Czasami po prostu się nie dogadujecie. Innym razem nagle – kompletnie niespodziewanie – zaczyna się coś psuć i każdy dzień zaczyna się i kończy od kłótni o najgłupsze pierdoły na świecie. Niekiedy bywa tak, że to on zrobi coś naprawdę durnego. Albo ty. Ważne jest, że finał jest taki sam  – wielkie rozstanie i przynajmniej jedno złamane serce. 
I jak teraz wrócić do normalności?

http://picjumbo.com



Powiedzmy sobie jasno: nie zawsze wszystko wygląda jak w bajce i kolorowym magazynie. Bywa, że on co chwila rozrzuca po pokoju brudne skarpety. Zapomina o twoich urodzinach. „Niechcący” zdradził cię z koleżanką. Albo po prostu powiedział, że coś się wypaliło.

Zawsze w takiej chwili mamy zakodowany w głowie pewien schemat, który wpoiły nam komedie romantyczne i gazety dla kobiet: idziemy do supermarketu, kupujemy dwie butelki wina i tonę czekolady, włączamy na cały głośnik I will survive albo smęcące All by myself i leżąc na kanapie, pochłaniamy to wszystko. Potem, pijane od wina i obżarte do granic wyciągamy telefon albo podchodzimy do komputera i wysyłamy mu milion wiadomości. W pierwszych piszesz o tym, że masz go w dupie. W następnych zaczynasz po prostu go obwiniać: że dobrze się stało, że zasługujesz na kogoś lepszego i że zachował się jak świnia. A potem nadchodzi kryzys i poniżasz się do granic, błagając o to, byście jeszcze porozmawiali, jeszcze się spotkali i ze sobą zeszli, bo przecież mieliście być razem już na wieki. Co teraz zrobię z naszą rodzinką w Simsach? – pytasz go bezradnie. W pewnym momencie on nie odpisuje, a ty zalewasz się łzami.
Dosyć tego. Podnoś swoją godność z podłogi.

TEGO NIE RÓB

http://picjumbo.com
Pisze do mnie mnóstwo dziewczyn, które zadaje te samo pytanie: co zrobić, kiedy teraz to już się nic nie chce? Kiedy nie ma motywacji, bo nie ma już drugiej połówki? Kiedy jedyne, na co masz ochotę, to leżeć na kanapie i płakać rzewnymi łzami do momentu, w którym w nich zatoniesz?
Byłam tam dużo razy. Każda dziewczyna chyba to przerabiała: słuchanie Broken Strings, chlipanie, utrata sensu życia i głodowanie lub wręcz przeciwnie – obżeranie się czekoladą. I chociaż to wszystko brzmi trochę śmiesznie, to tak naprawdę wcale śmieszne nie jest. Ani odrobinę. Serio masz ochotę umrzeć albo zostać przedeptaną przez słonia z nadwagą. Rozpamiętujesz wszystkie dobre chwile, kompletnie pomijając te złe. Starasz się sama siebie oszukiwać, mówiąc, że przecież możecie być przyjaciółmi, bo starcza ci tylko jego bliskość. Wszystko to bzdury.
Czytasz wszystkie poradniki o rozstaniach umieszczone w internecie, kupujesz masę gazet dla kobiet z nadzieją, że wreszcie któraś rada zacznie działać i wypytujesz wszystkich znajomych, co możesz zrobić, żeby o nim zapomnieć. A potem robisz wszystko na odwrót, bo przecież najważniejsze jest to, co czuje serce, a twoje bardzo konkretnie daje znać, że chce z powrotem do jego ramion.
Problem w tym, że jego ramiona już ciebie nie chcą.

CO ZROBIĆ, JEŚLI JA GO KOCHAM?

http://picjumbo.com
Zdaję sobie sprawę, że w sumie naprawdę trudno poradzić coś, co w stu procentach się sprawdza. Jest też tak, że niektóre z tych moich wskazówek pewnie znalazłybyście w zwykłym magazynie, więc Ameryki też nie odkrywam. Ale wiecie co? Mi kiedyś pomogło. Więc mam nadzieję, że pomoże też wam.
Po pierwsze i najważniejsze: chociaż na jakiś czas urwij kontakt. Całkowicie. Nie odpowiadaj na jego zaczepki na fejsie, nie próbuj „być przyjaciółmi”, nie pisz wiadomości po pijaku, nie próbuj zagadywać, gdy spotkacie się na ulicy. W większości tego, co zaobserwowałam na sobie i swoich koleżankach – to tylko wszystko pogarsza. Czy chcesz czy nie, zaczynasz mieć nadzieję, wyobrażasz sobie romantycznie rozstanie i trudno w jakikolwiek sposób wybić go sobie z głowy. A to niestety zrobić trzeba.
Jeśli to on do ciebie pisze – nie odpowiadaj. Serio.
Po drugie – nie siedź sama w domu i nie użalaj się nad sobą. W taki sposób miną wieki, zanim dojdziesz do siebie. Ja spędziłam dwa miesiące leżąc na kanapie, słuchając smętnych piosenek i jedząc same słodycze. nie pomogło. Zrób coś, na co wreszcie masz czas – wyjdź z koleżankami, zapisz się na fitness, zacznij prowadzić bloga: cokolwiek. Ja zaczęłam wychodzić do ludzi i spotykać się częściej. Podziałało.
Nie słuchaj smutnych piosenek, bo one tylko dołują jeszcze bardziej. Nie czytaj romansów i nie oglądaj romantycznych komedii – na cholerę ci to? Żeby myśleć o tym jeszcze częściej? Nie, dzięki.
Po trzecie – zrozum w końcu, że to koniec. Nie układaj w głowie happy endów, nie łudź się, że to wróci. Dopóki sama nie będziesz chciała o nim zapomnieć, to nie zapomnisz. To tak nie działa. 
Najważniejsze to chyba zrozumieć, że świat się nie zawalił. Że ludzi jest mnóstwo na tym świecie. Że to nie on warunkuje to, że masz chęć życia, ale ty sama. 

CO ZROBIĆ, SKORO TERAZ NIC MI SIĘ NIE CHCE?

http://picjumbo.com
Dobra. Masz zły humor, jest ci smutno i naprawdę nie masz ochoty robić niczego. Przestałaś ćwiczyć, rzuciłaś dietę, nie piszesz na blogu, nie zajmujesz się swoimi zainteresowaniami, nie spotykasz się z nikim i ogólnie każdy twój dzień polega na obudzeniu się i płakaniu w poduszkę.
Nie mam zamiaru cię pocieszać, bo rozklejanie się nic nie daje.
Wstań. Załóż dres. I zmuś się chociaż przez chwilę. Zrozum, że nie robiłaś tego dla niego, tylko dla siebie! Że to nie on ma korzyści z ćwiczeń, tylko ty. Że to ty lepiej się czułaś, bo jadłaś warzywa zamiast obiadu w McDonaldzie. Bo to tobie sprawiała przyjemność jakaś pasja. Nie pozwól, żeby przygnębienie sprawiało, że rzucisz to wszystko w cholerę, bo ci się już nie chce. Bo jesteś smutna.
Cóż, moja droga, w życiu co chwila dostajesz kopa w dupę. I za każdym razem będziesz tak wszystko odkładać? Za każdym problemem będziesz marnowała pół roku życia na płakanie za kimś, kto już cię nie kocha?
Nie brzmi jak coś fajnego, prawda?
Więc nie rób tego. Zacznij żyć, a nie egzystować na kanapie, która już ledwo wytrzymuje twoje narzekania, jęki i wieczne wybuchy płaczu. Która ma dość plam po lodach i czekoladzie. Daj już jej spokój, co ona ci takiego złego zrobiła? Do cholery, to tylko kanapa!
Najpierw się zmuś.
A potem już samo pójdzie.
Mam prośbę – jeśli znacie inne sposoby na przetrwanie rozstania/reaktywację po nieudanym związku – piszcie w komentarzach. Może uda wam się kogoś wyciągnąć z miłosnego doła. 🙂
  • Zdecydowanie najlepsze jest wyjscie do ludzi.
    I to niekoniecznie uzalanie się na kawie z przyjaciółkami.
    Warto wybrać się na piwo z kumplem, lub na łyzwy.
    Aktywnie spędzać czas po rozstaniu. Biegać, zwiedzać:)

  • A mnie się chce płakać gdy to czytam, bo w tym roku będę miała 20 lat, a jeszcze nie przeżyłam nigdy takiego prawdziwego rozstania. Bo tego po moim dziecinnym dwutygodniowym „związku” w pierwszej liceum to nawet nie liczę. Nie wiem o co chodzi. Nie jestem brzydka, charakter mam nawet niezły, a jakoś nie potrafię trafić na fajnego faceta. ;((( To mnie już naprawdę zaczyna irytować.

    • Vill

      @Samotna, poczekaj, sam się znajdzie i to ten właściwy. Po co się pchać w jakieś związki z kimś, kto szybko się okazuje kretynem i potem cierpieć i płakać, jak można najpierw cieszyć się wolnością i korzystać z okazji a potem spokojnie spędzić czas z tym jedynym 😉 Także głowa do góry, będzie dobrze 😉

    • Właśnie a jakieś sposoby na szukanie faceta? Mam przyjaciółkę – jak miałyśmy po lat 16 to pocieszałam ją: „Zobaczysz! do 25tki będziesz miała faceta! A może nawet narzeczonego?”. Lata mijają a ona… miała parę związków, najdłuższym półroczny, ciągle spotyka jakiś popaprańców życiowych. Dobijamy do 25tki, a ona ani faceta, ani tym bardziej narzeczonego (ja też się nie mam czym chwalić).
      W czym rzecz? Mężczyźni to gatunek umierający? Czy faceci boją się ładnych, dobrze wykształconych lasek? Gdzie szukać – z naciskiem – na dobrego faceta?

    • Ciężka sprawa z tym generalnie. Korzystam z wolności ile się da 🙂 Na studiach idzie mi świetnie (lepiej niż się spodziewałam), mam bogaty wachlarz zainteresowań: muzyka, fotografia, żywienie, fitness. Dbam o siebie, spotykam się z przyjaciółmi, na imprezy też chodzę. Staram się wszystko ze sobą godzić i zachować równowagę. Nie siedzę w domu patrząc w sufit i użalając się nad sobą, ale mimo wszystko czasem mam uczucie pustki. Potrzeba bliskości jest duża i nie da się jej zastąpić niczym innym. No cóż, będę dalej czekać. Jestem cierpliwa, czasem tylko przychodzą takie gorsze dni 😉

    • Samotna, ja też dobijam już (w strasznie zastraszającym tempie) do 20, też nigdy nie byłam w poważnym związku, pomijając krótki związek w pierwszej liceum. Również uważam, że nie jestem chodzącym paszczurem, wręcz przeciwnie, lubię swoją urodę, jest ze mną o czym porozmawiać a charakter da się znieść ;p. Ale nie czuję się poszkodowana przez los przez to, że nie mam faceta. Wiadomo, fajnie by było mieć kogoś bliskiego, z kim można iść na randkę, porozmawiać od serca, iść do łóżka czy przytulić, bo każdy człowiek potrzebuje bliskości, ale wychodzę z założenia, że jak będę gotowa to ktoś taki w moim życiu się pojawi. Skoro jesteśmy ładne i mądre to po prostu musimy poczekać na odpowiedniego mężczyznę trochę dłużej niż dziewczyny, które sobie nie radzą z byciem singlem ;). Mamy teraz czas dla przyjaciół, rozwijanie swoich pasji i rozwój, powinnyśmy z niego korzystać pełnymi garściami ;).
      W każdym razie wiem co czujesz, czasem są gorsze dni i to normalne, ale nie można się użalać, bo sama wiem, że jak z przyjaciółką zaczniemy gadać że jesteśmy taaaaakie stare a nigdy nie miałyśmy faceta to już koniec ;p.

    • Samotna, po przeczytaniu Twoich wypowiedzi przyszły mi do głowy trzy pomysły.
      Pierwszy: napisałaś o sobie, że nie jesteś brzydka i charakter też masz niezły. Mnie to zapaliło „oho, ta dziewczyna się nie ceni, co więcej – uzależnia poczucie własnej wartości od tego, czy kogoś ma”. Czemu nie napisać „jestem ładna i mam ciekawą osobowość”? Pochwaliłaś się dopiero później, w kolejnym komentarzu, i to czymś innym – trochę szkoda.
      Drugi: piszesz, że jakoś nie potrafisz trafić na fajnego faceta. Mhm, bo to jest trudne. Mam wrażenie, że jest dużo więcej fajnych heteroseksualnych dziewczyn niż fajnych heteroseksualnych chłopaków. Tylko to nie jest związane *z Tobą*, to jest związane z nimi. W moim targecie, czyli nieheteroseksualnych mężczyznach, fajni faceci to najczęściej ci minimum 10 lat ode mnie starsi. Wcześniej to jakieś dzieci 🙁
      I trzeci: okazuje się, że masz dużo zainteresowań. Jesteś zdolna, ambitna, inteligentna. Tak, sporo facetów boi się „ładnych, dobrze wykształconych lasek”. Szczególnie jeśli nie za bardzo potrafią rozmawiać z mężczyznami i wygląda, że doskonale radzą sobie same. Mogą czuć się niepewni siebie, niepotrzebni, nie dość męscy. (Tu trochę wrzucam Cię do worka z podpisem „moje koleżanki z dwoma fakultetami i szkołami tańca”, może błędnie).
      Jeżeli czujesz, że coś jest na rzeczy – spróbuj *na jakiś czas*, jakby to określić… troszeczkę przeregulować to, czym emanujesz. Nieco bardziej docenić swój wygląd i osobowość, nie zastanawiać się co z Tobą jest nie tak i równocześnie trochę poświecić na chłopaków – niech poczują się bardziej ważni, męscy i potrzebni 😉 I zobacz, czy coś się zmieniło.

    • Wow, nie spodziewałam się, że mój nieco rozpaczliwy komentarz spotka się z takim odzewem 🙂 Cieszy mnie to bardzo.
      Iguana – troszkę raźniej mi się zrobiło, dziękuję 🙂 W pełni zgadzam się z tym co napisałaś!
      Marcin – w sumie faktem jest, że noszę za sobą pewien bagaż. Przez ostatnie kilka lat się zmieniłam. Byłam bardzo niepewną siebie, nieśmiałą dziewczynką. Wszystkiego się wstydziłam, bałam się nowych sytuacji, poznawania obcych ludzi. W nowym towarzystwie zawsze stałam gdzieś na uboczu. Powoli zaczęłam się przełamywać i teraz nie mam już problemu z tym, żeby samej załatwić jakąś sprawę, zagadać do obcego człowieka. Ostatnio nawet gdy koleżanka zapoznała mnie ze swoim kolegą i przez chwilę staliśmy we trójkę rozmawiając, on jej potem powiedział, że jestem sympatyczna. (Rozmawiałam z nimi na luzie, rzuciłam jakimś żarcikiem, w moim poprzednim wcieleniu stałabym tam bez słowa:) ) Napisałam, że jestem niebrzydka, bo faktem jest, że ładna ze mnie dziewczyna, ale ja nie do końca w to wierzę i przyjmuję do wiadomości. To wszystko się zmienia, powoli, małymi kroczkami. Rozwijanie zainteresowań i kontakt z innymi ludźmi bardzo mi w tym pomaga. Poza tym ja zawsze bardziej ceniłam w sobie inteligencję niż urodę, uważałam to za swój duży i może jedyny atut. Stawiałam bardziej na rozwój intelektualny niż na moją powłokę. Teraz wiem, że obie sfery są ważne i dbam o wygląd. Poza tym z tą ambicją, fakultetami, szkołami tańca etc. to jest trochę błędne koło. Robię to wszystko, bo mam dużo czasu. Nie dzielę go z chłopakiem, ale ponieważ to wszystko robię to też odstraszam tych potencjalnych 🙂 A teraz jeszcze szukam pracy to już w ogóle będę dla nich be. Kurczę, nigdy nie chciałam być taką kobietą, która uzależnia swoje poczucie wartości od tego czy ma mężczyznę czy nie. Myślę, że w moim przypadku tak nie jest, ale może jednak się mylę. Bardzo chciałabym umieć rozmawiać z mężczyznami tylko jak? 😉

    • Słuchajcie, jestem na Was wszystkich zła. Jeden z postów zaplanowanych na przyszły tydzień jest właśnie zatytułowany „Mam 20 lat i nigdy nie byłam zakochana”. Wstyd, że tak mnie wyprzedzacie, ale w sumie to dobrze – dzięki temu wiem, że post bedzie ktoś czytał 🙂
      Samotna – jeśli chodzi o to, jak rozmawiać z mężczyznami – nie łam się, jeśli nie flirtujesz jak Megan Fox. Ja zawsze strzelam tekstami jak jakiś ziemniak, gadam pierdoły, możecie spytać Patryka, jakie teksty potrafiłam walnąć bez zastanowienia. I jakoś nic się nie stało.

      Zgadzam się trochę z Marcinem jeśli chodzi o brak fajnych chłopaków, ale tylko troszkę – bo to też zależy od otoczenia. Mi się wydaje, że powinnaś jeszcze bardziej sie otworzyć na poznawanie nowych ludzi. Mam koleżankę, która też narzeka, że nikogo nie ma, ale ciągle obraca się w tym samym towarzystwie – no to jak ma kogoś znaleźć?

      Poza tym wbrew pozorom mnóstwo osób w wieku 20 lat jeszcze nikogo nie ma na serio. to się tylko tak wydaje, że wszyscy są sparowani, wiecie?

    • Marta, wybacz! Tak bardzo się cieszę, że napiszesz takiego posta, potrzebuję go 🙂 Z tymi chłopakami to trochę racji jest. Na swojej drodze spotykałam samych nieciekawych i to nie jest tak, że wybrzydzam i nie daję nikomu szansy. Dałam kilkakrotnie, a potem ich zachowanie było dla mnie całkiem nie do pojęcia. Trafiałam głównie na takich, za przeproszeniem, niedorozwiniętych emocjonalnie.

    • Moja siostra zawsze mi mówi, że,,trzeba wiele żab pocałować zanim się trafi na księcia”. I Ci ,,niedorozwinięci emocjonalnie” to te żaby właśnie ;). Na pewno kiedyś trafimy na tego ,,księcia”. Tylko z tymi oczekiwaniami też trzeba uważać, ja na przykład ostatnio się złapałam na tym, że moje wymagania są tak wygórowane, że znalezienie kogoś kto je wszystkie spełni graniczy z niemożliwym. Wiesz, ,,inteligentny, przystojny, zaradny, czytający w myślach, lubiący zwierzęta, słychający tej muzyki co ja, wysoki, zaradny życiowo, imprezowy a przy tym spokojny, z poczuciem stylu, lubiany, itd. Itd.”, tych wszystkich cech w jednym facecie nie da się chyba zmieścić. Ja staram się z tym walczyć i przymykać oko na pewne wady (dobra, ostatnio i tak nie mam okazji, ale z własnego wyboru).
      Marta, czekam na ten post z niecierpliwością! Jestem go bardzo ciekawa.

    • Iguana – siostra dobrze mówi! 🙂 Oj tak, z tymi wymaganiami to Cię trochę rozumiem. Ale myślę, że jak trafimy na porządnego faceta to już niewielkie znaczenie będzie miało to, jakiej muzyki słucha i czy chce mieć w domu psa. Najważniejsze bym miał podobne podejście do życia, poukładane w głowie, no i to „coś”, co będzie do niego przyciągać 🙂 Na niektóre sprawy zawsze można przymknąć oko. Ja, zdawałoby się, znalazłam chłopaka wręcz idealnego – pod względem charakteru i wyglądu. Zainteresowanie też było odwzajemnione, ale co z tego jak dzieliły nas setki kilometrów, zupełnie inne plany na przyszłość i jeszcze kilka spraw. To mnie nauczyło, że nie ma ani perfekcyjnych ludzi, ani sytuacji 🙂 Wcześniej chciałam z tym walczyć, nie mogłam się z tym pogodzić, ale teraz już przyjmuję to z pokorą. No cóż… Życie 🙂

    • wia

      Ja również dobijam do 20, a żaden mój związek nie trwał dłużej niż 2 miesiące i, co ciekawe, to zawsze ja zrywałam 😉 Również jestem ładna, ambitna, wykształcona, mam pasje- a nie potrafię sobie nikogo znaleźć! I nie za bardzo już wiem, gdzie szukać- nie wychodzę za często z domu (jestem na bardzo wymagającym kierunku, dużo się uczę), imprezy klubowe- cóż, pójdę, ale to chyba nie za dobre miejsce na poszukiwanie miłości życia 😀 Dodatkowo dołuje mnie fakt, że WSZYSTKIE moje koleżanki ze studiów są sparowane, nawet nie ma z kim wyjść w piątek, bo wszyscy znajomi poumawiani z drugimi połówkami.

    • Wia – patrząc z drugiej strony, masz bardzo dużo wolnych piątków na szukanie swojej drugiej połówki (brr, nie lubię tego słowa. Każde z nas jest całością). Próbowałaś założyć konto na portalu randkowym? Albo poumawiać się z nieznanymi Ci jeszcze ludźmi, z którymi masz wspólne pasje?

    • Marcin, ja miałam konto na portalu randkowym i po pierwsze trzeba było się przebijać przez tabuny napaleńców, którzy szukali przygody, a po drugie to ostatnio właśnie na chłopaku poznanym tam się przejechałam. Jednak nie można generalizować. Ja póki co mam awersję do tych portali, ale może ktoś ma pozytywne doświadczenia z nimi związane. Wytrzymałam na tamtym portalu tydzień i już miałam dosyć, poza tym stwierdziłam, że to desperacki krok z mojej strony, a ja desperatką przecież nie jestem 🙂

    • Ja mam pozytywne. Dlatego Ci poleciłem. O tych napaleńcach napisałem co prawda sarkastyczny tekścik na bloga i faktycznie są ich tabuny, ale poznałem tam również swojego partnera i kilku fajnych kolegów, jedna z moich przyjaciółek – męża, najlepszy przyjaciel – dziewczynę, a koleżanka z pracy – chłopaka. I mówię tylko o osobach, które nadal są ze sobą i które znam na tyle dobrze, by wiedzieć jak się poznali 🙂

      To współcześnie naprawdę fajna metoda, jeżeli wie się czego się chce i umie odsiać i zignorować osoby niewarte uwagi. Szczególnie jeśli studiuje się sfemizowany kierunek lub ma się pasje, w które angażują się głównie kobiety i geje, albo jeśli wszyscy w otoczeniu są już sparowani. Chyba że Twoja awersja jest bardzo silna i nie pomoże ani oddzielenie problemu z chłopakiem od okoliczności poznania go, ani zmiana portalu?

    • To, co napisałeś w sumie dało mi do myślenia 🙂 Ludzie z mojego otoczenia mają raczej negatywne doświadczenia, po prostu tak się złożyło. Moja awersja nie jest tak bardzo silna, pewnie się kiedyś przełamię. Chyba, że jednak w realu ktoś się znajdzie 🙂

    • Kochane! Kończyłam 19 lat jako singielka. Nigdy się tym nie przejmowałam zbytnio, akceptowałam taki stan rzeczy, miałam zaplanowane właściwie całe swoje życie (a przynajmniej aż to 30) jako singielka i super się z tym czułam. Oczywiście były chwile smutku, ale zaraz potem sobie przypominałam jak wiele rzeczy przede mną stoi otworem i że mogę sobie poradzić sama. Potem władowałam się na kilka miesięcy w dziwny związek, który tak właściwie nie był takim zwykłym związkiem (wiecie, coś na kształt „luźnego związku” czy „otwartego związku”, nie wiem jak to się nazywa). Aż ni stąd ni zowąd znalazła się miłość mojego życia (poznaliśmy się na Twitterze!), której wcale nie szukałam i w sumie to nawet nie chciałam (bo po co mi). We wrześniu 20 lat kończyłam szczęśliwa, będąc wtedy w 5-miesięcznym związku. W listopadzie się zaręczyliśmy. Nie piszę tego żeby Was zdołować i pokazać, że mnie się udało.
      Kochane, mnie się udało pomimo tego, że za żadną miłością nie goniłam. Wy też znajdziecie swojego księcia z bajki tylko dajcie mu czas żeby do Was dojechał (mój ma aż 150 km). 😉 Długo, długo nic i posucha, a potem jak wszystko ruszy z kopyta, jak wszystko zacznie się kręcić to ani się nie obejrzycie, a będziecie stać przed ołtarzem w białej sukni. 🙂
      Nie mówcie z góry, że na pewno nikogo nie znajdziecie, nikogo nie chcecie, bo każdy to drań itd. Nie liczcie na kogoś, kto będzie zupełnie taki jak Wy, jak sobie wyobraziłyście, wymarzyłyście. Ideały nie istnieją. Czasem trzeba się poprztykać, aby zaraz potem się pogodzić. Nie ma człowieka bez wad, trzeba zaakceptować słabości drugiej osoby i pokochać ją razem z nimi.
      Dajcie sobie szansę się zakochać. Naprawdę warto, może akurat to właśnie ten jedyny.

    • Aguś

      A ja z kolei jestem na kierunku typowo „męskim”, Na 10 facetów w grupie 3 ma dziewczyny, a reszta? Mimo że w większości inteligentni, przystojni, co niektórzy nawet się dobrze ubierają, są sami. Zresztą nie mogę się pozbyć wrażenia że na studiach większość fajnych niesprawowanych facetów „chowa się” na tych męskich kierunkach i ciężko jest ich znaleźć ;p

    • wia

      Marcin, trudno mi wytłumaczyć skąd u mnie ten pogląd, ale wychodzę z założenia, że na portalach randkowych siedzą sami podstarzali desperacji, gdzie tam takiej rześkiej 20-latce do rozpaczliwego szukania miłości w internecie 🙂
      Jestem na sfeminizowanym kierunku (w grupie 4 chłopaków na 28 osób), a umawiać się z nieznanymi ludźmi? Jaki sposobem (poza portalami randkowymi)? 🙂

  • Vill

    Moja reaktywacja po rozstaniu była długa i etapowa. Pierwsze dni to siedzenie w domu i będąc niczym w letargu, potem wypłakiwanie się przyjaciółką. Potem pojechałam na wakacje i było lepiej tak samo z siebie. Widocznie sztuczny uśmiech do zdjęć jakoś na mnie zadziałał 😉 Owszem, były potem nawroty ‚depresji rozstanioowej’ i to wszystko trwało spokojnie ze trzy miesiące.. Ale najlepszym sposobem jest wyjść do ludzi, zająć się sobą. Samo minie.
    Aha, i nie prowokujcie sytuacji ‚a może się napijemy i pogadamy.. tylko we dwoje i w środku nocy.’ Na następny dzień będzie moralniak, a prócz kilku miłych chwil nic to nie zmieni 😉

    • Moja reaktywacja wyglądała podobnie 🙂 Grunt to nie leżeć i użalać się, bo wtedy wszystko się przedłuża w cholerę.

  • trafiłaś w sedno… ja pół roku temu rozstałam się chłopakiem po 4 latach związku. zdradzał mnie o czym dowiedziałam się od znajomych… potem okazało się że zrobił to też z moją koleżanką.. ogromny cios i ból. na początku wszystko straciło sens – nie mogłam jeść pić nie chciało mi się nic. wszystko było mi obojętne. po jakimś miesiącu zmusiłam się do ponownego ćwiczenia i do wychodzenia do ludzi. choć minęło pół roku i może nie siedzę i nie płaczę to dalej nosze ten ból w sercu i nie potrafię o nim i o tym co zrobił zapomnieć. mam nadzieje że kiedyś się uda. chyba nie ma żadnego sposobu by zapomnieć. po prostu potrzeba czasu. to on leczy rany.
    pozdrawiam 🙂

    • Czas nie leczy ran. Czas pomaga przyzwyczaic sie do bolu. Wiem, ze to dolujace, ale taka jest prawda. Ja juz sie otrzasnelam po zwiazkowej porazce, ale to tylko zaleczenie kilku ran, a nie ich calkowite pozbycie sie.

    • To nie do końca tak. Dopóki nie spróbujecie walczyć z tym w swojej głowie, to możecie czekać do usranej smierci az minie. Trzeba się otworzyć, trzeba wyjść do ludzi, trzeba pozwolić się zaprosić na randkę i co najwazniejsze – trzeba zrozumieć, że to nie jest koniec swiata, nawet jeśli serce krwawi. Że poradzicie sobie świetnie dalej: w to trzeba wierzyć, niestety.

      Życzę Wam duużo siły 🙂

  • jak mnie rzuciła moja pierwsza wielka miłość, to dwa tygodnie leżałam na podłodze. nauczyłam się swojego sufitu na pamięć. potem okazało się że wielka miłość zajęła się moją przyjaciółką. myślałam, że już nie wstanę z tej podłogi. aż będąc w galerii handlowej weszłam do księgarni i kupiłam pod wpływem impulsu książkę Beaty Pawlikowskiej – ‚w dżungli miłości’ . wszystkie moje oczy, które gdzieś mi się poukrywały i pozamykały nagle przejrzały. zaczęłam oddychać, schudłam 15 kilo bo „ja mu pokażę!”, założyłam bloga, oddałam się swojej pasji jaką jest rysowanie. wdałam się w wakacyjny romans. tak naprawdę na złamane serce nie ma gotowego lekarstwa, mi pomogły kilometry spacerów z mamą i przyjaciółmi, nauczyłam się ze sobą rozmawiać i dzięki temu stałam się tą osobą, którą zawsze byłam, tylko tamten związek to gasił. no i nic nie dzieje się bez przyczyny, wszystko jest zapisane w gwiazdach czy innych kosmosach .
    najgorsze są pierwsze chwile po rozstaniu, potem jest już tylko lepiej.

    L.

    • Rzeczywiście, nie ma jednego lekarstwa, każdy dochodzi do siebie w inny sposób, grunt to się ruszyć i przestać gapić się w ten sufit – bo ten letarg jest najgorszy i może nas zaprowadzić w naprawdę nieciekawe miejsce.

      Fajnie, że teraz jest u Ciebie dobrze 🙂

  • Kocham Kruka

    Żeby nie było, to niektórzy faceci reagują na koniec związku bardzo podobnie … no może bez obżerania się, ale zdecydowanie częściej kończą dzień pijani. Moja recepta? Całkowicie się od niego/niej odetnij, ale nie do tego stopnia, gdy ono mówi Ci „cześć” Ty odwracasz głowę i idziesz przed siebie. Odpowiedz i wróć do tego co robiłeś/aś wcześniej. Nie traktuj go/jej w żaden sposób wyjątkowo, to przecież teraz obca dla Ciebie osoba, bo to już nie jest ktoś kogo kochałeś/aś. A co do multum wolnego czasu związanego z zerwaniem? Rzucanie się w wir wszystkiego jest złe, bo zdajesz sobie sprawę, że to wszystko jest sztucznie napędzanie przez samego siebie i do niczego to nie prowadzi. Mój ojciec zawsze mawiał, że warto spróbować wtedy czegoś nowego, np. rysowanie czy coś. No i najważniejsze … nie daj się pogrzebać swojej samoocenie. Teraz jesteś wolny/a … wyjdź do ludzi, poznaj kogoś, spędź mile czas, to chyba najlepsza recepta. Z czasem przestaniesz o niej/nim tyle myśleć, aż w końcu stanie Ci się obojętna/y, a Ty szczęśliwszy/a 🙂

    • A ja nie rozumiem jak można całkowicie ignorować kogoś, kto był dla Ciebie ważny przez kilka lat. Mimo wszystko, co by się nie działo, są jakieś wspólne wspomnienia, znajomi itd. – jak można kogoś po prostu wyciąć ze swojego życia i udawać, że nigdy nic nie znaczył?

    • Bardzo nie podoba mi się Twój nick, bo to ja kocham Kruka. Ale z komentarzem się zgadzam – to jest bardzo dobra recepta.
      Dominika, może nie chodzi o wycięcie go, ale jeśli dalej go kochasz, a on ma cię – za przeproszeniem – w dupie, to urwanie z nim kontaktu jest najlepszym pomysłem. Inaczej nadzieja nigdy nie umiera. Poza tym – ty przez to cierpisz. 🙂 Na przykładzie moich koleżanek i moich wiem, że to nigdy nie wychodzi na dobre.. chyba, że uczucie już przejdzie. Ale to zupełnie inna sprawa wtedy 🙂

  • Nie ma związków bez kłótni. Kłótnie zawsze będą, Najważniejsze by po kłótni jedna z osób potrafiła wyciągnąć rękę do porozumienia, myśleć o tym aby się pogodzić a taki powinien być finał kłótni.

  • Porzucenie boli jak najprawdziwsza żałoba, ale uważam, że nigdy nie powinnyśmy wracać mężczyzny, który nas porzucił, nawet jeśli wróci na kolanach z różą w zębach.

  • Wpis pojawił się zdecydowanie o 9 miesięcy za późno 🙂 Ale wiedz, że z każdym zdaniem kiwałam głową, bo wszystko to, o czym pisałaś, miało miejsce u mnie 😀
    Na szczęście z dołka wyszłam po dwóch miesiącach, a jeszcze miesiąc później zakochałam się na nowo 🙂

  • Anonymous

    Byłam w związku 2,5 roku z najlepszym przyjacielem, którego znałam od lat. Na początku było jak w bajce. Każdy dzień wypełniony spotkaniami, czułościami, pierwszymi zbliżeniami. Stworzyliśmy „swój mały świat”. Niestety runął wraz z pierwszymi poważnymi kłótniami. Każdy dzień rozpoczynał się i kończył awanturą. Wokół wszystko latało. Kiedy wydawało mi się, że zaczynamy wychodzić z kryzysu, on ogłosił koniec. Z dnia na dzień. Oczywiście z wielką zadymą. Mija 8 miesięcy od rozstania, a on nadal udaje, że mnie nie zna. Rozstaliśmy się w burzliwej atmosferze. Na początku nie chciało mi się żyć. I to poważnie. Nie chciało mi się otwierać oczu, myć, ubierać, jeść. Bo po co? Leżałam i płakałam. Katowałam się wspomnieniami. Robiłam wszystko, żeby wrócił. W końcu odpuściłam. Miałam ogromne wsparcie rodziny i przyjaciół. Zawsze mogłam na nich liczyć. Porozmawiać o wszystkim. Zaczęłam wychodzić do ludzi, odnowiłam stare kontakty. Dni miałam wypełnione spotkaniami. Wyprowadziłam się z rodziną do innego miasta, zmieniłam numer telefonu. Poszłam na studia, zaczęłam kurs prawa jazdy, poznałam masę nowych ludzi. Każdy dzień miałam zaplanowany od rana do wieczora. I to pomogło. Miałam motywację, żeby wstać, zacząć działać. Po kilku miesiącach takiej „harówki” wiem, że było warto. Odżyłam. Zbudowałam swój świat na nowo. Tym razem na solidnych fundamentach – rodzina, przyjaciele, edukacja, pokochanie samej siebie. Zrozumiałam, że jeśli nie będę szczęśliwa sama ze sobą, to nie stworzę udanej relacji z inną osobą. Nadal jestem sama. Ale nie samotna. Wokół mam wielu kochających ludzi, bez których nie wyobrażam sobie życia. A ON? ON kiedyś sam się zjawi… I nie wypełni znów całego mojego świata, tylko będzie jego pewną częścią. A ja nie będę umierać za każdym razem, gdy ucieknie. Pytasz o sposoby na przetrwanie po rozstaniu… Najważniejsze to: otoczyć się ludźmi, którzy nas kochają ; pozbyć się wszystkiego, co nam o NIM przypomina ; w miarę możliwości zmienić otoczenie ; zaplanować sobie każdy dzień od rana do wieczora ; znaleźć pasję. Głowa do góry. Czas leczy rany… Chociaż ja również w to nie wierzyłam…

    • Bardzo fajny komentarz i dobre rady,. Cieszę się, że poradziłaś sobie z tym wszystkim i teraz fajna z Ciebie, aktywna dziewczyna 🙂 Powodzenia Ci życzę!

  • Do wszystkich ze złamanym sercem !
    Od siebie dodam tylko, że najważniejsze jest zajęcie się czymś,czymś czego skutki będziemy w stanie odczuć np. cel przebiegnięcia maratonu czy cokolwiek coś co będzie namacalne da nam motywacje i najważniejsze odwróci uwagę od nieznośnej miłości 🙂

  • Masz rację Marta. Ruszyć się, poudawać, że jest ok przed samą sobą, pomalować się jak zwykle, wyjść na miasto z przyjaciółmi. Można na rozstanie spojrzeć w inny sposób – nie marnujesz już czasu z tym facetem, prędzej czy później i tak byście się rozstali, dobrze, że stało się to teraz. A jeśli już się otrząśniesz, to nie wracaj przy winie do dobrych chwil, nie pisz do niego esemesów, nie obwiniaj siebie za niepowodzenie. To Twój nowy początek. Najlepiej, żebyś go zaczęła piękna, pomalowana, skupiona na sobie i szczęśliwa! 🙂

  • Podobnie jak Samotna jeszcze nie poznałam chłopaka, myślę, że tkwi to w tym, jak wyglądam. Zawsze miałam kłopoty z nadwagą i byłam wyższa od swoich rówieśników. Teraz zauważam, ze to wszystko idzie w lepszym kierunku i wierzę, że jeszcze kogoś spotkam. Poza tym wszystko leży w moich rękach, zaczęłam żyć tak jak chcę i dążę do tego by wyglądać tak ja te laski na zdjęciach. I to mnie naprawdę uszczęśliwia. Bo chłopak nie powinien być podłożem naszej samooceny tylko powinien nas w tym utwierdzać. Bo jeśli odejdzie to kto w nas uwierzy i pokocha, jeśli same nie jesteśmy do końca pewne, czy jesteśmy czegokolwiek warte. Wpis mi się bardzo podoba, bardzo się rozwinęłaś od początków bloga, naprawdę styl jest troszeczkę inny i mam wrażenie dojrzalszy. 😉 Pozdrawiam.

    PS Jak przeczytałam tytuł to pomyślałam sobie, że coś z Patrykiem ten…, ale na całe szczęście źle myślałam. 😉

    • Bardzo dobre podejście do życia 🙂 Moja niska samoocena miała podobne podłoże do Twojego, z tym, że ja odwrotnie – byłam zawsze dużo niższa od rówieśników i szczupła, przez co wyglądałam jak dziecko i w ogóle nie czułam się kobieco. Teraz za to odkrywam swą kobiecość i jak trochę pokombinuję i się postaram, to nie wyglądam jak gimnazjalistka. Jeszcze pracuję nad samooceną i tym wszystkim, ale jest dużo lepiej niż kilka lat wstecz. Tobie życzę dużo wiary w siebie, w każdej z nas tkwi piękno 🙂 Pozdrawiam 🙂

    • Jej, mam wrażenie, że mimo, że to tekst o związkach to stworzył się tu mały kącik pokrewnych samotnych dusz i to z podobnymi problemami!
      Tak samo jak Samotna, miałam okropnie niskie poczucie własnej wartości przez to, że byłam niska i chuda do tego stopnia, że wołali na mnie ,,anorektyczka”. I to było wywoływanie wilka z lasu, bo pewnego dnia kiedy koleżanka powiedziała mi, że przytyłam to głupia Iguana stwierdziła, że ,,Jak to tak? Zawsze byłam chuda, muszę być chuda dalej!” i przestała jeść. Na szczęście w porę z pomocą przyjaciół sie opamiętalam i teraz naprawdę jeśtem w innym miejscu. Uważam, że nic mi nie brakuje, jestem szczęśliwa z tym co mam, moje poczucie własnej wartości podskoczyło o 1000% i tylko nad pewnością siebie musze trochę popracować.
      Ale naprawdę dziewczyny, niezależnie od tego, czy kompleksy wiążą się z tym czy mamy nadwagę czy niedowagę, czy jesteśmy rude czy siwe, nieśmiałe czy aż nadto pewne siebie, dopóki dążymy do tego, żeby to zaakceptować to jesteśmy zajebiste i żaden facet nam nie jest do tego potrzebny. Po prostu, trzeba najpierw nauczyć się żyć w harmonii z samą sobą zanim zechcemy żyć z kimś innym.

    • Widzicie dziewczyny, ja się bardzo cieszę, że się tutaj odnalazłyśmy i możemy się wspólnie wesprzeć i podnieść na duchu 🙂 Przeczytałam tu słowa, które naprawdę dały mi do myślenia 🙂
      Ale rzeczywiście, niezły offtop się tutaj wytworzył. Co będzie pod postem Marty na ten temat, łohoho 😀

  • Nie wiem, jak to jest płakać po tym, jak on ode mnie odszedł, bo to ja zawsze pierwsza odchodziłam. I to jest najlepszy sposób na to, jak przetrwać po nieudanym związku 🙂

  • Smutne rozstanie przeżyłam raz i powiem szczerze – najbardziej pomogło znalezienie innego faceta 🙂 Oczywiście to nie podziała „jak ręką odjął”, ale powoli zajmie myśli. A potem ani się dziewczyna obejrzy, a już widzi, jakie błędy popełniała w starym związku (np. dawała sobie wchodzić na głowę, zaniedbała siebie i dlatego teraz czuje się aż tak źle – bo nie miała swojego życia poza facetem). W ten sposób można szybko urosnąć w siłę 🙂

  • Byłam zakochana tylko raz, nie była to wielka miłość, ale rozstanie i tak bolało, bo to on skończył związek, później chciał wrócić, ale ja byłam zbyt dumna i gdy odmówiłam ból nabrał nowej siły, źle wspominam ten czas po rozstaniu, choć było to jakieś 3 lata temu, teraz znowu się z kimś spotykam i nie wiem czy się angażować, boję się tego wszystkiego, że znowu mogę zostać skrzywdzona…

  • Pamiętam, że gdy zerwał ze mną mój były to na początku byłam wściekła i zraniona, potem wściekłość minęła i pozostał ogromny żal oraz niezrozumienie sytuacji. Bardzo pomogli mi wtedy rodzice i przyjaciele, którzy na każdym kroku powtarzali mi, że jestem wartościową dziewczyną, wyliczali moje zalety i tłumaczyli, że kiedyś znajdę swoją miłość. Naprawdę obecność ludzi, którzy będą Ci wpajali to, że wcale nie jesteś taka do niczego jak w takim momencie myślisz jest bardzo ważna. Jak nie najważniejsza. Po jakimś czasie stopniowo zaczynałam wracać do życia rzucając się w wir hobby. I to kolejna ważna sprawa. Ale co się nacierpiałam i ile kg straciłam z nerwów to moje 😉 Niestety chyba każdy musi przejść przez coś takiego. No, chyba że ma to szczęście, że pierwszy partner jest jego jedynym. Ale zawsze w życiu znajdzie się coś, co napsuje nam nerwy. Taka już jego specyfika 🙂

  • Bloga pisałam. A potem znalazłam prawdziwy cel w życiu i postanowiłam, że przez żadnego idiotę nie zmarnuję więcej ani jednego dnia mojego cudownego życia i będę żyła długo i szczęśliwie i będzie mi cudownie. A potem sobie wmówiłam, że naprawdę chcę ten cel osiągnąć. Uwierzyłam w to po 3,5 roku.

  • Nigdy z nikim nie chodziłam, a co za tym idzie – nigdy z nikim nie zerwałam, więc moja rada będzie czysto teoretyczna, ale uważam, że jest wartościowa :). Gdybym przeżyła bolesne rozstanie z ukochanym, zajęłabym myśli czymś, co podtrzymywało mnie przy życiu w trudnych momentach jeszcze zanim GO poznałam. W moim przypadku byłoby to na pewno blogowanie. Możliwe, że zapragnęłabym też spróbować czegoś nowego – zapisałabym się na warsztaty kreatywnego pisania, kurs tańca irlandzkiego, bollywoodzkiego czy brzucha – by oderwać myśli od wszystkiego, co z NIM związane. Zaczęłabym częściej wychodzić, spotykać się z przyjaciółką na kawę, po prostu żyć przez duże Ż. Wiem, że leżenie do góry brzuchem i nicnierobienie wpędziłoby mnie w depresję i zdecydowanie bardziej zaszkodziło niż pomogło. Jeśli kiedykolwiek zostanę porzucona – kopnę się w tyłek i zacznę działać i robić wszystko, by nie stracić szacunku do samej siebie. By pozostać we własnych oczach wartościową osobą, która zasługuje na szczęście!

  • Kropla

    Czytając ten post od razu przypomniało mi się rozstanie z byłym. Tekst że coś się wypaliło (nawet nie mógł mi tego powiedzieć prosto w oczy, tylko przez SMS -.-) i jak się później okazało druga dziewczyna na boku… Dwa pierwsze dni to był potok łez i myślenie jak to się mogło stać oraz czy dam radę jeszcze to naprawić. Potem jednak zdałam sobie sprawę że nie warto było przez kogoś takiego tyle płakać i odcinać się od świata. Mi pomogła rozmowa z przyjaciółką i powiedzenie sobie że nie był mnie wart i na pewno znajdę kogoś lepszego. Nie przejmujcie się dziewczyny , tego kwiatu jest pół światu 🙂

  • Heh… może to absurdalne, ale swego czasu ja byłam wręcz uzależniona od bycia w zerwaniu 😛

  • Dobrze sprawdza się też zrobienie wszystkich zaległych rzeczy, trochę z automatu, ale pomaga…

  • Anonymous

    Idealny wpis na mój aktualny nastrój, Marta Ty to masz wyczucie 🙂
    Czytając wszystkie komentarze aż się popłakałam i pozbyłam tych wszystkich emocji, które zbierały się we mnie od ponad 12 godzin
    Mam jakiegoś koszmarnego pecha do facetów. Jak nie koleś który umawia się ze mną dla zakładu, to inny całuje się ze mną wiedząc, że mnie zależy a z jego strony nic nie będzie.
    Tym razem złamałam swoją podstawową zasadę „nie szukać faceta na imprezie’. W sumie nie szukałam, sam się przypałętał. I przez jeden wieczór było cudownie. Dzięki niemu przezyłam najlepszego sylwestra w życiu, potem odezwał się parę razy. Powiedział że było super że jestem świetną dziewczyną. Spotkaliśmy się po miesiącu ( dzisiaj w nocu) na urodzinach mojej przyjaciółki. Przez całą imprezę poświęcił mi może minutę? „Bo jest impreza, trzeba się bawić ze wszystkimi”
    ehh bjestem głupia i naiwna
    Dziewczyny trzymajcie się mocno jesteśy świetnymi dziewczynami, a Ci faceci któzy nas zranili, ranią i zranią to po prostu frajerzy !

  • Ana

    A co, jeśli to wszystko nie pomaga? Bo ktoś po prostu nie chce sobie pomóc? Podobne rzeczy mówiłam współlokatorce miliony razy. Przestałam już dawno. Nie słucha, wciąż robiąc po swojemu. Siedząc w czterech ścianach, chcąc mieć byłego za przyjaciela, a potem po raz kolejny płacząc mi w rękaw, że jej serce kocha, że ona tyle dla niego, a on jej nie chce. I to ona reaguje na kontakt…

  • Anonymous

    Mój komentarz może nie jest za bardzo na temat ale postanowiłam go jednak opublikować:)
    Jakiś rok temu zerwałam że swoim chłopakiem z którym byłam prawie 4 latam, nie układało się nam od dłuższego czasu, czułam się przy nim źle, zmuszana do wszystkiego a on traktował mnie jak zabawkę…zdradzał, zostawiał kiedy chciał i wracał kiedy mu było wygodnie. Pewnego razu nie wytrzymałam kolejnej kłótni o to, że chce pomóc przyjacielowi, który do tej pory ciągle pomagał mi. Coś we mnie pękła gdy wtedy „mój” chłopak powiedział mi żebym się od niego „odpie***liła raz na zawsze”. Bez chwili namysłu zerwałam z nim jak najszybciej się da, szczerze mówiąc to był przełom po którym odważyłam się zmienić wszystko w swoim życiu, nie plącząc. Wszyscy mi się dziwili. Ale po tym zaczął się koszmar ciągle sms-y, telefony, wiadomości na facebooku, przychodzenie do mnie do domu, właściwie to czasem bałam się wyjść z domu bo ten chłopak za mną jeździł wszędzie, był tam gdzie ja. To był koszmar… W tym wszystkim pomogło mi odcięcie się od ludzi którzy mieli kontakt z tym chłopakiem, nie odpisywanie na sms-y, zaczęłam się spotykać częściej z przyjaciółmi właściwie to nigdy nie siedziałam w domu, zaczęłam też spotykać z innych chłopakiem, który wspierał mnie jak nikt inny. Zaczęłam w końcu robić własnoręcznie albumy itd., w końcu miałam czas rozwijać się w rzeczach które kocham.
    Dziewczyny na prawdę uwierzcie w siebie bo po roku wiem jak bardzo ta wiara w siebie pozwala przezwyciężyć wszystko. Nie traćcie czasu na użalanie się, a zacznijcie robić coś dla siebie!:) Rozpisałam się,troszkę nie na temat…

  • Ja byłam z chłopakiem pół roku. Myślałam, że między nami jest w porządku. Zero kłótni, fajnie nam się razem mieszkało przez wakacje. I nagle ni z tego ni z owego na uczelni powiedział mi, że mnie nie kocha. Oczywiście opuściłam zajęcia i zaszyłam się w domu. Ale po paru dniach płakania stwierdziłam, że trzeba wziać się w garść. Uciekłam w naukę (studiowałam dwa kierunki), w moje pasje a także w spotkania z przyjaciółką. Pół roku później spotkałam swojego księcia z bajki na portalu randkowym i jesteśmy już razem dwa lata. Z perspektywyt czasu widzę, że niektórzy faceci boją się zaangażowania, tak jak dziewczyny wcześniej napisały dobrze wykształconych, pewnych siebie kobiet, które mają swoją pasję. Moja rada dla dziewczyn jest taka aby wypłakać się a potem wziąć w garść i zacząć myśleć o sobie. Znaleźć nowe hobby, nie bać się wychodzić do ludzi, robić jak najwięcej dla siebie a wtedy znajdzie się ktoś, kto będzie was wart. Szkoda czasu na palantów 🙂

  • Myślę, że przede wszystkim trzeba odpowiedzieć sobie na pytanie czemu związek się skończył, czy jest szansa go uratować i czy w ogóle chcemy go ratować. Nie zawsze warto, nie zawsze jest po co. Czasami ludzie do siebie wracają, bo dochodzą do wniosku, że nie mogą bez siebie żyć. Czasami, znacznie częściej, związek się wypala i nie ma sensu ratować tego, co umarło. Jeśli nas okłamał, zdradził, a chce wrócić, warto zastanowić się, czy my tego chcemy, czy będziemy w stanie wybaczyć i ponownie zaufać. Generalnie jednak rozstanie trzeba przetrwać, odchorować i dojść do siebie 🙂 A potem można wrócić do gry i żyć jak dawniej z mglistym jedynie wspomnieniem tych ciężkich przeżyć.

  • rzucił mnie, płakałam, nie jadłam, olałam szkołę (dlatego mam taką ch*jową maturę, cóż), zaczęłam palić i pić. tak minęło 6 miesięcy, schudłam 11 kg, aż pijana na imprezie poznałam mojego obecnego narzeczonego 😉
    moja recepta? iść do ludzi i kogoś poznać. najlepiej szybko, a nie po pół roku bujania się na krawędzi alkoholizmu i depresji.

    • Przede wszystim sport sport sport 😉
      i to taki, który daje popalić!
      wydzielą się hormony szczęścia przez to i… i ta figura 🙂

  • Rozbawiliście mnie do łez.
    Mam 40 mąż właśnie „zmienił adres” i zaczynam jak wy.
    Płakałam, smędziłam, rozpaczałam – szkoda czasu.
    Schudłam i zapisałam się na kickboxing (moja sparing partnerka ma 17 lat)
    A co wy, świat na was czeka, a wy zamierzacie to przegapić.
    Jak ot mówią …każda potwora znajdzie swojego amatora…

  • Magdalena Kokosińska

    Zająć się sobą. Skupić na własnych marzeniach, planach, które się wcześniej odkładało z różnych powodów. Spotykać z przyjaciółmi. Trochę sobie popłakać, to nic złego, ale nie przesadzać. Mam za sobą rozwód – w wieku 27 lat, po roku (sic!) małżeństwa i 8 latach bycia razem… Możesz sobie wyobrazić, jak wielka to było dla mnie tragedią. Ale jakoś dałam radę. Pewnie, było trudno, cholernie trudno, ale dziś wiem, że te wydarzenia dały mi większą siłę wewnętrzną, paradoksalnie – większy optymizm życiowy 🙂 Wciąż wierzę w miłość, chociaż kilka dni temu zakończyłam kolejny związek, 4-letni. Czy coś ze mną nie tak? Nie, chyba nie. Po prostu wiem, czego chcę. Skończyłam studia podyplomowe. Zmieniłam pracę – zupełnie inne miasto (120 km od domu), zupełnie inne wyzwania (codzienne dojazdy), nowi ludzie, świetna praca, super koleżanki i koledzy. Jest dobrze. Naprawdę – po rozstaniu można pięknie żyć 🙂

  • sandrina96

    Dla emocjonalnego powrotu swojego ex
    Oto moja historia, to było osiem miesięcy widziałem ją ponownie. Byłem w stanie dość przygnębiony, po prostu będę cierpiał ogromnie z powodu jego nieobecności nawet nie myśleć o swojej córce i mnie. Zawsze lubiłem, bo jest to człowiek o życiu i mam wszystko
    Nie chcesz zacząć od zera, za każdym razem płaczę do punktu, gdzie mogłem wytrzymać. Zdecydowałem się odzyskać, ale jak? bo nie wiem, co robić w sam raz, ja zawsze powtarzała, że ​​w mediach
    nie działać na tym, aby doprowadzić człowieka, ale myliłem się, bo po świadectwo kobiety na jednym z forów, że mistrz bogów Voodoo przywiózł swojego mężczyznę w 7 dni potem została uruchomiona w tej przygodzie, aby odzyskać moją ex. Potwierdzam, że dziś to mistrz bóstw voodoo oddzielone moja była i ta kobieta mnie wrócić. Noszę to świadectwo dla ciebie chcąc otrzymać ex na kontakt mistrza bóstw voodoo, tak że przynosi satysfakcję, jak zrobił dla mnie. wierz mi i spróbuj.
    Oto adres e-mail tego mistrza bóstw voodoo: v.legba@live.fr

    od Sandriny

  • Robert

    Mając moim kochankiem powrotem była największa rzecz, która mi się stało w tym tygodniu, jestem z Miami na Florydzie i nie był wielki czas, od kiedy mój kochanek postanowił zadzwonić do naszego relacjom rzucić .. ale nigdy nie wiedział, że nie było jeden potężny rzucający czar o nazwie E-mail: dreyamumiracletemple@gmail.com~~HEAD=dobj którzy z jego pomocą rzucania zaklęć jest w stanie przywrócić złamaną związek. Muszę powiedzieć, że z pomocą dr.Iyamu moim kochankiem, który był w pośpiechu, aby zakończyć nasz związek okazuje się jedną błagając mnie, żeby go zaakceptować wciąż wydaje się być wszystkim dla mnie cud. Do prawidłowego potwierdzenia tego, co właśnie powiedziałem wszystko po prostu trzeba zrobić, to skontaktować się e-mail: dreyamumiracletemple@gmail.com
    i jego numer telefonu komórkowego +2348161551291

  • FIK

    Jest taka piosenka albo wiersz, która zaczyna się słowami: „Kiedy odeszłaś, to było jak upadek Cesarstwa Rzymskiego…”. Wiem, że to emocjonalne i egzaltowane, ale tak właśnie przeżyłam moje rozstanie z chłopakiem.
    To był toksyczny związek, trwał 3 lata, najpierw było najpiękniej na świecie, później najgorzej, ale ja byłam bardzo zakochana, zaślepiona, UZALEŻNIONA od niego. Odcięliśmy się od świata, nie miałam niczego poza nim w sumie. Ani pasji, ani marzeń. Najgorzej. Ale miałam 16 lat jak się poznaliśmy, także byłam młoda i głupia.
    Po rozstaniu (ja zerwałam, w końcu zmądrzałam), chciał wracać miliard razy, ale pamiętając wszystkie straszne rzeczy, które od niego usłyszałam, nie zgodziłam się na to. Nadal go kochałam, przez pierwszy tydzień po rozstaniu czułam się, jakby ktoś wyciął połowę mnie, spałam całe dnie, łaziłam w piżamie, nie jadłam prawie nic, ryczałam i oglądałam kreskówki. Byle nie jakieś filmy o miłości czy depresji. Później jakoś zaczęłam funkcjonować: poszłam na studia, to miałam zajęcie. Poznałam nowych ludzi, znalazłam nową pasję. Ale nadal wieczorami było mi czarno, ciężko, pusto na duszy. W sumie, żeby tak się całkowicie wyleczyć, to zajęło mi prawie rok. Z 10 miesięcy co najmniej. Najtrudniej było zrozumieć, że to ja jestem źródłem swojego szczęścia, nie on. Że ja sama też coś znaczę. Bo on sobie zaraz znalazł nową dziewczynę, więc czułam się jeszcze gorzej. No i zdradził mnie tuż przed zerwaniem, co później wyszło na jaw. Więc w zasadzie musiałam przejść przez długą drogę, pełną perswadowania sobie, że bez niego jest lepiej, pełną nieudanych randek, smutków, znajdowania siebie… Ale też pełną nowych znajomości, nowych pasji, wypraw, imprez. Nie żałuję żadnego z tamtych dni. Ale nadal bardzo się boję rozstania. Wiem, że przez to można przejść i pewnie jeszcze nie raz taka rzecz przede mną, ale po prostu traktuję to jako naprawdę niełatwe doświadczenie.