Wielu z nas mogłoby osiągnąć sukces, ale się boi. Trzęsie się i chowa za kołdrę, a potem ze zwieszoną głową potakuje innym i robi tak, żeby było najłatwiej. Bezboleśnie. Idzie tą samą utartą ścieżką, bo tak jest po prostu bezpiecznie. Nie ma ryzyka porażki, nie ma strachu przed stratą, nie ma obawy przed… śmiechem innych ludzi.


Ktoś to musi powiedzieć głośno: jesteśmy tchórzami. Trzęsiemy się jak galareta na myśl o tym, że coś można zrobić inaczej. Niby chcemy spełniać marzenia, realizować jakieś cele, niby zapisujemy plany w zeszycie, a potem wszystko idzie w cholerę, bo z góry zakładamy, że nie ma na to szans. Oglądamy sukcesy innych i wzdychamy żałośnie, bo mu to się, kurde, udało!
A co, Tobie nie może?

WYŚMIEJĄ MNIE

Mam świetny plan. Powiedzmy, że wymyśliłam sobie coś konkretnego, czego jeszcze nie ma i co może się udać. Może się udać w moim wypadku oznacza – ludziom się spodoba i będę mogła coś dla nich zrobić. 
Odkładam to z dnia na dzień, bo siedzi mi na ramieniu brzydki stwór. To nie diabeł albo anioł jak w kreskówce, tylko głupi strach.

Że wyśmieją, że internet okrutny cholernie, a się nie spodoba, a inni zrobiliby to lepiej, a będą mówili, że ja to coś, a to się napracuję i nikt tego nie zobaczy…

I tak w kółko. Nic już mnie nie blokuje: większość mam przygotowaną, możliwości są, chęci też, zapał jest, ale napotkałam niewidzialną ścianę, która jest porządną przeszkodą.  Ścianę składającą się z ludzi: z ich reakcji, z ich okrutności, chamskich żartów i zwykłego bycia wrednym po to, by komuś dokopać.
Zwłaszcza komuś, komu się chce.

ILE RAZY SIĘ POWSTRZYMAŁEŚ?

A ile razy Ciebie coś powstrzymało? Bądź szczery, przyznaj się przed sobą. Ile razy czegoś nie założyłeś, bo może to za odważne, może tego się u nas nie nosi? Ile razy czegoś nie powiedziałeś, bo chociaż w Twojej głowie wydawało się śmieszne, to obawiałeś się, że wyjdzie taki suchar, że ludzie umrą z pragnienia?
Ile razy przeszło ci przez myśl, żeby się czymś zająć, ale potem stwierdziłeś, że nie dasz rady? No ile?
Nie odpowiadaj – niezależnie od tego, czy jesteś odważny czy nie, czy brawurowo idziesz przez życie, czy snujesz się jak cień, na pewno kilka razy miałeś taką sytuację. Wcale nie powstrzymał cię brak możliwości, brak szans, brak okazji.

 Okazję tworzysz sobie sam. 

Nie powstrzymali cię ludzie. Powstrzymał cię strach, a co za tym idzie – ty sam, bo tego strachu nie mogłeś pokonać. Kijowo, nie?

PRZEŁKNIJ TO

Ania napisała dziś na swoim blogu, że niektórzy z nas nie są jeszcze gotowi na sukces. To prawda. Z kolei inni są świetnie przygotowani, wiedzą co mają robić, ale blokują siebie sami. To nie ludzie ich stopują. To ich głowa.
I może czasami to dobrze, może to pewnego instynkt samozachowawczy. Może czasami to lepiej, kiedy coś przemilczysz i nie wyrwiesz się z odpowiedzią. 
Czasami strach powoduje w nas chęć bycia lepszym, bo chcemy pokazać się z doskonałej strony. Takiej, do której nie można się przyczepić. Takiej, która chroni przed porażką.
Ale w większości przypadków strach jest cholernym sabotażystą, który sprawia, że ciągle czekasz na idealny moment. Stoisz i mówisz sobie „nie dam rady, jeszcze nie teraz”. A potem biernie się przyglądasz, jak ktoś inny wciela twój plan w życie, bo miał więcej odwagi. Bo chociaż bał się upadku i reakcji ludzi, to przełknął to jak niedobry obiad i zrobił krok do przodu.
Prawda jest taka, że większość świetnych rzeczy w życiu spotyka cię po wyjściu ze strefy komfortu. Wstań, wyjdź z niej i głośno trzaśnij drzwiami. Powiedz głośno do siebie: kurczę, będzie dobrze.
I będzie dobrze.
Żeby nie być gołosłowną – ja też przestaję być tchórzem. Wracam, realizuję nowy pomysł, wychodzę ze strefy komfortu. Tutaj – klik – macie link do mojego nowego kanału. Radzę zasubskrybować, bo w tym tygodniu pojawi się pierwszy film.
Dziś nie jestem tchórzem.

A jutro KONIECZNIE wejdźcie na bloga – będzie nowy wpis, bardzo ważny i… też inny.