W Simsy gram od zawsze.
W podstawówce pożyczałam płytę od koleżanki mojej koleżanki i pełna nadziei próbowałam odpalić ją na moim starym, ledwo zipiącym komputerze. Udało się. Potem mało nie zniosłam jajka z radości, gdy wyszła część druga i nie przeszkadzało mi nawet to, że w trakcie ładowania gry mogłam spokojnie wyjść zaparzyć herbatę, wrócić i dalej czekać na wczytanie zapisu. A niedawno wyszła czwórka. To warto ją kupić, czy nie?

Miałam pewne wątpliwości co do kupna The Sims 4 – w internecie jeszcze przed premierą znalazło się milion negatywnych recenzji, jęczących na każdy pojedynczy skrawek gry. Że nie ma już gazet, że nie można robić basenów, że niemowlaki wyszły z mody i wróciły oldschoolowe kołyski rodem z pierwszej części. Wahałam się, bo jakby nie było, sto pięćdziesiąt złotych piechotą nie chodzi, a kupienie gry, którą wszyscy określają mianem „kiepskiej” nie wydawało mi się najlepszym pomysłem…

~*~
Aż w końcu spontanicznie pojechaliśmy do sklepu i wzięłam ją z półki. I wiecie co?
Nie żałuję. Dla mnie ta gra jest świetna. Nie rozumiem tych zarzutów pod tytułem „nie ma basenów, gazet, noworodków”. A teraz szczerze się przyznajcie, kto niby budował baseny i w nich pływał? W sensie UŻYWAŁ ICH? I nie mówię tu o topieniu Simów. Gazety? Wszyscy szukali pracy przez komputer. Zgodzę się tylko z brakiem noworodków, bo świetnie się wychowywało takiego małego bobasa, ale mogę to zdzierżyć.
Oprócz tego nie widzę w tej grze nic złego. Nie ma wcale małej ilości ubrań ani mebli – a pewnie będzie ich jeszcze więcej w dodatkach – a nowy system charakterystyki Sima sprawia, że rozgrywka strasznie wciąga. Nie trzeba już skupiać się tylko na tym, by nie był głodny albo śpiący: ważniejsze jest, czy czuje się smutny czy wesoły, czy się zawstydził, czy ma ochotę kogoś poderwać…
A jak to wygląda w praniu? (KLIKAJCIE OBRAZKI, ŻEBY ZOBACZYĆ JE W WIĘKSZYM ROZMIARZE)

NARZĘDZIE TWORZENIA POSTACI 

Jest dużo lepsze od tego z dwójki i jedynki (bo jest więcej opcji) i o niebo lepszy niż trójka (bo nie ma niepotrzebnych opcji, a Simowie wreszcie wyglądają ładnie i normalnie). Oprócz standardowych typów ust, buzi, kości, twarzy, możemy sami sobie ukształtować twarz, grubość ramion, wypukłość tyłka i tak dalej. Tak jak na obrazku ja zwężam sobie łydki – robimy to automatycznie i nie ma z tym większego problemu. Jak już mówiłam, ubrań jest sporo. No i fryzury są ładniejsze!
Jeśli mam się do czegoś przyczepić, to do tego, że jest jeden, jedyny odcień blondu, który wygląda, jak siwy. No i nie potrafiłam do końca odtworzyć swojej twarzy, ale to raczej wina moich umiejętności. Oprócz tego – TEN EDYTOR JEST ŚWIETNY! Wreszcie ładni Simowie, wreszcie lepsze narzędzia, wreszcie ubrania z XXI wieku, a nie jakieś dzwony z czasów, kiedy Britney była na topie!
A teraz poznajcie Martę:

Każdy Sim ma jakieś marzenie, do którego dąży. Nasza Marta chce być pisarką, bo przecież kocha pisać. W trakcie gry będę mogła spełniać cele, do których dąży, uszczęśliwiając ją i zbierając punkty, które potem wymienia się na specjalne nagrody – takie jak eliksir, po którym Sim nie musi spać czy miksturę płodności, która pomaga w „zrobieniu” bliźniaków. Dobra motywacja do grania – starałam się robić wszystko, żeby uszczęśliwiać Martę i spełniać jej marzenia, aż w końcu uzbierałam na eliksir, który niwelował chęć spania. Zaoszczędziłam 8 godzin każdego dnia 🙂 To o wiele bardziej przydatne niż nagrody z dwójki typu „drzewo z banknotami”.

Wybieram też Marcie odpowiednie cechy charakteru. Ponieważ ma być moją wersją, bez wahania robię z niej osobę aktywną, mola książkowego i schludnego człowieka. Jest dużo cech i każdy wybierze coś dla siebie – możecie stworzyć swojego sobowtóra nie tylko w wyglądzie, ale i w zachowaniu!

Potem zaklepuję wszystko i czas na wprowadzenie Marty do miasta. Mamy do wyboru dwa – oczywiście, jak każdy szanujący się recenzent nie pamiętam nazw. Nieważne, ważne jest to, że ja wybieram puste pole – sama zbuduję dom!

W trybie budowania trochę się pozmieniało – można kupić gotowe pokoje, co jest dla mnie idealną opcją, bo jestem kompletnym beztalenciem jeśli chodzi o wnętrza. Nigdy na moim blogu nie zobaczycie żadnego DIY, nie ma szans. Te pokoje to świetna sprawa, w pięć minut macie gotowy urządzony dom.
Tym razem jednak pokażę Wam moje wrocławskie mieszkanie, więc buduję dom sama. Tutaj nic się nie zmieniło, wszystko robimy jak zwykle.

Stare nudy. Zmienił się tylko wygląd menu na dole i to, że meble są teraz w trybie budowania. Trochę dziwne na początku, ale człowiek szybko się przyzwyczaja. Teraz w ogóle mi to nie przeszkadza i szybko mi się buduje domki.

Mebli jest sporo, nie ma na co narzekać. Niektórych nie da się kupić – mogą je odblokować tylko ci Simowie, którzy skończyli odpowiednią karierę. Z jednej strony – to upierdliwe, z drugiej – zachęca do pracowania (w sensie, twój Sim ma pracować, nie ty).

Mniej więcej tak wygląda mój dom. W realnym życiu mam ładniejsze meble, serio.

Czujecie się, jakbyście u mnie byli? Tędy się wchodzi, ludzie. Mieszkam na piętrze, ale nieważne.

Mniej więcej udało mi się dotrzeć do końca budowy. Mówiłam, że żaden ze mnie architekt 🙂

Najlepsze jest to, że od razu jak wprowadziłam tam Martę, ta zaczęła robić brzuszki na ulicy. To wynik dania jej cechy charakteru „aktywna”. Simowie lubią robić rzeczy, które wybraliście jako ich cechy. Mól książkowy ma ochotę czytać, gracz będzie chciał grać i programować, muzyk będzie chciał śpiewać… Podoba mi się to, że mają własne charaktery i są bardziej.. „ludzcy”.
Dobra, czas na trochę więcej recenzji. W prawym dolnym rogu macie menu potrzeb. Niezbyt dużo się zmieniło, ale teraz potrzeby spadają wolniej i nie są już najważniejsze, co jest dużą zaletą. Wreszcie nie tracisz całego czasu gry na wysikanie i nakarmienie Sima, a możesz zacząć rzeczywiście jakoś go kreować. Marta chciała poczytać (jej zachcianki to te chmurki nad jej głową). To sprawia, że gra jest o wiele ciekawsza, bo zamiast gotować piąty obiad w ciągu dnia, możesz rozwijać Sima w dany sposób. Marta trzepie codziennie na klawiaturze, pisząc bestsellery (a przynajmniej książki, które mają być bestsellerami)
(Prawy dolny róg) Teraz otworzyłam Wam cechy Sima – tam są opisy tych cech, co taki aktywny/schludny/jakiś tam Sim lubi i tak dalej (Boże, jestem okropnym recenzentem):

(Prawy dolny róg) To okno aspiracji Marty. Chce być jak Rowling i żeby poczuła się szczęśliwa, powinnam się starać, żeby spełniła te mini-cele.

Marta ćwicząc jakąś czynność zdobywa umiejętności – tak jak w poprzednich częściach. Nie jest to jednak takie dłuuuuuugie i nużące jak w dwójce czy jedynce.

To jest fajne – kiedy Simowi czegoś brakuje, robi się zły, smutny, rozdrażniony. To wpływa na całe jego życie: jak jest wkurzony, to raczej nie umie podrywać ludzi, kiedy jest smutny, wkurzy się, kiedy sąsiad opowie mu żart. Zobaczcie na lewy dolny róg. Gra robi się przez to bardziej interesująca, bo jak nie uważasz, to twój Sim będzie się zachowywał zupełnie inaczej, niż mu każesz (bo ma zły humor i kropka!).

W tej części nie trzeba kupować telefonu – przecież wszyscy mają komórki. W ten sposób można jechać na miasto, znaleźć pracę, wynająć sprzątaczkę…

Prac jest kilka, fajną zmianą jest to, że nie trzeba już wklepywać kolejnych poziomów umiejętności, żeby dostać awans. Musisz się wykazać – napisać książkę, jeśli chcesz dostać awans w karierze literackiej, opowiedzieć żart na ulicy, jeśli jesteś komikiem, i tak dalej i tak dalej… Ogólnie – jest ciekawiej.

Podoba mi się też to, że ciągle ktoś chodzi pod moją chatą. Jak widzicie na drugim obrazku, teren na którym mogę sobie chodzić bez ekranu ładowania jest spory – Marta często chodzi tam biegać. 🙂 I  teraz – wiem, że w trójce był otwarty świat, ale mi się to nie podobało. Za dużo opcji, za wiele wyborów, tu jest o wiele łatwiej: chcę iść na spacer, wychodzę przed dom. Chcę jechać do miasta, czekam aż gra się załaduje. Wszystko jest jakoś normalnie oddzielone, jak w dwójce czy jedynce, a nie wrzucenie do jednego chaotycznego wora jak w trójce. Dla mnie to jest WIELKI plus czwórki.

Żeby wybrać się na prawdziwe miasto, trzeba chwilę poczekać aż gra się załaduje. Na razie dostępne jest kilka miejscówek, pewnie z dodatkami będzie się to zmieniać.

Marta wybrała siłownię. Czas przypakować biceps. 🙂

W Sims 4 Simowie wreszcie stają się wielozadaniowi. Jedzą, gadają i oglądają tv jednocześnie, czytają książkę i załatwiają sprawy w toalecie, grają na komputerze i rozmawiają z gośćmi… To sporo ułatwia.

Jak już mówiłam, nastrój u Simów jest piekielnie ważny. Ja tyle pisałam, że się wypstrykałam z weny:

Dobrą opcją jest to, że możesz swoje budowle i Simów wrzucać do sieci, a ktoś inny może to pobrać. Ja się cieszę, że to działa w drugą stronę – nie umiem tworzyć ładnych domów, za to ludzie z internetu – tak! Ściągam sobie świetne chaty i cieszę się grą:

Jak już mówiłam, można ściągnąć także Simów, ludzie stworzyli wiele sławnych osób. Jest Harry i Hermiona…

Są chłopcy z Supernatural…

Ktoś stworzył nawet mnie! Żartowałam, sama siebie wrzuciłam do sieci. 🙂

No i gra wie, kim jestem. Po pierwszym awansie w pracy zostałam blogerką! Ale to już w innej rodzince, to nie ta sama Marta. W lewym rogu widzicie spiętego Patryka:

PODSUMOWANIE

Nie jestem dobra w takich normalnych recenzjach, ale pomyślałam, że komuś przyda się jakaś rada od dziewczyny, która naprawdę w Simsy klika, a nie jakiegoś recenzenta gier, który ciągle śmiga po Skyrimach i GTA, a potem raz zagra w Simsy i stwierdza, że są do dupy.

Moim zdaniem, warto jest kupić czwórkę. Wciąga, ma zupełnie inną mechanikę (przez te nastroje Simów) i sprawia, że świetnie się bawisz w trakcie. Nie żałuję tych pieniędzy i nie wykluczam, że kupię dodatki w przyszłości. Jeżeli lubisz Simsy to ta część jest totalnie dla ciebie. W tym poście chciałam Wam pokazać największe zmiany i plusy – po prostu to, co mnie urzekło. Jedynka mi się podobała, dwójka mi się podobała, trójka jest dla mnie najgorszą cześcią – za dużo rzeczy, za wiele możliwości, zbyt wielki chaos, za to czwórka jest wyciągnięciem z jedynki i dwójki tego, co najlepsze.

PS I nie polecam piracenia – twórcy się zabezpieczyli i gdy gracie w pirata, a wasz Sim się wykąpie lub załatwi, chmurka cenzury rozprzestrzenia się na cały ekran. Wiecie, co jest najśmieszniejsze? Że w kilku recenzjach na wielkich portalach autorzy wymieniali to jako wadę… czyli recenzenci grali w pirata, nieładnie. 🙂