– Wiesz – powiedziała, odkładając herbatę na stolik – wszyscy już wiedzą, kim chcą być. Gdzie chcą pracować, ile chcą zarabiać, jaką specjalizację wybierają na tych durnych studiach. A ja nie wiem. Nie wiem! Nie mam pojęcia, co by mnie kręciło.
– No ale nic cię nie interesuje? – zapytałam, przyglądając się jej uważnie – nie wiem, nie masz czegoś, co lubisz robić?
– Nie – odpowiedziała krótko. – Mam 20 lat i kompletnie nie wiem, kim chcę być.


Janek chce być strażakiem. Ala pragnie pilnować swojego kota. Patryk od gimnazjum wiedział, że będzie grafikiem. A ja już w podstawówce, pisząc do szkolnej gazetki, marzyłam o tym, by być dziennikarzem.
Każdy wie, kim chce zostać.

A przynajmniej tak jest w teorii.
Połowa maili, które do mnie wysyłacie, przedstawia mi właśnie taki problem – nie wiem, kim chcę być. Lata lecą, szkoła się kończy, mama pakuje wam pasztet do studenckiego plecaka, a ty stoisz przed linią z napisem „dorosłość” i stanowczo odmawiasz pójścia dalej, bo za cholerę nie wiesz dokąd. Cały świat krzyczy „idź na coś, po czym będziesz zarabiać”, „wybierz kierunek z przyszłością!”, „ruszaj tyłek na polibudę!„.
Ale co jeśli ty wcale nie chcesz?

Z CZASEM ROŚNIE PRESJA

droga pusta asfalt jezdnia ulica drzewa
Pierwszy problem zaczyna się już pod koniec liceum – kiedy trzeba wybrać przedmioty pisane na maturze i szkołę wyższą, do której będziemy zdawać, obgryzając paznokcie i drżąc na myśl o progu punktowym. Bo chociaż wybór jest szeroki jak zawodnik sumo w pasie – jest mnóstwo rozmaitych kierunków, na które można iść – to okazuje się, że nic nas nie interesuje.
Ludzie nas pytają, gdzie składamy papiery, babcia wypytuje, gdzie będzie pracować jej wnuczka, rodzice naciskają, żeby pójść na prawo… a ty najzwyczajniej w świecie nie wiesz, co wybrać, bo wszystko wydaje się być płytkie i nudne. I chociaż studia to nie decyzja na całe życie – przecież zawsze można się przekwalifikować – to jednak stres i presja jest, zwłaszcza, kiedy wszyscy na około gadają o tym, ile punktów muszą mieć na maturze i co muszą zrobić, żeby się gdzieś dostać.
To nie jest komfortowa sytuacja.
Wyobrażam sobie, że niekomfortowe jest też czytanie – na przykład moich wpisów – o spełnianiu marzeń i realizowaniu pasji, jeśli się jej nie ma, albo się nie wie, co się lubi.  Bo chętnie byś ruszył tyłek i zaczął coś robić, tylko… nie masz za cholerę pojęcia, co!
Bo.. co? I jak?

CO JA MAM ZROBIĆ?

miasto wieżowce woda nowy jork
Teoretycznie najlepszym rozwiązaniem jest… rozglądanie się. Szukanie czegoś, co cię pochłonie. Czegoś, co sprawi, że ty też będziesz czekać pod dziekanatem w oczekiwaniu na listę przyjętych. Czegoś, co sprawi, że nie będziesz mógł się doczekać, aż skończysz studia i wreszcie zaczniesz pracować w zawodzie.
Gorzej, że nikt nie daje ci na to czasu.
Teoretycznie mógłbyś zrobić przerwę – powiedzmy, że roczną – między maturą a pójściem na studia. Teoretycznie, bo większość ludzi zaraz cię za to zlinczuje. „A na cholerę ci przerwa? A po co marnować czas?” Hm, może po to, by chociaż zacząć szukać swojego – nazwijmy to po imieniu – powołania? Żeby nie pakować się w kierunek, który cię zdołuje? Żeby nie pracować potem gdzieś, gdzie kompletnie nie chcesz pracować?
Żeby mieć szczęśliwe życie?
Ludzie tak bardzo to bagatelizują. Słyszę tylko „w dupach wam się poprzewracało, trzeba brać, co się dostaje, czasami nie ma co do gęby włożyć, wiec trzeba pracować tam, gdzie można”.
Ale dlaczego?
 
Dajmy na to, że będziesz żył sto lat. I tylko po to pójdziesz na nieciekawy kierunek i do nieciekawej pracy, by spędzić połowę życia harując i zarabiając kasę, którą i tak – w większości – wydasz na przeżycie? Jaki jest sens?
Ostatnio ktoś odświeżył moją starą notkę i bardzo się zbulwersował, bo pisałam w niej, że jak nie jesteś szczęśliwy w pracy to może powinieneś ją zmienić. „Zobaczysz jak będziesz miała dziecko i nie będzie co do gara włożyć, pójdziesz wszędzie!”. Oczywiście, że w takiej sytuacji pójdę – przecież to oczywiste. Ale jeśli tylko mam wybór, to warto się zastanowić, co się chce w życiu robić, żeby przynajmniej przeżyć je jako spełniony człowiek, a nie wiecznie rozgoryczony dorosły, który codziennie marudzi, narzeka i jęczy na to, jak jest źle na tym świecie. Jak to mówią – każdy sobie rzepkę skrobie i jak sobie pościelisz, tak się wyśpisz. Nie wolno ignorować starych przysłów i porzekadeł.
No właśnie – ale kończąc maturę nie mam dziecka. Wybierając studia nie muszę się na razie martwić zakładaniem rodziny. Warto więc czasami poczekać, aż coś cię natchnie. Coś cię tknie palcem dość bezpardonowo i powie „hej, głąbie, chyba lubisz to robić”.
 

PRZYBIJ PIĄTKĘ

kwiaty kwiatki czerwone tulipany kwitnące wiosna
Wyobrażam sobie, że to musi być trudne – błądzić między ludźmi zmuszającymi cię do podjęcia decyzji już i teraz. Do określenia się i przypisania do czegoś na zawsze.
Zignoruj to.
Weź tyle czasu, ile ci potrzeba. Rozejrzyj się. Zwiedzaj. Bądź zaciekawiony tym, co robią inni. To śmieszne, ale czasami to, co lubimy robić, czeka na nas za rogiem. Jeden od urodzenia wie, kim będzie, a drugi musi popróbować kilku rzeczy, żeby wreszcie wybrać tą właściwą. Tak już jest.
I chociaż teraz masz dwadzieścia  – a może nawet dwadzieścia pięć – lat i nie wiesz, kim chcesz zostać nie znaczy, że cię to skreśla.
Ty po prostu musisz się dłużej zastanowić.
Trzymam za ciebie kciuki.
  • Kiedy ktoś MNIE pyta kim chcę być w przyszłości, odpowiadam, że DOBRYM CZŁOWIEKIEM 🙂
    Ja wciąż nie wiem czy wybrałam właściwy kierunek studiów, żałuję, że nie poszłam do technikum hodowli koni. Ale tak jak Ty uważam, że jeszcze nie jest tak późno. Coś się dla mnie znajdzie, ale może jeszcze nie teraz? 😉

    • Kiedy ktoś pyta mnie, kim chcę być w przyszłości, odpowiadam, że POMIDOREM.

    • Patka, na wszystko jest czas, spokojnie 🙂 Zwłaszcza, że w weekendy już masz swoją szkołę 🙂
      Rose – dobre!

  • Nev

    Moje pomysły w ciągu 6 lat zmieniły się z tuzin razy, aż w końcu znalazłam taki, którego jestem pewna. Co nie znaczy, że nie myślę o podyplomówce z czegoś kompletnie innego 😉 A tym, którzy nie wiedzą, polecam zrobienie ogromnej listy kierunków przeróżnych i potem analizowanie po kolei każdego z nich: czy wiem, co naprawdę tam się robi? Czy to mnie kręci? Czy mam do tego choć odrobinę zdolności? A jak żaden, absolutnie żaden kierunek nie spełni tych trzech wymagań (w co nie wierzę), zawsze można rozkręcić własny biznes.
    Ja za to nie mam pasji, takiej prawdziwej – ale nie smuci mnie to, bo wiem, że a) nie rozglądam się zbyt mocno, b) kilka zainteresowań potrafi mi wypełnić czas i nie potrzebuję do tego pasji.
    I powiem ci, że wkurzają mnie ludzie, którzy mówią „bezrobocie, olaboga, nie można wybrzydzać tylko trzeba siedzieć na kasie, a jak ty nie chcesz to ci się w tyłku przewraca”. Bo jasne, kiedy nie ma na jedzenie, to trzeba brać co dają – ale można przecież cały czas robić coś, żeby tę pracę zmienić! Uczyć się, zdać maturę, pójść na studia (mój tata zrobił maturę w wieku 35 lat, a zaczął studiować mając lat 37 na przykład) zdobywać kwalifikacje, szukać czegoś lepszego, no cokolwiek będzie lepsze od marudzenia. A jeśli nie chcą cię w żadnej innej pracy i wegetujesz tak, to wybacz – ale coś zrobiłeś źle. Co innego przesiedzieć rok czy dwa na marnej posadzie, cały czas starając się o lepszą, a co innego siedzieć na kasie w Biedronce przez dekadę i jedynie marudzić, że kasy mało.
    Wiele ludzi, kiedy mówię im, że nie mam zamiaru pracować w biurze od 8 do 16 albo na zmywaku puka się w głowę i mówi mi „życia nie znasz, jeszcze zobaczysz jak jest”. Denerwuje mnie to, ale co tam – niech sobie mówią. Ja nie pozwolę, żeby pesymizm stanął mi na drodze do wymarzonej pracy.

  • A ja żałuję, cholernie żałuję, że po maturze nie zrobiłam sobie rocznej przerwy. Życie mi się tak ułożyło, że trafiłam na… filozofię. Gdzie wytrzymałam 2 miesiące. A mogłam siedzieć w domu i rozwijać pasje – czytanie i pisanie (wierzę, że nawet prowadząc bloga, szlifujemy styl). Owszem, teraz to robię, ale i tak mam poczucie zmarnowanego czasu, czasu, podczas którego stale towarzyszyła mi irytacja, bo kierunek, który obrałam, nie spodobał mi się. Od października idę na polonistykę – specjalizacja dziennikarsko-publicystyczna – i mam nadzieję, że to, cholera, będzie to.
    A póki co, siedzę, piszę, wysypiam się i… poznaję coraz to nowsze perełki, jeżeli chodzi o literaturę. Jest mi z tym dobrze, chociaż też lekko nie miałam – nikt nie rozumiał mojego wyboru i potępiał, kiedy zabierałam papiery z uczelni. Nie jestem w stanie zrozumieć, jak można dziwić się, że ktoś szuka szczęścia w życiu.

  • Marta, ja za moment skończę 28 lat i dopiero mi gdzieś tam zaczyna świtać co 🙂

  • Myślę, że druga klasa gimnazjum to już moment w którym można mniej więcej określić co jakie ma się pasje i co by się chciało kiedyś robić, więc mogę już spać spokojnie. Moim hobby podobnie jak w Twoim przypadku, okazało się stukanie w klawiaturę i rozmyślanie nad światem. Chyba do tego nadaję się najbardziej. Niemniej w internetowym teście zawodowym wyszło mi, że powinnam być wizażystką albo kosmetologiem. Na szczęście był tam też dziennikarz, ale choć ciągnie mnie do tego zawodu, to mój antytalent do języków obcych popycha mnie raczej w stronę psychologa. Cóż. Trudno. Ale może chociaż tę nieszczęsną książkę napiszę :). Pozdrawiam!

  • Anonymous

    Czyli jak kogoś nic w życiu nie interesuje to nie powinien nic robić, tylko obijać się na koszt rodziców, czekając jak król aż powołanie samo do niego przyjdzie? A co jak nie przyjdzie? Rodzice wiecznie nieroba utrzymywać nie będą…

    • Wydaje mi się, że w tekście było coś o rozglądaniu się i poszukiwaniach. Ale mogło mi się tylko zdawać. Nie wiem, może mam jakąś schizofrenię albo co…
      Nie chce mi się też wierzyć, że mimo poszukiwań kogoś nie zainteresuje kompletnie nic.

    • Marta chyba nie pisała o „nierobach”, tylko o tych, którzy chcą robić, ale nie wiedzą jeszcze co i przez jedną złą decyzję podjętą pod presją mogą zmarnować swoje życie.

      A jeśli odkryje się swoje powołanie, to i pracując dorywczo można się ku niemu kierować. Kilka lat ciężkiej pracy – poczucie spełnienia do końca życia… Nasz wybór.

    • Dzięki Daria i MaDam.
      Rzeczywiście, nie chodziło mi o to, żeby sobie chować nierobów. Ba, z pół roku napisałam wpis na ten temat – że wkurzają mnie ludzie wiecznie żyjący na kasie rodziców. Ale gap year NIE OZNACZA opierdzielania się i zbijania bąków. Przykład? Moja znajoma zrobiła przerwę i wyjechała za granicę, bo też nie wiedziała, co z sobą począć. Zarabiała tam na siebie, chodziła do tamtej szkoły i poznała niesamowicie język. Po roku wróciła, bo odkryła swoją pasję i poszła na studia z nią związane. No i o to mi chodzi! Można wykorzystać ten czas – może iść do pracy, nawet na pół etatu (żeby odciążyć rodziców) i jednocześnie się rozglądać, korzystać z wolnego czasu, etc. Ludzie, przestańcie myśleć, że gap year to tylko wymówka na lenistwo. Tak nie jest!

    • Dokładnie, Marta; nic dodać, nic ująć. W zasadzie jestem zdania, że jak gap year to: 1. Wyprowadzka z domu rodzinnego + praca (za granicą lub w Polsce, czyli tak jak zrobiła to twoja znajoma) 2. Mieszkanie dalej z rodzicami, ale też częściowy wkład w budżet rodziny + rzeczywista pomoc domowa (Uważam, że nie ma nic gorszego niż „dzieci” dwudziestokilkuletnie żyjące za kasę rodziców; rodzice nie mają obowiązku utrzymywać dorosłe dzieci, wielu niestety tego jeszcze nie rozumie). Oczywiście, jestem bardziej przekonana co do pierwszej opcji ze względu na to, że wyprowadzka z domu jest niesamowitym sposobem na usamodzielnienie się. Podziwiam też takie osoby jak Twój Patryk. Właśnie tak ma być. Ludzie, myślmy i podejmujmy dobre decyzje – jeśli nam studia nie odpowiadają, to róbmy inne rzeczy, a nie idźmy tępo za szarą masą na kierunki, które nas w ogóle nie interesują, na uczelnie o tak niskim poziomie, że pracodawcy słysząc nazwę naszej skończonej uczelni, mówią nam na Dzień Dobry, Do widzenia.

  • To, co napisałaś nie jest przepisem na odnalezienie pasji. Podpowiadasz jak było w Twoim wypadku i Twoich bliskich, ale odnalezienie swojego powołania jest bardzo trudne i czasem Ci wybrani je znajdują i wspinają po jego szczeblach na sam szczyt. Ja mam 15 lat i kocham robić wiele rzeczy, ale w żadnej nie jestem dobra, bo jestem za bardzo ciekawa świata i wszystkiego jestem cholernie ciekawa: judo, siłownia, rysunek, blog, gotowanie, moda, literatura, sztuka, psychologia. I powiedz mi: jak tu żyć? 😉

    Pozdrawiam.

    • Oczywiście, że to nie przepis 🙂 Ciężko też znaleźć powołanie, ale jak jesteś uparta.. zresztą, mi się wydaje, Śliweczko, że ty akurat nie masz na co narzekać – świetnie malujesz, dobrze piszesz, możesz rozwijać się w różnych kierunkach 🙂

    • Ja mam problem nie wiem co i kiedy chcę robić, pasji nie mam aby rozwinąć znajomych w biznesie również. Zawaliłem studia na państwowe się nie dostanę, mam chorą matke i się czuję głupie jakbym dopiero do liceum szedł. Jestem w punkcie wyjścia i nie widzę perspektyw. Nie jestem samoukiem i nie wiem nic, kompletnie do tego jestem nieogarnięty życiowo. Języka dobrze nie znam i tyle.

  • Jak zwykle ciekawy tekst. Ja byłam na nieciekawych studiach, podjęłam złą decyzję. Z perspektywy czasu myślę, że drugi raz bym tam nie poszła, ale zawsze było szkoda zrezygnować no bo jak to zaliczony rok jeden, drugi etc. A tak na prawdę powinnam była zrezygnować jak zauważyłam, że w ogóle mnie to nie interesuje;)

    • Zauważyłam, że tak jest często 🙂 Poza tym ludzie się boją rezygnować, chociażby dlatego, że „co babcia powie” i tak dalej. Takie decyzje są ciężkie i przerażają i nie ma się co temu dziwić 🙂

  • Szczerze… Wybrałam studia, bo myślałam, że na daną chwilę tak będzie najlepiej. Jeszcze chyba z rok przed maturą myślałam o tym, że może bym poszła na prawo…Ale potem stwierdziłam, że jednak to mnie nie kręci aż tak bardzo i wybrałam germanistykę. Czy to był dobry wybór? Dzisiaj pewnie wybrałabym coś innego, ale nadal język niemiecki byłby dla mnie bardzo ważny. Więc uważam, że chyba to był dobry wybór. Wybrałam to, co najbardziej mnie interesowało i przy czym nie nudziłam się wcale.

    • Chciałam jeszcze dodać, że teraz mam pracę, która pozwala mi i na przeżycie, i interesuje mnie nadal.

    • No i super Olu, bardzo się z tego cieszę 🙂 Ja też myślę, że to był dla ciebie dobry wybór 🙂

  • Marzy mi się, że w przyszłości napiszę książkę. Już teraz piszę wiersze, które są nagradzane, prolog do opowiadania został przerobiony na przedstawienie teatralne. Jakieś tam sukcesy są i to bez wątpienia jest moją pasją. Ale pisanie książek a zwłaszcza pisanie dobrych książek, które zmuszą do myślenia wymaga czasu. Nie jestem mistrzem pióra, który stworzy arcydzieło w 3 miesiące. Nie chcę pisać tak popularnych w ostatnich latach książek o człowieku, który zamienia się w wampira, zakochuje się itp. Marzę o czymś, co zmusi czytelnika do myślenia, skłoni do refleksji.
    Tylko to wszystko wymaga czasu. I nie sądzę, żeby w Polsce udało się wyżyć z samych książek.
    Pasjonuje się fotografią, ale to też nie jest na taką skalę, żebym miała być z zawodu fotografem.
    Właściwie jak większość ludzi sama nie wiem co chcę robić w życiu. Co do studiów, to skłaniam się ku Komunikacji Wizerunkowej ze względu na możliwość wyboru public relations jako specjalizacji. Ale czy to moja pasja? Wydaje się interesujące, rozwojowe.
    Nie myślałam o zrobieniu sobie przerwy, bo obawiam się, że rozleniwię się i nie będę się dalej kształcić. Z drugiej strony naciskają na mnie znajomi studenci, żebym poszła na studia. I chyba też trochę się boję, że po tej mojej szkole (technikiem reklam będę), mając blisko niewielkie miasto nie znajdę pracy, która nie polegałaby na smażeniu frytek w fast foodach.

  • Pytanie ‚Kim chcesz być w przyszłości ?’ u mnie samej na początku gimnazjum wywoływało śmiech, pod koniec irytacje, ile razy można zadawać jedno i to samo pytanie? W połowie drugiej klasy LO kiedy ktoś mi się pyta co zdaje na maturze mam ochotę mu przywalić a potem uciec i się rozpłakać. Mam 18 lat i za dużo pomysłów co tak naprawdę chce robić, bo żaden jak na dzień dzisiejszy nie jest ‚odpowiedni’.

    Ach! I tu chciałabym jeszcze skorygować jedno zdanie… ‚pierwszy problem zaczyna się już pod koniec liceum’ itd, itd. Otóż nie! Ministerstwo edukacji robiąc reformę podstawy programowej założyło, że my gimnazjaliści wiemy co chcemy robić w życiu i przy wyborze szkoły a potem profilu klasy od razu będziemy wiedzieć co potem chcemy studiować. W praktyce wygląda to tak, że ja idąc na mój profil, profil językowo – artystyczny (typowy human) mam rozszerzoną geografię, polski i angielski i to mogę zdawać na maturze na rozszerzeniu, a potem muszę wybrać kierunek gdzie nadają się te przedmioty. Czemu ? Bo już pod koniec pierwszej klasy zostałam pozbawiona szansy bycia lekarze czy architektem. Na dzień dzisiejszy moim jednym ścisłym przedmiotem jest matematyka – zero chemii, zero fizyki, zero biologi ( i zero innych przedmiotów które dla ministerstwa ‚są zbędne na danym profilu. Odeszło mi ok. 10 przedmiotów, zostało mi 4 maturalne przedmioty + jeden dodatkowy język i takie pierdoły jak wf czy religia). Zdawanie na rozszerzeniu tych przedmiotów byłoby niemożliwe, chyba że albo jestem geniuszem albo siedzę po x godzin tygodniowo i zasuwam sama bądź z korepetytorem. Więc nasz mały ‚horror’ zaczyna się już pod koniec gimnazjum, czyli o jakieś 3-4 lata wcześniej niż kiedyś. 🙁

    • Nev

      A tam, nie gadaj że zostałaś „pozbawiona szansy” bycia lekarzem, architektem, fizykiem czy innym ścisłowcem. Masz utrudnione zadanie, ale jak ktoś bardzo chce, to i z humana zda na medycynę. nie mówiąc już o tym, że w LO łatwiej zmienić klasę. Ja mam w ogóle tragiczną szkołę, której zmienić nie mogę, i gdybym liczyła na to, że nauczyciele mnie przygotują dobrze do matury, to bym ledwo te 30% wyciągnęła, więc uczę się sama – bo bardzo mi zależy na dostaniu się na kierunek, który wybrałam. A w tle majaczy jeszcze nie taki prosty egzamin zawodowy. ty na pewno przerobiłaś w ciągu dwóch lat podstawę z chemii czy fizyki, więc jej w klasie maturalnej nie masz, ale przecież matury nikt ci nie zabroni. Ja w technikum też skończyłam naukę fizyki w drugiej klasie, a geografię wtedy dopiero zaczęłam.
      Jak się chce, to wszystko można.

  • Ja mam ten komfort, że wiem kim chcę być i poważnie nad tym myślę od 3 lat. Zrobiłam sobie przerwę żeby jeszcze się nad tym zastanowić, ale teraz już wiem, że nie mam się nad czym zastanawiać, bo wiem że to jest TEN kierunek i to będzie TA praca.
    Problem jest w tym, że nie wiem czy dam radę skończyć studia, bo jest to trudny kierunek na trudnej(?) uczelni. Na pewno będę próbować walczyć o swoje marzenia, ale niestety na ten kierunek zazwyczaj idą osoby, które mają już bagaż doświadczenia i wiedzy, którą ja dopiero będę musiała zdobyć. Nie wiem czy się to uda, ale chcę chociaż spróbować i dać z siebie wszystko.

  • Wpis w sam raz dla mnie. Tak, nie wiem co chciałabym robić w życiu. Inni mają już wszystko zaplanowane, a ja nie wiem nic, nie wiem nawet co zjem dzisiaj na kolację 🙂 A tak na poważnie, to czasem zastanawiam się czy ze mną wszystko OK, bo inni mają pasję, do czegoś dążą a ja stoję ciągle w miejscu. Mam nadzieję, że niebawem znajdę swoje „powołanie” i wszystko się zmieni.

  • Ja w sumie jak byłam mała, mówiłam, że jak będę mała to zostanę urzędniczką. Chociaż jak mawia, gdyby miała tych naście lat kiedy idzie się do liceum, poszłaby do plastyka, albo po liceum na archeologie. Trochę nie wypaliło, ale ja mam przykład na to jak czasami pójście po najmniejszej linii oporu, bo ktoś powie „na co ci to” i tak zlądujesz gdzieś za biurkiem, może po 20-kilku latach przywykniesz i nawet polubisz to, ale to nadal będzie co innego niż się marzyło. Dla mnie najgorsze jest to, jak wszyscy wkoło wysyłają nas na jakis kierunek. Tak było ze mną i z prawem. Wszyscy w koło wysyłali mnie na studia prawnicze. Na pierwszym roku kiedy jeszcze w grę wchodziła politologia, a ja nie myślałam o dziennikarstwie wydawał mi się fajnym pomysłem. Już przed maturą nie koniecznie, a ja zdałam sobie sprawę, że w sumie to lubię pisać. Pamietam wojny, że ja nie chcę iść na prawo i że na nim świat się nie kończy. Ostatecznie się nie dostałam. Czy żałuje że nie złożyłam papierów na drugi nabór? Nie nie żałuje. Muszę przyznać, że chociaż zupełnie wybrałam kierunek, którego nikt się nie spodziewał (chociaż stosunki i politologia to jeden pies tak między Bogiem a prawdą) To nawet lubię swoje studia, może to nie dziennikarstwo, ale jak będę chciała być nim kiedyś to przecież mogę, a jak nie wyjdzie będę zajmowała się czym innym.

  • Sama do końca nie wiem kim che być a jestem już dawno po wyborze zdawanych na maturze przedmiotów , ba na 2 roku studiów jestem ale dalej pewna swego nie jestem.

  • Dzięki Marta! Bardzo mi się teraz przydał taki wpis 🙂 Matura już za niecałe 2 miesiące, a ja coraz bardziej skłaniam się ku przerwie i poszukaniu owego przeznaczenia. Zawsze uważałam, że to dobra decyzja, bo po co robić coś na siłę, ‚tylko żeby studiować’, ale dziwnie będzie nie złożyć nigdzie papierów… Trudna decyzja mnie czeka.

    • Papiery można złożyć, żeby zostawić sobie „otwartą furtkę”. Jeśli stwierdzisz, że lepiej mieć rok przerwy to zabierzesz papiery i już.

  • Zdecydowanie za często mówisz „cholera” i pochodne. 😉

    Nie takim złym pomysłem jest też zrobić cokolwiek. Jeżeli jest jakaś szansa, że zainteresuje, to można spróbować, a nuż? (Chociaż teraz tylko pierwsze studia są bezpłatne, więc pomysł trochę stracił, ale). Ja tak zrobiłam, biotechnologię rzuciłam po miesiącu, ale dzięki temu jestem na cudownej fizyce. <3 Serio, nigdy nie wiadomo, jak się życie potoczy. Lepiej robić coś niż siedzieć z założonymi rękami (do czego zastanawianie się bardzo często się sprowadza).

    • Ale bzdury, przepraszam. Mówię z własnego doświadczenia. Zrobiłam cokolwiek – wprawdzie od początku miałam plan i wyjście awaryjne, ale oba nie wypaliły – nie chciałam spędzić bezproduktywnie roku, więc rzuciłam się na to, co zostało, niczego wcześniej nie obmyślając, liczyło się tylko to, żeby gdzieś być. Gdziekolwiek. I coś robić. Cokolwiek. I może mówiłabym inaczej, gdyby mnie to naprawdę zainteresowało, ale nie. I to robienie czegokolwiek wyszło mi na złe, okazało się, że opadnięcie tyłkiem w domu na te kilka miesięcy to wcale nie takie złe wyjście.

    • A Steve J. mówił, że wszystko się w życiu przyda i ja absolutnie się z tym zgadzam. Wybacz, Daria, ale zostanie w domu chyba nie jest/nie byłoby dobrym pomysłem, chyba, że miałabyś długoterminowe plany, aby wykorzystać ten czas. Jakoś nie wierzę w ideę gap year. Nadal na takie rozwiązanie nie jesteśmy przygotowani, bo szczerze mówiąc tryb praca/szkoła jest w nas mocno zakorzeniony. Okej, możemy sobie „pobyć” w domu przez 1-2 miesiące, ale później dostajemy szału, bo nic nie jest pewne, bo nikt nie wpływa na organizację mojego dnia. Z góry narzucony plan jest znacznie łatwiejszy do zrealizowania, chyba, że jesteśmy na tyle zdeterminowani, że tak: o 10:00 piszę, o 14:00 mam krótką przerwę na telewizję i internet, i tak dalej. No, ale nie generalizujmy, wszystko tak naprawdę zależy od ludzi. Jeżeli żałujesz roku na filozofii, to popatrz na to inaczej: to był tylko rok, a po drugie: teraz już wiesz, że filozofia to nie to. Niestety, musimy w życiu podejmować mniejsze lub większe decyzje. Problem jest taki, że teraz studia nie mają zbyt dużej wartości, bo duży odsetek ludzi studiuje, dlatego też trzeba wybrać dobrze, a żeby wybrać dobrze, trzeba zaryzykować, przekonać się, czy dany kierunek naprawdę nas interesuje, jeśli nie – szukać dalej. Proste.

    • Tylko że przed wyborami staje się co rusz, a przekładać każdy jest bez sensu. Nie wiem, o czym pisać pracę licencjacką? Poczekam rok, może mi zaświeci coś w głowie. A przecież masa rewelacyjnych pomysłów przychodzi do głowy podczas działania. Dlatego wymyślono coś takiego jak burza mózgów.

  • Anonymous

    Hej. Chciałabym cofnąć czas do gimnazjum. Zawsze chciałam być fryzjerką to było moje marzenie od dzieciństwa, nic innego mnie nie pasjonowało. Pamiętam jak na lalkach, siostrze i mamie tworzyłam różne fryzury. Dlaczego chciałabym cofnąć czas do gimnazjum? W wieku 10 lat wykryto u mnie skoliozę, choroba pogłębiała się i jedynym ratunkiem była operacja. Ostatni zabieg odbył się w 3 klasie gimnazjum na wiosnę. Podczas wybierania szkoły średniej miałam plany iść do technikum fryzjerskiego, ale z obawy o mój kręgosłup stwierdziłam, że pójdę do liceum, a po liceum do studium fryzjerskiego. Jednak po maturze, studium było opcją jakbym nie dostała się na studia, albo nie zdała matury. Teraz studiuję turystykę na 1 roku. Wybrałam ten kierunek, ponieważ jest lekki, ale nie widzę siebie w przyszłości po takich studiach. Kiedyś był moment, że chciałam rzucić studia i pójść do studium fryzjerskiego, ale nie zrobiłam tego, stwierdziłam, że jak zaczęłam studia to muszę i skończyć. Jak obserwuję niektóre osoby to są dwie grupy studentów jedni z zamiłowania, chcą to robić, a drudzy, bo muszą, aby tylko „odbębnić” studia. Ja czuje, że należę do tej drugiej grupy. Od zawsze interesowałam się fryzjerstwem, pielęgnacją włosów i wszystkim co jest z tym związane. Jedyna rzecz w której się widzę to salon fryzjerski.

    • ale dałabyś radę wykonywać ten zawód? chodzi o kręgosłup. jeżeli tak, to możesz iść na jakiś kurs fryzjerski. możesz się rozwijać w tym kierunku. jeżeli nie dasz rady pracować w salonie fryzjerskim i czesać, obcinać, farbować w przyszłości mogłabyś być takim doradcą fryzjerskim. nic jeszcze nie jest stracone. a przynajmniej zyskałaś wiedzę, że turystyka to absolutnie nie jest coś, co mogłoby Cię zainteresować. czasami myślę, że możemy wiedzieć, że czegoś nie lubimy dopiero wtedy, kiedy zaczniemy to robić.

  • Na szczęście, jak mówiłam, nie skończyło się na roku, a jedynie dwóch miesiącach. I nikt mi nie wmówi, że po 1-2 miesiącach koniecznie musimy dostać szału, bo nic się nie dzieje, bo nikt nie ogarnia naszego planu dnia. Wystarczy odrobina pomyślunku, kreatywności i da się wszystko. Skoro ja dałam radę, ustaliłam sobie, że wstaję między 9 a 10, czytam, piszę, oglądam tv i tak mija mi cały dzień – to chyba się da, co? Tym bardziej, że teraz robi się piękna wiosna, to i spacery wchodzą w grę. Jak się chce, to się da i nie musimy tracić zmysłów, bo nie uczymy się czy nie pracujemy.
    Jak już mówiłam: studiowałam 2 miesiące. Z jednej strony zawsze to jakieś doświadczenie, poszłam, spróbowałam, nie spodobało mi się i teraz już wiem, że nie dla mnie nauka o Platonie etc. Ale mam być szczera? Marna to dla mnie pociecha, że czegoś spróbowałam i jestem mądrzejsza o tę jedną rzecz. Żałuję nawet tych kilku tygodni. Ale może to dlatego, że od prawie roku już bloguję, więc wiedziałam, że jeżeli nie uda mi się nigdzie zaczepić, to zasiądę i zacznę ten mój zakątek sieci rozwijać – a to jest dla mnie bardzo ważne.

    • Okej, Ci się udało, bardzo się z tego cieszę 🙂 Może tak właśnie miało być – przecież dzięki temu coś tam zyskałaś, no nie?

    • Owszem 😉 I wydaje mi się, że każdy jest w stanie zyskać w takiej sytuacji. Tylko trzeba się spiąć.

    • Czy każdy? Nie wiem; tak jak mówiłam, jest to dla nas bardzo trudna sytuacja, jeśli wcześniej tego nie ustaliliśmy i nie mamy konkretnych planów na skorzystanie z tego czasu.

    • Wszystko się da, ja zaraz po skończeniu LO wylądowałam na długich wakacjach bez planu, co robić w ciagu dnia. Dopiero z czasem wpadł mi do głowy pomysł, żeby się uczyć nowego języka obcego samodzielnie. To był koniec maja, na początku lipca założyłam bloga. Jak się człowiek nudzi, to mu się włącza kombinator, co robić, żeby się nie nudzić.

  • Ja doskonale wiem kim chcę być. Wiem, że mam szczęście. Ale ubolewam nad tym, ze rzeczywistość bardzo mnie konfrontuje, panujące realia nie ułatwiają mi sprawy. Mimo tego w-a-l-c-z-e, bo nie wyobrażam sobie innej opcji.

  • A co, jeśli pasja jest… ale sporo kosztuje, a niewiele da się na niej zarobić? Żeby zarobić trzeba być wybitną jednostką, a bądźmy realistami – nie wszyscy mogą takowymi być.
    Jakiś pomysł?
    Kasa w sklepie, czy pracownik biurowy średnio mnie urządza 😉

  • Przede wszystkim nie można się dołować i mówić sobie wszyscy wiedzą, a ja nie. Trzeba się zastanowić, co się lubi w życiu, jeśli nic to zrobić listę realnych rzeczy, których się nie próbowało i próbować. A jak nie ma pomysłu, to iść pobiegać, czy pojeździć na rowerze – endorfiny zrobią swoje. Polecam 😉

  • Anonymous

    faktycznie to można znaleźć za rogiem.. ja od kilku lat jestem animatorką na Oazie i zajmuję się dzieciakami..idąc na studia kompletnie nie wiedziałam co chce robić i poszłam na ekonomię…dopiero po roku czasu zrozumiałam i zauważyłam, że pedagogika to jest to! i choć wiem, jak inni na to patrzą i po cichu się naśmiewają to.. mam to gdzieś! ludzie odejdą, przeniosą się do innych miast a moje szczęście satysfakcja i spełnianie marzeń zostanie w glowie.. oo nie! nie dam się 🙂

    PS Marta czy Ty wiesz jaka Ty boska jesteś? 😀

  • Ja się strasznie długo nie umiałam zdecydować jaki wybrać kierunek studiów aż w końcu mój wybór padł na prawo – choć w sumie nie wiedziałam, czego się dokładnie spodziewać po tym kierunku i nie odrzucałam możliwości zrezygnowania, jeśli to nie będzie to. Ale siedzę tu już ponad półtora roku i myślę, że trafiłam dobrze – mimo że jeszcze nie mam skonkretyzowanych planów na przyszłość, ale szukam, zastanawiam się, patrzę, które przedmioty mi bardziej odpowiadają, które mniej i myślę, że w końcu znajdę swoje miejsce :).

  • też nie wiedziałam. skoro nie wiem, kim chcę być to chyba bez różnicy, czy pójdę na takie czy na inne studia. ganz egal. za to później się człowiek dowie, kim absolutnie NIE CHCE być 😛

    na szczęście studia w każdej chwili można rzucić, zmienić. można też po skończeniu jednych pójść na następnie. w znakomitej większości przypadków kilka skończonych kierunków jest raczej atutem niż wadą i bardziej pomaga niż szkodzi. nigdy nie jest za późno. można też zacząć robić studia czy nawet maturę w wieku 30 czy 40 lat.

    zastanawianie się jak najbardziej. szukanie swojej drogi jest dobre.i można szukać i zastanawiać się, a w między czasie już coś robić. cokolwiek. jak się nie będzie podobać przynajmniej będziemy bogatsi o tę wiedzę, że studia ekonomiczne to NA PEWNO nie jest to, czego chcemy.

  • mooooniaaaa

    A ja jestem na studiach i mam kryzys – bo nie wiem, czy dobrze wybrałam. Zastanawiam się „jak nie to, to co?” i nie wiem…

  • Szczerze mówiąc teoria z przerwą zostaje potwierdzona na moim przypadku. Początkowo złożyłam papiery na ekonomię, rok później na zarządzanie ale teraz nie wybrałabym zadnego z nich… I niby było to bardziej z przymusu bo jestem za granicą ale jestem nawet zadowolona. Po co marnować czas na studia których nie chcemy 🙂

  • Justyna

    Skądś to znam.. I mam problem, bo łapię parę srok za ogon, a nie mogę zdecydować się konkretnie, tylko chcę próbować. Jestem studentką już lub dopiero II roku, a nadal za bardzo nie wiem, co będę robić w przyszłości. Czas to chyba moje słowo, pozdrawiam i dziękuję za notkę! Choć czytam od dwóhc tygodni, to dopiero teraz komentuję;)

  • Studiuję już 3 rok, prawo, ale nie wiem czy chcę byś sędzią, obrońcą, prokuratorem- ale wierzę, że dostane jakiś znak od losu i że wybiorę dobrze 🙂

  • A ja mam odwrotny problem – zainteresowań aż za dużo i to takich niekoniecznie połączalnych ze sobą 😀 Wiem raczej, kim nie chciałabym zostać – inżynierem XD

  • A ja to muszę mieć chyba po prostu dużo szczęścia w życiu. Kierunek studiów zmieniłam w trakcie rekrutacji, w chwilę, bez zastanowienia, na taki co mi nic nie mówił (swoją drogą brawa dla rodziców, którzy nawet nie próbowali wybić mi tego problemu z głowy). Studiowałam, ani razu nie żałowałam wyboru, ale ciągle nie miałam pojęcia co bym chciała później robić, wiedziałam, że coś związanego ze studiami, tylko co? Teraz kończę studia i powoli zaczynam widzieć dalszą drogę, ale nie rozpaczam dlatego, że nie mam dokładnych planów. Wiem, że zmieni mi się jeszcze milion razy, będę próbowała różnych rzeczy, ale w końcu znajdę.

  • Hmm Pamiętam jak moje koleżanki w 3 klasie liceum marudziły i szukały bo nie wiedziały co mają ze sobą zrobić , jedna wybrała Resocjalizacje a druga Polityke Społeczną do dziś po nocach płaczą że nienawidzą tych studiów ale chcą skończyć bo ” Rodzice marudzą ” .. Ja natomiast od 4 klasy podstawówki wiedziałam co chce robić 😛 Chce być Panią od W-F ;p tak wszystko układałam w swoim życiu że za dwa tygodnie zaczynam prace w szkole ( niestety jako pomoc sekretarki bo w moim mieście nie ma nawet pół etatu dla nauczyciela wf ) ale jest to jakiś krok do przodu ;))

  • Ale trafiłaś z tematem 🙂 W maju mam maturę, przedmioty wybrałam takie żebym sobie dała radę i jednocześnie nie zmęczyła się za bardzo, teraz sobie trochę pluję za to w brodę. Ale nie zmienia to faktu, że właśnie nie mam pojęcia na jakie studia iść. W każdym kierunku mi coś nie pasuje. Chciałam się nauczyć hiszpańskiego to pomyślałam – iberystyka! – ale z drugiej strony jak chcę umieć język to lepiej iść na kurs, ale co jeśli nagle mi się zachce być tłumaczem!? Tragedia z tymi wyborami, skończy się na tym, że pójdę do szkoły policealnej jeśli nic mi nie wpadnie do głowy na czas 🙁

  • marcin kamiński

    Ja tez nie wiem nic

  • Anonymous

    hej nic sie nie martw na zachodzie gap year to norma, tylko wykorzystaj go z glowa, planuj i realizuj plany. mam 30lat, 5ta praca i dopiero ta mi odpowiada bo pozwala mi pracowac dla roznych branz w advisory , ale za nic nie chcialbym na stale utknac np w banku albo marketingu – po prostu lubie ciagle zmiany i tyle. jak mi sie zmieni to zobacze ale na razie lubie ten stan zawieszenia. Nie pozwol sie zdefiniowac do waskiej roli, nie rob czegos tylko dla pieniedzy ot takie moje zlote rady:)pzdr Lukasz

  • Anonymous

    a

  • Anonymous

    A ja wam powiem że jestem namacaklnym przykładem idealnie pasującym do tego artykułu. Prawda jest taka, że powołanie samo nas znajdzie, tzrba tylko trochę czasu. Nawet jeżeli na pewnym etapie wybierzemy źle, w pewnym momencie i tak zaczniemy rozmyślać na swoja dalszą drogą i w końcu trafimy na właściwy tot. Wiem posobie, bo sam kończyłem jeden kierunek – jak mi się wydawało na tamten czas -odpowiedni. Po studiach popracowałem 2 lata i dopiero w wieku 26 lat odkryłem kim tak naprawde chce być. I jestem. A przynajmniej jestem na właściwym torze by stać się tym kim chcę. Studiiuje (tak w wieku 26 lat) nowy kierunek – teraz wiem że właściwy, który pochłania i absrbuje mnie absolutnie, każda wolną chwile poświęcam na doskonalenie w kierunku w którym podązam i jestem szczęsliwy, bo wiem, że to ścieżka na całe życie , ta właściwa. Przede wszytski jestem spokojny. Spokojny, że w końc znalazłem.Życze każdemu wiary i wytrwałości a przed ewszytskim nie poddawania się w szukaniu i odnajdywani samego siebie. Moge tylko podpowiedzieć że w odnalezienu samego siebie bardzo pomaga wolność – wolnośc od nacisków, od podpowiedzi innych, od rodziców, kompletnalność, nawet przypłacona biedą, lecz dająca nam możliwość znaleziena samego siebie.

  • Anonymous

    Tutaj dyskutujemy na temat studiów 🙂 zapraszam http://www.costudiowac.pl

  • Wiktoria K

    Ten wpis idealnie oddaje moją sytuację. Mam dwadzieścia lat i nie wiem kim chcę być. Jestem na studiach za granicą, które teoretycznie mają dać dobrą pracę, ale nie jest to wymarzony kierunek. Jest po prostu ok. Zrezygnowałabym gdybym wiedziała co innego wybrać. Brak pasji powoduje u mnie brak motywacji i mam wrażenie, że to nie ja kontroluje swoje życie. To uczucie jest okropne.

  • Anna

    Mam 20 lat. Jestem w podobnej sytuacji. Od dziecka pasjonowała mnie muzyka, bardzo lubiłam śpiewać. Nauczycielka od muzyki bardzo dobrze oceniała mój głos. Był czas, że nawet nagrywałam się w internecie. Robiłam to co naprawdę sprawiało mi przyjemność. Nigdy nie myślałam o tym poważnie, bo słuchałam ludzi, że trzeba mieć dobry zawód itp., a sama nie miałam pomysłów jak się w tym realizować. W ogóle lubiłam różne artystyczne działalności. W liceum odsunęłam się od śpiewania. Śpiewałam rzadziej. Skupiałam się nad „przyziemnymi” sprawami, nauką w szkole. Poszłam na kierunek studiów, który częściowo mnie interesuje, ale czułam, że czegoś jednak brakuje. Nie widzę się w tym zawodzie. Niby jest dobrze, ale jednak męczę się w środku, bo nie jestem spełniona. Od pewnego czasu znowu zaczęłam śpiewać, ćwiczę swój głos i bardziej wierzę w swoje możliwości. Studia mam zamiar skończyć, przynajmniej licencjat. Czy nie jest za późno, by coś osiągnąć w muzyce? Czuję, że to właśnie muzyka jest moją największą pasją towarzyszącą mi od dziecka.

    • joanna..

      Nigdy nie jest za późno! Trzymam kciuki!

  • Rok temu, gdy rozglądaliśmy się za szkołami średnimi, do których moglibyśmy pójść po gimnazjum, paru chłopaków przyznało na lekcji, że nie wybrali jeszcze, bo nie wiedzą właściwie co by chcieli robić. Nasza wychowawczyni oburzyła się, że jak można jeszcze nie wiedzieć? Jak? Przecież my już szkołę wybieramy i jeszcze nie wiemy? Co my, nienormalni jesteśmy?

    W trzeciej klasie gimnazjum. Kiedy ludzie na studiach nie wiedzą, czy to jeszcze to. Kiedy ludzie na emeryturze nie wiedzą, czy dobrze wybrali. Więc ja coś tam skłamałam, bo głupio było mi przyznać, że ja też nie wiem.

    A potem wybrałam swoje technikum prawie w ciemno. Bo szkoła była fajna, luzacka i brat chodził. A że na informatyka, elektronika, elektryka ani teleinformatyka się nie nadawałam to poszłam na organizację reklamy, choć nigdy z marketingiem nie chciałam mieć nic wspólnego. Ale raz kozie śmierć.

    Teraz łażę na wszystkie zajęcia dodatkowe z reklamy, jak nie ma zawodowych to mi smutno i jaram się jak fajerwerki na samą myśl, że kiedyś mogłabym zrobić własną kampanię społeczną albo chociaż dobrą reklamę :D.

    Taka ciekawostka. 😀

  • Dok GoJin

    żałuje ,ze poszłam na magisterkę i to na kierunek, który nie był kontynuacją licencjatu. Chciałam iść na policealną jakąś roczną, ale koleżanki z pracy mamy zaczęły ją nakręcać: niech idzie na „magisterke”, zmarnuje się na policealnej! Koniec końców wybrała „najbardziej” interesujący (tak mi się wtedy wydawało) kierunek i poszłam…. to chyba były 2 lata mojej męki i głupoty. Raz ,że dobrze tego nie przemyślałam a dwa ,że z braku funduszy nie mogę iść do dalszego miasta.

    I głównie tu jest problem. Lęk prze pójściem do miasta, którego się nie zna, brak pieniędzy i brak znajomych… i to niestety nas powstrzymuje. Na pytanie mamy : to co byś chciała studiować , co cie interesuje – nie umiem odpowiedzieć… w lipcu kończę 24 lata … i co dalej? Do żadnej roboty porządnej się nie załatwie bo przyznam szczerze studia wcale nie przygotowują do zawodu. Zwłaszcza jak się nie jest po studiach matematycznych, inżynierskich czy innych związanych z naukami ścisłymi. Taka smutna rzeczywistość …

    Brak perspektyw młodej osoby w PL jest przerażająca i z tego co widzę to większość idzie na byle jakie studia( w tym ja) i kończy je ze świadomością,że dalej nie wie co chce robić … smutne, ale prawdziwe….
    I łatwo jest mówić : zainteresuj się czymś, znajdź sobie hobby, rób szkolenia… no jak, jak nie wie się co się lubi i jeszcze miejsce pobytu nie oferuje zbyt wiele szkoleń, zajęć które mogłyby jakoś nas popchnąć do przodu.

  • gośc

    Nie wiedziałam, co chcę robić w życiu.. Nie miałam pojęcia, na co się zdecydować w liceum. Ale teraz, w czasach internetu, można znaleźć wszystko! ja znalazlam http://gveducation.co.uk/pl/ , byłam na obozie, na którym udało mi się zrozumieć czego chcę od życia i mojej pracy, umówiłam się na sesję mentoringową z prawnikiem. Dowiedziałam się wszystkiego, czego chciałam. Teraz jestem na 2 roku prawa i jestem bardzo zadowolona! :))

  • **( ‚–*)

    Dobry wpis, bo ponadczasowy, kazdy rocznik znajdzie tu nadzieje 🙂 Ja mam 18 lat i skonczylam szkole i mam tez jako takie pojecie co by tu robic ale nie jestem pewna. Boje sie bo z jednej strony wiem ze swiat jest mój i moze mi sie wiesc do prawdy zajebiscie, ale są też lęki- jak tu zrobic zeby nie spierdolic. Moze to przejsciowe a moze kazdy tak ma po skonczeniu szkoly. Jak myslisz ?

  • anka przytulanka

    Jak najbardziej podbijam stwierdzenie, że to ponadczasowy wpis – przy okazji wysoko leży w google, dlatego łatwo na niego trafić 🙂 miałam dokładnie to samo, nie wiedziałam co robić w życiu, poszłam na finanse na rachunkowość na uep i rzuciłam po pół roku, później biotechnologia na politechnice i też się nie odnalazłam. Odnalazłam się dopiero na wszuie na kosmetologii – nie wiedziałam, że to właśnie chcę robić, a tu proszę. Warto próbować w życiu 😉

    • Sepka

      Trudno się z tobą nie zgodzić – życie jest po to, by z niego korzystać, a nie by się zmuszać do czegoś, do czego nie jesteś przekonana

  • kasia

    Mój problem polega na tym, że to, co mnie pasjonuje, to, co kocham to muzyka. Chciałabym studiować na kierunku musicalowym. Wiem jednak, że wcale nie jestem jakaś wyjątkowa. Może wcale mi się nie udać i będę aktorką pracującą w McDonalds. Nie mam pojęcia, co wybrać, ponieważ nigdy nie miałam innych zainteresowań. Dosyć dobre oceny ze wszystkiego, więc nie było żadnych przesłanek. Jestem w 3 klasie na humanie i chyba na maturze będę zdawać tylko angielski, bo nie czuję się dobrze z niczego na tyle, żeby zdać na poziomie rozszerzonym, na jakimś poziomie. Szczerze mówiąc, dobija mnie to, bo gdybym miała coś, co byłoby „normalne” to na pewno poszłabym w tym kierunku. Jedyne, co mam to pasja. Nie wiem, czy powinnam tak ryzykować, mimo, iż jest to moje marzenie.

    • Kinga

      Ja mam dokładnie ten sam problem co ty chociaż już rok temu skończyłam szkołę nie potrafię sobie znaleźć miejsca. Cały czas myślę o studiach muzycznych chociaż też nie jestem pewna czyli się nadaje tak więc jeśli masz ochotę pogadać to odezwij się na mojego maila(kinia232123@o2.pl), razem będzie raźniej 🙂

  • Paul Chantal

    Czuję się beznadziejnie. Za kilka miesięcy czeka mnie egzamin gimnazjalny, wybór liceum i profilu. Tracę motywację do nauki, ponieważ nie mam wyznaczonego celu, nie wiem do czego chcę dążyć. Niby z każdego przedmiotu idzie mi dobrze, ale żaden mnie nie pociąga. Szukam w internecie informacji o różnych zawodach ale wszystko wydaje mi się nudne, trudne i nie dla mnie. Mama chce żebym poszła na politechnikę- mówi, że mam potencjał i nie mogę go zmarnować. Moją głęboką pasją, stylem życia, są konie i jazda konna. Nie raz przyświeca mi w głowie pomysł, aby pójść na studia hipologii i kursy, zostać instruktorką sportu jeździeckiego. Co może być lepszego niż pasja w pracy? Ale powiedzmy szczerze, jako instruktorka nie zarobię zbyt wiele. Tak naprawdę, nie wiem, czy wystarczy mi to nawet na utrzymanie. Zastanawiam się więc, czy nie lepiej celowac gdzieś ambitniej, jak doradza mama, a hobby realizować po pracy. Praca pracą, pasja pasją (?). Boję się zdradzić mamie moje wątpliwe plany na przyszłość. Tym bardziej, że ona chce abym miała zapewnioną godziwie płatną pracę, jako inżynier czegośtam lub na przykład architekt. Sama skończyła na produkcji, dlatego pokłada tak wielkie nadzieje we mnie. Marto, i cóż robić?

  • Kasia S

    Super artykuł. Marto trafiłaś w samo sedno poblemu wielu młodych ludzi. Ja też długi czas nie miałam pomysłu na wybór kierunku, w końcu jednak poszłam na studia za koleżanką do SAN-u w Łodzi. Fnalnie nie żałuję tej decyzji. Studia zaciekawiły mnie, ale oczywiście podczas ich 5 lat trwania – cały czas pracowałam, aby mieć fundusze na moją prawdziwą pasję – czyli jazdę konną. Moim zdaniem studia jednak uczą podstaw dorosłości i jeżeli ktoś już w akademickiej papierologii się podda, prawdopodobnie zrobi tak również w wielu życiowych sytuacjach 🙂