Codziennie wstaję o 6.40.

Nie dlatego, że jestem demonem produktywności i rannym ptaszkiem, który najchętniej zrywałby się o piątej, ale wtedy jeszcze nie ma co robić. Nie mam problemów ze snem, wręcz przeciwnie: nastawiam trzy budziki, bo ten pierwszy zazwyczaj wyłączam kompletnie nieświadomie. Wstaję, żeby zrobić chłopakowi śniadanie.
Naiwne, nie?

para zakochani randka spotkanie


Kiedy to mówię, zazwyczaj reakcja ludzi jest taka sama: słyszą, że wstaję przed siódmą i kiwają głową ze współczuciem. Wtedy zawsze pada pytanie: to na którą masz zajęcia?
Na jedenastą – odpowiadam. I w tym momencie rozpoczyna się biadolenie.

Najpierw pytają, dlaczego zrywam się tak wcześnie. Kiedy tłumaczę, najczęściej słyszę dwa standardowe teksty: „ja bym tak nie mogła!” i „dlaczego tak się dajesz?”. Zaczynają się na mnie patrzeć jak na jedną z tych dziewczyn, które dostają z kapcia od faceta i jeszcze dziękują, że był taki łaskawy, że nie zrobił im lima pod okiem, a siniaka na brzuchu, żeby nikt nie widział. Potem następuje kilka niezwykle miłych komplementów, które karmią moje ego: „ale jesteś naiwna” albo „Marta, ty waflu”. Kiedy tłumaczę, że ja na to tak nie patrzę i że nikt mnie o to nie prosi, to… nie chcą mi uwierzyć i myślą, że dałam się sprzątnąć pod kapcia. Męskiego, rozmiar 44, rzecz jasna.
A ja kompletnie nie wiem o co ludziom, do cholery, chodzi. Serio.

JA JESTEM WOLNA I WSPANIAŁAwidelce sztućce zastawa

W dobie wyzwolonych bizneswoman, stereotypu Matki-Polki i wszystkich tych magazynów mówiących, że powinnaś być wolna i ambitna, ludzie zaczynają kojarzyć prace domowe z niewolnictwem. No wiecie: gotowanie dla siebie jest w porządku, ale jeśli dogotujesz dwa ziemniaki dodatkowo dla niego, to już jesteś jego kucharką; jeśli odkurzasz na swoim skrawku podłogi to jesteś prawie Perfekcyjną Panią Domu, ale jeśli odkurzysz też jego kąt, to robi się z ciebie sprzątaczka.
Kiedy w liceum rozmawiałyśmy o związkach,  nasłuchałam się tekstów typu „ja nie będę sprzątać, jak będzie mu brudno, to niech sam to umyje„, albo „ja nie będę mu gotować, niech sam sobie zrobi albo mnie weźmie na kolację”. Propaganda kobiety sukcesu i dziewczyny niezależnej  – bo przecież nowoczesnej – sprawiła, że niektóre z nas zachowują się jak – przepraszam, ale muszę to powiedzieć – egoistyczne krowy. Albo nie: krówska. Takie, które cały dzień próbują patrzeć jedynie na swój zad.

DLACZEGO TO ROBISZ?

Zawsze, kiedy się tłumaczę, ludzie na mnie patrzą z politowaniem. Coś w stylu: „mów sobie, mów, my i tak wiemy lepiej”. A właśnie, że nie wiedzą.
Nie wiedzą, że ja nie robię tego z jakiegoś poczucia obowiązku albo przeświadczenia, że muszę być kochaną dziewczyną-żonką, która robi schabowego jak się patrzy. Nie wiedzą, że wcale tej czynności nie wiążę z jakimś… usługiwaniem albo robieniem komuś – przepraszam za wyrażenie – dobrze.

herbata kawa gorącą poranek

Robię to z kilku powodów.
Po pierwsze – i najbardziej egoistyczne – robię to dla siebie. Bo dzięki wstawaniu rano mam o niebo więcej czasu na rzeczy, które lubię. Mogę nadrobić serial. Mogę napisać wpis na bloga. Mogę zająć się jakimiś pierdołami albo wręcz przeciwnie – ruszyć tyłek i zrobić coś z listy rzeczy do wykonania.
I co najważniejsze: mogę wyjść o siódmej pobiegać na wały i wiem, że mam cały teren dla siebie, bo nikomu jeszcze nie chciało się ruszyć tyłka spod cieplej kołdry.

Po drugie – robię to bezinteresownie dla niego. Nie dlatego, że leje mi pejczem rano i każe przynieść porcję kotletów. Po prostu. Żeby było mu miło. Oczywiście, że mógłby sobie sam rzucić szynkę na chleb i zrobić kawę (to znaczy wydaje mi się, że obyłoby się bez większych wypadków), ale wydawało mi się, że bycie razem polega też na tym, że robi się dla siebie rzeczy bezinteresowne. A jak ktoś chce widzieć w tym deal? Proszę bardzo: ja wstaję i robię kanapki, a on po nocach rzeźbi grafikę na blogi.

Wracając do kanapek: poza byciem miłą, nie oszukujmy się: jak ja zrobię kanapki, to nawet modelki dbające o linię zjedzą je ze smakiem. Gwarantuję.

surówka marchewka warzywa zdjęcie

Po trzecie: poranki to jedna z chwil w tygodniu, kiedy możemy posiedzieć razem i pospędzać czas przed odejściem do codziennych obowiązków. To moment, w którym ja nie ślęczę nad laptopem, a on nie wymiata na gitarze. Spokojna chwila, kiedy siorbię herbatę i macam stopą kota, a on przysypia nad talerzem i wkłada twarz w pasztet na chlebie. Romatycznie i sielankowo, jak z reklamy kawy.
Pomijając te ziewanie pełną gębą, oczywiście.

SŁUŻYSZ CHŁOPAKOWI!

I na Boga, nie chodzi tu o to, że on jest facetem. Bo uwierzcie czy nie, gdybym chodziła z dziewczyną, też wstawałabym o 6.40 i robiła jej kanapki. Nie usługuję. Nie służę. Nie jestem jak zestaw w McDonald – dostępna zawsze, tylko proszę poczekać trzy minutki na hamburgera.

Po prostu staram się być człowiekiem. Polecam wypróbować, miłe uczucie.
Wcale nie trzeba sobie do tego dopisywać ideologii.

WAŻNE OGŁOSZENIE: potrzebuję nowej nazwy kanału na youtube. Biję się z myślami – kiedy pytałam na facebooku, większość z Was powiedziała, że lepsza jest jakaś konkretna nazwa niż np. MartaHennig. 
Macie jakieś pomysły? Jak jakiś wykorzystam, to obiecuję, że wynagrodzę, ucałuję i będę wysyłać pocztówki do końca życia 🙂