Na początku zawsze jest świetnie i słodko, niczym z różowej bajki dla rozpieszczonych dziewczynek.  Znacie się jak łyse konie – chociaż, jak Boga kocham, nigdy nie widziałam takiego zwierzęcia -śmiejecie się tak głośno, że zagłuszacie młot pneumatyczny i jesteście nierozłączni niczym bliźniaczki Olsen. 


Jednak czasami w życiu coś się dzieje: czarne chmury zasnuwają niebo, codziennie wstajesz lewą nogą, a herbata zaczyna być za gorzka, mimo tego, że dodałeś więcej łyżeczek cukru. Czujesz się jak największy pechowiec, więc robisz jedyne, co uważasz za rozsądne: na łeb na szyję biegniesz do swojego przyjaciela, by uzyskać pomocną dłoń. Sęk w tym, że on nagle przestaje mieć czas, bo są przecież ważniejsze sprawy – sorry, ale serial sam się przecież nie obejrzy – i to jest  właśnie ten moment, w którym ty upadasz na kolana niczym wokaliści boysbandów na ich teledyskach, krzycząc coś w stronę nieba. A potem czujesz ostrze na plecach. Takie, które zdradliwie wbija się w ciało i boleśnie przekręca.
Przykro mi, tak to już jest.

SŁOWO NA P

Tak bardzo eksploatowane dzisiejszymi czasy i wynoszone na piedestał. Przyjaźń to coś, w naszym mniemaniu, niesamowicie szlachetnego: powiązanie dusz, poświęcenie za drugą osobę i innego tego typu wzruszające rzeczy, które sprawiają, że stare babcie chlipią przy haftowaniu chusteczek. Szkoda tylko, że używane raz za razem traci znaczenie: przyjaciółmi nazywamy już wszystkich dobrych znajomych, z którymi spotykamy się kilka razy w roku na piwie i ludzi, którzy z pasją i zaangażowaniem lajkują nam zdjęcia na fejsie.

Wydaje mi się – wiem, że pesymistycznie, ale jakbyście nie jedli cały dzień nic słodkiego, też byście mieli taki nastrój – że prawdziwe pojęcie przyjaźni zanika, a zamiast tego zadowalamy się mało wartościowymi kontaktami z innymi ludźmi.
Niby się kolegujemy, wszystko jest dobrze, ale gdy któremuś powinie się noga, to ten drugi nagle znika: bo pomoc kosztuje, a wysiłek jest przecież za duży. Zresztą, po co się starać, jeśli można iść do innego znajomego?
I tu wbijają przysłowiowy nóż w plecy, bo bez refleksji zostawiają nas na lodzie.

CZY ISTNIEJE W OGÓLE PRZYJAŹŃ?

Nie kwestionuję tego, czy prawdziwa przyjaźń istnieje, bo z pewnością. Mam tylko wrażenie, że nie polega ona na dodawaniu wspólnych zdjęć na fejsie, ogłaszania wszem i wobec, że jest się super-ekstra przyjaciółmi na całe życie, podczas gdy w czasie jednej kłótni cały kontakt się pieprzy.
 Zawsze wydawało mi się, że przyjaciel to nie tylko kompan do zabawy, ale też osoba, do której możesz iść i powiedzieć,  co ci leży na sercu i wątrobie, a on nie uda, że nie słyszy, tylko pomoże.
Ach, no i nie musisz ciągle powtarzać, że to twój przyjaciel – wręcz przeciwnie, nie ma potrzeby nazywania, bo… po prostu to wiecie.

I pinezki na fejsie wcale nie są wam do tego potrzebne.

A Wy jak myślicie? Przyjaźń zmieniła swoje znaczenie, czy jest dalej tak, jak było, a ja bredzę z powodu braku cukru we krwi? 
PS Hula-hop jeszcze nie przyszło. I na dodatek zamiast różowego, musiałam wziąć czarne*.

* Trochę takie emo edition.

Przeczytaj także:

  • Mam przyjaciółki i gdyby ich nie było byłabym kompletnie samotna…
    No trochę masz racji… Ale czasami jest chcesz dobrze i tak nie wyjdzie. My dla kogoś wszystko, inni dla nas nic 🙂

  • Istnieje! A, że czasem jest love, czasem hate to już tak jest.

  • Mniej więcej do studiów przyjaźń wydawała mi się przereklamowana, a teraz… gdyby nie moje przyjaciółki – współlokatorki (uwierzysz, że nigdy się nie pokłóciłyśmy? Przez prawie 6 lat?)to chybabym umarła.

  • Ahh, też myślę, że straciła swoje znaczenie. W obecnych czasach żyje się szybko i ludzie coraz częściej wybierają płytkie relacje, bo nie wymagają one takiego zaangażowania, mogłabym się długo rozpisywać na ten temat, ale to nie byłoby zbyt optymistyczne ; D zresztą chyba znasz moje zdanie.

  • Przyjaźń istnieje, ale ludzie ją idealizują. Przyjaciel powinien być idealny, oddany, nigdy nie może popełniać błędów… A takie osoby zwyczajnie nie istnieją. Denerwuje mnie to szukanie na siłę mistycyzmu – przyjaźń jest, albo jej nie ma. Nie można jej szukać, bo przyjaciół nie można znaleźć, to musi się po prostu stać.

  • Przyjaźń istnieje, ale jest bardzo rzadkim zjawiskiem. Sama doświadczyłam „przenazywania” znajomych przyjaciółmi, a po pewnym czasie kontakt ograniczył nam się do tego stopnia, że spotkania umawiamy raz w miesiącu. Teraz jestem ostrożniejsza. Całe szczęście, że mój facet to jednocześnie wielki przyjaciel, a moja mama najlepsza przyjaciółka 😉

    • i uważam, że tylko taka przyjaźń istnieje: z mamą, siostrą, z mężem. Z innymi ludźmi te przyjaźnie są krótkotrwałe i czasowe (ciągłe rotacje – w szkole przyjaźniłaś się z jedną koleżanką, w liceum z inną, na studiach jeszcze z inną …). żeby nazwać kogoś przyjacielem trzeba prawdziwie kochać.

  • Ja się tak przejechałam raz w swoim życiu, wystarczy. Dla mnie nie ma czegoś takiego jak przyjaciółka, co najwyżej bardzo dobra koleżanka

  • I.

    przyjaciolka jedna + mężyczna, przejechalam się kilka razy, ale nie ma co płakać. dalszych przyjaciół czy też grupkę bliższych znajomych oczywiście, że mam większą, ale ta jednanaj zawsze musi być jedyna. już od zerówki, choć oczywiście były i spięcia i nieodzywania się do siebie nawet i przez pół roku 🙂

  • myślę, że ktoś, kto znajdzie prawdziwego przyjaciela może nazwać się największym szczęściarzem na świecie. ludzie przychodzą i odchodzą, a żeby przekonać się, czy są twoimi przyjaciółmi trzeba lat. mi udało się znaleźć to szczęście i nie wyobrażam sobie nie mieć takiej osoby, której można powiedzieć wszystko, z którą można przegadać, prześmiać czy przepłakać całą noc 😉

  • Przyjaźń: temat rzeka.
    Z przyjaźnią jest jak z miłością- każdy pojmuje ją inaczej i każdy związek jest inny. Zresztą, przyjaźń to rodzaj miłości- czasem piękniejszy i trwalszy od miłości erotycznej. Wierzę w przyjaźń, tak ja wierzę w miłość.

    Dużo jest dobrych ludzi na tym świecie i przyjaźnie mniejsze, zwyczajne, (mniej prawdziwe?) też się trafiają. Mam przyjaciół, którzy nie wiedzą nawet, że ja ich za przyjaciół uważam. Znam ludzi, których przyjaciółmi nazywam, a czuję, ze mi czegoś w relacji brak. Różnie jest.

    Problemem jest właśnie to różne pojmowanie przyjaźni: jako miłości mniejszej lub większej. Jednak można przecież widzieć relacje inaczej, być całkiem odmiennym człowiekiem i się kochać. Bardzo, bardzo mocno.

    I nie potrzeba, by oznaczą kogoś „siostra”, „brat” na fejsie. 😉

  • Przyjaźń istnieje, tylko trudniej ją dostrzec.Problem polega na tym,że trudniej ją dostrzec, bo nasz świat jest coraz bardziej zakłamany. Mam jedną, prawdziwą przyjaciółkę i bynajmniej nie polega to na tym, że sobie „słodzimy”, bo przyjaźń nie na tym polega. Prawdziwy przyjaciel wygarnie ci najgorszą prawdę w oczy i nie będzie owijał w bawełnę, ale użyje najbardziej „dźwięcznych” słów jakie zna we wszystkich językach i będzie miał w nosie czy strzelisz focha czy nie. To jest moim zdaniem prawdziwa przyjaźń.

  • Myślę, że marudzisz z powodu niedoboru cukru w organizmie;) Ok, tak poważnie, to uważam że przyjaźń istnieje. Taka prawdziwa. Sama mam trójkę przyjaciół, na których mogę liczyć w każdej sytuacji – wiele razy już się o tym przekonałam. Ale mam wyrzuty sumienia, ponieważ wydaje mi się że ja nie jestem dla nich taką dobrą przyjaciółką…

  • Istnieje.Musimy ją sobie wypracować i pielęgnować.

  • Przyjaźń? Hmmm… Istnieje, ale bardzo rzadko ta, o której myślimy ”ta prawdziwa”. Czasem mam wrażenie, że trudniej o przyjaźń niż o związek. Podczas, gdy w związku łączy nas często namiętność, w przyjaźni brak tego fizycznego przyciągania. Ale uważam też, że przyjaźń to nie zawsze tylko bezwarunkowa pomoc. Czasem trzeba umieć też odmówić pomocy. Niekiedy testem dla przyjaźni jest umiejętność zrozumienia, że nasz przyjaciel też ma przecież swoje życie, wcale nie pozbawione trosk i problemów. Nie do zniesienia jest sytuacja, gdy w każdej sytuacji przyjaciel odwołuje się do tego, że przecież jesteśmy jego przyjacielem i musimy mu pomóc. Nie, w przyjaźni nie ma przymusu. Jest dobra wola. W granicach własnego świata. Przyjaciel musi też potrafić słuchać. Tymczasem zdarzają się osoby, które po zadaniu pytania ”co u Ciebie” od razu przechodzą do półgodzinnego opisu swojego ostatniego tygodnia. Eh… przyjaźń to temat nieskończony. Powiem na koniec tylko tyle, że prawdziwych przyjaciół mam dwójkę, może trójkę. I tylko z relacji z jednym z nich jestem w pełni usatysfakcjonowany.

  • a co się stało z różowym?

    eh. ja się na ‚przyjacielu’ przejechałam nie raz. i ostatnio dotarł do mnie sens mądrego zdania, a mianowicie ‚miałam przyjaciela’. skoro miałam, to oznacza, że on już nie żyje. bo przyjaciela nie można nie mieć, a jeśli się go traci to ta osoba nigdy na takie miano nie zasłużyła.

    dziś moim najwspanialszym przyjacielem, kochankiem, miłością jest mój mąż.
    reszta – to rodzina lub znajomi.

    na miano przyjaciela nikt nie zasługuje.

  • Mam 3 przyjaciółki, jedna sprawdzona od lat, dwie trochę krócej.
    Nie wymagam od nich ideału, a zwracam się, kiedy to naprawdę ważne.
    Wtedy nie zawodzą. 🙂

  • Anonymous

    Jedynym najwspanialszym uczuciem jest połączenie miłości i przyjaźni czyli oba w jednym związku. Kamila ma wielkie szczęście 🙂
    odrodzona

  • Of kors, istnieje 😀 Wiem, bo mam przyjaciółki od… urodzenia, min. moja Sister 😀

  • Prawdziwe przyjaźnie zawiązują się w dzieciństwie. Im później zawiązana przyjaźń, tym większe szanse, że się rozpadnie. Miałam „przyjaciółki” w liceum, ale jak widać teraz, nie były to przyjaciółki. Mam przyjaciółkę z czasów gimnazjum i mimo że poszłyśmy później do innych szkół, uczymy się na innych kierunkach, to i tak nic nie zmieniło C:

  • Mam przyjaciółkę od ośmiu lat, nigdy się nie pokłóciłyśmy i to wszystko to jest naprawdę. Niedługo zamieszkamy razem – i jeśli to przetrwa (a przetrwa), to przetrwa już wszystko.

    I nie boli mnie utrata znaczenia słowa. Nawet cieszy. Bo słowom nie ma co dać się zwariować.

  • Ja miałam kiedyś problemy z wiarą w przyjaźń, bo większość postrzega ją właśnie tak, jak opisałaś, ale w końcu zrozumiałam, że przyjaciel to ktoś totalnie inny niż osoba lajkująca twoje zdjęcia, z którą czasami się spotykasz i pożartujesz – to może być co najwyżej dobry kolega. Na prawdziwą przyjaźń trzeba czasami poczekać, ale na pewno warto.

  • Emi

    Masz rację, słowo przyjaciel jest w dzisiejszych czasach mocno nadużywane, podobnie zresztą jak wiele innych określeń. Co nie zmienia faktu, że oczywiście przyjaźń istnieje.

  • Dla mnie właśnie im jestem starsza tym większego znaczenia nabiera przyjaźń. Tak jak piszesz – w dzisiejszym świecie, ludzie nawet kogoś kogo widzieli dwa czy góra trzy razy w życiu nazywają przyjacielem, a przecież tak naprawdę nic a nic o tej osobie nie wiedzą! Szczerze? Mam dwie przyjaciółki – jedną na co dzień w pracy, a drugą niestety trochę km ode mnie. Oczywiście moim przyjacielem jest też mój mąż – ale to inny rodzaj przyjaźni tak samo jak rodzice czy rodzeństwo…wolę kilka takich osób obok siebie niż całą masę „niby” przyjaciół, którzy w nocy nie przyjadą gdy będą potrzebni, ba! nawet nie odbiorą telefonu…

  • Ja mam takie dwie, co wiem, że pójdą za mną w ogień. A ja za nimi. I w sumie… co by tu więcej pisać? 😀 Najważniejsze, że są ^^
    Pozdrawiam

  • Kiedyś jedną dziewczynę uważałam za przyjaciółkę, zawsze miałyśmy dla siebie czas i robiłyśmy dużo rzeczy wspólnie. A później ona spotkała chłopaka (a raczej mężczyznę) i cała znajomość się zakończyła, tak nagle. Szkoda mi tej znajomości, ja starałam się nie zaniedbywać nikogo, gdy znalazłam chłopaka.

  • Tak zgadzam się z tobą dzisiaj przyjaźń ma zupełnie inny wymiar;/
    i chyba mi trochę szkoda tamtego co było dawniej…

  • przyjaźń istnieje, ale zmieniła znaczenie. dla większości, zgodzę się z Tobą, przyjaźń to lajki i pinezki na fejsiku, ale myślę, że da się znaleźć ludzi, dla których „przyjaciel” znaczy znacznie więcej. Pisałam kiedyś o tym u siebie (w sumie tysiąc razy). Moi przyjaciele to moja rodzina z wyboru, może jest ich garstka, ale wiem, że mogę na nich liczyć. Przyznam szczerze, że boli mnie kiedy ludzie banalizują tą relację i do wszystkich „lepszych” znajomych przypinają karteczkę „przyjaciel”, ale tak na dobrą sprawę czy jest sens coś z tym robić (nawet gdyby się dało)? Myślę, że nie. To oni się zawiodą kiedy naprawdę będą potrzebować wsparcia, bo okaże się, że nikomu nie jest do nich w rzeczywistości po drodze.

  • Fajne podsumowanie psiapsiółek, przyciółeczek, „przyjaciela” itd. Niektórzy bardzo szybko ogłaszają tak swoich kolegów, nie do końca trafiając z tym słowem, dlatego to pojęcie się dla nich zaciera, a inni zastanawiają się, czy przyjaciel tak naprawdę istnieje.

    Chyba jeszcze raz podziękuje mamie, że mnie wychowała na tyle, że umiałam określić kim jest prawdziwy przyjaciel i teraz mam na kim polegać 🙂

  • Nie ma chyba prawdziwej przyjaźni bez kłótni:) tak mi się wydaje. Jedną z moich przyjaciółek kłóciłam się już parę razy niestety nie o kolor paznokci:) Na szczęście reszta przyjaciół starała się wszystko załatać. Ale czy istnieje taka do grobowej deski? Nie wiem, ale chce w to wierzyć.

  • Oj, denerwuje mnie to szastanie słowem „przyjaźń”, chociaż i tak nic nie przebije wyrażenia „byliśmy przyjaciółmi” – ot, moim zdaniem albo się jest przyjacielem ciągle, albo nie było nim wcale. x.x

    Słit foteczki z psiapsiułeczkami – jeden z moich ulubionych materiałów na cudzych profilach, który mogę z czystym sumieniem hejtować. No bo to jest taaaakie zabawne ;o

  • powiem z pełną premedytacją, że przyjaźń istnieje, tylko że ma tyle róznych obliczy, co miłość.
    moim najlepszym przyjacielem jest mój mąż, ale wiem wiem, nie o taka przyjaźń tu chodzi.
    ale inaczej-dowód niezbity- przyjaźnię się z pewnymi bliźniaczkami od 7 roku życia-świadomie, przedtem biegałyśmy razem ponoć w parku, jak byłyśmy, nwazijmy to, wyprowadzane przez swoje mamy, tudzież babcie na spacery. nie pamiętam. teraz z jedną z nich jestme na studiach, druga będzie moim świadkiem na slubie cywilnym. ta, z którą jestem na roku nie wierzy w słowo przyjaźń, bo nie nazwie niczego, ale wie, że tak jest. po prostu, mozemy sie nie widzieć miesiącami, ale jak cos jest nie tak, wiemy, że jenda do drugiej może się zwrócic. pogadać, pośmiać. razem czasem idziemy na zakupy. nieraz ratowały mi dupsko jak miałam prolbemy w domu, z ojcem alkoholikiem. ja im, jak miały porlblemy z facetami. z aśką razem robiłyśmy test ciążowy i to ja, a nie jej były trzymałam ją za rękę więc powiem tak- przyjaźń istnieje i można nie widzieć się nieraz miesiącami, pewnie zdarzy się, że latami- ale ona jest, to silna więź tak samo jak więź krwi, jeśli szanuje się tez pewne zasady w tym wolność drugiej osoby. i nie będzie jak w serialku ,ale będzie dobrze:)
    i nie będę właśnie stawiać teog na piedestale, mówić o moja najlepsza psiapsióło (magda dała by mi w pysk z pięści. serio), o ty moja krejzolko, przyjaźń forever. tylko to normalna ludzka więź, na której można polegać. coś szaechetnego? może owszem, bo skoczyłabym w ogień za nimi, wiem że one za mną też ale tego w naszym świecie się nie wymaga. kwejkowe obrazki mogą się schowć, bo tu jak w miłości, chodzi nieraz o prozę życia, nic więcej. czy umiesz zubdować coś trwałego z drugim człowiekiem. miałam fuksa, mi się udało. może dlatego, że tym nie epatowałyśmy, tlyko zawsze byłyśmy razem. i to starcza w czymś, co ja zwę przyjaźnią:)
    ale co do zjawiska społecznego masz rację-przyjaźń zmienia swoje oblicze. bo nazywa się coraz częsciej kogoś przyjacielem, kto jest jeno kompanem do picia, zabaw a tak naprawdę nic o nas nie wie. no i obowiązkowo na fejsie ma podpis siostra/brat/żona/mąż. i pinezki. i inne takie. żenada. swoją drogą, z aśką i magdą nie mam ani jednoego zdjęcia na fejsie wspólnie:D
    i czarne jest wypaśne:D

    • i ja przepraszam za literówki, ale zalałam klawiaturę. cóż, starałam się:D

  • Masz rację. Na początku przejmowałam się, że nie mam przyjaciółki. Ale ostatnio mimo problemów jakoś lubię swoje życie. W sumie na razie jestem szczęśliwa. A teraz…? Hm. Poszłam do nowej szkoły, trochę było ciężko, po siedmiu latach w tym samym miejscu, z tymi samymi ludźmi. Z dawnymi znajomymi nie mam czasu się spotykać, tak jakby mam przyjaciółkę, z którą nie widziałam się bardzo długo. Natomiast z jedną miałam zupełnie głupi układ, który sama wymyśliła:
    Nie będziemy przyjaciółkami (lub nie będziemy się tak nawzajem nazywać) bo przyjaciółki ciągle są o siebie zazdrosne. Po jakimś czasie (długo się znamy i wiele nas łączy, wspomnienia głównie…) spytała się jak to w końcu jest. Teraz, gdy tylko powiedziałam, że uważam ją za swoją przyjaciółkę, codziennie spamowała mi na fb jakimiś głupimi bestami o przyjaźni, oznaczając mnie. Gdy napisałam jej, żeby nie oznaczała mnie ciągle, bo przecież wiedza o tym, że się przyjaźnimy wystarcza tylko nam no i tez nie lubię ciągle sprawdzać tablicy….obraziła się na mnie…Ostatnio też ciągle dziwnie się zachowuje. Dlatego wolę nie mieć przyjaciół. Nadal ją lubię, no ale takie zachowania są dziwne(nie będę teraz ich opisywać, ale od tamtego czasu zaczyna się dziwnie zachowywać, trochę sztucznie)…Trochę mnie zaczyna denerwować. Poza tym zgadzam się z twoimi opiniami, teraz każdy się uważa za „słit best friend forever”…A ja tak na przykład nie mam…No i dodam jeszcze, że w tych czasach (w każdym razie ludzie z mojego pokolenia, gimnazjum i młodsi…w sumie z licealistami włącznie)trudno o prawdziwą przyjaźń. Ja nie ufam ludziom, co też jest takim ogólnym problemem ludzi. Ale nie tylko. Po pierwsze, trudno im dochowac tajemnicy, ciągle się na siebie obrażają czy też nie można na nich polegać…

  • A ja uważam, że przyjaźń istnieje. Ale jest z nią tak, jak z miłością – na prawdziwą ciężko trafić.