Czekam z bijącym sercem. Dosłownie czuję, jak wali, obijając się o moją klatkę. Szumi mi w uszach, w ręce mi zimno, a w głowie mam milion biegnących myśli. Po co mu to pokazałaś?, przecież to jest beznadziejne, jestem do niczego, tak mi wstyd, że to zrobiłam. Spoglądam na niego i widzę, że już kończy czytać. Podnosi wzrok znad kartki.

– To jest całkiem dobre – mówi, uśmiechając się lekko. Serce przestaje mi walić, szumu już nie słyszę i wiem tylko jedno: dzisiaj wydaje mi się, że jestem fajna.

Smutne jedynie jest to, że pomyślałam tak tylko dlatego, że on mi tak powiedział.

Lubimy być głaskani po głowie. Uwielbiamy słyszeć, że coś nam się udało, że jest w porządku, że należą nam się najszczersze gratulacje i fajerwerki. To nas utwierdza w przekonaniu, że to, co robimy, jest czegoś warte. I w sumie nic w tym dziwnego: niech pierwszy rzuci kamieniem ten, który nie lubi słyszeć o sobie miłych rzeczy.

Kłopot pojawia się wtedy, kiedy bez słów innych ludzi kompletnie nie potrafimy siebie docenić.

ZAAKCEPTUJ MNIE

Zosia jest utalentowaną tłumaczką. Chociaż ma dopiero dwadzieścia kilka lat, już dorabia sobie przyjmując zlecenia od różnych ludzi. Pewnego dnia widzi ogłoszenie o pracę w znanej Wielkiej Firmie i bez zastanowienia wysyła swoje próbki tekstów. Do rekrutacji zgłasza się prawie tysiąc osób, większość bardziej doświadczonych niż Zosia. Kilka dni później dziewczyna dostaje wiadomość: przyjęli ją.

Dzwoni do mamy i prawie znosi jajko, próbując jak najszybciej opowiedzieć, czego właśnie dokonała. Mama słucha, nie przerywa, po czym, gdy Zosia kończy, komentuje tylko jednym zdaniem:

– E tam, pewnie cię wzięli, żebyś parzyła kawę.

Zosia kończąc rozmowę z mamą czuła się jak balonik. Nadmuchany balonik, którego ktoś właśnie przebił ostrą szpilką. Praca w Wielkiej Firmie nie wydawała się już szczytem marzeń, a kiedy Zosia pomyślała dłużej o rekrutacji, to stwierdziła, że pewnie tylko ona się zgłosiła. Albo po prostu miała szczęście.

To już nie było COŚ. To było zwykłe, przeciętne „e tam” od mamy.

POWIEDZ MI, ŻE JESTEM FAJNY

photo-1429371527702-1bfdc0eeea7d

Niektórzy całe życie szukają akceptacji.

Cokolwiek robią i jakiejkolwiek rzeczy się tykają, ślepo szukają kogoś, kto potwierdzi, że nie są tacy źli, jak myślą. Potrzebują słów drugiej osoby i spojrzenia pełnego uznania, bo inaczej czują się nikim. Często są już tak zapatrzeni w to, aby usłyszeć od kogoś pochwałę, że kiedy tego braknie, zaczynają uważać, że coś robią nie tak.

Nawet, jeśli osiągają niesamowite sukcesy – nie widzą tego. Są prawie jak ślepi, którzy zaczynają zauważać, że rzeczywiście coś im się udało, dopiero kiedy ktoś ich za to pochwali. Dopóki nie przyjdzie ktoś i nie powie im głośno i wyraźnie, że mu się to podoba i że robią coś niesamowitego, nigdy nie będą tak uważać. Będą ciągle myśleli, że są zwyczajnymi, szarymi ludźmi, którym się coś udaje, bo mają farta. Tylko tyle.

Próżność czy skromność? Nic z tych rzeczy. Oni po prostu, zwyczajnie w siebie nie wierzą.

NIEPOTRZEBNI CI LUDZIE

To jest przerażające.

Naprawdę, przerażające jest to, że ludzie nie wierzą w siebie aż tak. Niesamowite, że aby uznać, że robimy coś dobrze, potrzebujemy do tego aprobaty kogoś innego – a najlepiej kilku osób. Tak, jakby to inni ludzie nadawali nam wartość. Tak, jakby nasze sukcesy się nie liczyły, jeśli nikt nie patrzy. I jeśli nie mówi, że jest w porządku.

To bzdura. Musimy w końcu zrozumieć, że to my mamy być zadowoleni i dumni. Musimy w końcu nauczyć się doceniać własną wartość i wiedzieć, że nie jesteśmy byle kim. Jesteśmy kimś – sobą i to co robimy, ma znaczenie. Nawet, jeżeli twoja mama mówi, że nie ma.

Czas przestać się uzależniać od zdań innych ludzi i pytania się całego świata o zdanie, bo dopóki sam nie zrozumiesz, że zrobiłeś coś fajnego, to nigdy nie będzie dla ciebie wystarczająco fajne. Proste.

Próbujemy nadgonić za jakimiś wzorcami i wymaganiami, zamiast skupić się na tym, co sprawia nam radość. Patrzymy na siebie za surowo. Bo gdyby ktoś inny zrobił to co my, to w naszych oczach osiągnąłby sukces. Ale że nam się udało, to w takim razie to nie mogło być takie trudne… zwyczajna rzecz, nie? No właśnie, że nie.

Wiecznie szukamy potwierdzenia w innych, że jesteśmy w porządku. Rany boskie, ludzie, powinniśmy sami to wiedzieć!

Powinniśmy patrzeć w lustro i mówić: ale dzisiaj dołożyłem do pieca! Dałem popalić! Jestem z siebie dumny!

Ale tego nie robimy. A szkoda.

Bo co z tego, że ktoś nas akceptuje, skoro my nie akceptujemy siebie?

Zapraszam na mój kanał na YT: KLIK

  • Róża Wiatrów

    Gdy zaczęłam ćwiczyć, też usłyszałam takie „e tam” od mamy i było mi zwyczajnie przykro. Zrobiłam po jakimś czasie zdjęcie porównawcze sylwetki i np. było widać, że pośladki się uniosły i wyglądają zdecydowani lepiej. Gdy poleciałam z tym do mamy uradowana, że w końcu coś widać, usłyszałam „Po prostu inaczej stanęłaś”. A potem stwierdziłam, że robię to dla siebie i to ja siebie sama powinnam oceniać 😉

    • Skądś to znam, na szczęście nie z autopsji. Ale gratuluję, że nie przestałaś po tym 🙂

    • Dokładnie, robisz to dla siebie. Zresztą mama jeszcze zobaczy różnicę 🙂

  • Ja jestem próżna. Tak próżna, że to aż nieprzyzwoite. Patrz – czytam swoje posty i mówię sobie, że genialne. Czytaj – pamiętam wszystkie komplementy, które kiedykolwiek dostałam. Patrz – rozpływam się nad każdym kolejnym jak masło na patelni. Jeśli robię coś dobrze tu uważam, że robię to genialnie, nie ważne ile osób w tej samej dziedzinie jest lepsze. No cóż… Taki charakterek. Na komentarze pozytywne i negatywne odpowiadam w każdym przypadku źle, tzn:
    – Pięknie to napisałaś!
    – WIEM!
    ***
    – Ciężko się to czyta.
    – A co ty tam wiesz…
    Pracuję nad tym. Naprawdę. Może kiedyś nabiorę pokory. Ale wbrew pozorom potrafię być obiektywna. Jeśli coś mi się nie podoba to choćby chwalili to pod niebiosa (co jest strasznie miłe, więc nie będę zabraniać) to dla mnie to będzie słabe. A jeśli coś mi się podoba to choćby mnie chcieli na pal za to nabić to i tak będzie arcydziełem.
    Jestem niereformowalna. Wiem. Pozdr,

    • W przypadku tych pierwszych jak najbardziej odpowiadasz prawidłowo!

  • Virieann

    Tutaj akurat mnie trochę zagięłaś… Bo ja potrafiłam jakiś czas temu zrobić awanturę mojemu partnerowi, że nie pochwalił mnie za zrobienie smacznego obiadu. Wytknęłam mu, że nie po to stałam tyle czasu przy garach (czego w sumie nie lubię), nie po to się dla niego staram gotować (a jako młoda mama mam za punkt honoru nauczyć się gotować dobrze, bo w końcu każda mama umie gotować), by teraz w ogóle mnie nie pochwalił. Najlepsze jest to, że nie wpadlam na to, iż skoro zjadl i wziął dokładkę, to musiało mu smakować… Ach te baby i ich niskie poczucie własnej wartości 😀

    • Typowe 😀 Ale nie jesteś w tym sama. A jak była dokładka, to obiad na pewno był wspaniały!

  • Kar Wak

    Moim zdaniem nie wielu ludzi ma odwagę powiedzieć sobie : Świetnie ci poszło czy Jestem w tym naprawdę dobry, przez to w jakim społeczeństwie żyjemy. Od samego początku jesteśmy tłamszeni frazesami ‚nie bądź zarozumiały’ czy ‚ nie chwal się tak’; słyszym jak inni mówią „Ale z niej samochwała” „Pewnie ktoś jej to załatwił”, ‚Patrz, jak się napuszyła’. Ludzie mówią to z automatu, jakby znali innego człowieka od podszewki. Nie myślą ile ktoś włożył w to pracy, ile nocek zarwał, ile potu wylał czy ile razy dostał po tyłku.
    Według nich niby takie nic, a w oczy kłuje – daltego w zazdrości wbiją człowiekowi tysiace szpilek.

    Mam nadzieję, że jesteś świadoma jak świetna jesteś, Marto 🙂 Nie daj sie stłamsić i nigdy nie wątp w siebie i swoje zdolności. Założ na siebie pancerz, żeby wszystkie szpilki się połamały i kłuj w oczy ile wlezie 😀
    Dziękuje za kolejny, dający do myślenia, post

    • Też mi się tak wydaje. Mówienie o sobie ” jestem w porządku, jestem piękny, jestem wartościowy” uznaje się za pychę. Tak, jakby w dobrym tonie było mówienie o sobie źle! Co za nonsens.

      Co do drugiej części Twojego komentarza: to ja dziękuję za te słowa. 🙂 Były potrzebne.
      A widzisz! i znów się na tym łapię. Cholera jasna.

  • Asia

    Wiesz ja się czasem wygłupiam i…biję sobie brawo 😀 I mówię „Gratulacje Asia, świetnie Ci poszło ” 😀
    Chociaż ekstra jest usłyszeć od kogoś ,że zrobiło się coś dobrze.
    Budowanie wiary w siebie jest powolnym procesem, jednak kiedy się nad tym pracuje…wiara w siebie staje się silniejsza. 🙂

    • Cholera, fajny patent, Asia! Bardzo pozytywny 🙂

  • A to dotknęłaś pięknego paradoksu człowieka: sam w siebie nie wierzy, a od innych wymaga. Na szczęście pocieszające jest to, że istnieją ludzie, którzy te niespójność ze swojego życia wypaczyli. Lubią siebie, ludzie to widzą i pięknie jest! 😉

  • Budowanie wiary w siebie zajęło mi dobrych kilka lat, a i tak momentami czuję się niewystarczająca. Jednak każde małe osiągnięcie mnie cieszy, nawet, jeśli jestem jedyną osobą, która o nim wie. Choć czasami szukam komplementów, jak każdy z nas, to zdarza się już zdecydowanie mniej. Nadal nad sobą pracuję w mojej tej niezależności 🙂

    • Wydaje mi się, że budowanie wiary w siebie to niesamowita harówa. A już zwłaszcza, jeśli ktoś ma sporo kompleksów. To nieustanna walka z sobą samym i z głupimi myślami, że jesteś niewystarczająco czy że musisz usłyszeć od kogoś, bo inaczej się nie liczy 🙂

  • Róża Wigeland

    Bardzo dobrze, że to napisałaś. Podlinkuję Ci, jak będziesz biadoliła, że masz doła i jesteś do niczego 😉

  • cyllaeth

    Jestem właśnie taką osobą.- po prostu w siebie nie wierzę. Kiedyś, w podstawówce byłam normalną dziewczyną i się nie bałam, miałam większą pewność siebie. W gimnazjum się to załamało i do tej pory tego nie mogę odzyskać. Szukam akceptacji u innych, bo chcę znaleźć coś, w czym jestem dobra. Nie dlatego, że jestem próżna. Ciężka i długa ta droga, ale może kiedyś z tego wyjdę 😉

    • Rzeczywiście, to jest niesamowicie ciężka praca, ale warto się starać. To Ty powinnaś ustalać zasady i wiedzieć, czy coś zrobiłaś dobrze, a nie inni 🙂

  • Planujesz jakoś rozwinąć formę postów? 🙂

    • W jakim sensie?

      • Bo one wszystkie jednak wyglądają podobnie, z tymi historiami Kaś, Zoś, Maryś itd. Dopiero ostatnio pojawił się spis Twoich tricków motywacyjnych i to było fajne, bo też napisane w zupełnie inny sposob 🙂

        • Ta, i nikt go nie chciał czytać 🙂

          A tak serio – nie wiem na razie, nie planuję, nie mówię nie, nie mówię tak, zobaczymy, jak to się samo rozwinie

  • Edward

    Ostatnio, pani od polskiego kazała nam napisać opowiadanie na wybrany temat. I naprawdę stworzyłem świetną, humorystyczną historię z przesłaniem z twojego bloga – żadna praca nie hańbi. I mimo, że dostałem 4+ za błędy, czuję się jak dumny, bo jeszcze nigdy nic lepszego nie napisałem. Jakby to było z twoich rąk 🙂

    • Bardzo mi miło to słyszeć! 🙂 Gratulacje!

  • Gdy czytam Twoje wpisy zawszę się zastanawiam skąd bierzesz natchnienie. Tym bardziej, że każdy post jest szczególny, a nie jakoś odklepany.

    • Dziękuję za komplement. Tematy na wpisy najczęściej biorę z rozmów z innymi ludźmi, z życiowych sytuacji, które mnie spotykają… z moich własnych problemów też 🙂

  • Maja Sokół

    Smutno czyta mi się te słowa, które w dużej mierze opisują coś, co od dawien dawna siedzi w mojej głowie. Nastał jednak czas zmian i walczę z tym bardzo mocno! 🙂

    • Małymi krokami trzeba zacząć trochę walczyć z myśleniem, że tylko inni mają ci mówić, czy robisz coś dobrze. Sama to powinnaś wiedzieć 🙂

  • Ale nie akceptujemy siebie z jakiś powodów. Jak Zosia czy Kasia albo Piotrek. Bo w domu bądź w szkole Nam zakodowano,że ciągle to co robimy to za mało badz też nie damy rady. Czasami się denerwowałam na pewna osobę z otoczenia,ale gdy poznałam bliżej ta osobę, zasady panujące w jej domu- przestalam sie dziwić czemu nie wierzy w siebie,bo kazdy pomysł stażu, praktyk czy nawet tematu pracy magisterskiej przechodzi przez rodzinne sito:mama,tata,brat,bratowa – siejąc milion wątpliwości,nie pozwalając się zaangażować skoro kazdy pomysł jest nie tyle co zły,ale analizowany i punktowany niemalże, rozpisywany do czego Ci sie to przyda synu/córko,a osiągnięcia umniejszane. Niby dobrze
    niby to ostrożność gdy rodzic czy brat zapyta,ale magisterka czy staż naprawde nie musza od razu wiązać się z całym życiem zawodowym.

  • Natalia

    Ja takiej akceptacji właśnie potrzebuje. . .

  • D.

    Ta potrzeba akceptacji innych jest dobra. Czasem jestem dumna jak paw. Po prostu wszystkie rozumy pozjadałam. Na szczęście są ludzie, którzy boleśnie sprowadzają nas na ziemie. Tu w tej kwestii musi być równowaga. Nie wolno przesadzać.

    http://potrzeba-dialogu.blogspot.com

    • Jak to w życiu – złoty środek się wszędzie sprawdza 🙂

  • Patrycja

    Dziękuję Ci Marto, nie wiem jak Ty to robisz, ale iskierka się pali dzięki Tobie w moim sercu 😉

  • Wszyscy potrzebujemy akceptacji drugiego człowieka. 🙂 Jednak prawdziwy sukces odnosimy dopiero wtedy, gdy sami siebie docenimy i uwierzymy, że jesteśmy wartościowi.

  • Jak zawsze w samo sedno 🙂 My sami jesteśmy dla siebie największymi krytykami. Nikt tak jak my sami nie umie podciąć nam skrzydeł i pokazać, ze to wszystko co robimy i osiągamy i co jeszcze przed chwilą było czymś wow w chwili staje się takim po prostu e tam 🙂 Dopóki my sami nie będziemy świadomi tego kim jesteśmy i jacy wartościowi jesteśmy to nikt nas za takich postrzegać nie będzie. A poza tym jeśli my będziemy znali swoją wartość to nawet jeśli ktoś postanowi podciąć nam skrzydła to będziemy mieli to koło nosa … 🙂
    Świetny teks. Jak zawsze 😉

  • Nawet nie wiesz, jak bardzo się cieszę, że trafiłam na Twojego bloga. Z każdym nowym postem utwierdzam się w tym przekonaniu. Nie inaczej było dzisiaj. To, co napisałaś dało mi do myślenia, gdyż czasem tracę wiarę w siebie. Mam stan „flow” podczas którego robię wszystko na wysokich obrotach i jestem zadowolona z sukcesów a porażki mnie uczą. Podczas tego pędu jestem bardzo z siebie dumna, czuję, że robię dobrą robotę. Ale nagle przypominam sobie, że nikt mnie nie pochwalił, jakby wszyscy mieli gdzieś to, co robię i trochę mnie to przygnębia. Wtedy zastanawiam się, czy to co robię ma sens. Ale wiesz, co? Ma! Bo robię to, co kocham! Wszystkich nie uszczęśliwię, chociaż byłoby miło 😀 Ale ważne, że ja się dobrze z tym czuję 🙂
    Dziękuję 🙂

  • Guest

    sdfdfg

  • Guest

    mamam

  • Z tą wiarą jest tak, że nasz kraj też nie przepada za ludźmi, którzy się akceptują i doceniają. To jest po prostu takie niemodne. Jak popatrzysz na talent show – jeśli przychodzi ktoś kto jest pewny siebie i mówi „Jestem zajebisty i przyszedłem to wygrać” w narodzie budzi się bunt ! Jak on tak może, jaki zarozumiały trzeba go uwalić. Jak przychodzi znowuż sierotka co jej rodzina cała umarła, do szkoły pod górkę miała i wszyscy ze łzami w oczach słuchają jej historii to już nie jest ważne, że może jej talent niedomaga – jej po prostu trzeba pomóc !!! Ważne jest aby kochać siebie i zmieniać tą durną mentalność. Ważne jest aby patrząc na osobę pewną siebie myśleć – o to jest ktoś warty uwagi !

  • Kaśka

    Jesteś cudowna. Każde zdanie, które wylatuje spod Twoich palców jest tak przesiąknięte prawdą, że jest prawie namacalne. Jestem pod wrażeniem! Trzymam za Ciebie kciuki! Więcej takich ludzi, więcej takich blogów, więcej takich wpisów! Serdecznie pozdrawiam! ♥

  • Ale co zrobić w przypadku, kiedy słyszysz od najbliższych osób same przykre słowa, kiedy nie doceniają tego co robisz (również dla nich)? Fakt, pochwalą czasem, ale tych pochwał po prostu nie słychać wśród natłoku nie przyjemnych komentrzy. I wszyscy dookoła są stawiani na piedestale lub za wzór.

  • Ania Anko

    Czytam Twojego bloga od dwóch dni….i jestem pod mega wrażeniem…naprawdę, aż nie chce mi się wierzyć, że tak młoda osoba młodsza ode mnie ( ja 29 😛 ) ma tak poukładane w głowie 🙂 Pogratulować mądrości i podejścia. Ja od jakiegoś czasu wciąż próbuje zmienić coś w życiu, ciągle czuję jakąś pustkę, czegoś brakuje, czuje się nie zrealizowana….może przez to, że gdy patrze na znajomych to wszyscy mężaci, dzieciaci….a ja po rozwodzie ? Nie no tym się szczerze nie przejmuje, bo wiem, że dobrze zrobiłam, że nie chciałam życia zmarnować przez toksycznego faceta….w maju zeszłego roku przeszłam na dietę od tego czasu schudłam 12kg, od prawie roku też chodzę na siłownię, czyli w sumie „coś” robię, ale ciągle czegoś brak….myślę, że to zbyt mało, że nie mam takiej pasji jak inni, której się całkowicie poświęcają….jak widzę te foty na fb, ten w anglii, ta śpiewa w tv, ten zna tego tamtą, ta ma 3 dzieci kochającego męża….to czuję, że JA stoję w miejscu! Zawsze brakowało mi odwagi….tzn ja nie biorę się za coś nie mając pewności, że wyjdzie, bojąc się porażki…wiem, że ten brak pewności siebie, strach bierze się z dzieciństwa, rodzice porównywali do innych, wymagali…..kiedyś miałam odstające uszy – na pierwszym roku studiów zrobiłam sobie operację co w częsci odmieniło moje życie 🙂 ale to odcisnęło piętno na mojej osobowości – nikt tego nie zrozumie, kto tego nie przeżył – w szkole -teksty typu” urban champion”, albo „ty patrz jakie ona ma odstające uszy”, „uszatek”……masakra….ogólnie nie mam wielu przyjaciół – w szkole średniej potem na studiach mialam przez 6 lat faceta i podstawowy błąd, bylam ciagle z nim zamykając się na innych..teraz mi brakuje kompanki do imprez, kumpele zajęte to wiadomo jak to jest :P….ale cóż….dużo by pisać 🙂 mój drugi podstawowy problem….czasami jak do kogoś coś powiem, albo widze, że ktoś na mnie patrzy, nie daj Boże kilka osób – puszczam buraka! (hahahahahahah nie wierzę, że to napisałam :D) ale powaga, to jest duży problem…..ja już przed powiedzeniem czegos do kogoś wiem, że go puszczę i czasami po prostu nie zagaduje 😛 zryty łep co :p ja się wiecznie przejmuję opinią innych….po porstu wiecznie….a wbrew pozorom w szkole średniej to mnie wysyłali do nauczycielek, zeby cos załatwić, nie bałam sie odezwać….nie wiem gdzie ta odwaga umknęła…niby jestem wykształcona, mam pracę (w sumie pracuję u taty przez to też mam poczucie,że tatuś dał mi prace, sama to bym zginęła….), wszyscy mówią,że taka osoba jak ja w ogóle nie powinna niczym się przejmować, nie mieć braku pewności siebie….a jednak… :/ do sedna tematu….wczoraj powiedziałam rodzicom, że skoczę na bungee, a tata: ja nie chce tego widzieć jak sie rozbijasz itp bla bla bla…|” a ja do niego: „powiedz czemu wiecznie to robisz, ciągle podcinasz mi skrzydła!!!!” no i już w głowię wątpliwości….jak w temacie…ciagle teraz to powtarzam rodzicom,ze to,że taka jestem to w dużej mierze ich błedy wychowawcze, chociaż dzięki nim mam wszystko 🙂 ehhh…dużo tego. podsumując….mam nadzieję, że będzie coraz lepiej ciągle sobie to powtarzam – wmawiam nie bój sie kobieto – żyj!!!! 🙂 dzisiaj rano postanowiłam, że przez miesiąc dla sprawdzenia zmienie swoje postępowanie, nie będę sie niczym przejmowała i mówiła do ludzi z odwagą i robiła na co mam ochotę i zobacze jak wtedy by to wyglądało!!! czy coś stracę?! ochhh żebym wytrwała :))) pozdrawiam serdecznie 😉

    • Aleksandra

      Przeczytałam puszczam bąka i nie mogłam się nadziwić :D.
      To że ktoś wstawia zdjęcie na fejsa o niczym nie świadczy. Poczytaj sobie o ostatniej sprawie modelki z instagrama, co postanowiła to wszystko rzucić i ujawnić, jak to wszystko wygląda naprawdę. W internecie możesz kreować swój wizerunek tak, że ludzie widzą tylko to co chcesz żeby zobaczyli.
      Więcej wiary w siebie! i skocz na bungee, jeśli o tym marzysz, życie jest za krótkie żeby żałować niespełnienia marzeń.

  • Kamila Urbańska

    świetny tekst! <3

  • Joanna Nowacka

    czytając ten post miałam wrażenie że czytam swój własny opis. ciągłe szukanie akceptacji u kogoś i brak wiary w swoje umiejętności / sukcesy. pora uwierzyć w siebie. dzięki Marta ! 🙂

  • oli_loi

    W idealnym momencie trafiłam na ten post 🙂 Dzięki Tobie zdałam sobie sprawę że za chwilę mogę mieć problem sama ze sobą 🙂

  • Moja mama ma podobnie… trzeba puścić mimo uszu i robić swoje. Czy to mama, brat lub szef. Spełniamy się i pracujemy ciężko dla siebie, nie dla innych.

  • Sam nie wiem czy się z Tobą zgodzę. Jesteśmy istotami społecznymi, więc nic dziwnego że szukamy aprobaty naszych czynów u innych członków „stada” 🙂