Jesteście ze sobą tak długo, że ledwie pamiętasz okres swojego bycia singlem, ludzie uważają was za cudowną parę i wszyscy – łącznie z sąsiadką z dołu – wróżą wam niedaleki ślub.  I zazwyczaj jest dobrze: bo przecież nie pierze cię kablem od żelazka za każdym razem, gdy podasz słoną zupę i nie wyzywa cię od najgorszych, kiedy jest pijany. Ale od jakiegoś czasu masz dziwne uczucie, że coś jest nie tak. Że może koledzy nie powinni być zawsze ważniejsi. Że może nie powinien tak ciągle bezpardonowo wyliczać tego, co powinnaś w sobie zmienić. Że może to źle, że on ciągle myśli tylko o sobie.
Że może jesteś ślepa i powinnaś wreszcie wylać na siebie kubeł zimnej wody. A potem z nim zerwać.




Kiedy ktoś mówi o toksycznych związkach, większość osób wyobraża sobie parę, u której co chwila są burdy, kłótnie, przemoc fizyczna i wyzwiska. Wszyscy w takim przypadku potakują równo głowami, poklepują po ramieniu i każą tej jednej połówce – męczonej i z siniakami pod okiem – uciekać tak szybko, jak tylko to możliwe. Ale ci sami wszyscy niedowierzają i zastanawiają się, co poszło nie tak, kiedy na pozór idealna para zrywa z hukiem i całe miasto dowiaduje się, że nie są już razem. Bo przecież nie miała siniaków, nie?

Olśnię was: przemoc to nie jedyna rzecz, której on nie powinien robić. Związek może być toksyczny nawet wtedy, kiedy on cię nie wyzywa i po pijaku nie popycha na chodnik. Mam wrażenie, że dziewczyny same z siebie pozwalają swoim partnerom przekraczać granice, na których oni nie powinni stanąć nawet małym palcem u stopy. Uważają, że przecież tak powinno być, bo przecież miłość to skłonność do poświęceń, do cierpienia i do wspólnego oglądania Titanica. No cóż, nie. Nikt wcale nie powiedział, że musicie być razem do końca życia. Nikt nie mówił, że jeśli nie będziecie razem, to świat się zawali. Prawda jest brutalna, ale tego kwiatu jest pół światu i jeżeli on traktuje cię źle, to powinnaś uciekać tak, że zdąży zobaczyć tylko kurz, który zrobisz. Bo wiesz czy nie, zasługujesz na więcej. Serio.

CHCE W TOBIE ZMIENIĆ WSZYSTKO

To normalne, że ty chcesz być lepsza dla niego i on chce być lepszy dla ciebie. Że przed spotkaniem pindrzysz się przez godzinę przed lustrem, a on goli zarost, z którego wcześniej był tak cholernie dumny. To bycie lepszym może dotyczyć też innych aspektów: możesz zacząć czytać więcej książek, bo on chciałby z tobą pogadać o literaturze; ty proponujesz mu wspólne bieganie, bo chciałabyś, żeby bardziej zadbał o swoje zdrowie i jednocześnie zrzucił piwny mięsień… i to wszystko jest okej. Dopóki on nie każe ci poprawiać wszystkiego. Kiedy zaczyna ciągle wytykać nowe rzeczy, które chce w tobie zmienić. Kiedy próbuje cię dopasować – jak plastelinę – do siebie, swojego trybu życia i swoich przyzwyczajeń. Kiedy zaczynasz odnosić dziwne wrażenie, że wolałby zupełnie inną dziewczynę i kompletnie NIC w tobie nie lubi.

Uciekaj. Naprawdę. Dlaczego dziewczyny nie widzą, że nigdy się nie dopasują? Że zawsze będzie coś, co on będzie chciał zmienić? Powiedzcie mi, dlaczego, do cholery, nie dostrzegacie tego, że zamiast być sobą, stajecie się panią-idealna-dziewczyną i tracicie całą swoją osobowość? Nie chcę was martwić, ale życie trwa kilkadziesiąt lat. I głupio byłoby przez cały ten szmat czasu udawać kogoś, kim się nie jest.

ON NAJWAŻNIEJSZY, TY NAJMNIEJ WAŻNA

Nie muszę mówić, że jeśli spotykasz się z kompletnym egoistą to na dłuższą metę to nie ma sensu? Jeżeli on myśli tylko i wyłącznie o sobie i ma gdzieś twoje potrzeby – także uciekaj. Oczywiście, że każdy powinien być trochę egoistyczny, bo to jest najzwyczajniej w świecie zdrowe, ale bez przesady. Jeśli on wiecznie ma cię gdzieś, najważniejsze jest jego zdanie i nie dba o to, jak się czujesz, nie tłumacz sobie, że każdy facet taki jest. Wcale nie. Uciekaj, mówię ci, uparta babo.

PRZEPRASZAM, PRZEPRASZAM, PRZEPRASZAM

W waszym związku głównie ty przepraszasz. Za wszystko. Za to, że on cię wyzwał, za to, że głośno oddychasz i za to, że zapomniałaś podgrzać mu rano kapcie, żeby jego królewskie stopy czasami nie zmarzły. NIE MOŻE być tak, że zawsze to ty przepraszasz, nawet jeśli niczego nie zrobiłaś. Wiem, że niektóre dziewczyny robią to, bo boją się, że facet  z nimi zerwie, jeśli nie załagodzą konfliktu. Serio? To niech zrywa. Uwierzcie mi, złamane serce jest o wiele lepsze niż pokazanie komukolwiek, że nie macie do siebie szacunku i dajecie sobą pomiatać. Żeby nie było: jeśli to ty coś przeskrobałaś, to chyba oczywiste, że powinnaś przeprosić. Mówię o przypadkach, w których dziewczyna przeprasza chłopaka za coś, czego nie zrobiła lub bierze jego winę na siebie. No trzymajcie mnie, bo zaraz padnę!

O CO MI CHODZI I CZEMU SIĘ CZEPIAM?

Nie chodzi mi o to, żebyście teraz analizowały każdy szczegół waszego związku i niepotrzebnie zrywały z waszymi chłopakami. Po prostu widzę jak wiele dziewczyn daje się wykorzystywać z różnych powodów: bo boją się odejść („przecież nikt inny mnie nie zechce”), bo są z nim już tak długo („mieliśmy przecież wziąć ślub, jesteśmy razem 4 lata”), albo najczęściej, najzwyczajniej w świecie kochają tego bęcwała. Wiem, że trudno jest podjąć taką decyzję, zwłaszcza, jeśli związek trwał długo, ale dziewczyny… obudźcie się, do cholery. Naprawdę nie ma powodu trzymać się jak rzep psiego ogona kogoś, kto traktuje was źle i nie ma do was szacunku. Nie można dać sobą pomiatać. Bo w imię czego? Miłości? Serio?
Toksyczny związek wcale nie oznacza bicia i wyzwisk. To szereg różnych rzeczy, które sprawiają, że nie jest tak, jak być powinno. To, co czuje serce jest ważne, ale trzeba też dać szansę swojej głowie. Żeby oceniła, czy nie pakujecie się czasami do klatki.
Takiej zamkniętej na cztery spusty.

WAŻNA INFORMACJA! 

Zmieniłam adres bloga, zmienił się też fanpage na facebooku. Jeżeli czytacie mnie regularnie, radziłabym Wam kliknąć „lubię to”, bo wrzucam tam dużo rzeczy, zarówno prywatnych jak i bardziej związanych z blogiem, z którymi warto być na bieżąco.

FACEBOOK