Jest ich więcej niż fanek Biebera. Są wszędzie: na profilu Ewy Chodakowskiej, na sportowych blogach, na znanych portalach z nie-zawsze-obiektywnymi wiadomościami i na zwyczajnych fanpejdżach, na których ktoś wrzuca zdjęcia fit dziewczyn. Przesiadują tam całe dnie i z pasją walą w klawiaturę – aż poczują się lepiej. Są lepszymi jurorkami, niż ludzie z X Factora; znają się na ćwiczeniach lepiej niż Pudzian,  na diecie lepiej od niejednej modelki. Modę z kolei mają w małym palcu niczym Anja Rubik. Zawsze wiedzą lepiej a to, co uważają, jest święte. 
Jak same mówią, zajmują się konstruktywną krytyką dziewczyn, które widzą na zdjęciach. Kobiet w adidasach, blondynek podnoszących ciężarki i brunetek w obcisłych stanikach sportowych. Wszystkich.
I zawsze, ale to zawsze, coś im w nich nie pasuje.



Zawsze wydawało mi się, że jak ktoś jest w stanie powiedzieć coś złego na te wszystkie ćwiczące dziewczyny ze zdjęć, które oglądamy w sieci, to musi być idealny. Nie ma innej opcji: skoro ktoś dostrzegł wadę w – zazwyczaj – perfekcyjnie wyglądającym ciele, to chyba znaczy, że sam ma jeszcze lepsze. Albo nad tym ćwiczy do utraty tchu, nie śpi nocami, tylko wali przysiad za przysiadem, a na śniadanie zawsze je owsiankę z podwójną porcją otrębów i obowiązkowym bananem.
No cóż, myliłam się. I to cholernie.



NIGDY NIE PASUJE

Jeżeli przyjdzie wam kiedyś do głowy porozglądać się po stronach albo fanpejdżach z fit motywacjami, na których ktoś wstawia zdjęcia wysportowanych dziewczyn, to zorientujecie się, o czym mówię. Pod każdą fotką znajdziecie chociaż jeden przykład na to, że niektóre kobiety to po prostu głupie, zazdrosne krowy, które albo mają za mało roboty w domu i się nudzą, albo są tak sfrustrowane, że uważają krytykowanie innych za swoją życiową misję i trzymają się tej idei jak Gandalf swojej laski.
Tych nigdy nie zadowolisz, nieważne, jakiego zdjęcia byś nie wrzucił: a to modelka ma zbyt umięśnione uda i wygląda jak facet; a to ma tyłek jak kaczka wystającą, dwu-milimetrową fałdkę na brzuchu, albo – no przysięgnę na wszystko – sztuczne piersi. Dostrzegą każdą wadę, nawet jeśli jej nie ma: za duże łydki, wystające żebra, krzywe zęby (chociaż na zdjęciu nie widać twarzy) albo mały biceps. Zawsze muszą skomentować, bo jak to mówią – dzień bez hejtu, to dzień stracony.

PRZYGANIAŁ KOCIOŁ GARNKOWI

Byłam przekonana, że jeśli ktoś już zdobywa się na to, by skrytykować kobietę, na której widok nawet mi zapiera dech w piersiach i żołądek ściska z zazdrości, to sam musi być ósmym – albo i dziewiątym – cudem świata. Wchodzę więc z ciekawości na profil tej znawczyni, która przed chwilą się wypowiadała, że ta modelka za mało ćwiczy na uda, a tamta żre za dużo nabiału – klikam i nie wiem, czy się śmiać, płakać, czy od razu siadać na dupie i pisać notkę, bo to co widzę, przechodzi ludzkie pojęcie.
Ta wielka znawczyni siłowni i biegania, ten spec od zdrowego odżywiania i tego, co się powinno jeść, a czego nie,  ten największy krytyk, który pod każdym zdjęciem znajdzie coś, do czego można się doczepić… wygląda przeciętnie. Co więcej: z sylwetki widać, że tej codziennie wspominanej siłowni albo jakichkolwiek ćwiczeń – łącznie z przebieżką do tramwaju – nigdy nie było. Diety chyba też nie, bo w polubionych stronach same fastfoody i nazwy piw.
I tak jest za każdym cholernym razem. Co widzę jakiś hejterski komentarz pod zdjęciem pięknej, wysportowanej dziewczyny, to zawsze robi to jakaś kobieta, która słowo fitness zna chyba tylko z opakowania płatków śniadaniowych.  Nie rozumiem, skąd w tych dziewczynach tyle jadu; ba, skąd mają tyle czasu wolnego, by siedzieć na tyłku i analizować zdjęcie przez pięć minut, żeby móc się do czegoś doczepić? Oczywiście, że mogłaby ten czas przeznaczyć na bieganie, ćwiczenia, albo przeczytanie dobrej książki, ale w sumie – cholera wie po co. Lepiej przecież przylepić się do monitora, przewijając przez osiem godzin strony związane z fitnessem i dopierdzielając się do wszystkiego, do czego tylko można.
Jest tylko jeden szkopuł: od samego czytania jej nie przybędzie, a tobie nie ubędzie, moja droga. 

PATRZ NA SIEBIE

Nie zrozumcie mnie źle: mam gdzieś, czy ktoś ćwiczy czy nie, czy piję wodę, czy tankuje colę. Naprawdę. Każdy ma swoje ciało i każdy je modeluje lub nie jak mu się żywnie podoba.
Ale jeśli jakaś baba całe dnie siedzi na dupie, nic nie robi i co chwila krytykuje zdjęcia dziewczyn, które poświęciły sporo swojego czasu i naprawdę się napracowały, by mieć takie ciało, jakie mają, to ręce opadają. Serio. Bo nie rozumiem: czy to przez zazdrość? O co ludziom chodzi z tym ciągłym doszukiwaniem się czegoś, do czego można się dowalić i co można wytknąć? No i najważniejsze: dlaczego nie staną przed cholernym lustrem i nie zaczną tego robić w stosunku do siebie?
Chyba wiem dlaczego. Bo to już by nie było takie śmieszne. Bo łatwiej jest napisać o nieznanej dziewczynie, które schudła 50 kilo, że dalej ma gruby brzuch, a stopy jak koń. Bo przecież tamta z fotki jest za chuda. Za gruba. Za tłusta. Za bardzo umięśniona.
A jaka jest ta w lustrze?
No właśnie.

A Wy co myślicie o takim typie dziewczyn? Czy wam też zdarza się hejtować i dowalać do wszystkiego? 

  • …jakaś kobieta, która słowo fitness zna tylko z opakowania płatków śniadaniowych – padłam :D.
    Odpowiadając na Twoje pytanie – myślę to samo co ty i nie, nie zdarza mi się hejtować i dowalać do wszystkiego, a na pewno nie w taki sposób jak opisujesz, nie wiem skąd te laski w ogóle biorą na to czas i dziwi mnie, że im go nie szkoda 🙂

  • Tak tak tak! Zupełnie się zgadzam z całym tekstem no i przesłaniem. Pełno hejterów, zwłąszcza u Ewy przy zdjęciach z metamorfozy, a to retusz, a to nie ta sama osoba, a to sztuczne cycki, a to że za krótki czas jak na taki efekt… Do znudzenia.

  • I.

    Nie zgadzam się przynajmniej częściowo: wiele razy słyszałam, krytykując konstruktywnie jakąś książkę(wcale nie najgorszą, ale tak sobie, okiem filologa coś tam zawsze znajdę, nawet jeśli sprzedaje się lepiej niż ileśtamtwarzygościa) – sama napisz lepszą albo gdy wokalista fałszuje – zaśpiewaj lepiej i tak w kółku. Przy krytyce wypowiedzi panny Maffashion(na Boga, ona tworzy swoją polszczyznę, nie powinna się wypowiadać, bo to psuje jej wizerunek) poleciała fala hejtów w moją stronę: WYPOWIEDZ SIĘ LEPIEJ(wtf?!) więc wydaje mi się, że podeszłaś temat od złej strony. Hejterzy ok, hejterują niekonstruktywnie ok, ale czasami też po prostu wypowiadają swoją opinię. Mogę skrytykować Anje Rubik mimo, że jestem od niej grubsza, biedniejsza i pewnie brzydsza i pewnie nie zrobię kariery na cały świat i moje zdjęcia nie mają nic do tego.

    • Oczywiście, że tak jest. Ale wdaje mi się, że jak ta sama osoba przy każdym zdjęciu znajduje coś nie tak (i naprawdę, to nie jest jakaś prawdziwa wada, tylko wzięta z kosmosu) to chyba już nie wyraża swojej opinii, tylko hejtuje 😛 Chociaż nie wiem, może najzwyczajniej w świecie nic jej się już nie podoba? 😀

  • Dokładnie, naprawdę nic mnie bardziej nie denerwuje, jak osoby, które wszystko wiedzą najlepiej teoretycznie, ale jakoś w praktyce nie potrafią tej wiedzy zastosować i jeszcze krytykują te osoby, które rzeczywiście próbują coś zmienić.
    Że też im się w ogóle chce, tyle czasu poświęcać na same negatywne opinie..

  • Ja tak szczerze to mam to gdzieś. Zobaczę jakąś śliczną dziewczynę, która jest chudziutka to nie myślę „o ty suko, powinnaś zginąć”, raczej to, że ja też powinnam wziąć się za siebie 😀
    A krytykować też nieraz różne rzeczy krytykuję, ale głównie rzeczy związane z szeroko pojętą kulturą, o wygląd rzadko się czepiam, bo sama należę do grona, którzy swoją twarzą kariery nie zrobią.

  • Dlatego nigdy nie miałam przyjaciółki, wolę facetów:P Baby potrafią być naprawdę podłe…
    Najbardziej wpienia mnie szowinizm wagowy – nie możesz być chudy ani pulchny bo tylko wymiary to 90-60-90 i 175 wzrostu są piękne.
    I tak oto zapętlają się głupie babsztyle w sieć stereotypowego piękna, które potem muszą znienawidzić i dawać upust swoim frustracjom w Internecie, bo nie mogą go osiągnąć.

  • „Szczyt zera – to nie mieć hejtera” ;P.
    Nie lubię takich jednostronnych notek, ale masz sporo racji. Jednak mnie i tak bardziej bawi to, że ludzie jadą po znanych osobach i tłumaczą się tym, że mogą, bo to w końcu osoby publiczne. No bo na co komu prawda, jak status tej osoby gwarantuje, że niby możesz wszystko powiedzieć?

  • Oo tak, ja też mam dość hejterów i hejterek. Gdzie się nie wejdzie to wszędzie oni, ale najbardziej rozbrajają mnie na fanpageach. Jadą po kimś jak po burej suce, a skoro tak bardzo chcą to niech sobie zrobią swoja super stronę która będzie się nazywać Antyfanpage. Aha, no tak,zapomniałam, mają już taką. Ale obrażanie na niej nie jest juz tak śmieszne jak na tej poprzedniej. Tacy ludzie byli, są i zawsze będą. To Ci, którym się nie udało i chcą się pocieszyć. To Ci którzy całe życie spędzą przed kompem pisząc te swoje życiowe mądrości. Cezik pięknie ich skwitował swoją najnowszą piosenką. Ale czy to coś da? Raczej nie. Tak czy siak mogliby pójść w drugą stronę i motywowa innych, byłoby piękniej, ale wiem, że to nierealne. Pozdrawiam:)

  • Moim zdaniem większość ludzi jest po prostu zazdrosnych i jeśli im jest źle to innym też musi być źle. Jak ktoś jest ładny, mądry i do tego ma pieniądze to już za dużo- to wystarczający powód by sobie pogadać i zmieszać taką osobę z błotem. Tacy ludzie spalają się swoimi negatywnymi myślami i jadem, który z nich bije. Ja jak słyszę o jakieś celebrytce, która jest piękna,zgrabna, niegłupio gada i bierze niezłą kasę za reklamę lub sesję w Playboyu – to myślę sobie: niech dziewczyna korzysta ze swoich 5 minut,powodzenia.
    Co do fitnessowych negatywnych komentarzy to popieram negatywne opinie osób, które znają się na rzeczy. Jest ich oczywiście mniej, ale trzeba przyznać, że czasem nie o zazdrość chodzi, lecz o to, że wygrywa amatorka w działaniu i aż żal gdy się patrzy jak ludzie ślepo brną w działania jakiegoś swojego guru i nie maja pojęcia co jest dobre, a co złe. Jednak…prawda zawsze jest po środku;)

  • Zgadzam się, choć to też działa w drugą stronę – teraz niczego nie można skrytykować, bo zaraz się jest „żałosnym hejterem”. I często też wkurzające są właśnie takie dialogi:
    -Nie podoba mi się jak ona śpiewa. Słychać, że fałszuje.
    -To sama zaśpiewaj lepiej.
    A przecież nie trzeba być muzykiem, żeby ocenić wokalistę. Nie trzeba być reżyserem, żeby móc skrytykować film lub pisarzem, gdy mowa o książce. Nie trzeba mieć zajebistego tyłka by móc stwierdzić, że tyłek na zdjęciu nam się nie podoba,bo coś tam… 🙂

    • Ostatnio ludzie są przewrażliwieni i nawet konstruktywną krytykę odbierają jako hejt…

    • Rzeczywiście, macie rację dziewczyny – są dwie strony medalu 🙂 Ale wdaje mi się, że jeśli ta sama osoba pod każdym zdjęciem coś wynajduje ( i najczęściej jest to coś z kosmosu, naprawdę, typu – ma za dużego palca od nogi) to to już jednak hejt 😀 Granica się ostro zatarła i w sumie ja chyba już nie potrafię zdefiniować, co jest krytyką, a co zwykłym, burackim komentarzem 😀

  • Tylko, że… tak jest w Polsce, na polskich forach, na polskich portalach społecznościowych, na polskich blogach 😉 Niestety, tacy jesteśmy – zawistni i wiecznie zazdrośni o sąsiada, czy koleżankę, której coś wychodzi.

    Miałam okazję jechać pierwszego września autobusem, jakaś, nie więcej niż gimnazjalistka, opowiadała znajomym jak to inna koleżanka, którą spotkała xxx dni temu, stwierdziła, że jest „bardziej wulgarna i wredna niż kiedyś”, chwaliła się tym jak gdyby zdobyła medal bycia najbardziej COOL w 2013 roku. 😉

  • Dobra, przyznaję się… Skrytykowałam ostatnio w pewnym wątku kobiety, które ważąc po 90-110 km (a czasem więcej!) zachodzą w ciąże. Oczywiście zrobiłam to konstruktywnie i kulturalnie, ale i tak mi się oberwało, bo przecież każda kobieta ma prawo być matką. Nie przeczę, ale dla własnego zdrowia, zdrowia dziecka i ogólnego komfortu nie wyobrażam sobie, żeby przy takiej wadze mając 160-170 cm wzrostu zajść w ciążę… W sumie w głowie mi się nie mieści, że można żyć z taką wagą i nic z tym nie robić i nie chodzi mi tu o zawiść czy coś. To po prostu niezdrowe…

  • Jak ja się cieszę, że u mnie na blogu nigdy nie miałam z tym świństwem do czynienia….

  • Też nie rozumiem tych zakompleksionych hejterek, podobnie jak nie rozumiem znajomych, którzy wymądrzają się na temat tego co powinno się jeść a co nie żeby schudnąć, a sami nigdy się nie odchudzali.

  • Ewa

    Ja jestem zawsze pełna podziwu dla kobiet ze zdjęć, o których piszesz – w końcu trzeba naprawdę dużo wytrwałości, samozaparcia i motywacji, żeby dojść do takich efektów. Nawet jeśli wg mnie byłaby zbyt umięśniona, to jest jej wybór, jej ambicja do bycia silniejszą, mocniejszą i uważam, że to bardzo dobrze, że wytrwale dąży do celu! Nie rozumiem hejterów, którzy tworzą komentarze „Bosz, ale oblecha”. No właśnie, niech spojrzą na siebie – oponka tu, tam trochę zwisającej skóry, podkrążone oczy, które od dłuższego czasu nie widziały światła dziennego, tylko wlepiają się w ekran komputera. I zawiść jako podstawowa cecha charakteru, której jednak w lustrze (niestety) nie widać.

  • Hejtowanie to nic innego, jak zaprzeczenie własnej koszmarnej opinii na temat samej siebie. Kiedy krytykuje innych, nie musi myśleć o tym, co sobie obiecała, a czego nie robi. Proste, a jakże skuteczne odwrócenie uwagi od własnej osoby – najczęściej bezmyślnym hobby takich panienek i pań jest plotkowanie. Dla tych najmniej lotnych jako sztuka dla sztuki. Bo skoro same nie ćwiczą, nic nie czytają i nie mają pasji, to zgodnie z zasadą, że natura nie znosi próżni, zajmują się krytyką innych.
    Buziak!

  • Tym razem się nie zgadzam… prawdę mówiąc aż mnie ścisnęło w żołądku.
    Wiem, że są dziewczyny(kobiety?), które hejtują masowo. Ale są też takie, które raz na jakiś czas pokuszą się o komentarz – normalne wyrażenie swojej opinii bez obrażania kogokolwiek – i od razu dostają po tyłku. Taką osobą jestem ja.
    Wychodzę z założenia, że skoro żyjemy w wolnym kraju i mamy wolność słowa, a ktoś publikuje zdjęcie z pełną świadomością konsekwencji tego czynu, to mogę się wypowiedzieć.
    Mam prawo napisać, że nie rozumiem westchnień nad tymi pośladkami, bo przecież gdy pani ze zdjęcia stanie normalnie to będą przeciętne, zwykłe, płaskie, a dla mnie krągłe pośladki są ważniejsze niż brzuch jak deska. Natomiast jeśli tak wygląda na codzień – po prostu ma lordozę. Dopisuję, że wspomniana pani ma piękne plecy.
    I co? Atak. „haha, krytykujesz pewnie sama jesteś gruba i właśnie wpieprzasz czekoladę”, „to może pokaż swój tyłek, pewnie masz taki, taki i taki”.
    A ja po prostu kocham krągłości, kocham połączenie wysportowanego ciała z bardzo kobiecymi kształtami i sama staram się taki efekt osiągnąć. Dlatego nie podobają mi się bardzo szczupłe i umięśnione ciała i chociaż doceniam i podziwiam pracę włożoną w osiągnięcie danego efektu to mogę swoją opinię wyrazić dopóki jest kulturalna.
    Jestem świadoma swojej figury – wiem, że moje pośladki są ładniejsze i bardziej krągłe niż większości dziewczyn- jestem z nich dumna -, wiem, że mam znacznie większy biust niż większość moich rówieśniczek dlatego nie płaczę nad tym, że moje nogi są krótkie i masywne a brzuchowi daleko do ideału. Jestem biegaczką długodystansową, mam za sobą półmaratony i krótsze biegi, jeżdżę na MTB i jednocześnie nie mam zamiaru chudnąć. I co teraz? 168 cm wzrostu, 62 kg – pod tym względem wpisuję się w typową hejterkę, mam przeciętną figurę.
    Aby móc wyrazić swoją opinię nie trzeba być ósmym cudem świata. Nie trzeba być szczupłą umięśnioną tyczką. Można się czuć świetnie w swoim ciele niepasującym do fit ideału.
    Prawdę mówiąc bardziej denerwują mnie dziewczyny, w których budzi się agresja gdy widzą krytykę. Pani ze zdjęcia prawdopodobnie pozostałaby niewzruszona, bo jest świadoma swojego ciała, jest z niego dumna i dlatego opublikowała efekty swojej pracy. Za to zastęp jej adwokatek ma jakiś ból tyłka, bo ktoś śmiał napisać, że mu się nie podoba.
    Są gusta i guściki, jest wolność słowa i jest Internet. Nic nie jest czarno-białe i tym razem Twój subiektywny post dość mocno mnie rozdrażnił, bo generalizujesz.

  • Czasami myślę, że nie jestem aż taką dobrą mamą, ale potem ogarniam to na „zimno”, kalkuluję i wynik wychodzi taki, że nie robię nic złego – wtedy jestem dużo spokojniejsza.
    Pulpet na pewno polubi jesień, bo czemu by jej nie lubić? Nie jest taka zła. Nawet jeśli szara.

  • Skłamałabym, mówiąc, że absolutnie nigdy nie zdarzyło mi się rzucić negatywnego komentarza czy zwykłej, prozaicznej złośliwości. Bo jestem trochę zołzą. Tyle tylko, że wolę krytykować głupotę i brak wyobraźni, niż cudzą pracę. W życiu bym się nie ośmieliła skrytykować jakieś laski, która wrzuca foto z cyklu „before/after”, bo sam fakt, że się zdecydowała świadczy o wielkiej odwadze i jeszcze większej determinacji. Kiedy widzę takie hejty dla hejtu, to jest mi wstyd, że jestem kobietą. Poważnie.

  • Kochana jesteśmy w Polsce, nie oczekuj wiele. Ale wydaje mi się, że najgorsze trafia nas wtedy gdy dobija się to do naszej osoby. Kiedy zaczyna nam coś wychodzić, a tu tak nagle odwraca się od nas jedna osoba, za drugą. Przykre! 😉

  • konstruktywna krytyka nie jest zla…pod warunkiem ze jest ladnie ubrana w slowa.
    Jesli nie masz o czyms pojecia-to nie krytykuj.takie jest moje zdanie.
    Mi zdarza sie cos czasem skrytykowac,ale robie to taktownie 🙂

  • To chyba wynika z zazdrości przede wszystkim i zazwyczaj nie ma nic wspólnego z konstruktywną krytyką. Łatwiej jest do czegoś się przyczepić u innej osoby niż po prostu przyznać, że daleko jest do tej zgrabnej figury, że ta osoba ze zdjęcia ma np. świetne ciało, pochwalić i jeżeli ma się taką ochotę to obrać za cel poprawę własnego ciała.

  • Osobiście nie znoszę takich ludzi, jak pewnie większość 😀 Nie rozumiem jak można być aż tak złośliwym i zawistnym, a jednocześnie nie robić nic, żeby zmienić samego siebie. Ja rozumiem, że nie każdy chce mieć idealnie wysportowaną sylwetkę, ale nosz kurde! Niech wtedy chociaż nie hejtuje tych którzy się o to starają.

  • Przecież zawsze tak było i zawsze będzie. Ludzie myślą płytko, kierują się tylko pozorami a przecież z nich tak niewiele wiemy. Nigdy nie można wypowiadać się o osobach, których się nie zna, bo nie wiadomo jaka ich tworzy przeszłość… Czasem dla niektórych zmiana wyglądu to przełom w psychice człowieka i to jest baardzo ważny krok w przód. Ludzie, którzy krytykują, zabierają im nadzieję…

  • niestety chyba nie jesteśmy zmienić niektórych ludzi. ja tego w ogóle nie rozumiem jak można się tak zachowywać, krytykować, ubliżać… nie można oceniać książki po okładce, a na dodatek jak widzę jacy brutalni mogą być ludzie anonimowo to przechodzi ludzkie pojęcie.

  • Z jednej strony zgodzę się z tobą, a z drugiej sama wcieliłaś się w tym poście w osobę krytykującą, no i używałaś mocnych słów 😀

  • Jestem ostrożna z komentarzami a propos figury (zarówno swojej jak i cudzej) bo miałam w życiu moment, kiedy moje ciało przysłaniało mi cały świat – nie mogłam normalnie funkcjonować, kiedy dostrzegłam u siebie choćby najmniejszą fałdkę :-/
    SIEBIE hejtowałam. Innych natomiast idealizowałam, uważałam, że to ja nie pasuje, to ja jestem „tą inną”.
    Na szczęście wyszłam z tego cało, a nawet popchnęło mnie to doświadczenie do założenia bloga :D.
    Teraz jestem dla siebie wyrozumiała, a kiedy widzę zdjęcie ślicznej dziewczyny, która zmieniła swoje życie całkowicie za sprawą zumby i łyżki otrębów, widzę w niej inspirację, siłę, moc, pasję – raczej temat na posta niż obiekt zazdrości i hejtu!

  • Zrobiłam mały eksperyment i spróbowałam sobie wyobrazić jak to być hejterem. Wchodzę na jakiegoś bloga i widzę świetną laskę chwalącą się swoim ciałem (efektami bardzo ciężkiej pracy, bo przecież nikomu nie przychodzi to łatwo), następnie patrze w lustro i widzę TO (czyli nibyja). Proste jest, że pierwsze co przychodzi to zazdrość, a co za tym idzie niedowartościowanie. Łatwiej jest spędzić 1 godzinę na poszukiwaniach „obiektu do hejtu” niż ubrać swój gruby zad w dres i pobiegać przez 30 min. po parku.
    Chociaż jest jeszcze wspomniana druga strona medalu. Konstruktywna krytyka, która jest bardzo potrzebna i pomocna. I moim zdaniem komentarze tego typu nawet dobrze się czyta. Tylko, że niektórzy źle interpretują tego typu krytykę, uważając ją właśnie za hejta.
    Wracając do mnie, powiem szczerze, że nie chciałoby mi się wypisywać komentarzy typu „masz brzydki noc”, „ale cycki to chyba sobie zrobiłaś co?”. Szkoda mi na to czasu 🙂 Na ten obszerny komentarz nie było mi go szkoda 😉

    P.S. Dobre jest jeszcze, gdy hejterzy piszą z konta anonimowego 🙂

  • Mam wrażenie, że jeszcze rok albo dwa lata wstecz, nie było aż takiej ilości „konstruktywnych krytyk”. Teraz wszystko wszystkim przeszkadza. Każdy jest specem w każdej dziedzinie. Oczywiście trochę uogólniam, ale tak jak mówisz – gdy ktoś osiągnie jakiś sukces, przynajmniej jedna osoba musi go zmieszać z błotem. Na początku też zastanawiałam się skąd w ludziach tyle jadu. Z zazdrości. To jedyna logiczna odpowiedź. Bo co komu tak naprawdę do tego czy dziewczyna siedząca na przystanku jest gruba, chuda, ma krzywo namalowaną kreskę, albo tandetne buty. Jeżeli tak lubi i dobrze czuje się w swoim ciele, nikt nie ma prawa jej krytykować. A gdy nie do końca siebie akceptuje, na pewno nie potrzeba jej kolejnych dobijających słów. Ale przecież najlepiej „pocisnąć” po kimś, aby podnieść własną samoocenę, bo tkwiąc w tym samym miejscu przez 5 lat, raczej nie odnajdzie się innych bodźców.

  • Anonymous

    Cóż, czasami mi się zdarza 🙂 Nie to, że zazdroszczę ćwiczącym dziewczynom tego a tamtego, bo sama ćwiczę (treningi na przyrost masy ciała). Z natury jestem ektomorfikiem, u mnie w rodzinie wszyscy mieli szczupłe figury. A tak się złożyło u mnie, że zawsze zazdrościłam tym pełniejszym kobietom, latynoskim klepsydrom czy jak to określić ;D Nie chodzi mi o takie, które są otyłe, czy otłuszczone przez siedzenie przed tv. I przechodząc do sedna- jeszcze rok temu z zazdrości brzuch mnie bolał na widok takiej figury, po czym zaczynało się plucie hejtami. Przez moje zakompleksienie i zwyczajne babskie fochy. Aż ktoś mądry w końcu powiedział, że jeśli się chce, to można. I że na siłowni/fitnessie nie tylko można zrzucić, można też przybrać. I skończyło się kręcenie nosem. Poszłam na siłownię, dostałam harmonogram z przykładowym jadłospisem i tak sobie przybieram. I ból dupy zniknął 🙂