Nigdy, przenigdy, nie widziałam tylu smutnych mężczyzn na raz.
Wszyscy opierali się o barierki i ze znudzeniem obserwowali otoczenie. Jedni trzymali w rękach torby, inni bawili się telefonami. W pewnym momencie większość z nich niemal równocześnie – tak, jakby wszyscy się umówili – zerkała na zegarek i wzdychała z niezadowoleniem. Niektórzy podchodzili do bramek, ale nie odważyli się wejść do środka. Dla postronnego obserwatora, takiego jak ja, wyglądali jak najbardziej nieszczęśliwi ludzie na świecie.
Wiecie dlaczego? Bo ich kobieta poszła na zakupy.
miasto sklepy zakupy z chłopakiem mężem narzeczonym facetem mężczyzną


Tyle razy śmiejemy się z tego, że mężczyźni nie lubią zakupów: tworzymy o tym tysiące memów, piszemy setki artykułów i przerabiamy tryliardy kłótni, ale to na nic. Bo my, baby i tak będziemy ich ciągnęły do tych cholernych galerii aż do usranej śmierci. 
We wstępie mówiłam szczerze: nigdy w życiu nie widziałam tak żałośnie nieszczęśliwych ludzi. Nie wiedzieli, co ze sobą zrobić, targali w rękach kurtki i torby i co chwila zerkali do środka sklepu, sprawdzając, czy ich dziewczyna nie została przypadkiem porwana i to dlatego tak długo z niego nie wychodzi. Ci panowie przy barierkach wyglądali jak ludzie, którzy zaraz dosłownie umrą z nudów.
I wcale im się nie dziwię.

NIENAWIDZĘ ZAKUPÓW Z FACETEM

Nowy Jork miasto budynki zakupy z chłopakiem mężczyzną facetem mężem
Kompletnie nie rozumiem tego zabierania facetów na szalony shopping –  tym bardziej, że sama nienawidzę chodzić z  kimkolwiek płci męskiej do jakiegokolwiek sklepu. Bo powiedzcie mi proszę, co ta za przyjemność, skoro oni zachowują się tam jak barbarzyńcy – biorą w łapę pierwsze lepsze coś i biegną do kasy?

Za każdym razem, kiedy szłam z Patrykiem kupić spodnie i przyglądałam się bluzkom na wieszakach, słyszałam ten sam tekst: „po co patrzysz na koszulki, przecież przyszliśmy po spodnie!„. Mam wrażenie, że mężczyźni kompletnie nie rozumieją, że może ja zamiast spodni mam ochotę kupić dziś dwie bluzki. Albo że zaszaleję, i kupię to i to. I jeśli jest promocja, to jeszcze walnę sobie torebkę, bo w końcu mogę. Przecież to logiczne – będę patrzeć na te koszulki nawet, jeśli nie mam tak naprawdę zamiaru ich kupić. Po prostu. 
To samo jest z każdym innym sklepem – księgarnią, drogerią czy spożywczym. Co się zatrzymam, to słyszę „Marta, przyszliśmy po sok, a nie po kalafior”. Ale może ja mam ochotę na ten cholerny kalafior i właśnie teraz chcę go kupić, żeby potem nie latać dwa razy do spożywczaka? No do cholery jasnej!
I moje drogie, właśnie dlatego nie powinno się brać mężczyzn do sklepu. Ale jest też inny, nawet ważniejszy powód:

DLACZEGO MU TO ROBISZ?

stół restauracja
Bo uwaga, teraz odkrycie Ameryki: większość z nich tego nie lubi. Owszem, istnieją wyjątki – jak w każdym temacie – ale na potrzeby tego wpisu załóżmy, że rzeczywiście każdy facet na tej planecie nienawidzi zakupów. Więc dlaczego, do cholery, go tam ciągasz? Rozumiem, że razem raźniej albo weselej, ale jak widzę tych wszystkich facetów opierających się w galerii o barierki, to mam ochotę dać im sześciopak piwa na pocieszenie.
Oni autentycznie umierają z nudów i wyglądają bardziej smutno, niż Gollum któremu zabrano pierścień. To jest straszny widok – tłumy bezradnych mężczyzn, którzy nie wiedzą co zrobić ze swoim życiem przez te kilka godzin, w czasie których ich dziewczyna z uporem próbuje się wcisnąć w rozmiar 32, chociaż dobrze wie, że nosi 38. Albo kiedy brudzi swoim podkładem białą bluzkę i potem odkłada ją na wieszak. W każdym razie, na pewno wtedy, kiedy zagina czas, mówiąc „kochanie, tylko się rozejrzę i zaraz wyjdę”, a potem nie ma jej przez trzy godziny.

DAJŻE SPOKÓJ

Idź z koleżanką. Albo jeśli jak ja i dziewięćdziesiąt innych osób, które skomentowały ostatni wpis, nie masz znajomych, idź sama. Przecież to idealne rozwiązanie: możesz siedzieć w sieciówce ile chcesz i nikt cię nie będzie poganiał – chyba, że zechce ci się robić zakupy pięć minut przed zamknięciem sklepu. Możesz próbować wcisnąć się w za małe ciuchy, bo nikt nie będzie widział. Możesz przymierzać zdzirowatą sukienkę, której i tak nigdy nie kupisz. Możesz o wiele więcej rzeczy niż wtedy, kiedy gdzieś tam, przed sklepem, czeka na ciebie zanudzony na śmierć mężczyzna.
Ja wiem, że oni kompletnie nie ogarniają świata. Że rzucają brudne skarpetki, wąchają koszulkę i mówią „hehe, jeszcze dziś mogę ją założyć” i z jakiegoś dziwnego powodu szaleją i wiwatują, kiedy widzą seksowną laskę w szybkim aucie. Ale wiecie co? Podobno też mają uczucia.
Więc dziś odpuść i nie torturuj swojego faceta.
Zawsze przecież możesz zaprosić mnie na zakupy.

PREZENT

Mam dla Was fajną wiadomość – jeżeli chcecie być na bieżąco z moim blogiem, uruchomiłam newsletter. Co tydzień na skrzynkę będzie Wam przychodził mail z najnowszymi notkami. Zrobiłam to dlatego, że facebook nie wszystkim pokazuje posty i nie każdy wie, że coś nowego pojawiło się na blogu. Jeśli ktoś jest zainteresowany – zapraszam tutaj: KLIK.
Możecie też spokojnie zadawać różne pytania na ASK.FM – jakoś spodobało mi się odpowiadanie. 🙂


I… dziękuję za komentarze pod ostatnią notką.
  • A ja nie przepadam za zakupami. Czasem też mam ochotę po prostu wejść do sklepu, zabrać to co potrzebuję, przymierzyć, zapłacić i wyjść. Nie wiem czemu, ale jestem chyba wyjątkiem. Rzadko zdarzają się dni, w które ma ochotę na zakupy.
    Ale masz rację, nigdy nie powinno się chodzić na zakupy z osobami płci męskiej, bo to dla nich niczym tortury. 🙂
    Pozdrawiam!

    • Ja powoli też przestaję lubić zakupy – ale to chyba dlatego, że pokochałam kupować online 🙂

    • To jest nas już dwie 😉 Zazwyczaj wchodzę do sklepu w konkretnym celu, więc rozglądam się szybko i jak nic mnie nie zainteresuje to od razu wychodzę. A jak jestem z kimś i ten ktoś zaczyna zatrzymywać się przy każdym wieszaku to mnie coś trafia 😉

    • Anonymous

      Trzecia. Bywa nawet, że mój chłopiec wybiera ciuchy dłużej ode mnie. Co prawda nie chodzimy na zakupy zbyt często… ale nigdy nie usłyszałam „przyszliśmy po a, a nie po b”. Ja zakładam, że on wie lepiej, czego chce, a on – że ja wiem lepiej, czego ja chce. No, ewentualnie śmieje się, jak widzi, że kupuję kolejną paczkę oliwek… 🙂

    • Czwarta! a do tego to czesto moj maz mnie ‚zmusza’, zbysmy przeszli całą galerię, bo moze gdzies bedzie cos lepszego 😉

  • Anonymous

    Mój co prawda utrzymuje, że zakupy lubi i faktycznie zawsze chętnie ze mną chodzi (ale tylko po ciuchy i jedzenie, kosmetyki to dla niego koszmar). Za to mój tata jest jednym z tych nieszczęśliwych facetów- stoi, podpiera barierki;) kiedyż potrzebowałyśmy go jako kierowcy (mama, ja i dwie siostry), teraz czasami same pojedziemy. A jak zabieramy tatę ze sobą, to bierzemy z domu książę/ pozwalamy mu kupić jakąś na miejscu, lokujemy go w jakiejś miłej kawiarni i tylko co jakiś czas donosimy torby z zakupami;d

    • Anonymous

      Właśnie odnoszę takie wrażenie, że większość tych „przedsklepowiczów” jest tam z jednego powodu – prawa jazdy. Przynajmniej znajome mi pary potwierdzają tę teorię.

  • Ja mam zupełnie na odwrót! Łukasz nie zna litości i sam ciąga mnie po sklepach, zakupoholik czy co?… W tym układzie solidaryzuję się ze zmarnowanymi zakupami panami:P

  • Anonymous

    No i ja właśnie najchętniej chodzę sama, mogę się skupić na zakupach i nie muszę nikogo zabawiać rozmową 🙂

    • O tak, ja mam bardzo podobnie 😉

  • a ja uwazam ze to jest potworny stereotyp. faceci tez lubią byc dobrze ubrani i kupic sobie cos fajnego. tez wolą zaoszczedzic i zajrzec na promocje czy skorzystac z kuponu. moj facet normalnie ze mną chodzi a ja z nim. marudzi jak nie ma ochoty czy jest zmeczony, ale to samo robie tez ja. potrafie przy swoim facecie przymierzyc wszystko, nawet tą wspomnianą przez ciebie „zdzirowatą sukienke” i smiejemy sie razem z tego. Jak idziemy po jedzenie do jakiegos duzego sklepu to idziemy regał po regale i rzucamy okiem, jak nie ma nic ciekawego to idziemy przez ten regal szybciej i tyle. czasami pomijamy te na ktorych jest np jedna kategoria a na pewno tego nie chcemy. Nigdy nie marudzil ze przyszli mi po jedno a wychodzimi jeszcze z innymi rzeczami. Jesli to wzielismy to znaczy ze mielismy na to ochote i tyle. A moze to jest tak ze ja mam troche cech meskich a on troche damskich i jestesmy zrownowazeni xd

    W kazdym razie gdyby nie lubil to bym go nie ciagnela, marudzenie mnie denerwuje! 😛

    • Dlatego napisałam w jednym z akapitów, że na pewno są też tacy, którzy lubią. Co nie zmienia faktu, że z palca tego wszystkiego, co w notce, nie wyssałam – przedwczoraj byłam w galerii i tych facetów stojących i czekających było MNÓSTWO. Wszyscy smutni. 😀

  • Jeśli już trafi się ktoś kogo będę mogła zabierać na zakupy to nigdy mu tego nie zrobię, nie wierzę, że robiłby to z przyjemnością (bluzka to bluzka, co za różnica, którą weźmiesz, nad czym tu rozmyślać). Wolę robić zakupy sama i to niezależnie, czy towarzyszem miałby być facet, koleżanka, czy mama, sama mogę zobaczyć to co chcę i oglądać to tyle ile chcę, bez pytań po co na to patrze, skoro tego nie potrzebuję. A poza tym i tak nie lubię spędzać długich godzin na zakupach.

  • MartaGdynia

    Nie znoszę chodzić na zakupy, bo czuję się po nich jakbym weszła na Giewont, a i tak zwykle nic konkretnego nie kupuję. I też zawsze chodzę sama… od tego momentu na każdych zakupach będę myśleć, że nie ja jedna na tej planecie 😉
    Buziaki

  • Anonymous

    Mój facet jest świetny na zakupach. Przynosi mi rzeczy do przymierzenia, czasami coś funduje. :)) Tak naprawdę to dzięki Niemu polubiłam zakupy – w jego towarzystwie to ma sens. 😀
    Pozdrawiam
    Patrycja.

  • Anonymous

    Mój facet to też zupełne przeciwieństwo 😉 uwielbia mnie wyciągać na zakupy, w zasadzie wchodzimy do sklepu, ja spokojnie oglądam sobie rzeczy, a on przebiega jak burza i przynosi mi najładniejsze i dumnie mi je prezentuje ;-P muszę przyznać, że ma swietny gust, ciuchy które wydają mi się nudne i w życiu bym na nie nie spojrzała na mnie zawsze leżą idealnie, tylko dlatego ze On mi je wybrał ;-D Jednak widok znudzonych facetów na zakupach to codzienność, nie zabrałabym chłopaka, który tego nie lubi z dwóch prostych powodów-po co psuć nerwy Jemu i sobie 😉

    Super wygląd bloga! Masz mojego lajka 😀

  • M.

    Ja na zakupy odzieżowe chodzę sama. I jestem wściekła, jak w ciasnym butiku idzie laska z chłopakiem! On łazi za nią krok w krok, pląta się innym pod nogami, laska ma na niego wyje**ne, bo jest zaślepiona bluzką na wieszaku, a ja nie wiem, jak to całe towarzystwo minąć! Wrrr!

  • U nas to działa w obie strony. Mój facet nie cierpi chodzić ze mną na zakupy, a ja wariuję jak mamy jechać po ciuchy dla niego. Dlatego na zakupy uwielbiam chodzić sama, nikt mi nie marudzi, że ma już dość, a ja nie mam wyrzutów sumienia, że za długo chodzę po sklepach 😉

  • Preferuję zakupy bez towarzystwa – nikt mnie nie pogania, nikt nie patrzy się przerażony jak wnoszę do przymierzalni 10 koszulek i nikt nie rzuca mi pytania, czy jestem pewna, że chcę to przymierzyć (bo przecież wcale nie chcę tego kupować, po prostu jestem ciekawa jak w tym wyglądam :P)

  • tak z mojego – męskiego – punktu widzenia:
    Nie jest tak, że nie lubię wybrać się z żoną na zakupy. Lubię, od czasu do czasu. Zgłaszam się na ochotnika i jedziemy. Problem w tym, że wszystko dobre, w czym nie ma przesady. Nie mam nic przeciwko zakupom, rozumiem, że może w tej całej zabawie być jakaś spontaniczność (czyli, że wybierając się po spodnie, można przy okazji przymierzyć koszulkę). Nie mam nic przeciwko doradzeniu w przymierzalni.
    Ale…
    Ile, na Zeusa, mogą trwać procesy decyzyjne, dotyczące, umówmy się, szmat? Czy rzeczywiście trzeba przymierzać cztery egzemplarze tej samej rzeczy i do tego w tym samym rozmiarze, medytując przy tym nad niewidocznymi (kurde, ja ich nie widzę, choćbym się starał!) różnicami? S-ka leży inaczej niż M-ka, ok. Ale pierwsza, druga i trzecia s-ka wyglądają tak samo! Albo odwiedzanie miliona sklepów, by i tak wrócić po rzecz, którą się wybrało w pierwszym. To jest nie do wytrzymania i doprowadza do sytuacji, kiedy moja dobra wola – zamiast zostać nagrodzoną – zmienia się w przekleństwo. zaczynam wyglądać nieszczęśliwie, żałośnie i w ogóle jak Gollum.

  • Mój R. ostatnio się załamał, jak wyszłam do sklepu po bułki, wróciłam z torbą pełną zakupów, a o bułkach zapomniałam. Akurat wtedy mógł iść ze mną, może on by pamiętał 🙂

  • Ana

    Jak ja nie cierpię zakupów… nigdy nic nie ma! Dlatego mocno identyfikuję się z tymi nieszczęśliwymi ludźmi 😀 I w związku z powyższym raczej i na 99% żadnego tak nie unieszczęśliwię.

  • Na szczęście ten problem mnie nie dotyczy, bo mój mężczyzna uwielbia chodzić ze mną na zakupy. Spożywcze, ubraniowe, jakiekolwiek. Mam wrażenie, że to ja momentami przypominam takiego Golluma, kiedy luby nurkuje w Empiku między płytami. Serio. On może spędzić tam 1,5 h zapominając o świecie 🙂

  • Mordechaj

    Oj tam oj tam, mężczyzna, cierpiący na zakupach to małe piwo. GEJ, nie trawiący zakupów w sklepie odzieżowym, który kompletnie nie wie co ma z sobą zrobić, jest horrorem.

  • Mój Mąż zakupy lubi. To raczej ja go poganiam i patrzę na zegarek. Robimy głównie zakupy w internecie, a gdy raz po raz wybierzemy się do jakiegoś centrum to on odpływa mi w półkach. Obejdę wszystkie sklepy on stoi w alejce obok.

    Lubię szybkie zakupy z listą. Szkoda mi czasu. Za to mój Tata zawsze doradzał mi w kupnie sukienek, czy butów na jakieś ważne okazje. W końcu lakiernik, to na kolorach się znał 🙂

  • hahha bardzo prawdziwy post 😀 coś w tym naprawdę jest

  • Hahaha u mnie jest całkowicie na odwrót! ja się denerwuję, że „przyszliśmy po spodnie”, a on ogląda koszulki. 😉 No ale, jak to mówią, wyjątek potwierdza regułę. 😉

  • Mój chłopak całkiem niedawno opisał sprawę z drugiej perspektywy 😉 http://www.drlifestyle.pl/lifestyle/wspolne-zakupy-z-facetem/

  • Najgłupsze jest to wtedy, gdy dziewczyna prośbami, groźbami i torturami psychicznymi typu „Bo ty nie chcesz ze mną spędzać czasu, więc mnie nie kochasz” zaciąga swojego faceta do galerii, a potem jest rozczarowana, bo jej misio pysio kręci nosem. A przecież sam się zgodził, prawda? Jest miliard innych sposobów na wspólne spędzanie czasu. Nie mam chłopaka i nigdy nie miałam, ale wątpię, by wspólne latanie po sklepach był jedyną opcją na romantyczne popołudnie. I czy nie lepiej cieszyć się promocjami bez jęków obok ucha?

  • Ja sama bardzo rzadko chodzę na zakupy, idę jak już w zasadzie muszę. Może to dziwne, ale tak mnie dziewczynę po pewnym czasie zakupy denerwują. Denerwują mnie Ci ludzie, którzy chodzą i nie wiedzą co chcą. Może dzieje się tak dlatego, że ja jak idę już na zakupy to mam konkretny cel np. dzisiaj kupuję spodnie albo kurtkę. Oczywiście bardzo często do spodni dokupię dwie bluzki czy jakieś buty, ale w zasadzie jestem w stanie sobie to wybaczyć, bo na zakupy chodzę na prawdę rzadko.Jeśli już idę to zazwyczaj z kimś (na pewno nie z żadnym facetem). Zabieram koleżankę albo siostrę bo wtedy po prostu szybciej idzie z tymi zakupami. Podobają mi się dwie kurtki, nie mogę sie zdecydować, pytam koleżankę ona mówi, że ta więc ją biorę i wychodzę. Nie lubię tego wszystkie zbyt przeciągać, bo zaraz mi się robi gorąco, zaczynam się denerwować i najzwyczajniej w świecie zakupy w takim momencie nie dają mi żadnej frajdy 🙂 A zabieranie facetów na zakupy to najgłupsza rzecz na świecie. Kiedyś się zastanawiałam, czy dziewczyny, które zabierają swoich chłopaków na zakupy nie chcą w ten sposób ich za coś ukarać, bo wydaje mi się, że wszyscy wiedzą, że faceci nie lubią zakupów ^^

  • Hmm, ja na zakupy najbardziej lubię chodzić z mamą lub z przyjaciółką. Z mamą dlatego, że ma peny portfel, z przyjaciółką – bo ma świetny gust i jest z tych nie do zdarcia, mogę przymierzać, a ona będzie mi donosić kolejne ciuchy bez mrugnięcia okiem. To ja jestem ta zła, co nawet bluzki nie umie odwiesić XD
    Ale zdarza mi się chodzić na zakupy z tatą i bratem. No cóż, przy szalonym szopingu przydadzą się środki, a to ojciec mój je posiada. W ubraniowych sklepach jest gorzej, ale w drogerii nauczyłam się robić zakupy w ciągu 5 minut – Tata wypala papierosa i podchodzi do kasy, ja w tym czasie zrzucam do koszyka 3/4 półek, osiągając prędkość Flasha 😀

  • Anonymous

    Witam!Naprawdę super blog.Chciałam udostępnić link do,także fajnego blogu,który tak szczerze dopiero zaczyna i potrzebuje waszego wsparcia…Mam nadzieje,że Wam się spodoba i,że do niego zajrzycie 🙂 Macie tu link…moja przyjaciółka na pewno się ucieszy 🙂 http://zycietosmiech.blogspot.com/

  • Jak dobrze, że sama nie lubię zakupów. Ubraniowych, rzecz jasna.

  • W szerłikowej notce u Konrada (mojadziewczynaczytablogi.blogspot.com) znalazłam profil insta, który idealnie obrazuje tego posta 😀 http://instagram.com/miserable_men

  • Moja żona już dawno temu zrozumiała, że nie lubię bzdurnych zakupów. Co innego zakupy podstawowe typu spożywcze itp lub takie gdzie ja jestem kupującym a żona ewentualnym doradcą. Faceci są bardziej konkretni, wiedzą po co idą dzięki czemu zakupy są mniej problematyczne. W przypadku wyjścia z kobietą po jej zakupy cały proces wygląda zgoła inaczej. Najprościej określić to jako „idziemy co coś ale nie wiem dokładnie czego chce”. Dzięki temu, iż mamy do odwiedzenia kilkadziesiąt sklepów w których dodatkowo wypadało by obejrzeć kilka rzeczy przekłada się na sporą ilość potrzebnego czasu co delikatnie powiedziawszy facetów wkurza. No i nie zapominajmy o jeszcze jednej kwestii: facetów nie pociągają zakupy i specjalnie się tym nie interesują. Nas drogie panie nie interesuje czy wasza torebka będzie pasowała do butów, nam w głowie inne rzeczy 😉

  • Sto procent racji… Kobiety ciągną swoich mężczyzn na zakupy wyłącznie z egoizmu. Guzik ich obchodzą jego uczucia, najważniejsza jest wygoda. Podłe.

  • Anonymous

    Żeby to tylko tak torturowały – to jest pikuś nie tortura 😉

  • A ja mam szczęście, bo mój Mężczyzna nie ma problemów dotyczących wspólnych zakupów…aż czasami zerkam na niego i się dziwię, że nie narzeka 🙂

  • Anonymous

    Haaa! Mój jest kosmitą, jak kiedyś kazałam mu gdzieś iść, żeby się nie nudził kiedy ja buszuje to się na mnie obraził 😀