My, kobiety, jesteśmy takie cudowne: piękne, urocze, zazwyczaj pachnące* i z bogatym wnętrzem, o którym rozpisywali się poeci przez stulecia. Jako obiekt westchnień, materiał na piękną rzeźbę, model do obrazu i twarz do reklamy pasty do zębów, która podobno ma nam wybielić koparę, ale tak naprawdę wybiela tylko portfel, nadajemy się idealnie. 
Jednak w prawdziwym życiu wychodzi z nas pewna cecha, która z pewnością do idealnego wizerunku istoty perfekcyjnej nie pasuje: jesteśmy cholernie wrednymi chamidłami. 
I nic na to nie możemy poradzić.



KAMUFLAŻ

Na pierwszy rzut oka, żmijowatej natury kobiet nie widać: często się uśmiechamy, czarujemy powabnym głosikiem i strzelamy oczkami, coby być – bo strasznie to kochamy – w centrum uwagi.  Stroimy się, na twarz nakładając makijaż, mający nie tylko zakryć jakiegoś czerwonego niczym lampka alarmowa pryszcza, ale i wredną minę, która przez nasz charakter przyrosła nam do twarzy i została tam na stałe.
Maskujemy się znakomicie: często też kreujemy się na sierotki i delikatne, słodkie kwiatki, które wyglądają

jak wiecznie niewinna Taylor Swift, która ciągle rzępoli na gitarze i śpiewa o tym, jak to dobrze być zakochanym, albo jak źle być nieszczęśliwym lub rzuconym. Rolę tego złego zawsze przejmuje facet – bo przecież testosteron aż emanuje piekielnymi oparami i naprawdę nie mam tu na myśli zapachu, który tworzy się po przebywaniu pięciu mężczyzn w jednym pokoju w tym samym czasie. W każdym razie, zawsze jest tak samo: my to te cudowne, eteryczne istotki, którym prawie wyrasta aureola nad głową.
Do czasu.

WYCHODZI SZYDŁO Z WORKA

Powiedzmy sobie wprost: kobieta kobietę zna. I chociaż czasami między sobą też udajemy, że jesteśmy miłe i kochane, prędzej czy później potrafimy przejrzeć się na wylot. Obgadywania, ploty nie-ploty, szepty na ucho i krzywe spojrzenia, kiedy któraś ma coś, co my bardzo chciałyśmy: to standard tak często spotykany, jak dziwne stroje Ke$hy na każdej gali i jakaś wypadająca pierś którejś piosenkarki na koncercie przynajmniej raz na kwartał.
Jak baby na targu przenoszące jedną wieść po drugiej, tak my przeglądamy profile na fejsie, krytykując i uszczypliwie komentując, bo przecież co z tego, jak ładna, jeśli głupia, albo odwrotnie. My za to to panie idealne: bez żadnych brzydkich przywar i do rany przyłóż, a pomnik wybuduj.

Nasza wredna natura wychodzi zazwyczaj niespodziewanie: ot, po kilku tygodniach cudownego, usłanego różami związku zaczynamy obrażać się niczym matrony, zmuszając mężczyzn swojego życia do poruszania się na kolanach po szyszkach i kupowania tuzina kwiatów na przeprosiny.
Z przyjaciółkami też czasami bywa, jak bywa: dopóki mamy po tyle samo, jest dobrze. Ale jeśli tej drugiej zaczyna się świetnie powodzić, a tej pierwszej nie za bardzo, to zaczynamy się wściekać jak osy i mimochodem rzucać małe, wyszeptane kącikiem ust komentarze. Jak cieniutkie szpileczki, wbijane powoli i z premedytacją.
W plecy, oczywiście. Dla masażu i relaksu, jak w akupunkturze.
Ale żeby ją tak chociaż trochę zabolało… troszeczkę.

Z NATURĄ NIE DA SIĘ WALCZYĆ?

Skąd taka brzydka cecha u tak wspaniałych istot? Mówi się, że to mężczyźni czują ducha rywalizacji, ale kobiety depczą im po piętach.  Popatrzcie na małe dziewczynki: wyglądają jak aniołki, a wręcz emanują wredotą, którą widać w oczach, kiedy robią cyrk, bo mama nie chce kupić nowej lalki, a siostra dostała coś nowego. Kopią się pod stołem i nawzajem sypią piaskiem w oczy: to samo robią dorosłe kobiety na podobnych stanowiskach w pracy.
Myślicie, że skąd się wzięło przekonanie, że dziewczyna, która ma kobietę za szefową jest w dupie? No właśnie.

Ja nie mówię, że wszystkie takie jesteśmy: wredne i straszne, niczym jakieś upiory, które w nocnym świetle zwodzą mężczyzn na manowce. Nie sposób jednak zaprzeczyć, że bez mrugnięcia okiem potrafimy uściskać dziewczynę, którą pięć minut wcześniej obgadywałyśmy w łazience z inną koleżanką, albo poudawać płacz, by uzyskać to, o co nam chodzi.

I chociaż jesteśmy nieznośne, to – przyznajcie panowie – i tak nas kochacie.
Bo gdyby nie my, to o kim pisano by wiersze?


A wy dziewczyny, jesteście wrednymi zołzami, czy miłymi wyjątkami? 



* Niektóre nie są, ot po prostu. Zresztą, jak wiecie, kobiety też śmierdzą.