Ludzie, którzy wymyślili tyle sposobów na przyrządzenie parówek, że gdyby to zapisać, przebiliby Rowling i jej siedmiotomową serię o czarodzieju z wielką blizną na czole. Ci, którzy wlewają w siebie litrami alkohol – nawet ten robiony po cichu w akademiku, co wymaga nie lada odwagi – a potem mają na tyle sił, by wstać i ruszyć tyłek na zajęcia, chociaż w głowie młotkami stukają małe krasnale, a żołądek z każdym metrem robi radosnego fikołka. Bez wątpienia najbardziej kreatywna grupa społeczna – bo mogą zrobić wszystko i, o dziwo, robią – poczynając od zorganizowania flash moba wykorzystującego dźwięki z piosenek Michaela Jacksona i S.O.A.D oraz choreografię z trącącej już myszką Gorączki Sobotniej Nocy z Johnem Travoltą w stylowej skórze, a kończąc na zaprojektowaniu kosmicznej koparki* albo zupy chlebowej, kiedy bieda przyciśnie. Wydawałoby się więc – cud i miód, a nie ludzie.

Okazuje się jednak, że pozory mylą, bo jak twierdzą wykładowcy, studenci to… potwory.

NIC, TYLKO DO PIEKŁA Z NIMI

Ostatnio na stronie gazeta.pl pojawił się dość kontrowersyjny artykuł, zawierający bóle i żale wykładowców, którzy z zapałem opowiadają, jak straszną pracę muszą wykonywać i jaką katorgą jest użeranie się ze studentami, którzy naukę mają kompletnie w dupie. Podobno młodzi ludzie przychodzą na wykład i zakładają nogi na stół, niegrzecznie żują gumę z otwartą japą, prześladują profesorów wysyłając im tysiąc maili na minutę z zapytaniami o pierdoły i co najważniejsze – są, po prostu – cytując słowa wykładowców – głupi.  Brak im jakiejkolwiek wiedzy z każdego przedmiotu i nie są zainteresowani kompletnie niczym. Jednym słowem – ludzie gorsi, niż Voldemort i jego świta, bo ci to przynajmniej Hogwart skończyli. A studenci… barany, bezmózgi i katastrofa większa, niż  brak internetu przez tydzień.

WYKŁADOWCY SĄ DO DUPY

Nie trzeba było długo czekać, by na zarzuty odezwały się głosy zranionych uczniów szkół wyższych, którzy z  ręką na sercu zarzekają się, że wszystko, co mówią wykładowcy, jest wierutnym kłamstwem – porównywalnym do tego, co wmawiają ludziom gwiazdy, zapewniając, że ich cycki wielkości dwóch potężnych donic na dorodne kaktusy są całkowicie naturalne, a najmniejszy rozmiar jeansów wynika tylko i wyłącznie ze zdrowej diety, obejmującej warzywa, owoce, mięso i – ale o tym już cicho – tabletek na przeczyszczenie. Że owszem, oni się uczą, starają, nocami piszą długie na kilometr ściągi i czują się niedocenieni, bo to właśnie profesorowie mają ich w swoich dyplomowanych tyłkach.  Co więcej – według studentów to wykładowcy są tą niekulturalna grupą – tymi złymi, którzy nie odpisują na maile, traktują wszystkich z góry, wpychają się do kolejki w bufecie i odpowiadają lakonicznie na pytania, prawie tak, jakby byli celebrytami, którzy chcą jak najszybciej pozbyć się nachalnych reporterów z gazety publikującej artykuły o klapkach, które uratowały życie i szafie, która nie pozwala ludziom spać.

KTO MA, DO CHOLERY, RACJĘ?

Jak zwykle to w życiu bywa, prawdopodobnie nikt.  Z jednej strony mamy studentów, którzy może i rzeczywiście nie zawsze są orłami , a entuzjazm do nauki jest u nich tak widoczny, jak u Pameli Anderson kawałek naturalnego, nieprzerabianego przez chirurgów ciała, z drugiej zaś strony mamy wykładowców, którzy potrafią być naprawdę chamscy tylko dlatego, że w Starbucksie ktoś im podał nie tą kawę, co trzeba.
Ale to jest tylko część prawdy.
Istnieją bowiem studenci – nawet powiedziałabym ,że są oni zaskakująco miłą większością – którzy mają głowę na karku i mózg we właściwym miejscu. Są inteligentni i kreatywni, o czym może świadczyć tylko to, że wpisując dziś w google hasło co wymyślili studenci, dostałam setki odpowiedzi na temat samochodów napędzanych chomikami biegającymi w kółkach, samopiorących  się ubrań i domowej roboty rakietach, skonstruowanych do odkrywania kosmosu.

To właśnie studenci są tą najbystrzejszą – według mnie – warstwą społeczeństwa: całkiem sporo czytają, orientują się w medialnym świecie, potrafią znaleźć w internecie coś bardziej ambitnego, niż zdjęcia koleżanki z roku w bikini na fejsbuku i z całą pewnością mają serce, o czym świadczą zbiórki i akcje, mające na celu pomóc komuś, kto tego cholernie potrzebuje. Jak to mówią: nie taki diabeł straszny, jak go malują i nie taki student głupi, jak to wykładowcy myślą.

Ale głodny jest na pewno. Dlatego też tyle przepisów parówkowych dostępnych w internecie.
Podobna sprawa ma się z wszystkimi profesorami, którzy z jakiegoś powodu zgodzili się uczyć młodych ludzi czegoś, co teoretycznie powinno im się w życiu przydać. Niektórzy z nich są pełni pasji i chęci do pracy, gotowi do opowiadania ciekawych anegdotek i wcale nie zachowujący się jak nadęte bufony, które pozjadały własne rozumy. Co więcej, potrafią współpracować ze studentami nawet poza godzinami pracy – i nie chodzi tu o konsultacje – co jest szczególnie wybitnym osiągnięciem, zwłaszcza w dobie kilometrowych kolejek do dziekanatu, nielegalnego przemysłu naukowego na chomiku i przekonaniu, że – no właśnie – student, to potwór.  Może zarówno jedna i druga strona powinna przestać szukać winy w tym drugim, a zacząć zmieniać coś… w sobie?

Przeczytaj także:

  • Myślę, że masz rację, to nie jest tak, że jedna ze stron to zło wcielone. Zarówno zdarzają się leniwi aroganccy studenci, jak i gburowaci wykładowcy. Ale z tego co zauważyłam to gazeta.pl często pisze takie wydumane, kontrowersyjne artykuły, chwilami mi to wręcz poziomem pospolitego „Fakteu” zajeżdża. Prawda jest taka, że zawsze znajdzie się osoba, której coś nie pasuje, a niestety nie da się wszystkim dogodzić. Bardzo przyjemnie czyta mi się Twoje posty, myślę, że będę zaglądać to częściej. Pozdrawiam 🙂

    • mh

      Dokładnie, trzeba patrzeć z dwóch stron 😉

  • Przykre jest to, że na studnia idą osoby, które iść tam nie powinny. Przez co ukończenie uczelni nie jest żadnym osiągnięciem, a normą, która i tak pracy żadnej nie zapewni.
    Wykładowcy zamiast wykładać i wzbudzić pasję u studenta, reklamują swoje książki, bez których zdanie roku jest niemożliwe.
    Reguły jednak nie ma – idiotami są i studenci i wykładowcy, tak samo jak wybitni mogą być jedni jak i drudzy.

    • mh

      Mogłabym się podpisać pod tym obiema rękami. Wydaje mi się, że brak jakiegokolwiek „sita” przy rekrutacji na niektórych kierunkach kończy się tym, że dostajesz tytuł magistra, który nie wzbudza już nawet szacunku…

  • „Ludzie, którzy wymyślili tyle sposobów na przyrządzenie parówek, że gdyby to zapisać, przebiliby Rowling(…)” – uwielbiam! Twój blog to jedyny, który czytam solidnie od deski do deski. Pozdrawiam 🙂

    • mh

      Dziękuję, Cote! To bardzo, bardzo miłe słowa 😉

  • Biorąc pod uwagę fakt, że teraz każda pierdoła pcha się na studia… No cóż, nie dziwię się biednym wykładowcom. :<

    • mh

      Racja! Tylko w takim razie kto ich wszystkich wpuszcza? Ja uważam, że powinien być jednak jakiś próg, bo tak to wszyscy się dostają na te łatwiejsze kierunki, a potem papierek już nic nie znaczy:( smutne.

  • Popieram komentarz @lorkowa, aczkolwiek, zastanawiam sie nad tym, czy wykladowcy musza robic z tego taki wielki problem, ze studenci nie sa zainteresowani. Nie to nie, i tyle.

    • mh

      Może powinni się zastanowić, czy czasami oni nie przynudzają…

    • Nieprawda! Trzeba studentów głaskać, bo jak zbyt wielu nie zda lub się „wypisze”, to grupa padnie i kasy dla wykładowcy nie będzie!

  • To zależy od człowiek. Zawsze znajdzie się ten dobry i ten zły student, który będzie miał wszystko w nosie. Tak samo jest z profesorami i wykładowcami, jedne będzie człowiekiem, a inny będzie jak taka wesz pijąca krew ze studenta

  • Nie chce mi sie czytać owego artykułu, bo temat jest mi doskonale znany. Jak twierdzą (słusznie) moi przedpiścy – z jednej strony na studia naprawdę idzie – i co gorsza kończy – masa ludzi, którzy nie powinni sie tam znależć, a znaleźli się, bo studenci=kasa dla wydziału + pensum dla pracowników, z których niejeden notabene powinien wylecieć, bo naukowo nic nie robi, a dydaktykę ma generalnie w dupie. Tak więc jest to błędne koło, studenci narzekają na niski poziom i mnożenie bezsensownych przedmiotów, wykładowcy na nieuctwo i ogólne nieogarnięcie studentów; jedni i drudzy mają ku temu powody. Więcej nie pisze, bo sie zdenerwuję, a chce sobie spokojnie obejrzeć Bonda 😉
    btw jak mi PÓŁ ROKU po zakończeniu zajęć student pisze maila zapytaniem, kiedy on mógłby przyjść po wpis, to też mu nie odpisuję.

    • mh

      Rzeczywiście, błędne koło to niesamowicie trafne określenie 😉

      Nie dziwota, że na takie maile się nie odpisuje, ale na przykład moja koleżanka przychodziła na konsultacje i nic jej prof. nie pomógł, napisała cztery maile (bo kazał jej napisać) i na żaden nie odpowiedział…

  • Prawda w takich przypadkach jak zwykle jest po środku, bo nie ma co zamykać wszystkich ludzi w tej samej klatce o nazwie „studenci” lub „wykładowcy”. Myślę, że część ze studentów to rzeczywiście oczytani ludzie, co nie oznacza, że nie ma tam też debili, czy że tylko oni ogarniają wszystko, co się na świecie dzieje. Chyba tak właśnie działają stereotypy, czyż nie? 🙂

    • mh

      Dokładnie 😉

  • Powinnaś raczej skomentować dziekanat :3

  • A tak naprawdę, to idzie niż demograficzny. Kierunków i nawet uczelni jest po prostu za dużo, przyjmuje się więc wszystkich na studia, bo to zabezpiecza istnienie wydziałów, uczelni nawet, a nie wszyscy się nadają do tego, aby studia skończyć. Tym bardziej, że nierzadko są to jakiekolwiek studia i męczą się ludziska na nich bez żadnej pasji.
    Pozdrawiam 🙂

  • Tak to prawda, często tak jest, że ludzie wola krytykować niż zaakceptować stan obecny :))

    Pozdrawiam,
    KAMIL

  • Wszelkie uogólnienia są złe, ale wiem jedno – poziom dzisiejszych studentów (uśredniając nawet) spadł dramatycznie na łeb, na szyję! W 3/4 tacy osobnicy nie dostaliby się na studia, (jakiekolwiek!) jeszcze 15 lat temu.

    Zawiniła zbrodnie, jakimi były: wprowadzenie gimnazjów, matura „zewnętrzna”, rozrost szkół wyższych (a w zasadzie ich filii) w małych miejscowościach.

    Ludzie, którzy kończyli studia około roku 2000, byli jeszcze normalnymi, wykształconymi poprawnie i wszechstronnie świadomymi uczestnikami życia ludźmi.

    Dziś to tylko popłuczyny intelektualne. Wstyd mi, że mój mgr jest tyle samo wart, co mgr kogoś, kto skończył Wyższą Szkołę Jakąś Tam zaocznie lub wieczorowo, a pracę magisterską kupił na Allegro.

    Jakiś czas temu moja znajoma udzielała korepetycji studentce polonistyki, która pisała pracę licencjacką. W pracy tej 3/4 zdań była niekomunikatywna, pozbawiona sensu, bełkotliwa.

    Dziewczyna licencjat obroniła (kto ją przepuścił????!!!) i pracuje teraz jako nauczycielka polskiego!

    HORROR!!!!!!!!!!!!!!!!

    • mh

      Też mnie to trochę boli. Zdaję sobie sprawę, że zrobię ten licencjat, a potem magistra i nikogo to nie będzie obchodzić, bo to chleb powszedni.

  • Są różni ludzie w każdym z grup społecznych. Studenci są przeróżni tak samo jak profesorowie. Oczywiście niektórych bardziej nie lubimy od innych(niestety tych mniej lubianych jest więcej)Zanim poszłam na studia słyszałam i poznałam nazwiska tych profesorów których lepiej mijać z daleka. Szkoda tylko, że Ci fajni, którzy zawsze są chętni z pomocą i robią coś więcej nie są tak samo znani studentom.

  • Jejku, jesteś damską wersją Kuby Wojewódzkiego ;p
    Wczoraj wieczorem przyszło mi to do głowy 😀
    Mam nadzieję, że się nie obrazisz, bo ja mam takie różne, (zawsze) myśli ;p

    • mh

      hahaha jakie fajne porównanie 😉 Nie miałabym się za co obrażać – to akurat chyba pochlebstwo, przynajmniej ja to tak odbieram 😉

    • Tylko Marto, nie noś stroju a’la Borat, jak to miał w jednym z odcinków Kuba. Wszak to co istotne to PR u przyszłej dziennikarki 🙂

  • Co tu dużo mówić, wszyscy lubmy trochę podkoloryzować fakty. A jeśli się trafi okazja, żeby wystąpić na głównej okładce Faktu, to już nawet nie wspomnę! Opinia jest, jaka jest i przeważnie kreują ją jednostki, ale – niestety – na skalę światową, czyli jeśli spotkasz raz studenta, który wcina parówki hurtowo, taki obraz pozostanie ci w głowie i prawdopodobnie zaczniesz generalizować (mówię „ty”, ale nie mam na myśli konkretnie ciebie, mówię generalnie). 🙂

    • mh

      Dokładnie to tak działa 😉 Z jednej strony szkoda, ale z drugiej.. jakie miłe jest zdziwienie, kiedy okazuje się, że jednak ktoś, kogo uważaliśmy za złą osobę (bo np. wszyscy nauczyciele matematyki są źli) okaże się super gościem ;D

  • Kocurek

    Jaki miły kompromis na koniec. 🙂

    • mh

      Czasami potrafię! ;D

  • A ja myślę, że sporo prawdy jest i w jednym i w drugim. Jeżeli ktoś ma iść na wykład i przeszkadzać, to po co tam idzie? Jeżeli obecność jest obowiązkowa, mogę iść, poczytać książkę, a nawet przespać się gdzieś w kącie, byle móc się wpisać na listę. A jeżeli komuś przeszkadza, że studenci, że tak brzydko powiem – laskę kładą na to, co szanowny wykładowca mowi i śpią sobie w najlepsze – po co sprawdzać listę? Narzekanie na ściągi, jeżeli przedmiotem do zaliczenia jest jakieś BHP czy coś w ten deseń też jest śmieszne, logicznie myślący człowiek nie będzie pierdołami zaprzątał sobie głowy i skupi się na najważniejszych przedmiotach C: Amen

  • Ja wprost uwielbiam narzekać na swoje studia/wykładowców/resztę studentów, ale prawda jest taka, że to najlepszy okres w życiu. Trzeba umieć iść na kompromisy (szkoda, że tylko z niektórymi wykładowcami idzie to osiągnąć), ale też czasem się zmobilizować. No i fakt niezaprzeczalny – z każdym kolejnym kierunkiem, ma się coraz większe pojęcie o tym co jest najważniejsze (że czasem 3 to nie koniec świata, a przez poprawkę nie trzeba targać się na swoje życie). Miałam na kierunku kolegę-wiecznego studenta, który mi o tym opowiadał i teraz widzę, że wiele z tych rzeczy, to prawda.
    Jednym słowem – wyrozumiałość, ale i umiejętność zmobilizowania się, a studia będą… no cóż, przyjemnością, to za dużo powiedziane, ale znośne 😉

  • Studenci są w sporej części głupi, ale jednak to okres, kiedy poznałem mnóstwo ciekawych ludzi. Więc bilans na plus. Od prostaków trzymam się z daleka. Tak mi się zdaje, wszak ile można się zadawać z podobnymi sobie! 😀

  • W czasie studiów jest czas na naukę i czas na rozrywkę :-)))
    Ech miły to okres w życiu…
    A wykładowcy może zazdroszczą studentom,
    bo sami już ten fantastyczny czas mają za sobą ?

  • masz wspaniałego bloga! będzie mi miło jeśli spodoba Ci się mój i również go zaobserwujesz ;))

  • Bardzo ciekawy blog 🙂 Ja jeszcze jestem w technikum.

  • Jeszcze studentką nie jestem, ale trochę studentów znam, nie tacy straszni są jak Ci stereotypowi. Taak… Studia to taka dziwna maszynka do nadawania tytułów, a czego się przy okazji nauczysz, to Twoje. Takie mam wrażenie… 😉

    Pozdrawiam