Wszyscy chcemy, żeby nam się udało. W szkole, w pracy, na studiach i w konkursie szydełkowania organizowanym przez gminę. Każdy z nas – niezależnie od tego, czy się do tego przyznaje, czy nie – chciałby wygrać, coś zdobyć, coś osiągnąć i być osobą, o której potem pisze się książki i nagrywa filmy z beznadziejnymi aktorami.
To właśnie dlatego poradniki są takie popularne. To z tego powodu siedzimy godzinami w internecie czytając kolejne artykuły o motywacji. Każde z nas chce poznać tajemniczą receptę, która sprawi, że usłyszymy głośny huk, a nad naszą głową pojawi się napis SUKCES.
I ja chyba już wiem, jak to zrobić.

jak osiągnąć sukces sukces kolorowe zakreślacze




PRZECIEŻ TYLE PRZECZYTAŁAM

Po przeczytaniu setki artykułów o tym, jak się rozwijać i być człowiekiem sukcesu, po obejrzeniu miliona infografik dotyczących samorozwoju, po zakładaniu setki nowych zeszytów z postanowieniami i wiecznym próbowaniu od poniedziałku powinnam już dawno być tytanem, zarabiającym miliony dolarów, znających dziesięć języków i pracujących w najlepszej korporacji, jaką tylko możecie sobie wymarzyć.
Ale nie jestem.
Z drugiej strony, od jakiegoś czasu – dokładnie około dwóch miesięcy – widzę, że coś ruszyło. Że w moim życiu pojawia się coraz więcej małych sukcesików, które razem składają się na coś większego. Że powoli jestem z siebie dumna.

Nie, nie bójcie się, to nie będzie wspaniała historia o tym, jak radzę sobie ze wszystkim i jestem taka cudowna, a wy nie. To też nie kolejny poradnik, który tak naprawdę ogranicza się do tych samych punktów: wstawania rano, robienia list to do, odhaczania i stawiania celów. Byłam tam. Działa, ale to nie jest główny składnik przepisu na to, by wreszcie wszystko było takie, jakie powinno być.
Bo widzicie, ten kluczowy punkt jest teoretycznie prosty, ale cholernie trudny w realizowaniu.

BANALNE… I TRUDNE JEDNOCZEŚNIE

koci zegarek kot na rękę samsung biały ch@t kalendarz planner organizer zwierciadło
Chociaż ja ten sposób stosowałam głównie w odniesieniu do mojej kariery dziennikarskiej i blogowania, to mam dziwne przeczucie, że sprawdzi się on w każdym aspekcie naszego życia. Nieważne, co chcecie robić: znaleźć pracę, zacząć ćwiczyć, wreszcie dowiedzieć się, co jest waszą pasją czy poderwać chłopaka – powinno działać.
Bo widzicie, doszło do mnie, że największym problemem każdego z nas jest strach. Wiem, że to oczywiste i że Ameryki przy tym nie odkryłam, ale skoro tyle czasu zajęło mi dojście do tego, to coś w tym jest. Serio.
Bałam się założyć bloga. Jeszcze bardziej sikałam po gaciach na myśl o tym, że będę nagrywać filmy. Kiedy publikowałam notkę z fragmentem „Aśki”, mało nie dostałam zawału. Ostatnio wymyśliłam kolejny projekt i też nie wiem, jak moje serce to wytrzyma, bo chociaż nawet jeszcze nie zaczęłam, to już się boję, że NIE DAM SOBIE RADY.
Durne, prawda?

NIE WYSTARCZY RUSZYĆ TYŁKA

Ale tak już jest. Czy to czujemy czy nie, to większość z nas najzwyczajniej w świecie się boi. I wiecie, jaki jest przepis na sukces? Pokonanie tego strachu. To wcale nie znaczy, że już nie będziecie się bać, bo jak napisałam przed chwilą – mi się nogi trzęsą jak galareta praktycznie co chwila. Ale od jakiegoś czasu próbuję to tłumić. Publikuję wpisy, których kiedyś bym nie opublikowała, bo bałabym się reakcji. Nagrywam vloga, chociaż jak każda normalna dziewczyna mam kompleksy i bolą mnie negatywne komentarze. Ba, spytajcie Patryka, jak przeżywam za każdym razem, kiedy jakiś anonim się do mnie dopieprzy i zacznie się wymądrzać, jaka jestem beznadziejna. Niektórzy ludzie są tacy chamscy, że zdarzyło mi się kilka razy rozpłakać.
No ale brnę w to dalej. Celowo.
kolorowe zakreślacze markery planowanie czasu jak osiągnąć sukces organizer
Nie chodzi mi o to, żeby teraz pokazać wam, jaka jestem świetna, odważna i że należy mi się pomnik na środku Warszawy za to, że w ogóle jestem. Wiem po prostu, że dużo osób się boi. To naturalne. Ale jeśli chcecie naprawdę do czegoś dojść, spełniać marzenia, robić coś, co zawsze chcieliście robić, to moim zdaniem listy to do i skutecznie planowanie nie wystarczą. Musimy wszyscy zagryźć zęby i pokonać tego ludzika w środku naszej głowy, który mówi, że nie damy rady. Że może to zły pomysł. Że lepiej jest wybrać bezpieczną ścieżkę i leżeć na kanapie pod kocem oglądając seriale.
Bo czasami musimy stanąć nad przepaścią, zamknąć oczy i zrobić krok do przodu.

NIE KOŃCZ NA CZYTANIU

Nie chcę, żeby to był kolejny wpis motywacyjny, który przeczytacie, nad którym pokiwacie głową i po którym pomyślicie, że no, w sumie, to można byłoby zacząć coś robić. Bo nie o to chodzi: nie jestem trenerem rozwojowym, miewam dni, kiedy nic mi się nie chce i nie jestem osobą, która już osiągnęła Bóg wie co. Ale odnoszenie małych sukcesów czyni mnie szczęśliwą i wierzę, że was też.
A czy jest coś lepszego niż więcej szczęśliwych ludzi?
Czy jest coś, co byście chcieli zrobić, ale się boicie? Czy są rzeczy, które chcielibyście osiągnąć, ale coś was blokuje? A może też powoli pokonujecie strach i coś robicie? Napiszcie mi. 
PS To może być wszystko – wcale nie mówię, że ten tekst dotyczy tylko szczytnych i ambitnych celów. To równie dobrze może być umówienie się z chłopakiem, kupienie piwa w spożywczaku albo wyjście na miasto w obcasach. Cokolwiek.

Czekam na Was na

Przeczytaj także:

  • Anonymous

    Wpis, który pasuje do mnie jak ulał na aktualną chwilę – chciałam się zapisać na język niemiecki, ponieważ planuję wyjazd w tereny germańsko-języczne. Nie żebym się nie uczyła języka 6 lat…ale nie umieć się w ogóle wysławiać. Poszłam do szkółki językowej w październiku, wykonałam test…okazało się, że zdałam do na 37%. Było mi mega wstyd. Zakwalifikowano mnie na poziom podstawowy. Na zajęcia nie uczęszczałam, ponieważ godziny mi nie pasowały. Teraz nadchodzi nowy semestr i… boję się. Że nie dam sobie rady i będę do kitu. Że wydam kupę oszczędzonego hajsu a coś co może się nie udać…

    Na razie walczę ze sobą by się zebrać i zrobić krok na przód. 😉

    • To w takim razie mocno trzymam za Ciebie kciuki 🙂 Zobaczysz, na pewno nie będzie tak źle najgorszy jest ten pierwszy krok i pewnie pierwsze parę lekcji w nowym semestrze, ale może akurat potem się wkręcisz i będzie już dobrze 🙂 Miałam to samo z angielskim na studiach – miałam 1,5 roku przerwy, dużo zapomniałam, i kiedyś byłam naprawdę dobra i dużo umiałam, a teraz siedzę na zajęciach jak trusia i tylko słucham… ale też muszę wziąć się w garść, bo marnuję czas, muszę ruszyć dupę i się wreszcie douczyć tego, co nie umiem i tyle.
      Pozdrowienia!

  • Masz rację – ludzie po prostu boją się spełniać marzenia albo wypełniać te małe, postawione sobie cele. Mamy wrażenie, że jeśli nam nie wyjdzie to świat się skończy, a w dodatku często nie przewidujemy opcji „jest! udało się”. Zresztą sama mam z tym ogromny problem i od dawna walczę, żeby się tego pozbyć, po prostu robiąc rzeczy, na które nie mam odwagi, ale które mi pomagają.

    • I bardzo dobrze robisz, że z tym walczysz, zwłaszcza, że młoda jesteś 🙂 Czasami może lepiej nie myśleć i po prostu coś zrobić, zamiast zastanawiać się i sikać po gaciach, czy na pewno się uda.

  • Anonymous

    Idę do nowej pracy… i boję się, że się nie sprawdzę. Poza tym boję się wszystkiego – wiecznie czuję, że się do niczego nie nadaję pomimo znajomosci kilku języków itd, itp… Boję się też ludzi i z rzadka ryzykuję jakąs nowa znajomosc. Najgorsze, kiedy w głowie pojawia się stara, dobrze znana mysl: nic nigdy się nie zmieni. ALE, jak napisałas, nie można dać się bez walki. Super wpis!!!!!!!!!!!!!! Dzięki!

    • Trzymaj się, ja trzymam za Ciebie kciuki i wierzę, że dasz radę 🙂 Każdy się boi 🙂

  • Samo ruszyć tyłek to myślę, że nie wystarczy, trzeba włożyć kupę wysiłku, żeby coś grało. Wyjście ze strefy komfortu jest tylko i wyłącznie pierwszym, drobniutkim krokiem. Trzeba się liczyć z setkami porażek i z kolejnym wstawaniem z podłogi albo wyłażeniem z głębokiej dziury. Ale zdecydowanie warto. Trzymam kciuki za wszystkich ludzi z pasją, nastawionych na zdobywanie swoich „goli” 😛

  • Kiedy czytałam Twój wpis, miałam przed oczami artykuł z coachingu (http://coaching.focus.pl/doskonalenie/co-tracimy-gdy-sie-boimy-320), do którego bardzo często wracam, kiedy dopada mnie uczucie „nie dam rady, bo się boję”. Super, że potrafisz się przełamać i po prostu… Iść dalej. Brawo Marta! 🙂

    • Ciekawy artykuł, aż sobie podczytałam 🙂 Dziękuję za te „brawo”, to bardzo dopingujące 🙂

  • Ola

    A ja się boję odzywać do starych znajomych. W głowie miałam już parę myśli typu: „Może odezwałabym się do X, ale pewnie mnie nie lubi, skoro się nie odzywa. Nie będę się nikomu narzucać” i tak ciągle, a właściwie to co mi szkodzi? Muszę się w końcu zebrać w sobie 🙂

    • Olu, przecież Cię nie ugryzą! Może nie odzywają się, bo nie mają czasu, albo są zakręceni? Ja tak często mam, chcę się do kogoś odezwać, ale zaraz o tym zapominam, albo coś mnie odciąga i tak w kółko… dawaj, dawaj, odezwij się 😀

  • Ja dołożyłam jeszcze do listy problem- chcę ale mi się nie chce ruszyć dupy z kanapy. Mi samej towarzyszy może trochę dziwny strach bo strach przed masakrycznie ciężką pracą i tym, że nie będę miała czasu na nic poza pracą.

    • To z ruszeniem dupy też czasami mnie spotyka. Potem jestem strasznie zła na siebie.
      Mam podobny strach, ale próbuję go olać, bo w sumie jak nie spróbuję, to się nie dowiem, a jeśli mam mieć dużo zajęć, to chyba teraz jak jestem młoda, a nie po 80, jak już nie będę miała tyle siły 🙂

    • Ja wychodzę z założenia, że lepiej wziąć na siebie więcej i ewentualnie później z czegoś zrezygnować, niż nie próbować w ogóle 🙂

  • A

    Uwielbiam Twój blog. Świetnie piszesz. Co do strachu – w wielu sprawach mnie ogranicza. Jednym z moich marzeń jest podróżowanie. Często planuję wycieczki do miejsc, które chciałabym odwiedzić ale lęk przed barierą językową (jestem beznadziejna z języków) sprawiał, że zawsze rezygnowałam. Doszłam jednak do wniosku, że nie mogę pozwolić sobie aby nieznajomość języka i obawa, że sobie nie poradzę w obcym kraju mnie ograniczyła. Postanowiłam zacząć małymi kroczkami spełniać swoje marzenie o podróżowaniu, poprosiłam koleżankę aby pojechała ze mną i może nie udaję się na drugi koniec świata, bo do Berlina, ale wiem, że zaczynam walczyć ze swoim strachem. Postawienie się własnemu strachowi naprawdę daje niezłego kopa;)

    • Dziękuję za miłe słowa 🙂
      Świetnie, że jedziesz do Berlina, zawsze to jakiś początek, prawda? 🙂 Trzymam kciuki za dalsze podróże!

  • Hmm, boję się wielu rzeczy. Ale jakoś tak szczęśliwie mam, że boję się tych rzeczy, które byłyby dla mnie w jakiś sposób złe 🙂 Dzięki temu nie porobiłam jakichś głupich błędów młodości i tym się szczycę, że jak na razie mogę powiedzieć, że żyję tak jak chcę, przeszłość – a szczególnie moje wpadki – mnie nie nawiedza 🙂 Lubię się decydować na szalone rzeczy, ale tylko w obrębie tych spraw, które wiem, że się powiodą XD Dziwnie brzmi? To znaczy, że chętnie pouczę się nowego języka, ale niekoniecznie literalnie rzucę się na głęboką wodę w basenie czy nie wyjadę sama na środek lodowiska 😀 Stosuję metody małych kroczków, ale do niczego się nie przymuszam 😀 Może to źle, ale jak na razie nie żałuję 😀

    • Mańka, to wcale nie jest źle, wręcz przeciwnie 🙂 Mądra z Ciebie dziewczyna 🙂

  • Anonymous

    Chciałabym w końcu wiedzieć, co chcę robić w życiu.

    • Rozglądaj się uważnie, może pomysł jest pod Twoim nosem? Czasami tak bywa. Trzymam kciuki 🙂

  • Dziękuję.

    • Anonymous

      Jeden z najlepszych komentarzy.

    • Też tak myślę, to ja dziękuję 🙂

  • Zgadzam się z tym. co piszesz. Bardzo ważne jest, żeby przestać się bać i w końcu odważyć się na coś, o czym marzymy już od dawna. Miałam tak z kursem tańca. Chciałam się czegoś nauczyć, ale jestem okropnie nieśmiałą osobą i perspektywa pójścia samej w nowe miejsce, poznania masy nowych ludzi i wygłupiania się na ich oczach po prostu mnie przerażała. W końcu jednak się odważyłam. I nie żałuję;) Wprawdzie zdarzały się też gorsze momenty, ale sam kurs przyniósł mi tyle radości, pozytywnych emocji i pewności siebie, że z pewnością było warto;)

  • Boję się wysłać swoich tekstów na jakieś konkursy, bo zawsze zakładam, że będzie tysiące innych osób, które piszą o wiele lepiej ode mnie. Boję się wielu różnych rzeczy i dlatego zazwyczaj się wycofuję i poddaję.

    • No i co się stanie, jeśli będzie ktoś lepszy? 🙂 Nikt Cię nie zje, nie powinnaś się poddawać od razu 🙂 A może będzie kompletnie inaczej niż myślisz i wygrasz coś fajnego?

  • Ana

    Bezpieczna droga nigdy nie doprowadzi do sukcesu – do celu może i owszem, ale do tego, co naprawdę chcemy osiągnąć, o czym śnimy i marzymy, nigdy nie dojdziemy bezpieczną drogą. Tu trzeba ryzykować. Trzymam kciuki za kolejne przełamane strachy! A najbardziej chyba moje własne 😉

  • Też boję się wielu rzeczy ale wierzę że to jest takie ludzkie 😉 a poza tym w większości spraw moje myśli opierają sie na: czy świat się przez to zawali? bałam się prowadzić bloga, nosić wysokie buty, iść do nowej klasy i szkoły ale wszystko jest ok ;D jedyną rzeczą której się nadal boję to to żeby mój blog nie wpadł w ręcę znajomych :<

  • M

    Ja mam problem z czymś, co dla większości dziewczyn jest pewnie kompletną abstrakcją – boję się/wstydzę się malować 😀 Pierwszym małym krokiem było kupienie tuszu do rzęs, na początku nie czułam się zbyt swobodnie ale po kilku dniach (i komentarzach) ludzie się przyzwyczaili. Teraz czas na kolorowy lakier do paznokci (wcześniej miałam tylko nude), jutro mój pierwszy raz 😛 Najciekawsze jest to, że raczej nie mam obaw, jeśli chodzi o realizację mojego „dużego” celu, a mam problem z taką głupotą…

    • Czasami głupoty są najbardziej przerażające 🙂 Polecam eyeliner albo kredkę, strasznie lubię taki makijaż 🙂 Swoją drogą, też się kiedyś stresowałam go nosić – teraz już robię to bez problemu 🙂

  • Świetny wpis! Motywujący, podnoszący na duchu i skłaniający do refleksji. Jesteś mądrą i fajną dziewczyną i nie przejmuj się tymi, co mają Ci cokolwiek za złe. Kasuj ich komentarze bez chwili wahania i nie płacz z ich powodu. Oni to robią z zazdrości, bo czują, że nie dorastają Ci do pięt. Rób swoje! Twoje sukcesy są naszą przyjemnością 🙂

    • Dziękuję bardzo, Różo 🙂 Bardzo miły komentarz!

  • Tak, to właśnie strach jest jedną z największych przeszkód na drodze do sukcesu. Długo się zastanawiałam czy założyć bloga, dlaczego? Bo się bałam. Ba! nadal się boję ale powoli staram się pokonać ten strach, walczę z nim każdego dnia. Mam nadzieję, że kiedyś wygram ta walkę i, że uda się to wszystkim, których ogranicza strach przed realizowaniem swoich pasji czy marzeń 😉

  • Wiem, że może już masz dość poradników, ale polecam Ci rewelacyjną pozycję, ktorą obecnie czytam i wdrażam w życie – „12 sekretów kobiet sukcesu” :))

    • Zapisałam tytuł, na pewno przeczytam! Dzięki! :*:*

  • Ja się boję nadal pokazać bloga znajomym. Chciałabym, żeby ktoś zobaczył mojego bloga, ale do ogólnego chwalenia się wszem i wobec to nie skora jestem.

    • Weź głęboki oddech i to zrób 🙂 Ja jeszcze nie pokazałam vloga, bo też mam stresik.

    • oj mam dokładnie to samo 🙁 boję się reakcji, że to nie będzie pozytywnie odebrane bo jednak blog kosmetyczny to nie jest szczyt ambicji, kilka osób wie i koszmarnie bałam się rozmowy z nimi 🙂

  • Jtr, a właściwie to już dzisiaj za 13 godzin czeka mnie coś, o czym, gdy pomyślę, czuję ciarki na plecach i cieszę się, że tu wstąpiłam, bo w pewien sposób zminimalizowałaś te ciarki:D Teraz mam większa nadzieję na to, że się uda:D

  • Patrycja

    Boję się, że nie jestem w stanie być na studiach tak dobra, jak inni i jak ja bym chciała i przez to odkładam naukę na ciągłe później. Bo przecież i tak tego nie ogarnę.
    Boję się zacząć naprawdę oczekiwać (nie tylko mówić że oczekuję a i tak zachowywać się, jakby było wszystko w porządku) od chłopaka doceniania tego, że z nim jestem i traktowania mnie jak kogoś najważniejszego. Bo co jeśli i tak tego nie zrobi? Czy będę w stanie go zostawić i żyć sama w obcym mieście, z niemal zerową liczbą znajomych, bez pracy na studiach zaocznych?
    No właśnie.. dobrze to ujęłaś, to strach jest największą przeszkodą do pokonania. Niby wiemy, że „strach ma wielkie oczy”, a jak przychodzi co do czego, to ten strach nas paraliżuje.

    • Patrycja, na pewno jesteś tak samo dobra. Jeśli chodzi o ogarnianie, to wystarczy trochę dobrej organizacji i już jesteś jak w zegarku, mówię Ci 🙂
      Od chłopaka oczekuj, dasz radę. Brzmi przerażająco, to pewnie, ale będziesz w stanie, bo jesteś super kobietą i tyle 🙂

  • Tyle razy czytałam „bardziej będziesz żałować, że czegoś nie zrobiłeś niż, że zrobiłeś”, za każdym razem stwierdzałam, że może to i racja, no, ale to w moim przypadku nie zadziała, bo niby jakim cudem nie będę żałować, że przy okazji robienia czegoś zrobiłam z siebie idiotkę i jeszcze może kilku wrogów? Lepiej zostać w tym bezpiecznym miejscu i nic nie robić. Ale zaczęłam próbować, od małych rzeczy i faktycznie nie żałowałam, w końcu zdecydowałam się na to co najbardziej mnie przerażało i co? nie poszło po mojej myśli, ale przeżyłam i wcale nie żałuję, cieszę się. I teraz wiem, że nie ma się czego bać, bo przecież co takiego złego może się stać? nawet jeśli nie wyjdzie to mamy za sobą przydatną lekcję i już nie wspomnę o satysfakcji, że się odważyliśmy 😉

  • Ja powiedziałabym, że regularność daje sukces. Jeśli regularnie piszemy w końcu dochodzimy do miejsca w którym mamy gromadę wiernych czytelników, jeśli ćwiczymy codziennie to po kilku miesiącach widzimy znaczne efekty, jeśli odkładamy co tydzień pieniążki to po roku uzbiera się spora sumka. Ja też się boję, boję się pójścia na trening judo, boję się pójścia na siłownię, bo w końcu tyle spojrzeń, ale przełamuję to. Życie to nieustanna walka pomiędzy dobrem a złem, od nas zależy co zwycięży. Pozdrawiam. 🙂

  • Anonymous

    Ja uczę się sama hiszpańskiego. Tzn. uczę… Od 2 lat mam co jakiś czas zrywy, kiedy wkuwam kilka słówek, garstkę gramatyki. A potem cisza przez miesiąc albo dwa. Jest lepiej od kiedy stosuję ‚słówko dnia’. Codziennie uczę się 1 słówka. Brzmi beznadziejnie, ale kiedy było ich 5-10 to po prostu mi się nie chciało. Tą metodą małych kroków wypełniam czas między zrywami i przynajmniej mam wrazenie, że zbliżam się do celu. W ślimaczym tempie, ale zawsze 🙂
    K.

  • Boję się życia. To śmieszne i straszne zarazem. Czuję lęk, kiedy podnoszę głowę znad poduszki, kiedy wchodzę do sklepu, zanim podejdę do kogoś znajomego i powiem „cześć”, zanim zagadnę współlokatorkę. Owszem, boję się egzaminów i nowych doświadczeń, ale nie jakoś bardziej niż zwyczajnego życia. Nie bardziej niż odsłonić się i zwrócić na siebie uwagę. Uwielbiam ludzi i przebywać wśród nich, i jestem gadułą- zawsze coś do powiedzenia mam, wcale nie czuję się samotniczką. A jednak czasem… chce mi się tylko siąść i płakać. Zamknąć się w toalecie i nie wyjść.
    Każdego dnia przełamuję się- żeby wejść do tego sklepu, żeby pójść na zajęcia (na które chcę iść, bo je lubię! I prowadzącego lubię, i koleżanki, i kolegów 😛 ). Tylko ten chory lęk. Kiedyś jak słyszałam jakiś śmiech, byłam przekonana, że to ze mnie. Teraz wiem, że nie. Uwolniłam się ze swego myślenia jak z sieci. Ale nadal się boję… Chyba nikt nie ma tak jak ja. I tylko mój chłopak o tym wie, nikt więcej.

  • Masz rację, tu chyba chodzi o coś więcej niż ruszyć tyłek. Mam lekki strach, gdy zapisuję się na nowy staż, czy praktyki. Obawiam się, że nie poradzę sobie z towarzystwem, że będę mało doświadczona itp. I w tym momencie zapominam o najważniejeszym – przecież ja idę tam po to żeby się NAUCZYĆ, a nie jako specjalista.
    Mimo wszystko jednak podpisuję się pod każdym słowem tego posta. Pozdrawiam 🙂

  • Niki

    Strach towarzyszy mi ciągle. Często się czegoś boję, a to powoduje, że zazwyczaj zbyt szybko się poddaję. Od dwóch miesięcy jestem na płatnym stażu. Jest lepiej niż przypuszczałam, a jednak o mało co nie zdecydowałabym się na staż, ponieważ niektórych rzeczy nie umiałam robić, a należy to do moich obowiązków. Jeszcze nigdy tak się nie bałam! Nie żałuję jednak, że się zdecydowałam, bo zawsze to jakieś nowe doświadczenie, a teraz mam szansę dostać tam pracę. Jest jednak mały problem, ponieważ otrzymałam również propozycję innej pracy, która jest związana z moimi zainteresowaniami, ale nigdy czegoś takiego nie robiłam. I znowu nie mam pojęcia jak postąpić… Zostać w miejscu gdzie obecnie mam staż czy może zaryzykować i podjąć pracę, która bardziej odpowiada moim zainteresowaniom, ale w której nie wiem czy się sprawdzę? Staż mam jeszcze przez 2 miesiące więc mam jeszcze trochę czasu, żeby podjąć ostateczną decyzję, ale wiem jedno- strasznie się boję zaryzykować…

  • mam, mam boję sie… miłosci, przez co zaprzepasciłam szansę na fajny zwiazek ignorując popwłuczyste spojrzenia cąłkiem fajnego faceta. Moze kiedyś…

  • A ja się z Tobą nie zgodzę. Nie tylko strach nas paraliżuje przed zrobieniem czegoś czy spełnianiem marzeń. Blokują nas ludzie i blokuje nas życie.
    Opiszę Ci mój przypadek. Staram się z życia czerpać 120 % przez co studiuję uczę się w szkole policealnej, mam własnego konia i pracuję w wolontariacie. Wszystko wyglądało by idealnie bo na pierwszy rzut oka widac ambitna, uczy się, pogłębia wiedzę, w dodatku wysportowana bo jeździ konno no i ten wolontariat czyli kocha ludzi, ludzi pomagać no ideał cud mód i malina. Ale jest ale i to wielkie ale które nie pozwala mi się realizować. Otóż takie że moi rodzice mają gospodarstwo rolne a co się z tym wiążę prace poza wymiarem etatowym czyli 24/7, w czym uczestnicze także ja, bo jest prosty układ Ty pomagasz my utrzymujemy Ci konia (dolicze jeszcze do tego miłość dziecięcą – rodzicom trzeba pomóc) i w tym momencie szlak wszystko trafia. Bo załużmy wracam do domu to nie mogę zająć się swoimi sprawami tylko w pierwszej kolejności biegnę do zwierząc, wszelkie prace polowe trzeba wykonac już bo pogoda w kazdej chwili może się popsuć, i co z tego że zrobiłam listę do wypełnienia mam motywację chęć i zapał jak w jednej chwili wszystko trafia szlak bo załóżmy rodzi się mały cielaczek i trzeba w oborze spędzic 4 godziny. Tak samo jest z jazdą konną, nie mam czasu nawet pojeździć bo koniowi najpierw trzeba dać jeść a żeby mu przygotować to jedzenie to trzeba spędzić 2 godziny. Pomimo tego że mam wolny poniedziałek i piątek i co drugie weekendy to nie mogę robić czegoś przez co mogę i chcę się spełniać bo jestem uzależniona od innych.
    Spotykam wiele osób, pokuszę się nawet o stwierdzenie że 99% blogerów to Ci którzy nie mają gospodarstwa. Pokuszę się także o stwierdzenie- jest Wam o wiele łatwiej i o wiele łatwiej czyta się takie teksty.
    I żeby Was zmotywować to powiem tylko tyle, ruszcie swoje dupska bo inni mają gorzej i muszę zapieprzać dwa razy więcej jak Wy 🙂
    Amen 🙂

    • A ja się nie zgodzę z Tobą 🙂 To że nie mam gospodarstwa nie znaczy, że nie muszę zapieprzać. Rozumiem i wiem ile masz prac, bo moja babcia miała gospodarstwo i kiedyś jej pomagałam, więc znam ból. Miałam też przyjaciółkę mieszkającą na wsi, która miała tyle obowiązków co ty. Nie umniejszam Twoich obowiązków i rozumiem, że rzeczywiście tutaj są one przeszkodą, pewnie, ale niektórych rzeczy w życiu nie przeskoczysz.
      A z czym się nie zgodzę? Z tym, że mam ruszyć swoje dupsko, bo ktoś ma trudniej: ja też zapieprzam od rana do wieczora i może nie na gospodarstwie, ale normalnie pracuję i nie uważam, że jestem z tego powodu gorsza, albo że moja praca jest mniej wartościowa. Też nie mam czasu na wiele rzeczy, też mnie to wkurza, ale z pewnymi rzeczami trzeba się chyba w życiu pogodzić i poczekać na lepszą okazję.
      To że nie ma gospodarstwa nie znaczy, że jestem nierobem.

    • Ja nie uważam że Twoja praca nie jest wartościowa i że nie zapieprzasz. Bo znam wielu ludzi którzy mają prace od 5 do 22 itd.
      Chodzi mi tylko o to że mój dzień jest nieprzewidywalny dlatego bardzo trudno mi się zorganizować tak zeby dążyć do celu. Ty masz swój schemat że do pracy idziesz na daną godzinę a wracasz o tej i o tej więc przez to możesz zaplanowac co zrobisz po powrocie itd, ja nie mam tego komfortu.
      Dlatego nie można powiedzieć że to zalezy tylko od nas.
      I nie zgadzam się że z pewnymi rzeczami trzeba się godzić i czekać na lepszą okazję. Tak jest i się nie zmieni koniec.

  • Ja bym zdobyła świat, była najbogatsza… tylko mi się po prostu nie chcę.

  • Cześć Marta. Czytam Cię regularnie od pewnego czasu. Zakładając bloga poszukiwałam wielu inspiracji. Moja koleżanka (swoją drogą, też blogująca) poleciła mi właśnie Twoją stronę. Był to strzał w dziesiątkę. Bardzo szanuję ludzi, którzy nie patrząc na głupie komentarze i nic nie wnoszącą krytykę, brną dalej przez swoje życie robiąc to, na co mają ochotę i o czym marzą. Również bardzo bałam się założyć bloga. Niedawno dowiedziałam się od pewnej znajomej, że niektórzy ludzie zawistnie patrzą na to, że po co mi blog, po co to robię itp. Na początku miałam z tym duży problem, tak jak napisałaś, przeważał STRACH. Jednak teraz, kiedy zaczynam robić to o czym bardzo marzyłam od dawna, to jedyne co mnie martwi, to brak czasu czy zmęczenie do pisania kolejnych postów. Myślałam też o vlogowaniu, ale szukałam sobie pretekstów. Jednym z nich był brak lustrzanki, teraz kiedy mam już lustrzankę i statyw, pozostało tylko nagrać jakiegoś vloga, jednak z tym mam największe opory. Mimo, że śledzę kanały na You Tube od lat i mam obsesję na punkcie tej strony. Wiem co, kto , gdzie, jak z vlogerów. Sama marzę by być jednym z nich, jednak nie mam jeszcze tej odwagi, by sfinalizować moje wyobrażenia. Bardzo Cię podziwiam i szanuję, z pewnością w przyszłości będziesz jedną z tych „spełnionych”. 😉

  • Od ostatniego czasu prowadzę bardzo podobny blog. Gdybyś miała chwilę czasu, zapraszam!
    http://www.chciecsukcesu.blogspot.com

  • Angelika Adamik

    Też chciałam nagrywać filmiki, ale trochę się boję reakcji ludzi. Właśnie kompleksy robią za nas negatywną robotę.

  • Długo się bałam. Ale równie długo chciałam założyć bloga i pokonać strach przed tym, że nie dam rady, że to nie ma sensu. Pokonałam go i blog jest, a strach poszedł na bok 🙂