Wydawałoby się, że mając lat dziewiętnaście i-prawie-pół-ale-się-nie-przyznaję, powinnam marzyć o światowej sławie, karierze, wielkich plakatach z moją piegowatą twarzą i reklamie czipsów sygnowaną moim imieniem. Ponieważ jestem też studentem, który wie, co to ostatnie pieniądze na bilet, teoretycznie powinnam też pragnąć góry pieniędzy, żeby menu składające się z zupek chińskich i słoików od mamy, urozmaicić chociażby luksusowymi truskawkami z supermarketu, które są tak świeże jak Michael Jackson i gniją na drugi dzień.
A ja marzę tylko o kocie.
I cholernie, naprawdę cholernie nie wiem, co mam z tym fantem zrobić.


TRUDNA DECYZJA

Chyba wszyscy na świecie – no cóż, może oprócz Justina Biebera – wiedzą, że adoptowanie zwierzaka nie jest wcale takie łatwe, na jakie wygląda w Simsach. I chociaż to logiczne, że mały, puszysty kłębuszek to sama radość, nic dziwnego, że jest to decyzja, którą trudno podjąć. A przynajmniej ja mam z nią taki kłopot, jakby było to co najmniej zadanie maturalne z rozszerzonej fizyki,
albo wyrecytowanie całej tabliczki mnożenia, z tym wrednym rzędem z liczbą siedem, którego się wiecznie zapomina.
W każdy razie – naprawdę nie mam pojęcia, co zrobić. Bo serce mówi jedno, a rozsądek.. rozsądek mówi, że dam radę, ale mimo wszystko się boję.
Bo w sumie, to ja chyba tylko w gębie jestem mocna.

TYLE ZA I TYLE PRZECIW 

Z jednej strony – zdaję sobie sprawę, że kot to nie tylko zabawa, ale też kasa na piasek, coby nie uważał piaskownicy dla dzieci za wielką kuwetę, jedzenie i weterynarza. Ba, to też kupa czasu, bo przecież nie będę go zostawiać samego sobie, żeby bawił się z własnym ogonem, albo wpadł w depresję, jadł całe pudło czekoladowych lodów na raz i pomiaukując, zaczął fanatycznie oglądać Modę na sukces.
I jestem w stanie mu to wszytko zapewnić.  Myślę, że to samo dotyczy kwestii weekendowych wyjazdów do domu – dużo czytałam o podróżujących kotach i raczej powinnam dać sobie z tym radę.
No właśnie.
Z drugiej strony: boję się. Boję się, że jednak nie dam rady, że kot będzie przeze mnie cierpiał i że to zła decyzja.  Ale ja tak bardzo, bardzo, bardzo bym chciała go mieć: naprawdę. Zwłaszcza, że o zabraniu mojego Maciosława do Wrocławia nie ma mowy – rodzice go zaklepali i ze względu na wiek nie puszczą w żadną, nawet najkrótszą podróż. Maciek bezdyskusyjnie zostaje więc w domu niczym Harry w komórce pod schodami, a ja cierpię na brak kota i zdecydowaną potrzebę, by takiego mieć.

I jeszcze jedno: to nie jest coś, na co wpadłam teraz, bo o adopcji kota myślę od października.


PROSZĘ… WAS

Ponieważ sama nie potrafię podjąć decyzji – a przynajmniej potrzebuję kopa w tyłek, coby się w końcu określić – prosiłabym Was o pomoc. Czy ktoś z Was miał zwierzaka na studiach? A może ma znajomego, który ma i może podzielić się doświadczeniami? Jak myślicie, dałabym radę?
Aaaa, błagam, niech ktoś napisze cokolwiek, może być nawet „kalafior”, żebym tylko wreszcie się zdecydowała. Jestem w kropce.
I zdecydowanie chciałabym z niej wyjść. Z kotem, rzecz jasna.



Przeczytaj także:

  • Nasza Kota (która aktualnie przebywa w kocim raju pod Krakowem w domu z podwórkiem)(i zaciążyła – puszczalska jedna)znalazła się przez przypadek i… strasznie dużo nas kosztowała. Puszki z żarciem, żwirek… Tak się mówi, że to tylko kilka złotych, ale z drugiej strony te kilka złotych to wyjście na piwo. 🙂

    Rozumiem tęsknotę za Kotem. Jak tylko PW skończy studia i uda nam się wynieść na swoje to – już zapowiedziałam – bierzemy kota.
    Najprzytulaśniejszego kota na ziemi. <3

    Nie wydaje mi się, żebym pomogła z podjęciem decyzji. 😛

    • 🙂
      Jeśli chodzi o finanse, to akurat nie jest żaden problem, nawet jeśli to są duże kwoty (tzn. wiem, że są). Ale co z resztą? Jak się żyje na studiach z kotem? Czy da się tak? I w ogóle 😀

    • Wszystko się da. 🙂
      I jeśli jesteś na to gotowa to śmiało, bierz kociaka. 🙂

  • Moja znajoma ma kota na trzecim roku studiów teraz jest. Na początku darowała sobie wyjazdy do domu przez kilka pierwszych tygodni, może nawet 2 miesiące, coby kotka nie straszyć i nie nastawiać na jazdę pociągiem przez 6 godzin. Ona zdecydowanie z kota się cieszy, bo jeśli nie ma współlokatorki (a akurat nie ma) to przynajmniej ma do kogo gębę otworzyć po zajęciach. Ja też uważam, że kociak to dobra decyzja i jaka kochana :3

    • U mnie jazda do domu wynosi 2 godziny i to bezpośrednie połączenie, więc chyba nie tak źle 🙂

  • Pamiętam, że już coś pisałaś o adopcji kota, i nawet myślałam, że jednak się na jakiegoś zdecydowałaś. Hmm, nie znam nikogo kto miałby kota na studiach, ale jeśli masz taką potrzebę to myślę, że powinnaś. Uszczęśliwisz jednego małego kotka, bo będzie miał dom i właścicielkę, która go kocha. To niby tak mało, ale tak naprawdę dużo. Tylko czy Maciek nie będzie zazdrosny? ;>

    • Właśnie to też jedna z moich obaw, jeśli chodzi o wakacje, to kotek może być w domu mojej siostry w tym samym mieście (codziennie bym przychodziła), boję się tylko co w weekendy – czy Maciek nie będzie zazdrosny? Nie chcę mu robić stresów też.

  • Ja tam bym brała. 😉

  • Ja mam kotka od trzech lat i od trzech lat studiuję, z dala od domu. Pociągiem z kotem (8 godzin w jedną stronę) jechałam raz, później miałam ten luksus podróżowania samochodem. Co do żarcia, to mój Czarodziej jest strasznym żarłokiem, ale daję mu pół saszetki z mokrym jedzeniem rano i pół wieczorem, w międzyczasie ma pełną miseczkę z suchym. Strasznie rozrabia, codziennie mnie budzi o 4 rano, bo jest głodny, ale uwielbiam go, jest niesamowitym pieszczochem, lubi sobie ze mną pogadać.
    Moi rodzice mają psa, brat ma małego kotka, więc jak zjeżdżamy do domu, to robi się wesoło… 😉

    Przygarnij kotka, kotki są cudne!

    • A czy pies albo kot są zazdrosne jak przyjeżdżasz ze swoim kotkiem? I jak to było na początku?

  • Kalafior

  • kalafior.
    A tak na serio – bierz kociaka! Na pewno dasz radę 🙂 A ile radości Ci sprawi!

  • Myślę, że jeśli masz fundusze, warunki w studenckim mieszkaniu, jasną perspektywę jak i czy będziecie razem podróżować i CZAS na pieszczoty – śmiało adoptuj. Bo mam nadzieję, że chcesz adoptować jakieś porzucone kocie serduszko, a nie kupować rodowodową modelkę/modela?
    Ps.Oby każdy podchodził do tematu posiadania zwierzaka jak Ty 🙂

  • marchewka, kalafior i bierz cholerka kota Babo! 🙂 kotki są wspaniałe 🙂 sama miałam niedawno i uwielbiałam go… poza tym kot wcale nie jest taki drogi w utrzymaniu -jakieś 50-70zł miesięcznie 🙂 ale za to ile radości kiedy kładzie się na głowę, lub gdzie tylko ma ochotę i mruczy i grzeje 🙂 niestety musiałam swojego oddać do rodziców ponieważ nie „dogadywał się ” z moimi małymi dziećmi… poczekam aż dzieci mi podrosną i na pewno znów adoptuję jakiegoś mruczusia 🙂

  • „kalafior”.

    A tak na serio – kwestia tego, co ile jeździsz do domu i czy ew. masz możliwość brania go ze sobą albo czy ktoś się nim zaopiekuje w mieszkaniu studenckim. Na co dzień o kota się nie martw, kot to nie pies i daje radę sam przez większość dnia. Za to wieczorem się przyklei do Ciebie 🙂 Utrzymanie zwierza to jakaś stówa miesięcznie – sprawdź, czy Cię stać. No i weź pod uwagę, że koty żyją 15-20 lat, przez ten czas sporo się zmieni w Twoim życiu i każdy wyjazd czy większa sprawa musi dziać się z pomyślunkiem o kocie. Jeśli się zdecydujesz, szukaj w necie najprzyjaźniejszych ślepków i „tego czegoś magicznego” – w ten sposób znajdziesz ODPOWIEDNIEGO dla siebie (przyciągnie Cię, serio-serio!). Ze schroniska lub inne boroki oczywiście!

    Ja przygarnęłam schroniskowego kota 4 lata temu właściwie bez udziału rozumu, spontanicznie. Sama nie wiem skąd się wzięła w mojej głowie ta decyzja. Tak oto mam czarną przyjaciółkę: https://fbcdn-sphotos-h-a.akamaihd.net/hphotos-ak-ash3/942991_507060392676972_718052108_n.jpg i wiem, że to była najlepsza decyzja w moim życiu 🙂

    Koty są cudowne, adoptuj!

    • Anonymous

      Niestety na stronie zablokowano możliwość kopiowania treści, a nikomu nie będzie się chciało przepisywać tych wszystkich znaczków z linku, który podałaś, więc nie zobaczymy jakiego fajnego masz kota :/

    • Żaden problem KLIK i podstawy html zapewniają że każdy kotka zobaczyć może

  • pat

    O rany… Mam nadzieję, że dobrze wiesz, że ja jako zwariowana fanka zwierząt znakomicie Cię rozumiem… A czy zostajesz we Wro na wakacje? Jeśli nie, to może poczekaj na adopcję kota do października. Wtedy osiądziesz w mieszkaniu na znacznie dłużej i zwierzak nie będzie skazany na nagłą przeprowadzkę po naszej czerwcowej sesji. Ja ciągle śnię o mojej Kiarze i Volcie, i cierpię, że nie mogę nic futerkowego posmyrać tutaj we Wro. Ale nie wyobrażam sobie więzienia zwierzaczka w ciasnym mieszkaniu:( To trudna decyzja. Myślę, że MUSISZ WZIĄĆ SOBIE KOTA 🙂 Ale nie teraz 😉

  • KALAFIOR, ładne imię dla kotka, Twojego kotka.
    Rzecz jasna jestem ZA!

  • Moja koleżanka ma kota (zresztą moją imienniczkę :P) i powiem Ci, że jej kot jada lepiej od właścicielki. Mam czasami wrażenie, że wydaje więcej pieniędzy na kota, niż na siebie. Ale kiedy wszystko jest w granicach normy, to chyba nie jest źle 😉 Ja ma Twoim miejscu bym brała, poza tym masz już doświadczenie z Maćkiem, nie jesteś sama, bo masz Patryka, więc taki kociak chyba bardziej da Wam w kość swoimi figlami, a nie Ty go zamęczysz, bo nie będziesz potrafiła się nim zajmować 😉

  • Znajomi mają kota i sobie radzą^^^

  • Jestem kociara ogromna i kocham wszystkie futrzaki, ale… na kota trzeba mieć warunki i to takie pewne, a nie ‚najwyżej się go zabierze ze sobą’. Po pierwsze kot na początku to kupa kasy – bo szczepienia, sterylizacja, żarcie, żwirek, miski, transportery, zabawki i inne duperele. Ja już z tego ‚wyrosłam’, ale chyba każdy ma taki moment, że wpada w szał zakupów, bo wszystko dla kotów jest taaaakie słodkie i koniecznie potrzebne. Poza tym koty ze schroniska są w jakimś sensie niepewne, bo niby je szczepią i leczą, ale mam wrażenie (z obserwacji), że dzikusy są bardziej podatne na wszelkie choroby. A to też dodatkowy koszt i to czasem niemały.

    Po drugie, nie można zakładać, że z kotem będzie się podróżować. Jasne, można trafić szczęśliwie i Twój zwierzak będzie zachwycony każdą wycieczką, ale… szczerze mówiąc widziałam takie może dwa. Mój przy próbie włożenia do koszyka dostaje furii po czym miauczy całą drogę tak, że pół miasta słyszy. Kotka znajomej rzucała się po całym mieszkaniu przy każdej próbie wyniesienia jej z niego. Raz widziałam dziewczynę podróżującą z kotem pociągiem, miała go na szelkach i w torbie, którą oczywiście czym prędzej opuścił. Podobno podróżowali tak często, ale kot pomimo, ze w miarę grzeczny to jednak był zestresowany i miauczał. Za dużo zapachów, za dużo się dzieje, wszystko się rusza i kociakowi może odbić.

    W jednym Cię pocieszę: kot nie potrzebuje dużo uwagi i raczej nie popadnie w depresję z samotności. Zazwyczaj idzie spać i jest szczęśliwy, że nikt mu nie przeszkadza (mam w życiu 4 kota i żadnemu nie przeszkadzała wolna chata;)). Co nie zmienia faktu, że czasem lubi się pobawić, zwłaszcza małe kociaki, ale na pewno nie jest tak zajmujący jak pies.

    Ja bym się nie zdecydowała na kota w mieszkaniu studenckim, bo moje współlokatorki nie umiały mi przez weekend nawet doniczkowej bazylii dopilnować, żeby nie zdechła. A tak poważnie – jest to ryzykowne, bo co jeżeli faktycznie trafisz na futrzaka, który nie znosi podróży? Nauczyć go i przyzwyczaić może być niewykonalne niestety. Charakteru kota nie zobaczysz w futrze ani nawet w oczach, dowiesz się jaki jest dopiero jak z nim zamieszkasz. No i poważnie się zastanów czy na pewno dasz radę finansowo, bo lepiej nie stawać przed wyborem: kocia puszka czy chleb 😉

    Czasem lepiej poczekać pół roku, rok, dwa – aż będzie się w stanie zapewnić spokojne życie i sobie, i sierściuchowi 🙂

  • Mój kolega, student dostał kotka w spadku po poprzednich lokatorach mieszkania do którego się wprowadził i teraz się najlepszymi kuplami, dosłownie 😀 Nie znam się zbyt dobrze na kotach, bo ja raczej mało zwierzaczkowa jestem (większości zwierząt strasznie się boje) ale chyba kot nie przeżywa tak bardzo nieobecności właścicieli jak pies, oczywiście nie mówię tu o zostawianiu zwierzaka samego na kilka dni , raczej na kilka godzin. Także jeżeli masz wystarczające pokłady miłości, cierpliwości i odpowiednie warunki mieszkaniowe, to adoptuj 🙂

  • Kochana, dwie godziny to nie jest tak potwornie dużo, myślę, że nie wywoła to u Twojego przyszłego pupila traumy. Możliwe, że pierwsze tygodnie powinien jednak spędzić oswajając się z nowym miejscem, więc pewnie przez jakiś czas nie powinnaś jeździć do domu, ale w opiece nad zwierzakiem najważniejsza jest miłość. A miłość do kociaków z Twojej blond postaci aż kipi i tylko czeka, ażeby przelać ją na jakąś futrzaną istotkę. Skoro zapewnienie jej warunków nie będzie problemem w kwestii finansowej, to nawet się nie zastanawiaj, tylko działaj. I wiem, że prywatnością zbytnio się nie dzielisz, ale jednak będę wdzięczna za zdjęcie, dwa, ewentualnie pięćdziesiąt, które przedstawią nowego domownika 🙂

  • kochana kot nie jest duzym problemem, kuweeta, żwirkek i jedzonko (koniecznie zwirek nie piasek)nie trzeba go wtedy wymieniac calego, na co dzien wystarczy gdy lopatką jakas wyciagnie sie to co zostalo nim oblepione xd dla studenta lepszy kot niz pies, nie ma koniecznosci wychodzenia na spacery i nie wydasz 200 zl na poczatkowe szczepienia. ja tez sie czaje na kotka jak zmienie mieszkanie 🙂 koty to z reguly samotniki, poradzi sobie jak go zostawisz samego na jakis czas, a jak przyjdziesz to jeszcze sie polasi ;D

  • spokojnie da się życ z kotem na studiach 🙂 koty to i tak w większości indyidualiści, mój taki jest ale jak przychodzi się przytulac luib bawic to potem w szkole myślą że się tnę hhah 😀 bierz kociaka! koniecznie bo jeśli to ma byc coś czego Ci brakuje do obecnego szczęścia a z kotem sobie bez problemu poradzisz!

  • edytek38

    Moje dziecko już co prawda nie student ale młody dźwiękowiec. We Wrocławiu zostały nasze dwa koty bo ja ich zabrać nie mogłam. I ma kłopot:-(. Nie ma go w domu całymi dniami a kociaki cierpią. Jeśli masz potrzebę kociego ciepłego futerka to niedaleko od Ciebie na Ołbinie, dwa koty szukają odpowiedzialnej, kochającej, dochodzącej niani :-).

  • Ja miałam na studiach fretkę. Wszędobylskie to, szalone, gryzące po nogach, przywiązane jak pies. Moja współlokatorka miała legwana. Da się więc 😉

  • Mam kota, ale mieszkam w domu, kot jest więc wypuszczany, wraca kiedy chce, noce przesypia najczęściej w domu. Wszystko chyba zależy od tego, jak bardzo jesteś zdyscyplinowana i czy nie zapomnisz go nakarmić, zmienić mu piasek w kuwecie itp.
    Nie raz wieczorem gnałam na złamanie karku tuż przed zamknięciem sklepu, bo się okazywało, że kot zjadł więcej, niż sądziłam i nagle na półce z karmą było pusto!
    Bywa, że nawet zadbany kot choruje. I wtedy koszty wzrastają kilkakrotnie, z kotem trzeba iść do weta, choćby się waliło i trzeba było pisać ważne kolokwium. Dasz radę?
    Ogólnie z podróżowaniem do domu odradzałabym, bo to dla kota zawsze stres.
    Chociaż są takie, co podróżować mogą i lubią.
    Jeśli już, to bierz jakiegoś młodego, który do wszystkiego się łatwiej przyzwyczai.
    No i pamiętaj, że kot potrzebuje też towarzystwa. I musisz mieć kogoś, kto zanim weźmiesz kota, zgodzi się nim opiekować podczas Twoich wyjazdów. Jeśli rodzice się zgodzą, to super, jeśli to problem, to z góry odpada.
    Ogólnie to chyba chciałabyś być trochę w ciąży (z kotem oczywiście), ale się boisz 🙂
    Buźka!

  • Kochana, na moim kierunku (weta) znaleźli się tacy uparci, którzy wzięli ze sobą wilki i nowofunlandy do malutkich pokojów bądź większych, ale kilkuosobowych. I dają radę bez marudzenia:)
    Na Twoim miejscu pomyślałabym o adopcji ze schroniska – opiekunowie będą w stanie określić charakter kota, jego nastawienie do długiego przebywania w samotności oraz – co bardzo ważne! – czy kot chorobę lokomocyjną ma czy nie. To ostatnie wybitnie potrafi uprzykrzyć żywot studenta zwierzakoposiadającego.
    Na stronach internetowych przeważnie jest możliwość obejrzenia zwierząt czekających na adopcję wraz z krótkim opisem i zarezerwowania delikwenta. Przygarnięcie wiąże się z wniesieniem symbolicznej opłaty mającej częściowo pokryć koszty utrzymania kota w schronisku – ok. 100 zł.
    Jeżeli chcesz uniknąć płacenia (co zrozumiałe, studencki portfel w końcu:)) poszukaj na facebooku stron lokalnego TOZ-u lub organizacji ratujących zwierzęta. Tam z chęcią Ci pomogą podjąć decyzję, opowiedzą na każde pytanie a nawet pomogą zorganizować transport przez pół Polski:)

    • mieć wilka… to jest dopiero coś, a nie tam koty 🙂

  • Hey

    Też rozmyślam nad adopcją kota, jednak w przeciwieństwie do Ciebie, na studiach jeszcze nie jestem i ta decyzja jest chyba ciut łatwiejsza. Mimo wszystko, też mam wiele obaw, ale jakoś idea posiadania w domu małego, słodkiego futrzaka przysłania mi cały świat.

    Proponuję, abyś może dogadała się z rodzicami, że jeśli nie dasz sobie rady z tym kotem, to aby oni go wzięli, a Ty będziesz go odwiedzać.

  • Ewa

    Mój kolega w akademiku trzyma ptasznika. Na tym samym piętrze ktoś ma kota i jeszcze coś, ale już nie pamiętam dokładnie co – choć niby w akademikach nie można mieć zwierząt 😛 Dasz radę, bierz kota! Na pewno go to uszczęśliwi 😉

  • Powiem jedno. Dawniej nie lubiłam zwierząt, gdy jakieś mnie dotknęło, albo byłam zmuszona je pogłaskać („popatrz jaki słodziutki, on chce żebyś go pogłaskała”)natychmiast musiałam iśc umyć ręce, bo widziałam jak na nich poruszają i mnożą się bakterie.
    Od swojej kolezanki dostałam na urodziny kota. I chociaż wku*** mnie sprzątanie jego śmierdzących kup, to fakt, że jest tak strasznie przytualśny wynagradza mi wszystkie niedogodności. I to co mówią o wyczuwaniu cieprpienia to prawda. Mój kot zawsze gdy mam pierwsze bolesne dni okresu, kładzie sie przy moim brzuchu i grzeje go swoim ciepełkiem, a jak moja pierwsza miłość mnie zostawiła i świat się dla mnie skończył, całymi dniami leżał ze mną w łóżku i mruczał, jakby chciał powiedzieć, że wszystko będzie dobrze.
    Koty są cudowne, a ja wyleczyłam się już z mojej niechęci do zwierząt, właśnie dzięki mojemu kiciusiowi – Kocilli 😉

    Wydaje mi się, że z kotem jak z dzieckiem, trudno się na nie zdecydować, ale gdy się już trafi to kochasz je bez pamięci.

  • Anonymous

    kot to najlepszy zwierz pod Słońcem!! pomruczy, ogrzeje, uczesze. działa odstresowująco. full pakiet. polecam!!;]

  • Mam podobnie jak ty, tylko niestety nie będę mogła tego zrobić ;/.
    Jak masz możliwość, czyt. przychylność współlokatorów, to czemu nie?
    P.S zamiast podróż napisałaś powrót ;P. I nie wiem czemu stawiasz przecinki przy porównaniach, np. przed „niczym”. Jest jakaś zasada o której nie wiem? ;P

    • Już poprawiam. 😀
      PS Nie, to ja sobie tworzę nowe zasady… czasami mnie ponosi i walę przecinki wszędzie 😀

  • Anonymous

    Jak nie kupisz kota, nic się nie zmieni i ciagle będziesz tęsknić i cierpieć za kotem, ludzie decydują sie na dzieci, co jest wiekszym problemem niz kot i są szczęśliwi 🙂
    Ja osobiście za kotami nie przepadam, ale z doświadczenia wiem, że najbardziej żałuję się z decyzji asekuracyjnych, bo one niczego nowego do zycia nie wnoszą.

  • Ja jak najbardziej jestem za. Sama adoptowałam niedawno psa ze schroniska i kocham go najmocniej na świecie 😀 Ale musi to być dobrze przemyślana decyzja. Zanim adptujesz pomyśl o:
    1. Finanse – czy dasz radę go utrzymać, czy będziesz miała pieniądze jak się okaże że będzie wymagał leczenia lub sterylizacji. Niektóre gabinety weterynaryjne dają zniżki jeśli przygarnęłaś zwierzę ze schroniska.
    2. Kwestia mieszkania – jak wynajmujesz mieszkanie sprawdź czy w umowie nie masz czasem informacji o posiadaniu zwierząt. Właściciele często niechętnie na to patrzą, a nawet jeśli się zgodzą to musisz mieć świadomość że każde zniszczenie będziesz pokrywać Ty: ewentualne podrapane tapety, czy zniszczone meble, co może się zdarzyć.
    Pomyśl czy współlokatorzy nie są czasem uczuleni na kota. Jak to już wyjdzie po adopcji może być ciężko…
    3. Zostawianie zwierzaka – czy masz go z kim zostawić na kilka dni kiedy będziesz chciała pojechać na wakacje, albo czy poświęcisz się i zdecydujesz sie na mniej wystrzałowy wyjazd ale w miejscu godzie możesz pojechać z kotem. Zostawianie u kogoś gdzie są inne zwierzaki może być bardzo kłopotliwe. Mój pies jest bardzo zazdrosny, tak samo pies u moich rodziców, a kontakt z kotem to już jest awykonalny. Trzeba zamykać je w osobnych pokojach, trzymać na smyczy, cyrk na kółkach. Ale pracujemy nad tym…
    4. Podróż ze zwierzakiem – zgadzam się z domizzz,ja jeszcze nie spotkałam kota, który by się nie darł w niebogłosy podczas podróży. Może być ciężko, ale nie jest to niewykonalne.
    5.Młodszy czy starszy – młody kociak to rozrabiaka, ale wiele osób woli młodsze zwierzaki żeby być z nimi od początku, starszy zwierzak – jest dużo spokojniejszy, ale ma juz swoje przyzwyczajenia które ciężko zmienić. Ja adoptowałam starszego zwierzaka który ze względu na swój wiek miał nikłą szansę na adopcje, moja koleżanka natomiast adoptowała dwie maleńkie kotki.
    6. i najważniejsze – NIKT Ci nie da gwarancji że trafisz na miłą kicie która całe dnie przesiedzi grzeczne sama, a jak wrócisz to usiądzie Ci na kolanach i będzie Ci mruczeć do ucha. Równie dobrze możesz trafić na kota który zadrapie Ci tapety, porysuje meble, a jak wrócisz do domu to na powitanie skoczy Ci z pazurami na plecy…

    Jeżeli wtedy sie rozmyślisz bardzo skrzywdzisz takiego zwierzaka.
    Sama ostatnio słyszałam o ludziach którzy wzieli kotka ze schroniska a po kilku dniach go oddali, bo nie chciał przychodzić na mizianie na zawołanie…

    Dlatego dobrze się zastanów, a kiedy mimo tych wszystkich ostrzeżeń i znięchęcających komentarzy będziesz dalej pewna swojej decyzji – to śmiało – bierz kociaka!

  • Wszystko spoko, zwierzak też, ale te porównania do Justina to już można odpuścić. 🙂

  • Ja też zastanawiam się nad adopcją kotka. Jeżeli w końcu się zdecyduję to na pewno nie trafi do studenckiego mieszkania- jest ono strasznie małe i brudzi się już wystarczająco bez kota. Za to chcę namówić rodziców na kota. Odkąd w listopadzie zaginęła nasza kotka zrobiło się tak jakoś smutno na podwórku (u mnie koty mają mega wolność- nie mogą żyć w domu bo bracia mają alergię, a poza tym skoro mogą żyć tak na pół wolno to czemu nie?).

  • Emi

    Trudno mi powiedzieć, bo sama uwielbiam koty i nie wyobrażam sobie życia bez nich, ale co innego gdzieś tam, na wyjeździe, a co innego w domu z dużym podwórzem… Sama nie wiem.

  • Karola

    Ja kociarą nie jestem, ale napiszę tak: jeśli po podliczeniu wydatków uważasz, że Cię stać to śmiało 🙂 (mam tu na myśli nieprzedwidziane wydatki, np. na weterynarza) Ja mam z TŻtem 4 szczury, a teraz intensywnie myślimy jeszcze o psiaku. I pewnie go w końcu adoptujemy.

  • Paskudne myszożery. Nie znoszę ich.

    Ale hejterski komć!

  • Ja to bym się na Twoim miejscu nie zastanawiała. Czymże jest poświęcenie w obliczu puchatej miłości?:3

  • Jeśli dogadają się z Mackiem podczas domowych wizyt, to czemu nie?

  • Kotom mówię nie, dziękuję za uwagę. Subiektywnie uprzedzony jestem do kotów, a do tego mnie uczulają. Są urocze, słodkie, ale mimo wszystko nie-lubię! 😉

  • oo 🙂 Ja jestem szczęśliwą posiadaczką dwóch kotek. (może kiedyś o nich napiszę ? hmm… ) . Jeśli chodzi o moje zdanie to nawet jeśli nie stworzyła byś kociakowi luksusowych warunków to i tak miałby lepiej niż w schronisku, gdzie (szczególnie tą pora roku) trafia wiele kociąt. Jeśli przeanalizowałaś to i stwierdzasz, że dasz radę to śmiało. ! poza tym kot to nie są az tak wielkie wydatki. Raz na jakiś czas odrobaczysz, a karmy też reklamowanej nie trzeba kupować. Ja bym nie wytrzymała bez żadnych zwierząt w domu !