Jeżeli czekacie teraz na ckliwy tekst o najlepszych przyjaciołach, którzy są niczym gwiazdy na niebie i rozjaśniają ci drogę do celu, to muszę was rozczarować. Nie będzie żadnych romantycznych deklaracji, entuzjastycznego wykrzykiwania „BFF!” i całusów w policzki.
Bo najlepsi przyjaciele to prawdziwe wrzody na tyłku. 

Najlepszy przyjaciel jest jak rodzina – mówisz mu wszystko, ufasz mu bezgranicznie i dokładnie tak jak członkowie rodziny, podnosi ci ciśnienie zdecydowanie zbyt często. Oczywiście, macie też słodkie momenty – spędzacie razem czas, mówicie  sobie sekrety, zwierzacie się i układacie razem Jengę.

I kiedy wydaje się, że bardziej cukierkowo być nie może, wyciągasz klocek i cała wieża spada na łeb, na szyję. I wiesz, co wtedy robi twój najlepszy przyjaciel?
a) pomaga ci złożyć klocki
b) mówi, że nic się nie stało i następnym razem będzie lepiej
c) zaczyna śmiać się do rozpuku i nazywać cię debilem, który nie umie układać klocków.

 I która odpowiedź jest prawidłowa? Oczywiście, że twój przyjaciel śmieje się tak, że prawie puszczają mu zwieracze i robi pamiątkowe zdjęcie na fejsa, żeby jeszcze udowodnić twoje upośledzenie.

Potem, jak na przyjaciół przystało, często chodzicie razem na imprezy. I tutaj trzeba przyznać – ze wrzodu na tyłku przyjaciel zamienia się w najlepszego kompana. Śmieje się razem z tobą, pije w tym samym tempie i robi sobie z tobą zdjęcia, które – o dziwo – nigdy nie trafiają do internetu.

Zna też wszystkie twoje hasła w sieci i wie, jak włamać się na twojego bloga albo pocztę. Zdaje sobie też sprawę z twoich brudnych sekretów  – takich jak oglądanie dziwnych filmów po północy, słuchania Jonas Brothers po procentach i dziwnych wiadomościach wymienianych z twoim eks.

 Wie też, że lubisz sobie pograć w gierki na fejsbuku i potajemnie czytasz Pudelka. Bez pardonu pożycza twojego laptopa bez pytania, zmienia playlistę, bierze sobie jedzenie z lodówki i zdaje sobie sprawę ze wszystkich twoich dziwnych nawyków, o których nie mówisz nikomu innemu.

 I mimo tej całej wiedzy… dalej z tobą jest. Oczywiście, że upierdliwie i namolnie, jak pryszcz, który nie chce wyjść. Ale jest. Cały. I wiesz co? W trudnych momentach, mimo całej jego wredności i głupich odzywek, wstawia się za tobą.

Kiedy naprawdę widzi, że masz zły humor.
Kiedy dociera do niego, że serio coś przeżywasz.
Kiedy ktoś cię atakuje.

I kiedy widzisz go raz na sto lat, gdy wyskakuje z pociągu i biegnie z ucieszoną twarzą w twoją stronę, a potem całe miasto słyszy wasz wrzask rodem z Disneyowskiego serialu, to wiesz.
Wiesz, że przyjechał twój ukochany wrzód na tyłku.

Hej, ale nie tylko ludzie mogą być przyjaciółmi. Widzicie tych puszystych gości na zdjęciach? Mogą należeć do Was!  Mam do rozdania pięć takich kolesi, które pofruną prosto do Waszych domów – idealnie na Mikołajki, co? 🙂

Co trzeba zrobić?
Po pierwsze, zobaczyć profil autorek tych pluszaków – Simply Made. Czy wiecie, że te misie są robione ręcznie? Może dlatego wydaje mi się, że żyją, gadają między sobą i dziwnie się na mnie patrzą, kiedy przebieram się w pokoju.

Po drugie, udostępnić na facebooku swój ULUBIONY post z tego bloga z dopiskiem #martapisze.

I to wszystko 🙂

Bez hasztagu nie jestem w stanie zobaczyć waszego udostępnienia.  Ach, no i dajcie ustawienia prywatności dla wszystkich. 🙂 Chcę, żeby to naprawdę był ulubiony wpis – dzięki temu wiem, co Wam się podoba! Z pomocą przyjdą kategorie, które widzicie na pasku na górze lub google – jeśli wpiszecie temat notki lub podobne słowa i dodacie martapisze powinniście znaleźć to, o chcecie.

Tutaj macie graficzną instrukcję do udostępnienia wpisu:

1. Najpierw znajdujecie swój ulubiony wpis. Przez kategorie lub Google.

2. Potem zjeżdżacie na dół i klikacie „f” w lewym dolnym rogu wpisu.

 3. Następnie już z górki: piszecie hasztag #martapisze  i udostępniacie na swoim profilu, dajecie ustawienia prywatności publiczne i udostępniacie link.

4. Tak to powinno wyglądać:

 Macie czas do niedzieli, 30 listopada. 
Regulamin konkursu – klik.

Przeczytaj także: