• Szukaj

Nie musisz mi mówić, że jestem super

Czekam z bijącym sercem. Dosłownie czuję, jak wali, obijając się o moją klatkę. Szumi mi w uszach, w ręce mi zimno, a w głowie mam milion biegnących myśli. Po co mu to pokazałaś?, przecież to jest beznadziejne, jestem do niczego, tak mi wstyd, że to zrobiłam. Spoglądam na niego i widzę, że już kończy czytać. Podnosi wzrok znad kartki.

– To jest całkiem dobre – mówi, uśmiechając się lekko. Serce przestaje mi walić, szumu już nie słyszę i wiem tylko jedno: dzisiaj wydaje mi się, że jestem fajna.

Smutne jedynie jest to, że pomyślałam tak tylko dlatego, że on mi tak powiedział.

Lubimy być głaskani po głowie. Uwielbiamy słyszeć, że coś nam się udało, że jest w porządku, że należą nam się najszczersze gratulacje i fajerwerki. To nas utwierdza w przekonaniu, że to, co robimy, jest czegoś warte. I w sumie nic w tym dziwnego: niech pierwszy rzuci kamieniem ten, który nie lubi słyszeć o sobie miłych rzeczy.

Kłopot pojawia się wtedy, kiedy bez słów innych ludzi kompletnie nie potrafimy siebie docenić.

ZAAKCEPTUJ MNIE

Zosia jest utalentowaną tłumaczką. Chociaż ma dopiero dwadzieścia kilka lat, już dorabia sobie przyjmując zlecenia od różnych ludzi. Pewnego dnia widzi ogłoszenie o pracę w znanej Wielkiej Firmie i bez zastanowienia wysyła swoje próbki tekstów. Do rekrutacji zgłasza się prawie tysiąc osób, większość bardziej doświadczonych niż Zosia. Kilka dni później dziewczyna dostaje wiadomość: przyjęli ją.

Dzwoni do mamy i prawie znosi jajko, próbując jak najszybciej opowiedzieć, czego właśnie dokonała. Mama słucha, nie przerywa, po czym, gdy Zosia kończy, komentuje tylko jednym zdaniem:

– E tam, pewnie cię wzięli, żebyś parzyła kawę.

Zosia kończąc rozmowę z mamą czuła się jak balonik. Nadmuchany balonik, którego ktoś właśnie przebił ostrą szpilką. Praca w Wielkiej Firmie nie wydawała się już szczytem marzeń, a kiedy Zosia pomyślała dłużej o rekrutacji, to stwierdziła, że pewnie tylko ona się zgłosiła. Albo po prostu miała szczęście.

To już nie było COŚ. To było zwykłe, przeciętne „e tam” od mamy.

POWIEDZ MI, ŻE JESTEM FAJNY

photo-1429371527702-1bfdc0eeea7d

Niektórzy całe życie szukają akceptacji.

Cokolwiek robią i jakiejkolwiek rzeczy się tykają, ślepo szukają kogoś, kto potwierdzi, że nie są tacy źli, jak myślą. Potrzebują słów drugiej osoby i spojrzenia pełnego uznania, bo inaczej czują się nikim. Często są już tak zapatrzeni w to, aby usłyszeć od kogoś pochwałę, że kiedy tego braknie, zaczynają uważać, że coś robią nie tak.

Nawet, jeśli osiągają niesamowite sukcesy – nie widzą tego. Są prawie jak ślepi, którzy zaczynają zauważać, że rzeczywiście coś im się udało, dopiero kiedy ktoś ich za to pochwali. Dopóki nie przyjdzie ktoś i nie powie im głośno i wyraźnie, że mu się to podoba i że robią coś niesamowitego, nigdy nie będą tak uważać. Będą ciągle myśleli, że są zwyczajnymi, szarymi ludźmi, którym się coś udaje, bo mają farta. Tylko tyle.

Próżność czy skromność? Nic z tych rzeczy. Oni po prostu, zwyczajnie w siebie nie wierzą.

NIEPOTRZEBNI CI LUDZIE

To jest przerażające.

Naprawdę, przerażające jest to, że ludzie nie wierzą w siebie aż tak. Niesamowite, że aby uznać, że robimy coś dobrze, potrzebujemy do tego aprobaty kogoś innego – a najlepiej kilku osób. Tak, jakby to inni ludzie nadawali nam wartość. Tak, jakby nasze sukcesy się nie liczyły, jeśli nikt nie patrzy. I jeśli nie mówi, że jest w porządku.

To bzdura. Musimy w końcu zrozumieć, że to my mamy być zadowoleni i dumni. Musimy w końcu nauczyć się doceniać własną wartość i wiedzieć, że nie jesteśmy byle kim. Jesteśmy kimś – sobą i to co robimy, ma znaczenie. Nawet, jeżeli twoja mama mówi, że nie ma.

Czas przestać się uzależniać od zdań innych ludzi i pytania się całego świata o zdanie, bo dopóki sam nie zrozumiesz, że zrobiłeś coś fajnego, to nigdy nie będzie dla ciebie wystarczająco fajne. Proste.

Próbujemy nadgonić za jakimiś wzorcami i wymaganiami, zamiast skupić się na tym, co sprawia nam radość. Patrzymy na siebie za surowo. Bo gdyby ktoś inny zrobił to co my, to w naszych oczach osiągnąłby sukces. Ale że nam się udało, to w takim razie to nie mogło być takie trudne… zwyczajna rzecz, nie? No właśnie, że nie.

Wiecznie szukamy potwierdzenia w innych, że jesteśmy w porządku. Rany boskie, ludzie, powinniśmy sami to wiedzieć!

Powinniśmy patrzeć w lustro i mówić: ale dzisiaj dołożyłem do pieca! Dałem popalić! Jestem z siebie dumny!

Ale tego nie robimy. A szkoda.

Bo co z tego, że ktoś nas akceptuje, skoro my nie akceptujemy siebie?

Zapraszam na mój kanał na YT: KLIK

Napisane przez
Marta Hennig

Jestem Marta, mam 24 lata i próbuję jednocześnie spełniać marzenia, robić swoje i być dorosła, ale to ostatnie nie zawsze mi wychodzi.

Zobacz wszystkie artykuły
Napisane przez Marta Hennig