należy zawinąć się w koc i płakać aż do starości, bo się nie udało i się nie da? Nie, bo to bez sensu. Warto przemyśleć jeszcze raz swoje cele i marzenia, zmodyfikować je, posłuchać rozsądku, ale na pewno nie dołować się dniami i nocami, bo chciałaś być piosenkarką, ale masz głos jak zraniona koza.

Punkt trzeci: pracoholizmowi mówię nie. Ciężkiej pracy – tak. Jak dla mnie, nie ma czegoś takiego, jak „samo się zrobi”. Wolę zakasać rękawy do roboty i się czymś zająć, zamiast czekać na materacu, aż samo przyjdzie, bo tak nie będzie. Dopóki potrafię jednocześnie spędzać czas z rodziną i przyjaciółmi, mieć czas na film czy serial albo grę w Simsy, regularnie trenować i mieć chwilę na to, by przygotować zdrowy posiłek – nie widzę w ciężkiej pracy nic złego. Korzystam z życia, ale nie marnuję go: taka różnica.

Punkt czwarty: to przeczytaj jeszcze raz punkt z wymówkami. Powodzenia 🙂

Nie bądź pipą, weź odpowiedzialność za swoje życie.

 

Przeczytaj także:

  • Ola

    Próbuję małymi krokami coś zmienić i na razie jakoś idzie, początek najgorszy.

  • Rogata

    Czasami zastanawiam się jak to robisz, że trafiasz niektórymi postami idealnie w moment mojego życia. Nie zrozum mnie, źle – uwielbiam gdy to robisz :). Czytam Cię już od dłuższego czasu, będąc jednym z czytelników widmo, ale dzisiaj dałaś mi bardziej motywacyjnego kopa, niż ktokolwiek z kim dzisiaj rozmawiałam i stwierdziłam, że pora przestać być biernym :). Dzięki Marta. Serio. Może teraz gdy już pękłam i pouświadamiałam sobie to i owo, znajdę siłę, by robić to co ja chcę, a nie to co chcą inni. 🙂 I tak w ogóle to hejka! 😀

  • Canis

    Tak tak tak! Świetny post a trzy zasady mistrzowskiej motywacji już wiszą nad moim biurkiem. Do boju!

  • Gośka

    Przeczytałam mase książek o motywacji. Fakt pomogło, na jeden dzień hahaha. Ale coraz bardziej wzbieram sie w sobie, żeby coś zrobić. Tylko jest pełno ludzi którzy mówią ,, po co Ci to” ,, co ty z tego będziesz miała” itp. I wtedy się traci zapał i chęć do czegokolwiek. I wtedy jest kolejny dzień i kolejne próby. I tak ciągle. A notka jak zwykle świetna, śledzę Cie od niedawna i stweirdzam, że jeden z najlepszych blogów jakie czytałam. Pozdrawiam i tak trzymaj! :*

  • Eliza

    No dobrze. Ale Marto, odpowiedz mi błagam na bardzo ważne pytanie. Bo jest tak: wszystkie posty o motywacji jakie czytam do mnie trafiają i naprawdę je rozumiem, popieram i jeśli chodzi o spełnianie swoich marzeń, to naprawdę wiem, że to moje cele i staram się je spełniać bez wymówek. I wtedy przypomina mi się jedno. Jak żyć gdy jest się uczniem liceum? Niby jesteś na profilu, który lubisz, ale masz też szereg innych przedmiotów, ktore niekoniecznie do ciebie trafiają, lecz jednak chcesz skończyć szkołę z dobrymi wynikami i pójść na dobre studia (dla siebie, nie pod presją rodziny czy społeczeństwa), no ale nauka sama w sobie nie jest czymś, co lubisz robić… W skrócie: mam po prostu tak, że chcę być dobrą uczennicą, ale gdy przychodzi do nauki to mnie to przytłacza i nie robię nic, bo nie czuję, że to lubię, a natłok materiału mnie zabija.. Mam nadzieję że oddałam jakoś tym komentarzem swoje odczucia i da się je zrozumieć. Potrzebuję jakichś słów otuchy i mądrej wypowiedzi..
    Pozdrawiam 🙂

    • viðkvæm

      Wiesz, na studiach też nie uczysz się tylko tego, co lubisz, nawet jak wybierzesz swój wymarzony kierunek. Wiem z autopsji :). Myślę, że tu nadaje się punkt potraktowania tego jak sportowiec – potraktuj to jak wyzwanie. Chcesz pójść na wymarzone studia? To zepnij pośladki i zasuwaj. Jakbyś się przygotowywała do maratonu, to musiałabyś nie tylko biegać, ale też znosić zakwasy, pilnować diety, pamiętać o rozgrzewaniu się i rozciąganiu oraz robić treningi siłowe, co przecież nie musi Ci pasować w 100%. Potraktuj naukę w liceum i dobry wynik z matury jak krok do celu, a nie cel sam w sobie.
      Mam nadzieję, że pomogłam, mimo że nie jestem Martą 😉

      • Eliza

        Jasne! Potrzebowałam innego punktu widzenia. Dziękuję 🙂

  • Julianna Powichrowska

    Dziękuję Ci za ten wpis, za to że pojawił się dzisiaj.
    Dziś jest dzień, w którym zdecydowanie potrzebowałam tego wpisu. Ostatnie kilka tygodni spędziłam na nauce do sesji, która dopiero na dobre się zaczyna. Nie znajdując czasu by obejrzeć serial, zrobić porządne zakupy, a nawet nie mając czasu na kontakt ze znajomymi. A na dodatek pozwoliłaś mi zrozumieć, że to że coś mi nie wyszło,a przynajmniej nie poszło tak dobrze jak chciałam, to jest moja wina, ale pokazało mi również, że jednak są rzeczy, na które mam w życiu wpływ. Że nie wszystko zależy od losu oraz że czasem potrzeba sobie zrobić dobrą przerwę.

  • Agata Z.

    Idealny wpis w momencie kiedy perspektywa sesji przysłania dosłownie wszystko. Zacznę trenować po sesji, stos ksiązek do przeczytania – po sesji! Pojadę tam, tam i tam ale po sesji! Odkładając to wszystko, do letniej na pewno się nie wyrobię, a do samej nauki tez ciężko się wziąć. I ani zaliczenia ani realizacji planów – błędne koło. Aż tu nagle Marta dodaje wpis i nagle wszystko staje się jakieś takie bardziej klarowne, dziękuję. <3

  • Moim zdaniem pierwsza lepsza książka o motywacji mogłaby dać tyle, co ten post i te trzy punkty, gdyby ludzie zamiast zapamiętywać słowa, czcić je i udostępniać na Facebooku zaczęli myśleć nad tym co robią. Myśleć. Bo można przeczytać całą górę książek i pięćset razy ten wpis i nic z tego nie wynieść, a można z trzech zdań wycisnąć naprawdę dużo. Pomiędzy poradą A i poradą B jest pewien proces myślowy i jeszcze nikt nigdy nie ominął go za nas. Myśleć.

    Ja jestem osobiście leniwa i pozbawiona motywacji, bo nie myślę, bo boję się, że jak zacznę myśleć, to żeby być w zgodzie z własnym sumieniem będę musiała ruszyć tyłek. No cóż. Jestem straszna.
    Pozdrawiam 😉

  • Dodum Duum

    Oj Marta, za każdym razem, jak nie chce mi się robić treningu, to wchodzę na któryś z Twoich blogów i najczęściej pomaga 😀 Dzięki 😀

  • Aleksandra Kowalczuk

    Super. I masz racje na drodze zawsze bede stawac jakies przeciwnosci, ale trzeba isc do przodu i sie nie poddawac. Pamietac o tym co jest naszym celem nawet w najgorszym punkcie jakim mozemy byc. Nigdy sie nie poddawaj. Jestem wielkim zwolennikiem marzen, ale na nie trzeba ciezko pracowac.

    Poznalalam faceta, ktory jest Amerykanien i nie wiedzialam jak to ogarnac, przeciez zeby wyjechac legalnie do usa to jest jakas masakra! kazdy mowil, ze to nie mozlwie. I co?

    3 lata pozniej jestem jego zona. Mnostwo papierkowej roboty, zalatwiania dokumentow, pieniedzy, rozstania (najldluzej sie nie widzielismy przez 9 miesiecy!!!! – mnostwo nieprzespanych nocy, placzu) tyle razy sobie zadawalam pytanie po co ja sie w to wszystko wpakowalam.. No ale co milosc nie sluzy, a to ze musielismy przez TYLE przejsc to tylko nas umocnilo. Jestem szczesliwa, i choc byly momemnty w ktorym chcialam powiedziec, ze ten zwiazek na odleglosc to nie ma sensu, to ciesze sie ze sie nigdy nie poddalam, bo teraz tworzymy rodzine i mieszkamy w pieknym Colorado!!! <3

    pozdrawiam i nigdy nie rezygnujcie z marzen ludzie!! nawet z tych najbardziej NIEMOZLIWYCH bo jak chcesz to sie spelnial!!!

  • „spadł mi z nieba” ten post dzisiaj 🙂

  • Marta, co do patrzenia na świat optymistycznie to mam tak samo jak Ty! Też nie widzę wszędzie biegających jednorożców, ale lepiej skupiać się na pozytywach, bo to od naszego nastawienia wiele zależy! Cudowny, mega motywujący wpis, który sobie chyba wydrukuję i powieszę nad łóżkiem 😀

  • Amelia

    Świetny wpis. Właśnie tego potrzebowałam! Jestem otoczona przez ludzi, którzy kierują się sposobem myślenia o którym wspomniałaś – wszystko na „nie”, wszystko jest ciężkie, życie jest ciężkie, pogoda nie-taka. Tacy potrafią podciąć skrzydełka bardzo szybko, ale staram się, podobnie jak Ty, nie poddawać się i pozytywnie podchodzić do przeciwności. Odpowiedzialność za siebie i swoją sytuację – to jest klucz ! Bardzo Ci dziękuję, że dzielisz się swoją pozytywną „energią” 🙂 Powodzenia. Życzę sukcesów !

  • Tym tekstem znowu trafiasz w punkt! Kiedyś też potrafiłam wymyślać sobie miliony wymówek, że kiedy wydarzy sie „to” to zmieni się „tamto” a ja zrobię „coś” i zacznę żyć tak jak chciałam. Najwększa głupota wszecświata! Przecież możesz zrobić co zechcesz, potrzebujesz tylko czasu, ciężkiej pracy i wytrwałości. Nikt nie mówił, że będzie kolorowo, ale jeśli to Twój cel/marzenie to w głębi serca wiesz, że warto!

  • brak wymówek, ta… jasne 😛