Wszyscy chcemy, żeby nam się udało. W szkole, w pracy, na studiach i w konkursie szydełkowania organizowanym przez gminę. Każdy z nas – niezależnie od tego, czy się do tego przyznaje, czy nie – chciałby wygrać, coś zdobyć, coś osiągnąć i być osobą, o której potem pisze się książki i nagrywa filmy z beznadziejnymi aktorami.
To właśnie dlatego poradniki są takie popularne. To z tego powodu siedzimy godzinami w internecie czytając kolejne artykuły o motywacji. Każde z nas chce poznać tajemniczą receptę, która sprawi, że usłyszymy głośny huk, a nad naszą głową pojawi się napis SUKCES.
I ja chyba już wiem, jak to zrobić.

jak osiągnąć sukces sukces kolorowe zakreślacze



PRZECIEŻ TYLE PRZECZYTAŁAM

Po przeczytaniu setki artykułów o tym, jak się rozwijać i być człowiekiem sukcesu, po obejrzeniu miliona infografik dotyczących samorozwoju, po zakładaniu setki nowych zeszytów z postanowieniami i wiecznym próbowaniu od poniedziałku powinnam już dawno być tytanem, zarabiającym miliony dolarów, znających dziesięć języków i pracujących w najlepszej korporacji, jaką tylko możecie sobie wymarzyć.
Ale nie jestem.
Z drugiej strony, od jakiegoś czasu – dokładnie około dwóch miesięcy – widzę, że coś ruszyło. Że w moim życiu pojawia się coraz więcej małych sukcesików, które razem składają się na coś większego. Że powoli jestem z siebie dumna.

Nie, nie bójcie się, to nie będzie wspaniała historia o tym, jak radzę sobie ze wszystkim i jestem taka cudowna, a wy nie. To też nie kolejny poradnik, który tak naprawdę ogranicza się do tych samych punktów: wstawania rano, robienia list to do, odhaczania i stawiania celów. Byłam tam. Działa, ale to nie jest główny składnik przepisu na to, by wreszcie wszystko było takie, jakie powinno być.
Bo widzicie, ten kluczowy punkt jest teoretycznie prosty, ale cholernie trudny w realizowaniu.

BANALNE… I TRUDNE JEDNOCZEŚNIE

koci zegarek kot na rękę samsung biały ch@t kalendarz planner organizer zwierciadło
Chociaż ja ten sposób stosowałam głównie w odniesieniu do mojej kariery dziennikarskiej i blogowania, to mam dziwne przeczucie, że sprawdzi się on w każdym aspekcie naszego życia. Nieważne, co chcecie robić: znaleźć pracę, zacząć ćwiczyć, wreszcie dowiedzieć się, co jest waszą pasją czy poderwać chłopaka – powinno działać.
Bo widzicie, doszło do mnie, że największym problemem każdego z nas jest strach. Wiem, że to oczywiste i że Ameryki przy tym nie odkryłam, ale skoro tyle czasu zajęło mi dojście do tego, to coś w tym jest. Serio.
Bałam się założyć bloga. Jeszcze bardziej sikałam po gaciach na myśl o tym, że będę nagrywać filmy. Kiedy publikowałam notkę z fragmentem „Aśki”, mało nie dostałam zawału. Ostatnio wymyśliłam kolejny projekt i też nie wiem, jak moje serce to wytrzyma, bo chociaż nawet jeszcze nie zaczęłam, to już się boję, że NIE DAM SOBIE RADY.
Durne, prawda?

NIE WYSTARCZY RUSZYĆ TYŁKA

Ale tak już jest. Czy to czujemy czy nie, to większość z nas najzwyczajniej w świecie się boi. I wiecie, jaki jest przepis na sukces? Pokonanie tego strachu. To wcale nie znaczy, że już nie będziecie się bać, bo jak napisałam przed chwilą – mi się nogi trzęsą jak galareta praktycznie co chwila. Ale od jakiegoś czasu próbuję to tłumić. Publikuję wpisy, których kiedyś bym nie opublikowała, bo bałabym się reakcji. Nagrywam vloga, chociaż jak każda normalna dziewczyna mam kompleksy i bolą mnie negatywne komentarze. Ba, spytajcie Patryka, jak przeżywam za każdym razem, kiedy jakiś anonim się do mnie dopieprzy i zacznie się wymądrzać, jaka jestem beznadziejna. Niektórzy ludzie są tacy chamscy, że zdarzyło mi się kilka razy rozpłakać.
No ale brnę w to dalej. Celowo.
kolorowe zakreślacze markery planowanie czasu jak osiągnąć sukces organizer
Nie chodzi mi o to, żeby teraz pokazać wam, jaka jestem świetna, odważna i że należy mi się pomnik na środku Warszawy za to, że w ogóle jestem. Wiem po prostu, że dużo osób się boi. To naturalne. Ale jeśli chcecie naprawdę do czegoś dojść, spełniać marzenia, robić coś, co zawsze chcieliście robić, to moim zdaniem listy to do i skutecznie planowanie nie wystarczą. Musimy wszyscy zagryźć zęby i pokonać tego ludzika w środku naszej głowy, który mówi, że nie damy rady. Że może to zły pomysł. Że lepiej jest wybrać bezpieczną ścieżkę i leżeć na kanapie pod kocem oglądając seriale.
Bo czasami musimy stanąć nad przepaścią, zamknąć oczy i zrobić krok do przodu.

NIE KOŃCZ NA CZYTANIU

Nie chcę, żeby to był kolejny wpis motywacyjny, który przeczytacie, nad którym pokiwacie głową i po którym pomyślicie, że no, w sumie, to można byłoby zacząć coś robić. Bo nie o to chodzi: nie jestem trenerem rozwojowym, miewam dni, kiedy nic mi się nie chce i nie jestem osobą, która już osiągnęła Bóg wie co. Ale odnoszenie małych sukcesów czyni mnie szczęśliwą i wierzę, że was też.
A czy jest coś lepszego niż więcej szczęśliwych ludzi?
Czy jest coś, co byście chcieli zrobić, ale się boicie? Czy są rzeczy, które chcielibyście osiągnąć, ale coś was blokuje? A może też powoli pokonujecie strach i coś robicie? Napiszcie mi. 
PS To może być wszystko – wcale nie mówię, że ten tekst dotyczy tylko szczytnych i ambitnych celów. To równie dobrze może być umówienie się z chłopakiem, kupienie piwa w spożywczaku albo wyjście na miasto w obcasach. Cokolwiek.

Czekam na Was na

Przeczytaj także: