Jest ich więcej niż fanek Biebera. Są wszędzie: na profilu Ewy Chodakowskiej, na sportowych blogach, na znanych portalach z nie-zawsze-obiektywnymi wiadomościami i na zwyczajnych fanpejdżach, na których ktoś wrzuca zdjęcia fit dziewczyn. Przesiadują tam całe dnie i z pasją walą w klawiaturę – aż poczują się lepiej. Są lepszymi jurorkami, niż ludzie z X Factora; znają się na ćwiczeniach lepiej niż Pudzian,  na diecie lepiej od niejednej modelki. Modę z kolei mają w małym palcu niczym Anja Rubik. Zawsze wiedzą lepiej a to, co uważają, jest święte. 
Jak same mówią, zajmują się konstruktywną krytyką dziewczyn, które widzą na zdjęciach. Kobiet w adidasach, blondynek podnoszących ciężarki i brunetek w obcisłych stanikach sportowych. Wszystkich.
I zawsze, ale to zawsze, coś im w nich nie pasuje.



Zawsze wydawało mi się, że jak ktoś jest w stanie powiedzieć coś złego na te wszystkie ćwiczące dziewczyny ze zdjęć, które oglądamy w sieci, to musi być idealny. Nie ma innej opcji: skoro ktoś dostrzegł wadę w – zazwyczaj – perfekcyjnie wyglądającym ciele, to chyba znaczy, że sam ma jeszcze lepsze. Albo nad tym ćwiczy do utraty tchu, nie śpi nocami, tylko wali przysiad za przysiadem, a na śniadanie zawsze je owsiankę z podwójną porcją otrębów i obowiązkowym bananem.
No cóż, myliłam się. I to cholernie.


NIGDY NIE PASUJE

Jeżeli przyjdzie wam kiedyś do głowy porozglądać się po stronach albo fanpejdżach z fit motywacjami, na których ktoś wstawia zdjęcia wysportowanych dziewczyn, to zorientujecie się, o czym mówię. Pod każdą fotką znajdziecie chociaż jeden przykład na to, że niektóre kobiety to po prostu głupie, zazdrosne krowy, które albo mają za mało roboty w domu i się nudzą, albo są tak sfrustrowane, że uważają krytykowanie innych za swoją życiową misję i trzymają się tej idei jak Gandalf swojej laski.
Tych nigdy nie zadowolisz, nieważne, jakiego zdjęcia byś nie wrzucił: a to modelka ma zbyt umięśnione uda i wygląda jak facet; a to ma tyłek jak kaczka wystającą, dwu-milimetrową fałdkę na brzuchu, albo – no przysięgnę na wszystko – sztuczne piersi. Dostrzegą każdą wadę, nawet jeśli jej nie ma: za duże łydki, wystające żebra, krzywe zęby (chociaż na zdjęciu nie widać twarzy) albo mały biceps. Zawsze muszą skomentować, bo jak to mówią – dzień bez hejtu, to dzień stracony.

PRZYGANIAŁ KOCIOŁ GARNKOWI

Byłam przekonana, że jeśli ktoś już zdobywa się na to, by skrytykować kobietę, na której widok nawet mi zapiera dech w piersiach i żołądek ściska z zazdrości, to sam musi być ósmym – albo i dziewiątym – cudem świata. Wchodzę więc z ciekawości na profil tej znawczyni, która przed chwilą się wypowiadała, że ta modelka za mało ćwiczy na uda, a tamta żre za dużo nabiału – klikam i nie wiem, czy się śmiać, płakać, czy od razu siadać na dupie i pisać notkę, bo to co widzę, przechodzi ludzkie pojęcie.
Ta wielka znawczyni siłowni i biegania, ten spec od zdrowego odżywiania i tego, co się powinno jeść, a czego nie,  ten największy krytyk, który pod każdym zdjęciem znajdzie coś, do czego można się doczepić… wygląda przeciętnie. Co więcej: z sylwetki widać, że tej codziennie wspominanej siłowni albo jakichkolwiek ćwiczeń – łącznie z przebieżką do tramwaju – nigdy nie było. Diety chyba też nie, bo w polubionych stronach same fastfoody i nazwy piw.
I tak jest za każdym cholernym razem. Co widzę jakiś hejterski komentarz pod zdjęciem pięknej, wysportowanej dziewczyny, to zawsze robi to jakaś kobieta, która słowo fitness zna chyba tylko z opakowania płatków śniadaniowych.  Nie rozumiem, skąd w tych dziewczynach tyle jadu; ba, skąd mają tyle czasu wolnego, by siedzieć na tyłku i analizować zdjęcie przez pięć minut, żeby móc się do czegoś doczepić? Oczywiście, że mogłaby ten czas przeznaczyć na bieganie, ćwiczenia, albo przeczytanie dobrej książki, ale w sumie – cholera wie po co. Lepiej przecież przylepić się do monitora, przewijając przez osiem godzin strony związane z fitnessem i dopierdzielając się do wszystkiego, do czego tylko można.
Jest tylko jeden szkopuł: od samego czytania jej nie przybędzie, a tobie nie ubędzie, moja droga. 

PATRZ NA SIEBIE

Nie zrozumcie mnie źle: mam gdzieś, czy ktoś ćwiczy czy nie, czy piję wodę, czy tankuje colę. Naprawdę. Każdy ma swoje ciało i każdy je modeluje lub nie jak mu się żywnie podoba.
Ale jeśli jakaś baba całe dnie siedzi na dupie, nic nie robi i co chwila krytykuje zdjęcia dziewczyn, które poświęciły sporo swojego czasu i naprawdę się napracowały, by mieć takie ciało, jakie mają, to ręce opadają. Serio. Bo nie rozumiem: czy to przez zazdrość? O co ludziom chodzi z tym ciągłym doszukiwaniem się czegoś, do czego można się dowalić i co można wytknąć? No i najważniejsze: dlaczego nie staną przed cholernym lustrem i nie zaczną tego robić w stosunku do siebie?
Chyba wiem dlaczego. Bo to już by nie było takie śmieszne. Bo łatwiej jest napisać o nieznanej dziewczynie, które schudła 50 kilo, że dalej ma gruby brzuch, a stopy jak koń. Bo przecież tamta z fotki jest za chuda. Za gruba. Za tłusta. Za bardzo umięśniona.
A jaka jest ta w lustrze?
No właśnie.

A Wy co myślicie o takim typie dziewczyn? Czy wam też zdarza się hejtować i dowalać do wszystkiego?