Zawsze gdzieś tam byliście. Trochę jak cienie. Albo owady, które za wszelką cenę chcą dolecieć do słoika dżemu zostawionego na parapecie. Ja byłam dżemem, wy muchami. Wyłanialiście się za każdym razem, kiedy akurat się potknęłam, coś mi upadło, albo mama wymusiła na mnie założenie totalnie obciachowego, zgniłozielonego golfu. Lubiliście siadać tuż za mną i szepcząc sobie coś na ucho, trącać się łokciami. Wtedy śmianie się ze mnie wydawało się być taką wspaniałą zabawą.

Zawsze wszystko słyszałam.

Wydawało wam się, że jesteście tacy zabawni. Genialni. Że śmiejecie się sprytnie i inteligentnie: tak, żeby mieć z tego jak największą frajdę, jednocześnie nie dając mi znać, że jestem obiektem żartu. Byliście tacy głupi, uważając, że ja tego nie widzę.
Albo może to ja byłam naiwna. Każdego dnia obiecywałam sobie patrząc w lustro, że dzisiaj wreszcie Wam wszystko wygarnę. Że wszystko powiem: wystawię środkowy palec, walnę celną ripostę i wreszcie zakończę to całe gówno, w które mnie wpakowaliście.
I nigdy nie miałam odwagi.
Kiedy tylko zaczynaliście, zwieszałam głowę i gapiłam się na moje dłonie, blade i z widocznymi żyłkami. Do tej pory, kiedy się stresuję, zerkam czasami na skórę na dłoniach, jakby to miało mnie w jakiś sposób odciąć od tego, co się dzieje. Cicho słuchałam komentarzy na swój temat, zaciskając pięści i co chwila zbierając się, żeby się obrócić i powiedzieć Wam, co o Was myślę.
Nigdy nie starczyło mi tupetu. Czasami musiałam zagryzać wargi, bo broda trzęsła się nieubłaganie i czułam, że pieką mnie oczy. To by było jeszcze gorsze – rozpłakać się przy Was. Dać Wam znać, że to wszystko mnie rusza.
Szybko zakładałam słuchawki i bardzo głośno włączałam muzykę.

DLACZEGO AKURAT JA?

Cały czas zadawałam sobie jedno pytanie: DLACZEGO? Dlaczego akurat ja? Co ja takiego zrobiłam? Dlaczego się tak na mnie uwzięliście?
Wszystko co robiłam, według Was robiłam źle. Miałam włosy, które były za gęste. Cerę, która nie wyglądała gładko i wspaniale. Miałam nie tą wagę, nie te ubrania, nie te teksty. Według Was, cała byłam nie taka, jak trzeba.
I tak się czułam.
Czasami łudziłam się, że jak coś zmienię, to całe to piekło się skończy. Ale nieważne jak bardzo się starałam i nieważne, co robiłam, nic się nie zmieniało. Tkwiłam w tym wszystkim i wydawało mi się, że im bardziej próbuję się wyrwać, tym bardziej się zapadam.
Byłam po prostu celem, który sobie obraliście. Wpadłam w gównianą sytuację, w mini-piekiełko jak śliwka w kompot i nie było opcji, żeby się z tego cholernego kompotu uwolnić.
Kiedy czasami przeglądam stare zdjęcia, wszędzie widzę, że miałam to wypisane na twarzy. Widzę czternastoletnią dziewczynę, która uśmiecha się na niby, bo ktoś robi zdjęcie. Widzę dziewczynę, która próbuje się dopasować, próbuje uratować sytuację i nie potrafi. Widzę nastolatkę, którą życie wkopało w coś, czego nie może zrozumieć. I widzę Wasze twarze.
Ze złośliwymi uśmiechami, z okrutnymi spojrzeniami, przy których Królowa Lodu wydaje się być niezwykle miłą istotą.
Tak naprawdę, najgorsza w tym wszystkim była Wasza dwulicowość. Czasami, nagle, postanawialiście być dla mnie mili i wtedy zapalała się we mnie lampka nadziei: może coś się zmieniło? Ale lampka szybko zgasła, kiedy pewnego razu usłyszałam w Waszej rozmowie, że dzisiaj jest dzień dobroci dla zwierząt. Dzień dobroci dla Marty. Niech ma. Dzisiaj jej nie obgadujemy, dzisiaj się z niej nie śmiejemy, dzisiaj jej nie dokuczamy. Niech sobie głupia pomyśli, że w sumie to ją lubimy.
Jak okrutnym trzeba być?

WIELKIE DZIĘKI

I dzisiaj do Was piszę, bo chcę Wam za to wszystko podziękować. Brzmi jak szaleństwo, ale czuję, że przyczyniliście się do tego, kim teraz jestem. I chociaż czasami odczuwam tego gorsze aspekty – jak niepewność czy poczucie niedopasowania – tak jestem pewna, że w sumie odwaliliście całkiem dobrą robotę.
Może gdyby nie Wy i Wasze żarty, nie byłabym teraźniejszą sobą.
Więc dziękuję. Za to, że nauczyliście mnie kilku ważnych rzeczy. Za to, że po tym czasie tłamszenia, teraz nie daję sobą pomiatać. Za to, że nauczona przeszłością, teraz nie milczę, kiedy ktoś mi nie pasuje. Za to, że zrozumiałam, że to nie we mnie jest problem, a w ludziach, którzy się tak zachowują. I że łatwo można to zmienić, wystawiając Wam, całkowicie niekulturalnie, środkowy palec i zmieniając środowisko.
Za to, że swoimi niewidzialnymi kopniakami daliście mi rozpęd. Do działania. Za to, że udowodnienie Wam, że się mylicie i że nie jestem nikim, sprawiło, że rzeczywiście coś mi się w życiu udało. I chyba za to, że jestem w tym miejscu, w którym teraz jestem, bo może gdybym nie dostała kiedyś po tyłku, to byłabym bardziej leniwa.
Dziękuję Wam za wszystkie złe słowa na temat mojego wyglądu. To pozwoliło mi docenić w moim życiu mężczyzn, którym się podobam i szanować ich uczucia. Dzięki za wszystkie szepty, nadawanie mi ksywek, które miały być tajne, a które i tak znałam – bo przez to w końcu nauczyłam się, że nieważne co, ludzie i tak będą gadać, więc trzeba mieć to gdzieś.
Serdecznie i z całego serca dziękuję za to piekło, bo dzięki temu wtedy przyrzekłam sobie, że ja nigdy nikomu takiego piekła nie sprawię. I że będę dobrym człowiekiem.

GŁOWA DO GÓRY

Jeżeli śmieją się z Ciebie – w szkole, w grupie, na podwórku, w pracy – głowa do góry. Połowa z nas przez to przechodzi. A większość czuje się w pewnym momencie źle z samym sobą, ze swoim wyglądem albo ze swoim życiem. Jeżeli ktoś ma problem z tym, jak wyglądasz, co mówisz, albo jaki jesteś – to jest JEGO problem, nie Twój. To on widocznie ma tak nudne życie, że fascynuje go żywot kogoś innego.
Nie martw się tym.
Bo ostatecznie, to Ty wygrywasz. Na końcu. Bo zobaczysz, że nagle okazuje się, że ci wszyscy „zabawni” ludzie gdzieś znikają. Nic im się nie udaje. I naprawdę nie ma się co dziwić, bo jeśli ktoś ma problem z drugim człowiekiem, to największy problem musi mieć z samym sobą.
Najlepszy argument?
Kiedyś dręczono i śmiano się z Demi Lovato, Megan Fox, Mili Kunis, Toma Cruisa, Madonny, Baracka Obamy, Stevena Spielberga, Billa Clintona i Eminema. Czy o nich słyszałeś? Na pewno.
A czy słyszałeś o ludziach, którzy się z nich śmiali? Oczywiście, że nie.
Pewnie teraz plują sobie w brodę.

Przeczytaj także:

  • Ostatnie 5 linijek sprawiło, że uśmiecham się szeroko i wyglądam mniej więcej tak – 😀
    Jedyne, co przychodzi mi do głowy to „Brawo Marta!” 🙂

  • Eryk

    Genialna jesteś! 😉

  • Zaczęłam czytać i byłam pewna, że za chwilę napiszesz, że to przemyęlenia głównej bohaterki „Zjazd absolwentów”. Jeżeli nie widziałaś polecam, w deseń Twojego wpisu. Pozdrawiam.

    • Alexandra Kobus

      Przeczytałam Twój komentarz i z ciekawości obejrzałam film. JEST MEGA! Tym bardziej, że uczę się szwedzkiego. Dzięki za polecenie go! 🙂

  • Zuza Z

    Jak zwykle tekst trafiony w stu procentach 🙂 Marta jesteś genialna. Ostatnie pięć linijek jest świetne. Właśnie brakuje mi słów, żeby opisać co czuję po przeczytaniu tak dobrego tekstu. Brawo!

  • hmm… jak prawdziwie… 🙂

  • Przechodzilam przez to samo. Gimnazjum to bylo moje pieklo. Nienawidzilam go. Na szczescie teraz to juz jest za mna, jestem na swietnych studiach, mam wielu fajnych znajomych i faktycznie juz mam gdzies to, ze komus sie cos nie podoba we mnie. To jego problem, skoro mi to nie przeszkadza. 😉 ponadto dzieki temu stalam sie trwardsza, mam wiecej ambicji i umiem docenic prawdziwa przyjazn i szczery komplement. Codziennie jestem wdzieczna losowi, ze przezylam ten oboz przetrwania, bo szczerze nienawidzilam kazdej chwili, ktora w nim spedzilam i przez to przez pewien czas nienawidzilam siebie. Nadal mam z tym problem, ale jest lepiej.
    Dobrze wiedziec, ze nie tylko ja tak mialam, chociaz nikomu tego nie zycze.

  • Podpisuję się pod Twoim tekstem. Jest bardzo prawdziwy. A puenta mówi wszystko na temat:)

  • „Za to, że swoimi niewidzialnymi kopniakami daliście mi rozpęd. Do działania.”
    Aż mam ochotę te 2 zdania wydrukować i oprawić 🙂

    Peunta również wspaniała!

  • Kasia

    Marta, świetny wpis. Tak mi się wydaje, że dużo ludzi myśli, że są tymi nielicznymi, z których się wyśmiewano. Dzięki za wsparcie tym wpisem i udowodnienie, że tak nie jest 😉

  • Zuza

    Kurczę… poryczałam się. Bo to tak bardzo o mnie. I w sumie takie podziękowanie też powinnam wystosować. Bo jak o tym myślę, to właśnie dużo dało do mojego charakteru. Dużo może niekoniecznie dobrego, ale przyczyniającego się do dobrych efektów. Bo nie mogę nazwać nadmiernej ambicji za stuprocentową zaletę. Ale chęć pokazania, ze mogę jakoś się przydaje. Ale chyba nie jestem jeszcze gotowa na te podziękowania. Muszę to przemyśleć.

    Gratuluję Ci. Na pewno jest Ci lżej. Po napisaniu. A przynajmniej mam taką nadzieję.

  • Dominika

    Marto, rewelacyjny wpis. Bardzo mi pomógł i pozwolił spojrzeć na pewne sprawy z nieco innej perspektywy 🙂

  • Asia

    Też mnie obgadywali ,też byłam szarą myszką. Trochę za gruba, trochę za głupia i jeszcze nie potrafi się odszczekać. Tak było, aż w końcu powiedziałam sobie dość i małymi kroczkami doszłam do tego jaka jestem teraz.
    Pewna siebie,uśmiechnięta,lubię dużo mówić ,kiedy mam o czym i z kim. Prowadzę audycję w radiu, będę świetnym nauczycielem, spełniam się jako człowiek. Kurcze po mimo ,że zakończyłam dwuletni związek mam poczucie ,że przecież jestem inteligentna i na pewno znajdę kiedyś miłość życia.
    Paradoksalnie w pewnym stopniu ukształtowali mnie ludzie, którzy mnie nie lubili. A teraz? Teraz czasem myślę” hmm a co LUDZIE powiedzą” ,jednak odrzucam te myśli.
    Naprawdę szkoda mi trochę tych smutnych ludzi, bo widzę ,że oni stoją w miejscu, nadal obgadują innych ,a ja idę do przodu. 😉

  • Marcelina

    Nie tylko samo wyśmiewanie się i dokuczanie, nigdy tego nie robiłam, ale jak ktoś nie reaguje-a jest świadkiem- to też jest współwinny. Ja kiedyś byłam współwinna, nie reagowałam i miałam za mało charakteru żeby się postawić i też stanąć w obronie słabszego. Teraz to widać po czasie, ale czasu już nie cofniesz 😉 Ale może dzięki temu ta osoba nie jest teraz wcale taka słaba 😉

  • Brzmi dokładnie jak piekło mojej podstawówki. I potwierdzam – nadało mi to niezłego rozpędu, do dzisiaj się nie zatrzymałam i jeszcze długo nie zamierzam 😉
    Najlepszym komentarzem muzycznym do tego typu sytuacji jest Fighter Christiny Aguilery 🙂

    • Paula

      Od siebie dodam jeszcze Beautiful, również Aguilery 😉

  • Dziękuję, Marto! Tak, masz rację. I wiesz co? Nie tylko teraz jesteś wspaniała, wtedy też byłaś!
    Bardzo długo zajęło mi pogodzenie się z przeszłością i nie tylko mówienie o sobie: jestem piękna, inteligentna, staram się być dobra, mam przed sobą przyszłość, jestem oryginalna i wyjątkowa, ale także mówienie w formie przeszłej: wtedy byłam piękna, wtedy byłam byłam wyjątkowa i jedyna w swoim rodzaju. Wtedy nie byłam gorsza i nie było podstaw się ze mnie śmiać.

    A śmiejącym się przebaczyłam. Wielkodusznie.

  • Moje piekło końcówki podstawówki i całego gimnazjum. Dużo czasu minęło, zanim przestałam czuć strach mijając stałe miejsca przesiadywania moich prześladowców.
    Ale chyba też powinnam im podziękować. Dzięki nim przestałam się przejmować i wierzyć, że wszyscy muszą mnie lubić. Zamiast tego, robię to co chcę i idę cięgle do przodu.

  • Ja natomiast mam wrażenie, że z mojego prywatnego piekła nie potrafię się uwolnić. Wiem, że masz rację. Czuję dokładnie to samo, chcąc im powiedzieć co o nich myślę i o ich zachowaniu, ale zazwyczaj brakuje mi odwagi i pewności siebie, choć i tak jest już zdecydowanie lepiej niż było. Teraz przynajmniej nie dołuję się po każdym słowie. Pracuję nad swoją pewnością siebie i dostrzegam w sobie coraz większy tupet. Całe szczęście 🙂

  • Perfecto 😉

  • Wszystkie osoby, które tak robią lub robiły powinny ten tekst przeczytać. Trzymam kciuki za ludzi, którzy są tym pokrzywdzeni i również za budowę ich silniejszego charakteru. Dołączam do grona tych wyśmianych. Było ciężko ale tyłek twardszy. Co nas nie zabije to wzmocni! Dzięki Marta za ten tekst.

    • meg

      Ja myślę, że każda z nas była po obydwóch stronach barykady.

  • Monika Gintrowska

    Ja bym im nie dziękowała, bo jeszcze taki przeczyta i pomyśli „Tyle miałem frajdy z nabijania się z niej, a teraz jeszcze się okazuje, że nawet jej tym pomogłem. Ale jestem super!” Byłabym dumna po prostu z siebie, że to wszystko przetrwałam i potrafiłam obrócić na swoje. Bo ile jest ludzi, którzy nie dali sobie rady, kiedy się nad nimi znęcano i uwierzyli, że jest coś z nimi nie tak.

    • disqus_2x1MC8XWLR

      Dokładnie tak. Ja mając wciąż żywo w pamięci podobne zdarzenia nie podziękuję okrutnikom. Z szacunku do siebie 🙂 Oczywiście nie mówię, że dziękowanie im jest oznaką braku szacunku do siebie, może Ty Marto inaczej to postrzegasz. Niemniej jednak ja nie mogłabym. Nie po tym wszystkim… Wiem, ile mnie to kosztowało. Do tej pory zmagam się ze skutkami. I wiem, czuje, że naprawdę niewiele brakowało, abym nie dała sobie z tym rady. Byłam już na granicy. PS Tak juz bywa, że na ofiary wybiera się dobre, życzliwe i spokojne osoby 🙁 PPS Powiadają – świat jest piękny! Dostrzegaj pozytywy! Staraj się! Wszystko jest możliwe! Twoje życie jest w Twoich rękach (czyt. wszystko zależy od Ciebie). A to wcale nie prawda. Ogrom rzeczy w tym świecie nie podoba mi się!

  • Wspaniały wpis. Pozwala spojrzeć na to, co było pod zupełnie innym kątem. A przez takich ludzi wyjechałam na drugi koniec kraju, dla pewności, że ich więcej nie spotkam.
    Końcowe akapity – majstersztyk! 😉

  • Ja im dziękuję za mój charakter, poważnie dziękuję, bo o takiej sile psychicznej jako 10-letnie dziecko nigdy nie marzyłam a jednak to dostałam:) A teraz? Czuję, że mogę góry przenosić. I to dzięki ludziom, którzy nie życzyli mi dobrze, a tu taki psikus ;-))

    • disqus_2x1MC8XWLR

      Nie dostałaś. Sama wypracowałaś pewne umiejętności pod wpływem nieprzyjaznych okoliczności.

  • Cieszę się, że o tym napisałaś…
    Sama mam podobne doświadczenia i tak, masz rację, mimo wszystko można wziąć z tego coś pozytywnego dla siebie, wykorzystać „kopniaka” do nabrania życiowego rozpędu.
    Uściski,

    M.

  • Anna B.

    Ciekawy wpis.
    Ciekawy z tego względu, że z całą pewnością ogromna liczba osób może się pod nim podpisać:)

    Też bym mogła. Jak patrzę na swoje dzieciństwo, czas dojrzewania, widzę, że często tak właśnie się czułam. Z pewnych względów, głównie światopoglądowych, byłam odstawiona przez równieśników na boczny tor.
    Dzisiaj jednak widzę, że to tylko pomogło mi ukształtować mój charakter. Pozwoliło zauważyć, jak Tobie, że tak naprawdę problemem nie byłam ja, a podejście do życia tych ludzi.

    Ważne jednak, żeby nie nosić w sobie urazy do takich ludzi, którzy nami często pomiatali… W końcu to i tak my wygraliśmy 😉 Czas o nich zapomnieć.

    ___
    mandarynkizmlekiem.wordpress.com

  • To wspaniale że odnalazłaś w tym wszystkim siłę.
    Niesamowite jest to, że sobie z tym poradziłaś. Byłam w podobnej sytuacji i mam podobne doświadczenie na ten temat.
    Bez tego wszystkiego nie byłabym tym kim jestem.

  • Dziękuję 🙂 Osobiście sama się czesto czuję niedopasowana i nie na miejscu. Czasami mnie to dobija, ale staram się nie poddawać i walczyć z tymi złymi emocjami. Próbuję spojrzeć na to wszystko pozytywnie i kto wie? Może za parę lat okaże się, że jednak lepiej było być tym innym, niż takim samym jak wszyscy.

  • meg

    Pamiętam, że jak pojechałam na obóz nad morzem jako nastolatka to grupa tępych dziewuch znalazła sobie mnie jako świetny materiał do obgadywania i wyśmiewania. Nie było mi miło ale też nic z tym nie zrobiłam w sumie nie wiem czemu. Strach, że będzie gorzej albo po prostu miałam to gdzieś? Chyba ta pierwsza opcja wchodziły w grę bo właściwie to miałam to gdzieś :)Ich powód okazał się trywialny. Znały dziewczynę, która według nich była „głupia”, a która była bardzo podobna do mnie. Teraz to mi ich żal… ale wiem, że i ja sama nie byłam aniołkiem, że wyśmiewałam po kryjomu, obgadywałam, cieszyłam się z czyiś porażek i gdybym mogła to bym przeprosiła te osoby, jeżeli chowają urazę i wciąż to pamiętają. Ale pamiętam też, że i ja byłam kozłem ofiarnym grupki „przyjaciółek”, które udawały miłe a jak odchodziłam obgadywały mnie. I wiecie co? Pomogło mi to 🙂 Pomogło mi zrozumieć, że nie potrzebuję nikogo takiego. Odcięłam się całkowicie od fałszywych ludzi, którzy wciągają w to bagno innych. Zaczęłam doceniać ludzi, cieszyć się z ich sukcesów a gdy ktoś mnie bardzo irytuje szukać w nich dobrych rzeczy. To bardzo pomaga. A jak ktoś żyje nieszczęściem innych i ich wyborami to już nie mój problem.

  • Osobiście nigdy tego nie doświadczyłam, być może nie słuchałam. Prawdopodobnie są osoby, które mnie obgadują, mam do tego warunki, ale jakoś nigdy specjalnie mnie to nie interesowało. Nawet jeśli słyszę jakieś niekoniecznie miłe komentarze to nie umiem się tym szczególnie przejmować. Może dlatego we mnie nie celują, wiedzą, że mam twardy pancerz. Wiem, jestem do dupy w byciu nastolatką. Ale wiem, że wiele osób nawet ćwierć tego co opisałaś boli bardzo mocno, wiem jak łatwo im uwierzyć w to, że nic nie znaczą. I nie obchodzi mnie czy to zazdrość, bezstresowe wychowanie, rodzic za granicą czy problemy młodości. Tak się po prostu kurde nie robi. Pozdr,

  • Świetnie że napisałaś taki tekst 🙂 a jeszcze lepiej, że zwróciłaś uwagę na to, że większość osób które w dzisiejszych czasach uważamy za „znane” czy „sławne” w przeszłości nie do końca potrafiły się wpasować do swoich grup rówieśniczych. Podnosi na duchu, zdecydowanie 🙂

  • Anna Bejrowska

    Idealny wpis dla większości ludzi po gimnazjum. To najgorszy czas dla wszystkich. Brak akceptacji i wyśmiewanie inności jest na początku dziennym.
    Gnębiono mnie psychicznie w gimnazjum i do dzisiaj się z tego leczę. Zanikł mi okres na dwa lata i z tego powodu jestem na hormonach od 16 roku życia a wizyta u ginekologa co 3 miesiące jest standardem. Ile wydałam na leki? Nie policzę ale spokojnie 1000 zł. Za to nie jestem w stanie podziękować.
    Wiem jedno i z tym się u Ciebie zgodzę – nikomu takiego piekła zrobić nie chciałam. Ale zrobiłam kiedyś. Człowiek mądry po szkodzie? Nie sądzę. Nienawiść do tamtych ludzi spowodowała, że chciałam się zemścić na bogu winnej osobie. Teraz mamy dobry kontakt i życzymy sobie wszystkiego dobrego, ale czasem nadal zżerają mnie wyrzuty sumienia. Jedno mnie różni od moich prześladowców: właśnie sumienie. I Bogu dzięki.

  • Madzia Migoń

    Świetny tekst. Trafiłaś w sedno i w moje obecne myśli po piekle jakie też przeszłam (uwierz że było 10 razy gorsze od Twojego). Teraz zmieniłam myślenie, teraz jestem dzięki takim osobom silniejsza i wiem, że nic mnie nie złamie. Można by rzec, że dzięki szykanom i udrękom każdy kto to przejdzie stanie się Supermanem lub Superwoman. Teraz po latach wiem, że te ciągłe obgadywanie było tylko dlatego, że wyprzedzałam ich o kilka kroków i jedyne co widzieli przed sobą to moje 4 litery, a to co im zostało to mi je obgadać. Kiedyś to bardzo bolało, teraz daje mi satysfakcję, że robię coś dobrze, a oni z zazdrości plotą 5 po 5. Każdemu kto przeszedł przez piekło (duże, małe, ogromne) lub jest w trakcie jego przechodzenia jedno wielkie „Powodzenia i nie daj się; pokaż na co cię stać i udowodnij sobie, nie innym, że nie jesteś zerem” 🙂

  • Chyba każdy w gimnazjum miał swoje przejścia. Pamiętam, że byłam wtedy strasznym pokemonem, ale wtedy, jakby ktoś się ze mnie śmiał, byłabym dumna z siebie, że jestem taka „inna”. Przy okazji w tamtym czasie ludzie myśleli, że jestem les 😛 Teraz się śmieję sama z siebie ; ) Dobrze, że dałaś radę! Tak trzymaj! I pamiętaj, że nikomu nic nie musisz udowadniać, ważne, że dla siebie jesteś kimś wartościowym. Nikt nie może nikim pomiatać

  • Miaau

    Nie jestem pewna co o tym myślę. Czasami przychodzi mi do głowy pewne pytanie: „gdybym mogła cofnąć czas.. zrobiłabym to?” I do tej pory nie umiem na nie jednoznacznie odpowiedzieć. Wszystko co przeżyłam w jakiś sposób mnie ukształtowało. Wydaje mi się że teraz lepiej radzę sobie z problemami. Potrafię komuś odmówić, sprzeciwić się. Ale nigdy nie podziękowałabym tym osobom za to, jakie piekło mi wyrządzili. Wręcz przeciwnie, chcę wierzyć że istnieje karma i dostaną od życia to na co zasługują.

  • Tez pomyslalam, dlaczego im dziekujesz … Niestety z ludzmi bywa tak, ze teraz pewnie nawet nie zdaja sobie sprawy, ze wlasnie o nich piszesz. Taka bolesna prawda. najwazniejsze jednak ze dajesz nnadzieje innym. To bardzo wazne. Pozdrawiam!

  • W życiu nie chciałbym przejść przez to, przez co ty przeszłaś. Pomogłaś wielu zakłopotanym tym wpisem, bez wątpienia. Dobrze, że jesteś silna!

  • Z czasem, gdy człowiek dojrzewa, takie rzeczy już nie ruszają (bo ludzie zawsze obgadują, wyśmiewają, hejtują i robią to nawet w „dorosłym życiu”). Im wcześniej dojrzeje się do tego, by zrozumieć gdzie tkwi prawdziwy problem – nie w nas, a właśnie w tych ludziach – tym lepiej będzie nam się żyło. Co do dziękowania im – mówią, że każdy człowiek w naszym życiu pojawia się po to, by czegoś nas nauczyć 🙂 w Twoim przypadku lekcja nie poszła na marne. Tak trzymać 🙂

  • xyz

    Świetne, ja też czasami przechodzę przez to samo , ale teraz wiem , że można wygrać , zwyciężyć z takimi ludźmi . Najważniejsze to głowa do góry i wiara w siebie . To dwie podstawowe rzeczy , bo jeśli nie zaczniesz w siebie wierzyć nie będziesz żyć , Ja praktycznie doświadczam tego codziennie , nie jestem zbyt otwarta , pozytywnie nastawiona do życia . Przez to wszystko nauczyłam się , że nie warto nikomu ufać , bo nawet najwierniejszy przyjaciel może Cię zdradzić i przejść na drugą stronę.

  • Asia

    No i ładnie, dobry tekst, taki kop fajny.
    Ja już się nie przejmuję aż tak tym wszystkim, obgadywaniem, patrzeniem-mierzeniem, chociaż to też często boli. Ale głowa to góry i idziemy dalej! Szkoda tylko, że nie doszłam do tego jak byłam w podstawówce, albo chociaż w liceum 😉 Człowiek za późno dochodzi do tego wniosku, więc motywacyjnych kopów w postaci takiego gadania nigdy dość.
    pozdrawiam

  • Gratuluję! Wiedz, że nie tylko Ty tak miałaś 🙂
    „tą wagę” – literówka? 🙂

  • maryy

    Co więcej – wszyscy z tych, którzy się nabijają, mają swoje kompleksy, chowane skrupulatnie pod maskami prześmiewców. Trochę to poradnikowe, ale zgadzam się w stu procentach – problem nie jest we mnie, tylko w zachowaniu innych ludzi. A nie zawsze mamy na to wpływ. Trzeba odpuścić sobie, odpuścić im i robić najlepiej, to co się umie. Tak jak Marta pisząca bloga 😀 Pozdrawiam!

  • Gosia T

    Ze mnie się teraz śmieją, wyzywają, obgadują, komentują wszystko co zrobię. A jak osiągnę jakiś większy sukces udają przyjaciół tych dobrych. Jedną z tych osób jest dziewczyna, którą uważam za przyjaciółkę. Póki jest dobrze, ma z tego korzyści to jest dobrze, jest moją przyjaciółką, ale jak jej coś odmówię, zrobię coś nie tak to ona jest pierwsza, żeby mnie wyśmiać. Ja już nie mam do tego siły. To mnie przerasta.

  • Ja również przez pewien czas byłam obiektem kpin. Dokładnie to była pierwsza klasa gimnazjum. Moi „oprawcy” dokuczali mi jedynie na języku angielskim. Pamiętam, jak przykleili mi gumę do żucia do włosów. Postanowiłam ich ignorować i… Przestali. Dziś są na dnie. Chodzą zaćpani po mieście, zostali wyrzuceni ze szkół, do których poszli, ludzie unikają ich jak ognia. Coś w tym jest, nie? 🙂

  • Inna

    wiem wiem, to kamień milowy w poczuciu własnej wartości i wasalnego ja. bo są dwa wyjścia. Albo się znajdzie własne ja i poczucie wartosci, albo pozwoli się gnoić i będzie marionetką…

  • Róża Wiatrów

    Cieszę się, że napisałaś o tym post, ponieważ sama mam (a może miałam?) podobny problem. Jakiś czas temu byłam obiektem kpin i choć wtedy miałam to gdzieś, to z czasem stawało się to o wiele gorsze, bo choć od sytuacji, która fale krytyki wywołała minęły już 3 lata, nadal spotykam na sobie nienawistne spojrzenia i słyszę za sobą ciche szepty. Dziwi mnie, że ludzie jeszcze o tym nie zapomnieli, że nie mają nic lepszego w życiu i że nic bardziej spektakularnego się najwidoczniej nie trafiło skoro po takim czasie nadal o tym pamiętają. Mimo wszystko radzę sobie z tym już o wiele lepiej i myślę, że jestem na ostatniej prostej by naprawdę się od tego uwolnić i mieć ich wszystkich – za przeproszeniem – w dupie 😉

  • TheUnlike

    Boże, jakbym czytała o sobie. W gimnazjum byłam strasznie przerażona i zakompleksiona. Wyśmiewali się z moich kręconych, spuszonych włosów, z sylwetki, z tego, że nosiłam sweterki kupowane przez mamę i plecak zamiast torby. Czułam się najbardziej zgnębionym człowiekiem świata i do dziś budzi się we mnie niepewność na tamto wspomnienie. Ale wiem, że ci sami ludzie dziś by mnie nie poznali. Dziś mam świetne, chwalone przez ludzi włosy, chodzę na siłownię, z wiekiem rozwinęła mi się kobieca sylwetka. Dalej noszę się „dorośle” i ponad wiek, ale tak lubię, czuję się dobrze w elegancji i nikt mi tego nie wytyka, ba chłopak zawsze powtarza, że lubi tą moją elegancję i kobiecość. Kończę magistra z dwóch kierunków, jadę na erasmusa. To podłe, ale czasem, gdy potrzebuje upewnić się, że to ja wygrałam – przeglądam ich fb i widzę ludzi na płatnych studiach albo całkowicie bez studiów, ludzi, którzy już mają dzieci, a jeszcze parę lat temu odgrażali się, że zrobią wielką karierę i nie rodzina im w głowię. I czuję się gdzieś tam wygrana, głównie dlatego, że jestem dziś szczęśliwa. Jestem dumna z siebie, świadoma ile dałam z siebie, aby dotrzeć do tego punktu i już nikt mi tego nie odbierze. Nie wiem czy oni są szczęśliwi ze swoim życiem. Nie obchodzi mnie to, są demonami przeszłości, których już nigdy nie chciałabym spotkać. Ale gdyby nie oni, zapewne nawet nie byłabym świadoma jak ogromną pracę wykonałam po drodze. Więć gdyby dziś stanęli na przeciwko mnie z radością opowiedziałabym im co u mnie słychać i jak świetnie poukładałam sobie życie.

  • Natalia

    Świetnie.! Koniec jest najlepszy!

  • Maria Antonina

    Marta, jesteś niesamowita.

  • Skąd ja to znam? Od wyjazdu z Polski zmieniłam się o 180 stopni i kiedy ostatni raz byłam w moim rodzinnym mieście, to zobaczyłam tych, którzy mi w tej podstawówce docinali jak mało komu, a teraz dwie dziewczyny z mojego rocznika (’96) mają dzieci… Dwuletnie, a tak się zarzekały, że zrobią kariery po szkole, a ja wyląduję na zasiłku (trzy lata pod rząd byłam zagrożona). Trzy inne żyją od imprezy do imprezy, byłe przedryfować przez szkołę i przez życie. Jedna jest uzależniona. Jeden chłopak wylądował na odwyku narkotykowym, kolejny się powiesił… Oni wszyscy mi w szkole dokuczali. Że strój nie ten, że przedpotopowy sprzęt sportowy, że plecak za pięć złotych… Z tym, że teraz to ja jadę na studia, chwytam się różnych zajęć już od piętnastego roku życia i mam w związku z tym niezłe CV, mam faceta, który nie dość, że mnie fajnie traktuje i jest przystojny, to jeszcze zabiera na wycieczki swoim motocyklem, i to teraz ja mam lepsze ciuchy, sprzęt itp., na które sama zarabiam, niż oni. Teraz, gdybym ich wszystkich zobaczyła i dalej by kozaczyli, to bym na nich spojrzała i powiedziała „z czym do ludzi?”.

  • Angel M

    Wiem, że to post sprzed paru miesięcy, ale co mi tam. Jestem tu od dwóch dni, mogę. 😀
    Czytam ten tekst i widzę przed oczami swoją własną przeszłość. Ludzi, którzy sprawili mi takie piekło, że jego echa dalej się odbijają w mojej głowie. Przyjaciółkę, która przez trzy lata udawała przyjaciółkę i była główną prowodyrką tamtych wydarzeń. Gdy o tym myślę, nadal mam łzy w oczach, mimo, że minęło prawie 5 lat od tamtego czasu. Przez nich pakiet moich kompleksów się powiększył, dali mi do zrozumienia, że jestem nikim, śmieciem, zwierzyną łowną, w którą można rzucać papierkami, albo śledzić w drodze do domu i rzucać za nią petardami, bo to takie zabawne, przecież to to nic nie czuje. Nauczyciele zostali powiadomieni, ale bardziej się zajęli okazaniem zdumienia samym faktem, że byłam prześladowana – w końcu to normalne, że dziecko zawsze siedzi samo, zahukane, z wiecznie pustym spojrzeniem. Najlepsze, że to mnie próbowano wysłać do psychologa szkolnego – narażając mnie w ten sposób na jeszcze większe potępienie („ona chodzi leczyć się do psychola!”) i sugerując mi w ten sposób, że to mnie powinno się leczyć, nie ich.
    Cóż, tamte dni minęły, ja stałam się lepszą, silniejszą sobą, dbającą o siebie i swój rozwój psychiczny, bardziej świadomą tego, co się wokół mnie dzieje.
    Do dziś czuję do tych ludzi żal, ale i pewien rodzaj satysfakcji, gdy widząc mnie, schodzą na drugą stronę ulicy, albo odwracają wzrok, udając, że mnie nie widzą. To chyba znak, że jest im wstyd. Z drugiej strony, mnóstwo osób mających ze mną do czynienia wtedy, dziś mnie nie poznaje.
    Twój tekst pomógł mi troszkę pogodzić się ze wspomnieniami z tamtego okresu, gdyż dał mi coś do myślenia – faktycznie, gdyby nie oni, nadal byłabym tym biednym dziewczątkiem skazanym na ostracyzm, nie potrafiącym nic ze sobą zrobić! Co prawda, nadal mam mnóstwo kompleksów, ale dzięki tym wszystkim ludziom dostałam kopa, by stawać się lepsza!
    Dziękuję wam, wy wszyscy, którzy sprawiliście mi to piekło, które musiałam przejść. Ja też nigdy nikomu go nie sprawię, bo wiem, jak to jest być tym kozłem ofiarnym. I będę parła przed siebie, jak najdalej od was, jak najbliżej samoakceptacji.
    Tobie też dziękuję, Marto za Twój blog – czytam go od tak niedawna, a już mi pomaga 🙂 Podpisuję się nogami i rękami pod Twoim listem. Zostaję tu na dłużej!

    PS. Ależ się rozpisałam.. Przepraszam za to, musiałam z siebie wylać te słowa.

  • Ooo, napisałam coś podobnego u siebie, ale trochę pod innym kątem. Ten list jest w wielkim stylu. Podpisuję się pod nim rękami i nogami. Byłam w podobnej sytuacji w podstawówce i w gimnazjum… Tulę Cię wirtualnie i gratuluję przekucia tego całego żalu i poczucia osamotnienia w sukces i radość życia. :))

    A to mój post: http://pyszczucha.blogspot.com/2015/08/umiaam-poczekac-teraz-jestem-z-siebie.html

  • Marta, dziękuję Ci za ten wpis. Popłakałam się ze wzruszenia czytając go. Czułam się tak jakbym czytała własną historię. Do dzisiaj nie wiem czym sobie zasłużyłam na obelgi tych wszystkich ludzi, którzy mi dokuczali. Ale dali mi takiego samego kopa do działania jak Tobie. Sprawili, że dzisiaj jestem tu gdzie jestem i czuję się z tego powodu dumna. Jeszcze raz dzięki! 🙂