Szukamy młodych kandydatów z wieloletnim doświadczeniem, dwoma kierunkami studiów, bezdzietnych, znających pięć języków, mającymi pojęcie o jeszcze trzech innych zawodach i potrafiących jednocześnie podawać herbatę, robić szpagat i prasować majtki w idealny kant.  Najlepiej jeszcze, gdyby kandydat był dyspozycyjny przez całą dobę i nie żądał więcej, niż tysiąc pięćset. Gwarantujemy: możliwość rozwoju osobistego, dynamiczny, młody zespół, błyskotliwą karierę bez perspektywy awansu i podwyżki oraz harowanie za marne grosze, bo szkoda nam na ciebie kasy.
Brzmi jak praca marzenie, nie? Jak większość tego typu ogłoszeń.

BRAK SZACUNKU

Mam wrażenie, że powinien być jeszcze jeden przedmiot obowiązkowy w szkole – nauka szacunku do drugiego człowieka, jego czasu, a co najważniejsze: jego pracy. Naprawdę przykro mi się robi, jak czasami przeglądam ogłoszenia albo słyszę, że ktoś kogoś chce, jak najniższym kosztem, jak najtaniej, a najlepiej to za darmo, bo przecież po znajomości, bo się znamy z podstawówki albo bo kiedyś chodziłem ze znajomą twojego kuzyna.

Z jednej strony, dla siebie chcemy jak najlepiej, czasami aż jesteśmy roszczeniowi: bo nam się przecież należy, bo ten kurier to powinien w zębach przynieść tą paczkę, bo jak to tak, że pani w sklepie nie ma humoru i mówi do nas niemiłym głosem? Z drugiej, sami nie szanujemy czyjegoś czasu i pracy, umawiając się, a potem nie przychodząc, próbując wykorzystać kogoś, by zrobił coś za frajer albo szukając kogoś w potrzebie, żeby dowalić mu pracy i płacić groszówkami.

I w sumie z jakiejś tam perspektywy to rozumiem: bylibyśmy głupkami, gdybyśmy woleli zapłacić więcej, zamiast mniej. Ale do jasnej cholery, jak można oczekiwać fajerwerków, wodospadów, opieki 24 na 7 i serwowania kawy, kiedy sami zdajemy sobie sprawę, że płacimy marne grosze za to wszystko?
Może klient nasz pan, ale pracownik to nie niewolnik.

Bez jaj.

MUSISZ MIEĆ PAKIET TALENTÓW

Najlepiej, żeby pracownik był wszechstronny jak współczesne gwiazdy: skoro one potrafią śpiewać, tańczyć, grać w filmach, prowadzić program kulinarny i pisać słabej jakości felietony, to czemu przeciętny pan Kowalski nie może posiadać wiedzy z ekonomii, informatyki, tłumaczeń językowych i naprawy pralek? No i, oczywiście, nie żądać za to zbyt dużo pieniędzy, bo przecież każdy to potrafi, banał – prawda?
Szkoda tylko, że jak ktoś ma dwadzieścia – no, może dwadzieścia kilka – lat na karku, to trudno od niego wymagać wspomnianego wyżej wieloletniego doświadczenia, szerokiej wiedzy i tych wszystkich rzeczy, które tak beztrosko wypisują firmy w swoich ogłoszeniach. Zwłaszcza, jeśli jednocześnie chcemy, żeby miał skończone studia i pięć lat pracy w zawodzie (pełnoetatowej, rzecz jasna). Dochodzimy bowiem tylko do jednego – bezrobotni są jak byli, a pracodawcy mają  wakaty, które marnują się i sprawiają, że gdzieś na świecie płacze mała panda.
Ach, no i tak – w ogłoszeniu wymagania są, ale kwoty wynagrodzenia nigdy nie ma. Bo po co?

ROBOTA PRZYJMĘ

Dobrze by było, gdyby pracownik nie miał życia osobistego: dodatkową zaletą będzie fakt, że jedzenie, picie, spanie i załatwianie potrzeb fizjologicznych nie jest mu wcale potrzebne, bo przynajmniej nie będzie wychodził na przerwę. Co więcej, dobrze, gdyby był dostępny w każdej godzinie, raczej nie brał urlopów, nie miał umierających krewnych (musiałby się zwolnić przecież na pogrzeb!) i sam nigdy nie chorował. Człowiek, który spełnia takie kryteria to.. cóż, może jeszcze nie pracownik idealny, ale ktoś warty uwagi, na kogo można wydać pieniądze! Oczywiście jak najmniejsze, ale powinien to, nierób jeden, doceniać, nie?

POPROSZĘ NA PRÓBĘ

Jeszcze bardziej rozwalają mnie wszystkie oferty darmowych praktyk, staży, tygodni próbnych i – w moim i Patryka przypadku – „projektów próbnych”. Wiecie, żeby zobaczyć, czy się spodoba. Nie, żebyśmy po to właśnie stworzyli portfolio, żeby ludzie mogli stwierdzić, czy nas chcą. Płacić za projekt? Za to, że ktoś poświęcił na niego kilka godzin lub dni? A co to za chory wymysł?

O ile praktyki czy staże na jakiś czas (określony) jako coś bezpłatnego uważam za coś, co jest w porządku (w końcu, teoretycznie, uczysz się od nich), o tyle przedłużanie ich do pół roku czy czterech miesięcy i dziwienie się, że ktoś może za to wymagać kasy, jest chore. Rzeczywiście, to, że ktoś chce pieniędzy za swoją pracę jest takie zadziwiające!

Czasami tylko myślę, że zamiast „szukam pracownika” powinno pisać „niewolnika zatrudnię”.
I wszystko nagle zacznie się zgadzać.

Total
134
Shares
  • Karina Sikora

    Taka prawda. Świetny artykuł 😀 I jak my młodzi mamy zdobyć dobre doświadczenie jak wszędzie jesteśmy za młodzi lub z niewystarczającym stażem? A potem jesteśmy za starzy i bez doświadczenia… Ciężko jest się wstrzelić gdzieś gdzie można nabrać doświadczenie i jeszcze przy tym zarobić.

  • Ten problem od dawna mnie nurtuje i cieszę się, że ktoś go poruszył na poważne publicznie. Wydaje mi się, że lepiej tego nie dało się przedstawić. Mam nadzieję, że pracodawcy zarówno ci, którzy już „dają” pracę jak i przyszli wezmą sobie Twoje słowa do serca.

  • Wynagrodzenie minimalne 1200 zł na rękę, a co Pani sobie myśl tu 3 miesiące, tam 4 miesiące. Ja to chce pracownika (niewolnika) na lata. Tylko ciekawe dlaczego taka jedna dziewczyna po 8 latach odchodzi od Takiego pracodawcy. Byłam tam na dniu próbnym i już chyba nigdy więcej się na takie coś nie zgodzę ;). Firma raczej z tych małych, ale takich co już trochę do głowy uderzyło.

  • Natalia

    Taaaa… znam to. Nie dość, ze zarobki sa marne to atmosfera w pracy jest ujowa. Pracowalam w wielu miejscach: kelnerka, pomoc kucharza czy w znanej sieciowce. Mlode dziewczyny czesto sa wykorzystywane, zalezy im na pracy, na malym nawet zarobku (skoro to moja pierwsza praca to nie ma przeciez sie co spodziewac kokosow i wykorzystac tez mnie moga bo przeciez sie dopiero ucze) ja tak myslalam. Wiem to byl blad. Zalezy tez na jaka sie trafi ekipe, jezeli jakas knajpa czy sklep nie jest dlugo otwarty to spoko, ale jesli ekipa jest zgrana to przerabane. Ja w pracy kelnerki kiedys uslyszalam: „Nie lataj tak bo zylakow dostaniesz”, ludzie opieprzaja sie jak moga i nowych wykorzystuja. W pracy jako sprzedawca tez nie bylo lepiej. Kierownikiem byl mlody chlopak tylko o rok ode mnie starszy. Faworyzowal dziewczyny, ktore bardziej mu sie podobaly, a te ktore mniej dawal na gorsze stanowiska i mowil, ze wolno pracujemy. W tej pracy czara goryczy przelala sie kedy kazal mi pozmywac naczynia po wszystkich, a pozniej zgasil mi swiatlo i nie moglam znalezc moich rzeczy. A i jeszcze pracowalam nad morzem, atmosfera nawet spoko, tylko coz.. faceci to swinie tyle powiem, a praca codziennie przez 2 miesiace po 12h za 8zl za godzine? Chyba nie wymaga to komentarza. Ja dzieki takim doswiadczeniom wiem, ze chce pracowac sama, pewnie jeszcze sie troche pomecze, ale nie mam zamiaru byc wykorzystywana przez kogos za smieszne pieniadze. Bo student. I co z tego? Student to nie czlowiek?

  • i zmień „zatrudnię” na „kupię”

    • Beata S.

      Nie, nie. Kupię to by było za drogo. Lepiej „przyjmę” 😉

      • przyjmę jednak za bardzo się kojarzy z przyjęciem do pracy. hmm
        może „zezwolę” być niewolnikiem? 😀

  • Ola

    O tak, w naszym kraju wypisz wymaluj tak to wygląda.

  • Ostatnio to mój stały problem, firma szukająca niewolnika, a właściwie robota. Właśnie bez życia osobistego (chociaż w sumie nie, my ciebie wspieramy, miej swoje pasje, ale miło nam będzie jak będziesz jednak codziennie robił te darmowe nadgodziny, przecież je docenimy). Tylko nie choruj, a jak już zachorujesz to lepiej pracuj zdalnie, po co komu zwolnienie lekarskie. Na urlop nie chodź, lepiej popracować, a jak już kiedyś będziesz musiał pracować w weekend to będziesz mógł odebrać ten dzień, jeśli tylko znajdziesz na to czas i w ramach nadgodzin nadrobisz te odebrane godziny…
    Niestety rzadko kiedy pracodawca docenia pracownika i go szanuje. To obustronna relacja, ty potrzebujesz pracy, pracodawca potrzebuje ciebie, a nie, że powinieneś być wdzięczny za ten zaszczyt jakim jest ta praca.

  • Umm, uderzyłaś w ciekawy temat. Ale to też jest tak, że w ogłoszeniu napiszą takie, a takie wymagania, żeby przesiać konkurencję, a potem wcale tak ambitnych projektów się nie robi, więc…

  • To trochę ‚korpo-stajl’, trochę znam, przerabiałam na własnej skórze 🙂

  • Chochlik

    Niestety tak to teraz wygląda.. „szukam dziennego studenta, dostępnego 24h/dobę z 10 letnim doświadczeniem i znajomością 5 języków”. A, że studentów dużo, zajęć też, to i „idealnego” kandydata brak.

  • Stara, zapomniałaś jeszcze, że za pracę się nie płaci bo będzie „prestiżowa firma w CV” i „będzie Pani miała do portfolio” :DDD

    • BĘDZIE DO PORTFOLIO <– najlepszy tekst, jaki zawsze słyszę 😀

  • Katarzyna Patrycja Piotrowska

    Niestety zdarzyło mi się pracować w takiej rodzinnej firmie, która takie oto wymagania stawiała. Przynieś, podaj, pozamiataj, pozałatwiaj ich rzeczy osobiste… a! no i oni pracują 24 h na dobę to ty też powinieneś. Oni się nie mylą, ty zawsze. Przez rok pracy nie wyniosłam (ani ja, ani inni) ani grama doświadczenia w zawodzie, bo szukali sobie sekretarek. Uff… całe szczęście za mną ten koszmar

  • A jeszcze gorzej jest w wolnych zawodach – niby dlaczego ktoś chce kilka tysięcy za zrobienie zdjęć, skoro siostrzenica szwagra to zrobi za darmo i będzie miała do portfolio? Niestety coraz częściej słychać takie głosy.

  • Artykuł ciekawy, choć nie do końca się zgodzę z podpunktem „pakiet talentów”. To, że pracodawca wymaga, byśmy mieli doświadczenie w zarządzaniu zespołem nie oznacza, że na rozmowie nie możemy wspomnieć o byciu druhem i dowodzeniu zastępem harcerskim. Podobnie z umiejętnością przemawiania publicznego – jeśli masz głowę na karku to bez problemu wybrniesz wspominając o byciu… animatorem w oazie. Pracodawcy oczekują sprytu, inteligencji, umiejętność rozwiązywania problemów i znajdowania odpowiedzi na trudne pytania. Obsługa oprogramowania to coś czego można się nauczyć w 2 miesiące, w przeciwieństwie do „soft skili” których wypracowanie często zajmuje dużo, dużo więcej.
    Druga kwestia, że stosunek oczekiwania -płaca (i traktowanie pracownika). Są jakie są. I tutaj się z Twoi spojrzeniem jak najbardziej zgodzę!
    Dawid

    • Oczywiście! To znaczy, ja uważam, że pracodawca jak najbardziej powinien wymagać – wiem po sobie, kiedy szukam kogoś do oddelegowania zadań, jestem bardzo wybredna – ale bardziej chciałam tym akapitem pokazać kontrast między tym, co czasami wymaga, a jak płaci i jak nie szanuje pracownika 🙂

      • Ciekawe jest to, że podejście do pracownika bardzo się zmieniło w ciągu ostatnich kilku lat. Korporacje i supermarkety, które jeszcze niedawno były traktowane jako „zło”, często oferują dużo lepsze warunki, umowy i pakiety socjalne niż małe firmy, zakładane przez nowobogackich, którzy na pracownikach wyładowują swoje frustracje. Przecież im za to płacą, co nie?!
        Dawid

  • nauka szacunku do drugiego człowieka albo bardziej „nauka szacunku do samego siebie i świadomość własnej wartości”.

  • Joanna Nowacka

    Na szczęście nie zawsze jest tak źle 🙂 na co dzień pracuję w rekrutacji, szukam specjalistów dla różnych firm i z reguły jak wymagają rzadkich kompetencji to za nie odpowiednio płacą – w tym że rzeczywiście wówczas oczekują odpowiednich kompetencji, doświadczenia no i zaangażowania 🙂 sama pracowałam w korpo ( więcej nie chcę) , teraz pracuję w malutkiej właścicielskiej firmie – i owszem każdy chce jak najtaniej ale z doświadczenia własnego już wiem że dobry pracownik jest odpowiednio wynagradzany – pracodawcy coraz częściej zdają sobie sprawę że jak nie będą odpowiednio wynagradzać pracownika, to ten odejdzie do konkurencji. A dobrego i zaangażowanego pracownika znaleźć coraz trudniej 🙂

    Aczkolwiek faktem jest, że prace wykonywane najczęściej przez studentów, typu sklep, gastronomia – jest kiepsko. Pracodawcy wiedzą, że jest duża konkurencja, że niektórzy po prostu potrzebują kasy i pracy, i proponują stawki 9 i warunki) śmiechu warte. A zawsze znajdzie się ktoś, kto będzie w takiej sytuacji, że weźmie jakąkolwiek pracę, byle tylko mieć za co przeżyć.

    • agnieszka

      9 stawka to całkiem dużo jak dla mnie, choć spełnienie marzen to nie jest. Sama pracowałam za 4, 20 :]

      • Joanna Nowacka

        heh.. to 9 to akurat przypadkiem mi się wpisało.. w sensie nie miało tam być żadnej cyfry 🙂 późno już było i literówka się wstawiła ale jakąś dobrą pozycję wybrała 😛

    • Ja wiem, nie chciałam też demonizować wszystkiego, to tak jak u mnie i u Patryka ze stronami czy logotypami – są ludzie, którzy próbują nas wycackać, a nawet okraść (z pomysłu/projektu) i nie potrafią zrozumieć, że logo to nie tylko coś nabazgrane w Photoshopie, co nie zajmuje 3 minut, ale są też ludzie, którzy zdają sobie sprawę, że to zajmuje czas, pracę i co najwazniejsze, że liczy się tu także kreatywność, jakieś wyczucie, a to trudno tak naprawdę wycenić. I ci drudzy zawsze zgadzają się płacić tak, jak się powinno, a nie tak, żeby „wyszło najtaniej” (zresztą, my też takich zleceń od ludzi, którzy chcą nas wyzyskać za pięć dych nie przyjmujemy, bo po prostu nie mielibyśmy na chleb i musielibyśmy pracować 24/7, żeby z takich małych zleconek wyżyć).

      • Joanna Nowacka

        ludzie są różni 🙂 niestety tych ” cwanych” nie da się zawsze uniknąć – a zdaję sobie sprawę że takich też wielu istnieje 🙂 Ale ważne że znacie swoją wartość i nie dajecie się wykorzystywać 🙂

  • Masz 21 lat, dobrze pamiętam? Po tym tekście tego młodego wieku nie widać.

    PS. Co innego na zdjęciach 😉

    • Dzięki, czyli wyglądam staro? 😀 Oj, Jerry, grabisz sobie!

      • Oj, Marta, ale czytanie ze zrozumieniem u Ciebie kuleje 😉

        • Masz rację, teraz czytam i już wiem. Już nigdy więcej nie będę odpisywała na komentarze z rana!

  • agnieszka

    Marto, dobrze że poruszyłaś ten temat. Sama byłam na szkoleniu (rzecz jasna bez umowy, bez zapłaty- bo szkolenie), miałam nadzieję na pracę, a tu podziękowano mi… Ba! Nawet nie podziękowano. Po prostu nie zadzwoniono więcej celem ustalenia kolejnego terminu. Chciałam coś odpisać, ale szkoda nerwów i grosza na sms na takiego pracodawcę. Ogłoszenie nadal sobie krąży w internecie…. wiem że przede mną przewinęło się kilka dziewczyn (będące na darmowym szkoleniu nawet miesiąc), po mnie również ktoś był… Pracodawca chyba sam nie wie czego chce, ponieważ patrząc na bezrobocie już dawno by kogoś zatrudnił. Z poprzedniej pracy zwolniono mnie, ponieważ nie miałam „szeregu talentów” jak ładnie to ujęłaś, o których nie było mowy na rozmowie kwalifikacyjnej. Sama miałam czytać w myślach pracodawcy i domyślać się jakie oczekiwania ma wobec mnie… Konieczność bycia pod telefonem 24/ h też znam bardzo dobrze. 😉

    O staż się starałam, nawet skutecznie, ale niestety wprowadzono gwarancję zatrudnienia po stażu, więc pracodawca podziękował mi. A mnie nie stać na szkolenia, dzięki którym miałabym minimalnie większą szansę na zatrudnienie. Także siedzę w domu i czytam oferty pracy w moim zawodzie z wymogami m.in. : 2- 5 letnie doświadczenie w zawodzie. I jak tu myśleć pozytywnie…

    • Może tu nie chodzi o jego niezdecydowanie, tylko o to, że dla niego to świetny biznes – ma darmowych pracowników 🙂

  • Kelpia

    Za odbycie praktyk w bardziej znanych pracowniach architektonicznych podobno trzeba wręcz… IM zapłacić 😉

    • kiedyś płaciło się TVN za staż 😀

      • fireman123

        Ale jak to jest, że ludzie potrafią chodzić przez pięć lat na studia ZA DARMO (które w przypadku trudnych kierunków zajmują tyle samo, lub więcej niż praca na etacie), a właściwie płacąc za nie grube pieniądze (z reguły pieniądze rodziców) – i nie mają z tym problemu, a pójście na staż darmowy spotyka się z oburzeniem? Przecież to również forma nauki, a jeśli mało umiemy i nie generujemy zysku dla pracodawcy, to dlaczego miałby on nam płacić, a nie my mu dziękować za możliwość nauki?

        JA bym wolał pójść na dwa lata do pracy za darmo, niż studiować trzy czy pięć lat, zyskując na tym mniejsze umiejętności i tracąc więcej pieniędzy..

        • Madix

          IMO wszystko zależy od tego, jakie studia i jaki staż. Jeśli miałabym się na bezpłatnym stażu bardzo dużo (albo nawet nie tak dużo) nauczyć – proszę bardzo, chętnie popracuję za darmo. Ale nie powiedziałabym, że da mi to więcej wiedzy niż studia, bo to wiedza zupełnie inna, to raz, a dwa – na moich studiach uczę się tak dużo, że wątpię, by jakikolwiek staż zapewnił mi taki rozwój.

  • Amen. Opisałaś moją aktualną sytuację zawodową. Bez przerw na posiłek, czasem 9 godzin, nadgodziny, praca z klientem, z żywnością, ogarnianie dat ważności, dostawy, presja, ciągle wymuszony uśmiech na ustach i marne grosze…oszaleć można. Czekam aż kończy się umowa i mówię im Adios. Pieniądze, pieniędzmi, ale zdrowie ważniejsze 😉

    • Czemu w tej sytuacji nie wypowiedzieć umowy wczesniej?

      • Bo umowa się kończy z końcem tego miesiąca 🙂 Ale i tak pluję sobie w brodę, że tak długo to ciągnęłam – nauczka na przyszłość i zdecydowanie lekcja. Trzeba walczyć o swoje i nie popełniać dwa razy tego samego błędu.

    • Bardzo mądra decyzja 🙂 Trzymam kciuki 🙂

  • Gabriela Żuk

    Mi się nóż w kieszeni otwiera przy tych wszystkich ofertach pracy. Jeśli ktoś idzie na wymagające studia, to nie ma czasu na pracę i tak oto w wieku 23-25 lat kończy magisterkę, jest świetnie wykształcony i nie ma doświadczenia zawodowego, bo studia wykluczały wszystko inne. A pracodawcy są zdziwieni i panuje pogląd, że jak ktoś nie dorabiał w trakcie studiów to jest nieżyciowy. Bzdura – nie każdy kierunek można pogodzić z pracą, nawet dorywczą.

    Ja osobiście zetknęłam się z bardzo bezczelną formą wyzysku. Oferta pracy: kelnerka i barista w kawiarni. Stawka: 6 zł BRUTTO/h (czyli jakieś 4,46 na rękę). Niesamowite szkolenia, okres próbny 3 miesiące, a po nim BYĆ MOŻE podwyżka o szalone 50 groszy.
    Pracy oczywiście nie przyjęłam, bo lpo godzinie pracy ledwo starczyłoby mi na bilet komunikacji miejskiej.

    • Ech, najgorsze jest to, że takie oferty i tak będą, bo jak kogoś przypili i potrzebuje pieniędzy, to podejmie się każdej pracy (co nie jest niczym złym!).

      • Gabriela Żuk

        Pewnie, że nikt się nie będzie rzucał o stawkę, jak koniecznie musi zarobić na rodzinę, siebie etc. Przydałoby się odgórne ustalenie minimalnej stawki godzinowej, nawet na umowie zlecenie!

  • Agnieszka Kulawczyk

    Zgadzam się, że pracodawcy często przesadzają i chcą wyzyskiwać ludzi, ALE uważam, że ludzie w naszym wieku są kiepsko wykształceni (nie mylić z tym, że mają lic. lub mgr przed nazwiskiem), mają bardzo małe umiejętności (co to jest kserokopiarka?!), są mało zaangażowani (to mam tylko 60 minut przerwy na cały dzień?!) i roszczeniowi (za podstawę, to ja nie będę w ogóle pracować!).
    Wykształcenie, co z tego, że mają studia wyższe skoro nie są to studia w żaden sposób pokrewne z pracą? Sam fakt wysiedzenia na darmowych studiach przez 3 lub 5 lat i napisanie 1 lub 2 prac nie czyni z nikogo wykształconego pracownika.
    Umiejętności – nauka musi trwać i musi kosztować. Zgadzam się darmowy krótki staż. Krótki i szybki i jak ktoś się sprawdza, to powinno się go zatrudnić.
    Zaangażowanie – w sektorze małych i średnich przedsiębiorstw trzeba być trochę takim człowiekiem renesansu, kawę zaparzyć, pozmywać czasem po gościach, telefon odebrać, faks wysłać, prezentację zrobić, szefa zapakować na spotkanie, towar przyjąć itd. itp. Jest mało ludzi, a Ci którzy są zatrudnieni muszą być wszechstronni.
    Roszczeniowa postawa dotycząca wynagrodzenia – z jednej strony wynagrodzenia są masakrycznie niskie, z drugiej strony pracodawcy płacą dużo dużo więcej podatków niż wynosi wynagrodzenie pracownika (http://ksiegowosc.infor.pl/podatki/pit/pit/pracownik/703870,Koszty-pracodawcy-przy-minimalnym-wynagrodzeniu-w-2015-roku.html).
    Moim zdaniem fajny jest networking, trzeba bywać, rozmawiać z ludźmi i próbować – jako jedna z metod – szukać pracy z polecenia przez znajomych rodziców, rodziny, znajomych znajomych itd. Często jest tak, że będąc poleconym na dane stanowisko ma się lepszy start i trochę lepsze warunki.

    • Zgadzam się w stu procentach! Ja bym dodała też, że ludziom się nie chce kształcić, zdobywać umiejętności i szlifować tych, które już posiadają – i to jest smutne.

    • Nie zgadzam sie z darmowym stażem. Moim zdaniem to jest wyzysk. W moim przypadku rekrutacja miała kilka etapów, w tym test i trzy rozmowy kwalifikacyjne sprawdzające zainteresowanie tematem, osobowość i tak dalej. Jestem na etapie treningowym przez pierwsze pół roku i chociaż zarabiam mniej niż koledzy pracujący w firmie dłużej, to i tak jest to sporo wiecej niż najniższa krajowa. Nie wyobrażam sobie pracować za darmo, bo za co żyć? Jak niby młodzi ludzie maja wynająć czy kupić mieszkanie, urządzić sie i nie jeść cały czas chleba z masłem, jeżeli pracodawca nie chce zatrudnić na normalna umowę? Nikt nie da młodemu człowiekowi kredytu, jeśli ten jest na śmieciowej umówię. Czytając to, co napisałaś, mam wrażenie, ze nadal mieszkasz z rodzicami, albo przynajmniej rodzice Ci bardzo pomagają.

  • Ona

    Niezapominajmy o prawie jazdy na traktor!

    • Och, no przecież to takie oczywiste 😀 😀

  • Marek

    Fajny tekst. Ale czy nie został napisany pod wpływem emocji? To co napisałaś jest prawdą, ale nie tyczy się wszystkich pracodawców. Ludzie są „różni”. Jedni są źli, chciwi i chcą wykorzystać innych, ale są również ludzie pracowici i uczciwi. I tyczy się to wszystkich zarówno pracodawców jak i pracowników. Pozdrawiam.

    • Oczywiście, nie chciałam tutaj demonizować wszystkich pracodawców! Sama jestem teraz freelancerem, ale współpracuję z masą naprawdę fajnych przedsiębiorców 🙂 Także mam takie samo zdanie jak Ty! 🙂

  • Julia Hebdzyńska

    „Czasami tylko myślę, że zamiast „szukam pracownika” powinno pisać „niewolnika zatrudnię”.” – *być napisane…

  • Dokładnie jakbym czytała Gumtree i Olx. Dni próbne to małe piwo, w porównaniu z pewną wielką siecią restauracji [międzynarodówką], która wymaga TYGODNIA bezpłatengo próbnego, kończonego egzaminem, do tego 3 etapy kwalifikacyjne przed, a kiedy już otrzymasz upragnioną umowę… Dostaniesz 6,30 na rękę, a 25% napiwków kuchni się należy. Paranoja, czyż nie?
    Inny facet po pół dnia harówki w jego restauracji w ramach dnia próbnego (za free, ale o to się nie kłóciłam), zaproponował mi cały dzień (no dobra, 12 godzin) za… 60 zł. Napiwki zbiera zaś bardziej doświadczona kelnerka. Naplułam mu, tj. podzękowałam, mówiąc, że taką kasę mogę mieć pisząc artykuł w 2 godziny… Marzyłam o pracy z ludźmi ale w takim wypadku… musiałabym chyba mieć nóż na gardle. W dosłownym sensie.

  • podobny temat u Animaluje! I tu też napisze podobny komentarz, ale już zwięźle, Jestem dietetykiem, pracuje jako dietetyk i codzien dostaje na fb od ‚zjoanomych’ milion prosc o diety, porady, co na co jest dobre itp, nikt nie kwapi się, żeby sie odwdzieczyc! a jeszcze potrafi mi (po całym moim dniu siedzenia i układania mu indywidualnego planu żywienia – nie chce żeby chodził głodny wiec na prawde sie staram wszystko dobrze obmyslic) wyskakoczyc z textem ‚no nie wiem czy bede sie stosowac bo w zasadzie to nie mam czasu… (to po co mi za przeproszeniem d… zawracasz?! do jasnej ch! po to pytam o godziny pracy, godziny zajec, godziny treningow zeby idealnie rozlozyc te posilki, wrzucic kawal sera czy puszke tunczyka + wkroic warzywa do pudla na uczelnie to chyba nie zajmuje godziny… ale jak widac i tak za ciezko… szkoda tylko nie nikt nie pomysli ze mi jest zwyczajnie przykro, ze nikt nie docenia mojej pracy. Chyba zaczne odsylac znajomych do mojego gabinetu, żeby zobaczyli ile kosztuje taka rozmowa z dietetykiem, moze zaczna doceniac ;/ wrr

  • Niestety bezrobocie sprawia, ze to pracodawca rozdaje karty. Ja mieszkam we Francji i tu sa straszne naduzycia odnosnie stazy, bo prawda jest taka ze panstwo jest bardzo socjalne, ale to wszystko kosztuje panstwo, wiec panstwo zbija to sobie z przedsiebiorstw, kazdy pracownik kosztuje, wiec wielu przedsiebiorcow zamiast zatrudnic pracownika, zatrudnia sobie stazyste, mase stazystow, czasami w danej firmie jest tylko szef i gromada stazystow, ktorzy pracuja jak normalny pracownik. Niektorzy latami zyja na stazu bo nie sa w stanie znalezc innej pracy, a inaczej mieli by luke w CV. Kiedys byl taki fajny zart, ze szuka pracownika, gora 25 lat, studia wyzsze (najlepiej kilka), 10 lat doswiadczenia zawodowego … Tylko przepraszam rachunek tu nie bardzo sie zgadza. Fajny wpis, Marta, ja za kilka miesiecy wracam do zycia zawodowego po dlugim macierzynstwie, przeraza mnie perspektywa szukania pracy… Pozdrawiam serdecznie Beata

  • Chore wymagania pracodawców, którzy chcą pracowników po studiach najlepiej z kilkuletnim doświadczeniem doprowadzają do patologicznych sytuacji. Ja wiem, że na studiach powinno się robić coś więcej niż tylko studiować, ale to czego ostatnio byłem świadkiem to już przesada. Poszliśmy z moją grupą na piwo i jak się okazało 8 na 10 osób studiuje równocześnie dwa kierunki i to nie na byle jakich uczelniach, ale na SGH i UW. Dodatkowo 4 osoby pracują na pełen etat lub 3/4 etatu. Co się z tym światem dzieje?

  • Joseph Spider

    Co do braku szacunku… To niestety,ale w naszym kraju tak właśnie jest. Najlepiej to kopnąć pracownika w cztery litery i zaciągnąć do pracy za najniższą krajową.

  • Znałam to z Polski. Pracodawca oczekiwał robota do harowania, a od siebie nic nie potrafił dać. po paru miesiącach po wyjezdzie udało mi sie znaleźć świetną pracę. Przez pierwsze pół roku odbywam trening, za który płaci pracodawca. To jest pracodawca wykupił dla mnie trzy kursy, a po moim „chciałabym poszerzyć wiedzę w temacie skryptowania”, wykupił miesiąc abonamentu na platformie Lydia. Nikt nie oczekiwał ode mnie doświadczenia w branży. Szukali osoby ogarniętej i zainteresowanej.

    • czym się zajmujesz? w jakim kraju? 🙂

      • Chciałam wysłać wiadomość prywatna, ale sie nie da, ble. Zajmuje sie przetwarzaniem danych i projektowaniem materiałów marketingowych (przeważnie listy, ulotki, broszurki i takie tam duperele). Mieszkam w UK

  • Mnie najbardziej chyba rozwalają te całe umowy czasowe i zapewnianie pracownika, że jak się sprawdzi to może coś z tego będzie na dłużej oraz dostanie podwyżkę . Człowiek więc stara się, haruje jak wół, a za rok okazuje się, że jednak umowa nie zostanie przedłużona, bo przecież nie mają na to pieniędzy, przecież już musieliby nieco więcej zapłacić…. Biorą więc następnego przygłupa, wmawiają to samo i kolejny po roku zostaje odesłany z kwitkiem.

  • Niestety taka jest właśnie rzeczywistość.
    Przyszłam niedawno na rozmowę – praca idealna, nawet zarobki oferowali do zaakceptowania. Problem zaczął się już na początku rozmowy kwalifikacyjnej – pomylili mnie z inną Aleksandrą. Następnie dopiero przy mnie zaczęli czytać moje CV – skoro ja mam być przygotowana na rozmowę, to tego samego oczekuję od przyszłego pracodawcy. Rozmowa trwała max 10 minut, w tym czasie panie czytały moje CV, kiedy zobaczyły moje wykształcenie (finanse i rachunkowość) stwierdziły „oooo… super! To zajmiesz się księgowymi rzeczami!”, język angielki na średnio zaawansowanym poziomie „ooo… super – będziesz tłumaczyć umowy po angielsku”, itd. Ostatecznie z mojej listy obowiązków o średniej odpowiedzialności (wymienionej w ogłoszeniu) zrobiła się 2 razy taka lista rzeczy o dużej odpowiedzialności. Oczywiście za te same wynagrodzenie. Jak się można domyślić darowałam sobie taką pracę. Chyba najbardziej zdenerwowało mnie podejście i wykazany brak szacunku.
    Niestety mam też kilka innych historii pracowniczych – ktoś coś obiecuje (chodziło o zwiększenie obowiązków) i nie dotrzymuje słowa, zwala wszystkie najgorsze sprawy na pracownika, nie ufa i nie szanuje!

  • Nauka szacunku w szkole? – podoba mi się.
    Zacznę zbierać podpisy. 😉

  • Migotka

    A ja tak z innej perspektywy – jako pracodawca. Uważam, ze należy rozgraniczyć dwie kategorie – pracodawców-przedsiębiorców z sektora MŚP, którzy harują 24/7 po to, żeby biznes przerwał i się rozwijał i żeby nie musieć nikogo zwalniać, którzy płacą ciężkie podatki w tym kraju, żeby urzędnicy mieli co trwonić oraz drugą kategorię – korporacje, które wyzyskują pracowników, a zyski opodatkowują w rajach podatkowych. Ci pierwsi płacą ile mogą i raczej będą szanować pracownika, ponieważ sami ciężko pracują, będąc w znacznie mniej uprzywilejowanej niż pracownicy sytuacji – nie mając nawet zagwarantowanego prawa do urlopu czy nie daj Boże choroby (ewentualne ubezpieczenie chorobowe z ZUS to jakaś kpina). Ponoszą natomiast koszty urlopów, choroby swoich pracowników (ktoś przecież musi zastąpić chorego i też mu trzeba zapłacić, który w tym czasie ma wypłacane wynagrodzenie nawet do 33 dni w roku!), macierzyństwa (znowu: zatrudnić kogoś na zastępstwo plus wynagrodzenie dla świeżo upieczonej matki=podwójny koszt) itd. Wielu małych firm po prostu nie stać na takie ekstrawagancje i dlatego nie oferują jakichś mega zarobków, zwłaszcza, że obciążenia fiskalne wpłacane do budżetu państwa przekraczają to, co pracownik dostaje na rękę (proszę uwzględnić ZUS i podatki). Jednak w takich firmach, moim zdaniem, relacje są dużo zdrowsze. Raczej nie wyobrażam sobie, żeby asystentka parzyła mi herbatę czy myła kubki jako jeden z obowiązków służbowych. Jeśli już, to raz ja zaparzę jej, raz ona mnie, ale raczej o to nie proszę, a jak parzę, to pytam, czy też chce. Co do bezpłatnych staży – tu się zgodzę – to wyzysk. Można zatrudnić kogoś na próbę na tydzień na umowę zlecenia/o dzieło, zależy co tam ma robić, jak się nie sprawdzi – żegnaj. W ciągu tygodnia można w 110% ocenić co pracownik umie, czego nie, czy się nadaje i przeszkolić do pracy na większości stanowisk. Pracuję w edukacji i nawet tu, gdzie są wymagane naprawdę poważne kompetencje i kwalifikacje, można to ocenić. W takim przykładowo sklepie – wystarczy jeden dzień. Darmowy staż przez 3 miesiące w korporacji – darmowa siła robocza. Czasem jednak dziwi mnie roszczeniowość niektórych kandydatów do pracy – przykładowo- rekrutacja, ponad 600 zgłoszeń kandydatów, 1/5 nawet nie wyśle CV, mimo, że było to wymagane, 1/3 zgłoszenia zupełnie nie do profilu stanowiska, za to 1000 pytań, po wstępnej selekcji wybieramy 20 i dzwonimy, żeby umówić najpierw na zbiorcze zebranie informacyjne i potem rozmowy indywidualne oraz testy kompetencji. I czasem słyszy się coś takiego: „jutro? Nie ja, nie mogę, mam wizytę u manikiurzystki” To może drugi termin? „Nie, też nie, ale mogę na przykład w inny dzień o … ” (jakiejś zupełnie nie do akceptacji dla pracodawcy godzinie, kiedyż przecież musi wypełniać swoje regularne zawodowe obowiązki). Niektórzy jak słyszą, że ostatnim etapem rekrutacji jest krótki test sprawdzający ich faktyczną wiedzę i umiejętności – 15 minut – oburzają się strasznie: „Jak to? Ktoś chce mnie sprawdzać, przecież mam dyplom magistra (uczelni, do której rekrutują z łapanki i zero doświadczenia w zawodzie, ale może akurat okaże się zdolny/a) Sprawdzian pisać??? Przed przyjęciem do pracy??? To mi uwłacza!”. A ci, którzy mają faktycznie coś do zaoferowania, nigdy nie wyrażają takiego oburzenia i świetnie się z nimi współpracuje przez długie lata.