Najpierw nie mogłeś znaleźć tej cholernej, jednej skarpetki, potem odkryłeś, że mleko, które chciałeś wypić na śniadanie zrobiło się nieco zielone i wyhodowało nową formę życia, a następnie – jakby tego było mało – tramwaj spieprzył ci tuż sprzed nosa. Potem w pracy coś się nie udało, w szkole dostałeś jedynkę za to, że w ogóle istniejesz i już wiesz, że ten dzień będzie bardziej do dupy, niż papier toaletowy. 


Wracasz ze spuszczoną głową do domu, a tam marudząca mama narzeka na twoją brudną bieliznę, którą z braku miejsca powiesiłeś, dość awangardowo, na żyrandolu. Ewentualnie – kiedy jesteś dorosły – to marudzi twoja druga połówka na problem wymyślony z powietrza. I jak tu, cholera, nie rzucić się z mostu, albo – ewentualnie – nie spić się i nie rzucać dolarami w panią do towarzystwa? No jak?

Dokładnie wiem o czym mowa, bo mój dzisiejszy dzień był prawdziwą katorgą.  Zaczęło się od tego, że kompletnie nie mogłam zwlec się z łóżka – głównie przez to, że ostatnio mało sypiam – a potem było jeszcze gorzej. Boląca głowa i jakże atrakcyjne jeżdżenie z jednego końca Wrocławia na drugi w czasie największego upału, na dodatek w przepełnionych tramwajach, gdzie po pierwsze, jest prawdziwa sauna, po drugie, śmierdzi spoconymi skarpetami. Potem jechanie specjalnie po jedną, jedyną rzecz do sklepu, gdzie okazało się, że nie mają tego towaru… żyć nie umierać, powiadam, zwłaszcza, kiedy jesteście już padnięci i marzycie o powrocie do domu ale nic z tego, bo tramwaj ucieknie wam tuz sprzed nosa, a następny przyjedzie za milion lat. Nie pozostaje nic, tylko się powiesić… albo rozpłakać na środku Placu Grunwaldzkiego, dokładnie jak ja. 
Doprawdy, prawdziwy pokaz twardego charakteru.  
Ale do rzeczy – jak przetrwać zły dzień i nie rzucać się z rozpaczy z budynku?

RZUĆ WSZYSTKO

Walnij się na kanapę, włącz ulubiony serial albo zresetuj mózg oglądając obrazki w internecie. Ewentualnie możesz też sam ze sobą poobgadywać swoich znajomych, przeglądając tablicę na fejsie i czytając ich głupie wpisy. Wszystkie chwyty dozwolone. Nie pozwól, żeby wszystkie obowiązki przygniotły cię niczym jakaś cholerna sztanga- czasami coś trzeba odpuścić, żeby najzwyczajniej w świecie nie zwariować.
Jeżeli jest coś, co naprawdę musisz zrobić – zrób to jak najszybciej i wtedy dopiero rzuć się plackiem na łóżko. Odpoczynek należy się każdemu. Jeżeli możesz, niech reset trwa do końca dnia. Jeżeli koniecznie powinieneś wracać do zajęć, dopilnuj, aby poświęcić na odpoczynek chociaż pół godziny, bo zawsze lepsze coś, niż nic.
No i zdążysz obejrzeć przynajmniej połowę serialu, czyż nie?

NIE NAKRĘCAJ SIĘ

Jedną z typowych rzeczy, jakie ludzie robią, kiedy wstaną lewą nogą, jest nakręcanie się. To znaczy: coś poszło źle, więc już kręcimy głową, przeklinamy pod nosem i jęczymy, bo już się spieprzy. O Boże, spóźniłem się na tramwaj, to na pewno nie zdążę na kolejny, a z tego na zajęcia, nie zaliczę, nie zdam roku, wywalą mnie ze studiów, rodzina mnie wydziedziczy i skończę jak Pan Zdzichu spod Biedronki, codziennie z nowo otwartą butelką taniego wina w łapie  albo: Ja pierdzielę, zapomniałam tych dokumentów, pomyślą, że oszukuję, wsadzą mnie do więzienia, wyjdę za dziesięć lat z tatuażem na czole i jednym złotym zębem. Po co zakładać coś złego? Jeśli coś się spieprzy, spróbujmy wymyślić, jak to szybko naprawić – najlepiej tak żeby nikt się nie zorientował. Zakład o wygraną w totka, że to bardziej korzystne, niż jęczenie na prawo i lewo, na ulicy i w mieszkaniu, na blogu i na fejsie, jak bardzo jest źle?
No właśnie. Więc zamknijmy się wszyscy i kombinujmy.

PODZIEL SIĘ… ALE NIE NA FEJSIE

Wszyscy wiedzą, że jak człowiek się wygada, to jest sto razy lżejszy. Głównie dlatego, że od kiedy podzieliliśmy się inną osobą swoimi problemami, to możemy już jej truć dupę przez resztę życia, ale też z powodu tego, że to po prostu przynosi ulgę. Muszę jednak rozczarować niektórych – wpisy na fejsie tak nie działają. To, że ponarzekasz na swoim profilu, jaka to Biedronka jest niedobra, bo wycofała twój ukochany produkt nie sprawi, że zły dzień zamieni się w dobry. To tylko spowoduje, że wszyscy twoi znajomi też będą uznawać go za zły, bo musieli czytać twoje żale na swoim facebooku. To jest dopiero smutne… a potem się dziwisz, że nikt nie lajkuje twoich zdjęć.

RÓB TO, CO LUBISZ!
Wiadomo, że wracając do domu po złym dniu nie chce się nic robić i nawet zaparzenie herbaty wydaje się być niebywałym wyzwaniem, bo jak już raz się usiądzie, to ciężko jest ruszyć tyłek do kuchni. Niemniej dobrze jest się zająć czymś, co sprawia ci przyjemność, nawet jeśli to tuczące albo niezdrowe. Halo, masz zły dzień – należy ci się! I już.

Przeczytaj także:

  • Też mam dzisiaj taki dzień. I może jakoś bym się z tym uporała, ale niestety moja skłonność do nakręcania się w ciągu sekundy wzięła górę i tak chodzę od rana jak bomba zegarowa. Liczę na to, że przeglądanie blogów trochę mnie wyciszy, bo zaraz coś rozniosę 😛

  • Ja nie uznaję istnienia czegoś takiego jak „zły dzień”. I tak sobie z nim radzę. Każde przykre zdarzenie traktuję jako osobne zdarzenie, a nie część złowieszczego spisku świata przeciwko mnie. No przynajmniej nie pamiętam, żebym miała jakiś „zły dzień”. Ale ja ogólnie mało emocjonalna i niewrażliwa na zarówno cudze jak i własne nieszczęścia jestem. 😀

  • Ja się ratuję czekoladą, of kors 🙂
    Ale fakt faktem, że najgorsze jest takie nakręcanie się…. grrrr wolę nawet nie myśleć …

  • Zły dzień trzeba przeczekać, albo położyć się i wstać prawa nogą:D
    Jak to się stało, ze zdecydowałaś sie zostać dziennikarką plus twój styl ubierania i ulubiony smak czekolady:D

  • Ja najczęściej, gdy już trzasnę drzwiami po powrocie do domu po takim dniu, resztkami sił wlokę się pod prysznic, gdzie zmywam z siebie wszystkie złe myśli i skojarzenia związane z tym dniem. Zakładam na siebie świeże, wygodne ciuchy, robię coś smacznego do żarcia. A potem najczęściej ratuję się jakimś filmem. To moje niezastąpione wyjście awaryjne. Plus obowiązkowo coś do przegryzania podczas filmu, choć niekoniecznie coś niezdrowego. Często obieram ogórki, jabłko albo marchewki, kroję na kawałki i później bezmyślnie zjadam, gapiąc się na ekran… 😉

  • W zły dzień przydaje się trochę przyjemności, dogodzić sobie dobrym filmem czy jedzeniem. Lepiej już pójść na spacer, zrelaksować się lub wyżyć się w sporcie niż pisać jak strasznie mamy źle.

  • Co robię jak mam zły dzień? Hmm, to zależy. Czasami ryczę jak nawiedzona (wbrew pozorom to nawet mi pomaga)ale najczęściej ratuje się jakimś pysznym jedzonkiem, albo czytaniem ulubionych blogów, słuchaniem dobrej muzyki. Niedawno odkryłam, że ruch też poprawia mi humor.
    A co do pytań. Od kiedy trenujesz lekkoatletykę i dlaczego właśnie lekkoatletyka a nie na przykład boks czy podnoszenie ciężarów? ;P
    No i może jeszcze. Jaka jesteś? W sensie jakie masz usposobienie, bardziej przebojowe, czy spokojne? W sumie można to trochę wywnioskować z Twoich wpisów, no ale nieważne.

  • Chyba coś dziś „wisiało w powietrzu”, bo ja też nie mogłam dziś z niczym dojść do ładu. Niewyspana i zła powlokłam się do pracy, a tam wszystko leciało mi z rąk i czas wlókł się niemiłosiernie. Ale po powrocie do domu zaległam na kanapie z książką Chmielewskiej, kompletnie wyłączyłam się na otoczenie i świat jakby nabrał trochę weselszych barw 🙂

  • Nakręcanie… To chyba problem numer 1 większości w takiej sytuacji.

  • Dla mnie złe dni można zwalczyć, każdy tylko musi znaleźć własny lek 🙂 Na mieście mi zawsze pomaga czekolada, albo jakieś inne przepyszne słodkości ,a w domu? W domu np. obejrzenie nowego odcinka ulubionego serialu ,ale przede wszystkim czymś co działa zawsze jest SPORT, cokolwiek ktrótki bieg, sesja jogi a nawet medytacja 😉

    http://fireflyshearts.blogspot.com

  • Masz rację pisząc, że wyżalanie się na fejsie niewiele pomaga…poza tym potem wszyscy znajomi jakoś dziwnie na człowieka patrzą.
    Mój sposób na zły dzień? Długi spacer, duże ilości czekolady, dobry film, wyżalenie się komuś bliskiemu…

  • I.

    Czemu nie napisałaś o zjedzeniu czekolady?

  • Strasznie nie lubię gdy ktoś mając zły humor wylewa wszystkie swoje smutki na fejsie

  • Nie nakręcać się ? Tutaj mój problem 😀

  • Chyba wszyscy mają takie dni, kiedy nic nie wychodzi – mój największy problem był fakt, że często jeszcze bardziej się nakręcałam. Na szczęście udało mi się wyzbyć tego nawyku – staram się po prostu w takich momentach rozluźnić i nie myśleć przez moment. 😉

  • Na chwilkę wpadam, bo u mnie dzień bardzo fajny – podoba mi się nowa grafika bloga.
    Też bym chciała podobną, podpowiesz, gdzie szukać? 🙂

  • Na przekór tematyce – życzę miłego dnia! 🙂

  • Ja mam tak średnio raz na miesiąc :p

  • Zapraszam do wzięcia udziału w Maratonie Treningowym Blogerek 21.07 http://czekoada.blogspot.com/2013/07/maraton-treningowy-blogerek-edycja-6.html 🙂

  • Cześć! Mam do Ciebie pytanie. Widziałam, że ktoś kiedyś kopiował Twoje wpisy, właśnie spotkało mnie coś podobnego na jakiejś dziwnej stronie: http://darmowe-probki-kosmetykow.c0.pl/ – wszystko skopiowane słowo w słowo z moim zdjęciami włącznie – które są podpisane moim adresem bloga… Nie wiem za bardzo co mam z tą sytuacją zrobić. Napisałam do tej osoby, ale zero odzewu. Mogłabyś poradzić mi coś w tej sprawie. Jeżeli możesz, napisz na mojego maila: natalyyjka@wp.pl – byłabym niezmiernie wdzięczna! 🙂

  • O, koleżanka wrocławianka:)
    plac grunwaldzki to słabe miejsce na płacz, lepiej iść po całości i wybrać rynek albo środek którejś z galerii;)

  • Ostatnio też mam takie dni, chociaż są wakacje i powinnam rzygać tęczą. Próbuję wtedy myśleć o rzeczach i osobach, które mam i jaka ze mnie cholerna farciara, że ja w ogóle umiem czasem myśleć. Ale fakt, dobrze jest w takiej sytuacji wziąć ślub z kanapą i najlepiej z nikim nie rozmawiać, bo nie dość, że zły humor jest zaraźliwy, to jeszcze ktoś może dostać od nas lewym sierpowym-bo życie jest takie niesprawiedliwe.
    Super piszesz, lubię tu do Ciebie zaglądać, zawsze znajdę coś dla siebie 😀

  • Ja jak mam zły dzień, to najczęściej, niestety, wyzywam się na najbliższych, czego potem cholernie żałuję. Najlepiej jest wyjść na świeże powietrze, zjeść chipsy i posłuchać ulubionej muzyki 🙂 Pozdrawiam, http://www.dontgiwap.blogspot.com

  • Idealnie dzisiaj trafiłam na ten wpis, dzięki!

  • Czytami , czytam te komentarze i jestem zszokowana ! najlepszym sposboem jest przytulenie się do jakiegoś zwierzaka mi to zawsze pomaga 😉 Wyjście na łono natury , kilka głębokich wdechów , modlitwa i jest ok 😉

    • Anonymous

      ooo zgodzę się zabawa ze zwierzakiem dobrze robi:) tak samo spacer -po 30 minutach już wydzielają nam się endorfiny 🙂 modlitwa tez jest lekarstwem:)