Młody idzie naprzeciw mnie. Buja barkami jak rasowy facet. Prawa. Lewa. Prawa. Lewa. Ręce schowane w kieszeniach skóry, którą pożyczył chyba od starszego brata, bo wisi na nim jak worek ziemniaków na wychudzonym i kurduplowatym strachu na wróble. Nagle staje. Podnosi wzrok i spogląda na mnie, po czym wyciąga fajkę – tą najgrubszą, najmocniejszą – i wkłada sobie do ust. Odpala, zaciąga się, wydycha. Widzi, że go obserwuję.

– Ale pizga, nie? – mówi, przybliżając znów fajkę do ust – a ty czego się gapisz?
Młody ma jakieś dziewięć lat.


Już słyszę te komentarze.

O tym, że w dzisiejszych czasach młodym się w tyłkach poprzewracało. Że za naszych czasów było inaczej, bo latało się po dworze i bawiło w piaskownicy. Że kiedyś było lepiej, a teraz otacza nas patologia i społeczne gnicie. O tym, że świat  się kompletnie zmienił.
Tylko wiecie co? Nieprawda.

TYLKO CI SIĘ WYDAJE

Odkrycie stulecia: świat był zawsze taki sam. Albo inaczej: ludzie byli zawsze tacy sami.
Zawsze znaleźli się jacyś młodzi, którzy cichaczem popalali papierosy w ogródku za podstawówką, rozmawiając o ostatniej kartkówce z tabliczki mnożenia. Przez lata pełno było nastoletnich matek, które do końca nie ogarnęły jeszcze swoich hormonów, a już wchodziły ekspresowo w stan błogosławiony. Politycy zawsze kłamali i w większości lecieli na kasę i władzę. Pisarze – podobnie jak teraz blogerzy – chcieli być czytani.
Kompletnie nic się nie zmieniło.
To nie jest tak, że równo po Sylwestrze ’99/’00 w ziemię walnął meteoryt i kompletnie zmienił całą ludzkość. Albo jeszcze lepiej: że internet sprawił, że jesteśmy kompletnie inni, bo jak nie ma na co zwalać, to zwala się na sieć. Mimo, że nic się nie zmieniło: zawsze lubiliśmy obgadywać. Często za „wszystkiego najlepszego” kryło się „wszystkiego najgorszego, albo przynajmniej gorszego niż moje” – dokładnie jak teraz. Nawet wredni i nienawistni byliśmy tak samo, tyle tylko, że w sieci to lepiej widać, bo teraz możemy być anonimowi i dogryzać ludziom incognito. Kąsać, a potem się do nich uśmiechać.
Jedyne, co się zmieniło, to nasz poziom dwulicowości. Weszliśmy na kolejny level.

TE SAME WADY CO ZAWSZE

Czy kiedyś jedliśmy zdrowiej? Chyba w przerwie między kolejnym pętem kiełbasy i chlebem ze smalcem. Czy ruszaliśmy się więcej? Jeszcze cztery lata temu przed fazą na Chodakowską na biegacza w małym mieście patrzyło się z takim zdziwieniem, jakby co najmniej pedałował nago z interesem na wierzchu i z maską świni na twarzy.
Czy świat naprawdę był lepszy? Czy kiedyś dzieci więcej czasu spędzały na dworze? Nie wiem jak u was, ale w każdym z moich czterech mieszkań w których żyłam, słychać było codziennie wrzaski bawiącej się dzieciarni. A że spędzają też czas przed komputerem – a czy my nie siedzieliśmy tysiące godzin przed telewizorem, wpatrzeni w Cartoon Network i inne ZigZapy jak w obrazek?
Podobno teraz żyjemy w biegu i nie mamy czasu na nic – na rodzinę, na pasję, na miłość. A czy kiedyś czas był? Jakoś sobie nie wyobrażam tego, że ludzie kiedyś spędzali go sielankowo w gronie najbliższych, przytulając się nawzajem i mówiąc sobie same miłe rzeczy. Nie widzę też tego, że wszyscy siedzieli z nosem w książkach, fascynując się literaturą wysoką.
Jakoś mi się nie wydaje, żeby tak było.

BEZ ZMIAN

Świat się zmienił, ludzie się zmienili, co się z nami stało” – Boże, co za bzdura. Chociaż może nie: świat rzeczywiście się zmienił. Mamy wieżowce zamiast pałaców z płaskorzeźbami. Boiska szkolne zamiast piachu i gumy udającej bieżnię. Zamachy zamiast otwartej wojny.
I tylko ludzie wciąż tacy sami.

Przeczytaj także: