Wstajesz rano i od razu wiesz, że ci się nie chce: każda część twojego ciała woli zostać w łóżku, próbując przylepić się do prześcieradła i schować się pod kołdrą. Ze zniechęceniem żujesz kanapkę na śniadanie myśląc o tym, jak cholernie nie lubisz tej pracy. W ciągu dnia tysiąc razy przychodzi ci na myśl, by teatralnie wstać i krzyknąć: odchodzę! Nie robisz tego, nie jesteś przecież jednym z tych wariatów, którzy śmią spełniać swoje marzenia.
Zamiast tego wracasz do domu i opowiadasz znajomym jak bardzo do dupy było w robocie. Że szef okropny, pracownicy fałszywi, kupa durnych klientów i obowiązki nudne jak flaki z olejem.
A potem nadchodzi kolejny dzień i znów to samo. Narzekać przecież łatwiej, co nie?

depresja załamanie smutek dziewczyna kobieta na kanapie nogi łydki uda blog nienawidzę nie lubię własnej pracy



Co rusz gdy wyjdę na ulicę, odpalę jakiś portal społecznościowy czy podsłucham rozmowę w tramwaju, wszędzie to samo: narzekania, jak bardzo nie chce się iść do roboty, jak tam jest źle, okropnie, dennie i że w porównaniu z pracą to wszystkie kręgi piekieł Dantego to niesamowite wakacje z orgiami gratis. Naprawdę nie rozumiem.
Nie mieści mi się w głowie, jak w dobie bezrobocia i narzekania na to, że pracę znaleźć jest trudno, ktoś jest tak bezczelny, by ciągle na nią zrzędzić. Nie mam pojęcia jak to jest możliwe, że ktoś zarabia kupę kasy i jeszcze narzeka. Nie mogę pojąć jak to jest, że dobrze wiemy, że ktoś inny wziąłby naszą robotę z pocałowaniem ręki, a i tak mamy czelność jęczeć i skarżyć się, bo – wyobraźcie sobie – ktoś każe nam rzeczywiście coś w tej pracy ROBIĆ. No koniec świata, czyż nie? W pracy każą nam pracować – doprawdy, paranoja.

POMYŚL INACZEJ

Mam wrażenie, że mamy problem z docenieniem tego, co posiadamy. No wiecie: kupujemy laptopa i marzy nam się komputer stacjonarny; dostajemy telewizor i żałujemy, że nie kino domowe; mamy całkiem dobrą pracę, ale wolelibyśmy, żeby ktoś nam płacił za nic. Tak samo jest z naszym narzekaniem na robotę: jesteśmy w stanie truć tyłki innym ludziom o tym jak jest tragicznie, ale zapominamy, że moglibyśmy tej pracy w ogóle nie mieć i żyć tak, że ledwo starczałoby na jakiekolwiek opłaty. Nie zdajemy sobie sprawy, że ktoś inny dziękowałby niebiosom, że go zatrudnili na naszym stanowisku. Łatwiej jest przecież pojęczeć, ponarzekać, poużalać się nad sobą – to jest wygodne. Tak to się teraz robi.

depresja załamanie smutek dziewczyna kobieta brązowe rude włosy nogi łydki uda blog nienawidzę nie lubię własnej pracy

Jeśli zaś naprawdę tam jest tak źle, to zadaj sobie pytanie: co ty tam do cholery jeszcze robisz? Czemu nie rozglądasz się za czymś innym? Ja wiem, że teraz są problemy, bo bezrobocie, bo mało ofert, bo pracodawcy mają wymagania nie z tej ziemi, ale uwierz: naprawdę lepiej jest siedzieć na dupie i szukać tych cholernych ogłoszeń oraz słać tysiąc CV i listów motywacyjnych niż kolejny dzień z rzędu gadać bzdury o tym, jakiego masz durnego szefa. Naprawdę. Jęczenie nie sprawi, że nagle zadzwoni telefon i ktoś zaproponuje ci idealną posadę.
A może problem leży w czymś innym: może ty już te wymarzone stanowisko masz, ale nie potrafisz tego docenić?

I nie mówię tu o ludziach, którzy poszli do pracy takiej a nie innej, bo ich życie do tego zmusiło. Mówię o tych, którzy wybierali świadomie, a teraz marudzą na prawo, lewo, górę i boki.

RUSZ TYŁEK I ZNAJDŹ COŚ INNEGO

Dobra. Dochodzisz więc do wniosku, że nie narzekasz po to, by narzekać, ale najzwyczajniej w świecie twoja robota jest okropna jak prace artystów współczesnych, które przypominają raczej dziecięce bazgroły, niż sztukę.Co robisz? Najczęściej nic. Ze strachu, z obawy i z – nie ukrywajmy i nie pieśćmy się ze sobą – z lenistwa. To trochę tak jak trwanie w toksycznym związku: wiesz, że on jest energetycznym wampirem i czasami bije cię taboretem po głowie gdy zupa wychodzi za słona, ale dalej z nim tkwisz, bo przecież to ten jedyny. No cholera jasna, weź się w garść! Z tego co mówią plotki, życie jest tylko jedno i użeranie się w pracy, w której nie chcesz być i której nienawidzisz, nie ma żadnego sensu. Dlaczego ludzie tak bardzo boją się zmian?
Nie mówię, że masz jutro iść do roboty, rzucić papierami o stół i krzyknąć, że odchodzisz. Wiem, że niektórzy mają finansowe zobowiązania, kredyty, ciężką sytuację i naprawdę trudno sobie wyobrazić, żeby teraz rzucili robotę, skoro potrzebują pieniędzy. Ale… może warto zacząć myśleć nad przekwalifikowaniem się, zrobieniem kursu, własną firmą, bo.. kto wie, jeśli teraz zaczniesz, to za rok będziesz już w całkowicie innym miejscu?

facebook fejsbuk status wygląd nie lubię własnej pracy o pracy nienawidzę swojej roboty wpis lajki like

ZAMILCZ

Jeśli wiesz, że połowa świata dałaby się pokroić za twoją pracę i co druga osoba dziękowałaby Bogu, zarabiając tyle co ty, ale twoim zdaniem dalej ta robota jest okropna – po prostu zamilcz. Naprawdę. Bądźmy chociaż TROCHĘ wdzięczni za to co mamy i przestańmy grać biedne sierotki Marysie, które są skazane na okrutny los, chociaż tak naprawdę codziennie leżą na dmuchanym materacu w wypasionym basenie i sączą drinki. Jeśli nie z uwagi na to, że jęczenie jest po prostu dla innych irytujące, to chociażby z powodu tego, że jeśli czegoś nie doceniasz, to to znika. Szybciej niż myślisz.
I może będąc na bezrobociu dotrze do ciebie, że ta robota nie była wcale taka zła. Ale będzie już za późno.

A teraz powiedzcie mi: czy Wy lubicie swoją pracę? A może pracowaliście kiedyś gdzieś w jakimś okropnym miejscu? 

  • Anonymous

    Ja moje studia wręcz uwielbiam, ale nie przeszkadza mi to w narzekaniu na nie przed każdą wejściówką/kolokwium/sesją/robieniem sprawozdania.

    • Każdy lubi czasami ponarzekać, grunt to nauczyć się doceniać to, co się ma 🙂

    • Trudno porównywać studia do pracy. Studia to zabawa przerywana od czasu do czasu testem czy egzaminem. Dorosłe życie zaczyna się po studiach. Ale życzę Ci, abyś znalazła po studiach pracę, do której będziesz chodzić z przyjemnością, albo przynajmniej bez obrzydzenia 😉

  • A nie pomyślałaś o tym, że ktoś może po prostu swojej pracy nie lubić? Tak po prostu. Nie chodzi o to, że wolałabym żeby ktoś płacił mi za nic, szefostwo mam super, ale jednak praca, którą mam teraz nie jest dla mnie. Po prostu. Nie lubię jej, nie nadaje się do takiej pracy, ale przychodzę do niej gdy wypada mój dzień w grafiku, bo muszę, bo nie mam innej pracy, nie idzie innej znaleźć u mnie w mieście. A ponarzekać czasem lubię, niekoniecznie na facebooku, ale wśród znajomych, bo ten typ tak ma. I przypadkiem nie próbuj odpowiadać, że nie staram się znaleźć „lepszej dla mnie pracy” 😛 Bo powiedziałabyś to osobie, która rozniosła w ciągu miesiąca ponad 30CV i dostała odpowiedź na 2 🙂

    • Spoko, przecież nie napisałam w notce, że nie można nie lubić swojej pracy. Ale widzisz, rozniosłaś te CV, nie jęczysz 24 na siedem, że chcesz rzucić tę robotę, a o to mi najbardziej chodziło. Zdaję sobie sprawę, że jest ciężko na rynku, o czym też wspomniałam, po prostu nie znoszę, jeśli ktoś ciągle narzeka, a nic nie robi, kompletnie (jak widzisz po Twoim komentarzu doceniasz, że masz tą pracę, rozniosłaś CV, czyli w ogóle nie o Tobie – chyba na szczęście 😀 – ten wpis). Pozdrawiam 🙂

    • Chyba na szczęście 🙂 Trochę się rozeźliłam, bo to wszystko w kupie zabrzmiało jakbyś wrzuciła wszystkich do jednego worka … 🙁

    • Rozumiem, po prostu w tak krótkim wpisie nie da się wymienić wszystkich za i przeciw, lub albo ale, mogę tylko mieć nadzieję, że czytelnicy jakoś zrozumieją i wybaczą generalizowanie 🙂

  • Nie mam jeszcze zbyt dużego doświadczenia w pracy (prawie żadnego), ale bardzo bym chciała (i próbuję dążyć do tego) by moja praca w przyszłości nie była tylko źródłem zarobków ale czymś co będę lubić.

  • Em

    Pracowałam w wakacje jako kelnerka, zarabiałam naprawdę mało za naprawdę ciężką pracę. Mimo to, była to moja pierwsza prawdziwa praca i jestem wdzięczna za to doświadczenie (potrafię robić listki na kawie! ^^).

    Poza tym, zawsze mówię, że to wszystko zależy od nastawienia. 🙂

    Pozdrawiam,
    Em

    • O tak, nastawienie bardzo dużo zmienia. 🙂 Jeśli idę do pracy z pozycji „o nie, znowu…” to nie jest dobrze. Ale kiedy sztucznie się pouśmiecham i spróbuję znaleźć coś EKSCYTUJĄCEGO w tym dniu to nie jest tak znowu źle. 🙂

  • Charakterna jesteś. Lubię takich ludzi, niebanalnych i którzy chcą zainspirować do działania. Podpisuję się od tym tekstem obiema rękami.
    Wszystko ma dwie strony, ale jeżeli siedzimy i nawet nie próbujemy to nie zmieni się nic 😉
    Na pewno będę wpadać tu często.
    Zapraszam na mojego nowego bloga http://nursing-mission.blogspot.com/

  • Bardzo pozytywne podejście do sprawy, często doceniamy to, co mamy, dopiero, gdy to stracimy. Nie mniej jednak, posiadanie pracy, której się nie lubi, jest wspaniałym tematem do narzekania ; ) A przecież my, Polacy, to kochamy.

  • Tak pracowałam w okropnej restauracji. Traktowali ludzi jak szm*ty dosłownie! – Nienawidzę takich ludzi! A w dodatku za marne pieniądze. Dlatego sie dłużej z nimi nie cackałam tylko olałam ich 🙂 Czuje sie usatysfakcjonowana,ponieważ wystawiłam ich tak jak oni wystawili kilka razy mnie z wydaniem wypłaty 🙂

  • Chciałabym kiedykolwiek znaleźć sobie jakąkolwiek pracę.

  • Ja lubię swoją pracę 🙂 nawet przeprowadziła u siebie taką małą akcję 🙂 tworzę listę powodów, dla których lubimy swoją pracę… bo czasem o tym zapominamy…

    Kiedy pracowałam w miejscu, które mnie przygniatało – zwolniłam się. Jednak to było dawno. Byłam wtedy rok na bezrobociu i szukałam… do teraz nie żałuję tego zwolnienia, bo dzięki temu jestem tam gdzie jestem 🙂 ale ten rok był trudny…

  • swoją obecną pracę uwielbiam, choć nie jest lekko (jestem pomocą nauczyciela w przedszkolu), dzieciaki potrafią dokopać czy czasem jakaś plotkara nagada głupot lub rodzic zjedzie nauczyciela z dołu do góry i z góry do dołu, to jednak – choć masz rację, gdy o 6tej dzwoni budzik, to mam ochotę spać dalej, choć o 7mej zawsze stoję w korku, a autobus i tramwaj są przepełnione… to jednak świadomość, że jadę do moich szkrabów dodaje mi kopa 😉

    ale i owszem, pracę okropną też miałam, też narzekałam itp – szukanie czegoś co pokocham zajęło mi 9 miesięcy, więc korzystam z tych pozytywnych aspektów i martwię się co będzie za 2 miesiące, gdy kończy mi się umowa 🙁

  • Do pracy nie chodzę, więc „przetłumaczę” Twój post na szkołę. Ja na moje kochane technikum nie narzekam, bo choć siedem razy zmieniono nam plan, to i nauczyciele i uczniowie są naprawde wspaniali i nie ma na co narzekać. Także ja doceniam instytucję, w której się uczę i narzekać będę tylko w te dni, kiedy będzie jakiś sprawdzian do napisania 😉
    Pozdrawiam,
    Lina

    http://zchmurki.blogspot.com/

  • Najlepiej jest mieć pracę związaną ze swoim zainteresowaniami. Nie mam jeszcze za dużego doświadczenia w pracy zarobkowej, za to często pracuję pomagając rodzicom i wiem, że tej pracy tak łatwo nie rzucę, trudno odciąć się od nich. Zawsze jest łatwiej narzekać niż ruszyć tyłek i coś zrobić, zwłaszcza, że na ogół uwielbiamy narzekać na wszystko.

  • Obecnie mimo ogromnej pasji, która jest dodatkiem do mojego życia na emigracji, muszę ‚pocieszyć’ się inną, bardziej normalną, gdyż językowo nie jestem w stanie póki co ruszyć z własnym biznesem. Chowam go w rękawie, i wiem, że kiedyś otworzę tu swoją firme. Ale teraz muszę przeczekać cięzkie czasy, uczę się pilnie i przy okazji szukam pracy, którą nie tak łatwo mi znaleźć….

    Pozdrawiam!

  • Ana

    Strasznie narzekam na moją pracę, oj, strasznie 🙂 Ale niestety mam na co. Głównie jest to zarządzanie pracą w mojej firmie, głównie w dziale, ale nie tylko. Stanowisko w angażu mam naprawdę ciekawe, zakres obowiązków też i naprawdę fajnie by było, gdybym je wykonywała. Tymczasem nie mam na nie czasu albo zostaje mi wykonywać je w tzw. międzyczasie, podczas gdy to gros prac miało być wykonywane w tym międzyczasie. Pisałam się na coś innego, robię coś innego, w wielu kwestiach pozostaje mi tylko przytaknąć wbrew sobie, a nawet wykształceniu, bo inni wiedzą lepiej (choć nie wiedzą wcale). Propozycje zmian, by wszystkim pracowało się lepiej w 99% przypadków lądują w koszu, więc jak tu nie marudzić? Do tego będąc Polką? 😉 A czemu nie rzucam tej pracy? Przyzwyczaiłam się. I jeszcze nie wypełniłam założonego sobie planu 2-letniego. Acz zaczynam skłaniać się zdecydowanie do skrócenia tego planu o pół roku i zmian. Trzeba przecież aktywnie, nie marudnie szukać swojego miejsca na ziemi, w pracy też, gdy to, w którym jesteś, zwyczajnie ci nie odpowiada.

  • Niektórzy ludzie po prostu tacy już są, że nic im się w życiu nie podoba, ale żeby coś z tym zrobić, to już im do głowy nie przyjdzie. A od samego narzekania nic się jeszcze nie zmieniło. Trzeba albo szukać dobrych stron w nielubianej pracy (bo te złe znajdą się same :)), albo ruszyć tyłek i poszukać czegoś innego (jeżeli się da).

  • Zgadzam się z Tobą!
    Rozumiem, że sytuacja na rynku jest ciężka – bo jest. I nasza sytuacja życiowa też bywa różna. Czasami jest tak, że potrzebujemy pracy i pieniędzy – wted nie zastanawiamy się czy mi się to podoba czy nie, lubię swoją pracę czy nie. Po prostu pracuję.
    Ale praca też nie jest nam dana z góry, na stałe. Można pracę zmienić. Kosztuje nas to sporo pracy (bo czasami trzeba podnieść swoje kwalifikację, dokształcić się) i nerwów też to zabiera (tysiące wysłanych CV i zero odpowiedzi). Ale trzeba aktywnie, próbować, wysyłać, działać. Samo się nie zmieni.
    Wydaje mi się też, że za dużo się nad tym zastanawiamy. Czy mi się podoba, czy spoko obowiązki mam czy koledzy fajni. Czasami praca to po prostu praca. Nic więcej.
    I nie ma co narzekać. Od samego narzekania nic się nie zmieni i nie poprawi 🙂

  • A ja uwielbiam swoją pracę 🙂 Może mam dwie szefowe i jestem jedyną pracownicą, ale… nikomu nie oddałabym swojej pracy. Cieszę się, że zarabiam, że pracuję w swoim zawodzie i że moje szefowe są świetnymi babkami 😀 Czasami jest ciężko, ale robię to co lubię i to się liczy 🙂 Mimo wszystko przed tą pracą, zarabiałam na sezonówkach, a nawet pracowałam 11 godz za granicą. Był to w sumie tylko miesiąc. Ale jednak dziękowałam, że mam co robić… 🙂

  • Ja kocham moją pracę, jest moja pasją i sprawia mi ogromną radość i satysfakcje….ale jak ja na nią nieraz narzekam 🙂

  • Kocurek

    Uwielbiam moją pracę!

  • A ja bardzo lubię moją pracę, w końcu bardzo długo o niej marzyłam, zanim udało mi się ją zdobyć 🙂 Jasne, raz jest lepiej, raz jest gorzej, ale zawsze kiedy mam ochotę ponarzekać przypominam sobie jak wiele daje mi ona satysfakcji i jak wiele przeszłam, aby być w tym miejscu w którym jestem.

  • Gdyby nagle wszyscy się rzucili do zmiany pracy to byłoby to zjawisko bardzo ciekawe, nie wiem, może ludzie by się pozamieniali na chwilkę i zrozumieli wtedy właściwie te dwie rzeczy, albo, że się pomylili albo że była to najlepsza decyzja w ich życiu. Ale przecież właśnie to możemy zrobić, wszystko się da:) pozdrawiam

  • Często narzekają ci, którzy nie mają życia poza pracą, albo własnie ci, którzy tylko w niej są po to, by zarobić na to, co lubią. Wydaje się, że tych pierwszych jest więcej.

  • Czasem mam wrażenie, że połowa tych narzekań wynika właśnie z tego, że ludzie naprawdę lubią marudzić i wręcz im głupio, kiedy na pytanie „Co słychać?” zamiast „Aa stara bieda”, odpowiadają „Wszystko świetnie!” 🙂 Ja czasem narzekam. Kiedy mam okres, kiedy boli mnie głowa. Wtedy mam powód i czuję się usprawiedliwiona. Ale tak na co dzień? Po co ? 😉

  • Fajnie mieć pracę, którą lubisz, w której się spełniasz, do której chodzisz z przyjemnością, nawet jak masz jej po uszy i wiesz, że czekają Cię nadgodziny. Jeszcze lepiej, jeśli płacą Ci za nią sowicie i nie musisz oglądać każdej złotówki zanim jej nie wydasz. Niestety w realnym świecie, mało kto taką pracę ma. Sama szukałam pracy ponad rok i wiem, że nie jest tak łatwo ją znaleźć, więc gdy już znajdziesz, bierzesz co Ci dają. Byle była i płacili na czas. Owszem, można szukać czegoś innego, czegoś, co będzie Ci odpowiadało. Ale co jeśli Ty pomimo swoich lat nie wiesz, co chcesz robić? Ja muszę pracować, nie mam komfortu swobodnego poszukiwania celu w moi życiu, bo mam rachunki, które same się nie spłacą. Moja praca czasami sprawia mi frajdę, ale najczęściej jest przykrym obowiązkiem, który muszę wykonywać, czy chcę czy nie. Czy narzekam? Czasem tak. Czy szukam czegoś innego? Obecnie nie, bo po ponad roku szukania chcę trochę odsapnąć, co nie mienia faktu, że praca nie daje mi radości czy satysfakcji. Staram się podchodzić optymistycznie, nie obciążać wszystkich naokoło moimi smutnymi refleksjami na temat mojej pracy, nie oznacza to jednak, że jestem z niej zadowolona. Czy chciałabym ją zmienić? Be wahania, jednak po pierwsze – o pracę teraz na prawdę ciężko, po drugie – o pracę na umowę o pracę jeszcze trudniej, po trzecie – o pracę za godziwe pieniądze jest niemal niemożliwie trudno. No więc pracuję tam gdzie pracuję, męcząc się czasem i czasem narzekając, licząc, że kiedyś nie tylko uświadomię sobie co chcę robić, ale jeszcze znajdę taką pracę, na dobrej umowie i za niezłe pieniądze. Pozdrawiam.

  • Analogicznie: ludzie, którzy nienawidzą swoich studiów. Jak słyszę od kogoś na uczelni (albo gdziekolwiek, ale na swojej uczelni mam wybitny przykład…), że te studia zawiodły jego oczekiwania, że tak strasznie cierpi jak tylko przychodzi na zjazd, że na nic mu się to nie przyda to na usta ciśnie mi się tylko wściekłe: „to po cholerę tu jesteś?!”. Wiadomo, każdy czasem narzeka, ja też powtarzam, że w tym kraju i tak nie ma pracy dla ludzi z moim wykształceniem, ale mówię to z przymrużeniem oka. Nie rozumiem jak można wydawać ciężkie pieniądze na kolejny już semestr studiów, które się komuś nie podobają i w które nie wierzy. Nie rozumiem.

  • Rzeczywiście strasznie dużo osób nie docenia tego co ma i aż mnie cholera bierze, jak słucham o tym jak oni nienawidzą swojej pracy/szkoły. Nikt ich tam nie trzyma, zawsze mogą zmienić tę część ich życia, a jeśli nie jest tak źle to po co w ogóle tak narzekają? Ehh.

  • Suzie

    Hej, nie napiszę nic odkrywczego- zgadzam się z Tobą w zupełności. W dobie kryzysu i powszechnej mody na umowy zlecenie ja staram się cieszyć tym co mam, to jest umową o pracę i najniższą krajową. A to naprawdę dużo.przynajmniej dla mnie. Praca nie jest lekka, łatwa i przyjemna ale w odróżnieniu od innych jest 🙂 Dziwią mnie ludzie którzy oczekują na wstępie nie wiadomo jakich zarobków, tylko dlatego,że skończyli studia. ” za takie pieniądze to ja nie będę pracował” „nie po to się tyle męczyłem na studiach”. Moja pierwsza praca była naprawdę okropna pod każdym względem- szefostwa, zarobków, obowiązków- ale musiałam zacisnąć zęby i jeden miesiąc popracować. Do teraz mam bardzo złe wspomnienia. Ale nagrodą za te cierpienia było doświadczenie, które pozwoliło znaleźć obecną pracę, no i wakacje, na które pojechałam za pierwsze zarobione pieniądze 🙂 pozdrawiam serdecznie PS czytam Twojego bloga od dłuższego czasu i uwielbiam go. Naprawdę super piszesz, oby tak dalej 🙂

  • W tamtym roku 5 razu zmieniałam pracę – poważnie. I nie chodziło o to, że jestem nieodpowiedzialną siksą ale o to, że cały czas szukałam lepszej! W końcu ją znalazłam ale na umowę zastępstwo, skończyło się to dla mnie tak, że może i jestem na tymczasowym bezrobociu (i też narzekam :)) ale za kilka dni znowu tam wracam. Życie jest za krótkie na beznadziejną pracę, właśnie teraz, gdy jesteśmy młodzi powinniśmy poszukiwać. Później, gdy będziemy mieli na utrzymaniu rodzinę będzie ciężej!
    Poza tym uważam, że dobrze że są ludzie którzy tylko narzekają i nic nie robią, bo dzięki nim wszystkie te „beznadziejne” stanowiska są zajęte 😉

    • Anonymous

      Jedna co dobrze gada. Słusznie zauważyłaś, post napisała MŁODA osoba, bez doświadczenia. Pamiętajcie młodzi, żeby się w tej karierze nie zatracić, bo obudzicie się wedle 35 roku życia z ręką w nocniku. Pozdrawiam nie-stara prawie 30 🙂

  • nic dodać nic ująć.

  • Czasem odnoszę wrażenie, że dla Polaków to narzekanie to taki rodzaj odstresowania się właśnie, którego chyba nie traktują tak bardzo poważnie 🙂 no bo skoro komuś NAPRAWDĘ jest tak tragicznie w pracy i NAPRAWDĘ jak przychodzi do domu to zaczyna płakać, to chyba sam z siebie zacząłby myśleć o zmianie, prawda? A tak po prostu włącza się tryb „ponarzekam, ponarzekam, ale jutro i tak wstanę o szóstej i wrócę tam”. A skoro nie ma żadnych efektów związanych ze zmianą, to może ta praca wcale nie jest taka zła, tylko nastawienie nie takie? 🙂

    • Może mamy taką mentalność, że wolimy ponarzekać, aby nie zapeszyć? 😉 Ja tak mam. Dużo narzekam, utyskuję na cały świat, remont na drodze, spóźniony tramwaj, nudny wykład i naczynia w zlewie. Mam fajne życie, ale fajnie jest też pomarudzić.

      Może to tylko trochę nielogiczne. ^^

    • Anonymous

      Nie prawda! U mnie w pracy są osoby, które przychodzą do pracy ze łzami w oczach, i nie chodzi tylko o nawał pracy, która jest nie do przerobienia, ale o zwykłe podłe traktowanie. A pracują, bo kto zatrudni kobietę grubo po 30, jak dookoła pełno studentów, którzy na śmieciowe umowy pójdą żeby zarobić grosze na adidasy? Nie pomyślałaś o tym? Niestety lepiej iść ze łzami w oczach czasami, ale robić swoje i być w tym dobrym i mieć umowę na stałe i stałe godziny pracy. A w dzisiejszych czasach, umowa i terminowe wynagroszenie trochę przewyższa wagą prestiż i chęć pięcia się po szczeblach… Dlatego tak ciężko jest „ruszyć dupę za inną pracą”.

  • Masz rację, powinniśmy doceniać pracę, którą mamy. A jeżeli naprawdę jest taka okropna, należałoby się zastanowić nad jej zmianą. Wiem, że niektórym wcale nie jest łatwo – mają zobowiązania, słabe kwalifikacje. Myślę, że wtedy należy dać sobie czas na podwyższenie kwalifikacji i szukanie nowej pracy. Najważniejsze, żeby się nie załamywać. Czasami nawet b db wykształcone osoby z kilku letnim doświadczeniem szukają pracy kilka miesięcy ;/

  • Święta racja to co piszesz.

    Może moja praca nie jest wymarzona… ale bardzo się cieszę, że ją mam.

    Praktycznie codziennie przeglądam oferty pracy w Internecie i to co się dzieję to jakaś masakra…

    Do bycia sprzątaczką najlepiej znać dwa języki, mieć świetną figurę, być kulturalną, dobrze ubraną, zawsze punktualną… a w zamian dostaniesz 800 zł na rękę ( jak dobrze pójdzie…)

    Od marca pomagam mamie znaleźć pracę i niestety tak to wygląda…

  • W życiu stażysty bywają czasem trudne chwile, kiedy wszyscy wszystkiego od Ciebie chcą na wczoraj… ale nie warto się poddawać. Ja tłumacze to sobie tym, że po takim stażu będę alfą i omegą i jest to hartowanie ducha na przyszłość 😉
    poza tym zawsze pomaga przerwa na gorącą czekoladę 😉

  • Nasz naród ma chyba już taki charakter. Osobiście łączę studia i pracę. Zarabiam tzw. „marne grosze”, ale zwyczajnie czuję się lepiej, gdy wiem, że mam jakieś (nawet drobne) zabezpieczenie finansowe. I że nie muszę prosić rodziców o kasę na kolejny tusz czy bluzkę. Ok, zdarza mi się narzekać, że nie mam chwili na własne życie, bo po zajęciach, siadam do pisania albo nauki. Ale jestem cholernie wdzięczna, bo cały czas udowadniam sobie, że można. I buduję w głowie milion innych pomysłów na siebie.

  • Anonymous

    TO POJMIJ! Jesteś jeszcze bardzo młodą dziewczyną, która poza studiami prawdopodobnie nie ma większych zobowiązań. Życzę Ci abyś znalazła pracę w swoim wymarzonym zawodzie – dziennikarz? Mam nadzieję, że opluwanie Cię, napięcie psychiczne, mobbing, ciągłe przyciskanie i dociskanie do muru aby wykrzesać z Ciebie odrobinę więcej przy poniżających zarobkach nie będzie Cię dotyczyło. Że będziesz zawsze zdrowa, piękna, spełniona… Zejdź na ziemię, jeszcze dużo musisz się nauczyć aby zrozumieć, że jeśli chcesz mieć mieszkanie a nie masz babci, która umarła i zostawiła Ci w spadku mieszkanie, musisz zaciągnąć nie mały kredyt, który trzeba SPŁACIĆ. I podejście „rusz dupę” jest dla młodych, którzy uważają, że zwojują świat. Jeśli będziesz już miała stałą pracę oczywiście, bo kredytów na gębę nie dają. Potem jeśli już masz jedno i drugie, tzn. pracę i kredyt, wypada mieć drugą połówkę, jeśli pokochasz albo i nie ale wpadniesz, to dziecinę należy wyżywić i wychować. TO KOSZTUJE. I bredzenie w stylu RUSZ DUPĘ albo ZAMILCZ jest nie na miejscu, bo dla wielu ich praca to przymus, a nie spełnienie marzeń. Ja w pracy jestem codziennie poniżana, w bardzo inteligentny sposób (mobbing?), opluwana przez klientów, często wyzywana, mam na codzień do czynienia z marginesem społecznym, ludźmi trudnymi, wykluczonymi z różnych powodów, uzależnionymi, jak również chorymi i codziennie muszę wysłuchiwać narzekań na nasz kraj, służbę zdrowia, urzędy etc. Nie nie wybrałam tej pracy, sama weszła mi w ręce jako pierwsza praca – zostałam już 7 lat. Pracuję w budżetówce, nie powiem gdzie – bo zaraz mi napiszesz, że paniusia pierdzi w stołek za 3 tysiące i nic nie robi… Pracuję tam bo muszę, muszę zarabiać dbać o dziecko, dom, rachunki, kredyty ale też marzenia, które chcę spełnić. Wiesz ile zarabiam? Po studiach, na „stanowisku” z umową na stałe… 1600 zł BRUTTO + śmieszne dodatki. Dlatego swojej pracy wprost nienawidzę! Wynagrodzenie i brak wdzięczności niewspółmierne do wysiłku i poświęcenia. O ciągłych zmianach przepisów i konieczności szkoleń nie wspomnę. Pozdrawiam i życzę sukcesów w życiu zawodowym.

    • Anonymous

      To co napisałaś to cała prawda, również pracuje w budżetówce , czasem mi się wydaje że już gorzej nie może być, przez tą pracę tylko zdrowie tracę.Jestem już wypalona zawodowo, chore przepisy i chorzy ludzie na stanowiskach którym się wydaje że są bóg wie kim. Już w niedzielę mam chandrę i myślę że znowu poniedziałek, rano wstaje i myślę aby do piątku. I tak co tydzień.Nic mi się nie chce , robię tylko minimum pracy. Pewnie jakaś depresja się wkradła.Przynajmniej lepsze zarobki mam bo 2000 brutto. Ale już nie raz byłam blisko rzucenia pracy. Ale jest tak jak napisałaś, ktoś musi zapłacić rachunki, kredyt i dziecko nakarmić.Pozdrawiam.

    • Ale nie o to chodzi! Najlepiej wybrać z tekstu jedna rzecz, ktora was ruszyla i napisać jak to dwudziestolatka sie wymadrza. A wiesz jak powstal ten tekst? W gronie moich bliskich jest ojciec który nie moze znaleźć pracy, ma dwojkw dzieci, wiec jak slysze ze ktoś narzeka ze ma prace, to mnie szlag trafia. Bo ludzie sobie nie zdaja sprawy, ze moze byc jeszcze gorzej! Ze mozna tej pracy w ogóle nie mieć! Poza tym nie mowilam o wszystkich ludziach, którzy narzekają na swoja prace, a o takich, którzy nie maja na co narzekać, a i tak to robia. Na tych, co maja dobrego szefa, dobra wyplate, ale marudzą, bo im w pracy nudno albo nie wiem co jeszcze. Wiem dobrze, ze są okropni pracodawcy, wiem, ze jest ciezko, ale trzeba. Rozumiem. Ale nie rozumiem narzekania kogoś, kto ma naprawdę dobrze, bo wiem, ze inni nawet pracy nie maja.

    • Przepraszam, ale do pracy ktoś ostatnio kogoś zmuszał? Taki ani inny zawód, oraz brak perspektyw jest winą tylko i wyłącznie Twoją. Każdy odpowiada za swoją drogę, nie chciało się uczyć, dokształcać, szukać zainteresowań? Ktoś zmuszał do posiaania dziecka w wieku 20 lat? To co masz to mniej lub bardziej sprawiedliwy bilans naszych decyzji.
      I nie ma tłumaczenia się – nie miałam warunków, byłam z biednego domu. Oczywiście łatwiej jest wystartować z ‚dobrego domu’, ale to nie załatwia sprawy. Można dojść wszędzie podejmując dobre decyzje, jeśli jesteś tam gdzie jesteś i ci się nie podoba, może czas przestać narzekać na pracę a zastanowić się co TY zrobiłaś nie tak że jesteś tam gdzie jesteś. Oraz co TY możesz zrobić żeby to zmienić.

      Prawda jest taka że egzystencja to nie życie. I może najwyższy czas to zmienić?

    • Anonymous

      Całkowicie popieram.
      Gdy urwie mi nogę, to mam się cieszyć, że nie urwało mi dwóch? Zawsze przecież może być gorzej.
      Również pracuję w budżetówce – marna pensja, kiepska atmosfera(mobbing, obgadywanie), mało rozwijające zadania- raczej liczy się ilość. Narzekam.

    • To zmien pracę jak ci nie pasuje. Są ludzie, którzy wzięliby ja z ucalowaniem reki.

  • Anonymous

    ja zarabiałam 1000 netto pracowałam na akord gdzie liczyły się tylko wyniki. teraz znalazłam prace za 3000 netto tylko pozostał mi sprany mózg

  • Anonymous

    Przyjaciele, rodacy, prowadzę badanie, które będzie podstawą do mojego zadania certyfikacyjnego do roli trenera:

    Prowadzę badania dotyczące potrzeb i oczekiwań osób, które nie do końca są zadowolone z obecnie spełnianej roli w pracy. Jeżeli czujesz, że nie do końca robisz to do czego zostałaś/łeś stworzona/y proszę wypełnił tą ankietę.
    Jeżeli dopiero wkraczasz na swoją drogę zawodową i nie jesteś pewien czy twój wybór jest słuszny, czy jest zgodny z twoimi talentami i twoją pasją, także proszę Cię o wypełnienie tej ankiety.

    Jeżeli znasz kogoś kto stoi przed wyborem swojej drogi zawodowej lub nie jest zadowolony z pracy, którą wykonuje – PODAJ DALEJ ANKIETĘ

    https://pawelmakowski.wufoo.com/forms/twoje-ycie-zawodowe/

  • monika

    Marta, można mieć dobrą pracę, zgodną z kwalifikacjami, z dobrą pensją, ale np. notorycznie dostawać zadania poniżej swoich kompetencji, być szykanowanym przez współpracowników, albo poddawanym innej formie mobbingu. Nie można wszystkich wrzucać do jednego worka i dzielić na szczęściarzy, którzy mają stały dochód i nieszczęśników bez pracy, którzy chętnie by sięz nimi zamienili. Człowiek jest jednak trochę bardziej skomplikowany. Niewielu znajduje pracę, która jest pasją i do tego przynosi godziwy dochód. Nawet jeśli się to zdarzy, to często jest połączone z zawiścia otoczenia zawodowego i człowiek jest narażony na ataki i stale musi walczyć o pozycję 🙂

  • Natalia

    Tak ja skończyłam studia i dlatego liczę na nie wiadomo jakie zarobki. Moje potrzeby są następujące 650 zł za pokój, 110 zł bilet miesięczny, 150 zł lek, 350 zł na jedzenie i ok. 200 zł żeby mieć na czarną godzinę (wizyta u dentysty, ważny wyjazd, chwilowy brak pracy).To jest razem około 1500 zł. Do tej pory pracowałm na cały etat w Insiede 1020 zł i Reserved 1080 zł. czyli brakuje mi albo na jedzenie, albo na mieszkanie. No ale tak w Polsce chcieć zarabiać 1500 zł to już lekka przesada. Przecież wszystkiego mieć nie można albo masz gdzie mieszkać albo masz co jeść.

  • Alicja Zarzecka

    Cały ten tekst zdradza mentalność niewolnika

  • TylkoPrawda

    ah wiekszosc tutaj to polaczki ktorzy se wmawiaja tylko jak to kochaja pracowac a tak naprawde jak by mieli pieniadze to by se wyjezdzali odpoczywac na wyspy, i pelno zakupow szkoda ze polska to klamliwy narod tak samo jak pensja hmm wieksze zarobki zmienione na 1300 cos zl minimum tak?? to prosze do koszalina i gdzie kolwiek to wtedy sie przekonacie jakie sa najmniejsze… ja nie pozuje i odrazu stwierdzam wolalbym byc bezdomnym niz pracowac by oplacic mieszkanie i tylko dom/praca/dom/praca bez zycia dlatego wyjezdzajcie z tego burdelu ludzie w innych krajach nawet na sprzataniu nie bedziecie ponizani jak tutaj i dodatkowo male pieniadze nawet w glupich niemczech niema problemu z praca nie 1000zl tylko 1300+euro jak nie wiecej za sprzatanie,duzo tansze oplacanie domu, bardzo dobre zycie i stac w miare na to co sie chce tak jak w innych zreszta krajach a nie na naszej padlinie pozdrawiam