Ludzie ciągle narzekają. Na rząd, na biedę, na państwo i na innych ludzi, którzy – o ironio – będą zawsze bardziej źli, niż my sami.  Marudzimy, bo nie mamy czasu,  młodzi nie myślą, dzieci są grube, zupa za słona, a żarty z Familiady mało śmieszne. Bo nie ma śniegu, a jest zima; czekamy na białe płatki tylko po to, by móc ponarzekać, jak bardzo jest źle, bo pada ten cholerny puch, a chodnik zamienił się w ślizgawkę, na której co chwila ładne panie w obcasach muszą robić piruety, coby nie zaliczyć kontaktu z ziemią.

Ja też marudzę: chociaż staram się opisywać rzeczy z dystansem, nie mogę czasami pozbyć się tej nuty narzekania i pretensji do wszystkiego, co nie jest takie, jakie według mnie powinno być. Możemy psioczyć ile wlezie, ale czy to sprawi, że cycki Pameli nagle się zmniejszą, Megan Fox zacznie mieć trądzik, a młodzież przestanie bawić się w hipsterów z instagramami i zacznie używać mózgu? No nie.
Zaprowadzi nas tylko do błędnego koła, w którym my, jak ten nienajedzony grubasek, nigdy nie będziemy szczęśliwi.

WIELCY EKSPERCI 

Zawsze znajdzie się coś, na co można sobie ponarzekać, dając upust swojej złości i lewej nodze, która dziś pierwsza dotknęła ziemi, przez co wyglądamy jak nieźle wkurzona meduza i mamy humor, przy którym nawet wisielczy byłby w miarę radosny. To może być wszystko: poczynając od pani z warzywniaka, która krzywo się na ciebie patrzyła i nie oddała grosika reszty, poprzez kierowcę autobusu, chamsko zamykającego ci drzwi tuż przed nosem, pogodę, która może być – według indywidualnego uznania – za zimna albo za ciepła, czy pierogi w barze mlecznym, które swoje dni świeżości miały chyba sto lat temu.

Zauważcie jednak, że zawsze wtedy wchodzimy w rolę tych, którzy wiedzą najlepiej: dziewczyny, które prychają pogardliwie, gdy ich chłopak gwizdnie z zachwytu nad jakąś cycatą aktorką, zaraz rzucają się w obronę małopiersiastych, argumentując to tym, że przynajmniej mniej ważą, a i guziki od bluzki nie atakują ludzi, strzelając gdzie popadnie; wujkowie przy polskim, tradycyjnym kieliszku na imieninach mamy zamieniają się w specjalistów od polityki, wytykając władzy błędy i nie patrząc na to, że ktokolwiek by u góry nie był – no, chyba, że to byliby oni – zawsze będzie źle. Faceci narzekają na kobiety, dziewczyny jęczą, że mężczyźni to szuje, młodzież skarży się na starych, dziadkowie na młodych… i wszyscy wiedzą lepiej i gdyby byli na miejscu tych, co robią źle, to byłoby inaczej. Tak, jasne.
A ja jestem kotem w pomarańczowych spodniach w niebieskie kropki (istnieją w ogóle takie?) i umiem żonglować.


JEZU, JAKI JESTEM…

Gruby, głupi, brzydki, dziwny? Czy zdarzyło wam się słyszeć skargi trochę bardziej puszystej koleżanki, która zajadając jednego czipsa po drugim chlipie, że bardzo chciałaby nosić rozmiar xs? Chude chcą być większe, grube chcą być mniejsze, głupsi chcą być mądrzejsi, ale.. nikt z tym nic kompletnie nie robi.

Wychodzę z założenia – czysto idealistycznego, bo samej zdarza mi się je łamać – że nie powinniśmy na coś narzekać, jeśli nic z tym nie próbowaliśmy robić. To znaczy: osoba otyła, która jest chora i przez to nie może schudnąć jest moim zdaniem usprawiedliwiona jako maruda, ale już taka, która nosi dodatkowe kilogramy z własnej winy i nawet się nie stara nic z tym zrobić, a ciągle zamęcza ludzi biadoleniem, jaka ona nie szczęśliwa i jakimi sukami – pardon za rynsztokowe słownictwo- są chude osoby, które bezczelnie chodzą po świecie i grają jej na nerwach.

To samo jest w innych przypadkach: ktoś narzeka, że chce się rozwijać, ale dnie spędza przeglądając kwejka i śledząc znajomych na fejsbuku; inny narzeka na brak czasu, ale na oglądanie pięciu seriali jakoś zawsze znajdzie chwilkę. Zamiast ciągle marudzić, że coś jest złe, spróbuj zamienić to w coś dobrego: brzmi jak tekst z kazania albo jakaś reklama pożyczki-chwilówki? Może i tak, jednak co z tego, skoro ten slogan to sama prawda?

Ludzie! Wszystko jest do zrobienia, wystarczy tylko chcieć. I chociaż łatwiej powiedzieć, a trudniej zrobić, wydaje mi się, że im szybciej ruszymy dupy, tym mniej marud będzie na świecie.
I wreszcie można będzie wstać – nawet lewą nogą – i powiedzieć do siebie: kurde, ale świetny dzień.

Przeczytaj także:

  • Dobrze napisane! Nie mam lekkiego pióra i pisanie nie idzie mi tak dobrze jak Tobie, ale chwilami sama miałam ochotę napisać podobny post.
    Wokół mnie jest wiele ludzi, którzy narzekają na swój okropny los, a nie robią nic, by go zmienić. Ba! Potrafią nawet podciąć skrzydła ludziom, którzy chcą wziąć życie w swoje ręce i coś z nim zrobić. Dlatego odcięłam się od takich znajomych, a przyjaciół, którzy mają ochotę ponarzekać wysłucham, ale na koniec zawsze wesprę i zachęcę do działania.

    • mh

      Bardzo dobra postawa 😉 Ja – w zależności od przypadku – ochrzaniam takich ludzi, bo mi się wydaje, że jak marudzą, to się bardziej dołują, a jak człowiek zdołowany, to nic nie zrobi…

  • Oj, ja sama marudzę zbyt często, ale mam tego świadomość i mocno staram się z tym walczyć.

    • mh

      czyli w dobrą stronę idziesz!

  • Święta racja! Przyznam, że sama często narzekam na przeróżne rzeczy – a to za dużo nauki, a to tym razem nuda etc. Myślę, że wszyscy ludzie czasami muszą sobie poględzić, żeby zrobiło mu się lepiej, ale są pewne granice, a marud nikt nie lubi.

    • mh

      Dokładnie, są pewne granice 😉 Wiadomo, że nie będziemy codziennie przyklejać sobie uśmiechu i udawać, że wszystko nas cieszy i jest świetne, ale też nie popadajmy ze skrajności w skrajność 😉

  • ja mam okropny problem z marudzeniem, niektórych to denerwuje, inni mi w tym pomagają… 😀 ale zwykle to jest takie o marudzenia, że zimno, że nudno, że ktoś, że coś… zwykle marudzę mając jednak dobry humor 😀

    • mh

      hahaha 😉 No, ja czasami nie marudzę, ale ludzie odbierają to jako marudzenie, mówię: kurde, ale jest zimno! a oni myślą, że narzekam.. nie narzekam, stwierdzam fakty! ;D

  • Emi

    Najgorsi są ci, którzy narzekają zupełnie bezpodstawnie: dziewczyny chudsze niż modelki zrzędzą, że są za grube, a kujon, który dostał ze sprawdzianu tylko piątkę narzeka, że słabo mu poszło…
    Najzupełniej w świecie powinniśmy cieszyć się tym, co mamy. 😉

    • mh

      Dokładnie 😉 Chociaż przyznam, że też mi się to zdarza, ale staram się walczyć 😉 Powinniśmy bardziej doceniać to co mamy, mój chłopak zawsze mówi, żeby się doceniało, bo jak się nie będzie, to się to straci…

  • Jestem marudą na pełen etat, no niestety xD Ale tym bardziej cieszę się, kiedy coś mi wyjdzie i jest dobrze, te mniejsze (i tym bardziej większe) sukcesy potrafię dostrzegać 😀

    • mh

      to tyle dobrego;) warto doceniać to, co się ma 😉

  • A ja nie jestem marudą, pewnie to brzmi nieskromnie, ale taka jest prawda. Niemal zawsze się cieszę i koledzy ze mnie żartują, ale przecież radość można znaleźć wszędzie.

    • mh

      zazdroszczę Ci, bo ja jeszcze czasami marudzę:(

  • Oho, post o mnie. xD Taka właśnie marudliwa jestem, wszystko mi się nie podoba od początku do końca. ;D

    Bardzo pozytywny tekst. 🙂

    • mh

      hahah Carola, czyli zmieniamy się!

  • Raz na miesiąc lubię sobie ponarzekać i pobiadolić (PMS?) ale generalnie nie znoszę samo użalania, bo… lepiej się z siebie zdrowo pośmiać 😀

    • mh

      Dokładnie. Ale raz na miesiąc można!

  • O ja walczę z marudzeniem i jestem na dobrej dordze! Bo to jest racja, że nic to nie da i nie poprawi, a jak się cieszy tym, co się ma i działa by osiągnąć jakiś cel, to o marudzeniu po prostu się nie pamięta (nawet gdyby chciało się pomarudzić, to po prostu nie ma czasu i wylatuje z głowy) 😀 I wypraszam sobie, że tylko nastolatki udają świetnych fotografów, bawiąc sie instagramem hihi 😛

    • mh

      oj wiesz, że to tylko tak napisane ;D sama obserwuję kilka kont na instagramie;D

  • Ja dorzucę moje trzy grosze. Muszę przyznać, że jak przyjeżdżam do Polski to jestem przerażona! Niby mieszkałam tu wiele lat i znam ten system: dobrze-narzekam; źle-narzekam; normalnie-narzekam. Niby wiem, że konstruktywne narzekanie może zdziałać wiele dobrego, ale litość boską! Przyjeżdżam do Polski i spotykam znajomych, kolegów, przyjaciół, rodzinę i wszyscy! po prostu wszyscy narzekają! Najlepszy przykład (a może najbardziej absurdalny) z ostatnich kilku miesięcy: kuzynka męża narzekała ile to ludzi w centrum handlowym było na akcji „niedziela wyprzedaży” (czy coś w ten deseń) i czy ludzie nie mają co robić w niedzielę po południu tylko po sklepach łażą. Lol! LOL! A ona co tam robiła?
    Owszem, w Niemczech ludzie też narzekają, ale częściej też się cieszą i dostrzegają to, co pozytywne. Częściej się uśmiechają, nie złorzeczą sobie za plecami i to wszystko tak naturalnie… bez wymuszania.

    • mh

      No właśnie to chyba jakaś cecha narodowa, bo mamy duze skłonnosci do marudzenia;d slyszalam tez od obcokrajowcow ze sie dziwią, że my ciągle tylko o tym, co źle, a nigdy o tym, co dobre..

  • też jestem marudą. i gadułą. I zgadzam się z treścią artykułu..

    A dzisiaj jedna sytuacja mnie wzruszyła. Kiedy szłam do pracy i myślałam tylko kiedy dzień się skończy i będę mogła wrócić do domu, usłyszałam jak idący przede mną niepełnosprawny, mocno kulejący Pan rozmawiał przez telefon i powiedział: „Dzień jest piękny, śniegu pełno, ja się dobrze czuję, naprawdę nie mam na co narzekać” – uśmiechnęłam się i życzyłam mu w myślach wszystkiego najlepszego!

    • mh

      piękna sytuacja;) wszystkiego dobrego temu panu!

  • Ja zawsze każdemu powtarzam, że za dużo narzekają, że inni mają gorzej. Ale ludzie muszą ponarzekać, żeby lepiej się poczuć…
    Taka natura człowieka 😀

  • Polska to z założenia kraj malkontentów

  • z czyjego założenia? ja zakładam, że ludzie tu są inteligentni i postępowi

  • Bo w sumie my chyba najbardziej narzekać lubimy.

  • Tak wiem, że jestem ostatnio straszną marudą, ale obiecuję się poprawić hehe : D

    • mh

      postanowienie poprawy to pierwszy krok!;d

  • A ja przeszłam od marudzenia do czynów i jestem z siebie niesamowicie dumna. Raz że znowu robię to co uwielbiam, czyli trenuje siatkówkę a dwa, że nawet jak ledwo powłóczę nogami po treningu jestem zadowolona jak dziecko skaczące w kałuży. I ulubione spodnie znów na mnie pasują 🙂

    • mh

      super! tak trzymać!

  • Nie wiem marna to pociecha głównie wtedy chodzę, jak mi się złamie ząb, albo ząb jest martwy a teraz mam jedno i drugie, więc zupełnie nie wiem co mnie czeka. :p

    • mh

      dasz sobie radę;)

  • Jestem mistrzynią w narzekaniu i marudzeniu, niestety. Czasami to ma swoje plusy, bo jestem w stanie doprowadzić się do jakiegoś dziwacznego stanu pseudo-depresji i wtedy biorę się w garść i przestaję 😀

  • Chyba nic mnie tak nie irytuje jak właśnie marudy, marudynizm.

    POZDRAWIAM,
    KAMIL

  • Próbuję ruszyć dupę od roku i w sumie jest trochę lepiej niż było. Niestety dalej uchodzę za marudę:D

  • Jesteś cholernie motywująca. Niesamowicie rzeczowo z kąśliwym dowcipem opowiadasz o naszej rzeczywistości. Będę to czasem czytać. To dobry lek na marudzenie.