Ludzie, nie oszukujmy się: gimnazjum to jeden z najgorszych okresów w życiu człowieka. Kartkówki ze sztuki, niemiła pani z chemii, rodzice, którzy kompletnie nie rozumieją gdzie, na Boga, podziało się ich grzeczne dziecko… no i oczywiście wredni rówieśnicy.
Tacy, którzy potrafią zrujnować ci całe życie.

Trzy lata gimnazjum to ten okres, w którym dzieciom odbija. Stają się nastolatkami, palą papierosy za szkołą („ej, ale patrzcie czy ktoś idzie, dobra? Patrzcie!”), kupują Bravo (tak, to dalej wychodzi i dalej ma niezłą poczytność) i zaczynają chodzić ze sobą nieco poważniej, niż w podstawówce – już nie proszą o to przez karteczkę na lekcji, a podchodzą do siebie i „jakoś tak samo wychodzi”

To czas pierwszych zauroczeń, pał w dzienniku i buntu przeciwko całemu światu. Zabawne, ale to właśnie wtedy większość osób zaczyna interesować się muzyką inną niż pop i wmawiać reszcie społeczeństwa, że ma beznadziejny gust. To w gimnazjum wreszcie pragniesz mieć Conversy, lajkujesz smutne obrazki – bo jakby nie było, w wieku nastoletnim doła ma się niesamowicie często – i wybierasz sobie jakiegoś idola, bo przecież do kogoś w końcu trzeba wzdychać.

Ach, byłabym zapomniała – i to twoi rówieśnicy w gimnazjum sprawiają, że najzwyczajniej w świecie, odechciewa ci się żyć.
No dajcie spokój, prawie każdy z nas to przeżył.

WYGRYWAJĄ W RANKINGU

Nie ma na świecie wredniejszych i bardziej okrutnych osób niż gimnazjaliści. Nie istnieją.  Ba, jestem w stanie się założyć, że w starciu z Voldemortem, Sauronem albo innym czarnym charakterem na chamskie teksty, reprezentanci gimnazjum wygraliby przynajmniej 2:0. Nie ma innego wyjścia.

Oni po prostu nie potrafią inaczej.

Głównie dlatego, że – wybaczcie mi, gimnazjaliści – oni są jeszcze dziećmi. Nie myślą nad tym, co mówią: po prostu gadają. Chcą komuś dokopać, to się z niego śmieją. Nie biorą pod uwagę tego, jak ich kuksańce są bolesne dla psychiki dorastającego kozła ofiarnego. Dokuczają, wykluczają z kręgu znajomych, kłócą się na facebooku i robią aferki… Jeśli szukacie kogoś, kto jest doskonały w znęcaniu się psychicznie, wystarczy podjechać do pierwszego lepszego gimnazjum. Macie tam komplet specjalistów.

I wiecie, pół biedy, jeśli znajdujecie się w tej paczce, w której się śmiejesz, a nie w tej, z której się śmieją.
Bo mimo, że tak naprawdę dokuczają ci tylko znudzone życiem nastolatki, to…

Tak się właśnie rodzi większość kompleksów. I zaniżona samoocena.

BARDZIEJ POWAŻNIE

Teoretycznie wszyscy się po latach śmieją z tych przeżyć i machają na nie ręką, ale jest spora grupa ludzi, którzy muszą żyć z widmem – wydawałoby się, że głupich – prześladowań z gimnazjum. Może to wydaje się błahe, ale wyobraźcie sobie, że przez trzy lata dzień w dzień słyszysz, że jesteś gruby albo musisz uczęszczać do klasy, w której nikt się do ciebie nie odzywa: można oszaleć.

A przynajmniej zacząć myśleć, że to z tobą jest coś nie tak.

Nie ma takich statystyk, ale obserwując otoczenie widzę, że stąd właśnie bierze się sporo zaburzeń odżywiania: normalne lub nieco grubsze dziewczyny słyszą od rówieśników, że niezłe z nich prosiaki. Potem idą do liceum i obiecują sobie, że to będzie nowy rozdział w ich życiu. „Nie dam się tak już” – obiecują sobie, zaczynają kontrolować jedzenie, a potem, bardzo powoli, wpędzają się w chorobę.

Dostaję masę maili od ładnych, mądrych dziewczyn, które piszą, że są beznadziejne. Gdy opowiadają mi swoją historię, okazuje się, że – uwaga – „nie lubili mnie w gimnazjum, „śmiali się ze mnie w klasie”.
„Mówili mi, że jestem brzydka”.

Nie takie błahe, jakby się wydawało, prawda?

NIE DAJ SIĘ

Najgorsze zaś jest to, że na gimnazjalne kompleksy nie ma żadnej recepty oprócz… zapomnienia. Ludzki umysł ma to do siebie, że wymazuje z pamięci rzeczy, o których nie chcemy myśleć, bo są zbyt przykre. Trzeba z tego korzystać.
Pamiętaj, że wcale nie jesteś gruby, brzydki, głupi czy śmieszny. To były tylko słowa dzieciaków, które chciały stworzyć paczkę jak w amerykańskich filmach. Niestety, oni byli sportowcami i cheerleaderkami, a ty siedziałeś przy stole dla kujonów.
Ale to nie szkodzi. Życie leci dalej. Zaczął się nowy rozdział. 
Ach, i pamiętaj – jesteś całkiem fajny. I mówię ci to ja, Marta.
Też miałam swoją gimnazjalną historię i pierwszy raz postanowiłam ją opisać. U mnie nie miało to miejsca w szkole czy w klasie, ale w zupełnie innym środowisku, Mimo tego, działo się to w okresie gimnazjalnym, więc pasuje jak ulał.

Możecie znaleźć ją na blogu Dagmary: klik.

Przeczytaj także:

  • Anonymous

    Kurcze,ja skończyłam gimnazjum 5 lat temu i wspominam ten czas bardzo dobrze,mieliśmy bardzo zgraną klasę,czego o LO niestety powiedzieć nie mogę.Dlatego jak to czytam to się zastanawiam czy ludzie się aż tak zmienili,czy może dobrze trafiłam z szkołą gimnazjalną i klasą?

    • Mam identyczną sytuacje. Jak na razie okres gimnazjum był najlepszy w moim życiu 🙂

    • Anonymous

      Musiałaś dobrze trafić. Ja gimnazjum kończyłam również 5 lat temu i chociaż nie miałam raczej problemów z akceptacją przez innych, to z tak ograniczonymi osobami już nigdy później nie miałam do czynienia.

    • Anonymous

      Teraz tak sobie myślę,że „zgranie” mojej klasy gimnazjalnej pewnie wynika z tego,że w sumie ponad połowa osób znała się od podstawówki i może również,dlatego,że byliśmy klasą sportową,a jak wiadomo sport uczy dyscypliny :).

    • Ja w gimnazjum, w szkole też nie miałam problemów, ale obserwowałam, że jednak są osoby, z których ludzie się śmieją. Było ich kilka. Wybierali sobie jakieś ofiary bez powodu i strasznie z nich drwili.

      Myślę, że tu nie chodzi o to, czy coś gdzieś się zmieniło, bo teraz jest tak samo z młodzieżą jak było pięć lat temu, kiedy ja kończyłam gimnazjum. 🙂 To trochę wina wieku, próba wbicia się w towarzystwo i głupoty 🙂

    • Anonymous

      No w sumie to prawda co piszesz Marto,chęć zaszpanowania w najbardziej głupi i chamski sposób wśród grupy rówieśniczej,wyśmiewając się z innych jest taki „pro”,a hejterzy jak wiadomo obecnie sa na topie jak nigdy- i to jest tragedia owych czasów.Z drugiej jednak strony jak świat,światem- a szkoła,szkoła zawsze sie dzieciaki z kogoś naśmiewały,niestety,ale tak już jest…

  • U mnie worek gorzkich wspomnień to ten z podstawówki, niestety… Dziś wiem, że wiele osób kierowało się wyłącznie zazdrością (jakkolwiek nieskromnie to zabrzmi), co nie zmienia faktu, że tych lat nie będę rozpamiętywać jako szczególnie miłych.

    Utrata kontaktu z toksycznym środowiskiem, jak sama mówisz, to nowa, lepsza droga. Warto uzmysłowić sobie, kim naprawdę jesteśmy – dla siebie, nie dla innych. I zacząć od nowa 🙂

    • Dokładnie 🙂 Zacząć nowy rozdział i zapomnieć o złych chwilach – niestety innego rozwiązania chyba nie widzę. Nie ma co się mścić, złościć, bo po co? 🙂

      Uśmiechnąć się i żyć dalej 🙂

  • Ja nie mam jakichś szczególnie złych wspomnień z gimnazjum. Właściwie wręcz przeciwnie, było całkiem fajnie. Inna sprawa, że miałam tę samą klasę i szkołę co w podstawówce, więc nie trafiłam do nowego środowiska tylko miałam już ugruntowane znajomości, nauczyciele w większości znani. Jasne, że bywało ciężko, kiedy najwięksi klasowi chuligani (tacy co to jak już przypadkiem pojawią się na lekcji to są najgłośniejsi) rzucali głupie i złośliwe komentarze. Ale chyba byłam już wystarczająco silna (również dzięki najbliższym znajomym, na których mogłam liczyć), że nie wpłynęło to na mnie w żaden sposób. Całkiem dobrze wspominam tamten czas, bywałam chyba na największej ilości domówek w życiu, w dodatku bezalkoholowych i bez filmików na YT. Nie wiem jak to się działo, że świetnie się bawiliśmy mimo to 😉 Udzielałam się w szkole i chociaż miałam „wrogów” jak chyba każdy w szkole, to byłam tak jakoś po środku. A po jednej stronie były zakompleksione szare myszy i po drugiej ci palący, pijący i wyśmiewający. Wspominam z nutką melancholii 🙂

    • W szkole chyba zawsze są podziały 🙂 Jak sobie przypominam, jaką byłam aktywistką, to też wspominam to wszystko z nutką melancholii 🙂

      Jak wyglądały takie domówki? Mnie mama nigdy nie puszczała 😀

  • Anonymous

    tak, pamietam ten czas gimnazjum. Niby klase mialam fajna, ale zawsze sie ktos do kogos przyczepil. Ja np. zawsze bylam niska często slyszalam teksty typu: „male gowno”, „k..r gdzie TO male sie wpieprzylo”, „wypadaloby urosnac”, „jak Ty bedziesz wygladalo w ciazy” nawet nauczyciele dodawali swoje 5 groszy. Mialam schizy, ze nigdy nie znajde sobie przez to chlopaka, czy normalnej pracy. Szok. Teraz lubie siebie i okazalo sie, ze faceci lubia mniejsze dziewczyny 😉 Ale bywaly dni, ze caly czas siedzalam na necie i czytalam opinie innych osob na temat wzrostu. Masakra.
    Twoja N :*

    • Tragedia, właśnie o tym piszę – że zaczyna się od niemiłych komentarzy, a potem człowiek ma schizy, bo ktoś mu wmówi, że jest taki i owaki 🙂 Znam to 🙂

      I czasami dopiero po paru latach dochodzi do Ciebie, że oni wcale nie mieli racji 🙂

    • Też jestem niska, mam może z 154 :> I już raczej nie urosnę. Szczerze mówiąc do tej pory słyszę takie „docinki” ale zupełnie mnie to nie rusza. Nie jesteśmy w stanie tego zmienić, więc po co się przejmować czymś na co nie mamy wpływu? 🙂

    • Masz rację 🙂 Ale wydaje mi się, że czasami chociaż człowiek tak to sobie tłumaczy („przecież nie mam na to wpływu”) to i tak się nieco załamuje. Oby było więcej ludzi, którzy wiedzą, że nie ma czym się przejmować 🙂

  • A ja za miesiąc o tej porze skończę ten mroczny czas 😀
    Moja klasa jest wyjątkowo zgrana i dobrana, więc jest fajnie, ale wiem, że równoległe roczniki nie maja tak dobrze.
    Odnośnie odrzywiania – jeszcze pół biedy jak ktoś faktycznie ma problem (zdiagnozowana otyłość), ale jak śmieją się, bo jesteś za niski/wysoki? No i co tu z tym zrobić? Ewentualnie szpilki założę, ale zniżyć? Nogi odciąć?
    Mnie bardziej wyzywali w podstawówce (że niby miałam za duże biodra. Teraz ja wyszczuplałam, a koleżanki przestały być tyczkami…). W gimnazjum mam problem z nauczycielami. Żyją stereotypami, tym co pomysleli sobie o nas w pierwszej klasie. Nasza wychowawczyni… to tylko matematyczka z wyższa pensją, bo ja nie wiem w którym miejscu ona nas wychowuje… Uczy w sumie tez niekoniecznie.
    Na szczęście jest kilku naczycieli, którzy próbują nam pomóc (nawet jeśli tej pomocy nie chcemy), ale dyrektor niespecjalnie to pochwala. „Przecież nic się nie dzieje. Takie już są nastolatki. Nic się z tym nie zrobi”.

    • Ja też nie mogę narzekać na gimnazjalną klasę, chociaż nie byliśmy jakąś zgraną paczką – dzieliliśmy się w grupki 🙂
      A nauczyciele… no cóz, moim zdaniem naprawdę nie wszyscy się nadają do tego zawodu.
      PS Wkurza mnie bagatelizowanie nastolatków tak jak to robi twój dyrektor – kazda grupa wiekowa ma takie problemy, jakie ma, no 🙂

  • W tym roku kończę gimnazjum i przyznam szczerze, że nie ma u mnie jakiś wielkich kłótni. Więcej się działo pod koniec podstawówki. Nie wiem jak wam, ale mi podobają się lata gimnazjalne i mam nadzieję, że liceum będzie jeszcze lepsze 🙂

    • Na pewno będzie lepsze, liceum zazwyczaj jest bardzo fajnym okresem w życiu 🙂 Powodzenia, Sylwia!

  • Anonymous

    Zdecydowanie się z Tobą zgadzam. Szczerze powiedziawszy, to też nie wspominam dobrze gimnazjum. To był chyba najgorszy okres w moim życiu… Obgadujące koleżanki, które tylko patrzyły na każde moje potknięcie, samotność, wredne komentarze i docinki. Codziennie przed pójściem do szkoły bolał mnie brzuch ze stresu i zdenerwowania. Ciągle zastanawiałam się dlaczego akurat ja, co im takiego zrobiłam że tak się na mnie uparły. Najbardziej jednak bolało mnie to, że nie miałam nawet z kim o tym porozmawiać. Rodziców nie chciałam martwić, więc za każdym razem udawałam że wszystko jest dobrze i tak męczyłam się 3 lata. Teraz, pozostały już tylko przykre wspomnienia z tego okresu 🙂

    • Nie wspominaj, nie ma co się dołować takimi rzeczami :*
      O ile w klasie mi było dobrze, o tyle w innej grupie – już nie. Też wspominam ten czas niezbyt dobrze (co widać z opowiadania u Dag), ale po prostu staram się nie wracać do tego pamięcią, bo mam tyle miłych wspomnień z późniejszych okresów, że niepotrzebne mi to w ogóle 🙂
      Pozdrowienia!

  • Masz w tym niesamowicie dużo racji. Sama rok temu skończyłam gimnazjum i szczerze to był to dla mnie najgorszy okres w życiu. To nie niestety nie jest takie łatwe wymazać z pamięci te wszystkie chamskie komentarze, nawet jeśli teraz jest inaczej i ludzie na ogół są w stanie cię zaakceptować.

    • Nie jest łatwo, ale.. da się. I trzeba to zrobić, żeby móc zacząć żyć normalnie i nie być podejrzliwym o wszystko.
      Pozdrowienia (tak w ogóle, to Ty u mnie bywasz od tak dawna :O Jakiś order Ci się należy)

  • W dwóch słowach: Jesteś niezwykła.
    I wystarczy.

  • Martuś, przeczytałam Twoją historię. Wiesz, ja byłam trochę kozłem ofiarnym i w SP, w gimnazjum, a nawet i w liceum znajdował się osoby, które chciały mi podokuczać. Nie było to bardzo silne, miałam zawsze koleżanki, które niby wspierały na boku, ale nigdy nie stanęły w mojej obronie. Wtedy myślałam, że tak trzeba, że samemu trzeba się bronić- teraz mam dziką satysfakcję z zerwania kontaktów z wcześniejszych lat. Oj, ja wiem, jacy są ludzie. Prześladowcy albo tchórze. Nauczyłam się tego w gimnazjum. Tak samo, jak nauczyłam się siły, takiej psychicznej. Trzeba być silnym. 😀

    Bardzo się cieszę, że byłam po tej dobrej stronie barykady. Po stronie ofiar, a nie prześladowców. Jak to się dzieje, że dzieci stają się takimi potworami? Nie zrozumiem tego. Nigdy.
    Dzięki przeżyciom zmieniłam się, ale w środku- w środku wciąż jestem tym dzieckiem z gimnazjum. Poruszyłaś wrażliwą strunę. 🙂

    Rodzi się we mnie pytanie, co mogą robić nauczyciele. Jak zapobiegać takim sytuacjom, jak wspierać ofiary? Kiedyś stanę po drugiej stronie biurka i nie chciałabym być nauczycielem, którego nic nie obchodzi. Jakieś pomysły?

    • Rzeczywiście, to uczy bycia silnym.

      Też się nad tym zastanawiałam i nie wiem. Zwracanie uwagi chyba nie pomaga w takich sytuacjach – to taki wiek buntownika, że „oprawcy” jeszcze by się bardziej nakręcili. Czasami chciałam, żeby mój opiekun zareagował, ale teraz sobie myślę – a co on mógł zrobić? Hmm…

  • Zuza

    Tak naprawdę nie wiem czy to przez gimnazjum, nie chcę obwiniać innych, ale możliwe, że tak się zaczęło. Obecnie kończę pierwszą klasę LO. Chodziłam do prywatnego gimnazjum, gdzie szybko porobiły się podziały i grupy. Jestem typem osoby, której jak coś się nie podoba, to mówi o tym, a nie udaje Bóg wie co. Na mnie „nie trafiło” muszę przyznać, choć różne rzeczy się w tej szkole widywało, ale ze względu na grupę, do której niejako przynależałam i tak czułam się jak frajerka. Poszłam do liceum, nowy początek i tak dalej, ale już nie jestem w stanie zawrzeć jakichkolwiek przyjaźni – gimnazjum wykształciło mój sposób patrzenia na ludzi, a częste wagarowanie (którego początki można upatrywać właśnie w tym magicznym czasie) nie pomaga. Czuję się samotna jak nigdy, podobno mam „umiarkowaną depresję”. Nie mam pojęcia czy to bardziej kwestia gimnazjum, czy jednak po prostu mojej osoby, szkoda jedynie, że nie mamy realnego wpływu na nasz los (nie odpowiadamy za to kto jest z nami w szkole, a i nie mamy pewności czy koszulka, którą dzisiaj ubraliśmy nie stanie się przyczynkiem do czegoś większego).

    • Zuza, trzymam za Ciebie kciuki – mam nadzieję, że jednak jakoś się przełamiesz i znajdziesz nowych znajomych, że „umiarkowana depresja” zniknie. Wierzę, że się da.
      Przesyłam uściski i trzymaj się mocno.

  • Oj, ile w tym prawdy. Całe szczęście, że miałam okazję chodzić do takiego małego gimnazjum, gdzie wszyscy się znają i jako tako nikt sobie nie dogryza. Mimo wszystko cieszę się, że jeszcze dwa tygodnie i to będzie wreszcie za mną |D

    • O, absolwentka 🙂 I co, idziesz do liceum? Szkoła już wybrana?

  • Anonymous

    W gimnazjum nie tylko uczniowie potrafią zrobić z Twojego życia jesień średniowiecza. Nauczyciele wcale nie są lepsi. Dobrym przykładem jest moja matematyczka, od której wyraźnie było czuć ogromną niechęć do młodzieży. Oczywiście to ja doznałam tego zaszczytu, że wybrała mnie na swoją główną ofiarę. Często upokarzała mnie przed klasą, wiecznie powtarzała nam jacy to jesteśmy idioci. Oczywiście niczego wartościowego nie potrafiła nauczyć. Pomimo, tych przykrości od jej strony to samo gimnazjum całkiem miło wspominam, a teraz… dziwię się, że ponad 3/4 mojej klasy uważa, że liceum jest lepsze. Liceum raczej nie będę często przywoływać sceny z ostatnich lat w szkole tak jak lata największego buntu. Poza tym, jednak najgorszym etapem mojego życia była podstawówka 4-6.

    • Czasami nie rozumiem, dlaczego takie osoby w ogole zostają nauczycielami, skoro pałają taką niechęcią do młodych? Słyszałam historie o kilku takich „kosach” i naprawdę nie potrafię pojąć, dlaczego tacy ludzie uczą, skoro przecież tak widocznie nie chcą tego robić.

  • Chociaż uważam, że najgorszym okresem było dla mnie liceum najgorszym z okresów, bo tak jak piszesz rówieśnicy są wredni, a ja niestety bywałam kozłem ofiarnym, bo nie byłam taka jak moje wredne koleżanki. Zawsze przynajmniej chociaż w części wsparcie miałam w nauczycielach. Paradoksalnie tak właśnie było. W liceum niestety chociaż bardzo chciałam, czułam się chyba jeszcze bardziej samotna niż w gimnazjum. Tutaj ani nie miałam wsparcia rodziców, nauczycieli a już tym bardziej kolegów, chociaż miałam jedną koleżankę, ale ona miała swoje problemy, Szczerze mówiąc, z większością osób z liceum i gimnazjum zerwałam kontakt. Tylko jakoś nie mogę zapomnieć tych wszystkich złych rzeczy jakie mnie spotkały nie tylko w gimnazjum, co nawet w liceum.

    • Cięzko jest zapomnieć o takich rzeczach, ja pierwszy raz o tym mówię, a minęło sześć lat 🙂 Teraz wiem, że trzeba ruszyć do przodu, nie rozpamiętywać… ale żałuję, że nie wiedziałam tego o wiele wczesniej.

  • Jak ja to znam! 😉 Obecnie kończę I klasę liceum i mi osobiście naprawdę udało się rozpocząć nowy okres w swoim życiu. Jednak wcześniej nie było kolorowo. Przez II i III klasę gimnazjum zmagałam się z anoreksją, depresją i innymi zaburzeniami, które zniszczyły mi życie i skutki oczywiście nadal są odczuwalne. W końcu odważyłam się pójść na psychoterapię i to była bardzo słuszna decyzja. Na szczęście wszystko zmierza ku dobremu i jestem dobrej myśli. Trafiłam na wspaniałą klasę, jestem pewna siebie i otwarta na ludzi. Życzę każdemu, by nie dał się ponieść gimnazjalnym smutkom i jakoś „przetrwał” ten dziwny okres młodzieńczy.

    • Tak bardzo cieszę się, że Ci się udało! Trzymam kciuki za to, żeby wszystko właśnie szło po Twojej myśli 🙂 Zaburzenia odżywania są dla mnie bliskim tematem, bo moja bardzo kochana osoba chorowała na to, stąd… stąd cieszę się, że ktoś to pokonał 🙂

  • Ten komentarz został usunięty przez autora.

    • Jestem chyba jedną z tych osób, które gorzej wspominają LO, niż gimnazjum. Po prostu nigdy nie byłam kimś, komu podobają się eksperymenty z alkoholem, no i wolałam się uczyć, dlatego lądowałam na uboczu 😀

    • To chyba wszystko zależy od ludzi – ja też taka byłam, ale w liceum miałam fajnych znajomych, którym w ogóle to nie przeszkadzało.
      Pozdrowienia!

  • Niezapominajka

    Mam 22 lata i narzeczonego.

    Walczę z anoreksją, która rozpoczęła się przez moich rówieśników z gimnazjum. Wciąż mam wrażenie, że kiedy słyszę z ust mężczyzny, który mnie kocha „jesteś piękna”, kryje się w tym kpina. Wiem, że niesamowicie ranię go moim brakiem ufności.
    Ciężko jest żyć z piętnem kompleksów, od których nie da się uciec.

    • Niezapominajko 🙁
      Mam nadzieję, że wyjdziesz z tego bagna. Trzymam za Ciebie bardzo, bardzo mocno kciuki.
      Pozdrawiam Cię serdecznie :*

  • Neruru

    Tak, właśnie tego okresu w swoim życiu nienawidzę i nie zapomnę. Zniszczyło mnie doszczętnie. Psychikę zrównali z ziemią i do dziś dnia walczę ze swoim widmem. A słowa to i tak pół biedy…a czyny? To była męczarnia. Zakreślałam każdy dzień w kalendarzu licząc dni do końca…Do wolności. Chodzenie przez dwa lata do szkolnej pedagog nie wiele zdziałało. No cóż, teraz jest inaczej, jednak moja samoocena wraz z wiekiem niestety nie rośnie 😉

    • Właśnie o tym pisałam. Ludzie to wszystko bagatelizują, a prawda jest taka, że u niektórych takie blizny zostają na całe życie.

      Trzymaj się :*

  • Ewa

    Bravo naprawdę jeszcze istnieje?! O mamo…
    Ja chodziłam do największego gimnazjum w Trójmieście, moloch straszny. Miałam szczęście być w bardzo fajnej klasie, w której byłam z ludźmi, których w większości znałam od 1 klasy podstawówki, i profil matematyczny – aka najlepsza klasa, jakoś to się przekładało na poziom ludzi, ale od pewnych gimnazjalnych przypadłości nie uciekniesz, w tym komentarze na temat wyglądu, docinki, czasem niby niewinne, ale w delikatnej nastoletniej psychice swoje odcisnęły – i potem szukanie magicznych diet, kontrola, porównywanie z koleżankami itd. Dzięki Bogu jakoś dorośliśmy, ja mam bardzo fajny dom, więc nie pogłębiałam tam tych zalążkowych problemów, ale tak, jest coś w gimnazjum, i zależnie od tego, na jaki grunt padnie, różnie może się to rozwinąć. Albo ktoś wyjdzie mocniejszy, albo mocno mu przepierze głowę.

    • Ewa, ja też się zdziwiłam! Masakra, że to dalej wydają, prawda?

      No właśnie. Wszystko zależy od osoby, po jednym spłynie jak po kaczce, a drugi wpadnie w kłopoty. I o ironio, to wszystko przez głupie prztyki…

  • Anonymous

    Podziwiam, że udało Ci się to zwyciężyć. Za mna to bagno ciagnie się wciąż, mam 21 lat i w sumie jest coraz gorzej… depresja, autoagresja, fobia społeczna, zaburzenia osobowości – wszystko. Nienawidzę siebie i nie wiem jak to zmienić.
    Tak, też byłam wyrzutkiem w szkole.

    • Anonimowy, szukasz pomocy u jakiegoś specjalisty? Jest ktoś przy Tobie, żeby Ci pomóc?

    • Anonymous

      Tak, ostatnio udało mi się przełamać i obecnie się leczę, ale to wymaga czasu, długiego czasu…

    • Rozumiem, zdaję sobie z tego sprawę, ale już punkt dla Ciebie, że coś zaczęłaś z tym robić, walczyć 🙂 Trzymam kciuki, żeby było lepiej… :*

  • Ja jeszcze przez siedemnaście dni jestem w tych gimnazjalnych murach i szczerze mówiąc to wspominać będę ten okres niekoniecznie optymistycznie, ale też jakoś specjalnie źle to też nie. Bardzo chcę już znaleźć się w liceum, mam nadzieję, że ten okres będzie lepszy… oby:)

    • Z tego co wiem, to większość osób dobrze wspomina liceum 🙂

  • gorsze wspomnienia mam z podstawówki.

  • Piszesz, że kazdy przeżyl dołujących rówieśników… A ci dołujący rówieśnicy? 😀 Zazwyczaj liderzy grup?

    • Nie napisałam, że każdy, Aniu 🙂 Chociaż powiem Ci, że z tego co wiem, to w niektórych szkołach to wyglądało hierarchicznie – wiesz, jedna grupa śmieje się z drugiej, ta się śmieje z trzeciej…

  • Wszystko zależy od wielu rzeczy, ja jak narazie jestem zadowolona z gimnazjum a tymbardziej z mojej klasy. Przede wszystkim ogromnie się cieszę z tego, że nie wpadłam w złe towarzystwo, mam zainteresowania (jako nieliczna) i dalej bardzo ważna jest dla mnie nauka. Jednak, po niektórych starszych laskach widać że to jest gimnazjum i tego nie zmienisz.Rzadko spotykam się z wyśmiewaniem, jeśli się już trafi jakiś osioł to tak naprawdę wszyscy się śmieją z tego co robi i mówi niż WYśmiewają. Tak czy siak sądzę, że dla większości nastolatków jest to ciężki okres, dlatego myślę że podstawówka z ośmioma klasami była znacznie lepszym pomysłem. 😀

    • Cieszę się, że ktoś ma miłe wspomnienia 😀 (Swoją drogą, ja też, dokuczali mi w grupie, nie w szkole)

  • Szczerze… w podstawówce miałem gorzej, niż w gimnazjum. Może po prostu dlatego, że wyrosło we mnie jakieś poczucie wyższości nad szarą masą idiotów i zacząłem mniej się przejmować?
    Gimnazjum nie było miłe, ale podstawówka była koszmarna.
    W każdym calu.

    • Przykro mi to słyszeć – ja podstawówkę kojarzę bardzo miło, z dzieciństwem, byciem beztroską… Chyba jednak nie zależy to od poziomu szkoły (liceum, gimnazjum, SP), a dzieciaków, które cię otaczają.
      Pozdrowienia 🙂

  • Ja swojego gimnazjum nie lubiłam, jakbym miała możliwość tam wrócić, to oddałabym wszystko, by tego nie robić. Najbardziej lubiłam podstawówkę i przedszkole 😀 Chociaż jeśli mam być szczera, to w gimnazjum i tak było mi lepiej niż w szkole średniej. Tam bardziej dostałam po dupie, bo ludzie zamiast zajmować się swoim życiem, zajmowali się wymyślaniem plot na mój temat. Co jak co, ale fejm to ja byłam. Szkoda, że w negatywnym znaczeniu 🙂

    • Zakochałam się w Twoim avatarze!

      Wiesz, jak teraz omyślę, to rzeczywiście – w liceum sporo ludzie plotkowali, chyba taki wiek 🙂 Pomyśl o tym z drugiej strony – musiałaś być dla nich interesująca, skoro zajmowali się wymyślaniem plotek na Twój temat!

  • Faktycznie gimnazjum to taki głupi okres no bo nie jest już się w tej głupiej podstawówce, każdy chce być na siłę jak najfajniejszy.

  • Widzisz Marto, Ty przeżyłaś swój koszmar w gimnazjum, ja w gimnazjum… i liceum 🙂 Nie dlatego, że było coś ze mną nie tak z wyglądu. Dlatego, że w ostatniej klasie gimnazjum zaczęłam być w związku. Z człowiekiem, który okazał się mieć niepoukładane w głowie i doprowadził mnie do takiego stanu, że przez pół roku byłam leczona na depresję 🙂 Kiedy udało mi się uwolnić od niego i jego psychicznych działań, postanowiłam że w liceum będzie inaczej. Specjalnie udałam się do takiego, gdzie nikt mnie miał nie znać, na drugim końcu miasta. Ale niestety, pech chciał że w swojej klasie miałam „przyjaciółeczkę” byłego chłopaka 🙂 I się zaczął ponownie mój koszmar. Mój były potrafił naopowiadać mnóstwo niestworzonych historii i każdy by mu uwierzył. Za swoich czasów i ja wierzyłam.
    Nigdy nie chciałabym tego przeżywać ponownie. Ogromnie się cieszę, że rok temu skończyłam szkołę, układam sobie życie na nowo. W końcu mamy przed sobą jeszcze całe lata życia, nie warto wracać do przykrych wspomnień, tylko budować lepszą przyszłość 🙂

    • Strasznie smutna ta historia. Mam nadzieję, że teraz będzie już tylko lepiej, trzymam kciuki za Ciebie 🙂

  • Chyba jestem ewenementem, bo żadna część do mnie nie pasuje, mimo, że jestem już na wylocie z gimnazjum. Ale w sumie powiem Ci, że to nie tylko gimnazjum. To nie tak, że wychodzą z gimnazjum i wychodzą na ludzi. No coś Ty, to byłoby zbyt proste.

    • Oczywiście, że tak nie jest. Ale jednak mimo wszystko sporo z tych ludzi przechodzi dziwną metamorfozę w wakacje przed liceum, wiesz? Naprawdę 🙂

  • Oj, wiem o czym mówisz. Ja też odczułam na sobie wyśmiewanie i szyderstwa, choć miałam to szczęście, że miałam swoją grupę znajomych, którzy nie pozwolili mi się załamać. Przy ich wsparciu było mi bardzo ciężko, więc nie wyobrażam sobie co by było, gdybym była z tym wszystkim sama. Nienawidziłam gimnazjum i za nic w świecie bym się do niego nie wróciła.
    Na szczęście w LO nie miałam nikogo z tamtych osób i udało mi się odżyć na nowo.
    Ale bardzo dużo czasu mi zajęło, by nie czuć strachu, gdy mijałam te osoby na ulicy i tak naprawdę wyleczyłam się z tego dopiero na studiach. Teraz mijam ich z podniesioną głową. Choć kosztowało mnie to wiele odwagi. A z kompleksami, powoli, ale skutecznie wciąż walczę.

    • Walcz, walcz, może być powoli, ale ważne, że walczysz 🙂 Kompleksy won!

  • Anonymous

    Marta!.Szczerze to Cie rozumiem,jestem teraz w gimnazjum i choc niezbyt mam fajna klase to znajdzie sie fajne 10 osob.Nikt sie ze mnie nie smieje,a jesli to robia to nic o tym nie wiem i nie obchodzi mnie to.Jednak lekki koszmar mialam w podstawowce,nie smiali sie ze mnie jednak nie bylam zbyt lubiana.To w podstawowce zmienialam otoczenie z 20 razy,z mojej glupoty co do niektorych „paczek” smieje sie do dzisiaj.Moze wtedy popelnilam wiele bledow jednak jestem dumna z siebie ze nie zrobilam wiele innych glupst ktore zrobily moje”kolezanki”(ciaze,codzienne imprezy,wagary).Jedyna moja rada dla przesladowanych w szkole to miec wywalone na wszystko i cieszyc sie zyciem.Trudne?Moze jednak potem bedzie tylko gorzej

    • Ciąże w podstawówce, naprawdę? :O
      Masz dobre podejście do tego tematu – ja żałuję, że nie potrafię do tej pory czasami mieć „wywalone”. 🙂

  • „Nie biorąc pod uwagę tego, jak ich kuksańce są bolesne dla psychiki dorastającego kozła ofiarnego” – przyznaję, że od tego momentu mam świeczki w oczach. Ale uwaga, ja tak miałam już w podstawówce… (cóż, uroki tego, że moja mama postanowiła wysłać mnie do najlepszej szkoły w Łodzi… o nie nie, wcale nie dlatego, że była najlepsza, z lenistwa, bo była najbliżej, a że nie była prawnikiem, lekarzem i innych często nie umiejącym zrozumieć, kochać i okazać miłości człowiekiem, wpajającym mi inne wartości niż hajs, lans, i wysokie stanowiska, miałam przechlapane ;/)

    • Ale widzę, że te wartości w Tobie zostały, a to się chwali 🙂

  • DziamA

    Jestem jak najbardziej za, bo w gimnazjum dzieci chcą już być dorosłe – a tak się niestety nie da. Sama wspominam gimnazjum jako stratę czasu i za Chiny ludowe bym się tam nie wróciła. Najważniejsze jest jednak, by nie dać się sprowokować i nie myśleć o tym, co mówią inni 😉

    • Gdyby to tylko było takie łatwe, DziamA! 🙂 Ale masz całkowitą rację.

  • Ta notka idealnie pasuje do mojego obecnego życia. A więc to normalne że w gimnazjum ludzie lubią wyżywać się na innych i nic nie jest ze mną nie tak 🙂 Dziękuję za taki temat posta. I przyznam, że jestem przeszczęśliwa, że to mój ostatni miesiąc w gimnazjum.

    • Wszystko z Tobą w najlepszym porządku 🙂
      Pozdrowienia i powodzenia w nowej szkole 🙂

  • Ja miło wspominam. Mimo, że sytuacja zrobiła się u nas taka, że z dziewczynami o coś się pokłóciłyśmy : nikt nie pamięta o co, i przez 2 lata wszystkie (14 dzieczyn) podzieliłyśmy się na równe dwie grupy i ten cały czas nie rozmawiałyśmy ze sobą. A jak już to rozmawiałyśmy bardzo niekulturalnie xd dopiero pod koniec 3 klasy pogodziła na wychowawczyni (bo się nam wtedy zmieniła). Ale nie wspominam tego jakoś niemiło, w tych grupkach się zżyłyśmy przynajmniej. ale wszyscy nauczyciele nas wyśmiewali, pamiętam do dziś, jak siadaliśmy : jedna grupka w jednym rzędzi,dni chłopcy po środku a drugie z drugiej strony xd

    • Ach, takie nastoletnie awantury – przerobiłam ich milion, teraz się z nich śmieję, ale kiedyś to dla mnie był wielki problem i tragedia 😀

  • Skończyłam właśnie liceum i był to mega nudny czas. Gimnazjum to było coś. I nie chodzi o to, że byliśmy jacyś niegrzeczni. Po prostu gimnazjum było dla mnie super okresem.

  • Kurde, to brzmi, jak byście byli co najmniej pokoleniem Kolumbów z tym zniszczonym życiem. Dobrze, że mnie to nie dotknęło.
    A swoją drogą – gimnazjum i jego atmosferę tworzą gimnazjaliści, skoro jesteście/byliście gimnazjalistami, wniosek nasuwa się dość oczywisty.

    • Marcin, a po co te prztyki?

    • To nie przytyki. Po prostu nie rozumiem takiego podejścia. Nie, żebym był obrońcą gimnazjum, bo to głupi twór. Ale głupi, jeśli chodzi o ogólną konstrukcję systemu edukacji. Bo jeśli chodzi o młodzież – to co dziś mają gimnazjaliści, kiedyś przeżywało się w późnej podstawówce i wczesnej szkole średniej. To po prostu taki wiek. To, że nie chodziłem do gimnazjum, nie znaczy, że nie miałem za grubych koleżanek, za pryszczatych kolegów i że sam nie byłem za chudy.
      Może problem nie leży w gimnazjum, tylko w młodzieży? I we wzorcach, jaki ma. To, że dziś każda laska chce wyglądać jak modelka albo dupotrzęs z teledysku, i że każda myśli, że każdy chłopak powinien wyglądać jak… nie wiem, Wolverine? I że z kolei każdy gimnazjalista chciałby, żeby każda dziewczyna wyglądała jak gwiazda z redtube’a, to naprawdę nie jest winą gimnazjum. A kompleksy biorą się właśnie z tych wyobrażeń (które być może trochę przerysowałem, specjalnie).

  • na szczęście jestem ostatnim rocznikiem 8 klas podstawówki więc gimnazjum mnie ominęło!
    podobnie jak Ty uważam,że wprowadzenie gimnazjum było chorym błędem!
    ciekawe co wprowadzą i ile się jeszcze zmieni zanim moja córa pójdzie do szkoły…strach się bać

    • Dobrze by bylo, gdyby przywrócili osiem klas 🙂

  • Ja nie pamiętam takiego gimnazjum… ale przykro słyszeć to wszystko. A słyszę czasem rzeczywiście. Musimy chyba stworzyć jakiś program budowania własnej wartości, Marto, nie sądzisz?

    Dziękuję Ci jeszcze raz za motywującą historię u mnie! :*

    • Dag, taki program to świetny pomysł! To co, zabieramy się za to? 😀

      Nie ma za co dziękować – to była czysta przyjemność 🙂 :*

  • Dla mnie gimnazjum było( w sumie to jeszcze kilkanaście dni jest ;p) wreszcie normalną szkołą. Nie wyobrażam sobie jeszcze dwóch lat widywania swoich prześladowców z podstawówki i nie wiem w jakim punkcie swojego życia i czy w ogóle byłabym teraz gdyby wciąż obowiązywał system ośmioklasowych podstawówek. Wszystkiemu winny był wf, którego szczerze nienawidzę do dzisiaj i nigdy nie zrozumiem dlaczego uczniowie darzą go takim kultem.Jeśli ktoś gra na instrumencie na muzyce jakby miał dwie połamane ręce a do tego ciężkie porażenie mózgowe nikt nie próbuje go od razu zniszczyć. Groźby , wyzwiska , ośmieszanie , rzucanie różnymi rzeczami , zamykanie szatni na klucz przed nosem i inne takie „szczegóły” .Nie miałam ani jednej osoby z którą mogłabym normalnie porozmawiać i to co przeczytałam w komentarzach poniżej to naprawdę malutki procencik tego co przydarzyło się mi. Na ten moment nie umiem tego opisać i pewnie wyjdzie banalnie,ale jakoś chciałam zabrać głos :)Może kiedyś sama dla siebie spiszę wszystko w szczegółach i zakopie gdzieś głęboko ,żeby już nigdy o tym nie myśleć Dla mnie te wspomnienia wciąż są żywe,do dziś jak widuje na ulicy tamte osoby nie mogę złapać oddechu , nie mówiąc o podniesieniu głowy. Może to też wynika z faktu ,że moja aktualna klasa jest klasą profilowaną i 20/28 osób ma wyróżnienia i paski, a jednak inteligentni ludzie ( a przynajmniej ambitni ) nie odreagowują swoich kompleksów na innych. Do liceum tez się wybieram do innego miasta , tutaj prawdopodobnie pójdzie spora część moich „znajomych” z podstawówki bo to zespół szkół a ja naprawdę nie zamierzam ich spotkać po raz kolejny. Jeszcze tak co do tego zmieniania się gustu muzycznego – w gimnazjum to faktycznie jakaś epidemia, ale to w sumie dobrze , w podstawówce wszyscy słuchali tego co akurat było na topie, teraz tak robią już tylko nieliczni. W końcu do muzyki też trzeba dojrzeć, ciężko np. wymagać od dziesięciolatka zrozumienia np. tekstów Pink Floyd . Tak poza tym to chciałam jeszcze powiedzieć , że blog jest naprawdę niezwykły i właśnie przerabiam teksty o motywacji – przydadzą się na lato , gitara sama się sobą nie zajmie xD

    • Smutno jest mi słyszeć takie historie. Dobrze, że już po wszystkim, trzymam też kciuki a nowe liceum 🙂
      W podstawówce u mnie wszyscy słuchali hitów z Vivy. Wtedy MTV mieli tylko nieliczni 😀

      PS I dziękuję za komplementy, mam nadzieję, że te motywujące wpisy się przydadzą!

  • Ja dopiero po wejściu do liceum odetchnęłam z ulgą. Koniec z ludźmi bez ambicji, szczeniackim pyskowaniem, ignorowaniem jakiejkolwiek motywacji ucznia do bycia lepszym. To nie gimnazjaliści są najbardziej demotywujący. Na ucznia, który chce coś osiągnąć, a trafia do zwykłej „osiedlówki”, nauczyciele nie patrzą zwykle przychylnym okiem, co najwyżej pobłażliwym.
    Gimnazjum nie wspominam źle, ale dla mnie to trzy lata marnotrawstwa. Nie sprzeciwiam się podziałowi na podstawówkę i gimnazjum, ale nie podoba mi się system, w którym uczniowie są przydzielani do szkół rejonowych i są sobie wiecznie równi. Nieważne, że jeden z nich mógłby okazać się geniuszem, a drugi z ledwością skończy zawodówkę.

    • Oj, ja mam tyle żalu do nauczycieli, że mogłybyśmy się nieźle dogadać 🙂
      I rzeczywiscie – ja też taką różnicę poczułam w liceum. Wreszcie ludzie w miarę ogarnięci, nie wiem, czy to przez wiek, czy przez to, że chodziłam do lepszej szkoły…

      A z tymi rejonami jest trochę słabo. Ja przez to miałam kompletny misz-masz w gimnazjum. Dobrzy uczniowie, zwykli, ale też np. parę osób z tak zwanej patologii – lali się na każdej przerwie i te sprawy…

  • Zdecydowanie, to czas spędzony w gimnazjum, kiedy dojrzewamy kształtuje nas samych. I robi z nas albo oprawców, albo ofiary… Co jest totalnie bezsensownym podziałem! Z urazów z gimnazjum trzeba wyrosnąć, trzeba je przetrawić, zapomnieć, choć jest trudno. Bardzo trudno…

  • nie chodziłam do gimnazjum , omieło mnie to „szczęście”, ale to chyba oznacza, że jestem strasznie stara.
    P.S. Marta od kiedy stałaś się sławna juz do nas nie zaglądasz 🙁

  • Właśnie skończyłam gimnazjum 🙂 I bardzo się z tego powodu cieszę , zgadzam się z twoją opinią w 100 % jednak pomimo tego , że większość młodzieży wychodzi z tamtąd zdemoralizowana ja w żadnym razie nie identyfikuje się z tą grupą ! Zapraszam do mnie http://bbqbooks.blogspot.com/

  • Anonymous

    Miałam to samo… Pod koniec podstawówki doszła „nowa” i wtargnęła w moją przyjaźń trwającą od przedszkola. Na początku była miła, ale z biegiem czasu zauważyłam, że zaczęła burzyć mi wszystko. Moją przyjaciółkę nastawiła złowrogo wobec mnie. Mimo to trzymałam się z nimi w grupie, bo bałam się „odepchnięcia”. Każdego dnia wsłuchiwałam się w nagonki wobec mnie-jestem kujonką, nie potrafię się bawić, jestem nudna i strachliwa, bo boję się przekląć czy zapalić papierosa. Starałam się zmienić dla nich i zauważyła to moja wychowawczyni(na szczęście) po moim zachowaniu i drastycznym spadku ocen. Podsłuchałam jej rozmowę z moją mamą, a także wzięłam sobie do serca jej poradę, by nie zmieniać się na siłę. Nadszedł czas wakacji, a ja po prostu się odizolowałam od grupy „przyjaciółek”, zapomniałam tylko, że wędruje ona w progi tego samego gimnazjum(łączone SP i gimnazjum) i się zaczęło… Unikałam jakiegokolwiek kontaktu z nimi, mimo to one mnie prześladowały. Komentowały mnie codziennie-to jaką mam fryzurę, jak się ubrałam, co powiedziałam na lekcji czy choćby to, jaką książkę odważyłam się wziąć w bibliotece… Wydawać się może, że to błahostki, ale dla osoby, którą dotyka prześladowanie przez niegdyś bliską osobę, którą traktowało się jak rodzeństwo przez 7 lat, to koszmar.To był koszmar, od którego nie mogłam się uwolnić. Zaczęłam przyłapywać się na tym, że brak mi odwagi, by założyć spódniczkę(bo jak to zostanie przez nie skomentowane?),by wypowiedzieć się na lekcji czy spróbować zagadać do kogoś. Odizolowałam się i było mi smutno.W ostatniej klasie gimnazjum zaczęłam jednak przełamywać lody z rówieśniczkami z przeciwnej klasy. I to one mi pomogły-pomogły mi uwierzyć w siebie. I mimo, że nie są one moimi bliskimi przyjaciółkami, mimo, iż rzadko odbywamy rozmowy, to one sprawiły, że inaczej zaczęłam się postrzegać. Poszłyśmy do tego samego liceum i mimo tego, iż nadal preferuję przebywanie sama ze sobą (jestem introwertyczką), to w czasie rozmowy z nimi, nie boję się pokazać prawdziwej siebie, nie boję się wypowiedzieć własnego zdania. Przez liczne przejścia w moim życiu, boję się zawrzeć przyjaźń, bo jej koniec boli bardzo(może się to wydawać dziwne, ale pisząc ten komentarz, mam łzy w oczach, przypominając sobie moje wszystkie styczności z rówieśnikami, bo sprawiły one, że do dziś mam w sobie pewną barierę, która sprawia, iż nie chcę zawierać nowych znajomości i boję się tego) i kontakty interpersonalne są dla mnie „wykonywalne” właśnie tylko z dziewczynami, które pomogły mi wyjść z opresji. I mimo, że nie mam przyjaciół, mimo, iż spędzam czas w gronie samej siebie, jest mi z tym dobrze i jedyną przyjaciółką, jaką uznaję, jest moja siostra, bo to ona nigdy mnie nie opuściła w trudnych chwilach. W liceum zaczęłam być własną „ja”, zaczęłam ubierać się tak, jak mi się podoba, czesać się tak, jak mi się podoba, malować się tak , jak mi się podoba, wypowiadać się tak, jak mi się podoba i spełniać swoje pasje i wreszcie zaczynam czuć, że jestem samowystarczalna. Nie obracam się w jednym konkretnym gronie znajomych-z reguły czas szkolny spędzam sama ze sobą, ale zdarza się, że w czasie przerwy towarzyszy mi któraś z sympatycznych osób z mojej klasy i wtedy jestem szczęśliwa, bo nie boję się powiedzieć, co sądzę i nie słyszę przytyków na temat mojego wyglądu czy zachowania. I okres wakacyjny postaram się przemienić w okres uszlachetniania siebie, postaram się „odbyć warsztaty” pewności siebie i wreszcie rozkwitnąć. I każdemu tego życzę.

  • Anonymous

    A ja pochodzę z wiejskiej, niedużej szkoły. I było wiele przykrych sytuacji, wiele osób trochę się „stoczyło”-przykre, ale to fakt. Ale mieliśmy fajnych nauczycieli, pomagali nam rozwiązać problemy i potem już było super. Mój rocznik był w miarę normalny, nie czytali tych głupich pism, nie było żałosnych „związków”. Dopiero teraz, kiedy to już koniec, widzę jakie to były beztroskie, radosne chwile ;( I jak bardzo byli dla mnie ważni. Jednak gimnazjum może być świetne. Liceum pewnie też, jeśli się wie czego chce, a ja nie wiem kompletnie i się bardzo boje kolejnej szkoły ;( PS. Świetny blog, taki pozytywny!! :):)

  • Właśnie dzisiaj zostałam przyjęta do liceum, a tydzień temu skończyłam gimnazjum. Okres gimnazjum będę źle wspominać, bo to było dość męczące ze względu na rówieśników.. Praktycznie codziennie płakałam wieczorami. A teraz nadchodzi liceum, nowy okres w życiu człowieka i mam nadzieję że to będzie najlepszy do tej pory, a w przyszłości jeden z najlepszych:)
    Buziaki Marta, uwielbiam czytać Twojego bloga! Świetnie piszesz:)

  • Miałk

    Ja za miesiąc kończę gimnazjum i powiem szczerze, nigdy nie cieszyłam się z niczego tak bardzo jak z tego. Chodzę do dość małej, wiejskiej szkoły, gdzie znamy się praktycznie wszyscy. Z moją klasą znamy się od dziewięciu lat, a z niektórymi osobami nie zamieniłam ani słowa przez ten czas. To pewnie dlatego, że w podstawówce wszyscy mnie ignorowali, a w gimnazjum stałam się dla nich jakimś potworem. Twierdzą tak nawet osoby, które, jak już wcześniej mówiłam, nawet nigdy ze mną słowa nie zamieniły. Oj, jest tu o czym opowiadać. Nikt tak nie potrafi zniszczyć psychiki jak moi znajomi. Serio, rozjebali system. A najśmniejszniejsze jest to, że aż do pierwszej klasy gimnazjum myślałam, że to coś ze mną jest nie tak. I nie tylko byłam mega zakompleksiona, ale też przekonana, że jestem tyle samo warta co worek ziemniaków :/

  • mateusz33

    Marta lol niezłe dużo mi to daje do myślenia. teras wiem na co mam być pszygotowany.

  • O dziwo jestem w gimnazjum. Klasie mam w większości fajną. Mam sporo znajomych. Nie nudzę się na lekcjach. Ja przechodziłam tą słynną gimbusiarską traumę w podstawówce i się cieszę że już w niej nie jestem. Nie zadaje się już zbytnio z tamtymi osobami (obecnie szlachta z 2b). Jestem z tego powodu szczęśliwa. Chociaż zdarzają się upadki to trzeba potrafić się podnieść. Czuje że te trzy lata będą piękne :> To, że sześć lat było koszmarem wyklucza chyba, że mam to samo przechodzić w gimnazjum. Nie jestem już tą samą osobą. W gimnazjum według mnie chodzi o szukanie siebie.Zmianę otoczenia, szukanie pasji… . Poza tym nie oszukujmy się są debile, których nienawidzę za to że oddychają. Jednak nie mam z nimi w ogóle kontaktu. Czasem boją się odezwać jak ja jestem w konwersującej grupie. (Bo przecież nikt nie chciałby mieć kontaktu z osobą która nosi ciuchy po babci i myje się raz na dwa tygodnie. Zakładającą legginsy na dodatek jak się ma grubą dupę. Nie chcę znać takich osób!)

  • Trochę to stereotypowe myślenie. Pamiętam, że w podstawówce było nie lepiej.
    O dziwo, moja nauczycielka od chemii jest bardzo miła (od fizyki to jędza).
    Prawda, że są jeszcze debile, ale to zawsze i wszędzie. W przedszkolu, podstawówce, gimnazjum czy nawet w pracy. Zawsze znajdą się idioci, obojętnie czy to gimnazjum, czy nie.
    Też nie ma co kogoś negować tylko ze względu na to, że chodzi do gimnazjum. Często bywa, że dzieciaki są bardziej dojrzałe od licealistów. Co prawda nie ma co przesadzać z tą dojrzałością, ale nie wszyscy palą szlugi czy ćpają. Są też inteligentne osoby.
    Ale prawda, masz rację. Zazwyczaj to słabi psychicznie gówniarze. Ale co poradzić? Czas tego, przepraszam za wyrażenie, pieprzonego dorastania. Każdy to w końcu przechodzi, takie życie.

    Prestidigitator.

  • Cindy

    A ja gimnazjum wspominam bardzo dobrze. Z podstawówki mam trochę traumatyczne przeżycia – bo jednak małe dziecko wszystko przeżywa bardziej. Klasa w liceum była trochę nijaka, a trochę zarozumiała, w szkole było nudno, poza tym było zbyt dużo stresu, obowiązków i zbyt mało czasu. A właśnie gimnazjum mi się kojarzy z zabawą, beztroską, rozwijaniem swoich pasji i poznawaniem nowych ludzi i odkrywaniem siebie.

  • Opisałaś bardziej syndrom gimbusa 😉
    Zastanawiam się, czy byłam tak dojrzała, czy po prostu zadawałam się z odpowiednimi ludźmi.

  • beztile _

    W czerwcu skończyłam gimnazjum i od tamtego momentu jestem śmielsza, pewniejsza siebie i weselsza. W gimnazjum nie było okropnie, to znaczy nie rzucali we mnie jedzeniem, ale nie było dobrze. Byłam osobą, którą można wykorzystać jak czegoś się nie ma, albo jak się nie umie na kartkówkę. Miałam znajomą, którą jeszcze niedawno uważałam za przyjaciółkę, ale jak teraz na to patrzę to ona cały czas traktowała mnie jak śmiecia. Jak nie pasowało jej to co powiedziałam przestawała się do mnie odzywać. A ja później chodziłam cały dzień zastanawiając się, co źle zrobiłam, czy jej nie uraziłam. A tak naprawdę nie powinnam się nią przejmować. Miałam też paru „kolegów” w klasie, którzy cały czas się ze mnie śmiali, a to dlatego, bo się potknęłam, a to bo głupio wyglądam ćwicząc na w-f. Mimo, że powtarzałam sobie, że nie mają racji, to i tak bolało, za każdym razem jak byłam nazywana głupią, grubą, świnią. W pewnym momencie nawet usłyszałam „Po co przychodzisz do szkoły? Nikt cię nie lubi i nie chce w tej klasie.” I ja głupia przestałam chodzić do szkoły, wymawiałam się bólem głowy, albo inną chorobą. Byle nie iść do szkoły. Miałam zagrożenia, byłam zlekceważona przez nauczycieli, bo myśleli, że po prostu jestem leniwa i olewam oceny. A teraz nie mogę doczekać się liceum. Nie dam sobą tak pomiatać jak wcześniej, bo to nie ze mną jest coś nie w porządku 🙂

  • Olkie

    Niestety należe do grona osób, które bardzo przeżywają czasy przeszłości z gimnazjum. Niby mam 19 lat, skończyłam szkołę średnią, maturka też napisana, ale wspomnienia bardzo często odbijają się na moim życiu codziennym. To jest mój pierwszy wpis na jakimkolwiek forum, bo zawsze uważałam, że z takimi przemyśleniami idzie się podzielić bliskim osobom, jednak może pisząc wyrzucę z siebie co mnie gryzie 🙂 Więc, przez całe gimnazjum wyglądałam inaczej niż inni, lubiłam czarne ubrania, glany, ćwieki, farbowałam włosy na czerwony kolor, ogółem wiadomo o co chodzi ;p I nie robiąc nic złego innym byłam poniżana jakbym była jakimś dziwadłem. Co prawda nie przez całą klasę, miałam grupę koleżanek z którymi lubiłam gadać, śmiać się, wygłupiać, problem tkwił w chłopakach i to w większości z nich. Mimo, że zwracałam dużą uwagę na swój wygląd i dbałam o siebie to wyzywana byłam od brudasek, wiedźm czy innych takich a kiedy spóźniałam się na lekcje moi „koledzy” z klasy wiedzieli lepiej jak mnie usprawiedliwić niż ja sama i mówili, że pewnie byłam na czarnej mszy albo jadłam koty xd Pamiętam nawet jak na religii mówili, żeby ksiądz nie dawał mi Biblii, bo ją zapewne rozszarpie. A co to za oburzenie było, kiedy koleżanka zrobiła mi trzy dziurki w uchu. Mimo, że moje koleżanki też miały po trzy kolczyki to mnie musiano wymieszać z błotem i twierdzić, że jestem emo i się samookaleczam (mimo, że za emo nie przepadałam, bo kojarzyli mi się z osobami tnącymi się i non stop narzekającymi na swoje życie). Żeby nie przedłużać codziennie dawano mi do zrozumienia, że jestem gorsza, nawet gdy musiałam coś przeczytać na lekcji czy powiedzieć na forum klasy, to od razu wzrok chłopaków kierował się na mnie i do dziś pamiętam ich pogardliwe uśmieszki mające nadzieje, ze zaraz się przejęzycze lub powiem coś nie tak, nieważne byle tylko mieć beke ze mnie. Swój wizerunek zaczęłam zmieniać po opuszczeniu szkoły plastycznej, chociaż i w nowym liceum jeszcze rok ubierałam się jak się ubierałam, jednak ludzie tam byli dojrzalsi i nie patrzyli na to jak wyglądam.Na dzień dzisiejszy w życiu nie założyłabym glanów, włosy pofarbowałam na naturalny brązowy kolor a czarne ciuchy poszły w niepamięć i mimo, że mój wizerunek się zmienił to uraz psychiczny mam do tej pory, wystarczy, że ktoś się na mnie spojrzy czy zaśmieje się przechodząc obok mnie to zastanawiam się czy to ze mnie, czy ze mną jest coś nie tak. Oczywiście samoocena też poszła w dół, mimo, że próbuje zwiększyć pewność siebie. Przez jakiś czas wychodząc ze znajomymi w grupie znalazł się mój dawny prześladowca z gimnazjum i do tej pory, gdy pojawiał się czułam się jakoś niepewnie i do tej pory go nie lubię, no, ale to juz tak na marginesie. Teraz mam nowe życie, poznaje nowe coraz fajniejsze osoby, mam kochającego chłopaka z którym jestem rok, ale nie wiem kiedy w końcu wezmę się w garść i zapomne o tamtych chwilach i przestane sobie wmawiać, że jest coś ze mną nie tak. Napisałam tu ponieważ wczoraj spotkałam sporo chłopaków z gimnazjum na mieście i wspomnienia powróciły do tego stopnia, że beczałam jak jakaś gówniara przez pół godziny chłopakowi w słuchawkę, bo z nowo poznanych ludzi tylko on wie jaką miałam sytuację. Shit, sorry, że tak się rozpisałam xd

  • Dlatego właśnie wyrzuciłam ze swojego słownika słowo „gimnazjum”. Wielu, uważa, że przesadzam, twierdząc, że ta szkoła jest absolutnym złem wcielonym. Okazuje się, że nie tylko ja wspominam te trzy lata niezbyt pięknie.. Tak się nieprzyjemnie złożyło, że ten okres, to moment, który nas kształtuje i niech mi nikt nie wmawia, że jest inaczej. Nawet po kilku latach to gimnazjalne „szaleństwo” odbija się czkawką i minie sporo czasu, zanim młody człowiek zniszczony przez tę szkołę, znów stanie na nogi.

  • Zapomniana354

    Jestem w 2 gimnazjum. Chodzę do szkoły we wsi liczącej 150 osób. Nienawidzę tego miejsca.. W podstawówce chodziłam w czym chciałam, tak jak chciałam i byłam sobą. A teraz ? Nawet nie pamiętam kiedy ostatni raz nie udawałam kogoś kim nigdy bym nie pomyślała że będę, a wszystko przez to, że mnie wyzywano . Miałam (nadal trochę mam ) problemy z trądzikiem, więc wyzywano mnie od pryszczorodów. Nie miałam nadwagi bo ważyłam 50 kg do wzrostu 160 cm a i tak wyzywano mnie od grubasów. Nie mam przyjaciół. Nawet nie wiem gdzie ich szukać, w mojej klasie są same puste plastiki które gdy poruszą palcem rozkazują innym co mają robić. A inni to robią, bo przecież jak tu się nie oprzeć 3 tonami tapety, wypchanymi cyckami i krótkiej spódniczce mini .. Nie pragnę niczego tak bardzo jak wyjścia z tej szkoły. Mam chłopaka który stara mi się pomóc. Tylko, że on też był wyzywany i wykorzystywany. Sam udaję kogoś innego by inni go nie wyzywali.
    W końcu mamy XXI wiek tu za bycie sobą jesteś wyzywany i poniżany..

  • zula04

    A ja mam nieco inne zdanie – czy też raczej doświadczenie. W gimnazjum byłam w tej samej klasie, co w podstawówce i wszyscy dobrze się znaliśmy – przynajmniej na tyle, by móc pogadać (to się zresztą potem odbiło, miałam problemy w pierwszych dniach liceum, ale mimo to cieszę się z dziewięciu lat przyjaźni). Dla mnie te trzy lata to było dorośnięcie – nie takie z dnia na dzień, ale nagle zorientowałam się, że nie myślę tak jak kiedyś, że biorę więcej rzeczy na poważnie itd. Razem z koleżanką od końca drugiej klasy zastanawiałam się, które liceum wybrać, co też otworzyło mi oczy: nagle okazało się, że nasze wyniki teraz zaważą na naszej przyszłości (przy okazji odkryłyśmy parę słabych punktów szkolnictwa).
    Być może też wynikało to ze specyfiki mojej klasy, z tego że się dobrze znaliśmy, ale nigdy nie usłyszałam, że jestem „kujonem”. Może dlatego, że starałam się być choć trochę asertywna, pomagać zamiast dawać odpisać lekcje, ale nigdy nie miałam poczucia że ktoś mnie nie lubi, bo umiem rozwiązywać zadania z matematyki. W klasie były lekko odcięte grupki, ale bardziej na zasadzie „wolę spędzać czas z tą i tą”, nieporozumienia oczywiście się zdarzały, ale większych konfliktów nie było.
    Z perspektywy czasu mogę tylko powiedzieć, że żałuję, że moja paczka się rozeszła. Ja kiedyś codziennie rozmawialiśmy, żartowaliśmy i tak dalej, tak teraz rzadko do siebie piszemy, nie mówiąc o spotkaniach. Mimo to gimnazjum wspominam bardzo dobrze i nie chciałabym, żeby ten czas potoczył się inaczej.
    A jeśli mowa o niszczeniu psychiki i tak dalej – mam wrażenie, że to w dużej mierze wynika z faktu nieznajomości innych, wstydu i własnej obniżonej samooceny, co sprawia, że ludzie się wyżywają na innych. (czytałam ostatnio wspaniałą książkę, „7 dni” Eve Ainsworth, o ośmieszaniu, poniżaniu i problemach, które może mieć każdy, nawet ta najładniejsza w klasie laska). Ale o tym pisało już wielu.

  • Nic tak nie rozwala psychiki jak gimnazjum – w moim przez szkolną ,,elitkę” było niedawno samobójstwo, zatem można uznać, że moje było bardziej beznadziejne. Choć jak o tym myślę, to czuję jedynie wdzięczność do paczki z zajęć plastycznych – nauczyli mnie sobie radzić, gdy ja miałam lat pięć, oni najwyżej dziesięć i naprawdę nie mogli mi zaszkodzić swoim wyśmiewaniem mnie, bo jeszcze byliśmy za mali. To zadziałało jak szczepionka.
    Tak więc gdy moje niezdiagnozowane RLS – czyli czemu zanim podpisałam się Sławomira byłam Krążownikiem – zostało powodem do śmiechu mi nic się nie działo. A oprócz tego RLS były pryszcze, kujonką też byłam, zawód ,,miłosny” (o tak, tyle tam było tej miłości…) o którym wszyscy wiedzieli był, dziwne ubrania były, są i będą.

  • Justa

    miałam podobną historie i czuję że to jest czas na podzielenie się moimi wspomnieniami z innymi… czemu przez intermet ? Może tak jest łatwiej opowiedzieć coś osobą których sie niezna.
    Nom więc przez rówieśników byłam prześladowana praktycznie od przedszkola wiadomo ludzie są wredni i muszą na kimś sie wyrzyć „znaleść kozła ofiarnego ” . Jednak mam jedną przyjaciułkę która zawsze mnie wspierała.
    Chodziłam do najbliszczego gnazjum w okolicy odalonego o 1 miejsowość odemnie niestety złorzyło sie że trafiłam na dobrze uczącą sie klase czułam sie w niej jak jakiś osioł zastanawiałam sie czy to oni są inni czy to ja kestem jakaś niepełnosprawna umysłowo. Te ciągłe szepty na mój widok i te „fuj” jak ktoś mnie dotkną na wuefie, czy ta moja nadwaga serio im aż tak przeszkacała ? Miałam średnio 65kg na 162cm przeciesz były grubsze dziewczyny a bardziej popularne w klasie ale powiedziałam sobie ok nie dam sie tak jakoś przeżyję gimnazjum i nie pozwole żeby to sie powturzyło .
    W 3 kl doszła do naszej klasy daria po jakimś czasie klasa ją odrzuciła miałam do wyboru przyjąć ją czy zrobić tosamo więc niemając innego wyboru namówiłam przyjaciółkę abyśmy die z nią zakumplowały i tak jakoś było teraz naśmiewali sie troche ze mnie troche z dari no wiecie takie ich wygłupy z snieżkami w zime „jak trafimy darie w głowe 100 punktów” itp
    Gdy nadszedł czas końca gimnazjum odrzuciłam kontakt z wszystkimi pomijając te dwie koleżanki o których wspomniałam.
    W zawoduwce (wybrałam tą szkołę ze względu na moje zle oceny i zanirzonej samooceny) więc myślałam że bedzie źle i nikt mnie nie polubi teraz mam mnustwo koleżanek i kolegów których niespodziewałam sie mieć 🙂
    Jednak pozostał jakiś ślad na psyhice np jak ide sama korytarzem czasami wydaje mi sie wszyscy na mnie patrzą lub uśmiechają sie ironicznie i nie umiem poczuć bliskości jakiejś więzi do nowych koleżanek które jak mi sie wydaje bardzo lubie a oni chyba mnie tez
    Zastanawiam sie cze gdyby nie ci co sie ze mnie śmiali niemiałabym lepszych ocen i czy nie mogłabym iść do technikum lub liceum
    Mam nadzieje, że wszystko sie ułorzy tak jak bym chciała i rzyczę powodzenia innym w mojej Sytuacji 🙂
    sory za to ze tak sie rospisałam i za błędy ortograficzne no wiecie dyskekcja i małe przyciski w telefonie 🙂

  • Agata

    U mnie było zupełnie odwrotnie. Byłam w tak zwanej klasie integracyjnej. Było nas mniej i zawsze się dogadywalismy. Były różne spory i tak dalej, ale jakoś z tego wychodzilismy. W gimnazjum poznałam moich najcudowniejszych na świecie przyjaciół, z którymi trzymam się do teraz i nie wyobrażam sobie życia bez nich. Przychodzilam do szkoły z myślą, że znów będziemy razem robić różne szalone rzeczy.
    A teraz jestem w liceum. I jest zupełnie inaczej. W klasie atmosfera jest gęsta jak zupa. Utworzyły się rozmaite kółka wzajemnej adoracji. Wiecznie o sobie plotkuja, aż strach się odezwać na lekcji. Czasami mam wrazenie, że ci ludzi są bardziej dziecinni niz my(ja i moja paczka) byliśmy w gimnazjum.

  • Julia

    Jestem już rok w szkole średniej. Bardzo się z tego cieszę. czy bym wróciła? nie. a dlaczego? poznałam dużo ludzi, każdy z różnego środowiska, niektórzy dokuczali, krzywo patrzyli. Nie czułam się tam dobrze. Dopiero od września jestem szczęśliwa i pewna siebie. Tu ludzie są ogarnięci, choć zdarzają się szczególne przypadki („znajomi” z gimbazy -,-), jednak ich zdanie mam gdzieś. Tłumaczę sobie, że widocznie jestem za fajna i każdy mi zazdrości, bo nie jest w połowie taki jak ja. Czasami mnie wkurzają głupie teksty, ale mam to w dupie. Po co będę się przejmować chamskim zachowaniem? Trzeba dorosnąć, a nie zachowywać się jak gówniarz. widocznie rozwój intelektualny zatrzymał się na poziomie gimnazjum (u niektórych pewnie w poprzednich latach edukacji) albo jeszcze nie znaleźli mózgu xD . Nie mówię, że wszyscy tacy są, ale niestety wciąż są takie osoby…

  • Serena

    Wspominam bardzo żle gimnazjum. Byłam osobą, której dokuczali. Żyję z tym do tej pory. Nie utrzymuję kontaktów z osobami z gimnazjum ze względu na to jak się zachowywali w stosunku do mnie. W domu nie miałam wsparcia. Mówiono mi, że to przeze mnie.

  • Anna

    Właśnie idę do gimnazjum. Chłopcy się ze mnie wyśmiewają bo od kilku w 4/5 klasie zaczęłam słuchać rocka i metalu (nie dla szpanu jak to czasami się dzieje). Ogólnie miałam inne poglądy na różne sprawy. Gram też w piłkę nożną, przez co chłopcy mi mówią, że jestem chłopczycą. Jak zapytałam jednego żeby wymienił mi 3 argumenty to go zatkało i powiedział, że tak nie uważa. Wraz z tym mój charakter zaczął się zmieniać. Stałam się sarkastyczna i chamska (można powiedzieć, że życie mnie tego nauczyło). Na dodatek mają problem, jak zachowuję się w stosunku do nich. Nigdy nie płakałam przez ich słowa. Chyba, że ze śmiechu. Jak można być tak głupim i wyśmiewać się z kogoś, a nie widzieć co oni robią. Zacytuje tu Jonathana Davisa: Śmiejecie się ze mnie, bo jestem inny. Ja śmieje się z was, bo wszyscy jesteście tacy sami. I zgadzam się z tym. To psuje psychikę, ale jeśli ktoś ma ją silną to się nie da. Zresztą idzie się przyzwyczaić i zobojętnieć. Śmiejmy się im w twarz, bo to ich dezorientuje. Raczej nie przestaną, ale nas nie będzie to tak dotykać. I pamiętajmy o sarkazmie, a nie obrażaniu typu: jesteś głupia, idiotka bo to po prostu jest głupie.

  • SilentLnx

    Temat stary, ale dla mnie aktualny. W podstawówce byłam bardzo zakompleksioną kujonką, bez nawet jednego kolegi czy koleżanki w klasie. Gimnazjum było blisko, więc większość mojej klasy wylądowała w tym samym składzie na kolejne trzy lata. Ja również. Miałam nadzieję na trochę lepszy okres życia.
    Wtedy wyjechałam na kolonie, gdzie w końcu ktoś mnie dostrzegał, szanował i lubił. W sumie to dzięki temu udało mi się uwierzyć, że mam swoją wartość. Stałam się też bardziej asertywna i chociaż niektóre nawyki zostały (wiecznie rozpuszczone włosy, żeby się ukryć nadal u mnie królują) to jednak zmiana była diametralna. Zaczęłam się prostować, pochodzić do ludzi, wyrażać swoje opinie i po prostu „być sobą”.
    A wtedy wrzesień. Trzy lata piekła. Dziś jestem w trzeciej klasie gimnazjum, moje „przyjaciółki” imprezują za moimi plecami nie wiedząc, że wymówki w stylu „powtarzam materiał na kartkówkę” są dla mnie zbędne, bo i tak wiem co robią. Chłopaki nigdy mnie nie zaczepiają, bo nie daję się im łapać za tyłek i biust na przerwach, nie noszę tapety ani nie ubieram przyciasnych bluzek, żeby „mogli się napatrzeć”. Wielu mnie nienawidzi z powodu dobrych stopni, wyrażania własnej opinii zamiast potulnego kiwania głową.
    I wiecie co? Mówię sobie: Byle do czerwca. Mogą mnie nienawidzić, mogą zazdrościć i podważać wszystko co zrobię i powiem (serio, tak się dzieje) ale przynajmniej zachowuję godność i JESTEM SOBĄ. Nie dajcie się stłamsić tłumowi. Bądźcie sobą, bo to najbardziej wkurza innych.

  • Gość23

    Dla mnie gimnazjum było świetne. Najbardziej cenię sobie moją byłą klasę, super ludzie. Niektórzy są dalej w tej samej szkole.
    Jako chłopak twardo stąpam po ziemi. Czasami były głupie żarty nazywane gimbusiarskimi 🙂
    Nie raz trzeba było postraszyć: ogarnij się, bo cię „sprzedam”. Zwłaszcza gdy rówieśnikom z innej klasy dochodziła kreatywność do głowy.
    Dla mnie piorytetem była nauka. Tym sposobem uniknąłem wszelkich sporów, manifestowałem swoją odwagę, przy okazji przenosząc konflikt na stronę „śmiechu”. Raczej grono męskie, nie miało zawyżonego ego.
    Jako, że chodziłem do super klasy, która z nielicznych osiągała najlepsze wyniki. Byliśmy oczkiem w głowie.
    Tylko, że dla grona żeńskiego, wystarczył hejt i już robiło się niesmacznie. Płacz i na szczęście wizyty u pań.
    Przez cale gimnazjum nie miałem żadnego wroga. Myślę, że NASZE nastawienie zmienia całą sytuację.
    Zbytnie przejmowanie się tym co mówią inni, osądzanie innych po okładce.
    Miałem okazję poznać na prawdę super ludzi, rozmawiałem z każdym, nawet z „niegrzecznymi”.
    Kiedy poszedłem do liceum zaczęło nawet brakować mi tej atmosfery gimnazjum.
    Tutaj już ludzie wiedzą po co są, planują zdobyć wykształcenie.
    W gimnazjum czułem się bardziej zaopiekowany niż w liceum. Choć to się zmienia na 2 roku.

    • Gość23

      W tej samej szkole* – miałem na myśli w tym samym liceum 🙂