Razem z pewnym blogerem -brunetem postanowiliśmy w diabelski sposób połączyć swoje siły i z różnych stron – on po swojemu, raczej poważnie, ja jak zwykle jako blondynka i  z pewnym przymrużeniem oka. Dwa punkty widzenia i dwa teksty – niby o tym samym, a jednak niekoniecznie. 
Tekst W.W. dostępny tutaj: KLIK.

Ona patrzy na niego takim wzrokiem, jakby był co najmniej Robertem Pattinsonem z dorysowanym kaloryferem na brzuchu, on uśmiecha się grzecznie i potakuje co chwila, przeczesując włosy palcami – trochę jak gwiazda kina na czerwonym dywanie. Ona zaczyna chichotać w stylu wszystkich tych aktorek z seriali Disneya, które są nastoletnie, świetnie ubrane i zawsze mają chłopaka z najstarszej klasy w liceum, a jego wybitnie cieszy jej zainteresowanie, więc podtrzymuje rozmowę, co chwila zaczynając nowy temat . Czy to para? 
Oczywiście, że nie. To twój cholerny chłopak i ta głupia zołza, która co rusz się do niego podwala.
I to nic, że przyjaźnią się ze sobą siedem lat, a wy chodzicie już drugi tydzień. Ona na pewno do niego startuje.
Przecież to widać, czyż nie?


TAK ŁATWO SIĘ POMYLIĆ

Wpadasz więc wściekła na drugi dzień do jego domu i wymachując rękami niczym jakaś członkini sekty, która chce chaotycznym tańcem przywołać demony z zaświatów, krzyczysz o zdradzie i łkając mówisz o nadużytym zaufaniu. Zdezorientowany facet kompletnie nie wie o co ci chodzi, aż do momentu, kiedy między jednym rzuconym talerzem a drugim, dowiaduje się o domniemanym romansie ze swoją przyjaciółką.

I kiedy zaczyna ci tłumaczyć, o co naprawdę chodziło, że te szeptanie to nie mówienie sobie świńskich słówek i wymyślanie akrobatycznych pozycji, które muszą razem wypróbować, ale zmawianie się, jaki prezent kupić ci na twoje nadchodzące urodziny, zaczynasz w głowie liczyć kasę, którą musisz oddać swojej przyszłej teściowej za rozbite talerze i kubek z jogurtem, który niefortunnie wylądował na ścianie.
Znów to zrobiłaś. Szkoda tylko, że nie wykorzystywałaś swoich umiejętności interpretacyjnych – a w tym przypadku nadinterpretacyjnych – na lekcjach polskiego, gdzieś między Panem Tadeuszem, wałkowanym setki razy na każdym etapie edukacji, a Słowackim, który wielkim poetą był.

NIE TYLKO ZAZDROŚĆ

Zabawny jest fakt, że nie tylko wtedy, kiedy kierujemy się tym jakże niskim uczuciem* – zazdrością – zdarza nam się nadintepretować fakty i widzieć coś, czego tak naprawdę nie ma.  Przykład? Kiedy masz zły dzień, wychodzisz z łóżka z fryzurą a’la trzepnął mnie piorun, na twarzy masz jednego wielkiego pryszcza zamiast skóry, a ulubione spodnie robią się za ciasne i guzik wylatuje ci z hukiem wydaje ci się, że wszyscy się na ciebie patrzą. Wchodzisz do autobusu i – uwaga- nagle wszystkie spojrzenia skierowane są właśnie na ciebie, tak, jakby cały wszechświat nie miał dziś nic do roboty, poza obserwacją twoich worów pod oczami i miny podobnej do tych, jakie mają zombie z pewnego serialu, gdzie wszystkimi rządzi chudy szeryf w kapeluszu.
Prawda może cię nieco zszokować, bo najzwyczajniej w świecie… wszyscy mają cię gdzieś. Ta babcia, która biegła sprintem tylko po to, żeby zająć miejsce tuż przed twoim nosem zrobiła to, bo bliżej do drzwi. Chłopak, który gapił się – według ciebie –  i w zaangażowaniu liczył twoje pryszcze na nosie tak naprawdę spoglądał gdzieś ponad, wypatrując swojego kumpla, który sporo się spóźniał. A grupka dziewczyn, która bezczelnie gapiła się na twoją figurę ze współczuciem w oczach, tak naprawdę rozmyślała, gdzie wcześniej widziała już ta szare rurki, które masz na sobie. Ot tyle.
A wydawało się, że wszyscy widzą tylko twoje rozczochrane kudły.

KOMPLEKSY, EGO I TROCHĘ PORYWCZOŚCI

Dlaczego tak lubimy nadinterpretować pewne rzeczy? Ile osób, tyle odpowiedzi. Niektórzy robią to, bo są zjadani przez własne kompleksy, i tak jak na powyższym przykładzie, myślą, że wszyscy uważają, że najciekawsze zajęcie na świecie to szukanie wad w innych. Drudzy mają tak nadmuchane ego, że nie wyobrażają sobie chwili bez blasku jupiterów, czerwonego dywanu i grupki ludzi, którzy wlepiają w nich swoje gały – to znaczy, oni chcą myśleć, że tak jest, chociaż tak naprawdę wszechświat ma ich głęboko w d…, no w czarnej dziurze. Aż wreszcie dochodzimy do ostatniej typu – po prostu są kobietami, a jak wiemy, często kiepsko nam idzie analiza sytuacji, zwłaszcza jeśli chodzi o ukochanego gadającego z koleżanką albo chłopaka, który nam się nie podoba i – o trwogo! – nie odpisuje już pół godziny.
Każdemu się zdarza. Ważne chyba jednak, żeby nie dać się wpędzić w błędne koło i nie żyć w swoim „wydaje mi się” i „a ja myślałam, że..”. Bo inaczej skończymy jak jedna z tych starych babulinek, które zamykają się w domu z zapasami cukru i mąki, bo papież zrezygnował ze stanowiska i nadejdzie koniec świata.

*powiedziała najbardziej zazdrosna osoba na całym świecie**
** jestem zazdrosna nawet o Maciosława. Przesrane, mówię Wam.