To wszystko jest niebywale zabawne.To, że naiwnie myślimy, że jesteśmy tacy silni i potężni. To, w jaki lekki sposób traktujemy większość rzeczy, bo przecież nam się NIGDY nic złego nie stanie. Niesamowicie śmiesznie jest, to, że nie potrzeba raka, wypadku, amputacji, ciężkiej choroby, by zrozumieć, że jesteś słabym robakiem, którego łatwo rozgnieść.Wystarczą tylko…… wymioty.A dokładniej ostre zatrucie pokar […]
Stałam się kukiełką
To wszystko jest niebywale zabawne.
To, że naiwnie myślimy, że jesteśmy tacy silni i potężni. To, w jaki lekki sposób traktujemy większość rzeczy, bo przecież nam się NIGDY nic złego nie stanie.
Niesamowicie śmiesznie jest, to, że nie potrzeba raka, wypadku, amputacji, ciężkiej choroby, by zrozumieć, że jesteś słabym robakiem, którego łatwo rozgnieść.
Wystarczą tylko…
… wymioty.
A dokładniej ostre zatrucie pokarmowe, które sprawi, że poczujesz się jak najgorszy śmieć. Nie ma w takiej chwili nic bardziej upokarzającego ani nic, co sprawi, że poczujesz się jeszcze bardziej słaby i bezsilny, niż obowiązek przytulania się do muszli i oszukiwanie samego siebie, że to już na pewno koniec i że tylko ten jedyny raz i na pewno poczujesz się lepiej.
Nic tak nie przekonuje cię, że jednak nie jesteś panem swojego ciała, niż torsje i drgawki, które wyginają cię – bez twojej zgody – w różne strony.
NIC.
Wydawałoby się, że to taka pierdoła – ot, zdarza się każdemu raz na jakiś czas. Że to nie powód, by zacząć myśleć całkiem serio, że wolałoby się umrzeć.
Przecież ludzie mają większe tragedie w życiu niż utrata przytomności i czołganie się do muszli, a jednak to właśnie ta bezsilność sprawia, że orientujesz się, jaki z ciebie mały paproch.
Ćwiczymy te nasze ciała, hodujemy sobie twarde jak stal mięśnie, karmimy najlepszym jedzeniem i próbujemy być Terminatorami. A życie robi sobie z nas jaja, bo wystarczy tylko złapać coś z powietrza , by poczuć się jak bezsilne dziecko.
NA CIENKICH SZNURKACH
Kiedy przyjechałam na pogotowie, czułam się jak kukiełka. Nie pamiętam, jak weszłam do środka Bez zrozumienia realizowałam wszystkie polecenia dyżurnego, w głowie mając tylko “niech mi ktoś wreszcie pomoże” i ” zaraz chyba umrę, wtedy miałabym spokój” Bez protestu dałam się posadzić na wózek inwalidzki, bez żadnego zdumienia zauważyłam, że nagle leżę na łóżku i pielęgniarka ściąga mi buty, bez emocji – a zazwyczaj mdleję na samą myśl – dałam sobie wbić igłę i podłączyć kroplówkę.
Jak mała, bezsilna laleczka, która jest zależna od innych.
I tak leżąc i patrząc na spadające krople, które przeźroczystą rurką spływały do mojego odwodnionego ciała, wreszcie coś do mnie dotarło: cholera, jacy jesteśmy zadufani w sobie.
Uważamy się za tak niezastąpionych, pijemy morze alkoholu i myślimy, że jesteśmy niezniszczalni, traktujemy te nasze ciała albo z nadmierną, narcystyczną troską, albo z takim niedbalstwem, że aż dziw, że jeszcze nic nam się nie stało. Żyjemy w przekonaniu, że życie jest wieczne, my nieustannie młodzi i nic nie stanie nam na przeszkodzie. Że tylko rak jest straszny, a wszystkie te złe choroby dotyczą kogoś innego, bo przecież nie nas. Nigdy.
A wystarczy tylko mały wirus, tylko nieświeże jedzenie, tylko dziesięć godzin przy muszli pełne torsji i drgawek by zrozumieć, że żadni z nas super-ludzie.
I że życie czasami musi dać nam w twarz, żebyśmy przestali o sobie myśleć z taką pychą.
Dziękuję za Wasze słowa wsparcia w komentarzach na moich profilach, nakarmili mnie kroplówkami i już jest dużo lepiej. Jeszcze czuję się jak słaby robak, ale już przynajmniej mogę pić wodę 🙂



Ja ostatnio złapałam takiego wirusa dwa dni przed egzaminem z matmy, więc w pełni Cię rozumiem, bo niby to taka pierdoła, ale ma się uczucie jakby naprawdę zaraz miało się umrzeć. Ja należę raczej do chorowitych osóbek, więc nabrałam już trochę pokory i wiem, że ciało, mimo naszych starań potrafi nam sprawić wiele problemów. Ot tak, po prostu, stąd wiem, że jestem tylko malutką mróweczką.
Życzę szybkiego powrotu dla zdrowia i większej wyrozumiałości dla swojego organizmu :* 😉
zdrowiej Martuś! 🙂
szkoda, że większość z nas docenia życie i wszystko co ma właśnie w czasie takiej bezsilności… ja dostałam takiego kopa od życia, że teraz nie ma dla mnie rzeczy nie możliwych 🙂 w grudniu uporałam się ze wstrętnym rakiem i nie uważam choroby za karę… wręcz przeciwnie za dar od losu:) teraz żyję pełnią życia a tak dalej byłabym szarakiem i żyła w przekonaniu jak nie dzisiaj to jutro, a przecież jutra może nie być! Dlatego ludzie ŻYJCIE ! 🙂 pozdrawiam i zbieraj siły 🙂
Wracaj do zdrowia! Wszystkie Marty muszą być zdrowe, bo wszystkie są zarąbiste!! 🙂
A tak btw. masz bardzo dużo racji w tym co piszesz. Też zawsze miałam podejście do życia, że jestem niezniszczalna, aż tu nagle wyskoczyły jakieś problemu hormonalne, taaaadammm! Życie pisze różne scenariusze i niczego nie możemy się tak naprawdę spodziewć.
Pozdro 😉
Dobrze, że ci sie poprawia 🙂
Co do ogólnego przesłania – w końcu trafiamy na jakąś sytuację, która uświadamia nam, że nie jesteśmy niezniszczalni. Ważne jest wyciągnąć lekcję i zapamiętać, jednocześnie nie przestając robić rzeczy, które się kocha (z umiarem 😀 )
Życie czasem potrafi kopnąć i przypomnieć, że nie jesteśmy panami wszystkiego. Możemy sobie używać swojego ciała jak chcemy, ale ono i tak o sobie przypomni i nauczy pokory. Czasem mi się wydaje, że jak trochę się nadużyje to nic mi nie będzie, wszystko trzeba załatwić na czas, ja na końcu. Ale co to za radość z osiągnięć czy choćby dotrzymania terminu kiedy jedyne o czym marzę to sen, gdziekolwiek, włosy lecą mi garściami i kręci mi się w głowie bo moją dietą jest badziewna zapiekanka zjedzona w biegu na dworcu pkp . Czasem trzeba zwolnić. Dużo, dużo zdrowia życzę! 🙂
mnie rozwala byle glupia pani gramm-ujemna…
mozna dostac swira z tymi przeroznymi infekcjami i chorobami.
głupie, małe, wredne białko, nosz ja nie moge!
Ostatnio, kiedy napisałaś, że miałaś nerwobóle i lekarz kazał ci się oszczędzać, ale ty nie zamierzasz go słuchać, pomyślałam, że jesteś strasznie bezmyślna w kwestiach zdrowotnych. Nie minęło wiele czasu jak dostałaś nauczkę. Czyżby myśl ludzka naprawdę miała moc sprawczą? Przepraszam, nie chciałam 🙂
Oj, nie napisałam, ze nie będę go sluchac! Napisalam, ze kazal mi odpoczywać, a ja nie wiem, czy jako wiercitylek potrafię… Ale potrafiłam, odpoczywalam, bralam leki, które przepisal i nie przemeczalam się 🙂
Ja sie wtrącę.
Powrót nerwobóli często jest przypadkowy. Np. podniesiesz coś cięższego niż zwykle i zwiększy sie nacisk na kręgosłup i łup witaj bólu, stres często niezależny od Nas i tez moze wrócic szybciej niż u człowieka,który nigdy nerwobolu nie doświadczył 🙁 To takie proste anonimie nie jest niestety.
Marta! Tekst mocny ale szkoda że musiałaś go pisać w takich okolicznościach 🙁 widziałam fotke na insta i myslalam,ze to rutynowe badanka czy coś planowanego.
I masz racje. Cholerna rację. Najbardziej wkurza,że czasami naprawdę starając się dobrze jeść,jedząc mega zdrowo- dziadostwo i tak dopada -.- (nie żebym życzyła ludziom inaczej odżywiającym sie czegoś tak okropnego! Po prostu jest to hmm racjonalniejsze,ze ktoś zatruje sie kebabem,a nie jak ja ostatnio owocami i to wymytymi i sparzonymi )
ale koniec marudzenia! Zdrowiej Mała bo tu blog czeka,pisanie,stuuuudia,chłop twój no i kot .. :*
Niestety człowiek jest bardzo kruchy i chyba nie zdaje sobie z tego sprawy.
Wracaj do zdrowia Kochana:*
Zdrówka Kochanie :* Wpis świetny i brawo dla Ciebie, że dałaś radę coś tu dla nas dziś wystukać 😉
Jej Marta! Dbaj o siebie, coby znowu wyrosła s ciebie silna larwa, a potem już tylko czeka stadium motyla, a nie żadnego tam pędraka! 😉
zdrowiej! :*
Widzimy się jutro na siłce! 🙂
Kurde, co to za poczwara Cię tak urządziła, bejp?! Ściskam (ale nie za mocno, by Cię nie zgnieść…) :*
Zdrowiej! pamiętam,jak mnie spotkało coś podobnego, ale byłam wtedy po drugiej stronie Tatr i po dobie męczarni półżywa wylądowałam w słowackim szpitalu… Na szczęście nie zadawali zbyt dużo pytań. Chyba 😉
Dużo zdrówka! Łączę się w bólu, bo raz na jakiś czas też mnie dopada takie choróbsko 🙁
Mnie też dopadają podobne myśli kiedy jestem chora. Zdrowiej! 🙂
Bardzo Ci współczuję, od razu przypomina mi się moja historia, kiedy noc przed maturą z rosyjskiego spędziłam z głową przy muszli klozetowej. Byłam jak wrak człowieka, ale nie wiem jak udało mi się napisać na 100%. To cud był jakiś, bo co chwila myślałam, żeby chociaż nie zwymiotować na arkusz egzaminacyjny. 😛
Zdrowiej Marta. 🙂
Przynajmniej miałaś dość rozsądku żeby dać się zawieźć na pogotowie. Ja przez półtora dnia (pewien weekend jakiś czas temu) powtarzałam sobie i mężowi, że zaraz mi przejdzie i nie wybiorę się na ostry dyżur, bo mnie położą, a przecież w poniedziałek muszę do pracy. I w ten sposób odwodniłam się tak bardzo, że mnie “nawadniali” przez tydzień żebym doszła do siebie, a florę bakteryjną w jelitach mam po dziś dzień nieustabilizowaną.
Trzymaj się i nie daj się igłom 🙂
matko takie wirusy są najgorsze! współczucia trzymaj się mocno!
Ja na szczęście bardzo dawno nie chorowałam i mam nadzieję, że tak zostanie jeszcze przez jakiś czas. Dużo zdrówka 🙂
Zdrowiej, Kochanie 🙁
Jako dziecko co roku przechodziłam grypę żołądkową i pamiętam, że kilkakrotnie myślałam wtedy, że tak mnie boli brzuch, że wolałabym umrzeć… To straszne, że tak myślałam. Przecież to “tylko” wymioty i ból brzucha, a jednak… ta bezsilność, brak kontroli nad własnym ciałem.
Od tej pory panicznie boję się wymiotów i… nie wymiotuję. Choćby nie wiem co! Nie potrafię.
Na co dzień nie myślimy o tym ile szkody robimy swojemu organizmowi. Ani się obejrzymy, a zniszczymy go. Z własnej winy znikniemy z tego świata.
Zdrowiej jak najszybciej! 😉
Ojj dokładnie się z Tobą zgadzam! Dopiero kiedy wylądowałam w szpitalu z przemęczenia, zdałam sobie sprawę, że nie jestem niezniszczalna. Wydawało mi się, że nad wszystkim panuję, że nie ma rzeczy, z którą sobie nie poradzę, przecież jestem zdrowa, jem dobrze, łykam witaminki.. A tu proszę, nasz organizm jednak wie lepiej. Zdrowia życzę 🙂
Jak najwięcej zdrowia!! Piękna i zastanawiająca refleksja, to prawda, że wydaje nam się, iż jesteśmy niezniszczalni, możemy testować.. Gdy przychodzi taka chwila jesteśmy zdani na innych, oddajemy się w czyjeś ręce. Jak często bagatelizujemy i nie zwracamy uwagi na zdrowie! A życie to skarb i dar, który trzeba wykorzystać, możliwie jak najlepiej. Pozdrawiam! 🙂
Masz fanpage na Fb ?
Przy naglowku po prawej masz link (ikonka f), to samo na dole bloga. Jak wpiszesz w wyszukiwarkę na fejsie Marta pisze to tez ci wyskoczy 😉
ZDROWIEJ SZYBKO!!!! 🙂
Bo problemy zaczynają się tam, gdzie przekracza się granicę. Kiedy człowiek żyje tak, jakby wszelkie choroby i urazy go nie dotyczyły i kiedy obsesyjnie stara się ich unikać myśląc, że jak będzie dodawał czosnek do wszystkiego to nie zachoruje. Dlatego zawsze z przykrością patrzę na dzieci, którym dziś tak często zabiera się radość z życia w imię zdrowia. Nie mogą biegać, bo stłuką kolana, nie mogą jeść lodów przed czerwcem, bo będzie bolało gardło, nie mogą wychodzić na dwór bez czapki w marcu, bo niedawno była zima i się przeziębią, nie mogą oddalić się kilka metrów od opiekuna bo każdy facet w okolicy myśli o tym, żeby je porwać. Niczego nie wolno, bo wszystko może skończyć się źle. Jedz warzywka, bo od słodyczy jest próchnica, nie skacz, nie biegaj, nie bierz do rąk noża do masła bo się skaleczysz. Choć cały rok w szaliku nawet jak jest już całkiem ciepło i wszystkie normalne dzieci zdejmują już kurtki, bo dostaniesz zapalenia oskrzeli. Zamknij się w domu i słuchaj jak rodzice mówią, że dzieci nie mają dziś w ogóle radości z życia. A dzieciak i tak kiedyś się potknie, dziabnie, przeziębi. Może będę najgorszą matką na świecie, ale nie włożę nigdy swojego przyszłego potwora do klatki. Ludzie mają tendencje do przesady. Biorą zdrowie zbyt niepoważnie albo zbyt poważnie. Jakby złośliwość losu ich nie dotyczyła. Współczuję i pozdrawiam. Zdrowiej Marto, bo kto będzie podbijał świat kiedy ja zostanę żulem?