• Szukaj

Kiedy idzie się umrzeć

ZACZĘŁO SIĘ. BOŻE, OD CIEBIE ZALEŻY TO WSZYSTKO.

– tak Tadeusz Gajcy zakończył pisanie swojego dziennika tuż przed wyjściem do powstania. Powstania, które miało miejsce 71 lat temu, a o którym uczy się w tak beznadziejny i głupi sposób, że szkoda mi słów. Powstania, którym teraz wyciera się mordę, kłócąc się co roku o to samo: a było potrzebne, czy nie było?

Kogo to obchodzi? Naprawdę – kogo, do cholery, to obchodzi?  Media co roku nakręcają wielką dramę i dyskusję, która i tak nie zostanie nigdy nie rozwiązana. Zamiast skupiać się na ludziach, którzy przeżyli, my jak zwykle zaczynamy jęczenie o tym, że to było głupie i nieprzemyślane, a czy potrzebne, czy nie potrzebne…

MPWIH5386
Autor zdjęcia: Joachim Joachimczyk „Joachim”. Zdjęcie ze strony Muzeum Powstania Warszawskiego (link do galerii na dole wpisu)

Z okazji 71 rocznicy Powstania Warszawskiego chcę wam pokazać to wydarzenie tak, jak jeszcze na nie nie patrzyliście. Nie nudno, nie liczbami, nie kłótniami o to, kto miał rację i kogo powinno się sądzić, bo bądźmy szczerzy, nikogo tak naprawdę, oprócz historyków, to nie interesuje.

Chodźcie zobaczyć powstanie takim, jakim powinniście je widzieć. Bez oceniania.

GODZINA SIEDEMNASTA


Na tą godzinę wyznaczono wybuch Powstania Warszawskiego. Teoretycznie – miało trwać zaledwie kilka dni. Nie mieliśmy ani odpowiedniej ilości broni, ani nawet zapasów jedzenia czy pitnej wody, które starczyłoby na dłuższy okres.

„Wreszcie nadszedł upragniony czas mobilizacji. Idziemy do Powstania! Dostałam rozkaz. Miałam się stawić u koleżanki na zbiórkę, w sumie było nas tam pięć dziewcząt. Jeszcze wieczorem 31 lipca zadzwoniłam do Kazika, ale akurat pech chciał, że go nie zastałam. (…)
W końcu, za pośrednictwem mojej mamy, udało nam się umówić w kawiarni na ulicy Brackiej. Kawiarnia jest zresztą w tym budynku do dzisiaj, choć nazywa się oczywiście inaczej. Przetrwało okno, w którym wtedy siedzieliśmy. W tym samym miejscu stoi stolik. Był 1 sierpnia 1944 roku, za kilka godzin miało się zacząć powstanie. Pogładził mnie po ręce, pogłaskał po głowie. Patrzył na mnie z jakimś głębokim smutkiem. Pocieszałam go, że przecież zaraz spotkamy się na defiladzie zwycięstwa. Myślałam, że po trzech dniach będzie po wszystkim. Że łatwo zwyciężymy i przepędzimy Niemców z Warszawy. Niestety, nie mieliśmy z Kazikiem czasu, musieliśmy się pośpiesznie pożegnać. Każde z nas miało przecież rozkazy. To było nasze ostatnie spotkanie w życiu. ”
– Anna Herbich, „Dziewczyny z Powstania”

Ile takich rozstań musiało być! Ile pożegnań: z mężami, ojcami, braćmi, narzeczonymi i synami.  Ile niedotrzymanych obietnic: „nie martw się, wrócę”.

MPWIK1657
Autor zdjęcia: Joachim Joachimczyk „Joachim”. Zdjęcie ze strony Muzeum Powstania Warszawskiego (link do galerii na dole wpisu)

W całych tych dyskusjach o to, czy to było potrzebne, czy nie potrzebne, obwinianiu winą różnego rodzaju ludzi, wyliczaniu strat, mówieniu o zniszczeniu Warszawy i o cyfrach, które mówią o tym, ile osób zginęło, zapomina się o jednym: ile tam było ludzkich istnień, ile pojedynczych historii, nieszczęśliwych miłości, tragicznych śmierci i rozdzielonych rodzin. Wszystko sprowadza się do gruzów i kłótni, a ta zakrwawiona, powstańcza opaska jest deptana i zapomniana. Czy ta śmierć się w ogóle już liczy? Czy to tylko sprowadzenie ludzkich żyć do głupich cyfr i do tego, kto miał rację?

Pomyślcie sobie, czy to naprawdę jest fair wobec tych, którzy żyją i którzy stracili całe mnóstwo przyjaciół, debatować publicznie o tym, czy ich działanie, ich rany i śmierć ich bliskich miało w ogóle jakikolwiek sens. 

KAŻDA POJEDYNCZA HISTORIA…

… jest ważna i istotna. Czy wiedzieliście, ile było gazet w trakcie Powstania Warszawskiego? Około 130 tytułów . Pewnego dnia w jedną z drukarni uderzył pocisk, zginęło kilka ludzi, wielu drukarzy zostało rannych. Wiecie, co zrobili następnego dnia? Wrócili do pracy i wydawali kolejny numer. Nie dlatego, że musieli, bo przecież nikt im za to nie płacił – mieli silne poczucie misji i wiedzieli, że pozornie głupie i nieważne wydawanie gazetek może kogoś podnieść na duchu. Pisząc swój licencjat na ten temat, raz po raz odkrywałam ciekawe historie ludzi, którzy zginęli w trakcie powstania – teraz zapomnianych. Całe Powstanie Warszawskie to jedna, wielka układanka, złożona z setek tysięcy historii, które zasługują na wysłuchanie.

– Ja już nie wytrzymuję! – krzyknęłam.
– Nie przesadzaj – odpowiedział. – Nawet jeśli będziemy musieli zginąć, to trudno. Może przynajmniej następni, ci, co przyjdą po nas, będą mieli lepiej.

– Anna Herbich, „Dziewczyny z Powstania”

13 sierpnia powstańcom udało się zdobyć niemiecki pojazd transportowy (nazywany potocznie przez nich w późniejszych opowiadaniach „czołgiem”). Jakaż to była radość! Zdobyliśmy wóz, zabraliśmy Niemcom – wokół „czołgu” zgromadziło się mnóstwo ludzi, którzy chcieli się mu bliżej przyjrzeć.

CZOŁG PUŁAPKA

„Gdy czołg skręcił w Kilińskiego, tłum zgęstniał i zaczął coraz bardziej napierać na czołg, każdy chciał go dotknąć. (…) Pamiętam najdrobniejsze detale. Jakiś mężczyzna wręczył idącej obok pojazdu młodziutkiej sanitariuszce bukiet kwiatów. Uśmiechnęła się szeroko, poprawiła odruchowo włosy.
Wtedy coś mnie tknęło, spojrzałam na czołg. Chyba zaczęło się coś w nim psuć, coś zaczęło powoli zsuwać się z pancerza. Coś się odłączyło od konstrukcji i zaczęło spadać na ziemię… Zamarłam, ale ludzie na około niczego nie zauważyli. (…) Jakiś mały chłopczyk, na oko czteroletni, podbiegł do samej gąsienicy, otworzył szeroko buzię, żeby krzyknąć z radości….

W tej samem sekundzie nastąpiła eksplozja. (…) W promieniu dobrego kilometra wszystkie szyby wyleciały z okien, ludzi zwaliło zaś z nóg. Jakieś martwe ciało — najprawdopodobniej kierowcy — wleciało z impetem na nasz balkon. To był sam korpus — bez głowy, rąk i nóg — który odbił się od ściany budynku i potężnie uderzył mnie w plecy. Przewróciłam się, byłam cała we krwi i kawałkach wnętrzności. (…)

Pył powoli opadał, a ulicami chodzili w kółko oszołomieni, ranni ludzie. Chodniki były usłane trupami i wijącymi się rannymi. Nieludzkie wycia, błaganie o pomoc, zapach prochu zmieszany ze słodkim swądem spalonego ciała. Spojrzałam pod nogi, przeraźliwie zdeformowane ludzkie ciało, a właściwie jego resztki, pełzały po podwórzu. Zaczęłam się krztusić, miałam odruch wymiotny. Jakiś leżący na ziemi chłopak wyjął scyzoryk i wył do jednej z moich koleżanek:

— Dobij mnie!”

– Anna Herbich, „Dziewczyny z Powstania”

W wyniku eksplozji zginęło ponad trzystu powstańców i cywilów. Co to w ogóle znaczy dla Ciebie, trzysta osób? To tylko liczba. Trzysta żywych istot, mających rodziny, będących w związkach, obiecujących przed wyjściem na powstanie, że wrócą do domu. Mających matki, dzieci, dziadków i plany na przyszłość, na to magiczne „po wojnie”, bo przecież kiedyś musiało ono nadejść. I nagle sekunda. Ludzi nie ma.

Autor zdjęcia: Marian Grabski „Wyrwa“. Link do źródła na dole wpisu.
Autor zdjęcia: Marian Grabski „Wyrwa“. Link do źródła na dole wpisu.

Albo są tak okaleczeni, że do końca życia wszystko wygląda inaczej, niż zawsze. Trudno to sobie w ogóle to wyobrazić, bo dla nas wojna to jakaś abstrakcja. Tak jest i nie ma co się z tym kłócić: nie potrafimy być do końca empatyczni, bo nawet nie możemy pojąć, jak to niby wyglądało. A to źle.

 Znowu samoloty.

 Wszystko się wali. Byłam na parterze w chwili, gdy w bramę, obok zajętej parę godzin wcześniej piwnicy, wpadła z ukosa bomba. (…) Obezwładnienie, bezsilność. Jęki rannych sanitariuszek. Raptem szum wody. Pękają rury wodociągu. Woda z góry, zalewa piwnicę. (…)

Raptem światło. Schody, schody, które się nie walą. Nie mogę dalej uciekać, łapią mnie. Jakieś krople, niepotrzebne. Przeraźliwa jasność. Coś mi tłumaczą. (…) Dlaczego te schody nie walą się pode mną, dlaczego wszystko nie leci w przepaść? Dlaczego ludzie krzyczą? Może im pomóc? Co za nonsens… pustka… (…)

Jeszcze trwa akcja ratunkowa. Ciała strzaskane, straszne, obnażone, krwawe szczątki ludzkie, zdeformowane twarze, słodki zapach krwi. Pracują powstańcy, przybywa trupów. Zostałam sama. Nikt z mojego oddziału sanitarnego nie żyje. Nowy rozkaz, nawet nie wiem od kogo.

relacja sanitariuszki Barbary Bobrownickiej-Fricze, ps. „Oleńka”, „Baśka Wilta”, „Wilia”. Całość dostępna na stronie Stowarzyszenia Pamięci Powstania Warszawskiego

Akcji powstańców było mnóstwo. Niektóre kończyły się sukcesem, inne krwią i śmiercią osób, które były albo zmuszone do walki przez sytuację, albo chciały i miały nadzieję, że to coś zmieni. Cokolwiek. Wcale im się nie dziwię. Nie uważam tego za naiwne podejście – wszystko jest lepsze od bierności w momencie, w którym nagle pojawia się jakiś błysk nadziei. Plan na powstanie był teoretycznie prosty: mieliśmy umożliwić Rosjanom wejście do Warszawy i osłabić Niemców, a potem, w ciągu doby, zająć wszystkie wysokie stanowiska Polakami i stawić się także Rosji. Nie wyszło. Warszawa była w kompletnych ruinach, ulice zalane krwią ludzi, często w naszym wieku. Ale ci ludzie w coś wierzyli i ci ludzie mieli na tyle odwagi, żeby wyjść z domu i spróbować coś zmienić, a co więcej – ci ludzie ryzykowali własnym życiem, żeby innym było lepiej.

I chociażby dlatego każdego 1 sierpnia powinniśmy zamknąć paszcze i przestać ujadać na temat tego, czy to było potrzebne, a skupić się na dwóch sprawach – ludziach, którzy jeszcze żyją i mogą coś opowiedzieć, oraz tych, którzy odeszli, a którym należy się chociaż ta minuta ciszy.

Dla zaciekawionych:

  • KONIECZNIE film: Powstanie Warszawskie
  • Film: Miasto 44 (jest tam kilka dziwnych scen, które kompletnie nie pasują, ale polecam po prostu je zignorować)

Książki:

  • Dziewczyny z Powstania Anna Herbrich
  • Dziewczyny wojenne Łukasz Modelski
  • (Nie o Powstaniu Warszawskim, ale o powstaniu w gettcie, równie ciekawe) Ciągle po kole. Rozmowy z żołnierzami getta warszawskiego Anna Grupińska
  • Powstanie ’44 Norman Davies

Jeżeli interesuje cię temat Powstania Warszawskiego, koniecznie musisz odwiedzić Muzeum Powstania Warszawskiego! Wspaniale zorganizowane miejsce, mnóstwo informacji i wiedzy. Naprawdę warto.

A tymczasem… jeżeli jeszcze tego nie zrobiliście, przydałaby się minuta ciszy. Za te wszystkie życia i za tą krew na bruku.


 ŹRÓDŁA ZDJĘĆ UŻYTYCH W ARTYKULE (WSZYSTKIE ZE STRONY MUZEUM POWSTANIA WARSZAWSKIEGO):

Zdjęcie nr 1: KLIK

Zdjęcie nr 2: KLIK

Zdjęcie nr 3: KLIK

Zdjęcie nr 4:KLIK

Napisane przez
Marta Hennig

Jestem Marta, mam 24 lata i próbuję jednocześnie spełniać marzenia, robić swoje i być dorosła, ale to ostatnie nie zawsze mi wychodzi.

Zobacz wszystkie artykuły
Napisane przez Marta Hennig