Są momenty, w których chcesz zmienić swoje życie. Robisz porządki w szafie, zwalasz papiery z biurka, spisujesz szczegółowy plan każdego swojego dnia i głośno wołasz, że właśnie zaczynasz nowy rozdział w swoim życiu. Że tabula rasa, biała kartka, nowy tom pod tytułem „Wielkie Zmiany”. A potem znów kończy się tak samo, bo w tym szale przygotowań zapomniałeś o jednej, najważniejszej rzeczy.
O sobie.

Tak naprawdę, to nieważne, jaki jest twój cel. Nieistotne, czy celujesz w występ na olimpiadzie, międzynarodową karierę czy zwykłą wygraną w szkolnym konkursie recytatorskim. Nie ma znaczenia, czy szczytem będzie dla ciebie piątka z matmy czy awans w pracy ze znaczną podwyżką.
Bez jednego małego elementu wszystko może łatwo pójść w cholerę. Wystarczy tylko, ze zepsujesz jedną rzecz: nie uwierzysz, że dasz radę.

Swego czasu mało kto we mnie wierzył.

Kiedy przez rok nie miałam dobrych wyników w bieganiu i po jakimś czasie wreszcie pobiłam rekord życiowy, nikt mi nie uwierzył. Usłyszałam, że pobiegłam tak dobrze przez wiatr i dobrą pogodę. Musiałam potem powtórzyć ten wynik kilka razy w różnych innych miastach, żeby ludzie zrozumieli, że rzeczywiście mi się udało.

Nie wierzyła we mnie nauczycielka, która pchając mnie  na olimpiadę, jednocześnie mówiła, że będzie co będzie i że nie ma co się nastawiać.

Nie wierzyli też we mnie dorośli, kiedy powtarzałam uparcie, że zostanę dziennikarzem. Albo słyszałam, że będę głodować, albo że nikt mnie nie przyjmie – bo przecież trzeba mieć znajomości i wysoko postawionego wujka ciotki czy kuzyna babci.

Zbytnio nie wierzyli też w nas przyjaciele, kiedy postanowiliśmy rozpocząć pracę na własną rękę. Uważali, że mój chłopak robi głupio, rezygnując z ciepłego, wygodnego etatu. Nie wierzyli, że damy radę i nam się uda – raczej uznawali, że to głupi projekt w połączeniu ze słomianym zapałem.

W podstawówce oskarżyli mnie o przepisanie książki, bo komisja konkursowa nie wierzyła, że sama wszystko wymyśliłam. Dopiero po interwencji polonistki zrozumieli, że to naprawdę mój tekst.

Pewnie, że jest ciężko działać i robić swoje, kiedy ludzie w ciebie nie wierzą.

Kiedy zewsząd słyszysz „po tych studiach nie będziesz miał pracy”, „po skończeniu nauki możesz liczyć tylko na średnią krajową”, „bez kredytu o mieszkaniu możesz pomarzyć”, „ten związek się rozpadnie, bo jest tam za miło i za słodko”, „nigdy nie wierz wszystkim w stu procentach”.

Ludzie w nic nie wierzą. I nic dziwnego, że sami w siebie nie wierzymy, skoro z każdej strony jesteśmy bombardowani wiadomościami, że NAM SIĘ NIE UDA. Już na linii startu – nawet nie musimy zaczynać, bo przecież – według całego świata – nie wypali. Nie warto iść na takie i takie studia, bo nie będzie po nich pracy, nie warto mieszkać w Polsce, bo ciągle będziemy biedni, nie warto w ogóle próbować własnej firmy, bo bez szczęścia ZUS nas udupi. Nie warto się pakować w związek, bo przecież każdy mężczyzna zdradza, a każda kobieta tyje po ślubie i ma gdzieś swój wygląd. Nie warto się angażować, bo przecież motylki w brzuchu giną jak muchy po kilku miesiącach.

Idąc tym tokiem rozumowania, nie warto nawet wstawać z łóżka, bo przecież happy endy są tylko w filmach i tylko tam możesz zobaczyć, jak ktoś spełnia swoje marzenia.

Ale sztuką nie jest przekonywanie ludzi, aby w ciebie uwierzyli, ale przekonanie samego siebie, że dasz radę. Czasami musisz stanąć przed lustrem i wystawić sobie język, a potem przybić piątkę z własnym odbiciem. Zacisnąć pięści i szepnąć do siebie „przecież potrafię”.

Bo przecież sobie poradzisz. Wiesz o tym. Nie potrzebujesz zapewnień znajomych i sąsiadek i chociaż będzie trudno, dasz sobie radę bez wsparcia rodziny. To TY musisz o tym pamiętać, to TY musisz być o tym przekonany. Bo dasz radę. Ciężką pracą. Talentem. Poświęceniem. Ambicją.
Chęciami, za którymi idą czyny. Czasami cierpliwością, bo nie wszystko w życiu dostajesz na tacy.

Ale na sam początek wystarczy spojrzeć na tą osobę, którą widzisz w lustrze i dać jej szansę, skoro inni nie chcą jej dać.

Mi było ciężko. Ale się udało. I wiesz co? Jak następnym razem ktoś prychnie na twoje plany albo pod nosem powie, że przecież to nie ma szansy się udać, odwróć się, uśmiechnij i powiedz: „tak? To patrz”.

A potem rób swoje.

Przeczytaj także: