Mówi się, że społeczność użytkowników internetu jest piekielnie inteligentna. Że czytają mądre strony o ważnych rzeczach, posługują się ironią w czasie tworzenia głupich obrazków z najaranym Zbyszkiem i dzięki komentowaniu kolejnych artykułów na portalach informacyjnych, stają się głosem narodu – bo nie boją się powiedzieć, co im się nie podoba. 
Internauci – jak to dumnie brzmi. Ludzie, którzy rządzą w internecie. Ci, którzy kształtują opinię publiczną. Społeczeństwo, wśród których co dziesięć minut rodzi się kolejny, cholernie irytujący troll, którego nie uciszy nawet cios patelnią w łeb.

Z KIM MAMY DO CZYNIENIA
Wbrew pozorom, troll to wcale nie śmierdzący, zielony stwór, który zamknął się z Hermioną w dziewczęcej łazience, albo wysoki, groźny potwór, który w każdym rpgu chce walnąć cię maczugą w łeb, nie wiadomo dokładnie, w jakim celu.
Jednak troll internetowy i ten rodem z krainy fantastyki mają pewną cechę wspólną, która zasługuje na opisanie w pięciu tomach i dodanie do encyklopedii, jako hasło przewodnie w definiowaniu niektórych osób buszujących w internecie.
Mianowicie, troll jest głupi.
I nie chodzi tu o brak wiedzy w jakiejś dziedzinie czy nieznanie wzoru na deltę.
W tym wypadku, głupota polega na kompletnie ograniczonym światopoglądzie, który nie może dopuścić do siebie nic nowego. Nawet przy użyciu młotka.

JAK GO ROZPOZNAĆ

Szkodnik internetowy pojawia się wszędzie, gdzie jest dostępna opcja komentarzy. Zbiega się do takiego miejsca niczym świnia do koryta albo gwiazdy do chirurga plastycznego i zostawia milion śladów po sobie, w postaci komentarzy nacechowanych wielką nienawiścią: do autora, przedmiotu artykułu lub filmiku, albo po prostu – do świata. Jednak to nie jego hejterskie działanie jest najgorsze – bo wiadomo, że krytyka, jeśli uzasadniona, potrafi wprowadzić wiele dobrego – ale fakt, że zazwyczaj zacietrzewienie szkodnika wynika z jego braku umiejętności czytania ze zrozumieniem, próby dopisywania sobie pewnej ideologii lub – po prostu – tak zawężonych horyzontów, że żadna nowa rzecz nie jest w stanie wcisnąć się do jego umysłu.

To jeden z tych ludzi, który czyta artykuł o tym, że córką kogośtam dostała nagrodę w czymś tam i ostro komentuje, że to tylko dzięki mamie, pieniądzom i dawaniu dupy. To jeden z tych, którzy łażą po blogach i wybierają perełki – fragmenty notki – które wyrywają z kontekstu i ostro krytykują, nie zdając sobie do końca sprawy, co tak naprawdę przeczytali. Na próbę dyskusji reagują agresywnie i przyjmują postawę skrajnie wierzącego człowieka: to, co oni mówią, jest jedyną prawdą, a każda inna, niezależnie jak racjonalna, jest do dupy. To typ osób, które same sobie zadają pytania w rozmowie telefonicznej albo na coś, co odchodzi od schematu, reaguje paniką.

Pół biedy, jeśli to, co znajdzie sobie szkodnik do komentowania, jest na temat neutralny – wtedy troll jest tylko trochę bardziej aktywny niż niektóre gwiazdy na twitterze, wrzucające swoje zdjęcia w bikini i czekające na gorące oklaski. Jeśli jednak temat dotyczy czegoś bliskiego szkodnikowi… ba, krytykujący to, szykuj się na ostrą bitwę, bowiem troll nie odejdzie bez walki. Nigdy.
Będzie się kłócił aż do ostatniego durnego argumentu i przezwiska, które zdoła wymyślić. W imię tego, co dla niego znane i logiczne, przeciwko wszystkiemu co nowe… lub mądrzejsze.

JAK SIĘ GO POZBYĆ

Troll to ciężki orzech do zgryzienia. Walka z takim okazem jest prawie tak bezsensowna, jak tłumaczenie gwiazdom tego, ze ich sława wcale nie upoważnia ich do napisania – jakże nudnej, w większości przypadków – biografii, bo nikogo to nie interesuje. Kłócić się z nim nie da, bo pobije cię poziomem swojej głupoty.

Zignorować też nie, bo wyzwie od tchórzy i będzie utwierdzony w przekonaniu, że wytknął ci błędy i jest mądrzejszy od wszystkich amerykańskich naukowców razem wziętych. Najlepiej odetchnąć, policzyć do trzech milionów, dziewięćset tysięcy stu trzydziestu ośmiu, a potem… odpisać. Raz, a dobrze. Tak, żeby troll coś zrozumiał – a przynajmniej, żeby dotarło do niego, że jego umiejętność czytania ze zrozumieniem mocno szwankuje. Zamknie się prawie na pewno.

A potem pójdzie na kolejny portal, zostawić kolejny komentarz i denerwować następną Bogu ducha winna osobę. No cóż, internet to wspaniałe, różnorodne miejsce.. czyż nie?

*Wiecie co, może serio nie powinnam go nazywać trollem, a szkodnikiem, bo jest jeszcze troll, który trolluje… a to na pewno nie to samo. Ale hejter też nie do końca…. cholera!