Gala Bloga Roku. Wokół szum rozmów, dziewczyny w wysokich obcasach i wszechobecne poczucie ekscytacji, bo każdy przecież liczy na to, że coś mu się uda wygrać. Gdzieś tam miga Raczek, potem śmiga Kuźniar, rozpoznaję twarze blogerów i zaskakuje mnie, jak wielu z nich kojarzę. Czuję, że mam mokre dłonie, bo trochę się stresuję. Szarpię Patryka za rękaw.
– Patryk – mówię mu na ucho i dzisiaj nie muszę się nawet wspinać na palce, bo mam na sobie szpilki, które pamiętają moją studniówkę – Patryk, a jak się pomylili i niechcący mi wysłali zaproszenie?
– Co? – pyta zbity z tropu. Powoli kierujemy się w stronę sali, w której mają być ogłoszone wyniki. Wzdycham.
– A co, jeśli im się pomyliło? Jeśli, nie wiem, źle postawili tą złotą kopertkę, i potem się okaże, że wcale się nie dostałam do finału? Przecież ja tu nie pasuję – mówię nerwowo i czuję, że zaczynam się jeszcze bardziej stresować. Cały czas mam przeczucie, że to jakiś dziwny traf. Że ci wszyscy ludzie coś sobą reprezentują, a u mnie tak jakoś wyszło.
Jak zwykle.
Nie mogę dzisiaj normalnie funkcjonować. Przeczytałam we wpisie Jacka o syndromie oszusta i czuję, jakby ktoś przyłożył mi czymś ciężkim w głowę, bo gdy poszukałam dalej, okazało się, że to cholerstwo po prostu opisuje moje życie.
Syndrom oszusta – ludzie cierpiący na syndrom oszusta uważają, że ich sukcesy są dziełem przypadku, szczęścia, znajomości czy urody. Mimo zewnętrznych dowodów ich kompetencji, takie osoby ciągle są przekonane, że są oszustami i nie zasługują na sukces, jaki osiągnęły. Są przekonane, że ludzie je przeceniają i uważają za inteligentniejsze/bardziej uzdolnione niż są naprawdę. Boją się, że ich niekompetencja w końcu wyjdzie na jaw, co sprawi, że rozczarują wierzących w nie ludzi.
Daleka jestem od diagnozowania rzeczy przez internet, ale ta definicja przypomniała mi w cholerę sytuacji w życiu, w których czułam się jak ktoś, kto miał szczęście i został wyróżniony, chociaż na to nie zasługiwał. Bo “tak jako wyszło” i “no jakoś mi się udało”.
I uwierzcie mi, to nie jest miłe uczucie.
ZAWSZE JEST POWÓD
Najczęściej spotykało mnie to podczas biegania i zawodów. Kiedy pobiegłam źle, czułam, że jestem do dupy – że tyle trenuję, tak się staram, ale widocznie nie mam talentu, skoro po całym przetrenowanym sezonie zimowym nie potrafię po prostu wejść w bloki i dobrze pobiec. Z kolei kiedy byłam w formie i czasy były coraz lepsze, zawsze było coś, co mogło mi pomóc:
- wiatr był w plecy, więc biegłam szybciej,
- nie było moich stałych rywalek i dlatego zajęłam pierwsze miejsce,
- były moje stałe rywalki, ale miały zły dzień,
- na tym stadionie biega się szybciej,
- mam nowe kolce,
- zjadłam dzisiaj jajecznicę i pewnie białko mi pomogło (naprawdę),
- jestem kobietą, więc pewnie mam jakiś moment cyklu, w którym mam więcej hormonów i mi się udało,
- fotokomórka źle działa,
- schudłam,
- ważę 50 kilogramów, a jak ważę 50, to zawsze szybciej biegam,
- jakoś tak wyszło.
Brzmi głupio, co? Z perspektywy czasu (2 lata bez treningów!) i po spisaniu tego dopiero to widzę. Widzę, jak irracjonalnie te powody brzmią, ale mimo to, jak Boga kocham, myśli, że rzeczywiście mam motor w tyłku i po prostu szybko biegam mogłabym policzyć na palcach jednej ręki.
Pieprzone “jakoś tak wyszło” jest jakimś hasłem mojego życia. Powinnam sobie to wytatuować na czole, bo ile razy do czegoś dochodzę, to tak to komentuję. Zawsze wydaje mi się, że miałam szczęście i że nie zasługuję na tą uwagę, jaką poświęcają mi ludzie.
Tak było z Blogiem Roku. Przez całą galę biło mi serce i ciągle się bałam, że jak dojdzie do wyczytywania finalistów mojej kategorii, gdzie były plansze z nazwami bloga – mojej tam nie będzie. Wydawało mi się, że to jest albo jakiś sen, albo jakaś wielka pomyłka i zaraz się okaże, że nie powinno mnie tam być. Bo dlaczego bym miała?
Tak jest za każdym razem, kiedy widzę, że na blogu przybywa mi czytelników. Myślę sobie: pewnie jakiś wpis ich zaciekawił i za miesiąc ich nie będzie. Sprawdzam za miesiąc – jest ich więcej. Czemu? Może mam źle podpięte statystyki?
Zdarza mi się, że podrywa/komplementuje mnie jakiś mężczyzna i zawsze mam wrażenie, że dzisiaj mam po prostu dobry dzień z moim wyglądem i to dlatego. Spinam się wtedy i jeśli widzę tą osobę na drugi dzień, staram się wyglądać jeszcze lepiej, żeby jej nie rozczarować czasami tym, jak “naprawdę” się prezentuję.
Myślę też w ten sposób kiedy publikuję jakiś wpis o moim życiu albo mojej organizacji. Dostaję komentarze, że jestem bardzo zorganizowana i czuję popłoch. Bo może napisałam coś źle, skoro tak mnie ludzie chwalą? No rany, to tylko spisane obowiązków w kalendarz i zorganizowanie dobrze czasu. Każdy to potrafi.
To jest naprawdę męczące. Po prostu. Ciągłe poczucie, że ludzie cię uważają za lepszą, niż jesteś.
MĘTLIK
I może nawet nie zwróciłabym uwagi na definicję syndromu oszusta we wpisie Jacka, gdyby nie to, że najczęstszą rzeczą, którą wygarniają mi ludzie, którzy mnie pocieszają, kiedy mam zły humor, jest:
“Czy ty zawsze musisz myśleć, że ci się tylko udało? Może w końcu zaakceptujesz fakt, że po prostu jesteś w czymś dobra?”.
Mam mętlik w głowie. Nawet nie potrafię wymyślić jakiejś puenty dla tego wpisu, więc zostawię to tak w połowie.


Marta jesteś genialna! Uwierz w siebie 🙂 Bo dużo ludzi, którzy nawet Cię nie znają osobiście w Ciebie mocno wierzą! 🙂
Bardzo dziękuję, Sylwia 🙂
Martuś!
Jesteś jeszcze młodziutka i to całkiem normalne, że boisz się tych wszystkich sukcesów oraz presji związanej z byciem osoba publiczną (która już się stałaś zakładając fantastycznego bloga w sieci). Uważam, że piszesz wspaniale, mówiąc nam o wszystkich tych trudnych emocjach i sytuacjach w życiu każdego człowieka, Polaka (uwarunkowanego kulturowo i społecznie..). Piszesz mądrze, ciekawie i szczerze, emocjonalnie i oceniając rzeczywistość, co wymaga sporej odwagi! Natomiast nie przejmuj się! Przychodzi taki wiek, gdy zaczynamy inaczej postrzegać rzeczywistość i cieszyć się sukcesami z pełnym spokojem i świadomością, iż na nie zasługujemy. W tym okresie własnego życia zaczynamy w pełni akceptować siebie i podchodzić z dystansem do oceny wystawianej nam przez innych ludzi, olewając presje otoczenia. Wtedy “syndrom oszusta” znika z naszego życia na zawsze.
Ciesz się życiem i sukcesami!
Życzę ci mnóstwo radości i gratuluję nominacji do Bloga Roku!!!
buziaki;-)
A mnie się tu podoba i nie zamierzam tego zdania zmieniać ;-). Gratuluję nominacji, będzie ich dla Ciebie jeszcze więcej, tak mówi wróżka Kawula, która tu sobie u Ciebie przysiada by się poinspirować i odpocząć 🙂
Mocno pozdrawiam!
Dokładnie, uwierz w siebie! Mam wrażenie, że sama mam czasem “syndrom oszusta” – głównie w sytuacjach szkolnych. Bo przecież to, że dostałam piatkę, oznacza po prostu, że miałam szczęście i trafiły mi się łatwe pytania, prawda? To, że zrobiłam ładne zdjęcie to też przypadek, po prostu było dobre światło, a mnie akurat podkusiło wziąć aparat. Narysowałam coś fajnego? Super,ale to przecież według wzoru postaci z youtube! Ja tak naprawdę tylko poukładałam to razem w jeden rysunek, itp, itd.
A co do Ciebie to serio, jesteś mega pozytywną osobą ( a przynajmniej tak mi się wydaje po tym co piszesz i filmikach z youtuba) i ogromną inspiracją dla innych! Nie zaprzeczaj temu, serio – jesteś wielka!
Dziękuję 🙂 Mi w szkole raczej się zdarzało własnie na zasadzie “byłam w łatwiejszej grupie”, “przecież to było po prostu łatwe”. 🙂
Jejku, przecież Twój blog to rewelacja! Chciałabym w przyszłości być tak dobra jak Ty! Uwierz w siebie, Martuś 🙂 I po tym wpisie, ja tez spróbuje choc mojemu pisaniu wiele brakuje. Ale wiara w siebie to podstawa <3
Dziękuję, Paula! :*
“No rany, to tylko spisane obowiązków w kalendarz i zorganizowanie dobrze czasu. Każdy to potrafi.” – widzisz, to tu jest zamknięta odpowiedź 🙂 Jednym coś przychodzi łatwiej, innym trudniej. Łatwiej jest wtedy kiedy masz jakieś merytoryczne zaplecze, doświadczenie, talent i to właśnie dlatego tak trudno jest Ci pojąć, że ktoś inny może tego nie umieć, nie wiedzieć. Bo Tobie już to tak weszło w krew, że jest dla Ciebie naturalne. Jesteś dobra w tym co robisz i koniec kropka 🙂 Ostatnio dostałam SMSa od mojej pracodawczyni “Zaplanowałam dla Ciebie premię na koniec roku” i wiesz jaka była moja reakcja? “Ale co ja takiego zrobiłam? :O”, na co ona “Jak to co? Jesteś dobrym lektorem!”. I skoro nie jestem tego świadoma, to znaczy, że to prawda 🙂 I tak samo jest z Tobą! Buźka! :*
:*:*
czasem tak miewam 😉 ale bardziej mnie to bawi na zasadzie “ahahahaha ale beka oni naprawdę mnie zatrudnili xD”
aa, to akurat mi się też zdarza, ale raczej nie do “sukcesów”, a momentów, kiedy rzeczywiście np. na przypale bez nauki idę na egzamin i zdaję na 5. I takie zdziwienie co się właśnie odwaliło ;D
Ten syndrom oszusta pasuje i do mnie. Często mi się wydaje, że to co osiągam wcale nie jest moją zasługą, ot tak, przyszło sobie z przypadku i pewnie się nie powtórzy. Nie rozumiem też, jak ludzie mogą mnie doceniać w sprawach, na których się nie znam, a ich zdaniem mam wiele do powiedzenia na ten temat. I mówię, by ich nie zawieść.
Wiesz Marta, mi się wydaje, że jesteś najciekawszym człowiekiem, jakiego spotkałam przez internet. A może ten syndrom pojawia się dlatego, że Ty, czy ja uważamy, że już dość osób, które pysznią się swoimi sukcesami i po prostu nie chcemy być takie? Pozostać sobą, nie ważne jak niedocenianym, ale może tak jest lepiej, tak ma być?
Jednak odkąd prowadzę bloga jestem trochę pewniejsza siebie, bardziej otwarta, a mój popielaty kolor “myszki” zmienił się na jasnoszary.
I jestem pewna, że gdy powiesz sobie STOP! to przestaniesz się upierać przy swoim “to nie moja zasługa”. Tylko porozmawiaj ze sobą i zastanów się, czy na prawdę chcesz to zmienić, a jeśli tak to do jakiego stopnia?
3maj się Kochana :*
Wiesz Marta, mi się wydaje, że jesteś najciekawszym człowiekiem, jakiego spotkałam przez internet. < to jest jeden z nalepszych komplementów, jaki dostałam w moim życiu :O dziękuję!
nie wiedziałam wcześniej, że moja przypadłość ma jakąś nazwę 🙂
i potrafię tak na okrętkę nawet, gdy osiągnę duży sukces – że widocznie to nie było nic takiego, skoro mi się udało. komplement? a, pewnie wszystkim tak mówi/ma w tym jakiś interes/to ironia. to pewnego rodzaju upośledzenie, ta nieumiejętność celebrowania własnych osiągnięć. tak jakby to był jakiś wstyd, być dumnym z siebie. cenić się.
gdzieś koło tego są ludzie, bliżsi i dalsi, przyzwyczajeni do tego, czego ja nie potrafię zaakceptować jako swojej zasługi – że zawsze mi się udaje. ta ich wiara paradoksalnie potrafi być największą presją, jeśli wychodzi się z przekonania, że widzą w tobie coś, czego nie ma, że patrzą na kolejny przypadek, zbieg okoliczności, szczęśliwy traf.
wymagania wobec siebie rosną, bo przecież zawieść ich byłoby największą porażką.
czekam na wpis, jak wyjść poza to błędne koło 🙂
Powstanie ten wpis, jak się uporam najpierw ze sobą 🙂 Czas zacząć pracę 🙂
trzymam kciuki, za Ciebie i za siebie 😉
Marta, weź ty się puknij w głowę 🙂 ja tu wracam notorycznie, więc jestem częścią tych statystyk. A wracam, bo po prostu lubię, czyli jest dobrze, jest wspaniale. I to żaden wiatr w plecy, czy jajecznica 🙂
:*
obawiam się, że ten ‘syndrom oszusta’ to tak naprawdę cholernie niska samoocena. a niepotrzebnie 🙂 trzymaj się i działaj dalej! powodzenia 🙂
chyba nie do końca, bo z samooceną nie jest u mnie tak tragicznie 🙂
Z jednej strony jest to dobre. Z drugiej strony niekoniecznie. Kiedy syndrom oszusta wymaga od Ciebie jeszcze więcej i jest to zdrowe wymaganie bo faktycznie niektóre rzeczy można zrobić lepiej – to jeszcze pół biedy. Jednak gorzej kiedy właśnie przez ten syndrom zatrzymujesz się i przede wszystkim zaczynasz oszukiwać samą siebie, wtedy powinna zapalić się czerwona lampka.
Może faktycznie – zrób tatuaż, nie na czole, bo szkoda psuć ładne czoło, ale postaw jakąś kropkę na ręce czy gdzieś, która będzie Ci przypominać, że wszystkie Twoje osiągnięcia – są Twoje, a nie życiowym fartem.
Sam trafiłem do Ciebie przez przypadek, przeglądam regularnie i bloga i yt i szczerze mówiąc – mnie się podoba, więc jeżeli ktoś powie – że masz farta – wyślij go do mnie ! Swoje mu powiem.
Dzięki, Adrian <3
Do usług 😉
Na szczęście nad wiarą w siebie można pracować 🙂 Jest (dla mnie również) nadzieja 🙂
🙂 dokładnie
Masz talent i naprawde jestejś w tym dobra 🙂 pozdrawiam Chocoladowa http://chocoolatelips.blogspot.com/
Skąd ja to znam… Bo jak JA moge byc w czyms dobra? Przeciez to dzielo Przypadku!