Teoretycznie rzecz biorąc, bycie płcią – tak zwaną – piękną niesie ze sobą cały wór zalet: nieznani ci faceci otwierają drzwi przed nosem, uczynni sąsiedzi pomagają nieść studencki bagaż wypełniony po brzegi słoikami od mamusi, a pracodawcy chętnie wezmą do siebie kogoś, kto może i nie ma jaj, ale z pewnością posiada niezły dekolt. Niestety na tym teoria się kończy, bo w praktyce świat przedstawia się zupełnie inaczej: zazwyczaj trafiasz na wredne szefowe, które z powodu swoich kompleksów wyżywają się na innych,  wieczorem w parku napada cię banda dresów, próbująca brawurą ukryć swój brak pewności siebie, a z powodu tego całego równouprawnienia, musisz sama targać reklamówy przepełnione konserwami z Biedronki, od czego rosną ci bicepsy i w słodkiej bluzce na ramiączkach wyglądasz jak napakowana Hilda z Bawarii. Cholera, dlaczego kobiety mają tak przesrane?

PANI IDEALNA
Spójrzmy prawdzie w oczy: kobieta zawsze musi wyglądać w miarę dobrze. Z makijażem czy bez, z włosami robionymi półtorej godziny czy pięć minut, z torebką od Prady albo w czymś, co wygląda jak worek po ziemniakach, ale jest najnowszym krzykiem mody – jeśli nie wygląda przynajmniej przeciętnie,od razu dostaje przylepkę z napisem pasztet, a o zaczepkach na fejsie może tylko pomarzyć.
Jeśli jednak facet przychodzi w tłustych włosach, albo koszulce, która pralkę widziała ostatni raz miesiąc temu, a delikwent nosi ją codziennie – wszystko jest w porządku prawie takim, jak w niemieckim wojsku. To przecież mężczyzna: jemu się wybacza śmierdzenie i beknięcia na romantycznej randce przy świecach i paczce czipsów z Biedronki.  Zębów też nie musi myć, bowiem prawdziwy facet… pachnie facetem.

POTWÓR W LUDZKIEJ SKÓRZE

Jest parę dni w miesiącu, które zazwyczaj lepiej przemilczeć.
Dni, w trakcie których kochane, słodkie kruszynki, z którymi faceci mają do czynienia, zmieniają się w nieznośne, chamskie małpy, wyżerające roczny zapas słodyczy i płaczące z byle powodu.
I wtedy mężczyźni robią jedno: skarżą się na nas, jak Nergal na Dodę w swojej niedawno wydanej biografii kogoś, kto z buntownika stał się kolesiem udzielającym wywiadu w futrze dla Vivy. Że jesteśmy niemiłe, chamskie, rzucające talerzami i plujące jadem bardziej, niż politycy w naszym kraju.
Ale czy ktoś pomyślał, jak my, biedne żuczki, się czujemy?
Faceci nie zdają sobie sprawy, jak ciężkie życie mają kobiety: tyle ubrań na świecie, a my nie mamy kasy, by je kupić.
Nie wiecie, jaki to ból, kiedy comiesięczna burza hormonów rozkazuje wam zjeść trzy czekolady pod rząd i zagryźć hamburgerem tylko po to, by zrujnować dietę, którą zaczęłyśmy dwa dni wcześniej. Nie macie pojęcia, jaką tragedią są spodnie, które jeszcze niedawno były dobre – albo przynajmniej uciskały tylko trochę, więc z wiecznie wciągniętym brzuchem dało radę w nich chodzić – a teraz nagle robią się tak ciasne, że każda próba ich założenia skutkuje guzikiem, który z szybkością godną Bolta, wystrzeliwuje i trafia Bogu ducha winną ofiarę w oko.
I jak tu nie płakać i nie wyżywać się na facetach No właśnie! Sami sobie zasłużyliście.


PUK, PUK, TUTAJ DRUGA KOBIETA

Najgorszym wrogiem kobiety wcale nie są kaloryczne słodkości, które sprawiają, że nasz tyłek wygląda jak trzydrzwiowa szafa.
Tłuszcz można spalić, ale kobiety-szefa się pozbyć nie idzie.
Baby to dziwne stworzenia: niby jesteśmy dla siebie miłe, ale najchętniej tej, której powodzi się lepiej wykręciłybyśmy ucho i doczepiły piętnaście kilo, coby jędza nie była tak zgrabna. Podobnie jest z relacjami płci pięknej na stanowiskach: jedna drugą najchętniej udupi. Za bardzo się stara? Opierdzielmy, że jest nadgorliwa. Robi się leniwa? Utnijmy pensję, żeby więcej tak ładnej sukienki nie kupiła.

Mówi się, że to faceci ciągle odczuwają potrzebę rywalizacji: jak Boga kocham i jak bardzo znam dziewczyny, uwierzcie mi, że to właśnie posiadaczki piersi odczuwają większe parcie, by wszystko, co mogą, uczynić pewnego rodzaju zawodami. Porównujemy się codziennie: która ma lepszego faceta, fajniejsze stylizacje, bardziej udany makijaż czy więcej sukcesów w pracy – to wszystko podlega ocenie, którą wystawiamy prawie tak surowo, jak wredna nauczycielka od chemii, której hobby jest katowanie uczniów dodatkowymi zadankami.
A cała ta rywalizacja i nienawiść, okraszona jest cukrem pudrem: pełnym pochlebstw, wzajemnymi zwierzeniami, zachwytem nad nowymi spodniami koleżanki i nieśmiałą myślą, błądzącą gdzieś z tyłu głowy: a żeby ci się przytyło, zdziro.*

*Ja wiem, że Wy wiecie, ale tak przypomnę, żeby później batów nie zgarniać: to wszystko żartobliwe, przerysowane i do cna stereotypowe. Co nie znaczy, że niezgodne z prawdą**.
** Nie znaczy też, że zgodne. No wiecie. Coś zawsze w tym jest.

Przeczytaj także: