Od wanny i mydła ucieka tak szybko, jakby goniło go stado rozszalałych fanek One Direction, żyje tylko dzięki cudownej mocy chemii zawartej w napojach energetycznych, a czasami – w te rzadkie dni, kiedy ma jakiekolwiek pieniądze – jada po królewsku, czyli w znanym i tłustym fast foodzie.
Nie, to wcale nie opis upadłej gwiazdy rocka, która straciła karierę po opublikowaniu jego nagich zdjęć na którymś z portali internetowych. To tylko zwykły, polski student.
Który, według badań, jest niezwykły brudasem.





BADANIA WYKAZUJĄ…

Około dwóch dni temu w internecie ukazały się badania, przeprowadzone, rzekomo, na reprezentatywnej grupce studentów.Wyniki były szokujące jak pocałunek Madonny z Britney Spears dobrych kilka lat temu: studenci podobno na śniadanie piją tylko kawę, po której z upodobaniem zaciągają się fajką, następnie głodują kilka kolejnych godzin, by w końcu zjeść coś porządnego, czyli batona lub – w przypadku tych studenckich burżujów – posilić się, zapewne zdrowo i odpowiednio, w fast foodzie.

Co więcej: ci studenci, którzy nie mają drugiej połówki, raczej stronią od prysznica i wolą, gdy wokół nich ulatnia się naturalny, przepocony zapach – ot tak, coby zwabić płeć przeciwną, jak sądzę.  Powszechne oburzenie wśród naukowców, którzy przeprowadzali badanie, spowodował fakt, że studenci najczęściej leczą się sami – dzięki witaminie C i lekom przeciw przeziębieniom. No cóż, zawsze mi się wydawało, że mamy XXI wiek i niektóre dolegliwości możemy wyleczyć bez zawracania lekarzowi tyłka, ale widocznie się myliłam.

LUDZIE MYŚLĄ, ŻE STUDENCI TO BRUDASY


Wiecie, zazwyczaj po prostu zlekceważyłabym ten artykuł, traktując to jak kolejną durną, internetową ciekawostkę, taką jak wieczne zastanawianie się, czy piersi którejś z gwiazd są prawdziwe, albo wielki news o tym, że Adamczyk miał romans z Gessler. Ale kiedy zjechałam na dół i zobaczyłam pełne nienawiści komentarze osób – zwłaszcza starszych – które serio potraktowały cały artykuł i uwierzyły wynikom badań, zrobiło mi się przykro. Wyszydzanie : i to ma być rosnąca inteligencja III RP?  Za moich czasów studenci jadali zdrowo! Teraz to tylko chleją i nic więcej na tych studiach – i tak dalej, i tak dalej, sprawiło, że szlag mnie trafił. Jak, kuźwa można określać wszystkich studentów po badaniu, które było nierzetelne, bo jak sama pani badacz mówi: przeprowadziliśmy je na grupie 50 studentów z Łodzi.
Co więcej, uznali, że skoro schematy w zachowaniu były powielane, to można je rozłożyć na całą populację młodych i uczących się w tym kraju.

ŁÓDŹ A RESZTA ŚWIATA

Nie wiem, może i w Łodzi są sami studenci-brudasy, ale cholera, w życiu nie słyszałam podobnych bzdur.  Nie mogę mówić za wszystkich ludzi w wieku od dziewiętnastu do dwudziestu pięciu lat mieszkających w tym kraju, ale zapewniam, że wśród tych studentów, których znam i tych, których znają koledzy moich kolegów i ich koledzy – to badanie jest tak wiarygodne, jak zapewnienia hollywoodzkich gwiazd o tym, że nic sobie nie poprawiały. Po pierwsze: naprawdę duża część studentów je zdrowo albo przeciętnie.
Wszystkie te legendy o kromce chleba na dzień, głodowaniu, zapijaniu wszystkiego alkoholem i jedzeniu na zmianę dżemu i pasztetu to tylko żarty. To tak, jakby obserwować parę patologicznych rodzin, gdzie ojciec bije dziecko albo matka jest alkoholiczką i wysnuć wniosek, że wszystkie rodziny w Polsce tak wyglądają.
No kuźwa.
Wiadomo, że czasami idziemy zjeść sobie hamburgera, zamiast obiadu wpieprzamy zupkę chińską czy w automacie na uczelni kupujemy sobie wafelka, bo nie zjedliśmy
rano śniadania. Ale do cholery, nie znam nikogo, kto stołuje się w McDonaldzie codziennie, albo wpierdziela siedem razy w tygodniu dania instant
 – a tak mniej więcej wygląda obraz studentów w wynikach tych badań.

A o tym, że podobno stronimy od wody, to mi się nawet komentować nie chce, bo młoda jestem i zbyt duży skok ciśnienia tylko mi niepotrzebnie zaszkodzi.

WBREW POZOROM

Z drugiej strony widać, jak ludzie tępo wierzą we wszystko, co przeczytają: pod artykułem było pełno komentarzy o tym, jacy to studenci są straszni, że za czasów autorów tak nie było, że kiedyś to tylko sport i nauka. Otóż zdziwię niektórych: może i czasami pijemy za dużo, zajadając alkohol zupką chińską, ale do cholery, nie jest tak źle, jak wszyscy myślą. Ba, duża liczba studentów odnosi sukcesy w międzynarodowych konkursach, inni wyjeżdżają na wymiany, kolejni zdobywają medale na zawodach, a jeszcze inni… no cóż, po prostu są studentami, ale zdają z roku na rok, więc i tak to jakiś sukces.
Ale czego ja oczekuję po dorosłych i wielce oburzonych, którzy nawet nie potrafią porządnie badań przeprowadzić? No właśnie.
To ja już pójdę się nie myć i nie jeść, a wieczorem wypiję z Patrykiem wódkę i zagryzę batonem.
Bo przecież jestem studentką.


A tu macie link do badania: KLIK.

Przeczytaj także:

  • Ludzie są głupi… Bez obrazy. Ale wierzyć we wszystko to co się napisze, to już jakaś przesada. To że studenci imprezują, to mają prawo do tego – czas młodości przecież. Jak założą rodziny to już nie będzie czasu na różne hece i zabawy, więc dlaczego człowiek ma nie korzystać?
    Student często je fastfoody bo są szybsze w przygotowaniu. Jak się zakuwa non stop (bo jednak kujony dalej istnieją), to nie ma czasu na zastanawianie się, co zjeść.

    Ludzie nie mają już się do czego przyczepić.

  • Generalnie to ja czasem na stronach innych niż blogi wolę nie czytać komentarzy, bo rzadko kiedy są one mądre, zazwyczaj to bezsensowne, obraźliwe hasła ludzi, którzy mają się za znawców.

    Druga kwestia to same badania. Wcześniej sobie nie zdawałam z tego sprawy, ale po zajęciach z metod badań i kwestionariuszach ankiety rozdawanych przez starszych kolegów, potrzebujących materiału do prac licencjackich czy magisterskich, wiem już, że większość przedstawi nierealne dane. Dlaczego? Bo pełno w nich błędów, niekończących się pytań, gdzie tylko szuka się odpowiedzi mówiących „dziękujemy za udział w badaniu”, bo nie spełnia się wymagań, a niektóre pytania to wręcz zmuszają człowieka do zaznaczania absurdalnych odpowiedzi.

    Ok jeśli chodzi o obiad w postaci „czisburgera” z maka to rzadkość wśród Polaków, ale w kwestii śniadania to wiele obywateli „niestudentów” pali fajkę na śniadanie, w biegu pije kawę lub ewentualnie zje 1/4 kromki chleba czy 3 łyżki płatków kukurydzianych. Tak więc studenci to nie są obcy z innej planety, a część społeczeństwa polskiego.

  • To w Łodzi są w ogóle jacyś studenci? 😛

  • Tak, bo czasy się zmieniły, teraz już nie trzeba zdawać egzaminów i zaliczać semestrów, w końcu tak drastycznie spadł poziom. Nie to co kiedyś… No i nas studentów stać na jadanie dzień w dzień w macu i chlanie na potęgę. W końcu wszyscy mamy bogatych rodziców, którzy chętnie przelewają nam co miesiąc na konto okrągłą sumkę, za którą żyjemy jak królowie. Chociaż nie, czekaj, stać nas, bo oszczędzamy na wodzie i mydle! 😉

  • Może i skonstruowanie sensownego badania jest trudne (w odniesieniu do komentarza Domi), ale każdy szanujący się naukowiec powinien wiedzieć, że 50 studentów z jednego miasta w żaden sposób nie stanowi reprezentatywnej grupy. Wiem to nawet ja, studentka. Nie będę komentować wyników tego „badania”, bo mamy o nich bardzo podobną opinię…

  • szwagierka

    Sześc lat temu pisałam pracę magisterska na temat zachowań prozdrowotnych studentów( chcąc obalić podobne opinie). Żeby było ciekawiej przebadałam 300 studentów mieszkających w akademiku. Ankieta składała się z 25 pytań, więc badania były bardzo wnikliwe i rzetelne (uwzględniały nawet wskaźnik BMI). Nie zaskoczę Was: studenci się myją, co więcej myją zęby;-), jedzą śniadania, aktywnie spędzają czas wolny, nie mają nadwagi, wiedzą kiedy udać się do lekarza,palą mniej niż studenci w poprzednich latach… Oczywiście są wyjątki, które potwierdzają tylko regułę,że studenci to normalni ludzie!

  • O mój Boże… Padłam i nie mogę powstać.

  • Co złego w zakupach w biedronce?

  • Badania są tak samo rzetelne i wiarygodne jak przepowiednia cyganki stacjonującej przy osiedlowym bazarku.Życzę szczęścia tym,którzy będą chcieli żyć w sposób odzwierciedlający ten zawarty w tych „badaniach”.Nie rozumiem jednej rzeczy-czy wg. autora artykułu mam lecieć do lekarza z byle katarkiem?! No wybaczcie,ale ktoś chyba był w amoku gdy to pisał.Mieszkałam w akademiku i powiem wam,że wszystkie opowieści o wiecznych imprezach trwających kilka dni,piciu na umór itp. są mitami. Chcesz imprezować, imprezujesz, nie chcesz to nie.Nikt nikogo do niczego nie zmusza.
    Nawiązując do jednego z komentarzy – tak, ludzie są głupi. Wierzą we wszystko co jest poparte „badaniami” nie wiedząc jaki jest stan faktyczny i nie mając na jakiś temat bladego pojęcia.

  • Emi

    Załamałam się, widząc te badania. Zaczęłam wątpić, że w ogóle miały miejsce i zastanawiać się, czy ktoś ze zbyt wybujałą wyobraźnią ich po prostu nie wymyślił… W każdym razie, ludzie odpowiedzialni za to powinni siedzieć, a ludzie, którzy w to wierzą powinni wrócić do szkoły, bo chyba nie otrzymali odpowiedniej edukacji.

  • Tylko najlepsze jest to, że większość ludzi zna raczej pojedyncze przypadki takich studencików, ale kilka osób zrobiło ładną opinię o wszystkich studentach.

    • Tak jak kilku polaków złodziei przeniosło na całą populację… Niestety mieszkam za granicą i czasami wstydzę się za moich rodaków, gdy spotykam ich w sklepach. Dzisiaj byłam świadkiem jak przy takich cukierkach na wagę stało dwóch polaków i się zajadało na całego komentując szwedzką rzeczywistość… Było mi wstyd! Bo wiem, że ktoś na ich podstawie wyrobi sobie zdanie o moich wszystkich rodakach.

  • Dobra ja znam ludzi, którzy potrafią jeść dzień w dzień przez miesiąc hamburgery w Maku bo akurat jest promocja ale gdy promocja się kończy jedzą coś innego. Co do bałaganu to w moim pokoju panuje co prawda chaos ale nie uświadczysz tam np. talerzy sprzed tygodnia więc tragedii nie ma. Może te mity rodzą się ponieważ w trakcie sesji człowiekowi często nie zależy zbytnio na super wysprzątanym mieszkaniu i mega czasochłonnych posiłkach.

  • yyyyyyyyyyyyy…. każdy badacz powie, że badanie reprezentatywne = przeprowadzane na grupie 1000 osób, a nie 50!

  • szwagierka

    Badanie reprezentatywne jest uzależnione od liczebności populacji. Biorąc pod uwagę wszystkich studentów w Polsce to musiałoby to być ok.1000 przebadanych osób. Przyznaje rację Asiu Esprit;-) Bardzo dużo liczenia….

  • Straszna przesada. Szkoda, że wszyscy jesteśmy wrzucani do jednego worka…

  • Myślałam, że ten artykuł to jakiś żart. Ci ludzie te badania biorą chyba z miejsca, na którym siedzą, a ci, którzy w to wierzą są chyba jeszcze głupsi.

  • Jak ja uwielbiam generalizowanie… :/ Strasznie jestem ciekawa skąd oni tą grupkę 50 studentów wzięli, bo ja też nie znam nikogo wśród moich znajomych studentów, kto by pasował chociaż w najmniejszym stopniu do obrazu studenta, który wyłania się z wyników tych badań. A do tego stwierdzam, że chyba jestem dziwna, bo odkąd studiuje, a to już 4 lata, ani razu nie zjadłam zupki chińskiej 😛

  • Nic nowego, że ludzie wierzą w to co czytają. Przecież niektórzy myślą, że jeden z bohaterów artykułów w Fakcie naprawdę odebrał żelazko zamiast telefonu a innemu sokół ukradł ze spaceru psa łapczywie go przeżuwając, o ile dobrze pamiętam. I wierzą w to więc czemu mieliby nie uwierzyć, że studenci to brudasy i lubią zupki chińskie. Wiadomo, że to tylko anegdoty i przesadzone historyjki, z których sami studenci się cieszą i uważają je za super hiper zabawne i dodające im plus sto do szacunku na dzielni. Ja znam wielu studentów, którzy na śniadanie piją piwo, zapalają faje i idą na wykłady a prysznica używają raz w tygodniu. Sporo takich znałam. Takich co jedzą codziennie chleb z pasztetem i zupki chińskie tylko po to, żeby mieć wieczorem na piwo też znam sporo. Ale znam też mega dużo osób, które zdrowo się odżywiają, chodzą na siłownie i uwielbiają zdrowy styl życia. Taka karma (:

  • Mam mieszane uczucia. Bo tak: przypominam sobie swoje studenckie czasy. Brudny nie chodziłem, bo by mnie szlag jasny trafił, nie lubię brudu. Myłem się więc regularnie, opierałem także, choć przez większą część studiów miałem do dyspozycji pralkę Franię (a nie studiowałem w PRLu, żeby nie było, tylko stosunkowo niedawno, mieliśmy już internet). Za to jeśli o jedzenie chodzi… W akademiku zlądowałem z jednym garnkiem, w tym garnku gotowałem ryż, który później polewałem sosem ze słoiczka, kupionym w najtańszym z tanich dyskontów. Jeden taki obiad kosztował mnie trochę ponad złotówkę. Później, kiedy wyprowadziłem się z akademika i miałem do dyspozycji kuchnię, zacząłem sam sobie gotować trochę bardziej skomplikowane dania. na przykład chili w wersji ubogiej. tania kiełbacha, cebula, fasola i kukurydza z puszki, przecier pomidorowy. Wychodził wielki gar, jadłem to przez dwa czy trzy dni na przemian z ryżem i makaronem. Poza tym oczywiście chleb z pasztetem. Na fast foody nie było mnie stać. Jedząc tanio, oszczędzałem kasę, którą mogłem później wydać na książki (czasami), kino (też czasami) oraz piwo (często a nawet bardzo).
    Opowiadam o tym, żeby zapytać: no i co? Takie czasy, taki okres w życiu. Wyszedłem na ludzi, mimo, że nadal dzień zaczynam od kawy, do niedawna od kawy i fajki (rzuciłem fajki, ale mi to doskwiera), śniadań nie jadam…

  • Wątpię że większośc studentów lubi taki ekstremalny tryb życie, pewno niektórzy tak, ale po co uogólniac ?

  • Większość artykułów traci dla mnie wiarygodność, gdy zaczyna się od „statystycznie…”, albo „średnio co któryś tam robi coś tam”…

  • Badanie mnie przeraziło, ponieważ mieszkam i studiuję w Łodzi na Politechnice. Kurcze, znam tu wielu studentów i nie wiem kogo poproszono o udział w tym badaniu. Bardziej prawdopodobne jest dla mnie że ktoś sobie żartował, a teraz biorą to za wyznacznik studentów w całej Polsce. Smutne.

  • Ten komentarz został usunięty przez autora.

  • Siła mediów!!! Możnaby pozostawić to dalej bez komentarza, bo te dwa słowa mówią same za siebie – SIŁA MEDIÓW!!! One potrafią z największej głupoty, z najbardziej sztampowych historii zrobić wielki, soooorrrrrrrryyyyyyy -pokaźnych rozmiarów, rozbudowany, pełen faktów, przywołań, badań potwierdzonych na 50 – 60 osobach stanowiących „ponoć” grupę reprezentacyjną populacji polskiej (ponoć liczącej około 39 mln ludzi) artykuł. Ja tam nie wiem, chyba jest to grupa reprezentacyjna jedynie maleńki odsetek, w dodatku nie ogółu a odsetku populacji… Jednak media potrafią! Niejednokrotnie mogliśmy się o tym przekonać 🙂

  • heh widocznie badanie miało ukazać specyfikę łódzkiej społeczności studenckiej i z całą pewnością jestem przekonana, że chodziło o studentów dziennych mieszkających w akademikach lub prywatnych mieszkaniach. Studenci zaoczni niestety albo i „stety” często już dawno mają założone swoje rodziny i na pewno nie żywią się często w McDonaldach i nie chleją codziennie wódki, ponieważ mają swoje życie zawodowe, które nie pozwala im przychodzić do pracy na kacu. STUDENT ZAOCZNY A STUDENT DZIENNY TO JEST WIELKA RÓŻNICA!