• Szukaj

Mam 20 lat i nigdy nie miałam chłopaka

Kiedy inni przechadzają się w czasie letnich wieczorów trzymając się za rękę, ty siedzisz w pokoju z oknami otwartymi na oścież i zajadając lody, oglądasz film o miłości.  Kiedy próbujesz się dogadać z koleżankami, by wyjść gdzieś razem w piątek, za każdym razem kończy się na tym, że one nie mogą, bo mają randkę. Kiedy inni siedzą na wykładzie i wysyłają smsy do swoich chłopaków lub dziewczyn, ty szybko piszesz wiadomość „co tam u ciebie?” i wysyłasz ją do mamy.Masz 20 lat i nigdy, przenigdy, nie byłaś w związku. Przynajmniej w takim prawdziwym. […]

Kiedy inni przechadzają się w czasie letnich wieczorów trzymając się za rękę, ty siedzisz w pokoju z oknami otwartymi na oścież i zajadając lody, oglądasz film o miłości.  Kiedy próbujesz się dogadać z koleżankami, by wyjść gdzieś razem w piątek, za każdym razem kończy się na tym, że one nie mogą, bo mają randkę. Kiedy inni siedzą na wykładzie i wysyłają smsy do swoich chłopaków lub dziewczyn, ty szybko piszesz wiadomość „co tam u ciebie?” i wysyłasz ją do mamy.
Masz 20 lat i nigdy, przenigdy, nie byłaś w związku. Przynajmniej w takim prawdziwym.

Siedzisz w pokoju i zastanawiasz się co z tobą – albo z reszta świata – jest nie tak. Dlaczego Marta z krzywym zębem jest już w trzecim związku, Anka z nogami jak dwa salcesony za chwilę bierze ślub, a Monika wydaje się codziennie być na innej randce? Dlaczego miłość spotyka wszystkich oprócz ciebie?

I dlaczego, do cholery, nie możesz znaleźć żadnego NORMALNEGO chłopaka?

CO ZE MNĄ NIE TAK?

Co chwila obserwujesz nowe statusy swoich znajomych i zadajesz sobie jedno bardzo ważne pytanie: czy coś jest, do cholery, ze mną nie tak? Już ci odpowiadam: wszystko jest okej.  Niektórzy poznają swoją miłość na podwórku w wieku sześciu lat. Inni spotykają ją na imprezie, studiach albo przypadkiem w tramwaju. Jeszcze inni – w tym ja – mają ją przy sobie długi czas i dopiero po trzech latach się orientują, że chyba coś do niego czują. Takie już jest życie. Może ty jeszcze nie miałaś okazji poznać kogoś, kto cię zainteresuje. Może poznasz go dopiero po dwudziestce piątce. Może wpadniesz na niego jutro. Może zaznajomisz się z nim pięć minut po napisaniu tego wpisu. Nie wiesz tego. Życie potrafi być wredną, pokręconą zołzą, która robi ci niespodzianki w najmniej oczekiwanym momencie.
Wniosek jest jeden – niepotrzebnie się martwisz.

NIE JESTEŚ JEDYNA

Zastanów się teraz przez chwilę: czy naprawdę to, że masz 20 lat znaczy że musisz być już w stałym związku i szykować się do ślubu? Pewnie, że nie. Spróbuj spojrzeć na to z innej strony i docenić swoje życie, bo założę się o całą moją lodówkę, że masz z czego się cieszyć. Może z sukcesów. Może z tego, że spokojnie mogłabyś konkurować urodą z Shakirą. Może ze wspaniałej przyjaciółki, wypasionego bloga czy umiejętności zrobienia szpagatu. Czy naprawdę posiadanie chłopaka jest warunkiem szczęścia? Oczywiście, że nie!Wbrew pozorom to wcale nie jest tak, że otaczają cię same pary i tylko ty – jako taki dwudziestoletni wyrzutek – nie możesz sobie znaleźć drugiej połówki, z którą mogłabyś dzielić się ostatnim kawałkiem pizzy. W rzeczywistości jest sporo dziewczyn, które są w twoim wieku i jeszcze nie miały chłopaka na poważnie – wystarczy się rozejrzeć dookoła.

Ale rozumiem, dlaczego tak bardzo odczuwasz brak jakiegoś mężczyzny przy boku: wiem jak to jest, kiedy chcesz się do kogoś przytulić i nie masz do kogo. Kiedy oglądasz wszystkie te słodkie zdjęcia na internecie i chciałabyś sobie zrobić podobne z kimś, ale jedyne, na kogo możesz liczyć, to twój gruby kot.

couple-dawn-dusk-1121-825x550

CO ZROBIĆ?

Po pierwsze – usiąść przed lustrem i zastanowić się, czy problem nie leży w tobie – i nie chodzi mi tutaj o urodę. Może uważasz, że na nikogo nie zasługujesz? Albo wręcz przeciwnie: ustalasz potencjalnym kandydatom takie kryteria, że nawet Brad Pitt nie miałby u ciebie szans?
Może marudzisz, że nie możesz nikogo spotkać, a całe dnie siedzisz w domu lub obracasz się w gronie tych samych przyjaciół? A może uwierzyłaś w te wszystkie bzdety w gazetach dla kobiet i nie odpisujesz na wiadomości chłopaków z którymi randkujesz, bo chcesz być trudna do zdobycia?
Litości.

Po pierwsze: przestań narzucać sobie presję
. Myśląc w stylu ” o Boże, mam 20 lat i nigdy się nie całowałam” sprawiasz, że sama zaczynasz zachowywać się bardzo…desperacko. To tak jak z nadmiernym stresowaniem się egzaminem – gorączkowo próbujesz sobie przypomnieć coś, czego się uczyłaś i nie możesz. Tu jest to samo. Skupiając się na znalezieniu chłopaka sprawiasz, że nie zauważasz kandydatów tuż przed twoim nosem. Widziałam też, jak moje koleżanki, poznając nowych facetów zaczynają zachowywać jak kompletne wariatki: głównie dlatego, że właśnie tak bardzo chcą kogoś mieć, że starają się za bardzo. Palną głupotę, brakuje im języka w gębie, rumienią się i wycofują.
No i nalepiają sobie na czoło wielki, błyszczący napis „DESPERACJA”.


Po drugie: wyjdź do ludzi! Nic dziwnego, że nie możesz znaleźć kogoś, z kim możesz chodzić na randki, jeśli ciągle przebywasz w gronie tych samych znajomych. Zapisz się na jakieś warsztaty, dołącz do grupy na facebooku, załóż konto na portalu randkowym, przyjmij zaproszenie na domówkę od koleżanki, z którą nie jesteś bardzo blisko. Każda okazja jest dobra do poznania chłopaka. Może oprócz klubów – tam zazwyczaj wszystko dzieje się tylko jednej nocy.

Po trzecie: uśmiechnij się i doceniaj. Pisałam już kiedyś o tym, że wystarczy się uśmiechnąć, by być tysiąc razy ładniejszym. Działa. Doceniaj to co masz – nie przejmuj się, że dalej jesteś singlem. Na pewno masz powody do uśmiechu.

Po czwarte: nie spinaj się tak. Prędzej czy później amor cię uderzy, a jakiś facet porwie twoje serce. Obiecuję.I wiesz, kiedy to się stanie? W momencie, w którym przestaniesz wreszcie szukać i się wyluzujesz. Wiem co mówię. Głowa do góry!

Ja swojego znalazłam w ławce obok na angielskim.

Inne notki z tego cyklu:
Napisane przez
Marta Hennig

Jestem Marta, mam 24 lata i próbuję jednocześnie spełniać marzenia, robić swoje i być dorosła, ale to ostatnie nie zawsze mi wychodzi.

Zobacz wszystkie artykuły
Napisane przez Marta Hennig