Aśka zakochała się od razu i po same uszy, a nawet czubek skręconej, rudej grzywki. Wpadła jak śliwka w kompot albo kot w pudełko. Głęboko, nieodwołalnie i bez żadnej szansy na dobrowolne wyjście. Oczywiście, od razu dała mu serce na tacy, a tuż za nim – swoje marzenia.

Bo widzicie, jak już była miłość, to na samą Aśkę zabrakło już czasu.

To była jedna z tych romantycznych miłosnych historii, których wszyscy zazdroszczą. Tych z powolnymi spacerami, długimi pocałunkami i spojrzeniami w towarzystwie, mówiącymi, że cały świat mógłby dla nich nie istnieć.

Oprócz jednego małego szczegółu.

ZAPOMNIEĆ O SOBIE

Miłość tak bardzo pochłaniała Aśkę, że w jakiś dziwny, niezrozumiały sposób zapomniała o wszystkim innym. Najpierw przecież były podchody, potem randki, a następnie poważny związek, taki z trzymaniem się za ręce, wielkimi, wspólnymi marzeniami i innymi bajerami. Nic dziwnego, że plany związane z przyszłą karierą czy szukaniem odpowiedniego miejsca na ziemi przez podróżowanie po świecie poszły w las. Albo przynajmniej do szafy. Aśka upchnęła je w kąt, schowała i zapomniała o nic tak, jak zapomina się o brzydkim swetrze, którego i tak się nie nosi, albo złotówce pozostawionej w kieszeni zimowej kurtki.

Przecież żyła miłością. Tu i teraz.

I ODDAĆ SIEBIE

Czasami Aśka czuła ukucie serca, kiedy widziała gdzieś zdjęcia ludzi z podróży po świecie, ale szybko je uciszała innymi myślami. On wracał zadowolony z pracy, z sukcesami, kolejnym krokiem wyżej na drabinie awansów. Marzył o dostaniu się na szczyt i przejęciu firmy. Z pasją przy schabowym i ziemniakach opowiadał o kolejnych planach i celach do osiągnięcia. Chodził po domu dumny jak paw i tylko czasami wspominał o tym, że Aśka coś jakoś mało do niego gada.
A Aśka po prostu nie miała o czym mówić.
Kiedy bąknął coś o wyjeździe na wakacje, w oczach dziewczyny zapaliły się lampki, prawie tak jasne i kolorowe, jak te na bożonarodzeniowej choince. Już w głowie układała plan. Egipt, Stany, Tajlandia i Hiszpania, chciała odkryć je wszystkie i zastanawiała się, gdzie pojadą najpierw. Mina jej zrzedła, kiedy ukochany powiedział, że owszem, wakacje będą, ale w pensjonacie pod Zakopanem, bo tam ma taniej, zniżka z pracy. Próbowała go przekonać, tłumaczyła machając rękami i emocjonując się podróżą dookoła świata, ale usłyszała tylko:
– oszalałaś? Nie mamy na to czasu, muszę wracać do pracy!

ROSNĄCY ŻAL

Po jakimś czasie Aśka znów trafiła na zdjęcia z podróży i tym razem pozwoliła, by gorycz wypełniła serce. Gdzie ten chiński mur, który miała zobaczyć? Gdzie ta szalona fotka pod wieżą Eiffla, którą obiecała sobie strzelić? Z sekundy na sekundę czuła coraz większy żal, który tym razem, o dziwo, nie chciał zniknąć. Przy kolejnej tyradzie o sukcesach w firmie podczas obiadu, trzasnęła miską z buraczkami i rzuciła w niego kiszonym ogórkiem. Zdziwiony, spojrzał na nią, zastygając z widelcem w połowie drogi do ust.
I wtedy Aśka wybuchła i zaczęła mówić.
Że ona miała plany na życie. Miała marzenia, chciała wyjechać, zwiedzić świat, poznać setkę języków i napisać książkę jak Cejrowski albo Pawlikowska. Miała jeździć na osłach, podziwiać skaczące górskie kozy i łapać za mocną opaleniznę w miejscu, która na pewno nie było Polską, a tym bardziej pensjonatem pod Zakopanem. Chciała podróży, przygody i wiecznego powiewu ekscytacji i nowości. A zamiast tego dostała kanapę do siedzenia, gary do zmywania i partnera, który jako jedyny w domu spełniał się w stu procentach. I kiedy zaczerpnęła oddechu, żeby już już powiedzieć o tym, jak beznadziejnie się czuje i jak nienawidzi swojego życia, jej chłopak powiedział bardzo ważne zdanie.
– Nic mi o tym nie mówiłaś.
I Aśkę zatkało. Bo widzicie, miał rację.

BOLĄCA PRAWDA

Aśka sama się poświęciła, odgrywając męczennicę. Porzuciła wszystkie marzenia i plany po to, by całkowicie poświęcić się miłości. Przestała być sobą, bo ważniejsze dla niej było to, żeby pamiętać o nim. A to się nigdy dobrze nie kończy.
Nie zrozumcie mnie źle.
Jeżeli kogoś kochasz, największym prezentem, jakim możesz go obdarować, jesteś ty. Ale ty cały – razem z marzeniami, które chcesz spełniać i celami, które chciałbyś odhaczyć.
Kiedy się poznajecie i zakochujecie, obydwoje macie jakieś marzenia, które sprawiają, że wasze policzki nabierają rumieńców. Rezygnowanie z nich tylko po to, by poświęcić się drugiej osobie mija się z celem, bo nikt w takim układzie nie będzie szczęśliwy. Ty zabierasz partnerowi jego ukochaną osobę z pasją i podmieniasz na zombie, któremu nie chce się ruszyć z domu, a on budzi w tobie gorycz i żal, chociaż naprawdę nic złego nie zrobił.
Miłość to kompromis. Prawda. Ale miłość i związek to też pamiętanie o sobie samym. O tym, że jesteś też odrębnym człowiekiem, a nie jakąś jemiołą, która musi obrastać drzewo, żeby żyć.
Bo jak masz kochać kogoś innego i pragnąć jego szczęścia, skoro nie potrafisz zadbać o swoje?
Total
198
Shares
  • Natalia .

    Szkoda, że nie wspomniałaś o tym, że owszem miłość to także niezapominanie o swoich przyjaciołach. Serio, zgadzam się z wszystkim co tutaj napisałaś, w 100%. Chociaż nigdy nie byłam zakochana. Albo nie, byłam, ale bez wzajemności. Nie poznałam tego czegoś, czym jest miłość. Ale..wiem, że gdybym była zakochana nie zapomniałabym o przyjaciołach.
    Mam 3 przyjaciółki. Czyli jest nas 4. Od zawsze, odkąd skończyłyśmy 5 lat i wylądowałyśmy w sali pełnej obcych nam dzieci. Teraz mamy 23 lata. One trzy mają chłopaków..i nigdy bym nie powiedziała, że po 18 latach znajomości one mogą zapomnieć, że się przyjaźniłyśmy.
    Także, miłość to owszem potrzeby drugiej osoby i swoje, ale to nie powinna być przeszkoda,żeby odciąć się od innych ludzi, czyż nie?

  • MR

    A ja nie wierzę w miłość i chyba nie uwierzę dopóki mnie nie spotka, mimo bycia świadkiem kilku udanych związków. Także dużo moich koleżanek ma wielki hmm nie wiem jak to inaczej ująć niż jak „ból tyłka”, że w ich życiu nie pojawił się ten jeden jedyny, a mnie to ani nie ziębi, ani nie grzeje. Pojawi się spoko, nie to jeszcze lepiej. 🙂
    Dziękuję za wpis, bo jest bardzo mądry.
    Gdzieś przeczytałam bardzo mądre zdanie, z którym się zgadzam w 100% mimo tego że miłość uważam za nierzeczywistą bajkę. „Jeśli chcesz kogoś szczerze pokochać, najpierw musisz pokochać samą siebie.”
    Pozdrawiam,
    M.

  • Żaneta Naurecka

    Marta! Ten post spadł mi z nieba w idealnym momencie. Jestem teraz w związku, niby szczęśliwym, nie ma co narzekać, facet się stara, ALE gdy sie poznaliśmy byłam podróżniczką. Na stopa jeździłam po świecie i kochałam siebie. Miałam marzenia, takie jak Aśka. z dnia na dzień oddawałam siebie bardziej. niedawno dotarło do mnie że stara Żaneta nie żyje. został leń kanapowy, który usługuje swojemu facetowi. On co prawda kochany i się odwdzięcza, ale to nie jest to czego pragnę. Często mam humorki, nie radzę sobie z nimi. Chcę podróży, chcę spełniać marzenia, pływać z delfinami, jeździć na wielbłądzie i palić cygara na Kubie. CHCĘ ŻYĆ!! A facet? Jemu dobrze tak jak jest, a to nie ma kasy na podróże, a to to, a to siamto.. Mogę jechać sama, owszem, ale chcę uczynić moje życie podróżą, a niestety z moim lubym to niemożliwe, ciągłe obiecanki słysze ale jak byliśmy w miejscu tak jesteśmy. Czasami sama nie wiem czego chcę, czy chcę z nim być. Narazie dałam nam szansę i dzięki Tobie za tydzień wyjeżdżam z przyjaciółką do Francji! JA TU TEŻ SIĘ LICZĘ!!! On nie ma oporów żeby się realiować 🙂 Marta, wielkie, przeogromne dzięki 🙂

  • Wiola Starczewska

    Hej Marta, bardzo interesujący tekst, na początku czytałam trochę ze zdumieniem, bo wątpię, żeby w dzisiejszych czasach istniała jeszcze taka Aśka od kotletów schabowych, ale zamieniasz tą historię w ciekawą puentę.

    Osobiście nie jestem w związku, chyba przez te podróże właśnie. Przez ostatnie lata wyjeżdżałam za przygodą dużo, często i daleko (Brazylia na przykład). Wiem, że nie muszę wybierać pomiędzy miłością a sobą, ale chyba trudno znaleźć mężczyznę, który myślałby podobnie.