Piorę, gotuję, sprzątam, latam ze szmacianą torbą na zakupy, zarządzam opłatami i robię kanapki do pracy. Dbam o to, by ani on, ani ja, nie zapomnieli o ważnych rzeczach do załatwienia, piekę ciasta, przeglądam kolorowe fartuszki na allegro i nie brzydzę się dotknąć brudnej szmaty. Wiem, 

gdzie co w domu leży i dlaczego plastry są w trzeciej szufladzie od góry, chociaż teoretycznie powinny być na półce. Już widzę te pogardliwe uśmieszki i prychnięcia: ledwo skończyła dwudziestkę, a już pogania w fartuszkach i rękawicach kuchennych, pichcąc schabowe. Kura domowa!
Bo to prawda. Jestem nią. Ale schabowych u mnie w domu nie ma.

Zauważcie, jak w ostatnich latach pogardliwie myślimy o tych wszystkich gospodyniach: idealne panie domu to wiocha i synonim babki po czterdziestce, która przeciera dłonią w gumowej rękawiczce najdziwniejsze miejsca w domu. Jak któraś z nas – w sensie, młoda dziewczyna – nie daj Boże zaciąży, albo da się wepchnąć do kuchni, to jest naiwna. Bo przecież się nie rozwija, nie ma kariery, nie jest niezależną kobietą, która nosi spodnie i koniecznie chce udowodnić, że to jej mąż ma jej gotować obiadki – tylko po to, by odwrócić starą piramidę.
Nie wiem, skąd to się wzięło. Od kiedy czysty, wysprzątany dom i świetny obiad to coś, czego należy się wstydzić? Dlaczego z jakiegoś dziwnego powodu niektóre dziewczyny uważają, że jeżeli one sprzątają, a chłopak pracuje – tak jak w starodawnej rodzinie – to są gorsze?

LUBIĘ TO!

kuchnia pani domu idealna kucharka kura domowa ścierka
Słuchajcie tego, kapcie wam spadną: ja lubię być kurą domową. Cieszę się, kiedy mojemu chłopakowi albo gościom smakuje mój obiad czy ciasto. Nie przeszkadza mi to, że ja sprzątam w domu i dbam o to, żeby z sufitu nie zwisały przeogromne pajęczyny i żebyśmy my nie utonęli pod wielką górą brudnych skarpetek. Że on powinien mi pomagać, bo inaczej to wykorzystywanie? Bzdura. Po pierwsze, jeśli go poproszę, to zawsze mi pomoże. Po drugie, on pracuje na etat, a ja siedzę w domu i się opierdzielam tak naprawdę, bo trzy godziny zajęć na uczelni i prowadzenie bloga nie są na tyle czasochłonne, by zajmować mi cały dzień. Pewnie, że mogłabym siedzieć na dupie i nic nie robić, raz na tydzień wrzucić wszystko do pralki, zrobić grafik sprzątania jak w akademiku i mieć pewność, że w ciągu dwóch tygodni ktoś wreszcie się zmusi do wyniesienia śmieci. Ale po co? Po co się siłować, skoro ja – uwaga, kolejny szok – najzwyczajniej w świecie to lubię?
I nie przeszkadza mi codzienne robienie kanapek.

ALE JESTEŚ JESZCZE MŁODA!

Niektóre koleżanki mi współczują. Widzę to w ich oczach, kiedy rozmawiamy. Bo przecież jestem młoda, a dałam z siebie zrobić kurę domową. Bo wszyscy mnie ostrzegali, że tak będzie, jeśli zamieszkam z kimś, kogo kocham. Bo przecież Patryk bez namysłu przykuł mnie różowymi, puchowymi kajdankami do piekarnika i jak tylko przychodzi z pracy, to zamienia się w potwora i ryczy DAJ MI JEŚĆ KOBIETO. A potem z pewnością beka i prosi o zimnego browara – bo tak według niektórych to wygląda. Ba, a ja, cała zapracowana, biedna i zmęczona, daję się wyciskać jak jakaś cytryna z przeceny.
Pewnie.
Kompletnie nie mogę się zorientować, skąd takie myślenie się wzięło. Przecież to chyba logiczne, że jakbym nie chciała tego robić, to bym nie robiła. Że gdyby nie sprawiało mi to chociaż trochę frajdy, to co weekend w naszym domu nie byłoby zapachu ciasta, a wypady do restauracji nie oznaczałyby szczególnego dnia, a po prostu pójście na zwykły obiad. Że gdyby mi się nie chciało, to po prostu zostawiłabym to wszystko jak jest, albo po prostu położyła się na kanapie i zarosła razem z tym wszystkim brudem. Mam wrażenie, że niektórym dziewczynom się wydaje, że bycie kurą domową jest strasznie męczące, nudne i czasochłonne. Kolejny mit: jak się dobrze zorganizuje czas, nauczy porządnie sprzątać – bo, wbrew pozorom, to też trzeba umieć –  i kupi jakąś fajną książkę kucharską, to godzina, dwie i cały dom ogarnięty, a obiad w trakcie gotowania. Czy to dużo? Może dla kogoś tak. Przecież w tym czasie można by było obejrzeć trzy seriale, albo śledzić kogoś na fejsie.
kuchnia pani domu idealna gospodyni kura domowa ścierka blacha do ciasta tortu rękawica kuchenna
Gdybym poprosiła, to pewnie byśmy mieli grafik. Dzielilibyśmy się pracą jak zwykli współlokatorzy. Chociażby dlatego, że wolę wszystko robić sama i szlag mnie trafia, kiedy ktoś próbuje to robić za mnie*.

NALEŻY SIĘ SZACUNEK

Szczerze? W życiu nie pomyślę, że bycie kurą domową to wstyd. Że to coś, co nie jest warte szacunku. Bo jest. Bo ktoś sam z siebie stara się i robić coś dla drugiej osoby, ale też dla siebie samego. Bo jest w jakiś sposób zdyscyplinowany i odpowiedzialny. Bo będąc kurą domową, można się też rozwijać, uczyć czy pracować.
I jeszcze jedno  – czy jeśli oboje pracujecie na etacie, a ty dalej sprzątasz i gotujesz, to to sprawiedliwe? Pewnie nie. Ale zanim zaczniesz narzekać na swoją drugą połówkę, albo płakać na forum, że mąż zrobił z ciebie panią domu, to po pierwsze, zastanów się, czy on nie robi czegoś dla ciebie. Bo założę się, że robi**.
A po drugie, zadaj sobie najważniejsze pytanie – czy gdyby go nie było, to byś tego nie robiła? Bo ja myślę, że owszem. Przecież i tak byś sprzątała dom, i tak byś sobie coś ugotowała.
Tak przynajmniej ktoś ci może za to podziękować. Krzyknąć: „Boże, ale to dobre!” z ustami wypełnionymi ciastem.  I to jest chyba w tym najlepsze.
*wychodzę z założenia, że ja to zrobię lepiej. Zawsze. Wiem, okropna cecha charakteru. Nie chcecie wiedzieć, jak wyglądały moje zajęcia grupowe w podstawówce. Martokracja.
** a jak nie robi, to kopnij go w dupę i niech zacznie.

Przeczytaj także:

  • Moja mama całe życie była kurą domową, moje wszystkie młode kuzynki są, tylko ja jakaś taka dziwna. Czasem im zazdroszczę, ale jak mam chwilę wolnego też się nią zamieniam 😀

  • M.

    Też lubię sprzątać.
    I również odczuwam ogromną satysfakcję, gdy to co ugotuję, smakuje innym 🙂
    Nie widzę w tym żadnego niewolnictwa.

  • Ja lubię sprzątać, ale gotować już nie ;D.

  • Podoba mi się 🙂 Zdecydowanie bycie kurą domową nie jest wstydem (chociaż nie można popadać w przesadę, jak ze wszystkim)! To znaczy, nie pasowałoby mi, gdybym siedziała w domu i miała się nim sama zajmować, bo uwielbiam kiedy ktoś coś dla mnie ugotuje (z resztą w moim domu gotują oboje rodzice, każdy ma inną specjalność ;)), niektórych prac domowych nie znoszę i zdecydowanie wolę to podzielić na dwoje 😉 Ale… jednocześnie uwielbiam piec ciasta i bawić się gotowaniem, szczególnie kiedy robię to dla kogoś. I mam nadzieję, że w moim domu co weekend będzie pachniało ciastem, a goście będą z podziwem patrzeć na porządek. A wieczorem usiądziemy razem i wypijemy browara, którego przyniesie ten kto będzie miał bliżej do lodówki 😉

  • A tam od razu ‚kura’ 😉 ja wolę myśleć o sobie jako o w miarę ogarniętej osobie 😉 Zresztą idealna nie jestem, sprzątam znacznie więcej ale też proszę o pomoc od czasu do czasu, gotowanie też na zmianę- oboje pracujemy i uważam, że równowaga pomiędzy pracą- domem i we wzajemnych relacjach jest najlepszą opcją: jak jest ciasto to super, jak nie ma to się kupi w cukierni najwyżej, chill 🙂

  • Bo wszystkie w głębi to lubimy tylko się przyznać nie chcemy xD

  • Powiedz mi studiujesz zaocznie czy jak? że masz tylko tyle zajęć.
    Prawdziwą bolączka prawdziwych pań domu jest moim zdaniem to, że nie wychodzą do ludzi na co dzień. Ty np. studiujesz więc wychodzisz normalnie do ludzi, masz odskocznie od domu. Jeżeli nie pracujesz/ nie zajmujesz się czymś poza pracą w domu w pewnym momencie masz dość. Ja siedziałam w domu w te długie wakacje po maturze- myślałam, że coś mnie trafi po tych kilku miesiącach codziennych obiadków, sprzątania kuchni, odwożenia rodzeństwa do szkoły, pracy w ogrodzie. I doszło do tego, że gotowanie czy inne zajęcia które do tej pory lubiłam wykonywać zaczęły mnie wkurzać. Poza tym takim paniom domu w pewnym momencie przestaje zależeć na sobie bo przecież tylko siedzą w domu.

    • Studiuję dziennie 🙂 Tylko np. poniedziałki mam wolne, w czwartki mam tylko dwa wykłady, a w piątki jedne zajęcia, więc tak naprawdę studiuję tylko we wtorki i środy.
      Myślę, że jak się jest już taką etatową panią domu, to trzeba jednak pomyśleć też o sobie. Ja też w wakacje siedziałam sama w domu, ale starałam się um,awiać z koleżankami, a jak się nie dało, to chociaż pisałam z nimi na czacie czy coś. Masz rację, czasami przestają dbać i myśleć o sobie – to bardzo smutne, niestety.

    • Jak ci dobrze 🙂 Ja niestety mam bardziej rozwalony plan więc mam zajęty cały tydzień.
      Mi niestety po harówce w domu nic już się nie chciało.

    • Anonymous

      Ale przecież gdy się mieszka w mieście tych obowiązków nie jest dużo, utrzymanie porządku na kilkudziesięciu metrach, gdy mieszkają tam tylko, dwie (cztery) dorosłe osoby nie jest wyzwaniem.
      Lubię dbać o woje mieszkanie i nie uważam tego za ciężką pracę. 🙂

  • Kapcie mi nie spadły. Bo po prostu się z Tobą zgadzam;) I chyba nie mam nic więcej do dodania;)

  • Ja nie cierpię sprzątać, a szczyt moich umiejętności kulinarnych to zagotowanie wody na herbatę. Dla mnie to naprawdę robota za którą należy się ogromny szacunek, bo często nawet za ten ugotowany obiad w podziękowaniu nikt nie beknie. Najbardziej niewdzięczna praca jaka może być. Pozdrawiam.

  • Gotować też lubię, ale sprzątać? W życiu! Zwyczajnie dobrze czuję się w bałaganie i kompletnie nie odczuwam potrzeby sprzątania. Jakoś nawet nie kusi mnie aby zrobić łóżko jak przychodzą znajomi, w końcu nie mieszkam w muzeum. Pozdrawiam. 🙂

  • Pytanie mam: na wrocławskim nie ma żadnej uczelnianej gazety?

    • jest jakaś, ale nikt jej nie czyta. Nawet nie pamiętam jak się nazywa 😀

    • Pytam, bo u mnie są dwie osoby z wrocławskiego, ale nie z dziennikarstwa i mnie to zastanowiło ;d. Nawet wzmianki nigdzie o niej nie znalazłam xD.

  • A już myślałam, że to tylko ja jestem jakaś „dziwna”. 😀

  • Lubię sprzątać bo wtedy odpoczywam, i lubię gotować, choć nie zawsze mi wychodzi:) Narzeczony mi w tym pomaga i nigdy nie jest tak, że kiedy ja zrobię więcej bo on nie ma np. czasu, to on to przyjmuje jako normalne, tylko potrafi mi za to podziękować:) pod tym względem jesteśmy udani 😉

  • Dlaczego bycie kurą domową jest złe? To chyba kwestia tego,o co tak usilnie walczą feministki. O przepraszam, walczyły. Bo teraz chyba coś im się pomieszało i same nie wiedzą czego chcą. Też lubię sprzątać sama, bo kiedy ktoś mi pomaga to muszę to po nim poprawić (takie tam zaburzenie lekkie). Ale masz rację, że nie należy się wstydzić tego, co się lubi robić, chociaż jest to sprzątanie i gotowanie. Były kiedyś takie badania chyba, gzie policzono, że wszystkie prace w domu wykonywane przez kobietę w przeliczeniu na zarobki to coś około 2 tyś zł. Także tu się nie ma czego wstydzić =)

  • Ja lubie być kurą domową. Kurczę to naprawdę fajne zajęcie…. i ważne. Bo przecież my uwielbiamy wracać do domu gdzie jest posprzątane i ktoś o niego dba .

  • Mam identyczne podejście 😀 Też nie rozumiem hejtu na dziewczyny, które wcześnie wpisują się w taką rolę. A co do pierwszej gwiazdki – mam to samo…

  • a ja mam tak jak ty 🙂 M pracuje po 12 h dziennie, co prawda ma prace tydzien na tydzien, ale pratycznie w jeden tydzien go prawie nie ma a w drugi jest (ale i tak czesto na dwa dni pojdzie do rodzicow a weekend spedzi w szkole) ja jednak duzo bardziej niz chodzic na zajecia lubei zwyczajnie posiedziec w domu w tle puscic tv, ogarnac mieszkanie, lazienke, zrobic pranie… co prawda gotowac nie gotuje jakos specialnie bo nie lubie. akurat to robimy wspolnie albo robi M, xd ale w ogole nie czuje sie zle ze zajmuje sie tym domem, troche ogarniam i czasem zrobie jakis obiad. mnie tam nie jara studiowanie i kariera. to mnie nuzy i meczy. moze tez dlatego ze nie mam jakiejs takiej pasji ktorej chcialabym sie poswiecic… moze. ale i tak poki co marze o zalozeniu rodziny 🙂

  • fajne! i na czasie, nie wstydzmy się być kurami:)Pozdrawiam Marta!

  • Ja sprzątanie uważam za czynność tak ‚trywialną’, że nie zawracam sobie nią głowy więcej niż to potrzebne. W brudzie nie żyję, jestem zorganizowana, tyle mi wystarcza. Gotowaniem się nie interesuję i nie miałabym nic przeciwko, gdyby ktoś mi robił codziennie kanapki (tylko gdzie znaleźć takiego człowieka?). Kurą domową nie będę i nie czuję z tego powodu żalu. 😉 Wykonuję tyle obowiązków domowych, ile nakazuje mi samodzielność.
    Kury domowe, które lubią to swoje ‚kurowanie’ są prędzej doceniane niż krytykowane (powstrzymywać kogoś, kto ci za darmo i z pasją sprząta? co to za pomysł?!). Zdarzają się jednak często takie przypadki kobiet, które harują w domu, harują w pracy, męcząc się przy tym niemiłosiernie, ale własnego faceta za nic nie kopną w dupę, żeby pomógł zamiast leżeć przed telewizorem.

    • Tacy faceci są najgorsi…. I tak jest bo kiedyś było przekonanie że kobieta ma siedzieć w domu..
      Pranie mózgu było jak nic i niestety tak zostało do dzisiaj !!! Wiadomo jakie są warunki w naszym kraju i często obie osoby muszą pracować żeby utrzymać się jakoś (nie wszyscy mają wysoką pensję) a kobieta wracając z pracy ma jeszcze sprzątać (sama!) to nie jest sprawiedliwe. Tak nie powinno być. Jeśli oboje małżonków pracuje, to tak samo oboje powinni zajmować się domem, no chyba że im nie przeszkadza syf to już inna sprawa. ..

  • Ja odkąd weszłam w świat blogowy to widzę i wiem, że kobiety „pracujące” w domu są naprawdę bardzo pomysłowe, twórcze, optymistyczne itd. I zupełnie nie pasuje mi do nich ta stara ksywa kury domowej
    Poza tym widzę, że masz podobne nastawienie do mojego. Mi również sprawia przyjemność to, że żyjąc z drugą osobą robię coś dla nas. Akurat u nas jest tak, że się uzupełniamy. Ja dużo sprzątam, lubię mieć wokół siebie porządek. On natomiast nie lubi sprzątania i w zasadzie tego nie robi, ale za to gotuje jak Gesslerowa 🙂 jest też majsterkowiczem i złotą rączką. Więc jest w zasadzie tak jak mówisz – może i druga osoba nie robi tego czy tamtego, ale za to nadrabia czymś innym. Choć na pewno są wyjątki od reguły 😉

  • zapomniałaś dodać, że jeszcze obrywasz od Chłopaka, bo zupa była za słona, a do obiadu znowu są warzywa zamiast wielkiego, tłustego mięcha x2 😛

  • Ja mam takie odczucie jak jestem pomiędzy niektórymi znajomymi (bo w niektórym towarzystwie nie), że jak nie pracuję to tylko się obijam… Wychodzą z założenia że każdy musi pracować, inaczej jest nikim i takie osoby nie bardzo szanują.
    Ale mi to jakoś nie przeszkadza specjalnie, chłopak pracuje a ja zajmuje się domem.. są jednak niektóre warunki które postawiłam i na które się nie zgodzę, bo przepraszam bardzo, ale zbieranie brudnych skarpetek i sprzątanie po facecie po obiedzie to dla mnie przesada. Zajmowanie się domem to nie usługiwanie komuś i podstawianie pod nosek wszystkiego i chodzenie za kimś z miotełką. Gotowanie obiadu jest jak najbardziej ok., porządki w domu itp. jeśli oboje partnerów tak zadecydują nie jest żadnym wstydem wg mnie. Mało tego wcale nie jestem nierobem, wręcz przeciwnie studiuję, realizuję swoje pasje, a nie jakby się wydawało tylko sprzątam, gotuję a poza tym się nudzę i siedzę z tyłkiem na kanapie. .. ;))

  • ‚wychodzę z założenia, że ja to zrobię lepiej’ – haha, skąd ja to znam.. czasem mam pretensje do partnera, że mógłby coś zrobić za mnie – a kiedy już to robi, mam pretensje, że nie robi tego po mojemu 😀
    u nas generalnie podział obowiązków, ale staramy się wyczuć nawzajem – każdy ma czasem gorszy tydzień i mniej czasu na zmywanie, gotowanie czy umycie piekarnika 🙂 grunt to sobie pomagać, cel jest przecież wspólny – żyć w miarę czystym (choć nie pedantycznie ;)) i ogarniętym mieszkaniu 🙂

  • Tez lubię gotować, inne prace domowe raczej nie są dla mnie. U mnie zawsze był podział obowiązków bez względu na płeć.

  • U mnie w domu generalnie to mama pierze sprząta gotuje. U rolników tak jest. Ja sam lubie piec castka ciast ciasteczka. Gotować powoli sie uczę. A ze sprzątaniem bywa różnie. Raz lepiej raz gorzej. Choć jak moja mam codziennie tak z pięć razy powie mi ogarnij ten pokój to w końcu to zrobię. Polubiłam np.: mycie garów , ale ścieranie kurzów to bezsens. zależy…

  • Ja uwielbiam piec. I bardzo cieplutko robi się na sercu, kiedy ktoś mówi, że ciasto wyszło pyszne. Bycie kurą domową to na pewno nie jest wstyd, choć w dzisiejszym świecie pogoń za rozwojem osobistym robi swoje i w ten sposób „wypacza” nasz punkt widzenia. Ale co jak co, sprzątania chyba nigdy nie polubię 🙁

    Pozdrawiam serdecznie!

  • A ja właśnie dostrzegam w moim otoczeniu co raz więcej dziewczyn co myślą jak ty, które uwielbiają gotować, piec, sprzątać i nosić zakupy, a nawet prać te skarpetki co się walają po całym domu 🙂 Sama na razie nie mieszkam z drugą połówką, ale mam taką wizję, że po ślubie zostaje w domu, zajmuje się dziećmi i całym rozgardiaszem, a od czasu do czasu przyjmuje jakieś zlecenie, żeby mieć na swoje wydatki. Jednak jak będzie w przyszłości to się dopiero okaże 😉 a bycie Kurą Domową nie jest niczym złym 🙂

  • Nie na temat, ale muszę to napisać. Wiesz jak przyciągnąć czytelnika i zachęcić do czytania. To w Tobie uwielbiam! 🙂

  • dla mnie to również nie jest upokarzające. Każdy powinien robić, to co lubi. Wydaje mi się, że te wszystkie teksty, o kurach domowych, to powtarzają głownie leniwe kobiety, którym nie chce się machnąć ścierą. O! i feministki 😛
    Przyjemniej jest w czystym domu, nieprawdaż?:)

  • Świetny wpis. Ja też lubię bycie kurą domową (mimo, że nie jestem nią na pełen etat), lubię próbować być perfekcyjną panią domu i irytuje mnie kiedy ktoś to krytykuje. Też mam dużo czasu, bo podobnie jak Ty mam tylko 4,5 godziny zajęć w tym roku 🙂 Póki nie muszę, nie zamierzam się rzucać w wir kariery 🙂

    Pozdrawiam!

  • świetny post !! brawo !!
    również nie uważam żeby bycie kurą domową oznaczało jakieś wyrzeczenia i wykorzystywanie….po prostu panuje taki stereotyp
    pozdrawiam gorąco

  • Wg mnie punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Kiedyś byłam Mr. Perfect lub taka Gosia Samosia. wszystko sama, sama tak ze mnie była ważna dama. Czerpałam przyjemność z tzw. prac domowych. Odkąd pojawiły się dzieci..wiesz mi…z prawdziwą przyjemnością się nimi dzielę..a czasem muszę „lekko” zmobilizować innych domowników do pomocy…pzdr

  • Myślę, że to właśnie media budują obraz kobiety sukcesu, bez rodziny, która tylko pracuje i dąży do celu po trupach, pokazując bycie kurą domową jako coś złego. Kiedyś było to całkowicie normalne, więc myślę, że nie jest to złe. Choć trzeba czasem też wyjść do ludzi żeby nie stać się kurą domową zamkniętą w czterech ścianach 24/7. 🙂

  • JAK TO? To kobieta nie powinna TYLKO leżeć i pachnieć, a facet pracować aż do wyrośnięcia garba?!
    Oczywiście, ironizuję… ale trochę strach pomyśleć, jak będzie wyglądało społeczeństwo jak nasze roczniki powchodzą w wiek bardziej dojrzały.

  • A ja mam 20 lat(jeszcze!) i nie wyobrażam sobie być kurą domową z moim stylem życia. Nie lubię robić komuś kanapek,a moje obiady gotuje o 23 by wziąć coś do zjedzenia na moje 10 czy 14godzinne dni na wydziale/pracy/zajęciach dodatkowych. To mi się robi kanapki ;)Sprzątać nie muszę dużo bo gdy nie ma mnie wiecznie w mieszkaniu bałagan się nie robi. O najwyżej kurz się zbiera,ale łatwo się go można pozbyć dzięki odkurzaczowi. Ale cóż podzwiam kury domowe,bo ja bym tak nie mogła. Najwidoczniej jestem jakąś odmiana pracoholizmusa,ale wiesz? W życiu musi być różnorodność nawet wśród kobiet. Chociaż nie wykluczam,że za XX lat zechce mi się być kurą domową i robić kanapki. Ale to raczej odległa przeszłość. Póki co przerasta mnie ugotowanie obiadu w weekend dla Kogoś,bo…on ma mniej zajęć więc niech on gotuje! 🙂

  • Trafny post! Mogę go podsumować bardzo krótkim pytaniem: skąd ja to znam? 😉 Moje koleżanki też się dziwią, że tak można żyć, ale mnie to odpowiada! 🙂 Ten post pojawi się u mnie na blogu w poniedziałkowej notce dotyczącej tygodniowych inspiracji.

    Serdecznie pozdrawiam, http://www.smolish.blogspot.com

  • Jakbym czytała o sobie! Też mam 20 lat, mieszkam z chłopakiem i studiuję. Uwielbiam gotować! Sprzątanie też nie jest dla mnie udręką. Jestem z siebie dumna, gdy wszystko wokół mnie jest pięknie poukładane, a moje kuchenne eksperymenty smakują Lubemu. Fajne to takie. Mi daje dużo szczęścia :))
    Aż mam ochotę Cię przytulić!

  • Mam dokładnie tak samo ! Dzięki za ten tekst 😉

  • * niestety mam tak samo, uważam, że robię to najlepiej, ba nawet jak Mąż coś zrobi to pójdę i po nim poprawię ! Ostatnio nawet złapałam się na tym, że jak jestem u kogoś to chętnie poprawiłabym jego posprzątane mieszkanie. Okropna cecha. 😉

  • Ja też lubię być kurą domową. Uwielbiam pichcić 😀 Moja mama twierdzi, że za młoda jestem, że u nas to już jak w starym małżeństwie. Ale skoro nam to odpowiada to dlaczego mamy zmieniać tylko dlatego że ktoś widzi coś inaczej? House menager górą :))

  • Z drugiej strony ja nie rozumiem panienek które nie wiedzą jak ugotować jajko czy włączyć pralkę. Chociaż zdecydowanie jestem za dzieleniem obowiązków w związku na pół, bo nie może być tak, że kobieta będzie gotować, latać ze ścierą i jeszcze robić kanapki. Ja co prawda robię kanapki mojemu mężczyźnie, jak i ugotuje mu coś czasem, ale to on jest masterem w sprzątaniu xD Chociaż najlepsze jest wykonywanie obowiązków wspólnie <3

  • A mnie ostatnio sprzątanie daje taką dziką radochę, że mogłabym sprzątać dniami i nocami 😀

  • Może zacznę od tego, że od czasów gimnazjum mieszkam z tatą i bratem. Przypomniała mi się pewna sytuacja, jak wyrywałam chwasty z ogródka przed blokiem (to mały blok z podwórkiem, jest pies, altana, jest fajnie:)) i wpadły do mnie dwie koleżanki z propozycją wyjścia na spacer. Powiedziałam, żeby usiadły, a ja za chwilę skończę i wyjdę z nimi. Zapytały, czy nie mogę poprosić taty żeby skończył za mnie, ewentualnie skończę później. Odpowiedziałam, że nie, bo sama przyszłam do tego ogródka, żeby zrobić z nim porządek i chcę skończyć 🙂 Były w ciężkim szoku, że ja, jeśli dobrze pamiętam – piętnastoletnia dziewczyna wzięłam rękawiczki i poszłam pracować. Od gimnazjum również sprzątam, piorę(bo, olaboga, mój Padre prał czarne z białym!), a nawet ściany maluję, bo idzie mi to sprawnie dość. 🙂 Co więcej, trochę nawet nawiążę do postów o wczesnej ciąży (nie, nie jestem :D) i wczesnym małżeństwie. Mam chłopaka. Często rozmawiamy o tym, że chcielibyśmy wziąć już ślub. Mamy niecałe 19 lat, ale mamy za sobą różne komplikacje i kiedy trzeci raz stwierdziliśmy, że żyć bez siebie nie możemy, ani przez chwilę nie wahałam się, by przyznać, że to on będzie moim mężczyzną do końca życia. Myślę, że jeśli zdarzyłaby nam się tzw. wpadka, to najgorszym dla mnie byłaby reakcja innych osób. Ja bym sobie poradziła, z pewnością. Czasem, jak mam gorsze chwilę, to mówię mu, że tak bardzo chciałabym już mieć swoją rodzinę, tą najważniejszą na świecie (wydaje mi się, że to przez rozwód rodziców mam takie ciągoty). Sprzątałabym, gotowałabym, szyłabym… I najważniejsze, lubiłabym.

    Trochę się rozpisałam, czasem muszę. Pozdrawiam 🙂

  • Ooo, że dopiero dzisiaj to przeczytałam, jak sama o czymś podobnym pisałam:D Kury domowe rlz;D

  • Anonymous

    Ja cały czas się zastanawiam nad rolami w związkach i cały czas nie wiem jak to powinno wyglądać… ale jak czytam takie cos – http://www.styl.pl/uczucia/jak-zyc/news-kto-dzisiaj-sprzata,nId,1071978,nPack,1#pst68756527 – to mnie krew zalewa… przecież tak nie można!

  • Napisałaś to, co mi od dłuższego czasu chodzi po głowie. Z obecnym narzeczonym mieszkamy razem już prawie dwa lata, podczas gdy większość moich znajomych spotyka się raz na jakiś czas ze swoimi partnerami. W życiu bym się z nimi nie zamieniła, bo ja jestem takim człowiekiem, który po prostu MUSI mieć ukochaną osobę blisko siebie, a gotowanie dla tejże osoby mi zupełnie nie przeszkadza, a wręcz przeciwnie – bardzo lubię gotować i mocno się przy moim A. rozwinęłam kulinarnie z powodu jego różnych alergii 🙂 za co on strasznie mnie docenia i chwali każdy posiłek, który mu posmakuje 🙂 nawet moi niealergiczni znajomi uwielbiają moje wegańskie ciacha, co mnie bardzo cieszy, bo każda ich pochwała mnie uszczęśliwia, bo…lubię się czuć użyteczna 🙂

  • A może po prostu chodzi o to, że ‚kura domowa’ źle brzmi 🙂 Każda z na chce być perfekcyjną panią domu, idealną gospodynią a nie nazywana ‚kurą domową’, to w jakiś dziwny sposób ubliża, źle się kojarzy a to jedynie gra słów. Proste słowa ‚kobieta’ i ‚baba’. Niby bardzo podobne i praktycznie to samo oznacza a każdy ma w głowie inny obraz. Kura domowa jest przesiąknięta obowiązkami domowymi, zmęczona życiem, robiąca wszystko z przymusu i popadająca w rutynę natomiast perfekcyjna pani domu to kobieta sukcesu, której w życiu wszystko się udało, zadowolona z tego co robi. A przecież robią to samo 🙂 Tak myślę.

  • Anonymous

    Ktoś tu trafnie zauważył- największą bolączką „kur domowych” jest nie wychodzenie do ludzi i to jest problem, a nie sprzątanie czy gotowanie

  • E.

    Za 2 dni skończę 23 lata. Jestem kurą domową dla mojego mężczyzny. Układ mamy taki – ja się zajmuję domem ( jak to ktoś ładnie określił opiekuję się domowym ogniskiem) plus zaprowadzam i odbieram dziecko z przedszkola, On pracuje, płaci wszystkie rachunki. Co tydzień mam własny przychód pieniędzy które rozdzielam tak żeby nie zabrakło jedzenia, czy innych potrzebnych drobnych rzeczy do życia plus drobny zapas na „jakby co”. Układa nam się dobrze, każdy ma swoje zadania do wypełnienia, ale jeśli któreś z nas potrzebuje pomocy druga osoba zaraz przychodzi z odsieczą, i tak samo jak ktoś się źle czuje/ma zły dzień lub po prostu brak sił bądź chęci druga osoba też to rozumie i nie ciska a jak może to pomaga. Przykre jedynie jest postrzeganie przez resztę otoczenia na moją część zadań – jestem kurą domową i w związku z tym z opinii publicznej: nic nie robię tylko się opierdzielam bo siedzę w domu, powinnam iść jak każdy normalny do pracy, jestem leniwa bo nie chce mi się iść do pracy tylko wolę siedzieć i nic nie robić, i tak w kółko ile razy rozmawiam z rodziną bądź znajomymi każdy, ale to każdy pyta czy WRESZCIE znalazłam prace. Luby mój uważa że układ mamy dobry, ja podzielam jego zdanie, pieniędzy nam nie brakuje, jesteśmy szczęśliwi a ja po prostu lubię zajmować się domem gdzie mogę gotować, piec, sprzątać, szyć i rozwijać się tak jak chcę, i co najważniejsze mogę dbać o tych których kocham.

  • Mam 20 lat i bycie kurą domową to dla mnie koszmar. Nienawidzę tego. Może to być dlatego że mój były chłopak w ogóle mi nie pomagał, wiec on chodził i bałaganił a ja chodziłam i po nim sprzątałam, bo lubię mieć zadbany dom. Moim zdaniem dobrze gotuje, a jemu zawsze coś nie pasowało. Na szczęście już z nim nie mieszkam, i ani trochę nie przeszkadza mi sprzątanie czy gotowanie. A więc ja myślę że to czy druga osoba doceni nasz wysiłek ma duże znaczenie.

  • Anna J.

    Właśnie od niedawna mieszkam razem z ukochanym i cały czas się zastanawiam jaką kobietą chciałabym być i cały czas mam mętlik w głowie związany z tym czy być „kurą domową” to spoko czy nie lepiej nie wiem, wymyślić nowego modelu czy coś, czy to nie złe, że on nie pamięta o niczym i muszę być i jego i moim kalendarzem i do tego planować posiłki, bo on jakby mógł to jadłby na okrągło schabowego z ziemniakami na zmianę z kfc, ale jakoś dobrze mi z tym, że powoli tworzymy rodzinę i każdy ma jakieś zadania, nawet jak są stereotypowe. Ja też teraz siedzę częściej w domu bo magisterka i mało zajęć a on pracuje. Ja gotuję, a on wraca z zakupami (jak dostanie listę 🙂 ) i jest fajnie 🙂

  • Napisałaś bardzo mądry tekst, nie ma w tym nic złego, że sprzątasz, pierzesz i gotujesz. Jeśli tylko nie czujesz się nękana i zagoniona do ciężkiej roboty i opiekowanie się domem sprawia Ci przyjemność to znaczy, że jesteś świadomą kobietą i ustaliłaś sobie priorytety na tę chwilę. Nigdy nie wiadomo jak potoczy się przyszłość, może kiedyś Twój chłopak będzie musiał zostać w domu i role się odwrócą, ale i z tego wyjdziecie obronną ręką. Lepsze takie podejście, niż bycie brudasem, który nie potrafi ogarnąć własnej garderoby 😉
    Pozdrawiam i trzymam kciuki za to, by nie opuszczała Cię pasja. A dziwnym koleżankom możesz co najwyżej pokazać język delektując się własnoręcznie upieczonym ciachem, podczas gdy one zamówią kolejnego chińczyka… 😉

  • Marta K.

    Hahaha, doskonale Cię rozumiem bo mam podobnie – lubię gotować, sprzątanie też nie jest dla mnie karą i też jestem osobą typu „zrobię to najlepiej” 😀 Nawet, jeśli gotujemy z chłopakiem obiad, to ja wszystkim kieruję i wykonuję najważniejsze czynności, ale widać „Marty” tak mają, bo mam 2 inne koleżanki o tym samym imieniu i mają ten sam syndrom 😉

  • Również Marta

    Zaskakujące jak dokładnie opisałaś coś co chodzi mi ostatnio ciągle po głowie. W dodatku zauważam zastraszające podobieństwo między nami, pomijając już nawet samo imię. 😉
    Powodzenia ze wszystkim!