• Szukaj

Umiesz oszczędzać? 5 sposobów na grubszy portfel

To nic nowego – wszyscy chcemy mieć dużo pieniędzy.Głównie dlatego, że życie dzięki nim jest o wiele łatwiejsze: można sobie kupić kota, dom, basen czy dwóch mężów oraz roczny karnet na zabiegi w SPA. Umożliwiają nam spełnianie niektórych marzeń i zadowolenie naszych bliskich: no i powiedzmy sobie szczerze: dzięki nim możemy rozkoszować się smakiem lodów z McDonalda. Co jednak zrobić, by pieniędzy przybywało, a nie ubywało? Przez cały rok bycia studentką uczyłam się jak wydać, by mieć. No wiecie – zjeść ciastko i mieć ciastko. I chyba mi s […]

To nic nowego – wszyscy chcemy mieć dużo pieniędzy.
Głównie dlatego, że życie dzięki nim jest o wiele łatwiejsze: można sobie kupić kota, dom, basen czy dwóch mężów oraz roczny karnet na zabiegi w SPA. Umożliwiają nam spełnianie niektórych marzeń i zadowolenie naszych bliskich: no i powiedzmy sobie szczerze: dzięki nim możemy rozkoszować się smakiem lodów z McDonalda. Co jednak zrobić, by pieniędzy przybywało, a nie ubywało? Przez cały rok bycia studentką uczyłam się jak wydać, by mieć. No wiecie – zjeść ciastko i mieć ciastko. I chyba mi się udało. To moich pięć najskuteczniejszych sposobów, by sobie oszczędzić…
i wydać te pieniądze na coś innego.

Jeżeli jeszcze chodzisz do szkoły – czyli jesteś najszczęśliwszym człowiekiem na świecie i powinieneś wszystkim bogom dziękować, że możesz z każdym problemem biec do mamy – to oszczędzanie nie jest jeszcze takim problemem. Ale kiedy zaczynasz żyć na własną rękę, czy to studiując, czy zarabiając, finanse zaczynają sprawiać kłopot prawie tak wielki, otyłość w Ameryce. Czemu?
Bo naprawdę dość trudno jest zaplanować wszystko tak, by starczyło i jeszcze można było dodatkowo kupić sobie coś ładnego.
Moja nauka oszczędzania trwała cholernie długo: cały rok. Ale już teraz wiem, że jestem w tym o wiele lepsza, niż kiedyś. Sam fakt, że potrafię odłożyć jakąś sumę jest dla mnie powodem do dumy. No i największy plus – nie muszę prosić rodziców o pieniądze.

#1 MENU, MENU, MENU

W życiu w to nie wierzyłam, dopóki nie spróbowałam. Wyobraźcie sobie, że jak rozpiszecie menu na trzy dni do przodu – z uwzględnieniem napoi, przekąsek, drugich śniadań i tak dalej – to zaoszczędzicie naprawdę sporo.
Najpierw robimy menu na każdy dzień – najlepiej na jakiejś dużej kartce, którą potem zawieszamy w kuchni – a potem, na jego podstawie, listę zakupów. Ważne, by przy chodzeniu na zakupy trzymać się produktów z listy i nie kupować niczego innego – ja miałam z tym problem tak wielki, jak Miley Cyrus w założeniu ubrania na siebie. Zawsze mnie coś rozpraszało: promocja, okazja, przecena i tak dalej. NIE. Nic z tych rzeczy. Wchodzisz do sklepu i kupujesz wszystko z listy.
Dlaczego na trzy dni? Większość poradników dotyczących oszczędzania radzi robić menu na tydzień, ale u mnie się to nie sprawdza: zawsze wtedy kupuję za dużo jedzenia. Trzeba uwzględnić fakt, że czasami ominie się obiad, zje się mniej i tak dalej, więc produkty zostają i możemy z nich coś zrobić na następny dzień. W 95 proc. przypadków moje menu do środy starcza też na czwartek.
Jedyne, co opłaca się kupować na zapas, to woda, soki czy napoje, najlepiej w tanich marketach. Dzieki temu nigdy nie zabraknie nam picia, a my nie polecimy – jak te ciołki, swoją drogą – do pierwszego osiedlowego sklepu, w którym jest drogo jak w samym piekle, tylko po to, by się czegoś napić.
A z zakupami wiąże się punkt drugi.

#2 OCZY DOOKOŁA GŁOWY

Zasada jest prosta: jeśli chcesz dobrze wydawać swoje pieniądze, musisz być zawsze zorientowana. Zapisz się do newsletterów najpopularniejszych marketów – zwłaszcza tych, które masz blisko domu. Jeśli będziesz miała już gotowe menu i listę zakupów, będziesz mogła poszukać, czy gdzieś nie ma tych produktów po promocji. Staraj się to ogarniać. W miarę orientuj się gdzie i co jest taniej, bo markety „wymieniają się” między sobą i tam, gdzie np. mąka jest tania, jest droga szynka, z kolei w drugim mięso jest tanie jak barszcz, a mąka niewiarygodnie droga.
Jeśli jesteś posiadaczką telefonu z androidem, to jest taka aplikacja, która umożliwia przeglądanie gazetek sklepowych. Bardzo przydatna pierdoła.

#3 DOCENIAJ BAZARKI

Wiem, że w dużych sklepach jest wygodniej: są koszyki, możliwość płacenia kartą i w ogóle wszystko jest takie porządne i posprzątane. Chodzenia na targowiska i bazarki wiąże się z kolei z przeciskaniem się w tłumie, targowaniem z babciami i poświęceniem czasu. Ale uwierzcie mi, warto – warzywa, owoce i jajka są zazwyczaj tam najlepszej jakości ,a ceny dużo niższe, niż sklepowe. Poza tym  – jak spróbujecie pomidora z marketu, a potem takiego pachnącego z targowiska, to od razu zrozumiecie, o czym mówię. Kompletnie inna jakość.
I portfel mniej boli.

#4 USTAL LIMIT

U mnie poskutkowało też założenie sobie limitu: tygodniowego, dziennego i „wypadowego”. O co w tym chodzi? W każdym tygodniu mogę wydać tylko określoną sumę. Co więcej, jeśli nie zdążę opracować menu i listy, to mam też limit dzienny – ileś tam złotych, zazwyczaj 10 czy 15. Jeśli zaś lista jest opracowana, a ja wybieram się na zakupy, to ustalam sobie limit „wypadowy” – na przykład, że robię zakupy do 50 zł albo do 80 zł. Dzięki temu tym bardziej nie będą mnie kusić żadne niepotrzebne rzeczy i jakoś udaje mi się sporo zaoszczędzić. Ach, i najważniejsze – nie wierzcie kartom płatniczym.  Lepiej wybrać sobie jakąś sumę i nosić ją w portfelu. Kartą płaci się lekko, szybko i nie dociera do nas, ile wydajemy. Co więcej, kwota dopiero po jakimś czasie odejmowana jest z konta, więc może być tak, że sprawdzicie i będziecie myśleć, że macie X pieniędzy, a okaże się, że macie dwie dychy mniej. Dołujące.

#5 MYŚL

  • Na pewno nie opłaca się jedzenie na mieście. Zresztą, pomyślcie – chwila przyjemności, a nie dość, że stracimy dużo pieniędzy, to zazwyczaj jest to niezdrowe. Ba: w domu za taką kwotę moglibyśmy zrobić dwa obiady.
  • Jeśli mieszkacie w dużym mieście, to o niebo bardziej opłaca się bilet miesięczny czy semestralny na komunikację miejską – chyba, że wszędzie chodzicie pieszo.
  • Zamiast karnetu na siłownię, w ładne dni skorzystaj z darmowych siłowni na powietrzu, albo po prostu idź pobiegaj. W deszczowy dzień przeszukaj internet – jest mnóstwo ćwiczeń siłowych do wykonania w domu.
  • Nie kupuj wszystkiego w sieciówkach i galeriach. Inwestuj tylko w rzeczy, które przydadzą się na dłużej: buty, kurtki czy spodnie. Bluzki, które są modne teraz, a za dwa miesiące nikt nie będzie o nich pamiętał, lepiej kupić w lumpie. Serio. I nie jest wcale tak ,że są tam same brudne/dziurawe/niemodne ciuchy. Znam dziewczyny, które są ubrane od stóp do głów w ubrania z lumpa i z powodzeniem mogłyby mieć bloga modowego, bo wyglądają obłędnie.
  • Używaj internetu. Na allegro, szafie czy w sklepach internetowych można znaleźć świetne ubrania pięć razy taniej. Zwłaszcza zaoszczędzić można na butach albo torebkach.
To, że oszczędzam, nie znaczy, że głoduję, nie dojadam, albo żywię się parówkami. Wręcz przeciwnie: od kiedy wprowadziłam te zasady do swojego życia, jem o wiele lepiej (kupuję zdrowe, często droższe produkty, zdarza mi się jeść sushi na obiad – wszystko dlatego, że dobrze rozplanowałam menu i robiłam zakupy zgodnie z listą) i kupuję sobie o wiele więcej fajnych rzeczy: ubrań, książek, gier czy kosmetyków.
Napisane przez
Marta Hennig

Jestem Marta, mam 24 lata i próbuję jednocześnie spełniać marzenia, robić swoje i być dorosła, ale to ostatnie nie zawsze mi wychodzi.

Zobacz wszystkie artykuły
Napisane przez Marta Hennig