Widzisz jak wchodzi do pomieszczenia, czujesz tonę lodu w swoim żołądku i już wiesz, że on ci się podoba. Próbujesz więc się na niego gapić w taki sposób, by wyglądać uwodzicielsko. Następnie łapiesz jego spojrzenie i starasz się ładnie uśmiechnąć, żeby wyglądać bardziej jak gwiazda filmowa, a mniej jak szalona desperatka. A potem czekasz, czekasz, czekasz… no i czekasz. I zgadnij co? 
Nic się nie dzieje. Bo on wcale nie uważał, że musi zrobić pierwszy krok.


Wszystkie magazyny, strony i fora dla kobiet powtarzają jedną rzecz jak mantrę: on musi napisać pierwszy, zagadać, poderwać i zdobyć, bo jeśli ty pokażesz swoje zainteresowanie, to jesteś już stracona. Mówią też o tym, że dziewczyny, które się z tym nie zgadzają, wychodzą na desperatki, a te, które tylko uśmiechały się tajemniczo i potajemnie odświeżały tysiąc razy jego profil na fejsie, to prawdziwe damy i mistrzynie uwodzenia.
Boże, co za bzdury.

TO NIE ROBOT

Po pierwsze – wyobraźcie sobie, moje drogie panie, że mężczyzna TO TEŻ CZŁOWIEK. To nie maszyna, która jest prosta jak konstrukcja cepa. To nie rzecz, którą można zaprogramować według własnego widzimisię i ciągle wkładać w te same schematy i ramki, a on zawsze – tak, jakby był z gumy – będzie w nie pasował. Na Boga, wbrew temu, co wmawiają nam te durne magazyny, telewizja i inne kanały skierowane głównie dla kobiet, on ma uczucia. Serio. Oczywiście, że oni nie rozumieją większości kobiecej logiki, ale wcale nie dlatego, że są przygłupi, prości jak jaskiniowcy czy upośledzeni. Zdajmy sobie sprawę, że nasz tok rozumowania naprawdę czasami jest zakręcony bardziej, niż Mariolka z kabaretu. No i te przekonanie, że jak zagadasz albo napiszesz, to on od razu cię skreśli, bo przecież jest myśliwym i musi polować. A czy ktoś każe ci się na niego rzucać, obściskiwać i próbować połknąć przy pocałunku? NIE. 
Wszystkie te podręczniki uwodzenia, bycia zimną i wredną oraz taktyki Nie-Zwracam-Na-Ciebie-Uwagi możecie wrzucić do pieca albo sprzedać na makulaturę, bo są tyle warte, co nic. Ale po kolei:

 NA CZYM POLEGA PIERWSZY KROK?

 Można powiedzieć, że pierwszy krok to niemal taka legenda – to ten moment, w którym któreś z was wreszcie rusza tyłek i stwierdza, że musi coś zrobić, bo inaczej ktoś mu sprzątnie dobrą partię sprzed nosa.  I teraz: dlaczego nie może tego zrobić dziewczyna? Nie wiem. Nigdy jeszcze nie słyszałam o tym, żeby chłopak stracił zainteresowanie tylko dlatego, że ona napisała do niego pierwsza. Że zagadała na przerwie albo skrobnęła smsa z zapytaniem jak się ma albo czy też będzie na tych zajęciach ze śmiesznym profesorem. Bo i czemu by miał? Przecież nie rzucasz mu się na szyję, nie zaczynasz próbować wysysać mu wnętrzności przez pocałunek, nie zakładasz mu obrączki krzycząc „błagam, poślub mnie!” i nie uaktualniasz od razu statusu na fejsie na w związku, tylko dlatego, że odpowiedział ci na twoje cześć.
Rozróżniajmy narzucanie się od zwykłego pierwszego kroku. Sygnału, że mu się podobasz. Nikt nie każe ci zapraszać go na randkę albo przynosić bukiet kwiatów z ukrytym GTA V w środku. On nie ucieknie tylko dlatego, że zaczniesz być nieco milsza niż dla innych kolegów albo zapytasz co tam u niego. Nie wierzę, że ktoś uważa, że faceta może to zrazić, bo to przecież najzwyczajniej w świecie… głupie.

MYŚLIWY I SARENKA

Wszyscy mówią też o tym wysławionym już myśliwym, jakim jest mężczyzna, który musi kobietę zdobyć. Ależ proszę bardzo, a co mu przeszkadza? Zrobienie pierwszego kroku przez dziewczynę wcale nie oznacza, że ona jest już zdobyta. Przecież po pierwszym kroku jest też drugi i trzeci, kolejna randka i następna. Nawet w związku musisz się starać, bo ci może ukochana wyfrunąć sprzed nosa. Jak już mówiłam – grunt to się nie narzucać jak desperatka. Czy to, że on jest myśliwym znaczy, że ja mam mu – już w związku – nie mówić, że go kocham, albo zaprzeczać, gdy mnie przytuli i powie, że jestem jego? Dla mnie to wszystko śmiechu warte. Może przestańmy czytać tyle poradników i oglądać łzawych seriali, a zacznijmy żyć i myśleć logicznie. Nie wszystko da się zaplanować, nie możesz przewidzieć jego zachowania. Jeśli wyślesz mu sto wiadomości w ciągu jednej godziny, to rzeczywiście, możesz go nieźle przestraszyć – ale swoją drogą, kto by nie zaczął się bać, gdyby jakaś nieznajoma/ledwo znana osoba zaczęła go bombardować pytaniami i pisała mu długie eseje?

CO MOGĘ ZROBIĆ

Po pierwsze: przestańcie, dziewczyny, myśleć schematami. Jak już mówiłam: narzucanie się jest złe, ale pierwszy krok – dlaczego nie?  Wolicie uśmiechać się, rzucać spojrzenia i czekać do usranej śmierci, aż on się kapnie, że jesteście zainteresowane? Może się zdarzyć, że chłopak do którego wzdychacie jest nieśmiały. No, albo niezainteresowany – ale cokolwiek z tych dwóch, dopóki Wy się nie ruszycie, to się nie przekonacie. Oczywiście, że trzeba wiecznie gonić króliczka albo być króliczkiem i uciekać, ale trzeba też wstać i ruszyć po swoje szczęście.
Czego jestem najlepszym przykładem, więc czuję się kompletnie upoważniona do napisania tej notki.
A Wy jak uważacie? Czy rzeczywiście to facet powinien zrobić pierwszy krok? Gdzie jest granica równouprawnienia? I powiedzcie mi jedno: jeżeli uważacie, że to on jednak powinien wyjść z inicjatywą, to co może zrobić kobieta, by ją zauważył, zainteresował się i zrobił ten cholerny pierwszy krok?