Zacznijmy od tego, że każdy gdzieś chodzi.
Niektórzy do pracy, inni do szkoły, czasami na randkę, do marketu po bułki bo mama kazała albo po prostu – na spacer. I chociaż chodzenie ponoć jest zdrowe, pomaga spalać kalorie i sprawia, że nasze łydki są prawie tak ładne, jak te, które mają dziewczyny z Victoria Secret, to chodzenie może też spowodować chorobę. Nerwową, na przykład. U wszystkich tych, którzy muszą iść za wami i cholernie się powstrzymywać, by nie walnąć niektórych w łeb.
Albo przynajmniej podstawić haka.



Wydawało by się, że nie ma na co się wkurzać, a notka całkowicie z kosmosu, bo kto by to widział, żeby denerwować się na ludzi, że po prostu, najzwyczajniej w świecie sobie chodzą. Nic bardziej mylnego: bo o ile normalni przechodnie w niczym nie przeszkadzają, o tyle zdarzają się tacy, co myślą, że cały chodnik to ich czerwony dywan i gówno ich obchodzi, że ktoś się może śpieszyć.
Bo, na przykład, właśnie widzi swój ostatni odjeżdżający autobus, a następny jest za pieprzoną godzinę.

Na wszystkich filmach przedstawia się ludzi, którzy się śpieszą: z aktówką w ręku, w stroju a’la Blair Waldorf, lub w przypadku panów – po prostu w garniaku, z telefonem i wiecznie zabiegani. Powiem wam : nieprawda. A przynajmniej nie we Wrocławiu – widocznie u nas ludzie się nie śpieszą, bo wolą być wrzodem na czyjejś dupie.

#1: NA PRZYSTANKU

Stoisz przez pięć lat, marznąc jak cholera, a każda minuta upływa ci w tempie godziny. Wreszcie jest: przyjeżdża twój wymarzony autobus, do którego zaczyna się pchać więcej ludzi, niż zdoła się zmieścić. I ty próbujesz się wepchać, idąc w stronę wejścia, ale nagle wyskakuje ci jakaś gruba bambaryła*, torując drogę i idąc tempem,
które nawet ślimak uznałby za wyjątkowo powolne. Krzyczysz „przepraszam” a ta oczywiście nie słyszy. Wreszcie, zniecierpliwiony stosujesz prastarą zasadę: jak nie możesz przejść, to użyj łokci.
Co zaskakujące, gruba bambaryła nawet wtedy nie reaguje. Widocznie tempo chodzenia ma dostosowane do szybkości przetrawiania informacji.
A tobie autobus właśnie odjechał, bo zanim ominęłaś tego ludzkiego ślimaka, reszta szczęśliwców już dawno zapakowała się w tą puszkę, w której są sardynkami, a kierowca zamknął drzwi i pojechał niczym jakiś rajdowiec.. prosto na następny przystanek.

#2 W SKLEPIE

Niektórzy ludzie chyba nie zdają sobie sprawy, że nie wszyscy idą do marketu po to, by robić zakupy na trzy miesiące lub na wypadek wojny atomowej. Czasami trzeba gdzieś wyskoczyć w biegu, ruszyć do kasy i po drodze starać się omijać pięćdziesiąt tysięcy różnych osób, które postawiły sobie za punkt honorowy postawić swój koszyk na środku ścieżki między półkami albo totalnie zabarykadować nim przejście. Jednak ci i tak są o wiele lepsi niż chodnikowe krowy: przynajmniej gdy usłyszą „przepraszam” to zabierają swój koszyk na bok i pozwalają człowiekowi przejść.

#3 NA CHODNIKU

Czasami zdarza się, że gdzieś się spieszysz – bo przypomniałeś sobie, że zapomniałeś wyłączyć żelazko, bo jesteś już spóźniona piętnaście minut na spotkanie ze swoim chłopakiem-cholerykiem albo po prostu lubisz sobie szybko chodzić, bo już taki jesteś dziwny i tyle. Wtedy jednak -zupełnie znikąd – pojawia się przed twoimi oczami grupka rozchichotanych dziewczyn, które idą jak święte krowy po całym chodniku i ani myślą się przesunąć, żeby ktokolwiek inny mógł je wyprzedzić. Rżą ze śmiechu tak głośno, że nie usłyszałby nawet bomby spadającej niedaleko, a co dopiero twojego grzecznego „przepraszam”. Co więcej, mają włączoną funkcję  pyskowania, bo najczęściej są w wieku
nastoletniego buntu, słuchania jednej piosenki Nirvany i dziesięciu One Direction oraz malowania się kierując się radami z Twista tudzież Bravo. No i nie przesuną dupy, chyba, że przejedziesz je czołgiem.
Ale za to chyba idzie się do więzienia.

Nie mówię, że wszyscy mamy zasuwać jak małe samochodziki albo biec po chodnikach, ale czasami naprawdę wystarcza uważać. Wkurza mnie to, że ja sobie płuca wypluwam, przepraszając i prosząc o przejście, a ktoś ma mnie kompletnie w dupie, bo woli sobie pobijać rekord w najwolniejszym przejściu pięciu metrów. Serio.
Tylko wziąć i nastraszyć moim kotem. A niech ich zje, cholera! Na zdrowie!

* Mógłby być też chudy patyczak – tu nie chodzi o tuszę, ale o to, że zajmuje cały chodnik. Nie wiem, jakim cudem, naprawdę.

Przeczytaj także: