Szukamy młodych kandydatów z wieloletnim doświadczeniem, dwoma kierunkami studiów, bezdzietnych, znających pięć języków, mającymi pojęcie o jeszcze trzech innych zawodach i potrafiących jednocześnie podawać herbatę, robić szpagat i prasować majtki w idealny kant.  Najlepiej jeszcze, gdyby kandydat był dyspozycyjny przez całą dobę i nie żądał więcej, niż tysiąc pięćset. Gwarantujemy: możliwość rozwoju osobistego, dynamiczny, młody zespół, błyskotliwą karierę bez perspektywy awansu i podwyżki oraz harowanie za marne grosze, bo szkoda nam na ciebie kasy.
Brzmi jak praca marzenie, nie? Jak większość tego typu ogłoszeń.

BRAK SZACUNKU

Mam wrażenie, że powinien być jeszcze jeden przedmiot obowiązkowy w szkole – nauka szacunku do drugiego człowieka, jego czasu, a co najważniejsze: jego pracy. Naprawdę przykro mi się robi, jak czasami przeglądam ogłoszenia albo słyszę, że ktoś kogoś chce, jak najniższym kosztem, jak najtaniej, a najlepiej to za darmo, bo przecież po znajomości, bo się znamy z podstawówki albo bo kiedyś chodziłem ze znajomą twojego kuzyna.

Z jednej strony, dla siebie chcemy jak najlepiej, czasami aż jesteśmy roszczeniowi: bo nam się przecież należy, bo ten kurier to powinien w zębach przynieść tą paczkę, bo jak to tak, że pani w sklepie nie ma humoru i mówi do nas niemiłym głosem? Z drugiej, sami nie szanujemy czyjegoś czasu i pracy, umawiając się, a potem nie przychodząc, próbując wykorzystać kogoś, by zrobił coś za frajer albo szukając kogoś w potrzebie, żeby dowalić mu pracy i płacić groszówkami.

I w sumie z jakiejś tam perspektywy to rozumiem: bylibyśmy głupkami, gdybyśmy woleli zapłacić więcej, zamiast mniej. Ale do jasnej cholery, jak można oczekiwać fajerwerków, wodospadów, opieki 24 na 7 i serwowania kawy, kiedy sami zdajemy sobie sprawę, że płacimy marne grosze za to wszystko?
Może klient nasz pan, ale pracownik to nie niewolnik.

Bez jaj.

MUSISZ MIEĆ PAKIET TALENTÓW

Najlepiej, żeby pracownik był wszechstronny jak współczesne gwiazdy: skoro one potrafią śpiewać, tańczyć, grać w filmach, prowadzić program kulinarny i pisać słabej jakości felietony, to czemu przeciętny pan Kowalski nie może posiadać wiedzy z ekonomii, informatyki, tłumaczeń językowych i naprawy pralek? No i, oczywiście, nie żądać za to zbyt dużo pieniędzy, bo przecież każdy to potrafi, banał – prawda?
Szkoda tylko, że jak ktoś ma dwadzieścia – no, może dwadzieścia kilka – lat na karku, to trudno od niego wymagać wspomnianego wyżej wieloletniego doświadczenia, szerokiej wiedzy i tych wszystkich rzeczy, które tak beztrosko wypisują firmy w swoich ogłoszeniach. Zwłaszcza, jeśli jednocześnie chcemy, żeby miał skończone studia i pięć lat pracy w zawodzie (pełnoetatowej, rzecz jasna). Dochodzimy bowiem tylko do jednego – bezrobotni są jak byli, a pracodawcy mają  wakaty, które marnują się i sprawiają, że gdzieś na świecie płacze mała panda.
Ach, no i tak – w ogłoszeniu wymagania są, ale kwoty wynagrodzenia nigdy nie ma. Bo po co?

ROBOTA PRZYJMĘ

Dobrze by było, gdyby pracownik nie miał życia osobistego: dodatkową zaletą będzie fakt, że jedzenie, picie, spanie i załatwianie potrzeb fizjologicznych nie jest mu wcale potrzebne, bo przynajmniej nie będzie wychodził na przerwę. Co więcej, dobrze, gdyby był dostępny w każdej godzinie, raczej nie brał urlopów, nie miał umierających krewnych (musiałby się zwolnić przecież na pogrzeb!) i sam nigdy nie chorował. Człowiek, który spełnia takie kryteria to.. cóż, może jeszcze nie pracownik idealny, ale ktoś warty uwagi, na kogo można wydać pieniądze! Oczywiście jak najmniejsze, ale powinien to, nierób jeden, doceniać, nie?

POPROSZĘ NA PRÓBĘ

Jeszcze bardziej rozwalają mnie wszystkie oferty darmowych praktyk, staży, tygodni próbnych i – w moim i Patryka przypadku – „projektów próbnych”. Wiecie, żeby zobaczyć, czy się spodoba. Nie, żebyśmy po to właśnie stworzyli portfolio, żeby ludzie mogli stwierdzić, czy nas chcą. Płacić za projekt? Za to, że ktoś poświęcił na niego kilka godzin lub dni? A co to za chory wymysł?

O ile praktyki czy staże na jakiś czas (określony) jako coś bezpłatnego uważam za coś, co jest w porządku (w końcu, teoretycznie, uczysz się od nich), o tyle przedłużanie ich do pół roku czy czterech miesięcy i dziwienie się, że ktoś może za to wymagać kasy, jest chore. Rzeczywiście, to, że ktoś chce pieniędzy za swoją pracę jest takie zadziwiające!

Czasami tylko myślę, że zamiast „szukam pracownika” powinno pisać „niewolnika zatrudnię”.
I wszystko nagle zacznie się zgadzać.