Ludzie myślą, że marzenia są dla naiwnych.
Z pobłażaniem patrzą na zapaleńców, którzy z pasją opowiadają, że będą mieli wielki dom, psa, szczęśliwą rodzinę i pracę, którą kochają. Z ironią komentują plany, które wydają się być nierealne, bo przecież są marzeniami. Chłodnym tonem i szybkim ruchem ręki – uderzającym w policzek marzyciela – budzą nas ze snu mówiąc o tym, że to tylko marzenia i że marzyć każdy może.
Ale tylko ten, który będzie chciał, je spełni.

Dostaję dużo wiadomości.
Od dziewczyn, które mają jakieś plany, ale boją się je zrealizować. Albo mają marzenia, ale z góry zakładają, że zawsze pozostaną marzeniami, bo przecież się nie da. Są jeszcze takie, które mówią, że bardzo by chciały, ale wszyscy powtarzają, że to ciężka harówa a i tak nie wiadomo, czy się spełni.
Zauważyliście, że świat chce zabić w nas marzenia?
Kiedy jesteś dzieckiem i opowiadasz wszystkim naokoło – mamie, tacie, sąsiadce i chłopakom z klatki obok, że chcesz zostać strażakiem, dorośli uśmiechają się pobłażliwie. „Zobaczymy jak to będzie” mówią, poklepując po ramieniu i wymieniając między sobą pełne ironii uśmieszki.
Strażak, też mi coś… w życiu przecież nie masz tego, co byś chciał mieć – parskają.
Potem dziecko dorasta i słyszy, że bycie strażakiem jest trudne. Że po studiach strażackich nie będzie pracy. Że musisz się wyróżniać, żeby być dobrym strażakiem. Że musisz mieć kasę, albo talent lub znajomości, bo inaczej nic z tego nie wyjdzie.
I tak się właśnie zabija marzenia.

MYŚL RACJONALNIE!

Wiecie, czego uczą w liceach?
Pisz pod klucz. Zrób to zadanie według schematu. Idź na politechnikę, bo humaniści nie mają pracy. Idź konkretnie na ten i ten kierunek, bo po tym jest robota. Mamy w dupie, że lubisz malować, powinieneś liczyć i myśleć logicznie. W wieku dwudziestu pięciu lat mieć dyplom w dłoni i zakładać rodzinę, a potem dostać pracę w korporacji, bo tak jest najbezpieczniej. Bezpieczeństwo jest najważniejsze. No i kasa.
Marzenia? A ty co, chcesz na ulicy mieszkać?
Już milion razy słyszałam „o, ale fajnie, studiujesz dziennikarstwo! Ja też chciałam iść, ale się bałam, że nie znajdę po tym pracy”. Albo: ” marzyłam o studiowaniu na uczelni X, ale rodzice namówili mnie na polibudę, bo po tym jest robota”. Ludzie tak szybko, jak pstryknięcie palcem, rzucają wszystkie swoje marzenia i o nich zapominają, chcąc żyć dobrze, czyli według schematu. Nie wychylając się za burtę, bo przecież możesz wtedy wpaść do morza, a te cię poniesie – nie wiadomo, tak naprawdę, gdzie.
Są bezpieczni finansowo. Mają życie ułożone według schematu. Czy są z tego zadowoleni? To chyba zależy od tego, czy zapomnieli całkowicie o swoich marzeniach.

BO JEST CIĘŻKO!

Ludzie nie chcą spełniać marzeń, bo boją się, że będzie za trudno. Bo nasłuchali się, że wszyscy wielcy mieli wsparcie, znajomości i finanse, więc dlatego im się udało. Pewnie, że jak ktoś ma gruby portfel i wujka w zarządzie, to mu łatwiej – nie jesteśmy dziećmi, więc się nie oszukujmy. Ale to nie znaczy, że zwykły Kowalski też nie może. Bo może.
Wiecie, jak się spełnia marzenia? Ruszając tyłek i pracując. Stawiając sobie ambitne plany. Mówiąc „okej, zrobię to” zamiast jąkąjąc się i szepcząc „no dobra, to może spróbuję…”. Właśnie TU jest różnica.
Nie jest tak, że niektórym ludziom zrealizowane marzenia spadają z sufitu prosto na stół. Czasami musisz zapierdzielać jak dziki osioł, ciągle pod górkę, ale w końcu się udaje. Pewnie, potrzebne jest szczęście. Ale praca zawsze owocuje. ZAWSZE.

Możesz poświęcić rok, dwa, pięć lat na harowanie, po to, by spełnić marzenia, a następnie żyć w swoich snach – tak, jak chciałeś. Możesz też poddać się od razu, słuchając tych wszystkich bzdur o racjonalnych wyborach, którymi karmią nas w szkole i wieść takie życie, jakie zadowoli wszystkich: twoich rodziców, sąsiadów i społeczeństwo. Spokojny żywot po Bożemu, tak, jak być powinno.
Twój wybór. To zawsze jest twój wybór. 
Pewnie, że niektórzy mają łatwiej, a inni trudniej. Jedni mają lepsze możliwości finansowe, podczas gdy inni zapieprzają w gospodarstwie, pomagając rodzicom. Niektórym uda się od razu szczęśliwym trafem, kolejnym dopiero za piątym, kiedy będą już ma skraju wyczerpania. Ale naprawdę uważam, że jeśli ktoś coś postanowi i będzie do tego dążył różnymi drogami, nie poddając się po upadkach, to wreszcie do czegoś dojdzie. Wykonana praca nigdy nie idzie w próżnię. Ona gdzieś się gromadzi, tworzy twój kapitał, który sprawia, że jesteś o schodek wyżej. Potem o jedno piętro. A na górze czeka na ciebie twój dom z psem, twoja wymarzona praca, twój plan na życie, twój pomysł na siebie.

TO NIE JEST ŁATWE

I to jest akurat prawda. Bo musisz się napocić, żeby schudnąć i musisz złapać zadyszkę, kiedy próbujesz dogonić marzenia. Ale jak to się cholernie opłaca! Jakie to jest piękne!
I jaki człowiek się wtedy czuje szczęśliwy.
Ja pracuję, by spełniać swoje marzenia. Czasami jest ciężko. Czasami nie chcę. Czasami pragnę tylko zakopać się pod kołdrę i zawyć, a potem wysunąć się i powiedzieć światu: miałeś rację, mogłam zrobić tak jak wszyscy. Ale potem nagle sytuacja wraca do normy, siły wracają, a ja jestem o kolejny schodek wyżej. I kolejny.
I samo to dążenie do tego celu, wspinanie się na szczyt własnej góry, to szczęście. Bo ja wiem, że kiedyś tam dojdę. Prędzej czy później, ale dojdę. Bo tak postanowiłam. Bo tupnęłam nogą, założyłam ręce i powiedziałam: zrobię to!
I dokładnie tak będzie.

Znajdziesz mnie też na drugim blogu –  CODZIENNIE FIT, a mojego chłopaka w jego miejscu w sieci – CURLY MIND. Blogerów zapraszam do zgłaszania się do plebiscytu na Blogera Roku, który pomagam organizować.

A dla wszystkich bojących się, mam coś, co może Was zainspiruje – sekret sukcesu.

Wszystkie zdjęcia pochodzą z gratisography.com

Przeczytaj także:

  • Anonymous

    Marto – uwaga, teraz będzie wyznanie – KOCHAM CIĘ. Za to co piszesz i jak piszesz. I za to, że jak buldożer torpedujesz przeciwności w trakcie budowania autostrady do marzeń.

    Rzadko się udzielam – a Ty przecież tak często trafiasz w samo sedno.

    Pozdrawiam!
    Justyna

  • Rzeczywiście ludzie kochają niszczyć marzenia innych i myślę, że to też kwestia tego, że im je kiedyś zniszczono – nie chcą, aby tobie udało się coś, co im nie wyszło. Taka nasza zawiść, która jest już chyba wrodzona.
    Ja tam nie mam zamiaru się poddawać i nawet jeśli będzie ciężko to będę walczyć – w końcu o coś trzeba. Swoją drogą nawet jeśli ma się ścisłe zainteresowania to mogą się dopieprzyć – cały czas słyszę coś typu „dziewczyna i fizyka/astronomia? to się nie uda, opuść sobie!”

  • Ludzi uwlibaiją niszczyc marzenia, chyba tylko dlatego, ze ktoś kiedyś zniszczył ich i tak wkółko . Trza ruszyć dupę.

  • Naprawdę coś w tym jest, że idealnie wpasowujesz się z wpisami w aktualne przemyślenia czytelników 🙂
    Dzięki za wpis! 🙂

  • Wyobraź sobie, że dokładnie kilka tygodni temu, w naszym Instytucie, na naszych zajęciach, ktoś wyśmiał moje marzenia. Technikum weterynaryjne? Twoim marzeniem jest mieć własnego konia? To co ty robisz na dziennikarstwie? Zabolało. A potem na kolejnych zajęciach jedna z dziewczyn z tej samej grupy powiedziała, że marzy o własnej restauracji. Coś pięknego. Nie wiem czy Ciebie i większość czytelników mobilizują bardziej porażki, czy może sukcesy. Mnie bardziej sukcesy. Dlatego to, gdy ktoś poklepie nas po ramieniu, pogratuluje kolejnego roku w przód, daje tyle energii. A najbardziej podoba mi się akapit „Wiecie, czego uczą w liceach?” – dokładnie! Wpasuj się w schemat, pisz pod klucz i idź na politechnikę, a tylko wtedy będziesz się liczyć. Nic bardziej mylnego. Rób to, co kochasz i bądź szczęśliwy 😉

  • bo marzenia mają być z natury trudne do zrealizowania, a najlepiej, żeby w ogóle ich nie realizować, bo to marzenia. w teorii nie do spełnienia! tak jak Ty sprzeciwiam się takim stereotypom : ) gratuluję wytrwałości i wiary. bo jak będziemy wierzyć, to naprawdę się uda ; )

  • Bardzo motywujący post! Sama na szczęście należę do ludzi, którzy im częściej słyszą, że się nie da, trzeba zejść na ziemię itd. tym bardziej dążą do spełnienia marzeń, aby potem móc powiedzieć, a nie mówiłam 🙂 Chociaż oczywiście czasami mam chwile załamania, zwątpienia, to jednak chęć udowodnienia swojej racji i pokazanie, że się da, zawsze wygrywa 🙂

  • Uwielbiam jak piszesz o marzeniach 🙂 Inspirujesz. Ja tam wolę być szczęśliwa, nie podporządkowywać swojego życia według wymagań innych i realizować się w tym czego ja chcę 🙂 I chyba też wybieram się na dziennikarstwo, mimo, że to studia po których podobno o pracę ciężko. Ale jak się chcę to co stoi na przeszkodzie? Jedyne przeszkody to tylko te w nas samych 🙂 Pozdrawiam 🙂

  • Och, ile się nasłuchałam, że nie znajdę po moich studiach pracy, że mogłam wybrać jakiś techniczny kierunek… Wiem, że będę mieć problemy z pracą. Ale chcę robić w życiu coś związanego z książkami, bo to po prostu kocham. Pozostaje mi ignorować wszystkich dających mi „dobre rady” i dalej robić swoje, śpiewając pod nosem „Marzenie mam, marzenie mam…” 😛

  • Od zawsze chciałam grać na skrzypcach, do dzisiaj kiedy patrzę na muzyków ciary mnie przechodzą. Ale wszyscy wszystko wiedzą przecież i powtarzali – ty masz słomiany zapał, jak zaczęłaś grać w szachy to też szybko przestałaś chodzić na lekcje. Znudzi ci się szybko jak wszystko. I teraz kiedy znalazłam ogłoszenie bezpłatnej szkoły muzycznej w moim mieście gdzie nie trzeba za nic płacić a instrument można wypożyczyć po prostu idę. Pójdę, zobaczę. Może dorosłam i tak szybko mnie się nie znudzi. Zobaczymy. Ale kiedy wydam ze skrzypiec pierwszy dźwięk to już spełni się moje marzenie. A w tylnym zakątku mam to, co inni pomyślą.

    Marta, dziękuję.

  • Gimbusica

    Powiem Ci, że dawno nie napisałaś posta, który tak bardzo by mnie wciągnął. Odkąd weszłaś na YouTube tak się wkręciłam w Twój kanał, że bloga jakoś zaniedbałam, ale dziś czuję wyrzuty sumienia :). Jeśli chodzi o mnie – ja wszystkim powtarzam, że kiedyś będę, sławna, bogata i będę napiszę masę książek. Babcia cały czas mówi, że niech najpierw skończę gimnazjum, a dopiero wtedy będę myśleć i planować, bo życie może mnie inaczej pokierować, trzeba ciężko planować i nie ma co za daleko sięgać, bo mogę się rozczarować. Ale czemu mam sobie nie wmawiać, że kiedyś osiągnę to czego chcę, że będę miała najnowszy sprzęt w pokoju, pełną biblioteczkę podpisaną własnym imieniem i nazwiskiem, w pełni własne czasopismo i kafejkę ze wszystkimi rodzajami kawy, skoro powtarzając to, mam coraz więcej siły i wiary, żeby tego dokonać? Najgorzej moim zdaniem marzenia mogą zniszczyć rodzice. Mam ochotę walnąć rodzinę mojej przyjaciółki w nos kiedy słyszę jak mówi „chciałabym jeździć konno, założyć stadninę i może prowadzić hipoterapię, ale wiesz, lepiej zainwestuję w języki bo to daje większe możliwości”. Może i nie wiem jeszcze nic o życiu, ale wydaje mi się, że trzeba odrzucić strach i ostrożność i spróbować walczyć o swoje. Bo kiedy będzie się spełniać marzenia? Na emeryturze? Kiedy się będzie pływać z delfinami i tańczyć w bikini z kokosów na drugim końcu świata? Po sześćdziesiątce?

    • Świetny post, inspirujący, jak najbardziej się zgadzam 🙂 Dziwi mnie, że ludzie często mówią o tym, czego pragną, by potem stwierdzić, że „to za trudne/i tak się nie uda/nie dam rady/liczą się tylko kasa i znajomości. Serio? Wszystko zależy od nas, naszej pracy i uważam, że warto się postarać, by spełnić marzenia i być szczęśliwym, zamiast przez resztę życia żałować 😉

    • Mam nadzieję, że będziesz się tego trzymała i zaczniesz działać już teraz. Obyś nie wytraciła tego rozpędu 🙂

  • wia

    Ja się nie dałam 🙂 Kilka lat temu powiedziałam rodzicom, że chciałabym pójść na medycynę. Do innego miasta niż rodzime. Usłyszałam, że nie jestem dość pracowita i nie mam dość dobrej pamięci, i jak ja sobie poradzę sama w obcym mieście? A także, że powinnam iść na politechnikę, bo mam zdolności matematyczne. Co zrobiłam? Zacięłam się, że mi się uda. Uczyłam się, dostałam się. Poszłam na wakacje do pracy, żeby zarobić na utrzymanie w obcym mieście. Utrzymuję się na tych studiach już przez jakiś czas, z naprawdę dobrymi wynikami. Jest ciężko, nie powiem, taka specyfika lekarskiego, ale tego właśnie chciałam i w chwilach słabości przypominam sobie, jak bardzo tego pragnęłam, i że skakałabym ze szczęścia, gdyby te kilka lat temu ktoś powiedział mi, że będę kiedyś w tej sytuacji i… motywacja wraca 🙂
    Zawalczyłam, wygrałam i teraz nawet rodzice są dumni, że mają zdolną i pracowitą córkę 😀
    Pozdrawiam!

  • To nie chodzi o to ,że trzeba lub nie trzeba mieć marzenia,
    ale aby miały one podstawę do ich realizacji…
    Wtedy te marzenia łatwo się realizują. 🙂

  • Twoja szczerość potrafi człowieka doprowadzić do porządku. Czasem takie ostra słowa są lepsze od wielu pobłażań i rozwodzeń.Takiego wpisu dziś mi trzeba było, mam nadzieję że ułożę sobie chociaż część spraw które ostatnio mnie przytłoczyły i lepiej spojrzę na to wszystko.

    Dziękuję ,że tu jesteś i piszesz tak jak piszesz:)

  • Myślę, że ludzie kochają niszczyć marzenia innych, bo im samym nie udało się ich spełnienie. Dlatego chcą, żeby innym było tak samo źle jak im. Zgadzam się z wieloma rzeczami, które napisałaś. Jednak czasem ludzie harujący w korporacjach robią to po to, żeby w weekend spełniać marzenia i znam takich wiele. Takich, którzy w oczach innych są ludźmi, którym nie chciało się gonić za marzeniem, bo wybrali przyszłościowe studia, skończyli je, a teraz pracują w zawodzie. Zarabiają niemało po to żeby mieć kasę na to, co ich rozpala od środka 🙂 Ale to też zawistne ocenianie. Każdy na swoją drogę 🙂 A marzenia są NASZE, innym ludziom nic do tego. Może mi się zapragnąć posiadać słonia a i tak to do cholery zrobię!

  • Ja niestety już dawno zapomniałam o swoich marzeniach. Może warto w końcu sobie o nich przypomnieć?

  • Anonymous

    Właśnie dziś się nad sobą zastanawiałam, bo dawno moje motywacja tak daleko nie uciekła..
    Paulina Ś.

  • Masz całkowitą racje, często słyszę, że mam zrobić tak i tak. Ja wolę przekonać się na własnej skórze, czy coś jest dla mnie. Im więcej pracy w coś włożę tym mam większą satysfakcję. Nikt za mnie życia nie przeżyję, chcę, żeby było tak jak sobie to wymarzyłam. Swoją drogą- porażki też motywują 😉

  • Ludzie boją się marzyć, boją się zaryzykować, by spełnić swoje marzenia, wolą żyć zwykłym, przeciętnym, szarym, nudnym życiem… Czego kompletnie nie rozumiem

  • ”Zawsze trzeba działać. Źle czy dobrze, okaże się później. Żałuje się wyłącznie bezczynności, niezdecydowania, wahania. Czynów i decyzji, choć niekiedy przynoszą smutek i żal, nie żałuje się.”

  • I to ma sens: wiesz, nie mogę się zgodzić z tymi, którzy widząc, że mam chwile załamań, smutku i „zakopania się po uszy pod kołdrą”, uważają, że jestem na złej drodze. Owszem, są takie chwile, ale po nich przychodzą te, kiedy łapię wiatr w żagle i śmiało idę dalej. Szukam tego, co dla mnie ważne, znajduję rzeczy, o których mogę powiedzieć „to jest to” i idę dalej, pracując nad sobą, zmieniając się i z każdym dniem będąc coraz bardziej świadoma swoich mocnych i słabych stron, tego co mnie kręci i tego, co z nich może dla mnie wyniknąć, czym się mogę zająć:)

    Dzięki za inspirację 🙂

  • Anonymous

    Będąc w drugiej klasie liceum, razem z moim partnerem zaplanowaliśmy, że chcemy studiować w Szkocji. Dowiadywaliśmy się jak najwięcej, staraliśmy się podszkolić jak najbardziej język i cieszyliśmy się naszym pierwszym wspólnym marzeniem (i decyzją). Do dziś pamiętam dzień, w którym moja (jak to mi się wtedy wydawało) najlepsza przyjaciółka zaśmiała mi się w twarz, gdy powiedziałam jej że wolę pójść na angielski niż na piwo. Usłyszałam: „Pieprzysz głupoty, na pewno nigdzie nie pojedziesz” lub coś w tym stylu. Nie poddałam się. Dzisiaj jestem w połowie trzeciego roku studiów w Szkocji i nie żałuję. Mam tu pracę, wynajęte mieszkanie, przyjaciół i czas dla siebie. Cieszę się, że nie dałam sobie podciąć skrzydeł i uwierzyłam w to, że mogę więcej. Gdybym wówczas nie była silna, męczyłabym się pewnie gdzieś na polibudzie wkuwając rzeczy na pamięć i żyjąc na garnuszku u rodziców.
    Marto, dziękuję za ten tekst! W chwilach zwątpienia będę sobie przypominać, że warto jest spełniać swoje marzenia 🙂

  • A ja z ogromną satysfakcją mówię – NIE! (na razie… XD) Nie dam ludziom zabić moich marzeń, bo to ja bym musiała kiedyś żyć ze świadomością, że nie robię tego, co chcę – i to by była tylko moja wina. Trudno bronić swoich marzeń, kiedy ma się te naście lat i tak naprawdę nie wie się, co się robi w przyszłym tygodniu, co dopiero za pięć lat… Ale trudno, teraz chcę robić to, myślę w ten sposób i będę do tego dążyć, chyba, że w międzyczasie, mnie samej, przyjdzie do głowy coś, co mnie bardziej zafascynuje. Ale to musi być moja decyzja, niczyja inna. Jak na razie chcę zostać nauczycielką, mieszkać w moim super domu i mieć super męża oraz dzieci… A potem pomyślę o pisaniu książek 😀

  • Boimy się realizować marzenia ze względu na potworne trudności i pewnie nie lubimy się przemęczać. Ale łatwo mówić o cenie spełniania marzeń, a jest przecież jeszcze cena… niespełnienia. Gorzki smak w ustach każdego ranka, kiedy wstaje się do nielubianej pracy, kiedy żyje się w miejscu, którego się nie znosi, z osobą, która nam nie pasuje. Dla mnie porzucenie mniej pewnych wyobrażeń na rzecz bardziej wymiernych finansowo korzyści wcale nie jest bezpieczniejsze, bo każdego dnia trzeba patrzeć sobie w oczy z lekkim obrzydzeniem i myśleć, że tego nie chcę, nie chcę, nie chcę. Że choć mam pieniądze (załóżmy, lub jakiekolwiek inne dobra), to wcale nie mam satysfakcji, we własnych oczach nie odniosłam sukcesu. To dopiero ciężar do dźwigania.

    PS. Zadziwiające, jakich masz aktywnych czytelników, Marto, piękna sprawa!

  • Anonymous

    Czytam Twój blog od niedawna, ale KAŻDY wpis trafia do mnie bardzo dosadnie. Ten będzie moim ulubionym!

  • Anonymous

    tak może pisać tylko osoba, której szczęście sprzyja 🙂 kiedy człowiek zderza się z absurdem a cała rzeczywistość mutuje, przeobraża się i sprzysięga, wówczas spróbuj człowieku marzyć..kiedy śpiewasz i tracisz głos, bo struny głosowe zaatakuje nowotwór – spróbuj marzyć.. kiedy malujesz, albo jesteś fotografem i tracisz wzrok – spróbuj marzyć.. kiedy czynnie uprawiasz sport, a z jasnego nieba razi cię piorun i paraliżuje na całe życie – spróbuj marzyć.. powiedz ludziom, którzy przeżyli sytuację traumatyczną, że są odpowiedzialni za własne szczęścia i realizację marzeń.. życie nie należy do nas i nie zależy od nas samych. prędzej czy później każdy się o tym przekonuje, niestety.

  • Gosia

    Też miałam kiedyś marzenia. I złudzenia. Że znajdę po liceum pracę, żeby zarobić na swoje marzenia. Że pójdę na studia, które będą mnie interesować. Że będę żyć tak jak zawsze chciałam. Jak miałam w liceum depresję to czułam się jakbym była na dnie górskiej przepaści, ale gdzieś w górze były moje marzenia i one dodawały mi sił, aby przeżyć wszystkie złe rzeczy, które mnie spotykały. Bo wierzyłam, że kiedyś będzie lepiej. Niestety nie było. Nie było dla mnie pracy, a jak udało mi się jakąś znaleźć to okazało się, że bardziej przypomina niewolnictwo niż zatrudnienie. Problemy domowe również nie minęły (bieda, alkoholizm i przemoc w rodzinie). Została depresja o której nie wiedziałam, czym jest i poczucie, że jestem na takim poziomie, że nigdy nic mi się nie uda, bo jestem do dupy. Tak więc dałam się namówić na beznadziejne studia, które w innym życiu były numerem jeden na liście „studia których nigdy nie wybiorę i praca której nigdy nie podejmę”, bo ” to takie dobre” i „bo jesteś głupia, że się wahasz, bo tam się tak dużo zarabia”. Oczywiście nikogo nie interesowało na czym mi zależy, ani co mnie interesuje. Zresztą co się dziwić skoro całe życie słyszałam : nie ważne co cię interesuje, studia są po to aby mieć pracę. A po studiach co miałabym robić? Rodzić dzieci, zajmować się mężem i oczywiście zarabiać na swoje utrzymanie. Tak więc na zainteresowania nie było by miejsca. Bo przecież dziewczyny w Polskiej tradycyjnej rodzinie powinny mieć tylko takie potrzeby. I najlepiej aby nie miały żadnych horyzontów, bo po co im one.
    Na szczęście dla siebie mam odpowiedni charakter i nie zamierzam poświęcać się dla ogółu. Bo taka jest prawda, że jak nie spróbujesz czegoś czego kiedyś bardzo chciałaś będzie to prawdopodobnie chodziło za tobą przez całe życie, ale w tym życiu może nie być już na to czasu lub będzie za późno aby się za to w ogóle zabrać.