– Wiesz – powiedziała, odkładając herbatę na stolik – wszyscy już wiedzą, kim chcą być. Gdzie chcą pracować, ile chcą zarabiać, jaką specjalizację wybierają na tych durnych studiach. A ja nie wiem. Nie wiem! Nie mam pojęcia, co by mnie kręciło.
– No ale nic cię nie interesuje? – zapytałam, przyglądając się jej uważnie – nie wiem, nie masz czegoś, co lubisz robić?
– Nie – odpowiedziała krótko. – Mam 20 lat i kompletnie nie wiem, kim chcę być.


Janek chce być strażakiem. Ala pragnie pilnować swojego kota. Patryk od gimnazjum wiedział, że będzie grafikiem. A ja już w podstawówce, pisząc do szkolnej gazetki, marzyłam o tym, by być dziennikarzem.
Każdy wie, kim chce zostać.

A przynajmniej tak jest w teorii.
Połowa maili, które do mnie wysyłacie, przedstawia mi właśnie taki problem – nie wiem, kim chcę być. Lata lecą, szkoła się kończy, mama pakuje wam pasztet do studenckiego plecaka, a ty stoisz przed linią z napisem „dorosłość” i stanowczo odmawiasz pójścia dalej, bo za cholerę nie wiesz dokąd. Cały świat krzyczy „idź na coś, po czym będziesz zarabiać”, „wybierz kierunek z przyszłością!”, „ruszaj tyłek na polibudę!„.
Ale co jeśli ty wcale nie chcesz?

Z CZASEM ROŚNIE PRESJA

droga pusta asfalt jezdnia ulica drzewa
Pierwszy problem zaczyna się już pod koniec liceum – kiedy trzeba wybrać przedmioty pisane na maturze i szkołę wyższą, do której będziemy zdawać, obgryzając paznokcie i drżąc na myśl o progu punktowym. Bo chociaż wybór jest szeroki jak zawodnik sumo w pasie – jest mnóstwo rozmaitych kierunków, na które można iść – to okazuje się, że nic nas nie interesuje.
Ludzie nas pytają, gdzie składamy papiery, babcia wypytuje, gdzie będzie pracować jej wnuczka, rodzice naciskają, żeby pójść na prawo… a ty najzwyczajniej w świecie nie wiesz, co wybrać, bo wszystko wydaje się być płytkie i nudne. I chociaż studia to nie decyzja na całe życie – przecież zawsze można się przekwalifikować – to jednak stres i presja jest, zwłaszcza, kiedy wszyscy na około gadają o tym, ile punktów muszą mieć na maturze i co muszą zrobić, żeby się gdzieś dostać.
To nie jest komfortowa sytuacja.
Wyobrażam sobie, że niekomfortowe jest też czytanie – na przykład moich wpisów – o spełnianiu marzeń i realizowaniu pasji, jeśli się jej nie ma, albo się nie wie, co się lubi.  Bo chętnie byś ruszył tyłek i zaczął coś robić, tylko… nie masz za cholerę pojęcia, co!
Bo.. co? I jak?

CO JA MAM ZROBIĆ?

miasto wieżowce woda nowy jork
Teoretycznie najlepszym rozwiązaniem jest… rozglądanie się. Szukanie czegoś, co cię pochłonie. Czegoś, co sprawi, że ty też będziesz czekać pod dziekanatem w oczekiwaniu na listę przyjętych. Czegoś, co sprawi, że nie będziesz mógł się doczekać, aż skończysz studia i wreszcie zaczniesz pracować w zawodzie.
Gorzej, że nikt nie daje ci na to czasu.
Teoretycznie mógłbyś zrobić przerwę – powiedzmy, że roczną – między maturą a pójściem na studia. Teoretycznie, bo większość ludzi zaraz cię za to zlinczuje. „A na cholerę ci przerwa? A po co marnować czas?” Hm, może po to, by chociaż zacząć szukać swojego – nazwijmy to po imieniu – powołania? Żeby nie pakować się w kierunek, który cię zdołuje? Żeby nie pracować potem gdzieś, gdzie kompletnie nie chcesz pracować?
Żeby mieć szczęśliwe życie?
Ludzie tak bardzo to bagatelizują. Słyszę tylko „w dupach wam się poprzewracało, trzeba brać, co się dostaje, czasami nie ma co do gęby włożyć, wiec trzeba pracować tam, gdzie można”.
Ale dlaczego?
 
Dajmy na to, że będziesz żył sto lat. I tylko po to pójdziesz na nieciekawy kierunek i do nieciekawej pracy, by spędzić połowę życia harując i zarabiając kasę, którą i tak – w większości – wydasz na przeżycie? Jaki jest sens?
Ostatnio ktoś odświeżył moją starą notkę i bardzo się zbulwersował, bo pisałam w niej, że jak nie jesteś szczęśliwy w pracy to może powinieneś ją zmienić. „Zobaczysz jak będziesz miała dziecko i nie będzie co do gara włożyć, pójdziesz wszędzie!”. Oczywiście, że w takiej sytuacji pójdę – przecież to oczywiste. Ale jeśli tylko mam wybór, to warto się zastanowić, co się chce w życiu robić, żeby przynajmniej przeżyć je jako spełniony człowiek, a nie wiecznie rozgoryczony dorosły, który codziennie marudzi, narzeka i jęczy na to, jak jest źle na tym świecie. Jak to mówią – każdy sobie rzepkę skrobie i jak sobie pościelisz, tak się wyśpisz. Nie wolno ignorować starych przysłów i porzekadeł.
No właśnie – ale kończąc maturę nie mam dziecka. Wybierając studia nie muszę się na razie martwić zakładaniem rodziny. Warto więc czasami poczekać, aż coś cię natchnie. Coś cię tknie palcem dość bezpardonowo i powie „hej, głąbie, chyba lubisz to robić”.
 

PRZYBIJ PIĄTKĘ

kwiaty kwiatki czerwone tulipany kwitnące wiosna
Wyobrażam sobie, że to musi być trudne – błądzić między ludźmi zmuszającymi cię do podjęcia decyzji już i teraz. Do określenia się i przypisania do czegoś na zawsze.
Zignoruj to.
Weź tyle czasu, ile ci potrzeba. Rozejrzyj się. Zwiedzaj. Bądź zaciekawiony tym, co robią inni. To śmieszne, ale czasami to, co lubimy robić, czeka na nas za rogiem. Jeden od urodzenia wie, kim będzie, a drugi musi popróbować kilku rzeczy, żeby wreszcie wybrać tą właściwą. Tak już jest.
I chociaż teraz masz dwadzieścia  – a może nawet dwadzieścia pięć – lat i nie wiesz, kim chcesz zostać nie znaczy, że cię to skreśla.
Ty po prostu musisz się dłużej zastanowić.
Trzymam za ciebie kciuki.