Cześć, słuchaj. Mam taką sprawę.
Czy zadałeś sobie kiedyś takie pytanie: co mnie, do cholery, ciągle powstrzymuje?

Na pewno. I wiem, jaka prawdopodobnie była odpowiedź.
Jeszcze nie teraz, nie jestem gotowy, muszę się przygotować, podszkolę się i wtedy. Zabawne, że człowiekowi zawsze wydają się dwie rzeczy: pierwsza, że dużo mu brakuje i że ciągle to nie jest ten moment i druga, że rzeczy można odwlekać w czasie bez żadnych konsekwencji, bo przecież zawsze można coś zrobić.

Tyle, że to guzik prawda.

Dzisiaj po raz kolejny sobie pomyślałam, że swojego celu na razie nie osiągnę, bo jeszcze nie jestem na odpowiednim poziomie. Bo muszę się douczyć, muszę więcej poćwiczyć, popracować i dopiero wtedy spróbować. Bzdura. Myśląc w ten sposób, ciągle odkładasz cel na nieokreślone później, którego nie ma i które nie nadchodzi, bo przecież ZAWSZE, ale to ZAWSZE, jest jakieś „ale”, jest jeszcze coś, co koniecznie trzeba poprawić. A zegar tyka.

Nie mówię, że mamy zgłaszać się do Masterchefa, jeśli naszą jedyną umiejętnością kulinarną jest robienie herbaty, albo zdobywać jakiś szczyt, jeśli naszym największym do tej pory osiągnięciem jest wjechanie wyciągiem na Gubałówkę. Nie o to chodzi, żeby pchać się tam, gdzie nie mamy o czymś zielonego pojęcia, ale żeby zrozumieć, że nigdy nie pojawi się moment, który będzie idealny, bo jeśli na czymś ci zależy, to zawsze będzie coś do poprawienia.

Myślisz, że Małysz nigdy nie myślał, że może skakać lepiej? Wydaje ci się, że Lewandowski już sobie odpuszcza na treningach, bo przecież gra świetnie? Daj spokój. Nieważne, jak dobry jesteś, jeśli chcesz coś robić i to kochasz, zawsze będzie ci się wydawało, że możesz być lepszy.

marta hennig 1

I właśnie dlatego nie możesz tego wszystkiego odwlekać w nieskończoność, bo nigdy nie zaczniesz. Czasami wystarczy po prostu wziąć głęboki oddech i zrobić pierwszy krok, mając świadomość, że możesz próbować i uczyć się jednocześnie. Że jak upadniesz, to nic się nie stanie, bo przecież dopiero próbujesz – a nawet w głupim Mario masz trzy próby, zanim przegrasz grę.

Nigdy nie dowiesz się, jak wygląda kolejny poziom, jeśli nie przejdziesz pierwszego i nie pokonasz kilku żółwi. Nigdy nie uratujesz królewny, jeśli ciągle będzie ci się wydawać, że musisz być Super-Super-Mario, żeby to osiągnąć.

Wszyscy się ciągle pytają: jak się zmotywować? Jak spełnić marzenia? Jak dotrzeć do celu? Jak być szczęśliwym? Jedni piszą o tym książki, drudzy biorą kasę za motywujące wykłady, a odpowiedź jest prosta. Prosta w swojej prostocie, ale nie znaczy, że łatwa do wykonania. Brzmi:

Po prostu zacznij, do cholery. I przestań się czaić.

Bo z tym jest jak z wahaniem się, czy zgłosić się do odpowiedzi na jakiejś lekcji. Wiesz, że chyba myślisz dobrze, już, już chcesz się zgłosić, mija jedna sekunda za dużo i już jest za późno, bo zgłasza się ktoś inny, a pani nigdy się nie dowiaduje, że ty wiedziałeś. Było, minęło. Jak związek Wiśniewskiego z Mandaryną.

Chyba nie chcesz, żeby twoje życie też było i minęło? Przeminęło z wiatrem?
Oby. Bo życie to coś więcej, niż liść z drzewa albo hit piosenka na jedne wakacje.