Jak to powiedział kiedyś ktoś cholernie mądry: kasy nigdy za mało. Zwłaszcza, jeśli jesteś uczniem lub studentem i nie uśmiecha ci się wieczne siedzenie na plecach rodziców (a właściwie na ich portfelu) i jedzenie chleba z pasztetem, coby trochę zaoszczędzić. Żeby więc uratować was od wiecznego konsumowania parówek z promocji, mam kilka sprawdzonych sposobów na dorobienie do kieszonkowego.

Umówmy się – branie pieniędzy od rodziców wcale nie jest fajne. O ile jeszcze w wieku szkolnym jest to dość zrozumiałe, o tyle już na studiach robi się niezręcznie – no, chyba, że studiujesz jakiś ciężki kierunek i naprawdę nie masz żadnej możliwości dorabiania.

Moje podstawowe zasady:

1. Możesz zarabiać nawet miliony i rzucać banknotami w przechodniów jadąc swoją limuzyną, ale jeśli nie znasz podstawowych zasad oszczędzania, szybko się całej kasy pozbędziesz.

2. Warto też znać swoją wartość – nie zawsze opłaca się dorabiać w dany sposób. Dla przykładu: jeśli ktoś płaci wam 10 zł za dwa dni pracy, to kompletnie wam się to nie kalkuluje. Lepiej poszukać czegoś trudniejszego lub nawet tańszego, ale mniej zajmującego. Czas to też wartość.

3. Dobrze jest znajdywać coś, co jest jakoś powiązane z waszymi zainteresowaniami, zdolnościami lub karierą. Robienie czegoś co lubisz nie męczy tak bardzo, jak robienie czegoś, do czego w ogóle nie pasujesz/na czym się nie znasz.

Dobra, a więc jak dorobić?

1. Szukanie prac przez ogłoszenia.
Wiele osób potrzebujących kogoś do dorywczej pracy ogłasza się na portalach typu tablica czy gumtree. Ludzie szukają studentów i uczniów do pisania tekstów, do pomocy w domu, do wyprowadzania psa, do asystowania…. grunt to regularnie przeszukiwać ogłoszenia i się nie zniechęcać – nie zawsze znajdziecie pracę w pięć minut.

Można też porozmawiać ze znajomymi – niby wszyscy dokuczają, że coś jest przez znajomości, ale tak naprawdę każdy chętnie z tego skorzysta. Czasami ktoś słyszał, że inny ktoś szuka kogoś…. – no właśnie. Szansa dla Ciebie.

2. Sezonówki.
Tu chyba nie trzeba tłumaczyć – chodzi po prostu o korzystanie z okazji i prac sezonowych. Zbieranie owoców czy nawet…. grabienie liści (akurat jest na to pora). Są też takie akcje jak płacenie za zbieranie kasztanów.

Niektórzy zamiast pracować dla kogoś wolą robić na własną rękę – i sprzedają zebrane wcześniej maliny, jagody czy grzyby. To też całkiem fajny sposób na szybkie zarobienie pieniędzy.

3. Mini-biznes
Umiesz piec ciasta? Popytaj w lokalnych kawiarniach, czy nie chcą zamówić jakiegoś wypieku. Robisz zdjęcia? Zrób portfolio w sieci i ogłaszaj się na portalach. Piszesz teksty? Zaproponuj komuś swoje usługi.

To samo z wszystkimi wyrobami: bransoletkami, rzeczami, które robisz na drutach czy nawet przetworami w ładnym, ozdobionym słoiku. Teraz jest powrót do naturalności, więc domowe dżemy, kompoty i inne tego typu sprawy mogą zrobić furorę 🙂 Grunt to pomysł i odpowiednie zareklamowanie siebie. Daj trochę serca i tego, co lubisz robić, a na pewno ci się to opłaci.

Jeśli tak jak ja masz dwie lewe ręce i wszystkie artystyczne rzeczy odpadają, spróbuj pomyśleć nad czymś, co umiesz robić. Może potrafisz tłumaczyć teksty na inny język? Pisać dobre prace? Znasz się na czymś, co można sprzedać jako produkt lub usługę?

4. Działalność w internecie.
Nie będę Was okłamywać – prowadzenie bloga wcale nie zajmuje mało czasu i nigdy nie masz gwarancji, że się to opłaci. Wiem jednak, że są osoby, które prowadzą blogi tylko dla zysków – i jakoś na tym wychodzą. Zakładają bloga, piszą teksty, które dobrze się pozycjonuje i oblepiają stronę dużą ilością reklam. Kokosów z tego nie ma, ale na pewno można coś tam zarobić.

Ta sama sprawa jest z pojedynczymi stronami. Zakładamy stronę, która odpowiada na jakieś znane pytanie – np. jak zarobić pieniądze? – wymyślamy sto rad i oblepiamy witrynę reklamami. Pozycjonujemy ją w wyszukiwarkach i liczymy na to, że będą z tego jakieś zyski.

Można też spróbować założyć normalnego bloga, dla przyjemności z ewentualną perspektywą zarabiania – ale jak już mówię, nie zawsze jest gwarancja, że będą z tego jakieś pieniądze. Blog to hobby, które jest czasochłonne, wymagające wiele pracy i sporego nakładu wysiłku. Zresztą, wydaje mi się, że blogi założone tylko dla zarabiania szybko się wypalają, giną albo już na wstępie są nieciekawe – bo autor nie wkłada w to wszystko serca.

5. Władcy lumpeksów
Lumpeksy polecam z dwóch powodów:
– można na nich zarobić, kupując fajne, markowe ubrania, a potem odsprzedając je na Allegro, tablicy czy innej platformie;
– można na nich zaoszczędzić – wydając dużo mniej pieniędzy na ciuchy w jakiś sposób zarabiasz kasę.

Ja korzystam z tego drugiego sposobu, ale na pierwszym roku zdarzało mi się kupować coś fajnego i sprzedawać drożej w internecie. Oczywiście powinno się zawrzeć w ogłoszeniu, że ciuch jest np. używany, określić jego stan i defekty. Bądźcie uczciwi.

6. Portale dla uczniów i studentów

Są strony, które pośredniczą w zleceniach dla uczniów. Kiedyś Ania na swoim blogu wspominała o textmarket – miejscu, w którym możesz sprzedawać swoje teksty i pisać na zamówienie. Ja z kolei w tamtym roku korzystałam z inclicka – to taka platforma, na której masz ileś zadań i wybierasz te, które chcesz zrobić, a potem dostajesz za to wypłatę. Zadania są różne: od polubienia fanpejdży, poprzez napisanie komentarza, zrobienie zdjęcia, grafiki, napisania tekstu do rozwieszenia plakatów w konkretnym mieście.

Dodatkowo większość z tych stron ma programy partnerskie – czyli np. jak namówicie kogoś innego do zarejestrowania się, dostaniecie za to jakieś punkty lub pieniądze.

Aha – o ile z textmarket mogą korzystać wszyscy, o tyle w inclicku musicie przesłać skan lub zdjęcie swojej legitymacji, by potwierdzić, że jesteście uczniem lub studentem.

A Wy jakie macie sposoby na zarabianie? Fajnie byłoby poczytać inne porady – możemy zrobić jakąś bazę rozwiązań dla tych, którzy potrzebują zastrzyku gotówki 🙂