Goły tyłek i piersi już nikogo nie ruszają.
To coś, co wpisało się już w nasze życie: nagie zadki widzimy na plakatach, cycki w filmach, a zepsute gwiazdki Disneya odprawiają na uroczystych galach godowe tańce  ubrane jedynie w kusą bieliznę, wielką rękawicą dotykając się po strefach intymnych. Nuda.
Jednak pokazywanie takich rzeczy w telewizji przez gwiazdy to jedno, a wrzucanie półnagich zdjęć przez znajomych na portale, na których konto ma też ich rodzic, ciotka, babcia i pięciu kuzynów, to drugie. No bo czy któreś z was lata w stringach po salonie, kiedy przychodzą do was znajomi? Chyba nie.

MAM, TO SIĘ BĘDĘ CHWALIĆ!

Ja rozumiem, że jak ktoś ma ładne ciało, to aż wszystko swędzi, żeby się pochwalić. No bo wiecie – skoro w internecie pełno jest zdjęć cudownych dziewczyn, nad którymi mężczyźni zachwycają się jak stare panny małymi kotami, to trudno się nie oprzeć pokusie i nie wstawić fotki, aby zachwycali się też tobą. W majtkach i biustonoszu, bo reszta ubrań przecież jest niepotrzebna.
Wbrew pozorom, to nie jest uwodzenie. Ba, to nie jest nawet emanowanie seksualnością. To walenie nią Bogu ducha winnych ludzi w twarz, bez ostrzeżenia.
To chwalenie się tym, że ma się niezłe ciało i posiada się piersi, które – na szczęście! – nie są małe jak groszki. I tak naprawdę tyle.
Dla mnie to totalna abstrakcja – wstawiać roznegliżowane zdjęcia na portal, na którym widzą cię i twoi znajomi, rodzina i ludzie z pracy, z którymi potem spotykasz się twarzą w twarz. Ja rozumiem, że ciało możesz mieć jak modelka, możesz też cierpień na brak wstydu, ale no do cholery, są jeszcze chyba jakieś granice. 
Tu już nawet nie chodzi o to, czy coś wypada, czy tego nie wypada; czy coś powinno się robić, czy tego nie powinno; ba, tu nawet nie chodzi tak naprawdę o to, czy robisz to, bo wisi ci, czy ktoś cię widział nago czy nie i równie dobrze mogłabyś powiesić swoje zdjęcie na banerze na jakimś wieżowcu.
Chodzi o to, że chyba coś powinno zostać dla ciebie, ewentualnie dla niewielkiego grona osób, które dopuścisz. Do jakiegoś mężczyzny, albo – pal licho! – już nawet kilku mężczyzn. Nie dla całego tabunu ludzi przed monitorem, na który składają się nie tylko twoi byli i przyszli partnerzy, ale także koleżanki, koledzy, ciotki, wujkowie czy kuzyni.
Chcesz już się chwalić – dodaj to cholerne zdjęcie na jakiś portal z fotografiami. Na portal, którego twoi znajomi nie znają. Nie wiem, załóż tumblr, wrzuć na pinteresta albo bloga, na którego ktoś, kto cię zna może wejść, ale nie musi. Nie machaj nim przed nosem wszystkim ludziom, których znasz.
I tak, wiem, że jak im się nie podoba, to mogą ukryć powiadomienia. Ale nie o to, do cholery chodzi.

BŁĄD

Czemu dziewczyny nie mogą imponować wyglądem, ale z klasą? Czemu zawsze muszą wystawiać ten cholerny tyłek, świecić cyckami, machać brzuchem na prawo i lewo, jakby tylko dzięki swojemu ciału mogły zwrócić kogoś uwagę. Jest tyle pięknych ubrań na tym świecie, które podkreślą, to co trzeba. Są tusze, kredki, podkłady, cienie. Są fryzjerzy, prostownice i lokówki. Jest mnóstwo sposobów, żeby podkreślić swoje atuty i pokazać się, ale nie w negliżu, a zrobić jeszcze większe wrażenie. Jest tyle sposobów, tyle możliwości, a te nie, nigdy. Zawsze wybiorą najgorszą opcję – wstawienie zdjęcia, na którym świecą dupą, jakby to naprawdę było takie pociągające i seksowne.
Dla tych, które nie wierzą – naprawdę, można być seksownym bez rozbierania się. Trzeba tylko trochę pomyśleć, a nie wybierać najłatwiejszą – i moim zdaniem, najgorszą – drogę na łatwiznę.
Nie mówię, że wszystkie mamy imponować inteligencją, mądrością i oczytaniem, chociaż to też by się niektórym przydało. Ale jak już chcesz popisywać się urodą, to zrób to jak należy, z klasą. A nie wystawiając się na tacy niczym upieczony prosiak z jabłkiem w ryjku. Podano do stołu, wszystkich z ulicy zapraszamy na ucztę, bierzcie i jedzcie, macajcie i patrzcie. Rozrywka dla plebsu.

PO PROSTU ZAZDROŚCISZ


Ciekawa jest jednak reakcja na negatywne komentarze takiej gwiazdy prawie-erotycznej z tablicy na fejsie. Jeśli napiszesz takiej, żeby się ubrała – ot, życzliwa rada – albo że przesadziła, w odpowiedzi dostajemy niezmienny pakiet dwóch tekstów: jesteś zwyczajnie zazdrosny – no pewnie, bo ja nie mogę zrobić sobie takiego zdjęcia, bo skoro mi się nie podoba, to na pewno jestem grubaską z trądzikiem i trzema włosami na krzyż. I drugi: jak ci się nie podoba, to nie patrz.
Pewnie, można przecież wywalić kogoś ze znajomych. Ale czy o to chodzi? Jak mam nie patrzeć, jak wyświetla mi się zdjęcie półnagiego człowieka? To chyba oczywiste, że z czystej ludzkiej ciekawości się zerknie… a potem zacznie przecierać oczy ze zdumienia, że ktoś był na tyle głupi, żeby pokazać swoje ciało wszystkim znajomym i prawie-znajomym, których się przez przypadek dodało na fejsie.
Już pal licho, jeśli to są zdjęcia z jakiejś sesji. Naprawdę, to rozumiem – artyzm, sztuka i te sprawy – spoko. Ale nikt mi nie mówi, że fotki robione telefonem -albo kapciem, sądząc po jakości – na których wypinasz się do lustra w stringach, tkwisz w jakiejś nienormalnej pozie w samej bieliźnie i pończochach, albo po prostu jesteś pół naga i zasłonięta ręką i jakąś tam rzeczą, są artystyczne. Takie rzeczy koło fotografii nawet nie stało, więc przepraszam cię bardzo, ale w takie tłumaczenie nie uwierzę. Chcesz uwagi i tyle. No, ewentualnie komentarzy pełnych zachwytu od napalonych – często nieletnich – facetów. Brawo, jak ambitnie!
A Wy co sądzicie o takich zdjęciach na portalach społecznościowych? Czy ktoś z Waszych znajomych publikuje takie kwiatki? A może nie spotkaliście się nigdy z takimi działaniami i teraz nie możecie uwierzyć w to, co czytacie? Jak zwykle – dajcie znać, macie zawsze tak świetne przemyślenia, że chętnie się dowiem, co Wam w głowach siedzi!