Mam znajomą, której chłopak gotuje, sprząta, pierze i jeszcze na dodatek przynosi wypłatę, którą ona bez wyrzutów sumienia rozwala na ubrania. Znam dziewczynę, której narzeczony prostuje codziennie jej długie do pasa włosy i co trzy dni maluje jej paznokcie. Ale przyjaźnię się też z parą, w której on nie robi totalnie nic – przychodzi na gotowe i jeszcze na nią wrzeszczy, że to nie smakuje, a tamto źle wyprasowane.
Czyżby faceta dało się wychować?

zupa talerz żurek jak jeść facet mężczyzna chłopak narzeczony mąż




Wszystkie wiemy, że mężczyźni są beznadziejni.
Bo wiecie: nie sprzątają, nie opuszczają deski, nie przytulają tak często, jak powinni, nie piszą czułych wiadomości, nie chce im się wyjść w weekend i na starość na pewno nas zdradzą, bo przecież czeka ich jeszcze kryzys wieku średniego.

W tak beznadziejnej sytuacji my, kobiety, mamy tylko dwa wyjścia: jedne siedzą cicho i pracują, a w domu nadrabiają jako służące, kochanki, matki, i specjalistki od przynieś-wynieś-pozamiataj. Drugie z kolei podwijają rękawy, zagryzają wargi, uzbrajają się w zapasy fochów i płaczu, a następnie robią groźną minę i próbują sobie chłopaka idealnie wychować.
I często wpadają z deszczu pod rynnę.

PO PIERWSZE: TO NIE PRZEZ NIEGOnarzędzia szopa na miejsce na altanka garaż

Powiedzmy to sobie szczerze: jeśli nie ogarniesz swojego mężczyzny, to zazwyczaj do usranej śmierci będzie rozrzucał brudne skarpety, nie opuszczał klapy, żywił się zupkami chińskimi i kompletnie nie dbał o porządek  w pokoju. Ale uwaga – broń Boże, nie jest to ich wina – to raczej spadek po tym, że przez całe życie chodziła za nim mama, która prasowała koszule, prała skarpety i poprawiała wszystko, czego nieszczęsny facet się tknął.
Nie dziw się więc, że gdy mieszkacie razem – albo jedziecie na wakacje, czy spędzacie ze sobą więcej czasu – twój ukochany skarb nie widzi problemu w stercie naczyń i nieodkurzonym dywanie. Przecież w końcu talerze znikną i się same wyczyszczą, a wykładzina zostanie przetrzepana: tak w jego życiu było zawsze. To trochę jak z kotem i kuwetową wróżką – kot zauważa, że co drugi dzień ma czyściutki piasek w kuwecie, ale nigdy nie widział, że ktoś go sprzątał, więc sobie wydedukował, że na pewno istnieje kuwetowa wróżka, która przylatuje z wielkim worem i zabiera wszystkie brzydkie, nieładnie pachnące rzeczy. To logiczne, co nie?
W życiu faceta istnieje więc multum wróżek: pralkowa wróżka, talerzowa wróżka, jedzeniowa wróżka, rachunkowa wróżka… wszystkie te wróżki załatwiają sprawy po cichu i w nocy, bo przecież tak zawsze było, tak jest i tak ma być.
Dopóki wróżka się nie wkurzy, nie tupnie nogą i nie zacznie zmieniać swojego królewicza na białym i nieco już brudnym koniu.

PO DRUGIE: SIEJESZ TYLKO POSTRACHszpilki buty brokatowe jasne błyszczące srebrne stopy

Kiedy już para przeprowadzi tą pierwszą poważną rozmowę i uzna, że jak chcą być razem, to podział obowiązków musi być, zaczyna się czas próby. On z wielką niechęcią podchodzi do zlewu i zaczyna powoli szorować talerz. Potem próbuje odkurzyć dom (zasysając przy tym firankę i zwalając wazon), a następnie chce wykazać się inicjatywą i nastawia pranie. Problem leży w tym, że wrzuca walącą w oczy różową bluzkę z białymi ubraniami, w związku z czym wszystkie twoje jasne bokserki nabrały landrynkowej barwy.
No i się zaczyna. „Boże, jak ty wolno myjesz te gary!„, „daj mi ten odkurzacz, zanim znów coś zwalisz!„, „nigdy więcej już nie dam ci zrobić prania, ty tumanie!”, „Rany boskie, sama zrobiłabym to pięć razy szybciej!„, „tak się nie robi!„, „to beznadziejne!” i tak dalej.
Po takim koncercie jęków i żalów facet robi jedyną rozsądną rzecz, na jaką wpada: nigdy więcej się do pomocy nie zgłasza. I serio, dziwicie mu się? Jeśli przychodzicie pomóc i jedyne co słyszycie to to, że obraliście krzywo ziemniaki albo przepraliście słabo skarpetki, no to przepraszam bardzo, ale w takim razie bez łaski.
Rób sobie sama, ty wredna jędzo.

PO TRZECIE: TO NIE JEST PIES!

Strasznie denerwuje mnie, jak któraś się chwali „hej, ale sobie wytresowałam faceta, mój nawet ze mną na zakupy chodzi” albo „no, ja już tak sobie swojego wychowałam, że robi wszystko, co zechcę„. Cholera jasna, to wy spotykacie się/tworzycie związek z drugą osobą, czy ze zwierzęciem? Od kiedy ukochanego się wychowuje i tresuje? Może jeszcze będzie wam przynosić nowy numer Cosmopolitana w gębie?
czarny pies brązowe oczy lablador
Rozumiem, że nie wszystkim podoba się bycie perfekcyjną panią domu i że chciałyby, żeby mężczyźni bardziej pomagali im w domowych obowiązkach (bo umówmy się, często bez zawołania tego sami z siebie nie robią). To naturalne. Ale czy naprawdę trzeba ich tresować, wychowywać, zakładać pułapki, nęcić sztuczkami, obiecywać rozkosze w pościeli i zaganiać krzykiem, żeby książęta z bajki zaczęli myć po sobie szklanki?
Nie.
Wystarczy pogadać. A potem nie stać i nie drzeć się, że ktoś to robi beznadziejnie. Taki mamy obraz mężczyzny w naszej kulturze – najczęściej robi wszystko za niego mama – więc on się musi tych wszystkich rzeczy NAUCZYĆ.
Ale nikt nie chce się dokształcać, kiedy ma nauczyciela, który ciągle jęczy i drze japę, bo na lustrze została smuga.
Wiecie, nie chodzi też o to, żeby z mężczyzn robić upośledzone osoby, które nie dają sobie rady w życiu, bo tak nie jest. Ale z ręką na sercu: ile z was, dziewczyn, ktoś nauczył wkręcać coś wiertarką albo naprawiać jakieś rzeczy? Na pewno niewiele. Za to zakładam, że każda z nas potrafi sprzątać. Rozumiecie, o co mi chodzi?
I wiem, że istnieją też faceci, którzy robią te wszystkie rzeczy sami i nie trzeba ich szkolić w dzieleniu prania na jasne i ciemne – to logiczne, w końcu nie wszyscy są tacy sami. Niemniej jednak statystyki mówią same za siebie: większość mężczyzn w domu nie pomaga. Może im się nie chce. Może nie umieją.
A może ich kobieta drze się jak stare gacie.
Ten temat wpadł mi do głowy po dzisiejszej dyskusji na temat wywiadu z seksuologiem Lwem -Starowiczem, w którym właśnie poruszony został temat męskiego „lenistwa”. 
I tak w związku z tym tematem przypomniał mi się mój stary wpis: Mam 20 lat i jestem kurą domową.

A wy co o tym sądzicie? I jak jest w waszych domach? Wiem, że są tu też młodsze czytelniczki, więc może jak to wygląda w waszej rodzinie? 
Przyznam z ręką na sercu, że u nas to ja jestem kurą domową, ale jak w linku wyżej widać – chyba (na pewno!) mi to pasuje.

Przeczytaj także:

  • Uśmiałam się co niemiara. Niestety, stety, u nas to ja zajmuję się domowymi obowiązkami i to właśnie z własnej winy, bo wiem, że zawsze wszystko zrobię lepiej, a jak mąż się już za coś zabrał to byłam jędzą do kwadratu. To teraz mam. No, ale jeśli trzeba to sprzątamy i razem, a ja walczę ze swoim jędzarstwem.

  • Podoba mi się sformułowanie „kuwetowa wróżka” xD Wystarczy pogadać, ustalić swoje role, kto co robimy i w jakich czynnościach sobie pomagamy, w jakich się uzupełniamy, a do jakich się nie wtrącamy. Niech facet nauczy nas obsługi wiertarki, piły motorowej czy czegokolwiek innego, co dla nas jest równie niepojęte jak dla niego odkurzacz i zmywarka. Precz ze stereotypem, że faceta lepiej do kuchni nie wpuszczać, bo wszystko spłonie. A niech chłopak popróbuje, ugotuje i pozmywa! A kobieta niech w tym czasie wyniesie śmieci, wymieni żarówkę 😛

  • U mnie w domu zawsze był raczej równy podział. W gotowaniu, zmywaniu, sprzątaniu… No ok, równy u rodziców, bo ja jestem rozpieszczoną jedynaczką i zazwyczaj robiłam jak najmniej, byle się nie przemęczyć. Przeszło mi (przynajmniej trochę) na studiach, bo nie było komu zrobić nic za mnie. Ale znam rodziny, w których mężczyźni nie robią nic. Kompletnie. Szczytem ich aktywności jest odkurzanie. Do kuchni nie mają wstępu, bo mogliby wodę przypalić, ewentualnie mogą sobie odgrzać obiad. Jeśli jest taka konieczność. Najgorsze jest to, że taki facet w końcu zaczyna wierzyć, że kuchnia to pole minowe i szacuje swoje możliwości maksymalnie na zrobienie sobie kanapki. I za diabła nie przekonasz, że on też może coś ugotować, bo to wcale nie jest trudne. Bo jak to? Tatuś nie gotował, wujek nie gotował, ja nigdy nie gotowałem – znaczy robią to kobiety i koniec!

    Całe szczęście, że znam też takich, którzy sobie radzą całkiem dobrze albo i bardzo dobrze. Albo ZA dobrze. Na przykład z nudów podczas sesji postanawiają upiec chleb na zakwasie… O_o

  • Ewa

    Dlaczego nie napisałaś tego rok temu, kiedy zaczęłam mieszkać ze swoim chłopakiem?!:< Rzeczywiście, często jest tak, że lekko daję mu do zrozumienia, że zrobię to lepiej… bo zrobię, a jak zrobię sama, to nie muszę po nim poprawiać. Jego matka nie nauczyła go nawet robić jajecznicy, a jak malowałam ściany w naszym pierwszy mieszkaniu farbą, to nie wiedział jak się wałek trzyma… Mnie mama nauczyła wszystkiego sama, bo w moim domu tak jest, że mama robi wszystko (ojciec żyje własnym alkoholowym życiem), stąd jest mi piekielnie ciężko poprosić go o pomoc. Ostatnio poprosiłam go o odkurzenie mieszkania – o dziwo zrobił to, a potem opowiadał całej rodzinie, że… posprzątał sam całe mieszkanie, a ja nic nie robiłam… Z kim nie rozmawiam to każda z nas ma jakieś swoje „złote rady” i „genialny pomysły” dotyczące włączenia faceta w obowiązki domowe, ale żadne nie działają… Nie chcę wszystkiego robić sama, ba, marzę o momencie, że wracam z pracy a tu obiad i choćby wstawione pranie, a jedyne co dostaję, to pytanie co zrobię na obiad, skarpetki po całym domu i góra brudnych kubków do mycia. Prośba o posprzątanie? „ZARAZ!”, „Ja już taki jestem, nie zmienię tego!”. Na koniec rada dla dziewczyn, które planują zamieszkać z facetem: ustalcie reguły na wstępie. My ustaliliśmy, że dopóki nie chodzę do pracy, to ja zajmuję się mieszkaniem… od 3 miesięcy pracuję, a sytuacja jest taka jak była, w dodatku mam studia wieczorowe i 3 dni w tygodniu mam zajęcia od 17, czasem 19 do 22… Jego rodzina nie widzi w tym problemu oczywiście, że nie mam czasem godziny dla siebie w ciągu całego dnia, bo tak było u nich i tak ma być u nas 🙂 więc każde moje zdanie na temat obowiązków jest traktowane jak „fanaberie nastolatki” (i tak mu tłumaczą moje zachowanie), pomimo, że mam 21 lat. Nie dajcie się wykorzystywać jak ja, może dla was nie jest za późno…

    • Anonymous

      Dla Ciebie też nie jest za późno, powinnaś się postawić, bo prędzej czy później nie wytrzymasz.

  • dobra puenta ” A może ich kobieta drze się jak stare gacie” ;D

  • Vill

    ja jeszcze w związku nie jestem,a przynajmniej nie na etapie mieszkania razem i tego wszystkiego co napisałaś, ale mogę powiedzieć, jak to wygląda u moich rodziców 😉 Więc.. z racji tego, że mama pracuje codziennie do 15, a tata co trzeci dzień na 24h plus jego urlop i ‚wolne służby’ (siedzi w domu,ale pod telefonem, jakby się coś w pracy działo), to właśnie tata robi większość czynności w domu. Sprzątanie, gotowanie, zakupy, pranie i prasowanie to najczęściej jego działka. I mama czasem pomarudzi,że tu coś nie tak, ale stwierdza, że może być. Czasem, najcześciej w weekend, sama też coś robi, ale głównie zajmuje się tym tata. Po tylu latach już mu nie trzeba mówić co ma zrobić, bo robi to sam z siebie. Jak twierdzi, inaczej by się zanudził 😉

  • Anonymous

    U mnie w domu tata nie robi nic, nawet talerz do zmywarki trzeba za niego odnieść. Albo go odnosi jak chce pokazać swoją skruchę;). Fakt, że zdarza mu się bardzo długo pracować poza domem, więc ja znam taki tradycyjny model- kobieta ogarnia dom, facet więcej zarabia i dba o ogród, sprzęt, itp. Bardzo miło się zaskoczyłam kiedy się okazała, że mój potrafi zrobić pranie, sam prasuje sobie koszule, potrafi posprzątać po obiedzie- to były jego obowiązki w domu, bo jego mamie nie chciało się tego robić za niego. Za to totalnie nie potrafi nic ugotować i niezbyt chce się uczyć. Ale za to wdzięcznie zjada wszystko co ja przyrządzę, nawet jeżeli mi coś nie do końca wyjdzie.

    I masz dużo racji w tym tekście- jak ktoś czegoś nie umie, to trzeba mu pokazać, a potem spokojnie dać czas, żeby się nauczył. Wiadomo, że zrobi się to lepiej, ale jeżeli nie chcemy wykonywać czegoś do końca życia, to lepiej dać mu szansę się nauczyć.

  • Uff jak dobrze, że mój nie miał Mamy Wróżki Służki 😛

  • Oczywiście, że faceta da się wychować. Ale… chyba wiąże się z kimś po to, by mieć partnera, a nie służącego. Kwestię obowiązków trzeba obgadać na początku, jak facet nie był uczony sprzątać etc, a nam zależy, by to robił – trzeba go nauczyć, BEZ wyzywania i narzekania, bo to nie przyniesie efektu takiego, na jakim nam zależy.
    U mnie akurat jest tradycyjny model rodziny, mama nie pracuje i zajmuje się domem, tata pracuje. Ale że pracuje zagranicą, to siłą rzeczy zmuszony jest do wykonywania czynności domowych. Odbija sobie podczas urlopów spędzanych w domu.

    PS. moja kotka czujnie obserwuje czyszczenie kuwetki i zmianę żwirku 😀

  • To fakt, u nas mama jest głową rodziny i wszystko robi za tatę 😉 kiedy on próbuje coś zrobić to zawsze robi coś nie tak jak sobie to wyobrażała mama i zaczyna się kłótnia 😀 więc generalnie mama się wkurza, że wszystko robi sama, a tata jej nie chce pomagać, zgodnie z tekstem na Twoim blogu 😉 błędne koło, super sprawa 😀

  • Uwielbiam mojego faceta, bo on już został wychowany, w dodatku zrobili to jego rodzice! 🙂

  • wia

    Nie mieszkam z żadnym facetem (tylko 2 studentki bałaganiary), ale z ręką na sercu- dopóki mieszkało z nami 2 facetów (gejów zresztą), było 5 razy czyściej niż teraz, były cotygodniowe dyżury na sprzątanie, oni wręcz stali i patrzyli, czy dokładnie myję fronty drewnianych szafek (sic!) w kuchni, zmieniali gąbki w zlewie co 3 dni, kupowali jakieś olejki zapachowe do postawienia w toalecie… 😀

  • Myślę, że ogromnie generalizujesz. Albo po prostu ja trafiłam na taki ewenement, gdzie jest wręcz odwrotnie – mama nauczyła porządku i to ja wyszłam na bałaganiarę 😛

  • U nas to bywa troche na odwrót. Moj M nie był wychowany tak ze mamusia wszystko zrobila, za to w moim przypadku mama robiła bardzo dużo i specialnie nigdy na nic nie naciskała, w zasadzie jedyne co musialam robic to sprzatac pokoj ;p Mimo wszytsko jednak obowiązkami sie dzielimy calkiem po równo. M nie boi sie naczyn i wstawiania prania. W zasadzie kazde z nas sprzata to co akurat widzi ze do posprzatania jest. Jakos nigdy nie mowilam ze zrobie coś lepiej. Np moim zdaniem jemu fajnie idzie mycie podłóg a ja tego totalnie nie lubie i drazni mnie to ;p

    p.s mój kot bardzo czesto sie przypatruje jak sprzatam mu kuwete ;DD

  • Anonymous

    Całe szczęście trafiłam na faceta, który sam z siebie musiał przyzwyczaić się do zmywania, prania i tego typu rzeczy, więc nie mam do czynienia z rozpuszczonym księciem. Nie zmienia to jednak faktu, że mam manię perfekcjonizmu i JA SAMA jestem w stanie zmyć szybciej naczynia, JA SAMA lepiej nastawię pranie itp. itd., więc przeważnie ja odwalam tę „brudną” robotę. Czasem go to denerwuje (uff, jest samodzielny), czasem ratuje od obowiązków domowych 🙂

  • Anonymous

    mój facet układa koszulki kolorami, ba odcieniami wszystkie poskładane jak od linijki.. spodnie zawsze na jednej „kupce” poskładane równiutko 2 razy..skarpetki koniecznie zwinięte w parach,koszule wyprasowane na wieszakach..naczynia zawsze myje za sobą..raz nawet mył mojego klopa domestosem! i nawet kremu do rąk używa 😀 ale za nic nie chce zmienić swojego stylu ubierania…”eh eh”

    Stała czytelniczka, ja.

  • U mnie na szczęście nie ma tego problemu, chłopak z własnej inicjatywy zmywa naczynia i pomaga mi w porządkach. Są jednak rzeczy, które wole zrobić sama bo wiem, że zrobię to zwyczajnie lepiej. Świetny artykuł. Pozdrawiam

  • O nie nie, tak „wychować” żeby paznokcie mi malował to w życiu 😛 Toż to już przesada 😉

  • A ja się zastanawiam jak to będzie wyglądało. Bo mi nie przeszkadza sterta garów ani średnio czysty talerz do kanapki. Tak samo, skarpetki na podłodze też nie wadzą. Ogólnie życie w bałaganie mi nie przeszkadza i z reguły u mnie w pokoju leży talerz pod poduszką, 3 puste butelki wody, widelec pod kaloryferem i ciuchy z wfu na środku przy szafie. Jak coś wadzi, to przesunę. I w sumie nie mam problemu zaprosić znajomych jak mam nieposłane łóżko. Także moje przyszłe mieszkanie będzie jednym wielkim bałaganem. Ale za to jeśli chodzi o wiertarkę, to za pan brat. W sumie wszystko robię sama. Coś skręcę, naprawię, wymienię dętkę w rowerze. W dodatku to lubię. Źle się na przykład czuję, jak gdzieś nie mam przy sobie scyzoryka z małym śrubokrętem. Ale właśnie – w związku z tym uważam, że skoro od facetów wymaga się umiejętności sprzątania, to kobiety powinny chociaż umieć coś przylutować. Oczywiście, nie mówię tu o reperowaniu samochodów, ale dokręcenie zawiasu w szafce nie musi kończyć się chyba zawsze wzywaniem faceta na ratunek, bo przecież obsługa śrubokrętu nadzwyczaj trudna nie jest. Co do prania – to chyba nie będzie problemu. Ze świecą u mnie szukać czegoś innego niż moro lub czarne. 😀
    Pozdrawiam!

  • Mam podobnie jak Paulina, większość rzeczy robią się same (czytaj: ja je robię), ale jak trzeba razem coś zrobić to robimy i jest fajnie. Ach, mój mąż zawsze spuszcza klapę od WC. Można powiedzieć, że ma nawet na tym punkcie małą fobię, bo zwyczajnie nie lubi, nie cierpi, nie znosi jak ktoś (gdzieś) zostawi klapę podniesioną wyniośle do góry…. ot, co!

  • dawno tu nie byłam ( na swoim własnym blogu również:), ale widzę, że się grubo rozwinełaś 🙂 dobrze, dobrze pozdrawiam

  • PKM aka Elder

    Oj tam oj tam. Wszystko zależy od konkretnego osobnika. Choć fakt, niektóre cechy ujawniają się u sporej części populacji. Na przykład niechęć do pralki- czasem to po prostu kwestia tego, że nam na serio nie robi różnicy wizualnej czy coś jest białe, cytrynowe, ecru, czy kremowe. 80% facetów widzi białe, brudnobiałe i żółtawe. I wszystkie 3 odcienie potraktuje Vizirem do białego.

    Co innego kuchnia- tu ja na przykład wyznaję patriarchat kuchenny. Czyli – od tego jest patriarchat, żebym mógł swoją lubą pogonić z kuchni :p

  • Świetny wpis! Bardzo spodobał mi się wątek uczenia. 🙂 Pamiętam, że pierwszy miesiąc wspólnego mieszkania był sielankowy, a później zaatakowały mnie te walające się po podłodze skarpety. Kilka małych bitew wybuchło, jedna wojna… Jak zwykle okazało się, że prawda leży po środku. Musiałam nieco odpuścić. Przecież świat się nie zawali z powodu brudnego kubka! Mój partner zaczął się bardziej przykładać do porządków. Nauczył się nawet, aby nie mieszać śmierdzących ciuchów z wypranymi (kilka razy, gdy rzucił je bez ładu i składu w kąt, ja pakowałam wszystko jak leci do kosza na brudy, gdzie leżało całe wieki i czekało na swoją kolej; efekt – nie miał w czym chodzić ;)).

    Skąd wynikł problem? Tak jak w temacie – a to mamusia zawsze sprzątała, a to była partnerka robiła pranie. To my, drogie panie, jesteśmy często same sobie winne, więc nie róbmy z naszych facetów nieporadnych dzieci. 🙂

  • Kiedy czytałam wstęp powolutku podnosiło mi się ciśnienie… już, już chciałam napisać coś niemiłego, ale zdecydowałam najpierw dotrwać do końca posta. I bingo, teskt, pod którym mogę się podpisać rękami i nogami 😉

    Popieram, rozmowa to podstawa. Chociaż ja mam akurat szczęście – mój mężczyzna sam z siebie chętnie pomaga w sprzątaniu, gotowaniu i innych domowych sprawunkach 😀